|
SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?
Warszawa, 1993
Samoobrona - dlaczego? Bo widmo ekonomicznej i biologicznej zagłady zagląda nam w oczy.
Przed czym? Przed usiłowaniami tych wszystkich, którzy ponownie chcieliby wymazać Polskę z mapy Europy, poddać nowym formom zniewolenia.

DO CZYTELNIKA
SAMOOBRONA - to nie defensywa. To sposób czynnej walki, a kto nie
chce walczyć:
...Niech
idzie, niech żyje,
Niech sobie powróz okręci o szyję,
Niech jak pies głodny czołga się bez końca
za pańską nogą, która go potrąca...
Człowiek o prostych i szczerych intencjach, patriota oddany służbie
swojemu krajowi i swojej chłopskiej sprawie, z losami kraju nierozdzielnie
związanej - taki jest dla mnie Andrzej Lepper. Nie stroi się w cudze
piórka, nie robi min do społeczeństwa, we wszystkich okolicznościach
stara się pozostać sobą. Mówi i działa otwarcie i ostro, zamaszyście
jak Żniwiarz pracujący kosą na umiłowanej ziemi.
W
książce, którą Czytelnik ma właśnie w ręku, Lepper mówi o sobie
i o...quot;Samoobronie" prosto, bez owijania w bawełnę i bez
zakłamanych ozdobników. Dzięki temu właśnie wyraźnie widać drogę,
jaką przeszedł - od pracownika rolnego, przez związkowca, do liczącego
się coraz bardziej polityka.
Wśród
wielu ważkich spostrzeżeń i rozważeń, w książce mówi się także sporo
o tak zwanej trzeciej drodze rozwoju Polski, jako alternatywie wobec
coraz bardziej tragicznej rzeczywistości. Ta trzecia droga ma być,
po pierwsze, drogą jasną, nowoczesną i dla społeczeństwa zrozumiałą,
po drugie zaś, drogą polską, nie narzuconą z zewnątrz, prowadzącą
do wszechstronnego rozwoju kraju, a więc przez społeczeństwo akceptowaną.
Z
wypowiedzi lidera...quot;Samoobrony" bije niezłomne przekonanie,
że w polskiej wsi- i w ogóle w polskim narodzie - są siły wystarczająco
duże, aby skutecznie przeciwstawić się wrogim nam siłom destrukcji
i zniewalania Polski i Polaków.
(Andrzej
Lepper, fragment wypowiedzi z cytatem z wiersza Kornela Ujejskiego
pt....quot;MARATON")
Dzisiaj już nikt nie lekceważy Lepper a i jego...quot;Samoobrony".
Obecni właściciele Polski boją się go i szukają pretekstów, aby
go zniszczyć, wyeliminować z publicznego życia. Starają się go ośmieszyć,
choćby przez porównanie do Jakuba Szeli. Jego poglądom, działaniom
i ruchowi nadano szydercze, w mniemaniu jego autorów, miano...quot;lepperyzmu".
Bardzo szybko jednak okazało się, że lepperyzm, już bez cudzysłowu,
stał się synonimem społecznej determinacji i odważnego myślenia,
pojęciem kojarzącym się z walką o ocalenie tego wszystkiego,
Co się w Polsce
zaprzepaszczało i zaprzepaszcza. Lepperyzm to walka z tymi, którzy
prowadzą nasz kraj do zguby.
Dotychczasowe
władze robiły i robią wszystko, aby ludowo-patriotyczny ruch samoobrony
narodu zneutralizować lub przynajmniej zepchnąć na margines naszego
społecznego i politycznego życia. Zimni, społeczni gracze i polityczni
szmalcownicy nie przebierają w oszczerstwach i prowokacjach, aby lepperowską
...quot;Samoobronę", która jest organizacyjnym ucieleśnieniem instynktownej,
coraz powszechniejszej potrzeby narodowej samoobrony, rozbić, albo
pod byle pretekstem rozwiązać, zdelegalizować i zepchnąć do podziemia.
Elity obecnej władzy wydały...quot;Samoobronie" wojnę.
Wojnę się jednak
albo wygrywa, albo przegrywa. Wiedzą o tym ludzie tacy, jak ja, walczący
na wszystkich frontach drugiej wojny światowej, wiedzą ludzie obecnie
upokarzani i oszukiwani, ale w swoim upokorzeniu i krzywdzie zdeterminowani
i gotowi walczyć do końca.
Lepper i jego
...quot;Samoobrona" umieją walczyć. Ta walka jest słuszna. I słuszne
będzie ostateczne w niej zwycięstwo, bo będzie to zwycięstwo nie tylko
polskiej wsi, lecz także całej Polski. Nas wszystkich.
STANISŁAW SKALSKI
generał brygady, pilot
SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?
- Celem tej rozmowy jest przedstawienie Pana i Pańskich 'poglądów. Jest
Pan człowiekiem poniekąd kontrowersyjnym. Czytelnicy prasy lub telewidzowie
znają Pana przede wszystkim jako lidera radykalnej organizacji rolników,
która nie stroni od różnych przejawów czynnego protestu. Zanim poproszę
Pana o bardziej szczegółowe informacje dotyczące osobiście Pana i
kierowanej przez Pana...quot;Samoobrony", zacznę od fundamentalnego,
może nieco zaskakującego pytania: jak Pan rozumie to, że jest Pan
Polakiem? Jakie stąd wyciąga Pan dla siebie wnioski?
- Tak, jestem Polakiem i czuję się z tego dumny. Należę do narodu
o tysiącletniej państwowości, bogatej kulturze, cywilizacyjnie przynależnej
do Zachodu, ale przez swoją słowiańskość także do Wschodu.
Z doświadczeń dalszej i bliższej przeszłości wyciągam wniosek, że
Polacy są wprawdzie trudni do pokierowania, ale potrafią zrobić wiele
dobrego. Mają cechy charakteru i intelektu temu sprzyjające. Jednak
nie zawsze było i jest im dane działać w sprzyjających warunkach ustrojowych.
Obecnie naszą tragedią narodową są nieudaczne rządy. Po kilku dekadach
zależności i oswobodzeniu się z narzuconego nam ze Wschodu ciasnego
gorsetu ustrojowego, dokonywane przemiany nie przyniosły, niestety,
zakładanego i oczekiwanego przez naród skutku. Zależność zmieniła
swój kierunek: ze wschodniej na zachodnią. Ustrój wdrażany odgórnie
przy czynnym udziale czynników zewnętrznych nie wyzwala talentów i
inicjatywy społecznej. Idea samoobrony wyrosła z tych przewartościowań.
Oznacza ona nie tylko chęć położenia tamy niszczycielskim działaniom
elit, ale także poszukiwanie polskiej, trzeciej drogi. Jestem głęboko
przekonany, że ją odnajdziemy.
Doświadczenia ostatnich czterech lat są gorzkie, ale bardzo pouczające.
Wynika z nich, że potrzebna jest manifestacja wspólnej woli narodu,
który przetrwał hitleryzm i stalinizm nie po to, żeby ugrzęznąć na
mieliznach i bezdrożach. Jako Polak dumny jestem z tego, że wraz z
moimi kolegami i rodakami staję do walki o tę nową, prawdziwie demokratyczną
i autentycznie niepodległą Polskę. Nie uchylam się od odpowiedzi na żadne z pańskich pytań. Pragnę zaprezentować
szczerze i otwarcie moje poglądy, intencje i zamiary na przyszłość.
- Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydował się Pan zorganizować
Związek Rolnictwa ,,Samoobrona"?
- Gdy w Polsce rozpoczęły się zmiany, w ludzi wstąpiła nadzieja.
Ja również uwierzyłem, że przychodzą nowe, lepsze czasy. Że będzie
można wreszcie spełnić marzenia o zakupie ciągnika, budowie chlewni,
kurnika, zakładu przetwórstwa rolno-spożywczego. Że to wszystko będzie
zrealizowane normalnie. Bo dawniej było to niekiedy
możliwe, ale tylko na przydziały, talony, po znajomości. Wtedy to,
a był konkretnie rok 1990, cała masa rolników poszła do banków i na
te cele zaczęła zaciągać kredyty. Aż dziw brał, że banki z ochotą
i małą
troską o spłatę długów, udzielały każdemu pożyczek. Kto wtedy
wchodził do banku po kredyt, wychodził z pieniędzmi. Wywoływało
to u mnie niemałe zdziwienie. Ale nie będąc nigdy za granicą, nie
znając się na systemie finansowym, w prostocie ducha wyobrażałem
sobie, że na wolnym rynku tak właśnie jest i tak ma być. Jednak
otrzeźwienie przyszło szybko. Już jesienią 90-go roku zorientowałem
się, że wpadamy w pułapkę zadłużeniową. Ja osobiście byłem jeszcze
w stanie spłacać pierwsze raty długu. Ale byli tacy, którzy tej
możliwości nie mieli. Tym ostatnim bank skwapliwie zaproponował,
żeby wzięli kredyt na spłatę kredytu i odsetek.
- Co Pan wtedy
uczynił?
- Na razie obserwowałem i analizowałem sytuację. Rychło wybiła i moja
godzina. Zostałem zmuszony zaciągnąć kredyt na uiszczenie
odsetek, bo nie mogłem tego uczynić z dochodów. Powiedziałem
wszakże sobie, że czynię to po raz pierwszy i ostatni. A ponieważ
zawsze
byłem ciekawy spraw i szukałem ich wyjaśnień, sięgnąłem po lektury.
Dowiedziałem się, co to jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy
i Bank Światowy. Że tam, gdzie zaczynają one działać, pozostają tylko
po uszy zadłużone kraje, których obywatele cierpią głód, nędzę
i ubóstwo. Z prawdziwym przerażeniem dowiedziałem się, że od 1990
roku także Polska stała się obiektem działań tego bezlitosnego wyzysku
i ucisku ze strony MFW i Banku Światowego. Wtedy zadałem sobie
pytanie - co robić? W odpowiedzi na nie zrodziła się myśl, że przed
tym
nowym zagrożeniem musimy bronić się sami.
- Co nastąpiło
dalej?
- Dnia 27 lipca 1991 roku - pamiętam tę datę dokładnie! W małej miejscowości Zielnowo, gmina Darłowo, powstał pierwszy
Komitet Samoobrony Rolnictwa. Przyczyną tego była też klęska
powodzi, która nawiedziła Darłowo i okoliczne wsie. Prędko uświadomiłem
sobie, że sama walka o odszkodowanie za straty nie
wystarczy i w ogóle nie ma sensu, bo tak naprawdę, to nikt nie
okazywał ochoty, by nam pomóc.
Od początku więc dzieło samoobrony wystartowało z szerokiej bazy.
Pojmowaliśmy coraz lepiej, że rzuceni na głębokie wody wolnego rynku,
my, rolnicy polscy, rozbici zostaniemy przez ich fale, jeżeli nie
położymy im tamy. Zaczęliśmy więc publicznie protestować. Najpierw
w Zamościu i Darłowie, potem w Warszawie, przed Sejmem. Powołany został
spontanicznie Krajowy Komitet Samoobrony Rolnictwa. Po podpisaniu
porozumienia 14 listopada 1991 roku sądziliśmy, że...quot;Solidarność"
RI oraz Kółka Rolnicze są tymi oficjalnymi organizacjami chłopskimi,
które podejmą nasz protest i będą należycie bronić interesów wsi polskiej.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obydwie wspomniane organizacje ograniczyły
się do twierdzenia, że, jako z punktu widzenia formalno-prawnego niezrzeszeni,
jesteśmy intruzami na scenie publicznej. A w Warszawie powiadano nam
wprost: nie jesteście potrzebni w stolicy, wracajcie do domu, nie
macie osobowości prawnej, więc z wami i tak nikt nie będzie rozmawiał!
Właśnie wtedy postanowiliśmy udowodnić, że nie jesteśmy chłopkami
sprzed JJ wojny światowej i wiemy, jak sobie załatwić osobowość prawną.
I tak w grudniu 1991 roku zostały złożone odpowiednie dokumenty założycielskie
do sądu warszawskiego. 10 stycznia 1992 roku zarejestrowano Związek
Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona", który może zrzeszać nie
tylko rolników indywidualnych i ich rodziny oraz emerytów i rencistów,
ale również osoby pracujące na rzecz i w otoczeniu rolnictwa.
- A więc droga do...quot;Samoobrony" rolników, choć wyboista,
w gruncie rzeczy była prosta?
- Oczywiście. Gdyby w Polsce zaistniała owa...quot;normalność",
na
temat której rzuca się tyle słów na wiatr, to żadna samoobrona nie
byłaby w ogóle potrzebna. Zewnętrzne, twarde warunki i będące
skutkiem dyktatu MFW i Banku Światowego zagrożenie, powstałe
dla samego istnienia naszych gospodarstw, a więc też i dla bytu nas
samych i naszych rodzin, ogólna obojętność na tę straszliwą sytuację
- oto rzeczywiste i najgłębsze przyczyny narodzin Związku Rolnictwa
...quot;Samoobrona".
- Mówi Pan o...quot;zewnętrznych, twardych warunkach" sytuacji
polskiej, jako sprawczej przyczyny powstania ,,Samoobrony". Jak
Pan to rozumie?
- Otóż, gdy powstał rząd Rakowskiego i potem, poczynając od pierwszego,
niekomunistycznego gabinetu Mazowieckiego, narzucono Polsce z zewnątrz
kurs polityki społeczno-ekonomicznej, który, choć w zupełnie inny
sposób, prowadzi - przynajmniej pod względem gospodarczym - do nie
mniejszej katastrofy narodowej, co sowietyzm, a nawet stalinizm. Rzecz
w tym, że tę zgubną orientację postsolidarnościowe elity rządzące,
od wspomnianego Mazowieckiego, przez Bieleckiego, Olszewskiego aż
do Suchockiej, uznały i uznają za rzekomo bezalternatywną. Nawet tzw.
lewicowa opozycja z SdRP we wszystkich istotnych kwestiach popierała
i popiera wspomnianą orientację narzuconą nam z zewnątrz przez MFW
i Bank Światowy. Gdyby nie głosy większości członków Klubu SLD, to
skandaliczny program prywatyzacji, który zakłada import bezrobocia,
wyprzedaż za półdarmo polskiego majątku narodowego obcym, w ogóle
by w Sejmie nie przeszedł. To wydarzenie urosło, w odniesieniu do
SLD i SdRP, a zapewne też kierownictwa OPZZ przynależnego do tego
samego klubu parlamentarnego, do rangi symbolu. Symbolu sprzeniewierzenia
się liderów SLD obietnicom poczynionym własnym wyborcom, jakże przecież
licznym. Od dawna zresztą obserwowaliśmy, że posłowie i senatorowie
SLD byli jakby doczepieni do Unii Demokratycznej lawirując na orbicie
rządu Suchockiej. Wydaje mi się, że duża część przywódców SdRP z Kwaśniewskim
na czele, po prostu kontynuuje politykę dawnego, jaruzelsko-rakowskiego
skrzydła byłej PZPR. A jaka to była polityka, wszyscy wiemy. Z kolei,
dlaczego do tej grupy dołączyła nie mająca takiej samej przeszłości
obecna szefowa OPZZ, Ewa Spychalska, pozostaje dla mnie osobiście
zagadką.
- Czy, Pańskim zdaniem, były w ogóle jakieś inne, bardziej
konstruktywne siły w b. PZPR, jeżeli już mówimy na ten temat? Jeżeli
tak, to jakie i co Pan o nich sądzi?
- W PZPR były bardzo różne grupy. Osobiście nie oceniam
ludzi według etykietek, to jest ich przynależności partyjnej, ale
według
postaw i konkretnych, indywidualnych działań. Dotyczy to zarówno
przeszłości, jak i teraźniejszości.
Nie mogę wszakże, jako lider...quot;Samoobrony", w ogóle nie interesować
się tym, co robiły w przeszłości osoby pragnące wstąpić do naszej
organizacji. Z natury rzeczy wiele z nich należało dawniej także do
ZSL czy, w tym wypadku, do PZPR, w której, jak
wspomniałem, były różne siły i rozmaite jednostki. O ile się orientuję,
to obecna SdRP, jej elita, reprezentuje przede wszystkim byłą grupę
kierowniczą...quot;przewodniej siły". Właśnie tę, która bezpośrednio
i najbardziej obciążona jest dziedzictwem fatalnych rządów, zdradzieckich
poczynań, korupcji, wysługiwania się Sowietom. Jest to grupa, która
wraz z bliskimi sobie ludźmi z byłego KOR-u utworzyła za wspólnym
błogosławieństwem Moskwy i Waszyngtonu...quot;okrągły stół" i
przekazała władzę części dawnej opozycji. Jeżeli dzisiaj taki Adam
Michnik afiszuje się na przykład przyjaźnią z Wojciechem Jaruzelskim
i lansuje książkę Jaruzelskiego w Paryżu, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Po prostu stanowi to potwierdzenie zażyłych związków występujących
między ostatnim kierownictwem PZPR i KOR-em.
Natomiast zupełnie jest głucho o tych działaczach i szeregowych członkach
b. PZPR, którzy znajdowali się w ostrej opozycji wobec jaruzelsko-rakowskiego
kierownictwa i z tej racji niekiedy ponosili kary, szykany, represje.
Przepowiadali oni, czym się skończy polityka wyprzedawania ideałów
i wartości autentycznie socjalistycznych. Nie wolno nam zapomnieć
np. roli odgrywanej w przeszłości przez PPS, do której należał, bądź
co bądź, w swoim czasie nawet Józef Piłsudski!
- Czy mógłby Pan powiedzieć ściślej, o jakich ludzi i o jakie siły
tu
chodzi?
- Gdy nastąpiły wypadki radomskie w 1976 roku, liczni członkowie byłej
PZPR - w tym robotnicy, pisarze, publicyści - oburzeni
na politykę antyrobotniczą ówczesnego kierownictwa, wystosowali
...quot;List 2000" do Gierka. W liście domagali się stanowczo powrotu
do
pierwszego okresu gierkowskiego i realizacji podjętych wobec społeczeństwa
zobowiązań. Poza tym były w PZPR różne grupy opozycyjne
i niekonformistyczne, działające w trosce o byt ludzi pracy, o sprzeniewierzane
przez klikę rządzącą ideały ustroju sprawiedliwości społecznej. Ciekawe
i ważne, że te grupy z PZPR łączyły się niekiedy z ludźmi
z kręgów pozapartyjnych, podobnie czującymi i myślącymi.
Nawiązując dziś do oceny współczesnych działaczy nurtów postpezetperowskich,
pytać należy, o kogo konkretnie chodzi. W końcu także Leszek Balcerowicz
był członkiem PZPR, a nawet pracownikiem jednej z instytucji ideologicznych
bezpośrednio związanych z KC partii. Podobnie - prof. Gieremek i inni.
Zakładając i rozwijając...quot;Samoobronę" nie wolno pomijać i
powyższego punktu widzenia. Tym bardziej, że w strukturze znacznie
szerszej od Związku Rolnictwa...quot;Samoobrona", a więc w Komitecie
Samoobrony Narodu, jest miejsce dla wszystkich, którzy pragną bronić
interesów narodowych, obojętnie gdzie byli i co robili przed 1989
rokiem. Nie przypadkiem są w tym Komitecie liczni AK-owcy i BCH-owcy
oraz żołnierze byłej AL.
- Czy są to przemyślenia i wnioski, które Pan sformułował
ostatnio?
- W tym sensie, że w miarę tworzenia i rozwoju, a więc budowy
...quot;Samoobrony", orientowałem się, że wchodzą do tej struktury
różne
siły i ugrupowania, których wspólnym mianownikiem jest wola
czynnej obrony podstawowych wartości duchowych i cywilizacyjnych,
a więc też materialnych, narodu polskiego. Wielkie strajki
miedzi, zbrojeniówki, kopalni węgla, pracowników oświaty, służby
zdrowia, i w ogóle budżetówki, uświadomiły nam obiektywną konieczność
powstania, istnienia i dynamicznej rozbudowy...quot;Samoobrony"
w służbie ojczystej sprawy.
Podobnie myślą nasi sojusznicy i przyjaciele. Podobny też jest cel
ich dążeń, chociaż rozmaite bywają metody stosowane, by cel ten osiągnąć.
Na przykład, działający od trzech lat i zaprzyjaźniony z nami Komitet
Obrony Bezrobotnych składa się z ludzi pozbawionych pracy, ale też
pracowników nauki i kultury różnych orientacji, a nawet księży. Są
tam zarówno ludzie ze stolicy i dużych miast, jak i z głębokiej prowincji.
Dla nich samoobrona to nie tylko manifestacje, czy, jak się popularnie
mówi, zadymy. Organizują też przedsiębiorstwa, w których bezrobotni
znajdują nowe miejsca pracy. Te przedsiębiorstwa tworzą ogólnopolską
agencję inicjatyw gospodarczych. Z kolei KOB należy do Europejskiej
Sieci Ekonomiki Alternatywnej i Solidarnej z siedzibą w Paryżu. Ma
przedstawicielstwa w EWG i w Moskwie. Wszystko to są różne formy aktywnego
działania i obrony własnych koncepcji programowych. Na przykład wspomniana
Sieć Ekonomiki Alternatywnej wypracowuje inny rodzaj gospodarki rynkowej
niż ten, który narzuca MFW, Bank Światowy i EWG. O dziwo, w tworzeniu
tych alternatywnych programów uczestniczą też różni działacze i ekonomiści
zachodni...
- A więc, krótko mówiąc, konkretne okoliczności, które skłoniły
Pana do organizowania ,,Samoobrony", dość szybko obrosły w znacznie
rozleglejsze, także historyczne oraz międzynarodowe uwarunkowania?
- Tak jest. Myślę, że może najważniejszym naszym atutem jest
trafne wyczucie dziejowej chwili, w której zaczęliśmy działać i weszliśmy
do polskiej gry. Dodaje nam to siły ł skuteczności. Ułatwia
zespalanie wysiłków ludzi o bardzo rozmaitych rodowodach. Jako
organizacja młoda i nie akceptująca mylących celowo nasze społeczeństwo
podziałów na lewicę i prawicę, możemy ich połączyć, bo sami mamy czystą
hipotekę. A dla współczesnych Polaków jedność - ponad podziały, swary,
rywalizacje ambicji i kłótnie - jest koniecznością nadrzędną. By to
wszystko uczynić, powołaliśmy do życia...quot;Samoobronę".
- Czy odpowiada prawdzie, choćby po części, twierdzenie, jakoby
Andrzej Lepper i jego koledzy utworzyli ,,Samoobronę" dlatego,
żeby
wykręcić się od spłaty wielomiliardowych długów bankowych?
-...quot;Samoobrona" od samego początku walczyła nie tyle o umorzenie
długów zaciągniętych przez rolników - i nie tylko przez nich - ile o to, żeby w Polsce
powstały normalne warunki ustrojowo-ekonomiczne
dla życia jej obywateli i rozwoju kraju. Mówiliśmy nieustannie o tym,
że
należy wdrażać prawidłowe i sprawdzone gdzie indziej, dostosowane
do
naszej specyfiki, zasady ekonomiczne, dzięki którym będzie można
wywiązywać się także z zaciąganych zobowiązań kredytowo-finansowych,
a także z zobowiązań wobec państwa. Dla nas nowa, demokratyczna Polska
i tzw....quot;powrót do normalności" oznaczały przyjęcie
zdrowych reguł gry gospodarki wolnorynkowej zarówno w mieście, jak
i na wsi. Nie trzeba być Milionem Friedmanem czy Keynesem, żeby
wiedzieć, że we współczesnym kapitalizmie rolnicy - od USA i Kanady,
przez EWG do Nowej Zelandii - otoczeni są ochroną państwa,
a jednym z filarów tego klasycznego protekcjonizmu jest sprzyjający
farmerom system kredytowo-bankowy. Kto, jak na przykład Leszek
Balcerowicz, prawi komunały o...quot;czystym, wolnym rynku" dla
wsi
polskiej, ten nie tylko rozmija się z podstawowymi kanonami nowoczesnej
ekonomiki rolniczej, ale po prostu dąży do zniszczenia polskiego
rolnictwa. Na tej balcerowiczowskiej drodze zagłady naszej wsi pułapka
kredytowa stanowi jedno z głównych zagrożeń.
Jak Pan widzi, my, z...quot;Samoobrony", nie sprowadzamy naszego
protestu li tylko do kwestii zadłużenia. Jest to nie przyczyna, ale
skutek pogłębiającej się katastrofy naszego rolnictwa, której głównym
powodem sprawczym jest narzucona dyktatem MFW polityka świadomej dewastacji
wsi polskiej, rozbrajania jej przed konkurencją zagraniczną, głównie
z EWG. Towarzysząca temu procesowi lichwa bankowa dopełnia dzieła
zniszczenia. I to - dodam - lichwa uchwalana i wspierana przez rządzące
dziś Polską gremia, które nieustannie odwołują się do nauk Kościoła
i Ewangelii, mimo, że to właśnie Chrystus i Jego Apostołowie oraz
liczni papieże tak zdecydowanie potępiali lichwiarski proceder!
- Ale nie odpowiedział Pan do końca na moje pytanie. Czy,
pomimo wszystko, nie założył Pan...quot;Samoobrony" także po to,
by
wykręcić się od spłaty długów?
- Sytuacja była akurat odwrotna. I ja, i moi koledzy z...quot;Samo
obrony", mogliśmy już w początkach naszej działalności łatwo
pozbyć się długów, a nawet zaciągnąć nowe kredyty.
Tak było! Przytoczę Panu następujące fakty.
Gdy protestowaliśmy pod Sejmem w 1991 roku uczyniono mi - i to na
wysokim szczeblu władzy - propozycję, że jak tylko wrócę do domu i
zaniecham dalszej działalności, to moje sprawy zostaną od ręki pozytywnie
załatwione i nie będę miał dłużej żadnych problemów finansowych. W
czasie okupacji budynku Ministerstwa Rolnictwa w ub. roku powiedziano
nam, że jeżeli przerwiemy protest, to ktoś z...quot;Samoobrony"
dostanie funkcję wiceministra Rolnictwa. Jeszcze potem namawiano mnie
usilnie, żebym zaniechał działalności za cenę oddłużenia i uzyskania
nowych kilkumiliardowych kredytów na przetwórstwo ziemniaków, na które
m.in. zaciągnąłem pożyczkę, proponując mi jednocześnie stanowisko
przewodniczącego Rady do Spraw Wsi i Rolnictwa przy Prezydencie RP.
Z żadnych tych i podobnych propozycji nie skorzystałem, ponieważ byłby
to koniec...quot;Samoobrony", a ja do końca życia miałbym wyrzuty
i czułbym się zwykłą szmatą, jako człowiek, który zawiódł oczekiwania
tych, którzy mi zawierzyli. Nie podjąłem walki o własne sprawy, ani
o interesy jakiejś wąskiej grupy ludzi. Widzę sprawy znacznie szerzej.
Dostrzegam konieczność walki o Polskę, bo ona ginie. Nigdy nie stawiałbym
prywatnych interesów ponad sprawy
narodu i państwa.
Dodam, że była też publiczna wypowiedź Ministerstwa Rolnictwa oczerniająca
mnie, jakobym rzekomo skorzystał z oddłużenia Banku Spółdzielczego
w Darłowie, do którego należę i który - jako jedyny w kraju - został
w stu procentach oddłużony. Otóż prawda jest taka, że z tego oddłużenia
nie skorzystałem i nie skorzystam, ponieważ zostało ono przeprowadzone
jako swoista prowokacja, a ponadto w sposób całkowicie sprzeczny z
zasadami i programem...quot;Samoobrony".
- W tygodniku...quot; Wprost" nr 20. z 1993 r., pod tytułem ,,Długów
odpuszczenie", wiceminister Rolnictwa, Jerzy Rey, oświadczy!,
że
skorzystał Pan z oddłużenia na kwotę 440 milionów zł. Czy to prawda?p>
- Jest to kłamstwo. Kłamstwo mające na celu skompromitowanie mnie,
jako przewodniczącego...quot;Samoobrony", w oczach nie tylko
rolników, ale i całego społeczeństwa. Przygwoździłem zresztą to kłamstwo
pana Reya w liście do czasopisma...quot;Wprost", wydrukowanym
w kolejnym, 21. numerze tego tygodnika, z dnia 23 maja 1993 r. Nawiasem
mówiąc, byłoby znacznie lepiej, gdyby pan Rey ustosunkował się do
postawionego mu publicznie zarzutu, iż, jako wiceminister, skutecznie
oddłużył swojego krewniaka na kwotę 23 miliardy zł i...quot;podarował"
mu dodatkowo 4 miliardy zł dalszego kredytu, aniżeli oskarżał fałszywie
innych.
- Jednak wracając do Pańskiego osobistego zadłużenia - jak się
ono przedstawia?
- Moje zadłużenie wynosi obecnie 1,2 miliarda zł i powinno być
rozpatrzone przez fundusz, nie przez bank. Nie ma mnie na liście
oddłużonych sporządzonej przez NIK, na której znaleźli się wszyscy
dłużnicy powyżej miliarda zł, pozytywnie załatwieni przez fundusz.
27 kwietnia 1993 r. złożyłem skargę, w której domagam się od funduszu
wyjaśnienia sprawy mojego oddłużenia, ponieważ jest to następny etap
zadłużenia. Do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. To pan Rey podjął
decyzję, że Bank Spółdzielczy Darłowo, w którym jestem zadłużony,
jako jedyny bank w Polsce zostanie oddłużony w 100 procentach. Dlaczego?
Dlatego, żeby skompromitować Leppera.
Ten kij ma jednak dwa końce. Jeżeli sprawa oddłużenia całej gospodarki
narodowej, w tym rolnictwa, nie zostanie załatwiona systemowo, zgodnie
z projektem...quot;Samoobrony" przedstawionym wiosną 1992 r.,
to takie afery będą się powtarzać bez końca. Chciałbym jeszcze dodać,
że o własne sprawy, tylko o własne sprawy, nigdy nie walczyłem i walczyć
nie będę....quot;Samoobrona" od początku stawiała sprawę jasno:
nie chcemy umorzenia kredytów, natomiast chcemy stworzenia normalnych
warunków, które by umożliwiły realizację zobowiązań wobec państwa
i wobec banków.
- Czy mógłby Pan bliżej wyjaśnić to swoje stanowisko?
- Oczywiście. Tak rozumiane...quot;selektywne" oddłużanie banków
i rolników stanowi tylko przedłużanie agonii wsi. Chodzi wprawdzie o jej przetrwanie,
ale tylko do spłacenia pierwszej raty. Nieubłaganie
nadejdzie drugi etap tego niszczycielskiego dzieła. Pętla zadłużenia
zaciśnie się na szyi chłopa. Jego gospodarstwo padnie w warunkach
podobnych do tych, jakie narzucał Wielkopolsce pruski aparat hakaty
w XIX wieku, by pozbawić Polaków - zarówno chłopów, jak
1 szlachtę - ich ojczystej ziemi. Zastanawiam się niekiedy, czy
legendarnej postaci Wojciecha Drzymały, który mieszkając w wozie
na kółkach bronił przed hakatą swego gospodarstwa, nie uczynić patronem
naszej dzisiejszej...quot;Samoobrony".
- A więc, nade wszystko, obrona polskiej ziemi...?
- Tak jest. Obrona każdego skrawka, każdej piędzi ojcowizny.
Doszło dziś już do tego, że polskie ponoć władze i sądy czynią nam
z tej
racji zarzut, jakby to było jakieś wykroczenie lub zgoła przestępstwo.
A przecież w suwerennej, niezawisłej i demokratycznej Rzeczypospolitej
Polskiej obrona ziemi to nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek
konstytucyjny każdego jej obywatela! Nasze stanowisko w kwestii
zadłużenia polskiego rolnictwa i walka...quot;Samoobrony" przeciwko
dyktatowi MFW i Banku Światowego, to nic innego, jak realizacja
wspomnianego obowiązku. Właśnie dlatego działaliśmy, działamy
i będziemy działać, jako Związek Zawodowy...quot;Samoobrona",
zgodnie
z obowiązującym porządkiem prawnym i w jego obronie, a nie, jak
twierdzą nasi wrogowie, wbrew i przeciwko temu prawu.
- Ale powróćmy
może do kwestii oddłużenia. Czy chodzi Panu tylko o rolnictwo?
- Wcale nie. Walcząc o interesy polskiej wsi wiem,
że nie można ich załatwić w oderwaniu od całości problemów społecznych
i gospodarczych nurtujących kraj. Zdaję sobie też sprawę z tego, iż
istnieje rygor interesu ogólnego, jego nadrzędność nad zagadnieniami
i postu latami cząstkowymi. W żaden sposób nie wolno ubierać Polski
w ciasny chałat interesów i interesików partykularnych. To dotyczy
również zadłużenia. Aby rozwój Polski oznaczał poprawę życia mas,
a nie ich pogłębiającą się nędzę i socjalną degradację, żeby nie stanowił
dobrobytu tylko dla nielicznych, konieczne jest oddłużenie całej polskiej
gospodarki. Czy Pan wie, że obecne jej zadłużenie przekracza astronomiczną
sumę 400 bilionów złotych? Oddłużanie winno być przeprowadzane systemowo
i integralnie. Objąć również, a nie tylko, rolnictwo. Gdy to nastąpi,
wówczas z kredytów będę korzystał także ja i inni koledzy z...quot;Samoobrony".
Ale dopiero wtedy, w żadnym razie nie wcześniej.
Czy może wykorzystaliśmy zaciągnięte w latach 1990-1992
pożyczki niewłaściwie? Absolutnie nie, co stwierdzam z całkowitą odpowiedzialnością.
Tylko bardzo nieliczni zużyli kredyty na cele niezgodne z przeznaczeniem
pożyczonych pieniędzy. W swej przeważającej części kredyty zaciągali
rolnicy młodzi i przedsiębiorczy. Tacy, którym zależało autentycznie
na dynamicznym rozwoju swych gospodarstw. I na tym, by polska wieś,
nowoczesna, światła i wysoko-wydajna stała się konkurencyjna dla najbardziej
nawet rozwiniętych krajów świata. I w tym tkwił właśnie sęk całej
sprawy. Mocodawcom pp. Balcerowicza, Bieleckiego, Lewandowskiego,
Janowskiego i im podobnych, zależało i zależy na czymś zgoła przeciwnym
- by rolnictwo polskie upadło i przestało być konkurencyjne dla Zachodu.
Użyli więc przeciwko nam, rolnikom, pułapki kredytowej. W oficjalnych
mediach słyszy się, że ponoć kredyty wzięli cwaniacy i przehulali
je raz-dwa. To nędzne kłamstwo zasługujące na publiczne potępienie.
Dyrektor banku, który dzisiaj twierdzi, że kredyt został wykorzystany
niezgodnie z przeznaczeniem, powinien sam go spłacić. Przecież prawo
bankowe obliguje go do sprawdzania zgodności wykorzystywania kredytu
z przeznaczeniem. Należałoby takiemu dyrektorowi zadać pytanie, co
robił wtedy, gdy widział, jak się marnuje zaciągnięte z jego banku
pieniądze. Przecież winien on po stwierdzeniu tego rodzaju sytuacji
natychmiast zażądać uiszczenia całości długu!
W rzeczywistości występowała jednak zupełnie odmienna
sytuacja. Banki orientowały się, że z tych lub innych przyczyn kredytobiorca
nie może spłacić długu i odsetek. Czekały więc spokojnie na upływ
terminu, a następnie oferowały... ponowny kredyt na zapłacenie poprzedniego
kredytu i odsetek! Tak zachowywały się kierownictwa banków w stosunku
do normalnych kredytobiorców. Zupełnie ich nie interesowało to, w
jaki sposób i na jakie cele biorący-pieniądze użytkował uzyskane środki.
Czy korzystał z nich zgodnie z przeznaczeniem - co stanowiło regułę
- czy nie, banków to nie interesowało i każdemu oferowały to samo:
ponowny kredyt na regulację zaciągniętego wcześniej kredytu.
