|
Historia a rozum i polityka
18.04.2005
Pogrążeni w historycznych sporach i umysłowej ciemnocie politycy prawicy dostali kolejną lekcję poglądową jak w Europie w XXI wieku powinna wyglądać współpraca międzynarodowa i w którą stronę ewoluują stosunki na linii Unia - Rosja. Podczas ostatnich targów przemysłowych w niemieckim Hanowerze rosyjskie i niemieckie firmy oraz rządy tych krajów podpisały szereg porozumień gospodarczych na wielomiliardowe kwoty euro. Najważniejsze z nich to porozumienie rosyjskiego Gazpromu z niemieckim koncernem chemicznym BASF o wspólnej eksploatacji złóż gazu w Rosji oraz o budowie gazociągu na dnie Morza Bałtyckiego, przez który popłynie gaz z Półwyspu Jamalskiego do Europy Zachodniej. Tym samym chyba już definitywnie zrezygnowano z budowy przez Polskę drugiej nitki rurociągu jamalskiego. Czy w Polsce ktoś w ogóle zdaje sobie sprawę z tych faktów i co ważniejsze ich przyczyn? Zapewne oprócz lamentów o nowym Rapallo dziennikarzy "Gazety Wyborczej" czy TVN nie usłyszymy żadnych merytorycznych komentarzy. A powinno się bić w dzwon rozsądku i opamiętania! Nie z powodu "zagrożenia ze strony odwiecznych wrogów" tylko z powodu marginalizacji roli Polski w Europie, która po naszym udziale przy boku USA w wojnie w Iraku nabiera tempa.
Lekcja rozsądku, którą pokazują Niemcy i Rosja w przeddzień rocznicy zakończenia II wojny światowej powinna posłużyć nam do tego samego. W państwach, które posiadają rozsądne elity, władze rozumieją potrzebę pamiętania o historii, ale jeszcze lepiej rozumieją potrzebę patrzenia w przyszłość dla rozwoju państwa i życia następnych pokoleń. Tymczasem my co najwyżej będziemy mogli popatrzeć na wychodzącą koło nas niemiecko-rosyjską rurę (a konkretnie w Greifswaldzie, tu na marginesie warto przypomnieć że cieniem kładzie się niezrozumienie przez komunistów roli i znaczenia Ziem Odzyskanych także jak widać dla przyszłości geopolitycznej Polski i niedokończonego przesunięcia granic na Zachód, o tzw. lewy brzeg Odry z całym Zalewem Szczecińskim oraz Greifswaledem, Stralsundem i wyspą Rugią, chciałoby się powiedzieć "o jeden most za blisko"), bowiem kraje te doszły do porozumienia ponad naszymi głowami, bo tu od lat nie ma z kim poważnie rozmawiać! Każde nawet otarcie się o współpracę z jakąś rosyjską firmą graniczy ze szpiegowską histerią i "podporządkowaniem Moskwie". Dziwne, że takich obaw nie mają Niemcy, których starsi mieszkańcy pamiętają jeszcze najazd sowieckich czołgów oraz niezliczone grabieże, mordy i - wstydliwa do dziś sprawa - masowe gwałty na niemieckich kobietach. To jest już jednak historia, którą - jak widać - Niemcy zapomnieli / wybaczyli (choć Rosjanie wcale ich za to do dziś nie przepraszali), stawiając na bardziej realistyczną współpracę.
Jak mogą wyglądać rządy wspieranej przez media, prącej do władzy prawicy mogliśmy przekonać się podczas ubiegłorocznego festiwalu na temat reparacji wojennych od Niemiec czy wystawiania przez Kaczyńskiego rachunków za zburzenie Warszawy. Co z tego, że - podkreślę - słuszne jest to historycznie, ale nie ma to żadnego wpływu i znaczenia dziś, a tym bardziej szans na wykonanie tego. W Niemczech wywołało to jedynie zdziwienie i pożałowania godne uśmieszki, bo przez ponad 10 lat na kolanach wchodziliśmy do Unii i nazywaliśmy Niemcy "naszym najlepszym adwokatem". Obracając się w drugą stronę, na Wschód kolejne prawicowe próby oskarżania Rosji o okupację Polski i żądań przeprosin wywołują z kolei z tamtej strony zdziwienie i uśmieszki pożałowania, bowiem od 10 lat prezydentem wybranym w demokratycznych wyborach wolnej Polski jest były minister PZPR-u, a premierami były takie osobistości tejże satelickiej partii, jak Oleksy i Miller! Nie trudno wyobrazić sobie wylansowanych przez media prezydenta Kaczyńskiego i premiera Rokity, których program zagraniczny można by skupić w haśle "wieczna wojna".
Przywoływana tu współpraca Rosji z Niemcami i Unią Europejską (niedawne spotkanie w Paryżu przywódców Rosji, Niemiec, Francji i Hiszpanii) powinna dać nam otrzeźwienie i "pogodzenie się z Europą", co postuluje Samoobrona. Ta współpraca najsilniejszych państw to są też oczywiście echa wojny irackiej, gdzie - jak pokazują ostatnie dane na 160 tys. żołnierzy koalicji (w tym 150 tys. amerykańskich) - przypada zaledwie 1600 polskich. Trzeba więc przyznać się, że jesteśmy tam przysłowiowym "kwiatkiem do kożucha", bez żadnego znaczenia militarnego, ale o ogromnym znaczeniu politycznym, które jeszcze przez długie lata (jeśli nie zostanie szybko zakończone) będzie się kładło cieniem na Polskę i jej polityczną rolę w Unii Europejskiej. Co pozostaje naszemu prezydentowi Kwaśniewskiemu? Bratać się ze swym nowym ukraińskim kolegą Juszczenką, który po tzw "rewolucji" jest izolowany zarówno na Wschodzie, ale też - powiedzmy szczerze - nie ma akceptacji na Zachodzie, jako stronnik Busha. Niedawne spotkanie w Warszawie dwóch "spalonych" w Europie polityków, jakimi są Kwaśniewski i Juszczenko pokazuje słuszność moich wcześniejszych przekonań w tej kwestii.
Niektórzy w Polsce widzą i rozumieją znaczenie powstającej osi Paryż-Berlin-Moskwa i jej geopolityczny i - co ważniejsze - gospodarczy wpływ w przyszłości. Polska prawica podżegana przez proamerykańskie media próbuje "na złość babci odmrozić sobie uszy" i zerwać rodzącą się oś współpracy. Trzeba powiedzieć sobie wprost, że politycznym realizmem byłoby znaleźć się na tej osi, a nie z nią walczyć, gdyż jest to nieuniknione. Potrzeba wreszcie wykorzystać nasze geopolityczne położenie współpracą gospodarczą oraz rozumną współpracą polityczną, na partnerskich zasadach. No bo jeśli weszliśmy do Unii z Niemcami, Francją i Hiszpanią i ich sojuszem (wkrótce dołączą do nich Włochy po przewidywanej porażce w przyszłym roku Berlusconiego i wyborczym zwycięstwie Romana Prodiego), to chyba po to, żeby budować, współpracować i patrzeć realistycznie w przyszłość! Czy widzi to tylko Samoobrona, która na polskiej scenie politycznej jawi się jako jedyna siła rozsądku?
Przykładem na wyjście z ciemnoty umysłowej i wstecznictwa może posłużyć także niedawny przykład Bułgarii i Grecji, które porozumiały się z Rosją w sprawie budowy "rury prawosławia", czyli budowy ropociągu z Burgas do Aleksandropulis i będą transportować kaspijską ropę z rosyjskiego portu w Noworosyjsku. Nikt nie histeryzuje tam, że 60 lat temu przez Bułgarię przetoczyły się rosyjskie czołgi, a w Grecji była prawdziwa wojna domowa z komunistami i popieranymi przez Zachód nacjonalistami. Pamiętamy to w Polsce, bowiem PRL przyjmowało tysiące greckich komunistów, a ich potomkowie już dawno się u nas zaaklimatyzowali. Podobny przykład politycznego realizmu wykazują pragmatyczne Czechy, gdzie Komunistyczna Partia Czech i Moraw (nie żadni tam farbowani socjaliści czy socjaldemokraci) cieszy się niezmiennie kilkunastoprocentowym poparciem i posiada posłów w Parlamencie Europejskim. A przecież wielu mieszkańców Czech pamięta Praską Wiosnę i krwawą interwencję wojsk Układu Warszawskiego w 1968 roku.
Wychodząca z postsowieckiej anarchii, a będąca jeszcze w fazie preimperialnej Rosja pokazuje nam, jak doskonale odnajduje się w gospodarczych prawach rynku i dlatego też za grube miliardy euro współpracuje z Niemcami czy Grecją i Bułgarią (warto dodać, że do tego gospodarczego przedsięwzięcia akces zgłosiło brytyjskie konsorcjum British Petroleum). Oczywiście jest to sprawa tych państw czy się uzależnią - czy chcą - od dostaw rosyjskiej ropy czy nie. Przykład ten może nam dać - powtórzę to kolejny raz - sygnał do politycznego opamiętania i popieranego przez wszystkich ostatnio w obliczu śmierci papieża Jana Pawła II pojednania. Czy coś zmieni się w prących bez opamiętania i nie myślących o przyszłych pokoleniach politycznych głowach prawicy, pokażą najbliższe tygodnie.
(-) Marcin Martynowski  drukuj
|