Co zaś tyczy mnie osobiście, to muszę stwierdzić,
że pożyczając od banków przez dziesięć lat pieniądze, użytkowałem
je zgodnie z przeznaczeniem i starałem się skrupulatnie wywiązywać
z zaciągniętych zobowiązań. Ani ze mną, ani z tysiącami innych polskich
rolników, którzy brali kredyty, banki nie miały problemów. Zadłużenie
i jego konsekwencje nie wynikły z nieudolności właścicieli gospodarstw
czy nieróbstwa rolników, ale z błędnej, antypolskiej polityki ekonomicznej,
a w naszym przypadku szczególnie finansowo-kredytowej, kolejnych rządów
- od Rakowskiego do Suchockiej.
- Od Mieczysława Rakowskiego?
- Tak, właśnie. To przecież nie kto inny, jak Rakowski,
będąc premierem, dnia 31 stycznia 1989 roku wprowadził w życie nowe
prawo bankowe, do którego zapisano możliwość stosowania zmiennej stopy
procentowej. Rakowski czyniąc to był prekursorem Balcerowicza w inicjowaniu
planu dewastacji gospodarczej Polski. Rakowski popełnił...quot;błąd"
(a raczej z całym cynizmem i pełną świadomością podjął politykę) traktowania
rolnictwa, jakby było ono handlem, w którym rotacja towarów jest szybka,
a cykl produkcyjny krótki. Kontynuatorzy dzieła niszczenia Polski,
autorstwa Rakowskiego, a więc kolejno: Mazowiecki, Bielecki, Olszewski
i Suchocka, zmienną stopą procentową jeszcze bardziej sytuację zaostrzyli.
Doprowadzili do krachu już nie tylko rolnictwo, ale również handel,
drobną wytwórczość, rzemiosło, usługi, przede wszystkim zaś potężne
działy przemysłu lekkiego, ciężkiego i wydobywczego. Wszystko to pod
dyktat MFW. W odpowiedzi na oficjalne peany pochwalne dla Balcerowicza
i jego planu, które rozbrzmiewają z telewizora i łamów koncesjonowanej
prasy, chciałbym usłyszeć, dlaczego -jeżeli jest tak dobrze -jest
aż tak źle? Dlaczego jakoś nie słychać, by zmienna stopa procentowa
i polityka finansowa kolejnych rządów rakowsko-postsolidarnościowych
przyniosły korzyści choćby jednej gałęzi gospodarki narodowej, postawiły
na nogi choćby jeden zakład, czy wieś? Dlaczego tak jest? - pytam.
Dlaczego?
- Powiada się, że polityka - to realizacja dobra
powszechnego...
- Powiada się tak, otóż to! Tymczasem po tych kilku
latach rządów Rakowskiego i jego następców, aż do pani Premier Suchockiej
należy się zastanowić, czy - generalnie rzecz biorąc - idziemy w kierunku
stopniowego postępu i rozwoju Polski, czy odwrotnie, ku jej upadkowi
i konsekwentnemu wyniszczeniu. Niestety, dzisiaj jest to już pytanie
czysto retoryczne. Osobiście jestem zdania, że to, co się dzieje wokół
nas, jest zbrodnią na narodzie i państwie polskim.
Najwidoczniej komuś możnemu na tym świecie zależy,
by Polska, podobnie jak inne kraje objęte zasięgiem i kontrolą MFW
oraz Banku Światowego, przekształciła się w jeden wielki rynek zbytu
dla nad wyżek produkcyjnych państw wysokorozwiniętych. Bynajmniej
nie opowiadam się za szczelnym zamknięciem granic naszego kraju przed
obcymi towarami i kapitałami, ale sądzę, że regulować ten obieg winien
nadrzędny polski interes narodowy, polska racja stanu.
Współpraca gospodarcza z zagranicą, wszechstronna
wymiana handlowa - oczywiście tak, ale na zasadach równoprawności
i partnerstwa. Otwarcie Polski tak pojęte powinno być dokonywane na
wszelkie bez wyjątku kierunki - na Północ i Południe, na Wschód i
Zachód.
- Skąd wziął Pan pomyśl organizowania czynnego
protestu przeciwko bankom, urzędom państwowym, funkcjonariuszom rządowym?
Czy, Pańskim zdaniem, pasuje do Pana określenie...quot;Jakuba Szeli
III Rzeczypospolitej"?
- Nie zaczynałem
od czynnych protestów. Nastąpiły one wtedy, kiedy żadnego z zawieranych
wcześniej porozumień praktycznie nie realizowano, a rolnicy byli nieustannie
prześladowani i gnębieni przez banki oraz komorników. Blokowanie urzędów
państwowych w każdym wypadku poprzedzały pisma lub oświadczenia, w których
zwracaliśmy uwagę na wciąż pogarszającą się sytuację w kraju, zwłaszcza
w rolnictwie....quot;Samoobrona" kilkakrotnie przedstawiała własne
projekty rozwiązań problemów zadłużenia, restrukturyzacji PGR-ów, spółdzielni
produkcyjnych i programu funkcjonowania po nowemu spółdzielczości wiejskiej.
Będę zresztą o tych propozycjach jeszcze mówił. Nic to jednak nie pomagało.
Cierpliwość nie tylko rolników z...quot;Samoobrony", lecz także
ogółu Polaków, dochodziła kresu. Zdawaliśmy sobie wszyscy coraz lepiej
sprawę z tego, że uruchomiona przeciwko nam i Polsce machina rzekomych
reform i przekształceń musi być zatrzymana. Po przestrogach i deklaracjach
nadszedł czas na czynny protest. Musimy pamiętać też o tym, że społeczeństwo
polskie zostało odepchnięte od decyzji o własnym losie.
Wprowadzono coraz liczniejsze blokady wyrażania przez
naród jego woli. Cóż nam więc pozostaje innego, jak nie czynnie przeciwko
temu wszystkiemu protestować?
- A porównywanie Pana do Szeli?
- Analogie historyczne bywają mylne. Ale nie uciekam
od nich. Każdy Polak ma niejako we krwi zakodowane główne wyznaczniki
dziejów narodu, do którego przynależy. Porównanie mnie do Jakuba Szeli
na pewno nie wynika z sympatii dla mnie. I chociaż czasy są dziś całkiem
inne, przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza. Nie jestem historykiem,
by wypowiadać się na ten temat autorytatywnie. Wydaje mi się wszakże
z tego, co wiem, że postaci Jakuba Szeli nie można rozważać jednowymiarowe.
Prawdziwy obraz tego osobliwego przywódcy chłopów galicyjskich jest
złożony zarówno politycznie, jak i psychologicznie. Żył od końca XVIII
do drugiej połowy XIX wieku.
Był świadkiem i aktorem wydarzeń, które doprowadziły
zarówno do rozbiorów Polski, jak i powstań narodowych. Jak wielu innych
polskich chłopów, którzy pamiętali insurekcję kościuszkowską, sukmanę
Naczelnika, gdy przysięgał na Rynku Krakowskim, i Bartosza Głowackiego
pod Racławicami, sądził, że walcząc u boku szlachty i magnaterii o
wolną Polskę, ci, co żywią i bronią Ojczyzny, doczekają się własnej
ziemi. Jak tylu innych polskich chłopów doznał rozczarowania. Panowie
nie chcieli rezygnować z pańszczyzny i poddaństwa włościan.
Zdesperowany Szela
uznał, że szlachta nie dotrzymała obietnicy. Zwiedziony i manipulowany
przez obcych, zaczął szukać pomocy i wsparcia u austriackiego zaborcy.
Rozprawił się krwawo z tymi, którzy go oszukali, za pieniądze nieprzyjaciół
Polski. Jakże mógłbym popierać ten desperacki, w swych skutkach wręcz
zdradziecki, krok Jakuba Szeli! Rozumiem jednak przyczyny, które doprowadziły
jego i galicyjskich chłopów w czasie sławetnej rabacji do tak tragicznej
determinacji.
Nie widzę, oczywiście, mojego podobieństwa do Szeli
poza może tym, że i mnie stać, w razie potrzeby, na walkę. Ziemi polskiej,
gospodarstw rolnych każdego sektora, bronić będziemy do końca. Pod
tym względem i u nas występuje determinacja nie mniejsza, niż u Szeli.
Chcemy jednak, by ta zdeterminowana obrona polskiej ziemi i praw polskiego
rolnika była obroną odpowiadającą obecnym czasom, to jest prawdziwie
demokratyczna, w miarę możliwości pokojowa i wyrzekająca się gwałtu.
Ale gdyby doszło do najgorszego i gdyby trzeba było siłą bronić Polski,
to my, z...quot;Samoobrony", nie cofniemy się. Osobiście ręka
mi nie zadrży w obronie Polski i ojcowizny.
Ponieważ dotknął Pan mojej rzekomej analogii do postaci
Jakuba Szeli, powiem jeszcze jedno. Przywódca galicyjskiej rabacji
brał pieniądze od Austriaków. Natomiast...quot;Samoobrona" nie
działała i nie działa ani za ruble, ani za marki, ani za dolary, jak
to w swoim czasie czyniły liczne organizacje z dawnej opozycji. Od
nikogo nie wzięliśmy niczego. Utrzymujemy się tylko i wyłącznie za
polskie złotówki, które pochodzą z dobrowolnych składek naszych członków
i sympatyków. Także to różni mnie zasadniczo od Szeli. A jeżeli na
siłę chce Pan mnie do kogoś porównać, to od Szeli stanowczo wolę Janosika,
który bogatym zabierał i biednym dawał.
- Czy ma Pan coś przeciwko bogatym?
- Bynajmniej. Nie mam nic przeciwko bogatym. Uważam,
że powinno ich być w Polsce jak najwięcej. Ale pod jednym, zasadniczym
warunkiem: żeby bogacili się w uczciwy sposób. I żeby, kiedy przybywa
bogatych, ubywało biednych. Dodam jeszcze jedno. Akcją samoobrony
powinni być objęci nie tylko zadłużeni rolnicy, robotnicy wyprzedawanych
wielkich zakładów przemysłowych, nauczyciele, pracownicy służby zdrowia,
pisarze, plastycy i przedstawiciele innych dziedzin kultury, ale także
polscy przedsiębiorcy, kupcy czy rzemieślnicy. A więc ludzie - często
zresztą niesłusznie - uważani za bogatych. Także bowiem oni są obiektem
dewastacji społeczno-ekonomicznej ze strony MFW i jego krajowej agentury.
Pytał Pan, czy jestem przeciwko bogatym i Panu odpowiedziałem.
Nie można jednak nie widzieć tego, że w naszym kraju pojęcie...quot;bogacz"
kojarzy się wciąż, niestety, z pojęciem złodzieja mienia społecznego
lub zwykłego aferzysty. Poza tym, wielu obecnych prominentów po dojściu
do władzy od razu pokazało swoje prawdziwe oblicze - ludzi chciwych
na pieniądze, bezwzględnych służalców zagranicznych, dolarowych mocodawców.
Ani Polska, ani ludzie ciężkiej pracy fizycznej lub umysłowej, ani
demokracja, ani wiara chrześcijańska, którą tak często społeczeństwu
mydlą oczy, nie mają dla nich żadnego znaczenia. Liczą się tylko pieniądze
i przywileje władzy. Z takimi pasożytami żerującymi na korupcji trzeba
rozliczać się bezwzględnie. Zasługują nie tylko na potępienie, ale
też na najwyższe kary. To oni gwałcą u nas poczucie publicznej przyzwoitości.
Walka z nimi i gnijącym podłożem społecznym, z którego wyrastają,
nie ma jednak nic wspólnego z szacunkiem i poparciem, jakie winniśmy
okazywać ludziom dorabiającym się majątku w uczciwy sposób. Osobiście
będę popierał rodzący się polski, narodowy kapitalizm, byle tylko
nie był nieludzki.
- A jak, Pańskim zdaniem, sytuacja ludzi bogatych
lub bogacących się powinna się przedstawiać na wsi?
- Bardzo bym się cieszył, gdyby, jak Pan mówi, powstała
na polskiej wsi...quot;sytuacja ludzi bogatych lub bogacących się"!
W rzeczywistości mamy natomiast sytuację akurat odwrotną: rosnącą
liczbę ludzi biednych i coraz biedniejszych. Oczywiste, że przyszłość
zamożnej wsi polskiej jest nierozłącznie związana z zamożnością poszczególnych
rolników i ich rodzin. Ubóstwo nigdzie, a zwłaszcza na wsi, nie może
być uważane za wzór lub cnotę!
W przeszłości występowały w Polsce ostre antagonizmy
między chłopami, jako całością, a np. dworem, czyli dużą własnością
ziemską. Wrogowie Polski rozdmuchiwali te konflikty, o czym najlepiej
świadczy przytoczony przez Pana przykład Szeli. Bo, oczywiście, konflikt
między szlachtą, a chłopstwem, był na rękę zaborcom. Podobnie dzisiaj.
Określone, obce i nieprzyjazne nam siły nie chcą dopuścić do tego,
by ziemie leżące ugorem lub źle gospodarowane przez państwo, stały
się własnością polskiego farmera, czy nowoczesnego ziemianina. Chodzi
w tym wypadku o dwie różne rzeczy.
Po pierwsze, o to, by usunąć z pola widzenia potencjalnego
polskiego rolnika czy właściciela ziemskiego i umożliwić w przyszłości
potajemne, czy półjawne wykupywanie tej ziemi przez obcych obszarników.
Że nie jest to czcza groźba, dowodzi przykład PGR Główczyce, gdzie
junkier niemiecki, baron von Puttkamer, o mało co, przez podstawione
osoby, nie wykupił liczącego aż kilka tysięcy ha majątku ziemskiego.
Wskutek energicznej interwencji...quot;Samoobrony", o czym wspominam
w innej części tej rozmowy, jak na razie - i na szczęście - do tego
nie doszło.
Ale jest jeszcze drugi, głębszy - i nie tylko ekonomiczny
- aspekt tego samego zagadnienia. Polega on na tym, że wspomniane
siły antypolskie nie chcą, by w nowej Polsce nawiązywano do tego,
co w niektórych tradycjach polskiej szlachty było dla całego narodu
pozytywne i korzystne: do trwania przy polskiej obyczajowości, traktowania
rodziny jako podstawowej komórki społecznej, uszanowania religii i
nauk Kościoła, a przede wszystkim do umiłowania Ojczyzny, dla której
znaczna część szlachty, a nawet magnaterii, kiedy było trzeba, oddawała
- również podczas okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej - tak majętność,
jak i życie.
Również w naszych czasach są tacy duchowi zaborcy
Polski, którzy robią, co mogą, żeby wykorzenić owe piękne tradycje
narodowe, obojętne - czy chłopskie, czy szlacheckie - byle tylko rozmazać,
osłabić i zniszczyć polską tożsamość. Ci nowi zaborcy są wrogami całej
Polski, a więc także wsi polskiej, a nie tylko takiej lub innej jej
części. Dla nich przeciwnikami są ustawieni w jednym szeregu: Kościół,
chłopi, robotnicy, inteligenci, ale przecież także niektórzy bezpośredni
spadkobiercy najlepszych tradycji dawnej polskiej szlachty.
Aby w tej walce nam narzuconej zwyciężyć, musimy przeciwko
wspólnemu wrogowi występować razem. I także razem, a nie skłóceni,
w pojedynkę, bronić naszych polskich, narodowych interesów, tradycji
i wartości.
Nie jestem - choć tak mnie malują niektórzy czarną
farbą - demagogiem, anarchistą, czy populistą, w złym tego słowa znaczeniu.
Staram się zawsze zachowywać umiar i realizm. Również w odniesieniu
do byłych właścicieli, o ile, rzecz jasna, są oni związani z narodem
i kierują się jego interesami oraz polską racją stanu. Popieram wysiłki
patriotycznego wychodźstwa polskiego, które instynktownie wyczuwa,
że w Polsce nie dzieje się dobrze. Że jest co najmniej dziwne, iż
po czterech latach nowej, ponoć demokratycznej i...quot;reformatorskiej"
władzy, nadal wielu byłych właścicieli tartaków, młynów, browarów,
warsztatów i podobnych zakładów nie może odzyskać tego, co zagrabił
im stalinizm. Uważam, że tutaj zwrot powinien nastąpić jak najszybciej.
Dworskie siedziby rodzinne, zamiast być sprzedawane Niemcom i innym
obcokrajowcom, albo ulec całkowitej dewastacji, winny wrócić do dawnych
właścicieli lub ich bezpośrednich spadkobierców. Ale tylko i wyłącznie
po ich rzetelnym, czyli realnym oszacowaniu i zabezpieczeniu interesów
obecnych pracowników. Lepiej to, niżby panowie: Lewandowski, Góralczyk,
Tański i spółka, mogli dalej bezkarnie wyprzedawać te wszystkie obiekty
cudzoziemcom.
Właśnie dlatego, że nie jestem przeciwko ludziom bogatym,
uważam także, iż jest potrzebna szybka, mądra i sprawiedliwa ustawa
reprywatyzacyjna. Że obecnego rządu nie stać na nią, dobitnie świadczy
o tym okoliczność, iż wbrew elementarnemu, zdrowemu rozsądkowi, ale
zupełnie zgodnie z własnym, grupowym czy klikowym interesem, woli
on najpierw - po swojemu, oczywiście -...quot;prywatyzować", a
dopiero potem...quot;reprywatyzować".
Tak, czy owak, widzę przyszłość polskiej wsi i, co
za tym idzie, polskiego rolnictwa, w ostrej alternatywie: albo będzie
ona zamożna, albo nie będzie jej wcale!
- Jaki jest Pana stosunek do religii i Kościola?
Czy w kwestii tej stanowisko Pana uległo zmianom, a jeżeli tak, to
jakim?
- Jestem człowiekiem wierzącym, katolikiem. Moje stanowisko
wobec kościoła rzymskokatolickiego wynika też z mojego przywiązania
do polskich tradycji i obyczajów utożsamianych, według mnie, z wartościami
chrześcijańskimi. To przekonanie wyssałem z mlekiem matki. Zasługi
Kościoła dla polskiej tożsamości narodowej były i są ogromne. Trudno
sobie wyobrazić polską kulturę narodową bez chrześcijaństwa, czyli
przede wszystkim bez katolicyzmu. To Kościół pozwolił nam, Polakom,
obronić swoją narodowość i przetrwać czasy niewoli. Nauki społeczne
papieży, a szczególnie papieża-Polaka, mają dla mnie wielkie znaczenie.
Ot, choćby następujące stwierdzenie zawarte w encyklice Jana Pawła
II Centesimus Annus:...quot;Przekonaliśmy się, że nie do przyjęcia
jest twierdzenie, jakoby po klęsce socjalizmu realnego, kapitalizm
pozostał jedynym modelem organizacji gospodarczej". Te słowa
papieskie należałoby dedykować naszym nad gorliwcom z ZChN i w ogóle
koalicji rządzącej.
Oczywiście, że trzeba odróżnić religię od polityki,
zaś Kościół, jako instytucję i doktrynę - od ludzi. Afirmować wartości
chrześcijańskie w życiu publicznym można bowiem rozmaicie. Ja jestem
zwolennikiem tolerancji i wolności sumienia. Sprzeciwiam się nadużywaniu
autorytetu moralnego Kościoła i jego pasterzy dla celów politycznych.
Sądzę, że Dekalog streszcza znakomicie etyczne nakazy chrześcijaństwa
i nadaje się do zastosowania także w życiu społeczno-politycznym.
Dla mnie być chrześcijaninem w działalności Związku...quot;Samoobrona"
oznacza, po pierwsze - szanować i umacniać polską tożsamość narodową,
do czego wzywali i nadal wzywają wiernych patriotycznie nastawieni
kapłani, po drugie - nawiązywać do wątków społecznych Ewangelii i
nauk papieskich.
Zasadnicze moje poglądy na religię i Kościół nie uległy
zmianie, bo nie ulegają zmianie korzenie mojej polskości głęboko wrosły
w polską glebę. Ale każdy czas wymaga przewartościowań. Dzisiaj czerpiemy
z nauk kościelnych szczególnie te wskazania, które umożliwią nam przezwyciężenie
polskiego kryzysu. I dlatego tak bardzo nam, działaczom...quot;Samoobrony",
zależy na twórczym stosowaniu społecznej nauki Kościoła. Nie jest
ona, niestety, wcielana w życie, jak na to zasługuje. A to wielka
szkoda. W nauce tej zawarte są bowiem zasady społecznego współżycia,
godne naszego zainteresowania właśnie teraz, kiedy przeżywamy tak
wiele wątpliwości, co do prawidłowości, kierunku i założeń naszych
reform oraz ich moralnego uzasadnienia.
Możemy w tej nauce znaleźć takie wskazania, jak np.
zasadę uniwersalności dóbr, konieczności utrzymania do nich powszechnego
dostępu, jak niezbędność opieki socjalnej państwa, jak dopuszczalność
wszystkich form własności, jak potępienie kapitalistycznej bezwzględności
w walce o maksymalizację zysków i wreszcie stwierdzenie, że duchowi
chrześcijańskiemu nie odpowiada ani skrajny kolektywizm socjalistyczny,
ani nieludzki kapitalizm.
W nauce tej zawarte są także i inne wskazówki, np.
dotyczące własności prywatnej i obowiązków ludzi zamożnych względem
biednych. Nie chodzi bowiem o to, by potępiać bogacenie się ludzi,
ale by nie było ono dokonywane kosztem zwiększania się biedy ludzi
ubogich.
Jestem zdania, że we współczesnej nauce społecznej
Kościoła jest wiele elementów nowoczesnego podejścia do życia publicznego
i gospodarczego, ale ich wykładnia często zawodzi pod naciskiem środowisk
zaniepokojonych...quot;katolickim radykalizmem". Działaczom...quot;Samoobrony"
i mnie osobiście odpowiadają z kolei tego rodzaju zasady kształtowania
stosunków społeczno-gospodarczych i ta...quot;socjalna teologia"
wychodząca naprzeciw ludziom biednym i upośledzonym.
Nasz stosunek do religii i Kościoła jest więc szczery,
nie koniunkturalny. Polski, narodowy, ale bynajmniej nie szowinistyczny.
Jesteśmy też stanowczo przeciwni klerykalizmowi, to jest mieszaniu
się duchowieństwa i Kościoła, jako instytucji, do polityki. My, ludzie
wierzący, na to mamy doktrynę Kościoła i własne sumienie, by w sposób
odpowiedzialny przed Bogiem i bliźnimi samemu rozstrzygać problemy
polityczne i zajmować określone postawy wobec wyzwań świeckich.
To, że nie jesteśmy i nie będziemy klerykałami, nie
oznacza, żebyśmy nie dostrzegali zagrożeń, jakie niesie współczesne
życie polskie zarówno dla Kościoła, jak i dla narodu. Jednym z głównych
źródeł tego zagrożenia są przedstawiciele tzw. lewicy świeckiej lub
kosmopolitycznej. Niepomni tego, że stosunkowo niedawno Kościół ich
przygarnął i bronił, teraz rozpętują zajadłe, antykościelne i antykatolickie
kampanie, częstokroć w masowych mediach takich, jak np....quot;Gazeta
Wyborcza" czy nawet publiczna TV....quot;Odwdzięczają" się
oni Kościołowi polskiemu pomówieniami o rzekomy brak tolerancji,...quot;ciemnogród",
przecenianie czynnika narodowego itp. Ośmielają się targać nawet na
takie duchowe autorytety, dla Polaków święte, jak Papież czy Prymas.
Stwierdzam z całą stanowczością, że my, z...quot;Samoobrony",
nie tylko odcinamy się od tych ataków, ale w miarę naszych możliwości
demaskujemy, potępiamy i będziemy potępiać ich autorów. Tu już nie
chodzi tylko o przekonania religijne, czy różne wykładnie dogmatów
wiary, ale o brutalną napaść na pierwiastki polskiej tożsamości narodowej.
- Co sądzi Pan o...quot;Solidarności"? Czy
to prawda, że jest Pan jej zaciętym wrogiem?
- Nieprawda. Nie byłem nigdy i nie jestem wrogiem
...quot;Solidarności", w dodatku zaciętym. Ale jest prawdą, że
obserwuję ten ruch od dawna z obiektywizmem i narastającym niepokojem.
Jak bardzo wielu Polaków, patrzyłem z wielką nadzieją na ruch zrodzony
w Stoczni Gdańskiej przez tamtejszych wspaniałych robotników.
Miałem nadzieję, że jest to autentyczny ruch ludzi
pracy, pragnący poprawy sytuacji materialnej świata pracy i całkowitej
odnowy polityczno-moralnej społeczeństwa.
Ale rychło zauważyłem, że w Gdańsku i gdzie indziej
inicjatywę zaczęli przejmować doradcy z byłego KOR-u, ludzie w rodzaju
Gieremka, Michnika, Kuronia, Wujca, Borusewicza i innych. Nie miałem
do nich zaufania. Przeczuwałem, że pragną na barkach robotników ze
stoczni wspiąć się jak najwyżej, do władzy. Co więcej, zaobserwowałem
dziwną symbiozę najgorszych elementów dawnej władzy, czyli rządzącego
wtedy skrzydła PZPR, z byłymi KOR-owcami. Coś się działo za kulisami.
Najwidoczniej spekulowano na zapale, patriotyzmie i ideowości stoczniowców.
To, co się w Polsce stało w latach 1989-1993 jest wynikiem wspomnianej
zmowy ówczesnych wodzów KOR-u i przywódców PZPR. Symbolizuje ją okrągły
stół, gdzie naprzeciw siebie zajęli miejsce, z różnych, również osobistych
względów, bliscy sobie przedstawiciele tej samej w gruncie rzeczy
tendencji. Tendencji usankcjonowanej nota bene przez Gorbaczowa i
Kriuczkowa, ówczesnego szefa KGB, który przybywając w 1989 r. do Warszawy,
wskazał na Tadeusza Mazowieckiego, jako człowieka...quot;strawnego"
dla Moskwy w charakterze premiera.
Dzisiaj, zaledwie po czterech latach, tzw. etos...quot;Solidarności"
legł w gruzach. Starają się bronić jego resztek uczciwi działacze
z NSZZ...quot;Mazowsze",...quot;Sieci" czy...quot;Osiemdziesiątki".
To, że poszczególne postsolidarnościowe partie zwalczają się tak zawzięcie,
że oskarżają legendarnego przywódcę...quot;Solidarności", a zarazem,
z ich własnej rekomendacji, Prezydenta RP, Lecha Wałęsę, o...quot;agenturalną
współpracę z SB", mówi samo za siebie. Wcale mnie to nie cieszy.
Tak bardzo wszyscy razem przecież potrzebujemy ideałów na miarę naszych
czasów! Ale, nie z naszej wszakże winy, fakty są takie, jakie są.
I prysł mit o pięknej, dziewiczej pannie...quot;S".
Między innymi dlatego ja i moi koledzy podjęliśmy
walkę o masowy ruch samoobrony Polaków. Bo jeżeli coś racjonalnego,
pięknego i szlachetnego z...quot;Solidarności" pozostało, to właśnie
idea samoorganizacji polskiego świata pracy, tworzenie oddolnych inicjatyw
społeczeństwa obywatelskiego. Tym wszystkim chce być...quot;Samoobrona".
Bardzo bym chciał, jako jej lider, żeby pomogli nam w tym dziele wszyscy
autentyczni działacze...quot;Solidarności"....quot;Samoobrona"
jest także dla nich!
Jeżeli zaś mam oceniać dzisiejszą...quot;Solidarność"
- nie wiem, czy...quot;krajówkę", czy posłów NSZZ, czy PC, czy
UD? - to mam jedną generalną uwagę. Ponosi ona historyczną winę i
odpowiedzialność za zaprzepaszczenie zdobyczy socjalnych polskich
robotników, chłopów 1 inteligentów. Jak może związek, wyrosły z bazy
ludzi pracy fizycznej, pomagać osobom pokroju Balcerowicza czy Osiatyńskiego
w tak totalnym niszczeniu wszystkiego, co robotnicze i ludowe?!
Gdy wysuwam takie pytanie, nie kieruje mną żadna nienawiść,
czy emocja. Po prostu opieram się na analizie faktów i zjawisk z otaczającej
nas rzeczywistości. Wzywam ogół Polaków do tego, by położyli kres
tej antysocjalnej i antynarodowej, dewastującej Polskę działalności.
Gorąco proszę działaczy...quot;Solidarności" wszystkich szczebli,
ale przede wszystkim z fabryk i zakładów pracy, by z tą samą odwagą
i samozaparciem, co kiedyś komunie, wypowiedzieli dziś swoje twarde,
zdecydowane...quot;nie!" obecnym rządom niszczenia i wyprzedaży
Polski!
- Czy uważa Pan koalicyjny gabinet Hanny Suchockiej
za rząd zdrady narodowej? Jeżeli tak, to dlaczego?
- Ten epitet pochodzi od Pana, nie ode mnie. Dla Hanny
Suchockiej, pierwszej kobiety-premiera w naszej historii, żywię należny
szacunek. Sądzę zresztą, że dlatego wybrano ją na szefa rządu, by
swoją kobiecą osobowością...quot;przykrywała" słabiznę i niegodziwości
obecnej władzy. Dla mnie jednak liczą się fakty i tylko fakty. Ich
wymowa jest zaś jednoznaczna.
To gabinet pani Suchockiej przedstawił MFW, a potem
Sejmowi, budżet, który degraduje jeszcze bardziej nasze społeczeństwo,
bo je pauperyzuje i skazuje na coraz marniejszą wegetację.
To rząd pani Suchockiej związał swe losy z ustawą
o tzw. narodowych funduszach inwestycyjnych, to jest prywatyzacją,
likwidującą przemysł państwowy przez oddanie go za pół darmo nie narodowym,
lecz obcym kapitalistom.
To także gabinet Hanny Suchockiej doprowadził do ostrych
zatargów z niektórymi sąsiadami Polski, że wspomnę tylko Białoruś.
Co dla mnie osobiście może najważniejsze, jest to
rząd, który naraził się szczególnie polskiej wsi nie chcąc lub nie
potrafiąc zagwarantować jej ochrony przed zachłanną konkurencją EWG.
Jest to poza tym rząd niespójny, który o wiele wcześniej by upadł,
gdyby nie obawa przed rządem prezydenckim i wyborami, i - czego nie
można nie zauważyć - gdyby nie pomoc dla koalicji ze strony kierownictwa
SdRP.
Gabinet p. Suchockiej nie był niczym innym, jak kolejną
- być może, już ostatnią - próbą kontynuacji zmowy...quot;okrągło-stołowej",
zawartej między podszywającymi się pod robotniczą...quot;Solidarność"
doradcami z KOR-u a członkami kierownictwa b. PZPR.
I jedni, i drudzy byli i pozostają z różnych, również
...quot;rodzinnych", powodów, sobie bliscy. KOR-owcy przejęli zaofiarowaną
im na tacy przez Jaruzelskiego władzę, a różni jego pomagierzy zwietrzyli
okazję do zagarnięcia bogactw nomenklaturowo-wolnorynkowych. I dla
jednych, i dla drugich sprawy Polski i naszego narodu były czymś drugorzędnym.
Do tej zmowy popychali ich zresztą z Zachodu i Wschodu
możni tego świata. Gorbaczow z Reaganem ułożyli się na Malcie, że
...quot;sfinlandyzują" Europę środkowo-wschodnią. Tak KOR-owcy,
jak owi od siedmiu boleści...quot;komuniści" z ostatniego kierownictwa
PZPR mieli znakomite powiązania z Zachodem. Poszły w ruch dyrektywy.
CIA współpracowała w tym...quot;zbożnym" dziele ręka w rękę z
KGB. Wszyscy przecież wiemy, że tzw. aksamitną rewolucję w Pradze
zorganizowała lokalna agentura KGB.
Cały ten okrągło-stołowy układ polityczny zaważył
w nieszczęsny sposób na samym początku przemian dokonywujących się
w Polsce. Zaważył wysoce negatywnie, bo nie był wyrazem jakiejś autentycznej
woli narodu, ale po prostu międzynarodowego, tajnego porozumienia,
żeby nie powiedzieć - spisku.
Dyktat MFW i Banku Światowego wplótł się w początki
nowej Rzeczypospolitej w sposób tak naturalny, jak...quot;normalnym"
wydawało się fizyczne pojawienie w 1989 roku w Warszawie właśnie p.
Jeffreya Sachsa, a nie innego zachodniego ekonomisty. Albo, jak nagła
wizyta szefa KGB, Kriuczkowa, wypadła właśnie wtedy, kiedy pióra Michnika
użyto do sformułowania hasła:...quot;Wasz prezydent, nasz premier!"
I kiedy Mazowiecki został szefem nowego rządu polskiego przy jawnej
łaskawej aprobacie Moskwy.
Rząd Hanny Suchockiej, jak już powiedziałem, dźwigał
na sobie brzemię tej dość nieciekawej przeszłości. W czasie strajku
oświaty, służby zdrowia i regionu wałbrzyskiego okazało się, jak bardzo
rozmija się on z polską rzeczywistością.
Jak kiedyś strajk polskich dzieci ze szkoły we Wrześni,
tak teraz, w maju 1993 r., strajk nauczycieli w okresie matur był
wielkim krzykiem rozpaczy i gniewnego protestu wobec strasznych skutków
wdrażania budżetu podyktowanego przez MFW i Bank Światowy. Te dwie
instytucje międzynarodowe ważą na polskich losach narodowych dziś
równie złowróżebnie, jak ongiś pruska hakata. A to wszystko firmował
i tolerował przecież właśnie rząd pani Hanny Suchockiej, chętnie i
często, jak na ironię losu, przyznającej się do pochodzenia i tradycji
wielkopolskich!
Jest oczywiste, że kto wybrał dobrowolnie jarzmo dyktatu
MFW i Banku Światowego, ten nie może ratować kraju od ogromu zagrożeń
i nieszczęść, ale na odwrót - spycha kraj w przepaść.
Z tej prawdy o rządzie Hanny Suchockiej, czerpiemy
naukę na przyszłość. Sprowadza się zaś ona do wniosku, że alternatywą
dla zapaści cywilizacyjnej i materialnej, jaka nam zagraża, dla nędzy,
ubóstwa, głodu, bezrobocia i bezdomności, dla zamykania fabryk, kopalń
i warsztatów rzemieślniczych, dla degradacji narodowej kultury, pauperyzacji
i zniewalania jej twórców, dla wyniszczenia polskiego rolnictwa, a
to wszystko kojarzy się właśnie z rządami Suchockiej - jest samoobrona!
Ta samoobrona przez małe...quot;s", rozumiana
jako odruch społecznej obrony swego bytu i bytu swych najbliższych.
I ta...quot;Samoobrona" przez duże...quot;S", a więc samoorganizacja
polskiego społeczeństwa obywatelskiego.
- Czy jest Pan nastawiony wyłącznie na negację?
Jaki jest program na...quot;tak"? Niektórzy mówią, że tzw....quot;lepperyzm"
to wybór trzeciej drogi rozwoju Polski. Czy zgadza się Pan z tym twierdzeniem?
I jak motywuje Pan opcję programową...quot;Samoobrony"?
- To bardzo ważne pytania. Aby coś zbudować, trzeba
czasem coś zburzyć. Aby dać odpowiedź na...quot;tak", należy najpierw
powiedzieć swoje...quot;nie". Wszystko to, co czynimy obecnie,
jako ruch...quot;Samoobrony", służy położeniu tamy wyniszczeniu
Polski i degradowaniu jej do roli roboczo-surowcowej kolonii Zachodu.
A także uczynieniu z niej szarej strefy między EWG, a republikami
postradzieckimi. Z tej negacji koszmarnej polskiej rzeczywistości
musi jednak w perspektywie skrystalizować się pozytywny i konstruktywny
program.
Jeżeli chce Pan zastosować nie moje w końcu nazewnictwo,
a więc termin...quot;lepperyzm", to powiem Panu, że poszukując
pomysłu dla Polski w jej trzeciej drodze rozwojowej, wychodzi on z
pewnych fundamentalnych założeń.
Pierwszym z tych założeń, jest przekonanie, że jak
nie ma bezpośredniego powrotu demokratycznej Polski współczesnej do
czasów n Rzeczypospolitej, tak również nie ma powrotu naszego kraju,
jako postsocjalistycznego, do ery prymitywnego, przedwojennego kapitalizmu.
Mamy obecnie ustrój mieszany. Nadejdzie czas, że na trzeciej - ani
kapitalistycznej, ani komunistycznej drodze rozwojowej - znajdzie
Polska swój własny ustrój dostosowany do jej tradycji, narodowej specyfiki
i aktualnych potrzeb.
Drugie założenie, jeżeli Pan chce tak to nazwać -
...quot;lepperyzmu", brzmi: każda decyzja i wybór drogi dotyczące
Polski jutra muszą być podjęte samodzielnie i suwerennie. Tutaj, nad
Wisłą, a nie nad Renem, Sekwaną, czy za Oceanem. Należy wywalczyć
naszą pełną niezależność państwową, narodową, kulturową i społeczną.
Słowem, by użyć powiedzenia Norwida, ten...quot;wielki, wspólny obowiązek",
jakim jest Polska, musimy przekuć na rzeczywistą niepodległość.
Trzecie założenie, to określenie historycznej roli
Polski między Zachodem a Wschodem w nowych, postkomunistycznych realiach.
Czytałem w jednej z książek historycznych o tym, jak przed wiekami
rozbrzmiewało donośnie w Europie hasło:...quot;Światło ze Wschodu!".
Sądzę, że bliskie są czasy, zwłaszcza dla Polaków, kiedy to zawołanie
będzie jeszcze bardziej aktualne, niż przed wiekami. Pod pojęciem
...quot;światła" rozumiem nie tyle natchnienie, wzór czy inspirację,
ile historyczną szansę. Z kolei Wschód to dla mnie nie tylko kraje
postsowieckie z Rosją, Ukrainą, Białorusią, ale także republiki muzułmańskie,
Syberia, a wreszcie Chiny i Japonia. Już dzisiaj musimy wspólnie myśleć
o miejscu Polski w tego rodzaju tworzącej się euroazjatyckiej konstelacji.
Także z tego powodu aktywna polityka wschodnia jest
potrzebna Ul Rzeczypospolitej do życia, jak człowiekowi powietrze,
woda i chleb. Zamiast tej polityki elity rządzące karmią nas bzdurkami
w rodzaju...quot;powrotu Polski do Europy" czy...quot;normalności".
Z tego powodu mam duży szacunek dla p. Jerzego Giedroycia
z paryskiej...quot;Kultury", który mimo podeszłego wieku i tylu
dziesięcioleci przebywania daleko od kraju, rozumie znakomicie wspomnianą
prawdę o potrzebie aktywnej polskiej polityki wschodniej. Sądzę zresztą,
że uporczywe powstrzymywanie się Giedroycia przed powrotem do Polski
na znak protestu wobec aktualnych rządów i ich polityki, jest niczym
innym, jak wspaniałym przejawem indywidualnej polskiej samoobrony!
Są, oczywiście, jeszcze inne podstawowe wartości i
tezy tzw....quot;lepperyzmu". Ale pozostawiam je na inną okazję.
Na razie, potwarzam, trzeba zdecydowanie położyć kres będącym w toku
procesom ubezwłasnowolnienia i dewastacji polskiej tkanki narodowej
i państwowej. Wytyczanie trzeciej drogi dla Polski musi rozpocząć
się od zawrócenia ze szlaku wiodącego kraj i naród na krawędź katastrofy
lub po prostu donikąd.
- Związek Rolnictwa...quot;Samoobrona" z jednej
strony nie ma porozumienia z innymi organizacjami i partiami chłopskimi
(np. z...quot;Solidarnością" RI lub PSL-em), a z drugiej - organizuje
centrale związkowe z robotniczym ruchem zawodowym. Jak tłumaczy Pan
ten paradoks?
- ZZR...quot;Samoobrona" jest otwarty na wszelką
współpracę z organizacjami i partiami rolniczymi. Zwróciliśmy się
zresztą do nich z apelem o wspólną obronę interesów polskiej wsi.
Nikt jednak nie jest prorokiem we własnym kraju. Większość organizacji
i partii chłopskich grawituje dziś w orbicie sił parlamentarno-rządowych.
Uśmiecha się im, a zwłaszcza ich przywódcom, pośredni czy bezpośredni
udział w sprawowaniu władzy. My natomiast nie żywimy odnośnie do tej
władzy żadnych złudzeń. Twardo domagaliśmy się rozwiązania Sejmu i
Senatu i rozpisania nowych wyborów. To z kolei nie było w smak większości
działaczy innych partii chłopskich. Nie są bowiem wcale pewni, jaki
w stosunku do nich zapadnie werdykt wyborców. Swoją rolę odgrywają
też, niestety, określone ambicje personalne. Wszystko to, obiektywnie
rzecz biorąc, utrudnia dialog...quot;Samoobrony" z pozostałymi
organizacjami i partiami rolniczymi. Ale bynajmniej nie utrudnia kontaktów
i współdziałania z ich bazą społeczną tj. z samymi rolnikami, mieszkańcami
i pracownikami polskiej wsi.
Jestem osobiście głęboko przekonany, że nadejdzie
czas, w którym bardziej realistyczna i wrażliwa na potrzeby polskiego
rolnictwa część działaczy innych organizacji i partii chłopskich znajdzie
wspólny język także z ZZR...quot;Samoobrona". I my, i oni, podzielamy
wspólne tradycje polskiego ruchu ludowego. I my, i oni, żywimy głęboki
szacunek dla wartości chrześcijańskich w życiu narodu polskiego. I
my, i oni, stanowimy integralny składnik tej soli polskiej ziemi,
którą byli, są i będą zawsze polscy chłopi.
To, że trafiamy dziś także łatwiej do środowisk robotniczych
i wielkoprzemysłowych, nie jest naszą słabością i błędem, ale siła
i potwierdzeniem słuszności obranej raz drogi. Zagrożenie pracowników
przemysłu narodowego, szczególnie wydobywczego, lotniczego, obronnego,
jest największe. Ci ludzie najbardziej i najszybciej potrzebują naszej
pomocy i akceptują od razu formę samoorganizacji i samopomocy, to
znaczy właśnie czynnej samoobrony.
Istnieje jeszcze jeden aspekt zagadnienia, które Pan
poruszył. Otóż rządzące elity usiłują perfidnie nas skłócić. Doskonale
rozumiemy, że podstawową bronią w rękach przeciwników opcji państwa
broniącego interesów narodowych, jest inspirowanie podziałów, sianie
nienawiści, wykorzystywanie ambicji osobistych różnych pseudo-przywódców
ludowych, sterowanie nimi, tworzenie coraz większej ilości kanapowych
ugrupowań politycznych, programów, w których nie wiadomo, o co w ogóle
chodzi.
Podzielić, poszatkować, rozbić od wewnątrz, a potem
zniwelować tak...quot;uprawioną" glebę polityczną - oto dość prosta
socjotechnika, jaką się w Polsce stosuje i to z powodzeniem. Dopóki
taki stan będzie trwał, dopóty obecni, nowi właściciele Rzeczypospolitej
będą się naigrywać z naszej niemocy i rozpraszania naszych wysiłków.
Groźną jest dla nich tylko akcja jednoczenia się społeczeństwa, porozumienie
organizacji zawodowych i politycznych w sprawach wspólnego działania
czy wspólnych programów.
Groźna jest ta organizacja, związek czy partia, która
do tego dąży i wykazuje w tym kierunku aktywność, jak na przykład
właśnie...quot;Samoobrona".
...quot;Samoobrona" przy tym zdaje sobie sprawę,
że sami rolnicy, osamotnieni w swej walce ludzie polskiej wsi, nie
dadzą rady rozwiązać wszystkich problemów, które stoją przed nimi,
jako rolnikami i jako obywatelami Polski. Sprawa polskiej wsi to przecież
sprawa ogólnonarodowa. Gospodarka rolna wiąże się najściślej z problemami
przemysłu i innymi dziedzinami. Wieś nie tylko dostarcza żywności,
nie tylko eksportuje swoje towary, ale dostarcza także surowców odnawialnych
dla przemysłu. Wieś z kolei korzystać musi z maszyn i urządzeń produkowanych
w przemyśle, z energii wytwarzanej przez elektrownie, z węgla wydobywanego
przez górników i ze środków łączności tworzonych przez telekomunikację.
Stąd dążenie do zbliżenia ze środowiskami zawodowymi tych wszystkich
związanych ze sprawami wsi branż i działów gospodarki. Wszystkich
bowiem łączy troska o nasz wspólny los, o możliwości wyżywienia narodu,
o wytwarzanie i utrzymanie miejsc pracy dla ludzi w miastach i na
wsi,o warunki życia i rozwoju.
Doły członkowskie wielu organizacji, zarówno zawodowych,
jak i politycznych, to rozumieją, naciskają swoje kierownictwa, aby
rozwijały odpowiednie inicjatywy jednoczenia się. Stąd na przykład
próba stworzenia nowej centrali związkowej z udziałem...quot;Samoobrony",
o charakterze przemysłowo-rolniczym.
- Dlaczego wraz z ruchem...quot;Samoobrony"
i, dodajmy, innymi partiami i organizacjami społecznymi, domagał się
Pan rozwiązania parlamentu oraz rozpisania nowych wyborów?
- Ten parlament udowodnił ponad wszelką wątpliwość,
że nie był zdolny rozwiązać żadnego poważniejszego problemu Polski.
We wszystkich bez wyjątku sondażach opinii publicznej zajmował najniższe
miejsce. Posłowie i senatorowie ignorowali częstokroć ważne posiedzenia.
Najwidoczniej nie interesowało ich nic, poza kolejnymi podwyżkami
własnych diet poselskich i senatorskich. Nawet tzw. szybka ścieżka legislacyjna nie umożliwiła uchwalenia
tych najpilniejszych ustaw, które są nieodzowne dla normalnego funkcjonowania
państwa. Zwracam też uwagę na małą reprezentatywność byłego parlamentu.
Ponieważ grubo więcej niż połowa wyborców w ogóle nie poszła do urn,
Sejm i Senat reprezentowały znaczną mniejszość już od samego początku.
To bardzo niedobrze, że Sejm i Senat się tak bardzo
nie sprawdziły. Wyborcy wyciągną z tego faktu na pewno właściwe wnioski.
Zgodnie z regułami demokratycznej gry, trzeba im to umożliwić. Dlatego
wystąpiliśmy z apelem o jak najszybsze rozwiązanie Sejmu i Senatu
oraz rozpisanie nowych wyborów. Ten postulat, jak słusznie Pan zauważył
w pytaniu, nie był tylko naszym postulatem. Podobne żądania wysuwały
również inne siły społeczne i polityczne. Tym bardziej należało je
jak najszybciej uwzględnić.
Do niedawna elity rządzące nie chciały o nowych wyborach
nawet myśleć. Słusznie obawiały się werdyktu narodu, jak diabeł święconej
wody. Ale po ostatnich przesileniach rządowych, kiedy okazało się,
że koalicja jest krucha, a gabinet Hanny Suchockiej bardziej, niż
niepewny, elity te nagle zmieniły taktykę. Kierując się normalną w
takich niesprzyjających dla siebie warunkach taktyką tzw....quot;ucieczki
do przodu", pragną one narzucić krajowi system i termin wyborczy
wygodny dla siebie. Uchwalili więc niesłychaną w swej wymowie ordynację.
Gdyby miała ona wejść w życie, wówczas ci, którzy są w powszechnie
krytykowanym i niereprezentatywnym parlamencie, mieliby znaczne fory,
nie musieliby np. w ogóle zbierać podpisów pod listy swych kandydatów.
Natomiast ugrupowania dzisiaj będące poza Sejmem i Senatem miałyby
znacznie trudniejsze zadanie, by zalegalizować swe listy i znaleźć
pieniądze na kampanię wyborczą. Główna przeszkoda to wysoki 5-8 procentowy
próg, który sam w sobie charakteryzuje dosadnie ordynację jako niedemokratyczną.
...quot;Samoobrona" zebrała te wszystkie argumenty
wynikające z obiektywnej analizy ordynacji wyborczej i 22 kwietnia
1993 roku wystosowała list do Prezydenta Wałęsy domagając się, by
zgodnie ze swymi uprawnieniami nie podpisał ustawy o prawie wyborczym.
Zwróciliśmy też uwagę Głowy Państwa na inne poważne
zagrożenie dla polskiej demokracji. Stanowią je ponawiane już teraz
ze strony niektórych organów prokuratorskich próby zdelegalizowania
niewygodnych ugrupowań, w tym przede wszystkich Związku Zawodowego
Rolnictwa...quot;Samoobrona". Gdyby coś takiego nastąpiło przed
wyborami, wówczas zadano by śmiertelny cios systemowi ludowładztwa
w naszym kraju.
- Powiadają, że najchętniej otacza się Pan - poza
rolnikami - bezrobotnymi i bezdomnymi, robotnikami różnych gałęzi
przemysłu. Czy to znaczy, że jest Pan antyinteligencki?
- Nie tylko nie jestem antyinteligencki, ale przeciwnie
- żywię dla tej warstwy światłych i sprawnych intelektualnie Polaków
duży podziw. Ruch...quot;Samoobrony" dotyczy także tej warstwy,
ponieważ dzisiaj śmiertelne niebezpieczeństwa zagrażają nie tylko
przemysłowi narodowemu, wsi i rolnictwu, ale także oświacie, służbie
zdrowia, twórczości artystycznej, nauce. Natomiast jest faktem, że
...quot;Samoobrona", poza rolnikami, dotarła w pierwszej kolejności
do najbardziej wydziedziczonych i poszkodowanych, zwłaszcza bezrobotnych,
bezdomnych itp.
Co do bezrobotnych, nie mogę nie podkreślić tej okoliczności,
że jedna ze znanych jej organizacji społecznych, istniejący od trzech
lat w skali ogólnokrajowej Komitet Obrony Bezrobotnych, od początku
był i pozostaje bliskim sojusznikiem ZZR...quot;Samoobrona" oraz
wchodzi w skład stowarzyszeń tworzących Komitet Samoobrony Narodu.
Otaczam się ludźmi, z którymi wiążą mnie wspólne sprawy
i wspólne poglądy na sytuację kraju. Jako obywatel-rolnik rozumiem,
że rolnictwo, z którym jestem związany zawodowo, nie może przesłaniać
spraw ogólnych.
Za wielkie nieszczęście uważam wzniecone - też ze
względów ideologicznych - masowe bezrobocie. Za wielką groźbę dla
ludzkiego bytowania uważam zakusy dotyczące pozbawiania ludzi masowo
dachu nad głową przez urynkowienie sfery mieszkaniowej. Z robotnikami
wiąże mnie trud osobistej pracy i troska o losy polskiego, z takim
trudem przez cały naród zbudowanego przemysłu, dziś pod naciskiem
obcych ośrodków demontowanego i niszczonego. Ludzie najbardziej obecnie
pokrzywdzeni w Polsce szukają szczerego zaangażowania się zarówno
organizacji, jak i ich przywódców w rzeczywistą, niepozorowaną walkę
o lepsze jutro dla nich i dla całej Polski....quot;Samoobrona"
udowadnia, że jest zdeterminowana w tej walce. Że nie prowadzi żadnych
politycznych przetargów, że prawidłowo ocenia obecną sytuację kraju
i tragiczne położenie wielu grup ludności. Że potrafi mobilizować
swych członków do protestów i obrony ich interesów, że stanowi już
dziś dużą siłę organizacyjną. To przyciąga. To rokuje nadzieje na
skuteczne działanie w obronie tak rozproszonych organizacyjnie ludzi
jak bezrobotni, bezdomni, emeryci. W...quot;Samoobronie" widzą
oni możliwości rozwinięcia także nad nimi parasola ochronnego i wyrażania
także ich interesów. To samo dotyczy robotników przemysłowych. Związki
zawodowe zarówno...quot;Solidarności" jak OPZZ, stały się związkami
poniekąd...quot;nowo-reżimowymi". Jedynie...quot;Samoobrona"
i współpracujące z nią organizacje, takie jak Związek Zawodowy Górników
Polskich z Moricem i Kisielińskim, Związek Zawodowy Zagłębia Miedziowego
ze Zbrzyznym, oraz...quot;S'"80 są bezkompromisowe-w walce o prawa
socjalne ludzi w miastach i na wsi, w walce z nadużyciami, niekompetencją
władzy. Stają w obronie interesów narodowych, wysuwają postulaty materialne
i społeczne, żądają radykalnych zmian kierunków reform i zmiany ekip
rządzących.
Nie tyle więc ja się otaczam określonymi ludźmi, co
ludzie przychodzą do...quot;Samoobrony", a ja z nimi rozmawiam.
Są to właśnie bezrobotni, bezdomni, robotnicy zagrożeni utratą pracy,
bądź zatroskani losami własnego zakładu pracy. Przychodzą także i
przedstawiciele inteligencji, tyle że są mniej liczni, co jest zrozumiałe.
Zresztą podziały na Inteligencję i nieinteligencję, tak jak na prawicę,
czy lewicę, nie bardzo mają obecnie sens. Czy to bowiem oznacza, że
chłopu, czy robotnikowi odmawiamy inteligencji, czy oznacza to, że
są oni ciemni, prymitywni i nie posiadający żadnej wiedzy? Tak sądzono
w dziewiętnastym wieku. Niekoniecznie wytrenowany umysłowo człowiek,
pracujący w zawodzie zaliczanym do tzw. sfery umysłowej, musi być
z natury inteligentny, czy błyskotliwy. Mogę powiedzieć, że, być może,
przeważająca część bezrobotnych, bezdomnych, robotników, z którymi
się stykam, to ludzie inteligentni, chociaż może nie wszyscy są wykształceni
i posiadający szeroką wiedzę.
I znów podziały na zwolenników inteligencji i jej
przeciwników okazują się szkodliwymi, nierozumnymi propagandowymi
chwytami, obliczonymi na tworzenie coraz to nowych podziałów w społeczeństwie.
Nieprzychylna wobec mnie propaganda reżimowa chciałaby mnie oczywiście
przedstawić jako brutala politycznego, ciemnego, chytrego chłopa,
który wziął pieniądze i nie chce ich oddać i, co gorsza, chce wyrżnąć
wszystkich inteligentów. Na to nie mogę się nawet oburzać. To po prostu
jest tak prymitywne, że aż śmieszne.
- Jaki tytuł ma Pan i ,,Samoobrona" do reprezentowania
poglądów wykraczających poza sprawy rolnictwa i wsi?
- To nie chodzi tylko o wnioski płynące z dość trywialnego
już powiedzenia, że...quot;chłop potęgą jest i basta!". Wincenty
Witos wielokrotnie podkreślał znaczenie ruchu ludowego dla obrony
całości spraw narodowych i polskiej racji stanu. Nie przypadkiem stanął
on na czele gabinetu ocalenia narodowego, kiedy w 1920 roku nawała
bolszewicka zawisła nad Polską....quot;Samoobrona" nie ma żadnych
kompleksów z powodu, że wyrosła ze wsi i tradycji ludowej. Nawet przeciwnie.
To tytuł jej satysfakcji i dumy.
Jeśli zastanowić się, na przykład nad przyczynami
przetrwania polskości, mimo wynarodawiających działań zaborców Polski,
to trzeba uczciwie stwierdzić, że główną przyczyną było przywiązanie
chłopa polskiego do ziemi, do obyczajów polskich, do mowy ojczystej,
do wiary ojców. Polskość tę podtrzymywał Kościół katolicki na szczeblach
wiejskich i małomiasteczkowych parafii i księża, często pochodzący
z wiejskich środowisk. Polskość tę podtrzymywali, niestety, tylko
nieliczni przedstawiciele polskiej sfrancuziałej arystokracji, a polskie
ziemiaństwo rozumiało ją często jako zabezpieczenie swoich szlacheckich
interesów. Chłop polski najobficiej przelewał krew za wolność kraju.
Jednocześnie zaborcy wykorzystywali tę krew dla swoich celów, wcielając
polskiego chłopa siłą do swoich wojsk i każąc mu walczyć za swoje
interesy. Ciężar więc zarówno narodowej tragedii, jak i walki o niepodległość,
spoczywał głównie na barkach polskiego chłopa. Ma on więc obecnie
historyczny tytuł do tego, aby wreszcie poczuć się wyrazicielem nie
tylko swoich własnych, chłopskich interesów, ale wypowiadać się w
sprawach ogólnonarodowych, ogólnopolskich, bo Polska kondycją polskiego
rolnictwa i polskiego rolnika stała i stoi, bo dzięki jego odporności
przetrwała biologicznie.
Dziś przeważająca część ludności Polski to ludność
albo bezpośrednio jeszcze żyjąca i pracująca na wsi, albo z tej wsi
pochodząca. Przeważającą część Polonii zagranicznej stanowią potomkowie
polskich chłopów, masowo niegdyś szukających chleba na obczyźnie.
To dzięki temu, że polski chłop nie uległ wynarodowieniu, demoralizacji,
nie zdradził polskiej mowy i obyczajów, dziś na świecie możemy się
doliczyć ponad pięćdziesięciu milionów ludzi polskiej krwi. Polska
wieś ponosiła ciężary odbudowy kraju po drugiej wojnie światowej.
To na jej niedorozwoju, na trapiących ją brakach cywilizacyjnych,
budowano m.in. polski przemysł, rozbudowywano miasta.
Rolnikom i wsi należy się wreszcie nie tylko jakieś
zadośćuczynienie materialne, cywilizacyjne, ale i polityczne, wyrażone
m.in. w odpowiednio dużym udziale przedstawicieli wsi w rządzie polskim.
Obecny rząd, to rząd złożony z ludzi oderwanych nie tylko od spraw
polskiego rolnictwa, ale i od spraw, jakimi żyją polscy robotnicy
i tzw. inteligencja pracująca w sferze budżetowej, czyli w oświacie,
kulturze, służbie zdrowia i innych usługach społecznych.
- Czy istnieje podział polskiej sceny politycznej
na prawicę, centrum i lewicę? Jeżeli tak, to do której części tej
sceny zalicza Pan siebie i stworzony przez Pana ruch ,,Samoobrony"?
- Podziały na prawicę i lewicę to, przynajmniej w
Polsce, zabawa nie z tej epoki. Zmieniające się szybko sytuacje polityczne
spowodowały takie wymieszanie się poglądów, programów i stanowisk
partii, których jest dziś w Polsce chyba już ponad dwieście, że prawie
nie można wyznaczyć granic tradycyjnie rozumianym po stawom lewicowym
i prawicowym. Rozmawiałem niedawno z pewnym działaczem uważającym
siebie za prawicowego. Gdy zapytałem go, co to znaczy należeć do prawicy,
odpowiedział, że...quot;wyznaje ona pewne wartości" i że...quot;zachowuje
się w sposób prawy". Uderzył mnie prymitywizm tego wyznania.
A przecież tego rodzaju poglądy i...quot;definicje" funkcjonują
w społecznym obiegu.
Z kolei lewica określa się potocznie jako siła broniąca
ludzi biednych, ich praw socjalnych. Ale przecież i ta definicja jest
ułomna i myląca. Między innymi dlatego, że dzisiaj żadna partia nie
deklaruje się jako programowo przeciwna ludziom wydziedziczonym, a
- przeciwnie - wszystkie odwołują się do jakiś nadrzędnych, humanistycznych
wartości.
Kryteria podziału na lewicę i prawicę są w Polsce
niejasne także dlatego, że z tego podziału nie wynikają logiczne wnioski
polityczne. Na przykład, niby opozycyjna SdRP popiera w parlamencie
często antysocjalne akty ustawodawcze rządu. W ogóle ta koncesjonowana
niby to lewica, nigdy nie potępiła planu Balcerowicza i dyktatu MFW
i Banku Światowego. Różne spółki nomenklaturo we, które pożywiły się
na rozwiązaniu PZPR i obaleniu poprzedniego systemu, są często kierowane
przez liderów należących do owej koncesjonowanej...quot;lewicy".
Z kolei w partiach prawicowych, opozycyjnych, występują ludzie i postawy
ostro krytyczne wobec obecnego, złego porządku.
Dodam, że wspomniana...quot;lewica" afirmująca
politykę wyprzedaży i zdrady interesów mas ludowych jest równie nielogiczna,
jak...quot;prawica" z przymiotnikami...quot;narodowa" i...quot;chrześcijańska",
która sieje niekiedy społeczną nienawiść, wykazuje skrajną nietolerancyjność,
jakby nauki II Soboru Watykańskiego, np. o wolności religijnej, jej
w ogóle nie dotyczyły. Bardziej uzasadnione wydaje się stosowanie
nazewnictwa np....quot;lewicowy", czy...quot;prawicowy", gdy
zaopatrzone są te terminy przymiotnikami. Wiadomo więc, co to jest
tzw. lewica świecka (kosmopolityczna, internacjonalistyczna) albo,
jako jej przeciwstawienie, lewica narodowa.
Linie podziału przebiegają poza tym nie według podziałów
organizacyjnych, ale częstokroć wewnątrz partii. Dotyczy to ruchu
ludowego i jego partii, a także wszystkich innych ugrupowań.
Z tych wszystkich powodów ruch...quot;Samoobrony"
stara się rozwijać poza, albo raczej, ponad wspomnianymi podziałami.
Jest u nas miejsce dla orientacji...quot;lewicowych" i...quot;prawicowych"
pod warunkiem, że podporządkują się nadrzędnemu interesowi całego
narodu.
Kategorii...quot;narodu" nie przeciwstawiamy z
kolei pojęciu...quot;społeczeństwo". Odwrotnie. Dla...quot;Samoobrony"
naród to całość społeczeństwa obywatelskiego o ściśle określonej,
tradycyjnej tożsamości. Dlatego nie należymy ani do lewicy, ani do
centrum, ani do prawicy. Po prostu należymy do narodu.
- Co dla Pana oznacza hasło...quot;powrotu Polski
do Europy" i...quot;normalności"? Jaka jest Pana wizja Polski
roku 2000 między Niemcami, a Rosją?
- Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" stanowi
jeden z urzędowych, wciąż przez propagandę lansowanych sloganów mających
przede wszystkim wmówić nam, że reprezentujemy niższość kultury i
obyczajowości, że Polska jest zaściankiem, a wszystko, co dotąd Polacy
zrobili, nie ma żadnej wartości.
Już choćby z powyższego powodu hasło...quot;powrotu
Polski do Europy" stanowczo odrzucam. Jako Polacy mamy dobrą
pamięć. Nie zapomnimy tego, że w nadzwyczaj trudnych warunkach zewnętrznych,
opuszczeni przez zachodnich sojuszników i zdani sami na siebie, odbudowaliśmy
kraj ze straszliwych zniszczeń II wojny światowej. Żaden obcy kapitał
nam w tym nie pomagał. I nie była to zasługa komunizmu czy Sowietów,
ale dzieło całego narodu. Mimo politycznego zniewolenia nasz naród
potrafił zadbać o swoje interesy pracując z najwyższym oddaniem.
Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" to przede
wszystkim bieg naszego kraju, na przełaj, do EWG. Ale jak na razie,
oprócz lichwiarskich pożyczek, zresztą nie za dużych, ze strony EWG
nic nas dobrego nie spotkało. Owszem - restrykcje wobec polskiego
eksportu, przede wszystkim żywnościowego, różne embarga, postulaty
preferencyjnych ceł dla towarów europejskich, zwłaszcza rolniczych,
podporządkowanie polskiego prawa, norm i przepisów normatywom europejskim
służącym nie naszym interesom, lecz interesom rozwiniętych państw
naszego kontynentu. Dalej, narzucanie Polsce swoich norm obyczajowych,
sprzecznych często z polskimi tradycjami. Żądania otwarcia granic
dla obcej penetracji gospodarczej, kulturalnej, politycznej i wojskowej.
Oto co, jak dotychczas, oferuje się nam na drodze tego marszu do Europy.
Nie jestem i - jako człowiek rozsądny - nie mogę być
zwolennikiem zaryglowania Polski od zachodu, czy doktryny jej całkowitej
samowystarczalności. Ale integracja europejska musi być procesem uwzględniającym
interesy i potrzeby wszystkich jej partnerów. Obojętnie, czy są na
zachodzie, w środku, czy na wschodzie kontynentu. I musi brać też
pod uwagę stopień ich rozwoju, różne specyficzne cechy ich kultur,
ekonomik, cywilizacji. Dlatego podzielam gaullistowską koncepcję...quot;Europy
Ojczyzn", a nie podoba mi się idea...quot;Europy regionów".
Obserwując politykę EWG w stosunku do Polski nie można
oprzeć się wrażeniu, iż Zachodowi marzy się taki...quot;powrót Polski
do Europy", który w końcowym efekcie będzie dla niej oznaczał
zepchnięcie do położenia peryferyjnego pod względem politycznym, wojskowym,
a zwłaszcza gospodarczym. Politycy zachodni zdają się popierać koncepcję
jakiegoś polskiego obszaru etnicznego między Wartą a Bugiem, podporządkowanego,
zależnie od ich potrzeb i możliwości, albo Niemcom, albo Rosji. Byłaby
to owa osławiona...quot;szara strefa", która, w kategoriach czysto
wojskowych, mogłaby się pokrywać z proponowaną niekiedy strefą...quot;NATO
- bis".
O tym wszystkim, oczywiście, nikt głośno na ogół nie
mówi. Ale właśnie taką treść nadają niektórzy liczący się politycy
hasłu...quot;powrotu Polski do Europy". Bardzo należy się tego
obawiać biorąc pod uwagę gorzkie historyczne doświadczenia Polski,
z jałtańskim i pojałtańskim włącznie. Tylko naiwni lub otumanieni
mogą wierzyć, że rozwiniętym państwom Europy zachodniej zależy na
tym, by Polska, kraj liczący już blisko 40 milionów mieszkańców, rozwinęła
w wyniku integrowania się z EWG, swój potencjał ekonomiczny, naukowy,
przemysłowy, kulturowy, rolniczy czy oświatowy. By stała się jeszcze
większym konkurentem dla Zachodu.
O cóż więc konkretnie w tej koncepcji...quot;powrotu
Polski do Europy" chodzi? Ano, jak powiedziałem, chodzi o powrót
do politycznego i ekonomicznego upośledzenia, dla zachodniej Europy
wygodnego i przynoszącego wymierny zysk. Krótko mówiąc, chodzi o postępującą
degradację Polski, sprowadzenia jej do rangi...quot;hinterlandu"
EWG.
-...quot;Hinterlandu"?
- Tak, właśnie...quot;hinterlandu". Dzisiejsze
zjednoczenie Europy w postaci EWG oznacza przede wszystkim supremację
ekonomiczną i polityczną zjednoczonych Niemiec. Przeżywają one wprawdzie
wielkie trudności w integrowaniu byłej NRD, a więc wschodnich...quot;landów",
ale po kilku latach ich gigantyczny potencjał zrobi swoje.
Zarówno na europejskim Zachodzie, jak i Wschodzie.
W naszym regionie nowoczesny...quot;Drang nach Osten"
oznaczać może przyszłą ekspansję gospodarczą, kulturową, cywilizacyjną
i demograficzną żywiołu germańskiego. Ekspansja ta miałaby na celu
również przekształcenie Polski w nowe...quot;generalne gubernatorstwo".
W obszar surowcowej i roboczej rezerwy nowej IV Rzeszy. Właśnie w
...quot;hinterland".
Współgrają z tym koncepcje euroregionów i polsko-niemieckich
stref przygranicznych wolnego cła. Wszystko to będzie się odbywać
- już się odbywa! - pod hasłami...quot;powrotu do Europy".
Papież Polak mówił w Warszawie, jak w istocie bzdurny
to slogan. Byliśmy i jesteśmy od tysiąca lat w samym sercu Europy.
Jakżeż mamy do niej teraz wracać? Ponadto, o jaką właściwie Europę
chodzi? EWG, z jej eurokracją, elitaryzmem i egoizmem, gwałceniem
praw i interesów narodowych, stanowi już dzisiaj swoiste curiosum.
Nie przypadkiem traktat z Maastricht wywołuje negatywne reakcje od
Danii po W. Brytanię, od Portugalii po Grecję.
O żadnym równoprawnym partnerstwie umożliwiającym
możliwość konkurencji, o żadnej pomocy taką konkurencję umożliwiającej,
mowy być nie może, bo byłaby to polityka przeciwna tradycyjnym interesom
krajów EWG. A polityków wspólnoty europejskiej o głupotę posądzać
nie można. Dlatego też usiłuje się Polskę raczej wcielić do Europy,
niż dopuścić ją do partnerskiej współpracy, do czego zresztą nie jest
ona zdolna na obecnym poziomie swoich możliwości gospodarczych i politycznych.
Dlatego też należy zrobić wszystko, aby odzyskać swobodę ruchów w
dziedzinie ekonomicznej, ratować do końca polski przemysł, który w
niektórych dziedzinach był dość nowoczesny, ratować dotychczasowe
rynki zbytu, ratować samowystarczalność żywnościową kraju, nie dopuszczać
do rozgrabiania i niszczenia istniejącego jeszcze potencjału produkcyjnego.
Dopiero po...quot;złapaniu oddechu" postawić własne warunki współpracy
z Europą.
Trzeba nawiązywać ścisłe kontakty gospodarcze z krajami
najbliższego sąsiedztwa - Litwą, Łotwą, Białorusią i Ukrainą, a także
z Rosją - i wspólnie dążyć do integrowania się z resztą Europy. Musimy
wykrzesać z siebie inicjatywę integracji w skali tzw. międzymorza
i wyciągnąć dla siebie z tego korzyści. Dopiero tak wzmocnieni staniemy
się przedmiotem większego szacunku Europy. To nie przypadkiem szerzy
się w Polsce atmosferę nienawiści nawet do obecnie z trudem demokratyzującej
się Rosji, do Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, do Czechów, Słowaków,
Serbów. Międzynarodowi manipulanci polityczni nie chcą dopuścić, aby
w naszym regionie powstała jakaś wspólnota interesów, na zasadach
pełnego, wzajemnego poszanowania suwerenności, żeby przekreślone zostały
historycznie narosłe nienawiści...quot;i nieporozumienia." A przecież
jest to warunek niezależnego istnienia dla wszystkich naszych narodów,
wyzwolonych spod dominacji byłego ZSRR.
Bez takiej regionalnej wspólnoty interesów nie tylko
nie uzyskamy partnerskiej pozycji w EWG, ale zdominowani zostaniemy
wszyscy przez polityczną i gospodarczą potęgę rodzącej się TV Rzeszy
Niemieckiej. I niech nikt nas nie oszukuje, że Europa Zachodnia obroni
Polskę i inne kraje Europy Wschodniej przed taką dominacją. Nigdy
w historii takiej ochrony nie doznaliśmy i liczyć na nią nie możemy
również obecnie.
Wielu nieodpowiedzialnych naszych polityków wciąż
szermuje zagrożeniem tylko ze Wschodu, nie widząc gry prowadzonej
wobec Polski z Zachodu.
Polska między Niemcami i Rosją... W tym tkwi sęk zagadnienia.
Dzisiejsi Polacy nie odczuwają jeszcze tego w sposób bzepośredni tak,
jak podczas zaborów, w okresie międzywojennym, czy w tragicznych dniach
paktu Ribbentrop-Mołotow. Bo dzisiaj - na obecny dziejowy moment -
obydwaj nasi wielcy sąsiedzi zajęci są własnymi problemami. Niemcy
- przeżuwaniem byłej NRD. Rosja - ratowaniem tego, co się da uratować
z gospodarki i imperialnej substancji sowieckiej. Gdy jednak ten przejściowy
moment historyczny ustąpi, znowu Polacy staną twarzą w twarz z odwiecznym
dylematem: jak ukształtować swe położenie i politykę między potęgą
germańską i odrodzonym rosyjskim kolosem słowiańskim?
Do rozważenia tego dylematu trzeba przygotowywać się
już teraz. Nie należy się przy tym karmić starą, szowinistyczną strawą,
przeżuwać stęchłe stereotypy.
Jestem więc gorącym zwolennikiem naprawdę równoprawnej
współpracy z całym europejskim Zachodem, w tym przede wszystkim z
Niemcami, bo dla Polski zachód, to przede wszystkim Niemcy. Niemcy
dokonali i nadal dokonują wielkiego dzieła odchodzenia od dawnego,
szowinistycznego ekspansjonizmu i budowania naprawdę demokratycznego
ładu.
Słowianie, jak mówiłem nawiązując do Rosji, Ukrainy,
Białorusi, ale też Czech i Słowacji, byli i zawsze będą nam bliscy.
O nich musimy się opierać, z nimi przede Wszystkim współdziałać w
XXI wieku.
Takimi intencjami się kierując starajmy się znajdować
przyjaciół blisko, najbliżej - u sąsiadów ze wszystkich bez wyjątku
kierunków geograficznych.
Jak mówił Jan Paweł II, nie nam wracać do Europy,
bo w sercu tej Europy od tysiąca lat tkwimy. Wspólnym wysiłkiem stwórzmy
koncepcję naszego samodzielnego udziału w integrującej się Europie.
Taką koncepcję, w której wyniku Europa przestanie być dla Polski -
jak ongiś - wyrodną matką.
- Dawniej rządzili Polską z Moskwy, teraz z Waszyngtonu
i Brukseli. Czyżby zamienił stryjek siekierkę na kijek?
- Jest to grube uproszczenie. Nie można za wszystko,
co działo się w latach 1944-1989, obciążać odpowiedzialnością wyłącznie
Moskwę. Sfera samodzielności ówczesnych władz PRL była znacznie> większa,
niżby to wynikało z obecnych oświadczeń Jaruzelskiego, czy Rakowskiego.
To, że ostatni władcy PRL i PZPR skwapliwie odżegnują się od własnej
odpowiedzialności i spychają wszystko na Moskwę, jako główną...quot;winną",
świadczy zarówno fatalnie o ich morale, jak przede wszystkim o skrajnym
subiektywizmie oceny faktów. W dobrym i złym rządy PRL-u brały bardzo
poczesny udział, a jaki konkretnie, wypowiedzą się z całą pewnością
niezależni historycy. Podobnie dzisiaj.
Jest prawdą, że dyktat wschodni został zastąpiony
od 1989 roku dyktatem zachodnim. Nie znaczy to jednak, by kolejni
nasi...quot;demokratyczni" władcy - od Mazowieckiego, przez Bieleckiego
i Olszewskiego po Suchocką-mogli być usprawiedliwieni tym, że np.
dyrektor MFW polecił im uczynić to lub tamto, albo że sekretarz NATO,
Woerner, wydał jeszcze inny rozkaz. To prawda, że doktryna ograniczonej
suwerenności Breżniewa egzystowała i nie umarła wraz z odejściem jej
autora, a nawet rozpadem ZSRR. W tych wszakże warunkach obiektywnych,
jakie stwarza międzynarodowy układ sił, wypada działać także polskim
przywódcom Ul Rzeczypospolitej. Naród ich osądzi, jeżeli zbyt łatwo
ulegać będą naciskom i dyktatom zewnętrznym. Jednym z programowych
celów...quot;Samoobrony" jest podnosić ten problem, rozliczać
rządy za ich stanowisko wobec suwerenności państwa polskiego i dążyć
nieustannie do dźwignięcia naszej Ojczyzny na pozycję kraju przynajmniej
tak niepodległego, jak II Rzeczpospolita.
- Już wiadomo, że dojdzie do przedterminowych wyborów.
Co i w jaki sposób chce Pan, w związku z tym, powiedzieć społeczeństwu?
- Ludzie dziś nami rządzący boją się wyborów i najchętniej
nigdy by ich ponownie nie przeprowadzali. Aż nadto dobrze wiedzą bowiem,
co sądzi o nich społeczeństwo. Wszystkie bez wyjątku sondaże opinii
publicznej zgodne są w tym, że były Sejm i Senat cieszą się jak najgorszą
reputacją wśród przyszłych wyborców. To właśnie dlatego partie koalicji
rządowej, w gruncie rzeczy tak samo kanapowe, jak pozostałe, opracowały
niesłychaną w swej antydemokratycznej wymowie, ordynację wyborczą.
Zapewnia ona z góry komfort udziału w przyszłych wyborach partiom
dzisiaj rządzącym bez obowiązku zbierania dla ich kandydatów podpisów
wyborców. Z kolei wszyscy inni przekroczyć muszą wysoki próg 5-8 procent
zebranych głosów, by w ogóle dostać się po zwycięstwie wyborczym na
ławy poselskie czy senackie. Nie mówiąc już o obowiązku zbierania
przez ich komitety wyborcze podpisów. Jest to ordynacja niesłychana,
z definicji swej antypluralistyczna. Dlatego Komitet Samoobrony Narodu
z udziałem słynnego bohatera bitwy o Anglię, generała lotnictwa, Skalskiego,
w liście do Prezydenta RP zażądał w kwietniu, by Lech Wałęsa nie podpisał
projektu takiej ordynacji.
Nowych wyborów elity rządzące boją się jak ognia,
ale od nich nie uciekną, o czym zresztą doskonale wiedzą. Na swój
sposób rozpoczęli do nich przygotowanie jeszcze przed rozwiązaniem
parlamentu, o czym świadczy przebieg wiosennych zjazdów Unii Demokratycznej,
Kongresu Liberałów, czy KPN i PC. Właściwa walka wyborcza rozegra
się wokół tych 60-70 procent elektoratu, który, normalnie rzecz biorąc,
wykazuje tendencje do niebrania udziału w wyborach. Będąc, słusznie
zresztą, głęboko rozczarowany i rozgoryczony, wolałby w ogóle do urn
wyborczych nie pójść, jak to było podczas poprzednich wyborów prezydenckich
i parlamentarnych. Otóż ja, Andrzej Lepper, szef ruchu...quot;Samoobrona",
gorąco apeluję już dzisiaj do wspomnianej przed chwilą, liczebnie
największej, części polskiego elektoratu, by przełamała w sobie psychologicznie
zrozumiałą niechęć do udziału w wyborach i jednak do urn masowo tym
razem poszła. Pamiętajcie, drodzy rodacy, że nie idąc do urn wyborczych,
wbrew własnej woli i chęci uczestniczyć będziecie w perfidnej grze
politycznej sprawców waszych nieszczęść. Oni właśnie tego chcą, by
jak największa liczba Polek i Polaków w dniu wyborczym pozostała w
domu! Wtedy bowiem łatwiej będzie im manipulować pozostałymi wyborcami.
Aby obalić obecne elity rządzące Polską w imieniu
obcych ośrodków, szczególnie zaś w imieniu MFW, aby współczesną Targowicę
zastąpiły rządy ludzi prawych i oddanych sprawie narodowej, konieczny
jest masowy udział wyborców w akcie głosowania. Wszyscy ci, którzy
normalnie nie poszliby do wyborów, powinni w nich uczestniczyć i oddać,
głosy między innymi, na kandydatów z listy ruchu...quot;Samoobrony".
A co do koncepcji Polski w ujęciu...quot;Samoobrony",
to jest ona stosunkowo prosta. Ani nieludzki, skrajny kolektywizm
komunistyczny, ani nieludzki socjalnie kapitalizm - co zresztą głosi
oficjalnie nauka społeczna Kościoła. Zbliżamy się do kresu XX wieku.
Dochodzą nas zapowiedzi wyzwań zbliżającego się szybko XXI wieku.
To wciąż się odnawiające oblicze współczesnego świata wymaga z gruntu
nowych rozwiązań ustrojowych i społeczno-gospodarczych. A nie jałowych
powrotów do...quot;zleżałych" form sprzed lat kilkudziesięciu.
Nowoczesne - to z kolei w dużym stopniu także to, co bliskie naturze
człowieka, o czym tak często i przekonywująco powiada papież Jan Paweł
II.
Natura zaś wykształciła pewien uniwersalny system
organizacji zarówno biologicznej, jak społecznej. Jest to system organiczny.
Nawiązuję do tego nie przypadkiem w związku z najbliższymi wyborami.
Zaproponowałbym moim rodakom, żeby w nadchodzących wyborach nie dopuścili
do rządów ludzi niekompetentnych, różnych oszołomów rozparzonych żądzą
władzy i pazernych na udział w rozdrapywaniu mienia publicznego. Nie
wolno też wybierać do parlamentu osób zaprzedanych obcym wzorom życia
i obyczajów, czy wręcz wstydzących się polskości, mówiących o Polsce
...quot;ten kraj", zamiast...quot;nasz kraj".
Natomiast po wyłonieniu rządu rzeczywiście reprezentującego
polskie interesy, światłego i kompetentnego, radziłbym sobie i wszystkim,
aby razem wzięli się do solidnej pracy i uwierzyli, że naprawdę drzemie
w nas utajona, niespożyta siła. Osobistym mym marzeniem jest, abyśmy
tę naszą wspólną Polskę dobrze posprzątali, uporządkowali jej drogi,
uregulowali rzeki, zbudowali zbiorniki wodne, usunęli brud i wysypiska,
połamane płoty, dziurawe chodniki, zdewastowane rudery, słowem - poważnie
i skutecznie wzięli się za środowisko naturalne i ekologię. Wtedy
lżej by nam było wszystkim oddychać. Z tych też powodów nasz ruch
samoobrony bliski jest...quot;zielonym", z którymi chętnie będziemy
współpracowali.
Nie proponowałbym z drugiej strony żadnych odwetów
politycznych, pogoni za czarownicami i tym podobnych procederów stanowiących
zwykle tematykę zastępczą lub zasłonę dymną dla manipulacji społeczeństwem
i różnych ciemnych machinacji. Co do ludzi obciążonych odpowiedzialnością
za przestępstwa, czy wręcz zbrodnie polityczne - tak dawne jak obecne
- to proponowałbym tylko uczciwe, sądowne rozliczenie ich. Podobnie
- afer i przestępstw gospodarczych, niezależnie od tego, kto i z jakich
pozycji ideologicznych ewentualnie je popełnił. Oczywiście, jeszcze
przed wyborami przedstawimy społeczeństwu konkretny i pełny program.
Dzisiaj mogę powiedzieć, że będzie to zdecydowana społeczna, gospodarcza
i polityczna alternatywa wobec tego, co nam się od roku 1989 do roku
1993 proponuje i - co jeszcze gorsze - realizuje. Dlatego nasz program
nie jest cząstkowy, ale jest to program globalnej, krytycznej, ale
też zdecydowanie konstruktywnej opozycji wobec tego, co nas otacza.
Jeżeli większość wyborców pójdzie do urn i poprze alternatywę samoobroną,
Polska zostanie uratowana! A przecież o to przede wszystkim chodzi.
- Czy istotnie, jak twierdzą niektórzy,...quot;Samoobrona"
dąży do wymuszania swych roszczeń i praw tylko silą się?
- Jest to pytanie stawiające sprawę na głowie. Gdyby
...quot;Samoobrona" mogła osiągać swe cele na drodze wyłącznie
pokojowej, to wówczas, oczywiście, nie musiałaby sięgać do metod czynnego
oporu i społecznego protestu. Ponieważ jednak władze nie przejmują
się postulatami prezentowanymi na drodze normalnej, potrzebne są często
metody bardziej skuteczne, nie zawsze łagodne. Zapytajmy o to samo,
o co Pan pyta, nieco inaczej. Czy, mianowicie, stosowane przez nas
metody są - albo nie - zgodne z obowiązującym porządkiem prawnym?
Otóż w świetle Konstytucji RP i obowiązującego prawa,
zarówno nasze dokumenty zjazdowe i Statut, jak też wynikająca z nich
praktyczna działalność, są całkowicie legalne. Nie mogą tego podważać
ani podejmowane przeciwko...quot;Samoobronie" i mnie osobiście
postępowania organów prokuratury, ani hałaśliwa i oszczercza kampania
koncesjonowanych środków przekazu.
Powszechny opór społeczny wobec antynarodowych poczynań
władz stanowi na pewno czynnik siły. Ale jest ten czynnik siły nie
tylko elementarnym prawem, lecz także obowiązkiem obywatelskim. Takie
są założenia każdego społeczeństwa i państwa demokratycznego. Nie
uznają tych zasad cywilizowanego świata jedynie niektórzy przedstawiciele
obecnego rządu polskiego. Tak na przykład słynący z arogancji i buty
szef Urzędu Rady Ministrów,...quot;szara eminencja" gabinetu p.
Hanny Suchockiej, minister Jan Maria Rokita, wydał okólnik zakazujący
wojewodom i innym funkcjonariuszom zależnej od siebie administracji,
nawet rozmawiać z przedstawicielami oficjalnie istniejącej w Polsce
...quot;Samoobrony"! Jest to przykład charakterystyczny. Bardziej
śmieszny, niż oburzający.
- Jak może Pan prowadzić swoją gospodarkę w Koszalińskiem,
skoro kierując...quot;Samoobroną" przebywa Pan głównie w Warszawie?
- Gospodarstwo moje zmniejszyłem poprzez rezygnację
z dzierżawionych gruntów do ok. 60 ha. Sam, oczywiście, nie pracuję
na tej ziemi, ale mam dobry układ z młodymi rolnikami, którzy korzystają
z mojego-sprzętu i uprawiają również moje grunty. Podkreślam, że jest
to gospodarka optymalna ze względu na ogólne warunki ekonomiczne.
Po prostu nie stać mnie na zakup odpowiedniej ilości paliwa, nawozów,
środków ochrony - wszystko robione jest, jak mówią, na skróty.
Kilkakrotnie przyjeżdżali do mnie dziennikarze, była
też telewizja. Ale jakoś do tej pory gospodarstwa Leppera nie pokazali,
ani nie opisali. Czy jest ono aż tak złe, czy na tyle dobre, że nie
ma czego złego pokazać, co by mogło mnie skompromitować jako przywódcę
...quot;Samoobrony"?
W Warszawie przebywam z konieczności, a teraz wręcz
z obowiązku. Niejeden by chciał, żebym wrócił na własne hektary i
zaniechał działalności politycznej. Niech jednak nikomu z moich wrogów
nawet w jego najlepszych snach nie zamarzy się o tym, że Lepper zostawi
...quot;Samoobronę" i wróci do domu! Przecież tego oczekiwałyby
najbardziej obecne elity rządzące. A...quot;Samoobrony" już i
tak nic nie zatrzyma. Zdaję sobie wszakże sprawę z tego, że gdybym
dzisiaj nagle odszedł z tego ruchu, to agenci rządowi uczyniliby,
co w ich mocy, żeby...quot;Samoobronę" doprowadzić do upadku.
- Wydaje mi się, że przemawia przez Pana często
upór.
- Zawsze w życiu byłem uparty i dążąc do wytyczonego
celu pokonywałem wszelkie przeszkody. Nie jestem naiwnym optymistą,
ale, że tak powiem, optymistycznym realistą i wierzę, iż cel, który
sobie postawiłem, osiągnę. Ten cel - to Polska lepsza, zasobna, niezawisła.
Ziemia obiecana dla tych, którzy chcą ją rozwijać
i uczciwie pracować, a nie dla niebieskich ptaków. Chcę Polski czystej,
bezpiecznej, zamożnej, w której ludziom chciałoby się pracować i żyć.
Obecne tzw. elity rządzące są przez naród znienawidzone.
Promowały je obce siły i dopuściły do władzy. Działają jak bakterie
gnilne. Dopóki będą miały jakieś wpływy na losy kraju, dopóty Polska
będzie chora. Ale z tej niemocy naszym wspólnym wysiłkiem dźwigniemy
ją wzwyż. W Polsce bowiem może, a więc musi, być lepiej! Dysponujemy
dużym potencjałem surowcowym i intelektualnym. Należy tylko umiejętnie
go wykorzystać i właściwie nim pokierować. Polsce potrzebny jest po
prostu dobry gospodarz.
- Co ma wspólnego Andrzej Lepper, pan na prawie
stuhektarowych włościach, z małorolnym chłopem i biedotą wiejską?
- Przede wszystkim małe sprostowanie: wspominałem
już Panu, że dysponuję nie stoma, lecz sześćdziesięcioma hektarami
ziemi. Nie sądzę, by w epoce gospodarki wolnorynkowej i farmerki było
to czymś złym. Odwrotnie - jak największa liczba rolników powinna
brać w swoje ręce pod uprawę polską ziemię. Ugory - oto zagrożenie
dla przyszłości polskiej wsi.
Co do chłopów małorolnych i biedoty wiejskiej, to
znam ich problemy, bo sam pochodzę z takiego środowiska. Pomoc dla
nich, to głównie tworzenie warunków dla możliwości rozwoju zdrowej,
a więc nie karłowatej, gospodarki rodzinnej. Pytanie, które mi Pan
zadał, bywa niekiedy wysuwane przez moich przeciwników w celach prowokacyjno-propagandowych.
W rzeczywistości jednakże jest to pytanie, na które lubię odpowiadać,
bo ułatwia wykazanie jedności interesów całej polskiej wsi, tej biedniejszej
i tej bogatszej, przed wspólnym zagrożeniem płynącym od MFW i EWG.
Podział polskich chłopów na kułaków i małorolnych
był wymysłem komunistycznym....quot;Samoobrona" jest ruchem uwzględniającym
wspólnotę i jedność interesów całej klasy chłopskiej. Na tym polega
jej znaczenie, dlatego wywołuje tyle obaw u elit rządzących. Więcej,
dzisiaj istnieje szeroka wspólnota interesów miast i wsi, chłopów,
robotników, rzemieślników, kapitalistów narodowych - wszystkich. Dlatego
tak szybko przyjmuje się nasz program i ruch w różnych i pozornie
niekiedy zantagonizowanych ze sobą środowiskach. To jest jego siła
i rękojmia naszego przyszłego zwycięstwa.
- Jaki jest Pański stosunek do partii w byłym parlamencie?
Dlaczego uchodzi Pan za ich wroga?
- Nie używałbym określenia...quot;wróg", a raczej
...quot;przeciwnik". Jestem więc przeciw tym, którzy tworzą i popierają
obecną politykę gospodarczą i społeczną skierowaną przeciw ludziom
i ich potrzebom.
Jestem przeciwnikiem wszystkich, którzy godzą się
na ograniczoną suwerenność Polski zgodnie z byłą doktryną Breżniewa,
obecnie przekształconą w hasło...quot;powrotu do Europy". Ponieważ
większość partii bądź sama inspiruje taką politykę, bądź ją popiera,
bądź też protestuje słabiutko i raczej na pokaz, więc uważam, że partie
te nie reprezentują naszych interesów społecznych i narodowych. W
większości co innego obiecywały w czasie kampanii wyborczej, co innego
teraz czynią. Reprezentują w dodatku bardzo wąskie grupy obywateli.
Oskarżają się nawzajem o agenturalność. Obrzucają
się obelgami. Czy do takiego układu politycznego w parlamencie można
żywić uczucia życzliwości i szacunku?
Ponieważ mówię o tym głośno i publicznie, nic więc
dziwnego, że partie te uważają mnie za wroga. Rzucają różne oszczerstwa
i pomówienia. Ale społeczeństwo polskie zdaje sobie sprawę, kto ma
rację. Kto narusza dobre obyczaje, gdzie wybuchają afery i co warte
są różne osądy i oskarżenia ze strony ludzi tak się kompromitujących
przed społeczeństwem. Wystarczyło posłuchać sprawozdań z obrad parlamentu.
Jest to dobra lekcja parlamentarnych stosunków partyjno-politycznych.
- Niektórzy Pańscy przeciwnicy uważają, że w...quot;Samoobronie"
znalazła dla siebie miejsce kryptokomuna. Co Pan może powiedzieć na
ten temat?
- Co to znaczy kryptokomuna? Jeżeli chodzi o byłych
funkcjonariuszy PZPR, aparatu UB, SB i MSW, to szukać ich należy głównie
w sferach dzisiaj Polska rządzących, w partiach koalicji rządowej,
w administracji państwowej i samorządowej, czy w spółkach nomenklaturowych.
Tak przynajmniej wynika z oskarżeń wysuwanych przez różne odłamy obozu
rządzącego w stosunku do konkurentów lub opozycji. Na tym zresztą
polega geneza tzw, lustracji.
Jak będę jeszcze miał Panu okazje powiedzieć...Samoobrona"
nie przyczepia żadnych etykietek ludziom i organizacjom. Oceniamy
poszczególne osoby nie według przynależności partyjnej, czy organizacyjnej,
lecz według konkretnej działalności. W dawnym okresie i teraz, Z tych
wszystkich powodów zarzut, jakoby w...quot;Samoobronie" znajdowała
się jakaś bliżej nieokreślona kryptokomuna, jest niedorzeczny.
- W swych wystąpieniach nawiązuje Pan często do
doktryny społecznej Jana Pawia II. Co ma wspólnego...quot;Samoobrona"
z polskim papieżem?
- Odczuwam, podobnie jak miliony moich rodaków, wielki
szacunek i podziw dla polskiego Papieża. Jest w tym część emocji religijnych,
jakże zrozumiałych, gdy chodzi o człowieka wierzącego i praktykującego,
jakim osobiście jestem.
Ale w tym podziwie dla Karola Woj ty iły jest też
przekonanie, że ta świątobliwa postać spełnia misję o olbrzymim, historycznym
znaczeniu zarówno dla Polski, jak dla całego świata. Jedna z przyczyn
powołania do życia...quot;Samoobrony" było moje niezachwiane przekonanie,
że nauka polskiego Papieża wskazuje na konieczność nie-zgadzania się
ze złem, gdziekolwiek ono występuje. Że autonomia, jaka Papież i II
Sobór Watykański wyznaczają w dziedzinie polityki katolikom, nie zmniejsza,
ale zwiększa ich rolę w działaniu na rzecz wspólnego dobra.
W naszej rozmowie pytał mnie Pan o ruch biernego oporu
i Mahatmę Ghandiego. Otóż Ghandi i jego bierny opór społeczny wyrastał
z bardzo specyficznych tradycji filozoficznych i kulturowych Indii
i hinduizmu. Nauka Jana Pawła II o walce ze złem wynika z innej tradycji
historycznej, właśnie polskiej i katolickiej. Ja szefując...quot;Samoobronie"
z innymi kolegami, również katolikami, spełniam posłannictwo inspirowane
przez pontyfikat Jana Pawła II, choć się z tym nie afiszuję.
Dotyczy to szczególnie nauki społecznej polskiego
Papieża. Ten wielki nasz rodak doskonale zdaje sobie sprawę z tego,
że po kiesce tzw. realnego socjalizmu, nie sposób po prostu powrócić
do klasycznego kapitalizmu. Kto nie przeżył naszej rzeczywistości
powojennej - a przeżył ją wraz z milionami Polaków także Karol Wojtyła
- ten powyższej prawdy może nie rozumieć. Ale tutaj, nad Wisłą i Odrą,
właśnie poszukiwanie trzeciej, polskiej drogi jest najwyższym, nie
tylko politycznym, ale też moralnym i chrześcijańskim nakazem chwili.
- Kto jest Pana idolem z panteonu narodowej przeszłości?
Kościuszko, Piłsudski, Witos, Mikołaj czy może Dmowski?
- Nie mam jednoznacznego stanowiska w tej sprawie.
Trudno dokonać wyboru właściwego, jak Pan to nazwał, idola, bo wymienione
przez Pana postacie symbolizują różne wartości, ale także rozmaite
słabości.
Z natury swej bliska jest mi na przykład świetlana
postać Naczelnika w sukmanie, Tadeusza Kościuszki, u którego boku
wyrósł legendarny dowódca krakowskich kosynierów, Bartosz Głowacki.
Trudno jednak pominąć tę okoliczność, że Kościuszko, pomimo swego
bohaterstwa, talentu, wielkiego serca i żarliwego patriotyzmu, poniósł
klęskę. Po Racławicach nadeszła smutna godzina Maciejowie i długa
niewola w Petersburgu.
Z kolei Wincenty Witos, premier od pługa i roli, mądry
statysta i kochany przez chłopów ich przywódca, żył i działał w dramatycznym
okresie ojczystych dziejów. Także jemu historia nie dała szans doczekania
się zwycięstwa.
Józef Piłsudski ze swym romantycznym czynem niepodległościowym,
bezinteresownością i polityką powstrzymywania agresorów z Zachodu
i W7schodu, reprezentował bardziej tradycje szlachty i wywodzącej
się z ziemiaństwa inteligencji, niż lud chłopski.
Stanisław Mikołajczyk, tragiczny kontynuator dzieła
Witosa, nie był w stanie porozumieć się na trwałe z Moskwa, bo po
prostu nie chciał tego Stalin knujący inne plany wobec Polski. Niemniej
szlachetność i wierność ludowej tradycji Mikołajczyka i jego PSL-u
zasługują na cześć i wieczną pamięć, Także ruchu rolniczej...quot;Samoobrony".
Roman Dmowski żył w innej epoce. Jego zasługi dla
odbudowy niepodległości po I wojnie światowej są ogromne. Szanuję
Dmowskiego za jego realizm i wrażliwość na polsko-rosyjskie pojednanie.
Pamiętam, że także kardynał Stefan Wyszyński nawoływał, by nowa Polska
...quot;opierała się o wschodnia, słowiańska ścianę". Niemniej
główny twór życia i walki Dmowskiego - endecja - nie była nigdy bliska
ruchu ludowego. Także i ta postać historyczna nie może więc być w
sposób jednoznaczny moim idolem.
Wymienił Pan nazwiska kilku wielkich Polaków. Ale
bynajmniej nie wszystkich. Czuję się sentymentalnie i racjonalnie
związany szczególnie z tymi bohaterami naszej wspólnej polskiej przeszłości,
którzy działając z uporem, w nadzwyczaj trudnych czy wręcz nawet tragicznych
warunkach, potrafili, mimo to, osiągnąć bardzo wiele. Do tego stopnia,
że skutki ich działań dają się odczuć nawet dziś.
Taką postacią jest dla mnie na przykład Stanisław
Staszic. Człowiek ogromnej wiedzy, wspaniałych koncepcji gospodarczych
i społecznych. Działacz państwowy. Autor licznych wydawnictw i dzieł
naukowych. Człowiek czynnie wspierający sprawę chłopską. Może nie
wszystkie koncepcje i poglądy Staszica są dziś do przyjęcia. Ale reprezentował
szczególnie wartościowy typ społecznika i polityka. Praca, upór i
twórcza wyobraźnia Staszica są cechami na wagę złota także w naszych
warunkach.
Z plejady XIX-wiecznych postaci bliskie są mi niektóre,
jak gen. Dezydery Chłapowski i jego wielkopolscy współpracownicy,
autor przepięknej...quot;Pieśni o ziemi naszej", Wincenty Poi,
orędownik wyzwolenia włościan galicyjskich. Wymienię jeszcze księdza
Ściegiennego, przyjaciela chłopów i autora słynnej...quot;Złotej książeczki",
za którą, jak zresztą za całokształt swej działalności, ten wielki
patriota i zwolennik wyzwolenia ludu polskiego skazany został na śmierć
przez powieszenie, na górze św. Katarzyny koło Kielc, przez rosyjski
carat. W miarę czasu i moich możliwości staram się lepiej poznać działalność
i twórczość tych i innych przepięknych postaci z naszej przeszłości,
aby lepiej i skuteczniej, wzbogaconych ich doświadczeniami, służyć
sprawie...quot;Samoobrony".
W ogóle interesuje mnie historia i przejmuję się bardzo
życiorysami niektórych wielkich Polaków. Także, a może przede wszystkim
dlatego, że wszystko to umożliwia tworzenie własnego portretu polityka.
Taki portret jest potrzebny każdemu działaczowi. A już zwłaszcza ludziom
z takiego ruchu, jak nasza...quot;Samoobrona". Zauważył Pan, ile
złośliwości, mściwości i nienawiści wkładają koncesjonowane media,
żeby mnie opluć i wyszydzić? W państwowej telewizji występuje nawet
tak zwana kabaretowa samoobrona, która ma za zadanie wyśmiać nasz
ruch i zaprezentować mnie jako prymitywnego kmiotka. Otóż nie chodzi
wcale osobiście o mnie, lecz o rolników organizujących swoją obronę,
których reprezentuję, w pierwszym rzędzie. Władze zupełnie słusznie
boją się nas i wykorzystują, co mogą - i prokuraturę, i telewizję,
i prasę, i UOP - żeby nas oczernić i przedstawić społeczeństwu w jak
najgorszym świetle. Dlatego, jako przywódca naszego ruchu muszę zaprezentować
się godnie opinii publicznej. Bez fałszywej pozy, ale i bez fałszywej
skromności. W tworzeniu tego autoportretu Andrzeja Leppera dopomaga
znajomość historii i jej bohaterów.
- Gdyby Pan uzyskał władzę w Polsce, co by Pan
zrobił w ciągu pierwszych 24 godzin?
- Zapewne najpierw bym się dobrze wyspał. Następnie
ustaliłbym listę kilkudziesięciu najbardziej prawych i kompetentnych
osobistości - abstrahując od ich osobistych poglądów politycznych
i ideologicznych - którym bym powierzył główne funkcje państwowe i
rządowe. Dalej poleciłbym odpowiednim organom ścigania po stawienie
pod sąd najważniejszych aferzystów, łapowników i złodziei mienia publicznego.
Nakazałbym też skrupulatne przeglądnięcie listy zagranicznych doradców
ekonomicznych i finansowych tak, żeby pozostali tylko nieliczni, naprawdę
wartościowi i dla Polski przydatni.
Ale i oni musieliby podlegać polskiemu szefowi, który
by weryfikował ich pracę i przydatność.
- Zaproszono Pana w swoim czasie do USA. Kto był
stroną zapraszającą i dlaczego do Pańskiego wyjazdu nie doszło?
- 5 i 6 września 1992 roku odbył się w Waszyngtonie
kongres z udziałem organizacji amerykańskich i europejskich sprzeciwiających
się dyktatowi MFW i traktatowi z Maastricht. Na kongres zostałem osobiście
zaproszony przez jego organizatorów, licznych międzynarodowych osobistości,
w tym z kierownictw partii republikańskiej i demokratycznej. Miałem
wygłosić przemówienie. Niestety, nie było mi dane tam pojechać, jako
jedynemu zresztą przedstawicielowi Polski. Oto w czasie barbarzyńskiego
najazdu bojówek KPN na nasz warszawski lokal przy ul. Nowy Świat w
podejrzanych okolicznościach przepadł mój paszport. Nie było już czasu
na wyrobienie sobie nowego. Jednak referat, który wcześniej przygotowałem,
wygłosił ktoś inny w moim imieniu. Jego streszczenie ukazało się w
prasie amerykańskiej.
- Co Pan powiedział?
- Trudno mi referować całość mojego, dość długiego,
wystąpienia. Chodziło w nim o to, by poinformować opinię amerykańską
i światową o tym, że mimo upadku dyktatury komunistycznej, prawdziwa
wolność jeszcze do nas nie zawitała, a to m.in. w rezultacie narzuconego
systemu wyzysku i ucisku ze strony MFW i Banku Światowego. Przywiązywałem
duże znaczenie do tego wystąpienia, bo w USA panuje dość często naiwne
przeświadczenie, że wystarczyło doprowadzić do likwidacji totalitaryzmu
komunistycznego i unicestwienia ZSRR, by zapanowały w naszej strefie
z dnia na dzień wolny rynek, pluralistyczna demokracja i pełna niezawisłość.
- Są to tematy ważne. Ciekawe jak je Pan naświetlił
Amerykanom. Czy mógłby Pan jednak powiedzieć bardziej szczegółowo
o swoim referacie?
- Stwierdziłem na wstępie, jak wielkie nadzieje wiązało
nasze społeczeństwo z upadkiem komunizmu i powołaniem pierwszego,
niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego, po wyborach 4 czerwca
1989 roku. Wskazałem, że rychło się jednak okazało, iż dyktat Wschodu
zastąpiony został dyktatem Zachodu. Punktem wyjścia tej drogi do nikąd
był dzień l stycznia 1990 roku, kiedy to wszedł w życie społeczno-ekonomiczny
program rządu polskiego znany powszechnie pod nazwą planu Balcerowicza.
Przypomniałem, że założenia tego planu przywiózł z Waszyngtonu do
Warszawy sławetny Jeffrey Sachs zaciskając na szyi narodu polskiego
pętlę zadłużenia.
Jakie są skutki tego planu, narzuconego Polsce przez
obce ośrodki dyspozycyjne, okazało się bardzo szybko. Już w pierwszym
roku realizacji plan Balcerowicza spowodował wzrost inflacji do 247
proc., spadek produkcji przemysłowej o 34 proc., zmniejszenie płac
realnych ludności o 32 proc. I pojawienie się bezrobocia, wówczas
w skali jeszcze tylko pół miliona. Rządy Mazowieckiego i Bieleckiego
szafowały ochoczo mirażami zmasowanej pomocy ekonomicznej i finansowej
USA i EWG dla Polski,...quot;pierwszego kraju, który obalił komunizm"
i...quot;pierwszego państwa realizującego reformy rynkowe". Powiadano,
że wystarczy 6-8 miesięcy, żeby Polska...quot;dołączyła do Europy"
i zaznała dobrobytu. Człowiek z ulicy w Polsce szybko przekonał się,
że te miraże i puste obietnice nie mają nic wspólnego z rzeczywistością,
są zwykłym oszustwem. W ciągu lat 1990-1992 zniszczono ponad połowę
głównych obiektów polskiego przemysłu. Zabroniono kopalniom eksportować
węgiel. Zrujnowano przemysł maszynowy, obronny, lotniczy, elektroniczny,
tekstylny i chemiczny, a także hutnictwo. Sparaliżowano budownictwo
mieszkaniowe. Doprowadzono do załamania produkcji rolnej.
Jako reprezentant polskiej wsi przedstawiłem następnie
dokładną analizę stanu naszego rolnictwa. Podkreśliłem, że może dawniej
produkcja rolna nie stała na najwyższym poziomie, ale wytwarzała zdrową
żywność. Było tak, bo zużycie nawozów i czynnych substancji kształtowało
się w Polsce pięciokrotnie niżej, niż na Zachodzie, biorąc pod uwagę
nasycenie chemikaliami na l ha roli. Po 1989 roku namawiano nas na
zaciąganie kredytów, by gospodarstwa indywidualne mogły stać się nowoczesnymi,
zmechanizowanymi farmami. Ludzie uwierzyli wtedy rządowi, bo przecież
wszędzie na świecie kredyt rolny jest podstawą postępu wsi. Zresztą
w 1989 roku oprocentowanie od kredytów rolniczych nie było u nas wyższe
od 18 proc. rocznie. Po masowym zadłużeniu się rolników, w 1990 roku
oprocentowanie ich podskoczyło nagle do 120 proc. rocznie, a 1991
roku - do 100 proc. Dawniej zaciągając kredyty rolnicy polscy wykupywali
produkty polskiego przemysłu rolniczego, np. traktory, siewniki, maszyny
żniwne itd. Gdy okazało się, że gwałtowny wzrost stopy procentowej
uniemożliwia spłatę kredytów i prowadzi do bankructwa gospodarstw
rolnych, załamała się także produkcja przemysłu rolnego. Zakłady renomowane
jak Ursus, Fabryka Maszyn Żniwnych w Płocku (kombajny...quot;Bizon"),
Agromet i wiele innych, zaczęły padać. Ludzi ogarnęła czarna rozpacz.
Zaczęli przeklinać nowe rządy i Amerykę. Niektórzy ojcowie rodzin
zrozpaczeni popełniali samobójstwa. Dyktat MFW pogłębił katastrofę
polskiej wsi. Już w 1991 roku ceny produktów rolnych zaczęły się szybko
obniżać. Na przykład cena żyta ustalona w 1990 roku na 63,5 tyś. zł,
w 1991 roku spadła do zaledwie 43 tyś. za 100 kg. W tym samym roku
1991 ceny środków do produkcji rolnej wzrosły natomiast 3-4 krotnie.
Na tym tle zrodził się społeczny ruch samoobrony i powstał Związek
Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona".
- Czy miał Pan relację o tym, jak przyjęto Pański
referat w Ameryce?
- I owszem. Fakty przeze mnie przytoczone zbulwersowały
wielu uczestników kongresu w Waszyngtonie. Tam nie domyślano się,
jak dalece obłudna jest polityka USA i kontrolowanych przez nią instytucji
międzynarodowych w rodzaju MFW czy Banku Światowego, w stosunku do
Polski i innych krajów Europy środkowej i wschodniej. Najlepszym dowodem
tego był wniosek amerykański o powołaniu międzynarodowej organizacji
samoobrony o celach zbliżonych do naszych. A także wzmożona krytyka
traktatu z Maastricht ze strony europejskich uczestników obrad.
Osobiście sądzę, że do zwycięstwa wyborczego Billa
Clintona przyczyniło się także narastanie przekonania w amerykańskiej
opinii publicznej, iż w świecie postkomunistycznym i Trzecim Świecie
musi nastąpić poprawa...quot;image" Stanów Zjednoczonych. I że
dyktat MFW nie może być jedyną drogą wyprowadzania różnych państw
z reżimów niedemokratycznych do systemu wolnorynkowego. Na tym m.in.
polegało międzynarodowe znaczenie kongresu z września ub.r. w Waszyngtonie.
- Jak przyjąl Pan wiadomość, że Leszek Balcerowicz
pretenduje do funkcji doradcy ekonomicznego władz ukraińskich i litewskich?
- Gdyby to nie była prawda, traktowałbym tę wiadomość
jako dowcip z tzw. czarnego humoru. Gdy się jednak wiadomość ta okazała
prawdą, przez chwilę pomyślałem, że stare antyukraińskie i antylitewskie
polskie demony wysyłają oto do Kijowa i Wilna bombę z opóźnionym zapłonem.
Tylko bowiem śmiertelnemu wrogowi, którym dla mnie, oczywiście, nie
jest ani Ukraina, ani Litwa, należałoby życzyć takiego doradcy, jak
Balcerowicz. Na wszelki wypadek uprzedzam braci Ukraińców i Litwinów
z tego miejsca, wszem i wobec, kim jest pan Leszek Balcerowicz, jakie
jest jego dzieło zniszczenia w Polsce i czym ryzykują angażując go
na swego doradcę.
- Co Pan sądzi o programie powszechnej prywatyzacji
autorstwa Janusza Lewandowskiego?
- Sądzę jak najgorzej. Przede wszystkim nie jest to,
nawet oficjalnie, żadna powszechna prywatyzacja, czy, tym bardziej,
propozycja uwłaszczenia społeczeństwa, ale program totalnej dewastacji
i wyprzedaży polskiego majątku narodowego. Podobnie myśli kilkanaście
milionów moich współrodaków, w tym, jak się wydaje,
również pan Prezydent Rzeczypospolitej. Właśnie dlatego
Związek...quot;Samoobrona" skierował pismo do Prezydenta Wałęsy,
by ten skorzystał ze swego uprawnienia i nie podpisał ustawy sejmowej
o tzw. narodowych funduszach inwestycyjnych.
Jest rzeczą smutną i pouczającą, że mimo tak druzgocącej,
negatywnej oceny wspomnianej ustawy, Sejm i Senat ją uchwaliły. Przypomina
to najgorsze czasy końca XVIII wieku, kiedy to kolejne Sejmy I Rzeczypospolitej
uchwalały to, co chciał Repnin, czy inny przedstawiciel carycy Katarzyny.
Bo, oczywiście, uchwalenia ustawy prywatyzacyjnej w obecnym kształcie,
zażądały MFW, Bank Światowy i podobne im zagraniczne gremia.
Równie smutne i pouczające jest to, że Janusz Lewandowski
powszechnie już nie tylko krytykowany, ale odsądzany od czci i wiary,
może po raz drugi niefrasobliwie dzierżyć tekę ministra przekształceń
własnościowych, wyprzedawać za półdarmo i rozkładać do końca naszą
gospodarkę.
Co do obecnej ustawy prywatyzacyjnej, to w skandaliczny,
choć czasem pośredni sposób oddaje ona gospodarkę za darmo obcemu
kapitałowi wzbraniając do niej dostępu kapitałowi polskiemu. Temu
służą wyjątkowo niskie wyceny dla obcych firm i niezwykła wieloletnia
tolerancja podatkowa dla zagranicznych tzw. inwestorów. Czyli - używając
konkretnego języka - spekulantów i częstokroć malwersantów.
Nie myślę, żebym do powszechnej krytyki prywatyzacji
autorstwa Lewandowskiego musiał dorzucać swoją cegiełkę. Chodzi o
to, by uchronić przemysł kluczowy przed grabieżą. Żeby rzeczywiście
uwłaszczyć polskich ludzi pracy w procesie prywatyzacji, a nie wąskiej
grupie aferzystów dać możliwość zagarnięcia całego ogromnego zysku
z PPP. By dać szansę nie tylko zagranicznym konsorcjom, ale przede
wszystkim polskiemu kapitałowi narodowemu. By wreszcie nie stawiać
zaprzęgu przed końmi, to znaczy, że najpierw trzeba reprywatyzować,
a dopiero potem, to co pozostało, prywatyzować.
- Doprawdy jest Pan zwolennikiem reprywatyzacji?
- Uczciwej i rzetelnej - naturalnie tak! Nie widzę
powodu, by tartaku, młyna, warsztatu, czy ziemi nie miał odzyskać
jej poprzedni właściciel, a uzyskać spekulant tylko dlatego, że taka
była wola reżimu komunistycznego, a obecnie pana ministra Lewandowskiego.
To, co oferuje nam Ministerstwo Przekształceń jest zwykłym neobolszewizmem,
a niekiedy paserstwem. Nie mam zresztą wątpliwości odnośnie do motywów,
jakimi kieruje się ta praktyka.
Pierwszy powód, to chęć zlikwidowania wielkich zakładów
przemysłowych, bo w ten sposób znikną ogniska wielkoprzemysłowej klasy
robotniczej, której tak bardzo obawiają się obecni władcy Polski i
ich zagraniczni mocodawcy. W końcu to oni sami skorzystali najwięcej
z robotniczych manifestacji na Wybrzeżu i gdzie indziej w latach 80-tych.
Przez likwidowanie wielkich zakładów pracy i ich załóg pragną uciec
przed możliwą powtórką takich wypadków wymierzoną tym razem w nich.
Drugi powód wspomnianego neobolszewizmu to chęć zacierania
polskiej tożsamości narodowej. Jest sprawą oczywistą, że sprawiedliwa
reprywatyzacja, rzetelna prywatyzacja i wynikający stąd rozwój autentycznie
polskich klas posiadających w mieście i na wsi, umacniają kręgosłup
narodu, nadają głębszy sens wolnorynkowym reformom.
Tymczasem dzisiaj oficjalny i podskórny nurt tych
przemian idzie akurat w odwrotnym kierunku. Ludzie w rodzaju Lewandowskiego
czy przedtem Balcerowicza wolą oddawać polskie zakłady kluczowego
przemysłu obcym grabieżcom, sprzedawać ziemię różnym baronom Puttkamerom,
zadłużać gospodarstwa chłopskie i oddawać je komornikom...quot;pod
młotek", niż odbudowywać kapitał narodowy, zwracać ziemię leżącą
odłogiem byłym właścicielom - Polakom, czy wspierać wieś i chronić
ją przed wyzyskiem zewnętrznym. Nie czynią tego wszystkiego, bo zmierzają
do rozmycia polskiej tożsamości narodowej, pozbawienia społeczeństwa
rodzimych sił mogących je wzmocnić i uwłasnowolnić.
I jeszcze jedno. Ustawa prywatyzacyjna jest niczym
innym, jak sposobem na import bezrobocia do Polski. Zrealizowana -
zwiększy bezrobocie w naszym kraju do rozmiarów nigdzie niespotykanych.
A przecież już teraz przodujemy niechwalebnie w ilości bezrobotnych
w stosunku do populacji aktywnej zawodowo.
Sumując moje uwagi mogę stwierdzić, że program tak
zwanej powszechnej prywatyzacji autorstwa Janusza Lewandowskiego,
jest jednym z najbardziej haniebnych aktów prawnych, jakie uchwalił
były parlament. Że uczynił to na zlecenie obcych mocy - powszechnie
wiadomo. Ale, że nawet w tych narzuconych dyktatem warunkach mógł
wypracować mniej dewastujący naszą tkankę gospodarczą wariant - a
tego nie zrobił, jest faktem, który należy podkreślić. I publicznie
potępić. Stanowi on kolejny, jakże przekonywujący dowód na to, że
jedyne, co jeszcze z tym Sejmem i Senatem można było zrobić, to bezzwłocznie
je rozwiązać!
- Jak odnosi się Pan do świata biznesmenów? Dlaczego,
zdaniem Pana, Polsce brak kapitałów własnych i obcych? Co zrobić,
żeby powstała u nas silna i zdrowa warstwa narodowych kapitalistów?
- Przede wszystkim unikam dwóch dość u nas rozpowszechnionych,
skrajnych stereotypów. Ani nie uważam, że każdy bogaty to złodziej,
ani nie oceniam ludzi według skali ich majątku. Co więcej, jestem
głęboko przekonany, że dla dźwignięcia Polski z dna kryzysu konieczne
jest istnienie silnej klasy średniej i liczącej się warstwy narodowych
kapitalistów na wsi i w mieście. Dodam, że krytykuję dyktat MFW i
program Balcerowicza - Osiatyńskiego właśnie dlatego, że hamują proces
akumulacji kapitału w naszym kraju i, jak tylko mogą, utrudniają powstanie
warstwy narodowych kapitalistów.
Dzieje się zaś tak dlatego, że pragną, by Polska była
rynkiem zbytu dla zachodnich nadwyżek produkcyjnych i czymś w rodzaju
subkolonii, gdzie są tanie surowce i siła robocza.
Jeżeli mamy - dość nielicznych - biznesmenów w Polsce,
to nieraz są to aferzyści w rodzaju Bagsika, Gąsiorowskiego, czy Leksztonia.
Autentycznych polskich kapitalistów natomiast niemal zupełnie brak.
Powiedziałem już Panu, że jestem za bogaceniem się wielu przedsiębiorczych
jednostek pod warunkiem, że równocześnie ubywa ubogich. Tworzenie
się warstwy narodowych kapitalistów to długi proces, który powinien
być sterowany przez państwo i kontrolowany przez społeczeństwo. Na
powstanie wielkiego kapitału potrzeba nieraz kilkudziesięciu lat wytrwałej
pracy przedsiębiorcy. Wyrosła z rodzimych korzeni warstwa kapitalistów,
wrośnięta w narodowe tradycje i kulturę, nie zdominowana przez powiązania
finansowe z obcym kapitałem, powinna być elitą patriotyczną narodu,
czuć się warstwą służebną w stosunku do społeczeństwa i państwa, zdając
sobie sprawę z porządku wartości wyrażonego w prymacie człowieka wobec
pracy, a pracy wobec kapitału. Tak więc mój stosunek do świata biznesu
jest bardzo pozytywny. Jeżeli chodzi o kapitał obcy, to musi to być
kapitał głównie inwestycyjny, a nie spekulacyjny.
Są różne sposoby pobudzania procesów kumulowania się
zasobów pieniężnych u obywateli. System kredytowy, system podatkowy,
tworzenie spółek państwowo-prywatnych, formy spółdzielcze, a przede
wszystkim mądra, stała, inicjatywna polityka państwa pilnująca równowagi
celów ekonomicznych i społecznych, stała obserwacja procesów gospodarczych
i odpowiednia interwencja w razie ich wypaczeń.
- Skąd biorą się w naszym życiu publicznym takie
afery, jak np. Art B, FOZZ, sprawa Gawronika czy Leksztonia? Co, według
Pana, należy zrobić, żeby, używając słów Prezydenta Wałęsy,...quot;aferzystów
puścić w skarpetkach"?
- Korupcja, która toczy nasze życie publiczne, gospodarcze
i finansowe, a której odbiciem tylko częściowym są wymienione przez
Pana głośne afery, jest skutkiem, a nie przyczyną obecnej sytuacji
Polski.
Pouczająca jest lektura...quot;pamiętników" Anastazji
P. Nie tyle z punktu widzenia czysto obyczajowego: kto, ile razy i
kiedy spał z nią w sejmowym hotelu. Dla mnie wprost wstrząsająca była
ta część jej relacji, która dotyczyła pp. Lewandowskiego, Tańskiego
czy innych członków rządu. Otóż okazuje się, że Anastazja P. była
o krok od uzyskania, za pośrednictwem pp. Lewandowskiego i Tańskiego,
pałacu w Walewicach na swój...quot;klub". Zabiegała i zabiega
od dawna o zwrot tego pałacu rodzina Potockich, do której należał
ten obiekt do 1944 roku. Bez rezultatu. Chcieli wydzierżawić lub kupić
od Agencji Własności Rolnej pałac w Walewicach inni. Także bez najmniejszego
skutku. Wystarczył natomiast jeden telefon Anastazji P. w środku nocy
do ministra Janusza Lewandowskiego, by ten, również telefonicznie,
natychmiast zobligował prezesa Tańskiego do odstąpienia Walewic tejże
pani. Ponieważ ani Leawndowski, ani Tański nie zaprzeczyli prawdziwości
wspomnianej relacji Anastazji P., mam pełne prawo wierzyć, w jej zasadność.
A jeżeli tak, to... po prostu jeżą mi się na głowie włosy!
Za tym wszystkim kryje się cała misternie utkana z
nieprawości infrastruktura zła społecznego i publicznej przestępczości,
swoisty syndykat fałszu i nieprawości.
Te wszystkie afery są wynikiem z jednej strony niekompetencji
i nieudolności władzy, z drugiej strony faktu, że do administracji
państwowej przeniknęli ludzie amoralni, opanowani żądzą zdobycia pieniędzy
za wszelką cenę. Rząd zaś, dążąc do stworzenia sobie sojuszników w
jego polityce, przymyka oko na te fakty mniemając, że wzbogaceni nie
zawsze prawymi metodami ludzie będą go wspierać i tworzyć nowe układy
i ugrupowania polityczne całkowicie oddane ustrojowi kapitalistycznemu
w ich wydaniu, a mając pieniądze będą mogli te ugrupowania skutecznie
wspierać.
Część wysokich urzędników państwowych jest bezpośrednio
powiązana z tym nowym lobby. Stara nomenklatura komunistyczna, mająca
jeszcze rozległe stosunki, także stanęła do dzieła tworzenia nowej
warstwy posiadaczy, podejmując wiele działań rodzących patologie,
chociaż robi to bardziej umiejętnie niż nowa nomenklatura. Tak więc
te wszystkie afery mają podłoże polityczne.
Niektórzy wysuwali propozycje, aby ogłosić amnestię
dla aferzystów, aby tylko zdobyte przez nich pieniądze były użyte
dla celów gospodarki. Wiele afer jest popełnianych przez obcych, którzy
pod pozorem współpracy zagranicznej, pomocy itp. dokonują różnych
malwersacji finansowych, celnych i podatkowych. Wiele afer rodzi szaleńcza
prywatyzacja, ale są to już afery polityczno-gospodarcze.
...quot;Samoobrona" stanowczo postuluje, aby przyszły
rząd, rząd interesów narodowych unieważnił wszystkie umowy i transakcje
o podłożu aferowym, aby odebrał aferzystom wszystko, co wyłudzili
lub zagrabili z naszego majątku narodowego. O tym trzeba już teraz
mówić, aby powstrzymać jeszcze niektórych amatorów łatwego, aferalnego
pieniądza. Co do...quot;puszczenia aferzystów w skarpetkach",
to, jak na razie, oni nas puszczają w skarpetkach. Mając takie, jak
dotychczas, zaplecze w korupcji i nieuczciwości wielu urzędników,
uchodząc za krzewicieli nowego, wolnoamerykańskiego ładu, mając na
swoje usługi za pieniądze wielu prawników, śpią sobie spokojnie. Obecne
rządy nie są dla nich groźne.
- W naszym życiu publicznym afery gonią afery,
a krąg ludzi rządzących jest, mimo żenująco niskiego poziomu, braku
kompetencji zawodowych i moralnych, wąski. Niektórzy członkowie rządu,
chociaż ewidentnie nieudolni, zajmują nadal swe wysokie stołki. Inne
osoby z ,,highlife'u" III Rzeczypospolitej, też niepopularne
i skompromitowane, wiodą beztroski żywot na szczytach hierarchii społecznej.
Niekiedy człowiek z ulicy skłonny jest uwierzyć, że otaczają go macki
jakiejś sieci spiskowej. I że za kulisami, w cieniu wielkiej polityki,
mafijne układy personalne sprawują faktyczne rządy nad Polską. Co
Pan o tym sądzi? I jakie w ogóle jest Pańskie zdanie o tzw. teorii
spiskowej?
- To, że - niezależnie od obiektywnych procesów społecznych
- rzeczywiście występują w wielkiej polityce spiski, a także mafie,
jest niezbitym faktem. Wystarczy wspomnieć o dzisiejszych Włoszech,
w których aresztowano szereg nieskazitelnych, zdawałoby się, osobistości,
a siedmiokrotny premier, przywódca chadecji i mąż zaufania włoskiego
establishmentu niby demokratycznego, Giulio Andreotti, oskarżony został
o ferowanie wyroków śmierci na swoich współtowarzyszach przez bandziorów
...quot;Cosa Nostra".
U nas też obserwujemy wiele dziwnych zjawisk. Dlaczego
nie wyjaśniono ponurej zagadki morderstwa ekspremiera, Piotra Jaroszewicza
i jego żony? Z jakiego powodu udało się Bagsikowi i Gąsiorowskiemu
uciec z Polski, a podobno ich kompani byli usadowieni bardzo wysoko,
nawet w kancelarii Prezydenta? Jak to jest, że niektórzy prominenci
są świętymi krowami, chociaż powszechnie pomawia się ich o łapówkarstwo
i agenturalność? Za tymi pytaniami bez odpowiedzi kryje się sieć spiskowa.
Jedni, ci bezkarni, są w spisku, inni, kozły ofiarne - nie.
Nie można jednak dać się zwariować i wszędzie widzieć
tylko spiski. Ale też nikt nie może zaprzeczyć, że w polityce wiele
spraw nie załatwia się w sposób jawny, publicznie. Przecież funkcjonują
wywiady - wojskowe, gospodarcze, polityczne. Prowadzą one działalność
z natury rzeczy ukrytą przed opinią społeczną. A wielkie operacje
finansowe czyż nie są niejednokrotnie utajnione? A prowadzona w wielu
krajach obecnie walka narodowo-wyzwoleńcza nie ma charakteru działań
tajnych? Mamy tego dowody w Irlandii, na Bliskim Wschodzie. Sami w
okresie zaborów taką działalność prowadziliśmy. Także w czasie okupacji.
Jest więc sprawą dziwną, że niektórzy obecni politycy z taką gwałtownością
atakują każdą sugestię dotyczącą spraw ukrywanych przed opinią publiczną
nadając jej miano teorii spiskowej, żeby takie poglądy ośmieszyć,
żeby nikt nie śmiał nawet o nich mówić.
Jest to niewątpliwie metoda...quot;zaryglowania"
świadomości społecznej w obszarze dla wielu polityków i działaczy
niebezpiecznym. Na pewno nikt z naprawdę spiskujących - kiedykolwiek
i gdziekolwiek - nie przyzna się, że uprawia taką działalność i chętnie
będzie popierał ośmieszające ten temat opinie.
Nie szukajmy wszędzie spisków, jak obecnie nasze sfery
rządzące, które swoje niepowodzenia i błędy chcą wytłumaczyć spiskami
byłych komunistów, ale i nie dajmy sobie mącić w głowach, że nie ma
afer politycznych i gospodarczych, że nie ma żadnych działań wywiadowczych,
że wszystko jest znane opinii społecznej itd. Nie jestem więc zwolennikiem
spiskowej mistyki, ale też staram się myśleć niezależnie i nie daję
sobie ryglować myślenia. Mam własny system krytycznych ocen w stosunku
do samego siebie i nikt pomagać mi w tym nie musi podsuwając...quot;zaklęciową
terminologię" w rodzaju teorii spiskowej.
- Jakie są dzisiaj największe zewnętrzne zagrożenia
dla Polski?
- Utraciliśmy członkostwo w byłym Układzie Warszawskim
i RWPG. Odzyskaliśmy za to może formalną niezawisłość, ale przestaliśmy
się, jako Polacy, czuć bezpieczni.
Znak zapytania nad naszą przyszłością kreśli niepewny
rozwój zarówno naszych zachodnich, jak i wschodnich sąsiadów. Zagrożenia
płyną też z faktu, że przestaliśmy się liczyć jako państwo i naród.
Dawniej Polska Ludowa, drugi po ZSRR kraj bloku wschodniego, był dla
USA i Europy Zachodniej ważny. Do Warszawy zjeżdżali się wszyscy możni
ówczesnego świata. Jeszcze później, w latach 80-tych, Polska dla Zachodu
była państwem i obszarem znaczącym, bo tu w pierwszym rzędzie rozgrywała
się walka z komunizmem i sowietyzmem. Tantiemy polityczne z tego okresu
obcina po dzień dzisiejszy wielu polityków i politykierów. Ale w latach
90-tych, w ogóle w końcowym okresie XX wieku, Polska straciła na swym
znaczeniu. Przypomną sobie o nas dopiero, kiedy coś naprawdę ważnego
nastąpi za naszymi wschodnimi rubieżami. Okoliczność, że nas nie zauważają,
jest sama w sobie zagrożeniem, tym bardziej, że wpędzono nas w system
naczyń połączonych.
Obecnie jednak największym zewnętrznym zagrożeniem
dla Polski jest agresja ekonomiczna i informacyjna ze strony rozwiniętych
państw Europy Zachodniej, a także możliwość...quot;wędrówki ludów"
ze wschodu na zachód przez nasze terytorium. Nieuregulowane prawnie
i organizacyjnie różne procesy...quot;przepływowe" przez nasz
kraj rodzą także zagrożenia typu mafijnego, co się już często objawia
nawet w postaci krwawych porachunków między członkami rozmaitych gangów.
Te zewnętrzne zagrożenia nie byłyby tak groźne, gdyby
nie znajdowały podatnego gruntu wewnątrz kraju - upadku patriotyzmu,
demoralizacji obyczajowej, niewolniczego uwielbienia wszystkiego,
co zachodnie, przy czym te zjawiska występują także w łonie naszych
tzw. elit intelektualnych i politycznych. Cyniczne oszukiwanie naiwnych
i zagubionych ludzi przez rodzimych tzw. uniwersalistów, to znaczy
...quot;przechrzczonych" dawnych internacjonalistów i kosmopolitów,
występujących także w masce zwolenników europejskości - te zewnętrzne
zagrożenia nakładają się na realne już procesy rozkładu i demontażu
naszych narodowych struktur społecznych, kulturowych i gospodarczych.
Jedną z najgroźniejszych form takich zagrożeń jest
rozbrojenie informacyjne Polski. Gazety, wydawnictwa, prywatne stacje
radiowe i telewizyjne niewiadome właściwie w czyich są rękach i jakie
zadania sobie wyznaczyły. Państwowe środki przekazu, takie jak telewizja
i radio, służą elitom władzy, które nimi manipulują nie gorzej, a
zwykle lepiej, niż dawni władcy Polski Ludowej.
Opanowany został przez obce siły rynek informatyczny.
Komputery zagranicznej produkcji, programy komputerowe pochodzenia
obcego za wielkie pieniądze, różne embarga i zakazy wykorzystywania
techniki elektroniczno-informacyjnej sięgające nawet konstrukcji takich
elementów elektronicznych, jak obwody scalone - to wszystko są objawy
...quot;niewoli informacyjnej", w jaką wpędzono nasz kraj. Niszczy
się przy tym polski przemysł elektroniczny i informatyczny, mimo jego
znacznych osiągnięć.
Jest oczywiste, że ludzkość wkroczyła w nową erę -
erę informacyjną. Kto ma w swym ręku środki informacyjne, ten ma wpływ
na opinię społeczną, na zachowanie ludzkie - obyczajowe, gospodarcze
i polityczne. Może inoktrynować ludzkie umysły na dowolną skalę. Sugestywne
i tendencyjne światopoglądowo filmy i audycje radiowe i telewizyjne,
zdegenerowana muzyka i rozrywka, propagowanie antyestetycznych upodobań,
gwałtów, przemocy, sadyzmu - to wszystko są fakty nieustannie atakujące
świadomość naszych dzieci i młodzieży. Na kanale telewizyjnym (Top
Canal) codziennie powtarza się kilka wybranych filmów pełnych bestialskich
scen, mordów, przemocy, seksualnych wybryków - i na to nie ma żadnej
reakcji. Panie i panowie moralizatorzy z ław Sejmu i Senatu nabrali
wody w usta. Milczy katolicka prasa. Wszyscy boją się urazić...quot;wielkich
braci" z Zachodu. Kubły kulturalnych nieczystości, patologii,
okrucieństwa i przemocy wylewane są na głowy nas wszystkich. Wylewają
je...quot;niewidzialne ręce" kierowane jednak na pewno przez konkretne
głowy.
Wielkim zagrożeniem zewnętrznym dla Polski są odradzające
się nacjonalizmy u naszych zachodnich i wschodnich sąsiadów, oraz
szerzony przez określone ugrupowania na świecie antypolonizm, oczerniający
naród polski, jego historię i kulturę, wyszydzający nasze obyczaje
i cechy. Ten antypolonizm znajduje odzew u niektórych naszych...quot;europejczyków",
uważających język, kulturę i tradycję polską za zaściankową i wręcz
dla kulturalnego człowieka wstydliwą.
Najgroźniejszym jednak zagrożeniem jest brak u części
narodu odporności na duchową i moralną agresję, upadek ducha i dumy
narodowej, utrata takich wartości jak np. honor, uczciwość i odpowiedzialność
za swoje czyny.
- Wielu ludzi powiada, że...quot;Samoobrona"
umie tylko burzyć. Co Pan o tym sądzi? I czy ma Pan pomyśl także na
budowę nowej Polski?
- Cały sens istnienia...quot;Samoobrony" to budowa,
a nie burzenie. Stąd nasza koncepcja trzeciej drogi dla Polski. Koncepcje
burzycielskie ma nie...quot;Samoobrona", a obecna władza. To ona
stawia problem nowego, a właściwie starego kapitalistycznego ładu
na gruzach wszystkiego, co zostało dotychczas w Polsce zbudowane i
zrobione....quot;Samoobrona" uważa, że to, co zostało zrobione
- odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych, budowa przemysłu, odbudowa
miast, zabytków, kociołów, muzeów, teatrów, budowa szkół i wyższych
uczelni, szpitali i placówek służby zdrowia, bibliotek i domów kultury
- to zasługa wyzyskiwanego przez wiele lat społeczeństwa polskiego,
konkretny przykład jego zdolności do wyrzeczeń. Tego zaprzepaszczać
nie wolno....quot;Samoobrona" tego burzyć nie chce, bo nie chce
popełniać historycznego przestępstwa samozagłady. Na odwrót - my chcemy
powstrzymać niszczącą rękę liberalnych uniwersalistów, pogardzających
dorobkiem polskiego społeczeństwa, dążących do podporządkowania naszego
kraju obcym wzorom gospodarowania, obcej kulturze i obyczajowości.
My chcemy prawdziwie dla nas pożytecznych przemian. Żeby było lepiej,
nie gorzej, żebyśmy stali się naprawdę gospodarzami na swojej ojczystej
ziemi, a nie najmenikami obcych mocodawców, zagranicznych właścicieli
Polski.
Dlatego uważam, że nie należy burzyć, ale przekształcać,
ulepszać, usuwać błędy, przywracać to, co miało i posiada nadal trwałą
wartość społeczną, chcemy pomagać ludziom przedsiębiorczym, pomagać
rolnikom utrzymać się na swoich rodzinnych gospodarstwach, rzemieślnikom
- przy swoich warsztatach, handlowcom i przedsiębiorstwom - na swoich
placówkach i fabrykach.
Chcielibyśmy, aby w Polsce rozpoczęto wielkie dzieło
porządkowania i cywilizowania w stylu ekologicznym polskiej ziemi
między Odrą a Bugiem, aby doliny i dorzecza tych rzek stały się obszarem
nowoczesnej polskiej cywilizacji, obszarem zachowującym piękno przyrody,
ale zagospodarowanym efektywnie, porządnie, rozsądnie, by starczyło
dla nas i dla przyszłych pokoleń czystej wody, czystego powietrza,
żywności i przestrzeni życiowej. Chcemy porządku organicznego, wzorowanego
na porządku przyrodniczym, gdzie wszystko może być przydatne dla wspólnego
dobra, wszyscy jednakowo pożyteczni, chociaż w różny sposób, gdzie
rozwój kraju odbywa się nie kosztem rabunkowego wykorzystywania przyrody
i jej zasobów, ale przy ich poszanowaniu i oszczędności. Sprzeciwiamy
się wywozowi nieprzetworzonych surowców, sprzeciwiamy się eksploatacji
intelektualnych i naturalnych bogactw Polski przez obcych i na użytek
obcych państw i narodów.
Sądzimy, że jeśli podstawą naszych koncepcji społecznych
i gospodarczych będzie prymat pracy, oraz wartości moralne i społeczne,
to będziemy w stanie podobnie, jak tuż po wojnie, bez żebraczej pomocy,
własnymi siłami stworzyć własną, nowoczesną cywilizację humanistyczną
i ekologiczną. Stosunki międzyludzkie będą się wtenczas mogły uwolnić
od walki i rywalizacji o przywileje władzy lub posiadania, a oprzeć
się na prawdziwie chrześcijańskich zasadach współdziałania, wzajemnej
życzliwości, tolerancji, twórczych inicjatyw ekonomicznych i kulturalnych.
To jest oczywiście ogólna wizja, ale wizja kierunkowa,
fundamentalna. Ta wizja może poruszyć wyobraźnię młodego pokolenia
Polaków. Jest ona realna, ale pod pewnymi warunkami: że przestaniemy
burzyć, a zaczniemy budować nową świadomość społeczną, że zdemaskujemy
politycznych oszustów i malwersantów, obcych podszeptywaczy i pospolitych
zdrajców polskich interesów, uniwersalistów od siedmiu boleści, przeżartych
egoizmem tzw. liberałów, głoszących wolność dla silnych, a poddaństwo
dla słabych i upośledzonych.
- Przezywają Pana demagogiem i populistą. Co by
Pan na to odpowiedział?
- Że chodzi o zwykły chwyt propagandowy. Kiedy...quot;Solidarność"
była w podziemiu, czy w opozycji, prasa oficjalna wciąż oskarżała
ludzi takich jak Kuroń, Michnik, Frasyniuk, Onyszkiewicz, Borusewicz
i wielu innych o...quot;demagogię" i...quot;populizm". Teraz
przedstawiciele dawnej opozycji, a obecnych elit rządzących, robią
to samo przeciwko mnie. Nie przejmuję się tymi etykietkami. To należy
do reguł gry i walki politycznej.
- Ale zarzut populizmu ma jednak pewne znaczenie...
- W dosłownym tego słowa znaczeniu, populizm to ludowość.
Tak, jestem w tym znaczeniu populistą i nie mam się czego wstydzić,
bo wyrosłem ze wsi, z ruchu ludowego.
Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że gdy nazywa się
mnie populistą, to chodzi o coś innego. Właśnie o to, że odwołuję
się do mas, uprawiam...quot;retorykę demagogiczną", nie widzę
...quot;obiektywnych trudności", chciałbym nieba przychylić ludziom,
chociaż podobno nie ma z czego im dawać.
Takim populistą nie byłem i nie jestem! To, że potępiam
dyktat MFW i wskazuję na drogę gospodarki wolnorynkowej, inną od balcerowiczowskiej,
nie ma nic wspólnego z demagogią. Czy populistami są panowie z Rady
Polskiego Bussinesu, którzy żądają od rządu programu antyrecesyjnego
- zupełnie tak samo, jak...quot;Samoobrona"? Albo, czy rządzący
nami panowie ośmielą się nazwać populistą prezydenta Billa Clintona,
którego program - już nie przedwyborczy, ale rządowy - zawiera szereg
społecznych rozwiązań podobnych do tych, jakie proponuje...quot;Samoobrona"?
Daj nam, Panie Boże, więcej takich...quot;populistów"
i...quot;demagogów", jak ja! Gdy uzyskamy wpływ na rządy, pokażemy
w praktyce, o jaki...quot;populizm" chodzi. Niech naród nas wtedy
rozliczy. Za to, że dzięki realizacji programu...quot;Samoobrony"
dojdziemy szybciej i pewniej do gospodarki rynkowej w Polsce, chroniąc
jednocześnie ludzi przed nędzą, głodem i beznadzieją.
- Sytuacja dzisiejszej Polski jest katastrofalna.
Nikt nie może temu zaprzeczyć. Elity rządzące i niektórzy apologenci
współczesnej polskiej rzeczywistości utrzymują jednak, że to wszystko
stanowi wyłącznie ponure dziedzictwo PRL-u. Co Pan na to?
- Nie jestem teoretykiem politologi czy ekonomii.
Myślę, że na ostateczny osąd historii o minionym półwieczu Polski
jeszcze za wcześnie. Na pewno nie wolno jednak obciążać czasów, które
minęły, wyłączną odpowiedzialnością za dziś i jutro Polski. Okres
dziejów Polski zawierający się datami 1944-1989 był kontrowersyjny
i mieszany. Pohańbieniu i upadkom towarzyszyły trud i wyrzeczenia
narodu, ale też sukcesy i wzloty. Jest faktem niezaprzeczalnym, że
w tym okresie naród polski zdziałał ogromnie wiele. Odbudował kraj
i stolicę ze zgliszcz. Stworzył podstawy cywilizacji przemysłowej.
Zapewnił awans kulturowy i społeczny milionom obywateli dawniej wydziedziczonych.
Paradoks historyczny chciał, że nawet siły opozycyjne wobec reżimu,
jak Kościół czy...quot;Solidarność", uzyskały swoją tożsamość
właśnie w warunkach ówczesnego ustroju.
Wyszliśmy jednak z niego i od kilku lat budujemy nowe,
demokratyczne państwo polskie. Jest rzeczą ważną dla przyszłości,
by dostrzegać i oceniać realistycznie jego plusy i minusy. Że przeżywamy
coraz głębszą zapaść gospodarczą i socjalną, to na pewno nie jest
to wyłącznie wina komunistycznej przeszłości, ale również nowych zależności
i, po prostu, obecnych złych rządów.
Weźmy pierwsze z brzegu, wysoce negatywne społecznie
zjawisko: ponad dwu i pół milionowe bezrobocie. Któż ponosi za to
odpowiedzialność, jak nie ci, którzy powolni dyktatowi MFW utożsamiają
wolny rynek z koniecznością istnienia masowej, rezerwowej armii pracy?
Na przekór nowoczesnemu kapitalizmowi Japonii, czy krajów skandynawskich,
gdzie nie ma masowego bezrobocia, wbrew doktrynie prezydenta Clintona
postulującego walkę z recesją i tworzenie milionów nowych miejsc pracy.
Są, oczywiście, ludzie nawiedzeni, którym ideologiczne
pasje i zwykłe zacietrzewienie przesłaniają rzeczywistość. Zaliczyłbym
do nich na przykład pana Nowaka-Jeziorańskiego. Ten...quot;Polak z
oddali" ogłasza w prasie i na falach eteru swoje wyroki i oceny
często bezpodstawnie i całkowicie nierozsądnie. Dla Nowaka okres 1944-1989
był w Polsce jedną wielką, czarną dziurą. A dopiero to wszystko, co
nastąpiło potem, zasługuje na jego łaskawe przyzwolenie i pochwałę.
Na szczęście jest wielu emigrantów, byłych współtowarzyszy
pana Nowaka, którzy znacznie bliżsi są polskich realiów. Niektórzy
z nich wyznają nawet, że emigracyjny pan prezydent Kaczorowski niepotrzebnie
pospieszył się z przekazaniem swych insygniów władzom krajowym. Trudno
też nie zauważyć, że szef paryskiej...quot;Kultury", niezłomny
Polak, pan Jerzy Giedroyć, jak na razie nie ma zamiaru nawet odwiedzić
Polski, tak bardzo potępia ogólny kurs polityczny przyjęty przez władców
RP. Dla wszystkich tych ludzi, jak zresztą też dla mnie, dzisiejsza
Polska, zwana III Rzecząpospolitą, posiada wciąż tylko ograniczoną,
dość kulawą, suwerenność.
- Jakie stąd płyną wnioski?
- We współczesnych warunkach polska racja stanu wymaga
obrony każdego składnika suwerenności państwowej z osobna. Dla...quot;Samoobrony"
jest oczywiste, że gdy np. broni rolników i ich gospodarstw, to w
jakiejś mierze wnosi wkład w umacnianie naszej suwerenności, której
być nie może bez dobrej kondycji tych, co...quot;żywią i bronią".
Samoobrona robotników miedzi, zbrojeniówki, kopalń węgla, hutnictwa,
chemii i tylu innych gałęzi przemysłu narodowego jest, oczywiście,
także formą utrwalania suwerenności państwowej. Może najbardziej plastycznie
widać to na dwóch przykładach.
Po pierwsze, jeśli chodzi o zawiązującą się samoobronę
dawnego COP-u, dzieła życia inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego. To przecież
właśnie Centralny Okręg Przemysłowy, oparty o przemysł państwowy,
szczególnie zbrojeniowy, był dumą i chlubą, a zarazem puklerzem n
Rzeczypospolitej. Demontaż tego okręgu dzisiaj jest zbrodnią na żywym
ciele narodu i państwa. Jest ciosem w same podstawy suwerenności gospodarczej
Polski.
Drugi przykład dotyczy sfery budżetowej: oświaty,
kultury, nauki, służby zdrowia. Niedawne strajki tej sfery z maja
1993 roku były przejawem działalności samoobronnej. I nie wchodziły
już w rachubę dawne podziały organizacyjne. Nauczyciele z NSZZ...quot;Solidarność"
protestowali czynnie przeciwko zapaści cywilizacyjnej, będącej skutkiem
poddania się dyktatowi MFW i Banku Światowego, na równi z kolegami
z ZNP, przeciw swym dawnym współtowarzyszom - obecnie prominentom
w kolejnych rządach solidarnościowych.
To nie były strajki tylko o pieniądze, jak usiłowała
przedstawić akcję samoobrony budżetówki powolna władzom telewizja
i koncesjonowana prasa. To był wspaniały czyn obywatelski. Akt dojrzałości
politycznej odrzucający nie tylko skutki określonej polityki rządowej,
lecz także demaskujący przede wszystkim jej przyczynę: dyktat MFW
i Banku Światowego, który zadekretował strukturę budżetu państwa polskiego
w Waszyngtonie, zanim formalnie budżet ten został akceptowany przez
polski parlament.
Uogólniając te fakty można odpowiedzieć na Pańskie
pytanie, że z obecnej sytuacji polskiej wypływa główny wniosek, który
brzmi następująco: częściową tylko suwerenność, jaką dysponujemy na
razie, należy rozwijać, poszerzać, umacniać. We współczesnym świecie
takie umacnianie suwerenności państwa stanowi skomplikowany i trudny
proces nieustannej walki. Rozumiał to dobrze m.in. ks. kardynał Stefan
Wyszyński, Prymas Tysiąclecia. W czasie obchodów polskiego Millenium,
w okresie nasilonej konfrontacji państwa z Kościołem, w jednym ze
swych rzymskich kazań powiedział, że jeżeli Polska Ludowa jest państwem
tylko na wpół suwerennym, to należy dostrzegać przede wszystkim tę
istniejącą realnie połowę suwerenności, by ją systematycznie powiększać
i utrwalać, a nie wciąż wytykać brak drugiej połowy suwerenności.
Ta ostatnia postawa byłaby bowiem, zdaniem Prymasa Wyszyńskiego, zwykłym
nihilizmem. Nie prowadziłaby narodu i ojczyzny do pełnej niezawisłości.
Dziwi mnie, że różni...quot;niezłomni", jak na przykład Jan Nowak
Jeziorański, albo ustawicznie nas pouczający ni to Polak, ni to Amerykanin,
prof. Zbigniew Brzeziński, nie zapamiętali sobie tych wskazań Prymasa
Tysiąclecia, chociaż skądinąd zwykli piać na jego cześć hymny pochwalne.
Chciałbym też przypomnieć, że ten sam Prymas, Stefan
Wyszyński, wspominając o znaczeniu i roli...quot;Solidarności"
dla wyzwolenia i niezawisłości naszej Ojczyzny, krótko przed swoją
śmiercią wypowiedział znamienne słowa, iż by taką siłą...quot;Solidarność"
naprawdę się stała i tę pozycję utrzymała, musi spełnić jeden podstawowy
warunek:...quot;pozostawać zawsze polską". Czy ten apel kardynała
Wyszyńskiego, będący jakby jego duchowym testamentem, został wysłuchany?
Niech każdy rozglądnie się, pomyśli i sam sobie udzieli na to pytanie
odpowiedzi.
- W latach 80-tych miał miejsce tzw. etos...quot;Solidarności".
Dzisiaj, po niecałych czterech latach rządów ,,S", etos ten zdewaluował
się i legł w gruzach. Czy...quot;lepperyzm" i związana z nim idea
...quot;Samoobrony" świadczą o narodzinach nowego etosu Polaków
lat 90-tych?
- Ja bym nie przeciwstawiał tych pojęć. Raczej starałbym
się dokładnie je nazwać i wyjaśnić ich podłoże. Otóż zarówno...quot;Solidarność"
jak i...quot;Samoobrona" są etosami społecznego protestu. Zaczęło
się w Gdańsku od hasła...quot;socjalizm - tak, wypaczenia - nie".
To zawołanie zrodziło się na gruncie rozczarowania i gniewu. Rozczarowania
wskutek oszukańczej polityki rządzącej komuny i gniewu robotników.
Historia się powtarza. Bardzo szybko okazało się, że nie wystarczy
obalić komunę, by jednocześnie obalić rządy oszukujące naród. Masy
ludowe coraz wyraźniej odczuwają, że znowu je okłamano i że wpędza
się je do systemu ekonomicznego zniewolenia.
Podobnie więc, jak to było w początkach...quot;Solidarności",
nasz ruch...quot;Samoobrony" rodzi się z rozczarowania i gniewu.
W tym podobieństwo obydwu etosów.
Ale są również duże różnice. Nas zrodziły zdrowy rozsądek,
upór i determinacja ludu wiejskiego. Wprawdzie...quot;Samoobrona"
upowszechnia się wśród robotników i innych warstw społeczeństwa polskiego
bardzo szybko, ale pozostaje faktem, iż jest dzieckiem wsi.
Następnie - może właśnie dlatego, że nauczył nas przykład
...quot;Solidarności" - w...quot;Samoobronie" nie było, nie
ma i nigdy nie będzie rządów nasłanych zza granicy...quot;doradców".
Sami bierzemy swoje sprawy we własne ręce i nikt nie stoi za naszymi
plecami.
Dalej - od nikogo nie bierzemy pieniędzy. Działalność
opłacamy wyłącznie ze składek członków i sympatyków. Nie płyną do
nas miliony dolarów zza Oceanu. Nie my korzystamy z operacyjnej, propagandowej
i technicznej pomocy zagranicznych ośrodków, z wywiadami włącznie.
Poza tym nasz etos to etos obrony siebie samych. Jesteśmy w położeniu
człowieka, na którego dom i rodzinę napadli zbóje i który chwyta za
siekierę, żeby bronić życia i mienia najbliższych.
Niewątpliwie...quot;Samoobrona" rozwija się na
gruzach...quot;Solidarności". Jest to zrozumiałe i logiczne. Bez
ludzkiej solidarności nie ma skutecznej samoobrony. A solidarność,
która nie ma na celu samoobrony, jest jałowa i nikomu niepotrzebna.
Na pewno nie chcemy być drugą...quot;Solidarnością". Wyciągamy
z jej doświadczeń, a zwłaszcza z jej rozpadu, niezbędne wnioski. Uczymy
się, jako...quot;Samoobrona", z przykładu...quot;Solidarności".
Zastanawia mnie, jak to mogło się stać, że ruch zrodzony
oddolnie, zainicjowany przez ludzi ciężkiej pracy fizycznej, uznający
naukę społeczną Kościoła, mógł tak szybko i dokumentnie się zdegradować?
Jak to możliwe, żeby w imieniu załóg robotniczych ich wodzowie związkowi
i ministrowie zdołali przeforsować grabież majątku narodowego, likwidację
zakładów przemysłowych i kopalń, uzależnić państwo niemal 40-milionowego
narodu od dyktatu MFW i...quot;dobrych rad" różnych Sachsów? Właśnie
dlatego, że powstaliśmy po...quot;Solidarności", jako...quot;Samoobrona"
tego sprzeniewierzenia się wobec własnego etosu nie dokonamy!
Stawiamy sprawę jasno. Bronimy interesów kraju i ogółu
Polaków pracujących w miastach i na wsi. Bronimy bezrobotnych i bezdomnych.
W pierwszym rzędzie stajemy w obronie ginącego rolnictwa, dewastowanych
i wyprzedawanych fabryk. Bronimy kultury narodowej, której tak bardzo
zagraża komercjalizacja, inwazja zachodniej tandety, kosmopolityzm,
cynizm, zgnilizna moralna.
Nie jesteśmy instrumentem w żadnej zimnej wojnie,
jak było to z...quot;Solidarnością". Nie kryjemy się za sztucznymi
fasadami. Nasza etyka to moralność ludzi, którzy po prostu chcą żyć
na ludzkim poziomie, w duchu narodowych i chrześcijańskich tradycji.
Właśnie dlatego, że podzielamy odczucia, dążenia i nadzieje wielu
milionów naszych rodaków wierzymy, że jednym wielkim zrywem społeczeństwa
można będzie ustawić Polskę na prawidłowym torze rozwoju. Takim zrywem
mogłyby być na przykład nowe wybory z masowym udziałem społeczeństwa.
Takie są nasze intencje i zamiary. Wynikają z wartości
podstawowych ogółu Polaków zawartych w programie...quot;Samoobrony".
Można te wartości i wynikające z nich dążenia nazwać etosem naszego
ruchu.
- Mówił Pan przy różnych okazjach o przekształceniach
własnościowych. Jest Pan zamożnym rolnikiem i, co brzmi logicznie,
wypowiada się Pan za prywatnym gospodarowaniem na wsi i w mieście.
Ale, o ile dobrze zrozumiałem, formułował Pan opinie pozytywne także
o sektorze państwowym. Nie szczędził Pan przy tym krytyki wobec uchwalonej
niedawno ustawy o narodowych funduszach prywatyzacyjnych. Jak to wszystko
razem pogodzić? Proszę powiedzieć jasno, czy jest Pan za, czy przeciw
gospodarce publicznej?
- Pana pytanie nie należy do tych, na które można
odpowiedzieć krótko tak, albo nie. Uważam osobiście, że w Polsce lat
dziewięć dziesiątych wszystkie sektory gospodarcze powinny absolutnie
mieć równy start i naprawdę równą szansę. A to z dwóch głównych, chociaż
różnych powodów.
Po pierwsze, ponieważ w okresie transformacji ustrojowej
musi występować gospodarka mieszana. Zapoznałem się niedawno z poglądami
amerykańskiego ekonomisty, prof. Anghela Ruginy i innych uczonych
zachodnich, ze słynnym teoretykiem koncepcji nowoczesnego wolnego
rynku, prof. Miltonem Friedmanem włącznie, odrzucające...quot;rady"
Jeffreya Sachsa i zrodzony pod ich wpływem plan Balcerowicza. Otóż,
zdaniem Ruginy i innych krytyków Sachsa, proces przechodzenia od gospodarki
centralnie zarządzanej do wolnorynkowej, musi jakiś czas potrwać.
Ten okres przejściowy nie może zakładać biurokratycznej i centralistycznej
likwidacji zakładów państwowych, zwłaszcza kluczowych, ale polepszanie
ich kondycji ekonomicznej. Dopiero bowiem wtedy, kiedy staną na własnych
nogach, będą mogły ulec rozsądnej prywatyzacji. W dodatku takiej prywatyzacji,
która stworzy szansę przede wszystkim polskiemu przedsiębiorcy, a
nie kapitaliście zagranicznemu.
Drugi powód mojego sprzeciwu wobec występującego obecnie
systematycznego i zaplanowanego wyniszczania gospodarki państwowej,
jako całości, wynika z przekonania, że są takie gałęzie produkcji
przemysłowej czy wydobywczej, które z oczywistych względów powinny
- również w gospodarce wolnorynkowej - stanowić własność publiczną,
to znaczy państwową. Należą do nich, na przykład, przemysł zbrojeniowy,
transport kolejowy, kopalnie miedzi czy węgla, monopole - spirytusowy,
tytoniowy, zapałczany i loteryjny. Nasi obecni władcy często gęsto
powołują się na przykład rządów międzywojennych. Ale jakoś zapominają
o tym, że kiedy w okresie II Rzeczypospolitej dobrzy i mądrzy Polacy
uprzemysławiali nasz kraj, a czynili to np. inż. Eugeniusz Kwiatkowski,
czy minister Grabski, przy pełnej aprobacie marszałka Józefa Piłsudskiego,
to programowo preferowali kluczowe zakłady państwowe. Właśnie zresztą
dlatego tak szybko i okazale, ku chlubie całego narodu, wyrosły Gdynia
i Centralny Okręg Przemysłowy. Uważam, iż nie jest sprawą przypadku,
że z kolei teraz, kiedy programowo, w szaleńczy, nieprzemyślany i
wysoce szkodliwy sposób prywatyzuje się wszystko, a w tym wypadku
prywatyzacja to przede wszystkim wyprzedaż obcym, to takiemu COP-owi
grozi fizyczna, totalna zagłada!...
- Ale taka praktyka wynika stąd, że fabryki państwowe
są nierentowne.
- Wcale tak nie jest! Przytoczę Panu następujący dowód.
Rządowy Instytut Rozwoju i Studiów Strategicznych
przedstawił w maju 1993 roku swój ostatni raport na temat gospodarki
w okresie transformacji. Autor raportu, Stanisław Upława, stwierdza,
że w latach 1991-1992 nastąpiło wydatne pogorszenie się podstawowych
wskaźników ekonomiczno-finansowych w ogóle. Zmniejszył się zysk.
Ale, jak podkreśla z naciskiem raport, zjawisko obniżania
się zysku dotyczy głównie przedsiębiorstw prywatnych, nie państwowych.
W pierwszym półroczu 1992 roku ogólna kwota zysku
brutto podmiotów gospodarczych, badanych przez GUS, obniżyła się o
ok. 37 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego.
Jednakowoż - co należy podkreślić - spadek ten w przedsiębiorstwach
państwowych wyniósł tylko 34 proc., a w prywatnych aż 78 proc.! W
trzech kwartałach 1992 r., gdy sektor prywatny zanotował deficyt,
publiczny osiągnął zysk.
Z analizy Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych
wynika dalej, że w latach 1991-1992 stopa rentowności była znacznie
niższa w sektorze prywatnym, niż w publicznym. Wśród przedsiębiorstw
prywatnych wyższy jest udział jednostek wykazujących stratę brutto.
Analiza Stanisława Upławy wykazuje dalej, iż sektor
publiczny tj. państwowy, mając znacznie wyższą rentowność od prywatnego,
wykazuje pomimo tego deficyt netto. Wiąże się to z wyższymi obciążeniami
podatkowymi przedsiębiorstw państwowych. Poza niektórymi grupami zakładów
przemysłowych, budowlanych i transportowych, wyniki finansowe przedsiębiorstw
prywatnych są znacznie gorsze od wyników sektora państwowego. Zupełnie
paradoksalna jest na przykład sytuacja w handlu, najbardziej przecież
sprywatyzowanym, gdzie rentowność jednostek prywatnych okazuje się,
według wspomnianego raportu, aż dziesięciokrotnie niższa niż państwowych!
Analiza zwraca uwagę, że te gorsze wyniki podmioty gospodarcze sektora
prywatnego osiągają pomimo znacznie łagodniejszego obciążenia podatkowego!
Interesującą i ważną jest końcowa, ostrożna, ale wymowna, konkluzja
raportu. Brzmi ona następująco:...quot;Nie można jednoznacznie uzasadnić
tezy o pozytywnych związkach między prywatyzacją, a wzrostem efektywności
gospodarczej".
- Jak Pan ocenia te zdumiewające wyniki publikacji
Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych, placówki naukowej i w
dodatku rządowej?
- Nie podkopują one bynajmniej mojego osobistego przekonania,
że w Polsce sektor prywatny ma w całej gospodarce ogromne pole do
działania i wyzwalania inicjatywy twórczej poszczególnych obywateli.
Dane raportu potwierdzają natomiast moje, i nie tylko zresztą moje,
zdanie o tym, że w okresie przejściowym, czy mieszanym, należy dopomóc
polskiej inicjatywie prywatnej, a więc polskiemu kapitałowi narodowemu,
a nie, jeszcze zanim się on sam podźwignie, rozkładać go na obydwie
łopatki.
Z drugiej strony rząd, który zarzyna kurę znoszącą
mu złote jaja, a przecież tak się dzieje wskutek zbrodniczego niekiedy
likwidowania dobrych przedsiębiorstw państwowych, wnoszących często
bardzo znaczne dochody do budżetu - zasługuje na powszechne potępienie
ze strony ogółu obywateli. To przecież ci obywatele, a więc my wszyscy
razem, ponosimy straszliwe skutki tego rodzaju postępowania rządu
na własnej skórze.
Uwzględniając te różne aspekty położenia gospodarki
polskiej, świadomie dewastowanej i to zarówno w sektorze państwowym,
jak i prywatnym, jestem przeświadczony, iż...quot;Samoobrona"
jest dla tych dwóch działów naszej ekonomiki potrzebna, ba - wręcz
niezbędna. Do tych dwóch działów dodać wypada trzeci, spółdzielczy,
tak samo, albo jeszcze bardziej, demontowany i rozkładany przez obecne
rządy!
- W tych warunkach rozwija się proces tak zwanej
prywatyzacji...
- Ale jakiej, proszę Pana! Miałem już okazję powiedzieć
szczerze i otwarcie, co sadze o skandalicznych praktykach władz a
zwłaszcza resortu przekształceń własnościowych. Współdziałając z Ministerstwami
Rolnictwa, Przemysłu i Handlu, czy z Agencja Nieruchomości Skarbu
Państwa, wyprzedaje się za bezcen najlepsze zakłady państwowe i obiekty
rolno-spożywcze, rozbraja nasz przemysł i cała gospodarkę, importuje
bezrobocie. Niektóre fakty wprost bulwersują. Oto jeden z nich.
W połowie maja 1993 roku Kazimierz Stańczak, polski
ekonomista pracujący na Uniwersytecie Kalifornijskim w USA, otrzyma!
kopię wywiadu, jakiego udzielił w numerze marcowo-kwietniowym czasopisma
,,Journal of Business Strategy" niejaki C. Cato Ealy, dyrektor
do sprawa rozwoju koncernu amerykańskiej celulozy...quot;International
Paper", który w 1992 roku zakupił w Polsce od Ministerstwa Przekształceń
Własnościowych aż 80 proc. akcji papierni w Kwidzyniu. Wywiad ten
nazwał p. Stańczak...quot;szokującym" i w otwartym liście oprotestował
niesłychane praktyki wspomnianego resortu.
Otóż - jak ujawnił wspomniany dyrektor D. P. Cato
Ealy - papiernia w Kwidzyniu należy do najnowocześniejszych w świecie
i mało ma sobie równych nawet w Stanach Zjednoczonych. Zbudowała ja
znana w świecie firma kanadyjska H.A. Simmonsa i oddała pod klucz
w 1980 roku. Koszt budowy tej papierni wynosił 400 milionów dolarów
amerykańskich. Była ona wysoce konkurencyjna dla koncernów celulozowych
na Zachodzie ze wspomnianym koncernem amerykańskim I.P. włącznie.
Gdy jego szefowie dowiedzieli się, że mogą na interesujących warunkach
zlikwidować konkurenta i wykupić papiernię w Kwidzyniu, zgłosili się
natychmiast w Warszawie na ul. Mysia, do Ministerstwa Przekształceń
Własnościowych. Rozmowy w sprawie wykupienia tak nowoczesnego i kluczowego
zakładu trwały niezwykle krótko. Od pierwszej rozmowy za granicą do
podpisania umowy w W7arszawie upłynęło dokładnie 75 dni! Pan minister
Janusz Lewandowski osobiście wyraził zgodę na to, by sprzedać Kwidzyn
Amerykanom zaledwie za 120 milionów dolarów! Co najdziwniejsze, na
początku rozmów, koncern amerykański proponował stronie polskiej kwotę
nawet nieco wyższa, bo 150 milionów, która jednak p. Lewandowski łaskawie
obniżył z nieznanych bliżej powodów do wspomnianych 120 milionów...
Gdy po rewelacjach pp. Cato Ealy i Stańczaka niektóre
dzienniki polskie podniosły szum wokół tej afery, przedstawicielka
min. Lewandowskiego, p. Garwolińska, oświadczyła prasie z niemałym,
zupełnie zrozumiałym skądinąd zakłopotaniem, że wprawdzie przytoczone
fakty odpowiadają prawdzie, ale koncern I.P. obiecał zainwestować
w fabrykę w Kwidzyniu dodatkowo 175 min dolarów, aby ją...quot;zmodernizować".
Nasuwa się logiczne pytanie: po co ma on to robić, skoro kwidzyńska
papiernia jest supernowoczesna: Inne...quot;wyjaśnienie" resortu
Przekształceń Własnościowych, że podobno papiernia w Kwidzyniu...quot;nikt
inny poza I.P. się nie zainteresował", jest zwykłym nonsensem.
Po co w ogóle wystawiono na sprzedaż Kwidzyn, skoro można było w nim
produkować znakomity papier potrzebny naszemu krajowi i mogący być
konkurencyjny w eksporcie? A jeżeli już postanowiono z niewiadomych
i podejrzanych przyczyn przeznaczać ten obiekt...quot;pod młotek",
to dlaczego nie ogłoszono publicznego, międzynarodowego przetargu?
Cała ta sprawa, która zupełnie przypadkowo wyszła
na światło dzienne, jest, oczywiście, niesłychana. Ale skandalem od
niej jeszcze większym jest to, iż mimo ujawnienia wspomnianych rewelacyjnych
faktów i okoliczności, nie znalazł się nikt - dosłownie nikt! - ani
w rządzie pani Suchockiej, ani w obydwu izbach parlamentu, ani w Urzędzie
Prezydenta RP, nie mówiąc już o Najwyższej Izbie Kontroli, Prokuraturze
Generalnej czy Urzędzie Ochrony Państwa, kto by zażądał rozliczenia
ministra Przekształceń Własnościowych i jego urzędników, i pociągnięcia
ich do ewentualnej odpowiedzialności.
Członkowie rządu pani Premier, i ona sama, lubią powoływać
się na przykłady zachodniej demokracji i naśladować styl zachodnich
rządów. Dlaczego więc nie idą w ślady Włoch? Dlaczego nie bierze się
u nas przykładu z włoskiego wymiaru sprawiedliwości, który w ramach
akcji...quot;czyste ręce" nie zawahał się rozliczać nie tylko
ministrów, ale nawet dwóch byłych premierów, w tym jednego siedmiokrotnego...
- Czy takich skandali jest w Polsce więcej?
- Naturalnie. Wiem, że tylko nieznaczna część z nich,
jak na przykład wspomniana przed chwilą afera kwidzyńska, przedostaje
się do opinii publicznej. Ale w...quot;Samoobronie" mamy cale
...quot;dossier" tego typu...quot;czarnych" spraw.
- Jak Pan sądzi, kto ukrywa te afery?
- Pytanie, Pan wybaczy, jest nieco naiwne. Powszechnie
wiadomo przecież, jak szeroko i głęboko zakorzeniła się w naszym życiu
publicznym korupcja, jak wysoko ona sięga. Trzeba też pamiętać o tym,
że nasze organy ścigania, w tym szczególnie prokuratura, składają
się przeważnie z ludzi wychowanych i zatrudnionych w po przednim systemie.
Jest to, poniekąd, naturalne, bo skąd od razu znaleźć nowych, dobrze
wyszkolonych prawników? Fakt jednak pozostaje faktem, że tych ludzi
określanych niekiedy jako...quot;ekskomuchów", łatwo zastraszyć,
łatwo zaszantażować. Sławetną lustrację nie przypadkiem wymyślili
ci, wobec których i wokół których zagęszcza się najwięcej podejrzeń
o kradzież mienia publicznego, afery itp. Wymachując groźbą lustracji
nie trudno na tym, czy innym przedstawicielu wymiaru sprawiedliwości,
zwłaszcza prokuratury, wymóc zwolnienie podejrzanego kumpla czy...quot;ochronić"
przed aresztowaniem innego.
- Wspomniał Pan, że...quot;Samoobrona" zna
jeszcze inne, podobne przypadki afer i nadużyć?
- Tak jest.
- A może Pan przytoczyć jakiś przykład?
- Wie Pan, wybije godzina, kiedy będziemy ogłaszać
takie przykłady wszem i wobec piętnując...quot;bohaterów" różnych
afer i domagając się ich przykładnego ukarania. W tej chwili mogę
Panu powiedzieć, że na przykład wysoce dwuznacznie jawi się działalność
Ministerstwa Rolnictwa, które, wraz z resortem Przekształceń Własnościowych,
zabrało się ostro do demontażu polskiego przemysłu sprzętu rolniczego.
Niedawno doszły mnie słuchy o takiej sprawie.
W latach 1991-1992 kilkakrotnie przebywał w Polsce,
jako ekspert EWG, jeden z wybitnych fachowców-rolników, Polak, od
kilku dziesięciu lat osiadły na Zachodzie, któremu powierzono zadanie
wytypowania do sprzedaży niektórych fabryk AGROMET-u. Ten pan, dobry
fachowiec, a jeszcze lepszy Polak, po skrupulatnym zbadaniu przedstawionych
mu przez Min. Rolnictwa zakładów i zorientowaniu się, że są na dobrym
poziomie europejskim, a mają być sprzedawane za śmiesznie niską cenę,
jakby na złom, co spowoduje również zwolnienie wielu tysięcy pracowników,
podobno wprost błagał przedstawicieli władz, by zaniechali zamiaru
zbycia tych fabryk. Jak słyszałem, nie zdało się to jednak na wiele.
Kamienne serca wobec losu pracowniczego i rolniczego okazali poprostu
- ówczesny minister Rolnictwa i, wciąż ten sam, minister Przekształceń
Własnościowych. Dowiaduję się, że ów ekspert polskiego pochodzenia
na własną rękę szuka teraz na Zachodzie nie żadnych kupców, ale uczciwych
partnerów i potencjalnych kooperantów dla przynajmniej niektórych
obiektów AGROMET-u. Cóż do tego wszystkiego jeszcze mam dodać?
- Rzeczywiście nic. Rozumiem i dziękuję. A teraz
z nieco innej beczki. Co Pan sądzi o obecnym stanie państwowości polskiej?
- Jestem głęboko zaniepokojony postępującym rozkładem
państwa polskiego. Z jednej strony drastyczny, chroniczny kryzys toczy
całą sferę budżetową. Dochodzi już do tego, że strajkują nawet pracownicy
ZUS-u. 22 kwietnia 1993 r. w ponad 80 procentach szkół polskich uczniowie
nie spotkali się z nauczycielami na zajęciach szkolnych z powodu strajku
pracowników oświaty. Ten...quot;czarny dzień" polskiej szkoły
państwowej wpisuje się na listę takich dramatycznych wydarzeń, jak
słynny strajk uczniów przeciw germanizacji szkoły i protest rodziców
przeciw biciu dzieci przez pruskie władze> szkolne we Wrześni, w latach
1901-1902. Pomijam analogiczną sytuację służby zdrowia, pracowników
samorządowych itp.
Z drugiej strony naruszana jest wciąż suwerenność
państwa polskiego. Któż mógł przypuszczać, że w DI Rzeczypospolitej
budżet państwa będzie uchwalany przez Sejm dopiero po uprzednim zatwierdzeniu
go w Waszyngtonie przez władze MFW i Banku Światowego! Członkowie
rządu, zwłaszcza odpowiedzialni za resort przekształceń własnościowych,
przemysłu czy rolnictwa, zdegradowani zostali do roli podrzędnych
wykonawców decyzji zapadłych daleko od Polski, najczęściej w EWG,
USA czy jeszcze gdzie indziej. We wspomnianych resortach roi się od
zagranicznych doradców zarabiających bajońskie sumy idące w setki
tysięcy dolarów rocznie - wszystko z naszej kieszeni! - i pilnujących
bacznie tego, by postępował do końca demontaż polskiego wielkiego
przemysłu, by za bezcen polskie fabryki czy PGR-y były wykupywane
przez obcych.
Budżet państwa jest w stanie opłakanym, wprost fatalny,
na co powołują się nasze rządy jako okoliczność mającą rzekomo rozgrzeszać
ich nieudacznictwo. Jak może być inaczej, kiedy 80 procent dochodów
państwa pochodziło zawsze z wpływów od przedsiębiorstw państwowych,
które się likwiduje, za pół darmo prywatyzuje, lub dobija określoną
polityką podatkową, na przykład popiwkiem? A sprawa monopoli - spirytusowego
i tytoniowego?
- Wiąże Pan te zjawiska z kryzysem naszej państwowości?
- Naturalnie. Nie ma dzisiaj suwerenności politycznej
bez suwerenności gospodarczej. A przytoczone przeze mnie fakty godzą
właśnie w podstawy naszej ekonomiki. Wie Pan, że dochodzą do mnie
słuchy, iż na terenie Kielecczyzny i Radomskiego, organizuje się oddolnie
ruch samoobrony byłego Centralnego Okręgu Przemysłowego i wiekopomnego
dzieła inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego?
Polskę degraduje się do rzędu tych krajów trzeciego
świata, w których likwidowana przez prywatyzację jest nawet zbrojeniówka!
Nie przypadkiem właśnie polski przemysł zbrojeniowy i lotniczy stanowi
jeden z ważnych ośrodków ruchu samoobrony społecznej.
Ale chciałbym jeszcze powrócić do kwestii budżetu,
bo to przecież najlepszy sprawdzian efektywności i ogólnej kondycji
organizmu państwowego. Otóż nasze władze, za podszeptami MFW i różnych
szalbierzy światowych nauk ekonomicznych, w rodzaju Jeffreya Sachsa,
utrzymują, że przyczyną zapaści budżetu są podyktowane partykularyzmem
i wybujałymi zachciankami pracowników, nadmierne roszczenia płacowe
i socjalne.
Tymczasem rzeczywistą przyczyną tego stanu rzeczy
jest celowe doprowadzenie najlepszych przedsiębiorstw państwowych
do bankructwa, by usprawiedliwić ich przekazywanie za symboliczną
złotówkę, w ręce obcych korporacji, a także spółek nomenklaturowych
i mieszanych. Co więcej, obce korporacje i spółki mieszane są zwalniane
od podatku dochodowego na okres 3 do 6 lat w odróżnieniu od polskich,
prywatnych firm narodowych. Wiele słusznych uwag na ten temat poczyniły
Polska Rada Businessu i Polski Klub Kapitału w memoriale dla pani
Premier Hanny Suchockiej. W dwóch kwestiach zwłaszcza zgadzam się
z tymi uwagami. Po pierwsze, że konieczny jest rządowy program ekonomiczny
o charakterze antyrecesyjnym. Po drugie, iż należy chronić polski
kapitał narodowy i wyposażać go w co najmniej takie same preferencje,
jak kapitał obcy. Dotyczy to szczególnie udziału polskiego kapitału
narodowego w procesie prywatyzacji. Jak dotąd, zapisy PPP upośledzają
ten kapitał i nie dają mu szans w konkurowaniu z zagranicznymi firmami.
- Czyli że nie jest Pan przeciwnikiem prywatyzacji
i reprywatyzacji?
- Jakże mógłbym nim być gospodarując na 60 ha i broniąc
założeń gospodarki rodzimej! Ale z punktu widzenia racji stanu państwa
polskiego nie mogę nie zauważyć, iż PPP przyczynia się do osłabienia,
a nie wzmocnienia naszej suwerenności. Oglądałem w kwietniu znakomity
program dzielnej pani redaktor, Elżbiety Jaworowicz,...quot;Sprawa
dla reportera". Otóż przytoczyła ona w tym programie wypowiedź
pewnego parlamentarzysty i ekonomisty brytyjskiego - nazwiska, niestety,
nie zapamiętałem - który przestrzegał Polaków przed słuchaniem dyrektyw
MFW i zaleceń dotyczących takiej prywatyzacji, która wzbogaca kapitał
zagraniczny, a ignoruje własny. Z wypowiedzi tej zapamiętałem jej
ogólny wydźwięk poniekąd filozoficzny. Że bynajmniej nie jest prawdą,
iż głoszone od czasów sławetnego planu Balcerowicza tezy programowe
stanowią jedyną bezalternatywną koncepcję wolnego rynku w Polsce.
Otóż nie, po stokroć nie! Jak słusznie zwrócił uwagę
polskim telewidzom wspomniany polityk i intelektualista angielski,
jest wiele rozmaitych dróg dochodzenia do gospodarki wolnorynkowej,
a ta, którą nam się proponuje od czterech lat? jest najdłuższa i najgorsza.
Zachęcam panów Balcerowicza, Osiatyńskiego i innych, by wczytali się
w program wyborczy prezydenta Billa Clintona. Chyba nie zaprzeczą,
że jest to program rynkowy i że zmierza do umocnienia amerykańskiego
modelu gospodarczego. Otóż program ten, zaczynając od obietnicy stworzenia
nowych 8 milionów miejsc pracy, ograniczenia zmiennej stopy procentowej,
preferencji dla...quot;smali businessu" i farmerów, z istoty swojej
stanowi zaprzeczenie założeń planu Balcerowicza i obecnego kursu ekonomicznego
rządu Hanny Suchockiej, który jest rozwinięciem i kontynuacją tego
planu.
- Ale powróćmy może do spraw polskiej państwowości.
- Wszystko, co mówiłem, pośrednio lub bezpośrednio
jej dotyczy. Jesteśmy partnerem międzynarodowej społeczności, uczestnikiem
międzynarodowego podziału pracy. Jeżeli kontynuując dziką gospodarkę
wolnorynkową w stylu XIX-wiecznego kapitalizmu osią gniemy całkowity
rozkład naszej ekonomiki, i co za tym idzie, naszej państwowości,
wówczas całkowicie przestaniemy się liczyć, będziemy już tylko przedmiotem,
a nie podmiotem, polityki międzynarodowej.
Obecnie czynniki ponadnarodowe toczą grę nie tyle
o Polskę, co Polską. Po eliminacji naszego kraju, jako konkurenta
gospodarczego, nadejdzie czas na eliminację naszego państwa z udziału
w grze o wpływy w regionie i całej Europie. Właśnie z tego ostatniego
powodu wyłącza się nas z aktywnej polityki wschodniej, od której w
historycznej perspektywie zależeć będzie przede wszystkim los państwa
i narodu polskiego.
Od ponad trzystu lat nie istniała tak korzystna koniunktura
dla Polski na wschodzie, jak teraz. Kurczą się imperialne wpływy rosyjskie,
powstały do niepodległego bytu Białoruś i Ukraina, które oferują przyjazną
współpracę Polsce w różnych dziedzinach. Na historycznym obszarze
nadbałtyckim z Królewcem, czyli Kaliningradem, a więc rdzeniem dawnych
Prus Wschodnich, krzyżują się wpływy niemieckie, rosyjskie, litewskie,
ale zwłaszcza otwiera się tam pole do działania dla Polski. Wszystko
to jednak wymaga suwerennej i odkrywczej myśli oraz stanowczej i konsekwentnej
praktyki politycznej w Warszawie. Kierunek wschodni tych poczynań
powinien dominować. Jak mądrze powiedział kilka lat temu w Warszawie
nasz wielki rodak, papież Jan Paweł H, my jesteśmy w sercu starej
i nowej Europy, a więc hasło powrotu do niej jest czcze i nonsensowne.
Serwuje się nam ostatnio z Zachodu koncepcję tzw.
euroregionów, z Pomeranią i Karpatami na początek. Otóż jestem tej
koncepcji zdecydowanie i programowo przeciwny. Chodzi tu o zamazanie
granic, państwowości i tożsamości polskiej. Pomerania ma służyć m.in.
powrotowi Niemców na Ziemie Zachodnie i Północne. Nie pozwoliliśmy,
jako ruch...quot;Samoobrony", na to w Główczycach baronowi Puttkamerowi.
Nie pozwolimy także pomorskiemu euroregionowi likwidować polską obecność
na ziemiach piastowskich. A wpłynęło ostatnio od Niemców wiele podań
o wykup po 1000 hektarów lasów, czy gruntów na Pomorzu rzekomo na
...quot;tereny łowieckie".
Dochodzi już do tego, że pod pretekstem utrwalania
regionalizmu górnośląskiego, niektórzy publicznie atakują centralną
administrację państwa polskiego na tych obszarach. Na zły dowcip lub
ironię losu zakrawa okoliczność, że nie kto inny jak pan wojewoda
katowicki, Czech, oświadczył niedawno, iż obecny system sprawowania
władzy w Polsce to...quot;azjatycki centralizm". Panu Czechowi
nie podoba się, że Górny Śląsk stanowi integralną część terytorium
Rzeczypospolitej Polskiej. Pragnie przymilić się tym, dla których
górnośląski separatyzm gospodarczy i polityczny ma być pomostem laska
do Niemiec.
- Jak można by podsumować Pańskie uwagi o państwowości
polskiej?
- Państwo jest silne twórczością, inicjatywą i pracą
całego narodu, któremu musi być podporządkowane. Tylko wówczas może
ono zapewnić postęp gospodarczy, społeczny i polityczny. Poza sektorem
publicznym, państwo jest odpowiedzialne - w sferze gospodarki - za
funkcjonowanego całego układu form własności, chroniąc przede wszystkim
rynek wewnętrzny dla polskich producentów. I to zwłaszcza w sytuacji,
w której najpotężniejsze mocarstwa gospodarcze wznoszą w obronie własnego
rynku coraz skuteczniejsze bariery protekcjonistyczne.
Jak wspominałem parokrotnie, losy państwa polskiego
muszą się znaleźć w rękach narodu polskiego, który powinien sam zadecydować
o swojej przyszłości. Nie interes starej i nowej nomenklatury, czy
obcych korporacji zewnętrznych i ośrodków ekonomicznych i politycznych,
lecz interes państwa i społeczeństwa polskiego leży u podstaw programu
...quot;Samoobrony". Stwarza tym samym trwały fundament politycznej
samoorganizacji i samostanowienia narodu polskiego w końcu XX wieku.
- Przynajmniej od czasów Mahatmy Ghandiego znana
jest ludzkości idea biernego oporu, organizowania się społeczeństwa
w akcjach odmowy współpracy z władzą naruszającą podstawowe wartości
i interesy narodu. Czy Związek...quot;Samoobrona" przykłada do
tego typu walki jakieś istotniejsze znaczenie? Jeśli tak, to na czym
ten bierny opór miałby polegać?
- Społeczeństwo wyprzedza w tym...quot;Samoobronę",
jako organizację. Jak donosi prasa, prawie 40 procent warszawiaków
mieszkających w blokach spółdzielczych lub komunalnych odmawia płacenia
wygórowanych czynszów. Podobnie jest w innych miastach. Do końca kwietnia
1993 roku na 10 milionów obywateli obowiązanych złożyć deklaracje
podatkowe uczyniła to tylko część. I to w znacznej mierze tych, którym
należał się od państwa zwrot nadpłaty. Czy to nie są formy biernego
oporu? Czy nie jest to odmowa współpracy z nieakceptowaną władzą?
Grupa manipulatorów przeszkolonych niejednokrotnie
poza granicami kraju jak np. niektórzy wyżsi funkcjonariusze Ministerstwa
Finansów, Przekształceń Własnościowych, Współpracy Gospodarczej z
Zagranicą i NBP, potraktowała Polskę jak łup zdobyty na wojnie z komunizmem
i ustawiła się w pozycji nowych właścicieli Rzeczypospolitej, nie
licząc się ze społeczeństwem i wykazując pogardę dla...quot;motłochu".
W takiej sytuacji społeczeństwo nie uważa obecnych władz za swoje.
I tym mniej jest skłonne wykonywać tej władzy jakże niepopularne polecenia.
To, oczywiście, stanowi podatny grunt dla działalności...quot;Samoobrony".
Domaga się ona i będzie domagać dyscypliny państwowej i posłuszeństwa
dla władzy. Ale pod warunkiem, że jest to państwo istotnie nasze,
a rząd uczciwy i autentycznie polski.
Jeśli zaś chodzi o Ghandiego, to metody jego walki,
walki o wyzwolenie, dostosowane były z jednej strony do mentalności
Hindusów, z drugiej zaś - wynikały z potęgi liczebnej ludności Indii.
Bierna postawa kilkuset milionów, bierny opór takiej masy, groźne
jej milczenie, ma psychologicznie być może większą wymowę, niż otwarta
walka i siłowa konfrontacja nawet wielotysięcznych ugrupowań.
Jest chyba jasne, że skuteczna moc działań politycznych,
to ilość tych działań pomnożona przez ich natężenie. Gdyby można było
w Polsce zorganizować zdyscyplinowany front działań kilkunastu milionów
ludzi, to wtedy metoda Ghandiego, być może, byłaby skuteczna również
w Polsce.
Dochodzi do tego różnica sytuacji politycznej. Ghandi
miał przed sobą przeciwnika trudnego, broniącego bezwzględnie interesów
imperialnych Anglii, ale wyznającego określone zasady moralne i pozostającego
pod naciskiem dużej części opinii światowej sprzyjającej Hindusom
i przeciwnej kolonializmowi. U nas musimy się liczyć z brakiem zasad
naszych przeciwników, musimy zakładać, że w obronie swojej władzy
i przywilejów zastosują wszelkie dostępne im środki z prowokacjami
i łamaniem prawa włącznie. Przecież metodę prowokacji policyjnej stara
się u nas sankcjonować nawet ustawowo, a wiele działań administracji
okazuje się być niezgodne z konstytucją, że wspomnę tylko przykładowo
sprawę emerytur.
Na pewno obecnie w Polsce też występują pewne formy
biernego oporu i nie można mówić, że społeczeństwo szeroko współpracuje
i popiera władzę, która zdziera z niego ostatnią koszulę. Od. dawna
istnieje podział: my-czyli społeczeństwo polskie i oni - czyli władza,
co oznacza, że stanowi to układ negatywnie wyodrębniony z tego społeczeństwa.
To, oczywiście, nie jest jeszcze bierny opór, ale na pewno wstęp do
takiej postawy.
- Od pewnego czasu znalazło się w obiegu społecznym
nowe, wspomniane już w tej rozmowie słowo: lepperyzm. Używający tego
określenia podają z reguły rozmaite, a czasem wręcz sprzeczne jego
interpretacje. Jak Pan by sprecyzował to określenie?
- Pojęcie...quot;lepperyzmu", o którym już miałem
zresztą okazję mówić, stworzyli przeciwnicy...quot;Samoobrony"
i koncesjonowana propaganda w nadziei, że nabierze ono rychło pejoratywnego
wydźwięku.
I że stanie się takim słowem-wytrychem, które z góry
wykluczy wszelką dyskusję. Tymczasem słowo to zaczyna nabierać zupełnie
innego, niezamierzonego przez jego autorów znaczenia. W kręgach socjologicznych
i politologicznych...quot;lepperyzmem" nazywa się niekiedy poszukiwanie
trzeciej, polskiej drogi rozwojowej. Może występuje tu pewna analogia
z doktryną Juana Perona, która zanim nazwana została oficjalnie...quot;peronizmem",
bywała tak określana przez wrogów argentyńskiego generała.
Jestem człowiekiem raczej skromnym i nie mam żadnych
fałszywych aspiracji intelektualnych. Określanie moich poglądów mianem
...quot;lepperyzmu" po prostu trochę mnie śmieszy. Ale nie ma tego
złego, co by na dobre nie wyszło. Termin...quot;lepperyzm" się
przyjmuje, jako definicja czegoś odmiennego i przeciwstawnego zarówno
komunie, jak...quot;Solidarności". A to mi się podoba!
- Gdzie, w jakich kręgach społeczeństwa, widzi
Pan potencjalnych sojuszników swojej walki? Na kim Panu najbardziej
zależy i co Pan zamierza zrobić, aby te kręgi poszerzyć i pozyskać?
- Wspominałem, że od pewnego czasu istnieje i działa
Komitet Samoobrony Narodu, do którego aktywu wchodzi między innymi
generał Skalski. W skład tego Komitetu wchodzą różne organizacje,
a nawet partie polityczne. Sądzę, że nie przypadkiem rdzeniem jego
są ludzie pozbawieni pracy i domu, stowarzyszeni w Komitecie Obrony
Bezrobotnych, działacze Federacji Górników, związków zawodowych przemysłu
lotniczego i zbrojeniowego, a także zagłębia miedzi. Są to przecież
te kręgi społeczne, w które, przede wszystkim, ugodziły skutki dyktatu
MFW i polityki rządu. Również w przyszłości właśnie te warstwy, środowiska
i kręgi społeczne, które czują się najbardziej zagrożone, znajdą się
w centrum uwagi...quot;Samoobrony".
Zwrócił Pan uwagę na to, że jedną z wybitnych postaci
w Komitecie Samoobrony Narodu jest sławny lotnik polski z RAF-u, generał
Stanisław Skalski. Otóż w Komitecie reprezentowani są również liczni
inni kombatanci i weterani II wojny światowej: byli żołnierze Polskich
Sił Zbrojnych na Zachodzie, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich,
Armii Ludowej. Ich obecność jest z punktu widzenia moralno-politycznego
bardzo cenna i ważna. Oznacza ciągłość walki o prawdziwą niepodległość,
a zarazem szeroką jedność Polaków bez względu na ideologiczną lub
polityczną koloraturę.
...quot;Samoobrona" stała się synonimem walki o
sprawę polską, chociaż rozpoczynała swą walkę od spraw rolnictwa i
wsi. Ale szybko się okazało, że nie można rozwiązać żadnego problemu
polskiej wsi bez rozwiązania spraw ogólnogospodarczych i ogólnospołecznych.
Podstawowe wsparcie społeczne dla Samoobrony, jak
dotychczas, pochodzi od środowisk wiejskich. Ale w coraz większym
stopniu wsparcie to uzyskuje ona od środowisk bezrobotnych, bezdomnych,
emerytów i w ogóle ludzi pokrzywdzonych, którzy nie znajdują zrozumienia
w ugrupowaniach politycznych zajętych tylko podziałem władzy między
sobą i zapewnianiem lukratywnych posad dla swoich działaczy. Obietnice,
jakie przed wyborami ugrupowania te dawały społeczeństwu, zaraz po
wyborach zostały wyrzucone do lamusa. Jako związkowi zawodowemu rolników
zależy nam, oczywiście, najbardziej na rolnikach i inteligencji wiejskiej,
ze wsią związanej.
Jako partii...quot;Przymierze-Samoobrona" bardzo
nam też zależy na środowiskach upośledzonych społecznie i socjalnie.
Chcemy reprezentować ich interesy, walczyć z plagą bezrobocia, z upośledzeniem
ludzi starych. Ale zdajemy sobie sprawę, że do naszej walki konieczne
jest przyciągnięcie młodzieży, nauczycieli i dużych, dobrze zorganizowanych
ugrupowań zawodowych, jak kolejarze, górnicy, i pracownicy dziedziny
usług. Staramy się z tymi środowiskami porozumieć dla utworzenia wspólnego
frontu walki o wyzwolenie spod politycznego jarzma zakłamania i obcych,
niszczących Polskę wpływów. Chcemy przywrócenia pełnej normalności
i moralności życia społecznego, socjalnego bezpieczeństwa i perspektyw
rozwojowych kraju. Walczymy i będziemy walczyć o wytępienie korupcji,
złodziejstwa, faktów grabieży majątku narodowego i obdzierania, dostatecznie
już przecież zbiedniałych ludzi, dosłownie ze skóry. Praktyka i zachowanie
ugrupowań rządzących Polską sprawia, że nasza walka w pewnych aspektach
staje się walką narodowo-wyzwoleńczą.
- Jaki jest Pański stosunek do dzisiejszej młodzieży
polskiej? Co Pan o niej sądzi i jak Pan z nią współdziała?
- Każde pokolenie młodych Polaków przeżywało na swój
sposób epopeję walki wyzwoleńczej w dosłownym tego słowa znaczeniu.
Jeżeli nie z bronią, to przynajmniej z kamieniem i ulotką w ręku.
Ten romantyzm stanowi wspaniałą kartę w procesie wychowywania
naszej młodzieży. Ruch...quot;Samoobrony" pozyskuje wiele młodych
dziewcząt i chłopców, zarówno z miast, jak i wsi, właśnie tym, że
nawiązuje do tej tradycji. Mamy teraz, pod koniec XX wieku, szansę,
jakiej zabrakło kilkunastu poprzednim pokoleniom polskim, szansę wzięcia
spraw kraju we własne ręce i zapewnienie Polsce rzeczywistej niepodległości
takiej, jak ta z czasów Piastów i Jagiellonów.
Wygranie bitwy o Polskę będzie możliwe tylko wtedy,
gdy w walce tej weźmie udział młodzież. Młodzież, dla której nie tylko
stalinizm, ale nawet stan wojenny i narodziny...quot;Solidarności"
jest już prehistorią, młodzież, która nie jest już podatna na...quot;kombatanckie"
slogany...quot;Solidarności".
Z jakimi atutami, oprócz skłonności do romantyzmu,
wchodzi młodzież polska w ostatnie lata naszego wieku? Ma ich bardzo
wiele. Jestem przekonany, że więcej, niż jej rówieśnicy w krajach
od Polski bardziej rozwiniętych. Dlatego młodzież polską cenię tak
wysoko. Jest ona wykształcona i wychowana w większości na wzorach
zgodnych z naszym duchem narodowym. W komunizmie usiłował ją deprawować
tzw. internacjonalizm, czyli kosmopolityzm. Dzisiaj poddaje się ją
również działaniom kosmopolityzmu pod postacią choćby tzw. zachodniej
kultury masowej. Ale młodzież nasza się nie daje. Zachowuje i dzisiaj
swoją integralność, jak to było podczas komunizmu. Wprawdzie obcy
protektorzy chcieliby ją zdeprawować, wykoleić narkotykami, pornografią,
cynizmem, kultem chamstwa i przemocy, ale wpływ tych chorobliwych
zjawisk - chociaż zastraszający - jest raczej tylko marginalny.
Jeśli jednak szkoła polska, dom rodzinny, nie będą
stanowiły skutecznej odtrutki na te zjawiska, to naród polski może
ponieść wielkie straty moralne i biologiczne. O sprawy młodzieży nikt
obecnie w zasadzie nie dba w należyty sposób. Niedożywiona, w ogromnej
części pozbawiona możliwości wakacyjnego wypoczynku, pozbawiona dostępu
do czynnego uprawiania sportu, wyjaławiana z uczuć patriotycznych,
pojęć estetycznych i szacunku dla wielu wartości - nie będzie się
mogła obronić przed degradacją biologiczną, umysłową i obyczajową.
Młodzieży trzeba szybko udzielić pomocy. Przywrócić jej wzorce do
naśladowania....quot;Samoobrona" ma zamiar powołać w przyszłości
do życia swoją organizację młodzieżową i opracować z młodzieżą odpowiednie
formy współpracy.
- Jednym z czołowych działaczy Komitetu Samoobrony
Narodu jest wybitny przedstawiciel kombatantów II wojny światowej,
byłych Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, sławny lotnik z okresu
bitwy o Anglię, generał pilot Stanisław Skalski. Skądinąd wiadomo,
że poza byłymi żołnierzami AK i BCh, wspiera Pański ruch podobno także
część b. żołnierzy ruchów lewicowych. Jak widzi Pan w swoim ruchu
możliwość współpracy ludzi tak zupełnie różnych orientacji?
- Przelanej krwi i narażania życia w walce o wolność
ojczyzny nie można dzielić na lepsze i gorsze z powodów politycznych
lub ideologicznych. Przykładem wspólnoty czynu wojennego było np.
Powstanie Warszawskie, gdzie na barykadach walczyli obok siebie żołnierze
AK, AL i BCh, oddając życie jeden za drugiego. Podobnie w leśnych
bojach partyzanckich, np. w Janowie Lubelskim.
Podziały wśród kombatantów dokonywane są często z
zewnątrz przez politycznych manipulatorów. My, z...quot;Samoobrony",
jesteśmy temu stanowczo przeciwni. Już na wstępie naszej rozmowy wspomniałem,
że z zadowoleniem i szacunkiem witamy kombatantów różnych orientacji
w naszych szeregach.
Również w obecnych czasach, innych przecież od wojennych,
sprawą nadrzędną jest jedność ogółu Polaków w walce o ojczyznę. Pragnę
dodać, że ci byli bojownicy lewicy polskiej, którzy do nas przychodzą,
nigdy nie utożsamiali się z błędną i antynarodową linią kierownictwa
PZPR.
Z kolei ludzie pokroju generała Skalskiego i byli
AK-owcy uosobiają w naszych oczach wierność sprawie niepodległości,
nieugiętność w walce z hitleryzmem i stalinizmem.
- Jak generał Skalski znalazł się w orbicie Pańskiego
ruchu?
- O generale Stanisławie Skalskim mogę wyrażać się
jedynie z najgłębszym szacunkiem. Ten, jak Pan słusznie go określa,
bohater z czasów drugiej wojny, miał niezwykle ciężkie życie. Po powrocie
z Anglii do kraju siedział bardzo długo w więzieniu i to z wyrokiem
śmierci. Kto, jak kto, ale właśnie on powinien z najwyższym uznaniem
powitać zmiany, jakie u nas nastąpiły po upadku komunizmu. Jako gorący
patriota i wnikliwy, realistyczny obserwator spraw krajowych, generał
Skalski szybko się jednak zorientował, że kolejne rządy, poczynając
od Rakowskiego, przez Mazowieckiego po Suchocką, narzuciły nam nowy
system zniewolenia, zastąpiły jedną zależność inną zależnością. Co
z tego, że, być może, prawa jednostki są u nas dziś szersze, niż były
za komuny, skoro drastycznie narusza się i ogranicza prawa i wolność
narodu, jako całości! Skutki tego wszystkiego są wprost zastraszające
i widoczne dla każdego. Generał Skalski to rozumie i jako doświadczony,
zahartowany w bojach o Polskę żołnierz stanął w pierwszym szeregu
samoobrony, będąc członkiem ogólnokrajowego komitetu noszącego nazwę,
o czym już zresztą mówiłem, Komitetu Samoobrony Narodu.
- Ale może powie Pan coś bliższego o poglądach
generała Skalskiego?
- Tych poglądów generał Stanisław Skalski wcale nie
ukrywa.
Na przykład w numerze świąteczno-noworocznym naszej
gazety...quot;Samoobrona", z 24 grudnia 1992 roku, ukazał się
z Nim obszerny wywiad. Chciałoby się przytoczyć tutaj cały tekst tej
publikacji, ale jest to oczywiście, niemożliwe. Ograniczę się więc
do zacytowania tylko niektórych fragmentów wypowiedzi generała Skalskiego.
Na temat wyprzedaży mienia narodowego pod pretekstem
rzekomo powszechnej prywatyzacji i tzw. Paktu o Przedsiębiorstwie,
a także tak zwanych zmian własnościowych, generał Skalski powiedział,
co następuje:...quot;Rządy Mazowieckiego i Bieleckiego, za zgodą Sejmu
i Senatu, wyprzedają majątek narodu bez zgody i zezwolenia narodu
polskiego, który płacił niewolą, cierpieniem, życiem i krwią za swą
wolność i niezawisłość. A podstawowym atrybutem wolności jest WŁASNOŚĆ!
Naród jest więc ograbiany ze swej własności, a więc i niezawisłości.
Przez ten rabunek naród popada w niewolę. Temu trzeba się przeciwstawić.
Muszą zmobilizować się nie tylko kombatanci (i ci z Zachodu, i ci
ze Wschodu, i ci z kraju), ale trzeba utworzyć jednolity front, który
przeciwstawiłby się temu, co dzisiaj się wyrabia i to w każdej dziedzinie
życia społecznego. Naród polski jest w stanie sam, bez niczyjej pomocy,
wyprowadzić Polskę z tej zapaści i sytuacji zdrady jej interesów!
Ta zgodność, gdy idzie o wyprzedaż majątku narodowego, jest zastanawiająca.
Dlaczego? Bo niektórzy zbijają na tym fortunę! Dlatego ręka rękę myje.
Tam, gdzie pieniądz, tam, gdzie fortuna, nie ma znaczenia, czy ręka
jest czerwona, biała, czy czarna."
W sprawie tzw. miejsca Polski w Europie i roli odgrywanej
w nawoływaniu do...quot;powrotu do Europy" przez...quot;Gazetę
Wyborczą" i osobiście Adama Michnika, generał Stanisław Skalski
wypowiedział się następująco:...quot;Niech nas niektórzy panowie tacy,
jak Michnik, nie wprowadzają do Europy! Myśmy nigdy z Europy nie wyszli,
ponieważ należymy od wieków do kultury śródziemnomorskiej! Lotnicy
polscy w bitwie 0 Anglię walczyli zresztą nie tylko o Europę, ale
walczyli o demokratyczne oblicze całego świata...Dzisiaj bohaterowie
walk o Polskę są zupełnie zapomniani. W czasie wizyty prezydenta Wałęsy
w Czechosłowacji, pan prezydent Havel zafundował panu Wałęsie spotkanie
ze swoimi asami - pilotami czechosłowackimi, którzy walczyli wówczas
w bitwie o Anglię. A u nas? Było nas trochę więcej wtedy!
...Gdy rodziny Michników, Kuroniów, Mazowieckich,
Geremków 1 innych obecnych prominentów wiernie służyły Stalinowi,
gdy tworzyły aparat terroru przeciwko narodowi polskiemu, ja i dziesiątki
tysięcy Polaków siedzieliśmy we więzieniu. Ja z wyrokiem śmierci...
Dlatego te kręgi dbają o to, żeby Polacy nie poznali
najnowszej historii Polski. Sytuacja na dziś wygląda tak, że ci, co
wczoraj mieli władzę polityczną, dzisiaj przejmują władzę ekonomiczną.
A tym samym i polityczną. Temu trzeba powiedzieć: NIE!"
Gdy dziennikarz zapytał generała Skalskiego, dlaczego
wstąpił do...quot;Samoobrony", ten odpowiedział:...quot;Wierzyłem
i wierzę w zbiorowy samoobrony instynkt Polaków. Wierzę, że ockną
się z obecnego uśpienia. Polska jest naszą matką. Trzeba jej bronić".
Cóż tu dodać, cóż ująć?
- Czy generał Stanisław Skalski nie naraża się
na szykany z powodu swej postawy?
- Jak najbardziej. Przytoczę tylko jeden fakt. Przed
pewnym czasem Skalski pojechał do Wrocławia, gdzie miał się spotkać
z różnymi działaczami i kolegami, aby radzić, jak stawić czoła obecnym
zagrożeniom, jak ratować Polskę. Proszę sobie wyobrazić, że tak zwani
...quot;nieznani sprawcy" zaatakowali tego bohatera II wojny światowej
oraz skazańca sądów stalinowskich i bardzo dotkliwie go pobili. Aż
w głowie się nie mieści, że coś takiego - i to w stosunku do człowieka
miary Stanisława Skalskiego - mogło się zdarzyć w Polsce ponoć wolnej
i demokratycznej!
- W przeszłości był Pan przecież także związany
z PZPR i poprzednim aparatem władzy? Jeżeli tak, to w jaki sposób?
Jak Pan ocenia dzisiaj ten okres swojego życia?
- Pracując w państwowym sektorze rolnictwa, konkretnie
w SHR Górzyno i POHZ Kusice, w charakterze kierownika tych gospodarstw,
byłem członkiem PZPR. Natomiast działaczem tej partii jakiegokolwiek
szczebla nie byłem nigdy. Osobiście uważam, że w żadnym wypadku nie
należy ludzi oceniać według przynależności organizacyjnej, ale rozliczać
za ich konkretne działania. Mówiłem już 0 tym Panu. Mnie łatwo można
sprawdzić do końca, co zresztą niejednokrotnie władze państwowe, a
nawet kościelne, już robiły. Jeżeli cokolwiek zawiniłem, gotów jestem
za to odpowiadać. Jednakowoż prawda jest taka, iż nie mam się absolutnie
powodu wstydzić tego, że należałem do PZPR. Jak każdy młody człowiek,
Polak i patriota, chciałem coś dla Polski robić. W realnych warunkach
politycznych.
Okresu swojego urodzenia nie wybierałem. Z poprzednim
aparatem władzy nie byłem związany niczym, poza tym, że byłem szeregowym
członkiem...quot;przewodniej" siły, jak określano partię. Ten
okres mojego życia nie uważam za stracony. Coś z niego pozostało.
- Co Pan ma tu na myśli?
- Otóż dowodem tego, co powiedziałem przed chwilą,
niech będą dwa fakty. Pierwszy: budowa amfiteatru w czynie społecznym
dla siebie i dla ogółu, w miejscowości Stowięcino, województwo słupskie,
kiedy to, jako młody człowiek lubiący, oczywiście rozrywki 1 sport,
znalazłem czas na czynny udział w budowie wspomnianego obiektu. Fakt
drugi: budowa obiektu rekreacyjno-sportowego w Kusicach, województwo
koszalińskie, który też powstał w czynie społecznym. To znaczy nie
w takim, jakie często na pokaz, z hałasem propagandowym organizowała
wówczas partia, ale w czynie autentycznym, którego inicjatorem byłem
właśnie ja i który wykonywałem razem z mieszkańcami tych osiedli,
co można łatwo sprawdzić. Dzisiaj żal mi tylko tego, że z tych obiektów,
tak bardzo potrzebnych spędzać kulturalnie wolny czas, korzysta z
...quot;dobrodziejstw" importowanych z zachodniej Europy i spoza
Oceanu - ogłupiających i deprawujących kaset wideo, sex-shopów, porno-filmów
oraz imprez, jakże często zaprawianych już nie tylko alkoholem, lecz
także narkotykami. W ten sposób na naszych oczach dokonuje się demoralizacja
młodych Polek i Polaków w kraju, który szczyci się tym, że jest w
95 procentach chrześcijańskim.
- Czy miałby Pan może jeszcze coś więcej do powiedzenia
na temat ludzi, którzy w przeszłości należeli do PZPR, a teraz uczestniczą
w życiu społeczno-politycznym i ekonomicznym?
- Jak powiedziałem wcześniej, oceniam ludzi nie według
przy należności partyjnej, ale według ich konkretnych działań. W PZPR
było - zwłaszcza na dole - bardzo wiele wartościowych jednostek.
To są nasi rodacy. Wybaczać trzeba nawet wrogom, a
cóż dopiero braciom - Polakom, jeśli nawet błądzili. Przyczepianie
im teraz z tego powodu łatek, jest równie szkodliwe, co śmieszne,
gdy zważyć, ilu obecnych prominentów z nurtu solidarnościowego pełniło
w przeszłości niekiedy wysokie funkcje partyjne. Myślę, oczywiście,
o PZPR. Co więcej -jak powszechnie wiadomo - w samej PZPR krzyżowały
się różne nurty i tendencje. Byli w PZPR uczciwi i ideowi ludzie,
dla> których socjalizm nie kojarzył się ani ze stalinizmem, ani z
oportunizmem. Niemała część robotniczej bazy PZPR zawierzyła, zresztą
na początku lat 80-tych, gdańskiej...quot;Solidarności". To ich
hasłem było zawołanie:...quot;Socjalizm tak, wypaczenie - nie!"
O tej przeszłości nie wolno zapominać także dzisiaj, kiedy już wyszliśmy
z PRL-u i weszliśmy w okres tworzenia demokratycznej JJI Rzeczypospolitej.
W dalszym ciągu zresztą otwarta jest sprawa pojednania
narodowego. Pamiętamy wszyscy wielki chrześcijański gest wobec Niemców
wyrażony w sławnym orędziu biskupów polskich pod tytułem:...quot;Przebaczamy
i prosimy o przebaczenie". Samoobrona w swoim noworocznym apelu
z 1993 roku zwraca się do Episkopatu, by takie orędzie wystosować
do narodu polskiego, skłóconego przecież i zantagonizowanego straszliwie.
Dlaczego to nie mamy sami sobie nawzajem wybaczyć po chrześcijańsku
tak, jak to zrobiliśmy wobec naszych wrogów. Dlaczego tylko Niemcy
byli godni takiego potraktowania? Jak najszybciej powinniśmy zrobić
to samo w stosunku do naszych wschodnich sąsiadów: Litwy, Białorusi,
Ukrainy i Rosji. Byłoby nam wszystkim na pewno lżej na duszy, gdybyśmy
się na tego rodzaju gest zdobyli.
- Co miałby Pan dopowiedzenia o obecności byłych
współpracowników SB w naszym życiu publicznym i, w związku z tym,
co Pan myśli o tzw....quot;lustracji"?
- Parę razy już powiedziałem, że ludzi należy oceniać
nie według przynależności organizacyjnej i partyjnej, ale konkretnych
działań.
Kto szkodził, jako funkcjonariusz lub współpracownik
komunistycznego aparatu ucisku, powinien być rozliczony, sprawiedliwie
osądzony. Dotyczy to zwłaszcza okresu stalinowskiego.
Jak to jest, że wciąż jeszcze żyją wśród nas mordercy
najlepszych synów naszego narodu i cieszą się bezkarnością? Czy może
dlatego, że w wielu przypadkach ich dzieci lub wnuki zajmują eksponowane
stanowiska w obecnym postsolidarnościowym i post-KOR-owskim establishmencie?
Nie mam zamiaru pociągać do odpowiedzialności dzieci za winy, grzechy
lub nawet ciężkie zbrodnie ojców. Ale nie jest normalne, że liczni
obecni prominenci pouczają nas o honorze Polaków, redagują najbardziej
...quot;demokratyczne" gazety, sprawują różne funkcje w aparacie
gospodarczym i politycznym, a wszyscy wiedzą, że ich najbliżsi - ojcowie
lub bracia - prześladowali, skazywali na śmierć najlepszych Polaków
i usprawiedliwiali to dyrygując prasą komunistyczną z wyżyn gmachu
KC, czy urzędu cenzury przy ul. Mysiej.
W dzisiejszych warunkach tzw....quot;lustracja"
nie ma z tym wszystkim nic wspólnego i jest jednym z wielu zaklęć
mających odwrócić uwagę od spraw naprawdę ważnych. A szczególnie od
działań ludzi i ośrodków rzeczywiście dla Polski szkodliwych.
Nie chodzi wcale o odpowiedzialność za popełnione
czyny, bo to można by załatwić na drodze konkretnych postępowań sądowych.
Chodzi natomiast o skłócenie i zastraszenie ludzi. Wszystko to nosi
w dodatku znamiona zbiorowej odpowiedzialności, którą posługiwał się
najczęściej hitlerowski wymiar...quot;sprawiedliwości".
Problem tzw....quot;lustracji" ma różne aspekty.
Niekiedy są one wysoce pouczające. Zapytajmy na przykład, z jakich
środowisk Służba Bezpieczeństwa rekrutowała najczęściej swoich tajnych
współpracowników?
Przede wszystkim spośród działaczy podziemnej opozycji.
W celach inwigilacyjnych. Ideałem zaś było dla SB stworzenie struktur
nielegalnych przez swoją agenturę. Byli też chętnie werbowani młodzi
i dobrze się zapowiadający naukowcy, szczególnie ekonomiści, socjologowie,
politolodzy. Jechali na stypendia i staże - za pieniądze amerykańskie
i zachodnie - do USA, Anglii, Francji, Kanady, Niemiec. Z legitymacją
PZPR w kieszeni uzyskiwali wpływowe kontakty i trwałe wsparcie ze
strony różnych mniej lub bardziej się liczących ośrodków zachodnich.
To pozostało w ich dorobku.
Toteż, gdy w 1989 roku nadeszły czasy nowej władzy,
ta w obsadzie stanowisk sięgnęła właśnie do obydwu wymienionych środowisk:
kadry byłych opozycjonistów, najchętniej byłych KOR-owców i kadry
przeszkolonych na Zachodzie intelektualistów. Że pewna ich część,
przy okazji, współpracowała do niedawna gorliwie i z zapałem z SB
- nikt na to nie zwracał po 1989 roku szczególnej uwagi. Tym bardziej,
że nowi decydenci rekrutowali się po części również z kadry starej
i dobrze przechowanej do lepszych czasów, tajnych współpracowników
UB i SB. Krótko mówiąc - kwiat byłej esbeckiej agentury wszedł w skład
elit rządzących dziś Polską!
Jakie mogą być skutki lustracji - niech świadczy przykład-symbol:
publicznie wysuwany zarzut przez działaczy...quot;Solidarności",
jakoby nawet nie kto inny, jak legendarny szef...quot;Solidarności"
i pierwszy Prezydent III Rzeczypospolitej, Lecz Wałęsa, był agentem
SB!
Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że oczerniam
i pomawiani o współpracę z SB politycy i działacze...quot;Solidarności"
nie reagują wcale na te zarzuty, nie pociągają do odpowiedzialności
pomawiających, udają, że to nie dotyczy ich honoru i godności. Ale,
co sądzi o nich społeczeństwo, właśnie o ich poczuciu godności własnej?
Ostatecznie sądzę, że lustracja to jedno z wielu haseł-zaklęć,
jakie rzucano i rzuca się stale, w nadziei, że odwrócą one uwagę społeczną
od spraw naprawdę groźnych i ważnych dla gospodarki i państwa.
-...quot;Wiemy nie od dziś, że jesteśmy inwigilowani.
UOP próbuje nas zastraszyć. Mamy telefony na podsłuchu" -powiedział
31 marca 1993 roku...quot;Gazecie Wyborczej" Stanisław Mojsa z
Prezydium Rady Krajowej...quot;Samoobrony". Czy może Pan skomentować
tę wypowiedź?
- W całej rozciągłości potwierdzam prawdziwość wspomnianych
przez kolegę Mojsa faktów. Jest ich zresztą znacznie więcej.
Wszelkie nasze rozmowy, nie tylko telefoniczne, są
podsłuchiwane.
Cały czas podążają za nami samochody z podejrzanymi
osobnikami, którzy węszą za nami. Pewnego dnia do wsi Zielnowa, gdzie
mieszkam, podjechał samochód z czterema mężczyznami. Dwóch wysiadło
wcześniej i czekało na rozdrożu przy krzyżu. Dwóch przyszło na podwórko
mojego gospodarstwa i rozpoczęło rozmowę z żoną nie przedstawiając
się, kim są. Zobaczyli inne osoby kręcące się po dziedzińcu i jakby
się trochę zreflektowali. Szybko tylko powiedzieli mojej żonie, żeby
przekazała mężowi, iż...quot;staje się niebezpieczny, bo zbyt popularny
i to może się dla niego źle skończyć". Z tymi słowami mającymi
żonę zastraszyć, pozostawili ją i trójkę małych dzieci, które były
przy niej. Szybko opuścili moje gospodarstwo i wrócili do samochodu.
Ludzie zaniepokojeni pojawieniem się tych podejrzanych
intruzów zdołali spisać numery rejestracyjne wozu. Nie trudno było
mi potem stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że były to numery służbowego
samochodu Urzędu Ochrony Państwa.
- Czy ma Pan jeszcze inne dowody inwigilacji?
- Owszem, tak. Oto pierwszy z brzegu, jakże wymowny.
Zdzisław Kameduła, były zastępca komendanta wojewódzkiego Policji
w Koszalinie i organizator NSZZ Milicjantów z 1981 roku, zrezygnował
z pracy w organach policyjnych w grudniu 1992 roku. Dlaczego? Oto,
jak uzasadnił swój krok - cytuję z...quot;Głosu Pomorza" z dnia
8 kwietnia 1993 roku:...quot;Nie chciałem brać udziału w żenujących
rozgrywkach politycznych, w tym wokół zmiany na stanowisku komendanta
wojewódzkiego. Kiedyś, tworząc związek, mieliśmy nadzieję, że będziemy
łapać kryminalistów, że już nigdy nie będziemy wykorzystywani do prześladowań
politycznych. Niestety, czas wykorzystywania policji w brudnych celach
politycznych bynajmniej nie skończył się".
Dalej emerytowany podinspektor policji do inwigilacji
politycznej podał szereg konkretnych szykan i represji, jakie jego
szefowie zlecili mu wobec Związku Zawodowego Rolnictwa...quot;Samoobrona",
a także partii...quot;Przymierze" i jej członków. Pan Kameduła
powiedział w związku z tym - cytuję tę samą gazetę:...quot;Żaden związek
zawodowy, żadna partia polityczna nie jest tak szykanowana, jak...quot;Samoobrona".
Wiele razy przychodziły polecenia z góry wyciągania konsekwencji karno-administracyjnych
w przypadku jakichkolwiek wystąpień...quot;Samoobrony". Komenda
Główna wręcz groziła wyciąganiem wniosków dyscyplinarnych, wobec tych
komendantów wojewódzkich, którzy na swym terenie nie wdrażają represji
karno-administracyjnych wobec ZZR...quot;Samoobrona" i partii
...quot;Przymierze". Zarazem w przypadku innych organizacji, np.
NSZZ...quot;Solidarność", RI czy KPN lub ZZ...quot;Kontra"
stosujących podobne do...quot;Samoobrony" formy protestu, nie
wdrażano żadnych policyjno-administracyjnych utrudnień". Zdaniem
Zdzisława Kameduły to nierównoprawne traktowanie rozmaitych podmiotów
sceny publicznej bierze się ze strachu....quot;Elity polityczne boją
się tego związku, jak żadnego innego" - powiedział były zastępca
komendanta wojewódzkiego policji w Koszalinie.
- Nie kocha Pana policja, a pewno i Pan jej nie
kocha?
- Chciałbym być dobrze zrozumiany. Pytał Pan, czy
jesteśmy inwigilowani. Odpowiadam: tak, jesteśmy i to znacznie bardziej,
niż inni. Wynika to nie z nastawienia aparatu policyjnego, ale z nakazów
politycznej...quot;góry". Rządzące elity obawiają się wszelkiej
samodzielnej inicjatywy społecznej, a zwłaszcza wszelkiej formy samoobrony.
Kiedyś, kiedy...quot;Solidarność" była w podziemiu,
prasa drugiego obiegu pisała, a Wolna Europa mówiła, o...quot;społeczeństwie
obywatelskim", o prawach człowieka i obywatela do wyrażania swobodnie
swoich opinii, nawet jeżeli nie podobają się aktualnej władzy i władzę
tę krytykują. To, co było dozwolone i zasługujące na pochwałę w okresie,
kiedy rządzące dziś siły były w opozycji, staje się karygodne, antypaństwowe
i wywrotowe, gdy występuje w Polsce dzisiaj. Inwigiluje nas UOP tak
samo i za to samo, za co Służba Bezpieczeństwa inwigilowała...quot;Solidarność".
Czy jest to zgodne z założeniami państwa demokratycznego i pluralistycznego?
A co by było, gdybyśmy przedstawili sprawę łamania praw człowieka
i obywatela w ni Rzeczypospolitej Trybunałowi Strasburskiemu lub ONZ?
A czy kocham policję? Na ogół nie stanowi ona nigdy
i nigdzie obiektu miłości. Ale muszę powiedzieć, że w swojej masie
nasz aparat policyjny, mimo ogromnych trudności materialnych i instrumentalnego
traktowania przez rząd, z podziwu godnym zaangażowaniem pełni swe
obowiązki walki z kryminalistami, złodziejami i aferzystami, nawet
tymi, którzy zajmują wysokie stołki państwowe, bankowe czy parlamentarne.
Gdy byliśmy aresztowani lub przesłuchiwani, jako działacze...quot;Samoobrony",
mogliśmy się byli przekonać, że szeregowi funkcjonariusze policji
odnoszą się do nas z życzliwością, a niekiedy wręcz z niekłamaną sympatią.
Nic w tym dziwnego. To właśnie środowisko policji państwowej dojrzewa
do utworzenia własnej samoobrony wobec lekceważenia jego oczywistych
potrzeb i degradowania społecznej roli w zapewnianiu bezpieczeństwa
ogółowi obywateli.
- Powróćmy do spraw gospodarczych. Jakie są Pana
opinie w sprawie tzw. Paktu o Przedsiębiorstwach Państwowych?
- Polskie Przedsiębiorstwa Państwowe skupiają ponad
80 procent potencjału ekonomicznego i wytwórczego kraju, stanowiącego
podstawę egzystencji materialnej prawie wszystkich Polaków. Sprawa
losu tych przedsiębiorstw interesuje więc całe społeczeństwo polskie,
stąd tzw....quot;pakt" należy traktować jako pakt, w którym jedną
stroną jest społeczeństwo, a drugą - rząd.
Cały zestaw dokumentów jest dla przeciętnego człowieka
niekomunikatywny. Sformalizowany układ treści, dostosowany do wymogów
legislacyjnych, rozprasza i odciąga uwagę od konkretnych, interesujących
ludzi pracy problemów.
Odnosi się wrażenie, że chodzi tu po prostu o nowe
zamącenie ludziom w głowach dla uzyskania ich zgody, częściowo w trybie
pozakonstytucyjnym, na takie zmiany ustrojowo-gospodarcze, na które
w innym trybie społeczeństwo nie zgodziłoby się nigdy. Chodzi bowiem
o odprzemysłowienie Polski.
Pakt nie zawiera żadnych nowych kierunków myślenia
ekonomicznego. Jest to w...quot;nowym opakowaniu" ta sama dogmatyczna
koncepcja i kontynuacja totalnej prywatyzacji bez konkretnego uzasadnienia,
jakie to rzeczywiste korzyści przyniesie dla pojedynczego człowieka
pracy i dla kraju, dla rozwoju gospodarki narodowej, dla polepszenia
tragicznej sytuacji materialnej większości Polaków. Pakt nie proponuje
żadnych rozwiązań dotyczących istotnych, trapiących Polskę trudności
i klęsk. Nie prowadzi do wzrostu produkcji, wzrostu płac, postępu
technologicznego, inwestycji, likwidacji bezrobocia, zapewnienia bezpieczeństwa
socjalnego w zakresie zdrowotnym, ochrony środowiska, wypoczynku,
ochrony rodziny itp. Rozmiary dokumentu, jego niespójność, prawnicze
sformułowania, mają na celu prawdopodobnie wciągnięcie w długotrwałe
i zawiłe dyskusje w celu zyskania alibi dla z góry powziętych decyzji.
Cała oprawa propagandowa i reżyserowany scenariusz
prowadzenia dyskusji ze związkami zawodowymi ma charakter socjotechnicznej
manipulacji. Z dokumentów wynika, że wpływ załóg na losy przedsiębiorstw
państwowych, wbrew propagandowym twierdzeniom, jest niewielki, sprowadzony
do konsultacji i wyborów mutacji postępowania w realizacji z góry
ustalonych kierunków działań rządu.
10 procent akcji dla załóg, udział w radach nadzorczych
w ilości 1/3 ogólnego jej składu - to naigrywanie się z podmiotowości
załóg pracowniczych. Ostatecznym arbitrem i decydentem jest minister
przekształceń własnościowych. Związki zawodowe sprowadzone są do roli
konsultanta i opiniodawcy. Obok Ministerstwa Przekształceń Własnościowych
decydują o większości warunków tworzenia spółek pracowniczych bank
i administracja państwowa. Darmowe rozdawnictwo akcji jest sprzeczne
zarówno ze sprawiedliwością społeczną, jak i ze zdrowym rozsądkiem.
Popiwek i dywidendy nie zostaną właściwie zniesione,
ale zamienione na inne formy obciążeń finansowych, zagwarantowanych
skomplikowanymi uwarunkowaniami i przepisami. Wiele uwarunkowań mających
sprzyjać inicjatywie załóg w przekształceniach własnościowych ma charakter
nieokreślonych do końca ustaleń, przewidywań, zapewnień i odniesień.
W zasadzie wszystko, co ma sprzyjać interesom załóg
jest wyjątkowo zagmatwane i silnie uwarunkowane, a wszystko, co prowadzi
do prostej wyprzedaży majątku w ręce pozapracownicze, jest stosunkowo
łatwe i uproszczone. Arbitralne decyzje ministra przekształceń mogą
spowodować wszelkie rozwiązania wbrew załodze i jej interesom.
Projekt ustawy o zakładowym funduszu socjalnym, poza
ograniczeniami, stwarza tylko dość iluzoryczne możliwości usprawnień.
W propozycjach dotyczących układów zbiorowych ogranicza się w wielu
wypadkach uprawnienia pracownicze i udział załóg w zarządzaniu przedsiębiorstwem,
a rola związków zawodowych sprowadzona jest poniżej roli dawnej CRZZ
w czasach komunistycznych.
Pakt nie proponuje żadnych specyficznych rozwiązań
dla przedsiębiorstw rolniczych. Problem zadłużenia przedsiębiorstw
pozostawiony jest jakimś bliżej nieokreślonym postępowaniom ugodowym.
Na pomysł takiego paktu mógł wpaść tylko rząd, który
nie czuł się wykonawcą woli politycznej narodu, lecz stroną w grze
interesów pomiędzy społeczeństwem polskim, a obcymi wpływami, przy
czym rząd nie utożsamia się ze swoim społeczeństwem, bowiem nie musiałby
z nim paktować. Niezwykle bolesny jest fakt, że polskie społeczeństwo
musi paktować ze swoim własnym rządem na temat swego losu, rozwoju
własnej gospodarki i warunków przeżycia.
Pakt niczego nie rozwiązuje, nie stanowi spójnego
programu ratowania polskiego potencjału wytwórczego, a prowadzi jedynie
do przyspieszonego demontażu tego potencjału. Ułatwiając przejście
majątku narodowego m.in. w obce ręce, osłabia w istocie wpływ załóg
na rozwój zakładów pracy i ogranicza rolę związków zawodowych do funkcji
konsultacyjno-opiniodawczych. Należało go więc albo odrzucić, jako
manipulację, albo opracować od nowa w gronie przedstawicieli ruchu
zawodowego i niezależnych środowisk ekonomicznych. Powinien to być
projekt rozwoju i unowocześnienia przedsiębiorstw, wzrostu produkcji,
wzrostu zatrudnienia, wzrostu inwestycji oraz ekspansji na określone
rynki zbytu. Prywatyzacja powinna być traktowana nie jako dogmatyczny
cel, ale jako pewien środek. Państwowe przedsiębiorstwa muszą być
traktowane na równi z prywatnymi, a nie poddawane represjom ze względów
doktrynalno-politycznych, lub pod presją obcych ośrodków dyspozycji
ekonomicznych.
- Wspomniał Pan, w innej części naszej rozmowy,
o awanturze w Główczycach, kiedy to udaremnił Pan z kolegami z...quot;Samoobrony"
sprzedaż majątku osobom podstawionym przez niemieckiego junkra, barona
von Puttkamera. Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym zajściu bardziej
szczegółowo?
- Proszę bardzo. Gerhard von Puttkamer, niemiecki
baron, potomek liczącej się junkierskiej rodziny, zapragnął nabyć
majątek, który należał do niego przed 1945 rokiem. Nieruchomość składała
się z kilku pałaców z parkami, gorzelni, suszarni, mieszalni pasz,
łąk, budynków i kilku tysięcy hektarów ziemi. Wszystko to należało
do niedawna do jednego z najlepszych PGR-ów województwa słupskiego.
Pracowało tam 2 tysiące osób, a żyła z tego praktycznie cała gmina.
W wyniku ostatnich zmian skończyła się...quot;prosperita" PGR-u.
Zapewne komuś zależało na tym, żeby go zdewastować, a następnie sprzedać
za psie pieniądze. Dzisiaj w PGR Główczyce pracuje już tylko 100 osób,
a większość inwentarza, maszyn i narzędzi rozdrapano - nie wiadomo
dokładnie, kto i jak. Mimo wszystko, nawet w tej opłakanej sytuacji,
PGR wyceniono na kilkaset miliardów złotyh.
Obserwował tę sytuację uważnie pan baron von Puttkamer.
Kiedy byłe PGR przejęła Agencja Własności Skarbu Państwa, uznał, że
wybiła jego godzina. Poprzez dwóch podstawionych obywateli polskich,
których nazwiska, oczywiście, znam, postanowił...quot;przebić"
innych chętnych, m.in. kierowników poszczególnych zakładów PGR-owskich,
miejscowych rolników i dwóch kupców z Gdańska. Nie mieli oni wszystkich
potrzebnych pieniędzy, chcieli więc nabyć tylko część Główczyc. Natomiast
ludzie pana barona szafowali hojnie nie swoim groszem. Zgłaszali chęć
nabycia - i to od razu - całości majątku. Zgodzili się natychmiast
zapłacić l miliard zł rocznej dzierżawy majątku. Nie ukrywali, że
Gerhard von Puttkamer dobrze poinformowany o tle sprawy, ma dalsze
plany wobec Główczyc. Po wydzierżawieniu go, zamierza skorzystać z
prawa pierwokupu, jakie przysługuje dzierżawcy. Oczywiście, odliczyłby
sobie koszty ewentualnych inwestycji i przywrócenia ziemi do stanu
używalności, jako że część przez dwa lata odłogowała... Jest więcej,
niż pewne, że do kasy państwowej wpłynęłyby ostatecznie raczej tylko
symboliczne kwoty. Zatrudnianie, zwalnianie, zarobki zależałyby od
widzimisię nowego-starego właściciela. A Główczyce stałyby się znowu
junkierskim...quot;landsgutem".
Gdy się o tym wszystkim dowiedziałem, postanowiłem
bezzwłocznie działać. W dniu ogłoszenia przetargu, 15 marca 1993 r.
zjawiłem się w słupskim lokalu Agencji Własności Rolnych Skarbu Państwa
z gronem kolegów z...quot;Samoobrony". Byli wśród nich przedstawiciele
głodujących słupskich bezrobotnych, którzy także protestowali przeciwko
oddawaniu majątku w Główczycach Niemcowi. Bez szarpaniny, grzecznie,
ale stanowczo, wyprowadziliśmy oferentów z sali. Nie dopuściliśmy
nawet do otwarcia kopert. Tym samym przetarg został oficjalnie przerwany.
O zajściu poinformowano natychmiast telefonicznie prezesa Agencji,
Adama Tańskiego, w Warszawie. Obecni w budynku Uczni funkcjonariusze
UOP nie interweniowali. Nazwali mnie wtedy pseudonimem...quot;Niedźwiedź".
Część z nich wyraźnie i ostentacyjnie sympatyzowała z naszą akcją.
Zersztą, obecny zarządca majątku Główczyce publicznie bardzo serdecznie
mi pogratulował i wraz z załogą gorąco dziękował.
- Co będzie dalej w Główczycach?
- Niemca nie wpuścimy! Natomiast wraz z załogą byłego
PGR-u opracowaliśmy, jako...quot;Samoobrona", rozwiązanie alternatywne.
Przede wszystkim wraz z załogą żądamy kontroli NIK, ponieważ PGR-owski
majątek został zdewastowany i zmarnotrawiony. Do ponownego przetargu
w obecnej wersji nie dopuścimy!
Według mnie, ten majątek powinna przejąć spółka pracownicza
łącznie z zarządem gminy. W Główczycach jest 3 tysiące bezrobotnych
- co trzeci mieszkaniec. To przede wszystkim dla nich powinny znaleźć
się miejsca pracy w majątku rolnym, bo ludzie są tam u kresu wytrzymałości.
W wielu rodzinach panuje głód i nędza. A tymczasem ziemia leży odłogiem,
obory puste...
- Obecne elity rządzące wiele mówią o tym, że Polska
odzyskała niepodległość, że mamy wolność, że jesteśmy wreszcie we
własnym domu itp. Co Pan o tym sądzi?
- Sądzę, że są to tanie slogany na użytek propagandy
rządzących po to, aby podkreślić własne zasługi, czego to nie dokonano
i czego to nie wywalczono. W rzeczywistości Polska została wy prowadzona
z jednej formy zależności ideologiczno-politycznej i militarnej w
inną formę zależności ekonomiczno-politycznej. Zmienił się także kierunek
geograficzny zależności. Starano się zachować pozory zewnętrzne, zastosowano
tanie chwyty uczuciowe, przestano śpiewać np.:...quot;Ojczyźnie wolność
racz przywrócić, Panie", a śpiewa się obecnie:
...quot;...racz zachować, Panie". Przywrócono koronę
polskiemu orłowi itd. Ale jednocześnie porywa się, urządzając zasadzki,
polskich obywateli i oddaje się pod sąd obcego mocarstwa, jak za dobrych
czasów carskich czy stalinowskich, a Polska nie ma ani możliwości,
ani prawa swoich obywateli bronić. Dyktuje się Polsce różne warunki
rozwiązywania wewnętrznych spraw, a rząd niby to niepodległej< Polski
nie jest w stanie się temu przeciwstawić. Przykładem może być tu sprawa
budżetu państwa. Oto ilustracja dla oficjalnych sloganów o wolności
i niepodległości, i o własnym domu. Mam wrażenie, że zachodnie mocarstwa,
po zwycięstwie w zimnej wojnie z byłym ZSRR, potraktowały Polskę,
jako kraj w tej wojnie podbity, któremu dyktuje się warunki kapitulacji
i ściąga się z niego kontrybucję. Zresztą kontrybucję taką płaci Polska
od dawna w postaci spłaty procentów od zadłużenia. Jest to. oczywiście,
przemyślany system lichwy międzynarodowej znakomicie uzależniający
kraje zadłużone od krajów wierzycielskich.
Biorąc pod uwagę, że Polska właściwie została rozbrojona
i militarnie. i ekonomicznie, i propagandowo poprzez opanowanie systemów
informacyjnych, oraz finansowo poprzez uzależnienie od obcych banków
i międzynarodowych instytucji finansowych, o niepodległości, czy prawdziwej
suwerenności Polski nie ma co mówić. Każdy to może zaobserwować po
inwazji obcych towarów, po agresywnej, obcej reklamie, po rugowaniu
języka polskiego z życia handlowego i z wielu innych dziedzin. Wielu
Polaków czuje się w tym niby własnym domu coraz bardziej obco. Żeby
zrozumieć całe zakłamanie obecnej propagandy i różnych oficjalnych
haseł, zacząć należy od zdemaskowania oszustw politycznych, za pomocą
których zniekształcono świadomość społeczną i zniewolono zdrowy rozsądek.
Pierwszym oszustwem było wpajanie przekonania, że
chodzi 0 zmianę ustroju i o reformy po to, by Polska stała się suwerenna,
silna gospodarczo, by ludziom żyło się lepiej, by zapanowało prawo
1 sprawiedliwość, równość szans życiowych, tolerancja polityczna i
religijna itd.
Tymczasem prowadzi się demontaż gospodarki i państwa.
Polska została zniewolona przez obce, zachodnie ośrodki polityczno-ekonomiczne,
szerzy się bezrobocie, społeczeństwo doprowadzono do nędzy, wojsko
ulega rozkładowi, bezpieczeństwo wewnętrzne upadło. To są skutki...quot;reform",
których każdy z nas doznaje na co dzień. Reformy okazały się oszustwem.
Chodzi po prostu o likwidację naszego państwa i gospodarki. Reformy
i tzw. dekomunizacja to tylko zasłona dymna. Kontynuowane są komunistyczne
metody rządzenia, lekceważenie społecznej opinii, zniewolenie informacyjne,
nowa nomenklatura, szerzenie nienawiści politycznych, dominacja betonowych
dogmatów nad ekonomią i rozsądkiem. Dekomunizacji więc nie ma. Jako
akt dekomunizacji przedstawia się likwidacje bezpłatnej służby zdrowia,
bezpłatnej nauki, opieki socjalnej, uprawnień emerytalnych i rentowych.
To perfidne oszustwo ma sparaliżować odruchy obronne narodu.
Oszustwem okazały się takie na przykład hasła, jak
demonopolizacja. Zlikwidowano państwowe monopole - spirytusowy, tytoniowy,
zapałczany, loteryjny - dając pole do gigantycznych afer i niszcząc
dochody budżetu państwa. Zniszczony zaś budżet, to zniszczona zdolność
funkcjonowania państwa.
Szalbiercze są tezy, że wszystkiemu są winni emeryci,
niepełnosprawni, inwalidzi, których przedstawia się jako nieaktywnych
życiowo, a wiec jako darmozjadów nie zasługujących na odpowiednie
warunki życia. Dzieli się więc społeczeństwo, przeciwstawia młode
pokolenie pokoleniu rodzicielskiemu. To po prostu ohyda.
Oszustwem były zapewnienia o tzw. pomocy zachodniej,
której nie było, nie ma i nie będzie. Jest natomiast bezwzględna penetracja
gospodarcza Polski. Funkcjonuje w postaci lichwiarskiej kontrybucja
zadłużeniowa, wywozi się tajemnice produkcyjne, likwiduje konkurencję
polską itp. Tak wygląda owa pomoc.
Oszustwem jest twierdzenie, że jedynym cudownym lekiem
na nasze dolegliwości jest prywatyzacja. To samo dotyczy tzw. Paktu
o Przedsiębiorstwach.
Oszustwem były zapewnienia o wolności słowa i informacji,
zniesienia ograniczeń dostępu do środków masowego przekazu, zniesienia
cenzury. Ulepszono tylko komunistyczne metody manipulowania informacją
i środkami przekazu.
Ostatnim oszustwem, obecnie lansowanym jest teza,
że taki stan rzeczy wynika z tego, iż reformy prowadzone są za wolno
i że trzeba je radykalnie przyspieszyć. Ale przyspieszenie takiego
śmiertelnego biegu reform oznacza przecież przyspieszenie ostatecznego
końca, zrealizowanie idei holocaustu wobec narodu polskiego. Temu
się przeciwstawiamy.
- 2 kwietnia 1993 roku w Warszawie zorganizował
Pan kolejna ogólnopolska manifestację Związku ,,Samoobrona".
By la ona o wiele bardziej liczna i ostra, niż wcześniejsza o kilka
dni, podobna manifestacja OPZZ, Jaka jest tego przyczyna? Przecież
O P ZZ skupia znacznie więcej członków, niż ,,Samoobrona"?
- W naszych szeregach związkowych zarejestrowało się
już ponad 300 tyś. członków, głównie rolników. Nie wiem, jaki jest
efektywny stan osobowy organizacji OPZZ. Orientuję się natomiast,
że o masowym poparciu decyduje dziś radykalizm wystąpień w obronie
zagrożonych interesów ludzi pracy. Jeżeli na wezwanie centrali OPZZ
zgłasza się mało osób, znacznie mniej, niż np. na wezwanie szefa Regionu
Mazowsze NSZZ...quot;Solidarność", Macieja Jankowskiego, to znaczy,
że bez względu na stan członkowski w ewidencjach związkowych, OPZZ
nie wzbudza zbytniej wiarygodności. Jest to z kolei zrozumiałe, jeżeli
będziemy śledzić osobliwe wolty kierownictwa OPZZ, które, na przykład,
jako pierwsze podpisało Pakt o Przedsiębiorstwie powszechnie krytykowany
przez świat związkowy.
Żal mi osobiście, że tak jest, bo chciałoby się iść
szerokim frontem samoobrony społecznej z wszystkimi centralami związkowymi,
z OPZZ i NSZZ...quot;Solidarnością" włącznie. Cóż, nie zależy
to przecież tylko od nas. Ale, jak wykazało porównanie obydwu manifestacji,
koszty polityczne tego smutnego stanu rzeczy płaci właśnie OPZZ.
- Podczas wspomnianej manifestacji wkopano na terenie
Sejmu krzyż. Co on miał symbolizować? I dlaczego go usunięto, jeśli
nie usunięto krzyża z sali posiedzeń Senatu, zawieszonego o wiele
wcześniej, wbrew sprzeciwowi części parlamentu? Czyżby prawo do tego
chrześcijańskiego symbolu było reglamentowane? Jeśli tak, to przez
kogo?
- Nasz brzozowy krzyż postawiony przed Sejmem miał
unaocznić tragedię tych milionów polskich istnień ludzkich, które
cierpią już nie tylko niedostatek, ale wręcz nędzę. Ludzi, którzy
są zrozpaczeni i pozbawieni nadziei na lepszą przyszłość, którzy nie
mogą pogodzić się z takim, na przykład, faktem, że w ciągu ostatnich
kilku lat przeciętne życie Polki i Polaka uległo o pięć lat skróceniu
w porównaniu do przeciętnej europejskiej.
Obalenie postawionego przez nas w dniu 2 kwietnia
krzyża przed Sejmem odsłoniło zakłamanie i obłudę religijną tych posłów
katolickich, którzy z jednej strony walczą o szacunek dla tego symbolu
naszej wiary, a z drugiej - bez mrugnięcia okiem akceptują karygodny
postępek przewrócenia Krzyża...quot;Samoobrony". Bo to nie ten
krzyż, nie ich krzyż, który mogliby wykorzystać we własnym interesie.
Chętnie by go pewnie nawet spalili, aby tylko okazać swoją nienawiść
do ludzi ośmielających się ich krytykować. Krzyż jednak jest nie tylko
symbolem męczeństwa, ale i symbolem zmartwychwstania.
W tym wypadku był także symbolem pamięci ofiar samobójczej
śmierci z rozpaczy, z braku perspektyw na przeżycie, z niemożności
wyżywienia rodzin. Powodem tych samobójstw są tragiczne warunki, jakie
stworzono milionom ludzi przez zaciekłą, doktrynalną politykę wprowadzania
bezrobocia, nędzy, pułapki zadłużeniowej dla rolników, niskich płac
i wysokich cen. Postawiony przed Sejmem Krzyż...quot;Samoobrony"
był krzyżem pamięci o wszystkich nieszczęsnych ludziach, był wyrzutem
wobec posłów i senatorów, którzy do tego stanu się przyczyniają. Jedni
- swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem i oportunizmem, inni-brakiem
sumienia, egoizmem i tchórzostwem.
- Atakuje Pan ustawicznie MFW, Bank Światowy, EWG.
Wlaściwie dlaczego? Jaka jest Pańska alternatywa dla obecnych stosunków
ekonomicznych i finansowych Polski z zagranicą?
- Chciałbym zaznaczyć na wstępie, że nie jestem z
założenia przeciwny działalności MFW i Banku Światowego. Jednakowoż
chciałbym, żeby współpraca między nimi, a Polską, oparta była 0 warunki
partnerskie. Nie może być tak, by jakakolwiek instytucja zagraniczna
dyktowała nam strukturę budżetu państwa, np. rozmiar luki budżetowej.
Nie wolno się godzić z tym, że przez długie lata instytucje międzynarodowe
w rodzaju MFW, czy Banku Światowego, mają zatwierdzać nam budżety
nędzy, głodu i ubóstwa. Budżety bez środków na służbę zdrowia, oświatę,
kulturę. Bo jeżeli się z tym wszystkim pogodzimy, to staniemy się
kolonią w środku Europy.
Trudno nie zauważyć, że wszelka pomoc, jaka do tej
pory wpłynęła ze wspomnianych instytucji międzynarodowych do Polski,
nie podniosła choćby o pojedyncze procenty upadającego przemysłu,
kopalnictwa, rolnictwa, rzemiosła itp. Co najdziwniejsze, mimo zaklęć
MFW i Banku Światowego, że ich działalność w Polsce zmierza do uruchomienia
gospodarki wolnorynkowej, prywatyzacji i stworzenia prężnej warstwy
narodowych biznesmenów, w ogóle tzw. klasy średniej, stoimy dzisiaj
w obliczu takiej ruiny polskiej prywatnej inicjatywy, jakiej nie mogła
nam zgotować nawet w najgorszych swoich czasach komuna! Jest faktem,
że w ostatnich trzech latach realizacji programu podyktowanego przez
MFW i Bank Światowy, nie powstał u nas ani jeden duży zakład przemysłowy,
przy równoczesnej całkowitej dewastacji wielu setek istniejących poprzednio
fabryk, czy kopalń.
Działania MFW i Banku Światowego znamy dobrze z doświadczeń
innych krajów, szczególnie Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji. Co z
doświadczeń tych wynika? Że wszędzie tam, gdzie wkroczyły swymi działaniami
wspomniane instytucje międzynarodowe, naruszane były boleśnie najbardziej
elementarne potrzeby i prawa człowieka. Jest rzeczą charakterystyczną,
a zarazem zdumiewającą i budzącą zdecydowany sprzeciw, że programy
MFW i Banku Światowego, bez względu na demokratyczną retorykę, z jaką
są serwowane, w rzeczywistości godzą w warunki bytu i godność, a więc
w prawa obywatelskie każdego człowieka, którego bezpośrednio lub pośrednio
dotyczą. Gdzie, w związku z tym, jest Deklaracja Praw Człowieka i
Obywatela ONZ? Gdzie Trybunał Strassburski? Gdzie inne instytucje
międzynarodowe w rodzaju Amnesty International? A przecież właśnie
te 1 inne dokumenty, czy organy praw człowieka, powinny być przywoływane
w obronie setek milionów ludzi śmiertelnie zagrożonych przez skutki
działalności MFW i Banku Światowego!
Jest to działalność perfidna. Gdziekolwiek działają
MFW i Bank Światowy, nigdzie nie stawiają na rozwój przemysłu czy
rolnictwa. Ich głównym celem jest tylko tworzenie pewnego typu infrastruktury
tj. przede wszystkim bankowości, hoteli, restauracji, stacji paliw
płynnych, ewentualnie sieci autostrad. Ten sam proces rozwija się
w całej okazałości w Polsce. Macki MFW i Banku Światowego dosięgły
nas zresztą znacznie wcześniej, bo już w latach siedemdziesiątych,
kiedy Gierek uzyskał duże kredyty zachodnie i kiedy rozpoczął się
proces uzależniania Polski od instytucji międzynarodowych.
Oczywiście, patrzę na ten proces trzeźwo i realistycznie.
Nie twierdzę na przykład, że za Gierka wszystkie kredyty uległy konsumpcji
lub rozkradzeniu. Zbudowało się wtedy za te zachodnie pieniądze niemało
fabryk, mieszkań, dróg. Znamienne jednak, iż ci, którzy szafowali
tymi pieniędzmi dla Gierka, nie sprawdzali, na co kredyty zachodnie
idą. W szczególności, czy użytek z nich jest istotnie racjonalny.
Dochodziło więc do inwestycji zbytecznych i nadmiernie kosztownych,
jak huta Katowice, czy budownictwo z betonu. Charakterystyczne, że
nikomu na Zachodzie nie zależało, by wraz z kredytami, Polska uzyskała
naprawdę nowoczesne technologie, co umożliwiłoby jej stać się partnerem,
może nawet konkurentem Zachodu.
Pozornie beztrosko, ale w rzeczywistości z premedytacją
i wyrafinowaniem, czekano na moment, kiedy wszystkie te nietrafne
inwestycje zaczną przynosić straty. Doskonale zdawano sobie sprawę
z tego, iż kiedy moment ten nadejdzie, rozpocznie się proces ekonomicznego
zniewolenia Polski.
Prawda jest taka, że w okresie PRL-owskim Polska zaciągnęła
na Zachodzie kredyty w wysokości łącznej ok. 48 miliardów dolarów.
W miarę upływu lat kraj nasz spłacił tytułem tego zadłużenia i odsetek
od niego ponad 50 miliardów dolarów, a na dziś-pomimo tego-ma nadal
ok. 50 miliardów do dalszego spłacania. Nie jest więc zgodne z faktami
twierdzenie, jakoby wszystkie kredyty, czy choćby ich większość, zostały
skonsumowane i zmarnotrawione. Jest natomiast prawdą, że nasz kraj
wskutek ciężkiej i efektywnej pracy narodu, cały ten dług spłacił.
To, co pozostało, to czysta lichwa, uprawiana programowo przez MFW
i Bank Światowy.
Należy dodać, że tą lichwiarską pozostałością długu
zagranicznego instytucje międzynarodowe obciążają ogół polskich obywateli.
Rolników, rzemieślników, całą inicjatywę prywatną, inteligencję. Bo
jakżeż można na to patrzeć inaczej, skoro nasz wewnętrzny system kredytowo-finansowy,
narzucony Polsce przez MFW i Bank Światowy powoduje, że kiedy ktoś
w 90-tym roku zaciągnął kredyt w wysokości 100 milionów złotych, spłacał
go w latach 91-92 wraz z odsetkami do sumy 200 milionów, jest zadłużony
w 1993 roku na 300 milionów!? Takich przykładów mógłbym w skali naszego
kraju przytoczyć bardzo wiele. Zresztą najlepszym tego dowodem są
oficjalne dane rządowe mówiące o tym, iż w Polsce zobowiązania pieniężne
wszystkich wobec wszystkich na koniec 1992 roku sięgnęły astronomicznej
kwoty 400 bilionów złotych, co stanowi mniej więcej równowartość rocznego
budżetu państwa!
Jak wspomniałem na początku, pojmuję i akceptuję konieczność
istnienia takich instytucji, jak MFW i Bank Światowy, oraz potrzebę
współpracy z nimi. Nie opowiadam się w żadnym wypadku za międzynarodową
izolacją gospodarczą Polski i szczelnym zamknięciem jej granic. Jednakowoż
przytoczone przeze mnie zjawiska i fakty skłaniają do wyciągnięcia
wniosków na temat tego, jaka ta współpraca powinna właściwie być.
Na interesy naszego kraju powinniśmy patrzeć tak,
jak nakazuje sumienie i obowiązek każdego patrioty. A więc przedkładając
interes narodowy ponad interes międzynarodowy, czy obcy.
Doceniam też potrzebę reform i przemian społeczno-ustrojowych,
ale dzisiaj nikt mi już nie powie, tak jak na początku mojej działalności,
że rolnicy są podobno tą grupą społeczną, która nie potrafiła się
dostosować do nowych realiów, czyli do tzw. transformacji socjoekonomicznej.
Nie odpowiada to prawdzie, bo w całej skali zadłużenia obliczanego
oficjalnie - jak mówiłem - na 400 bilionów zł, rolnicy uczestniczą
w nim swoim zadłużeniem tylko na kwotę 8 bilionów.
W rzeczywistości, w warunkach narzuconych Polsce przez
MFW i Bank Światowy, nie tylko rolnicy nie są w stanie spłacać swoich
zobowiązań, ale też inne grupy ludności. Należałoby w szczególności
postawić pytanie, dlaczego z masy 650 tysięcy rzemieślników, jacy
istnieli w Polsce pod koniec komuny, pozostało dzisiaj już tylko 250
tyś.? Co spowodowało, że pierwsze cztery lata wdrażania gospodarki
wolnorynkowej w Polsce doprowadziły do upadku aż 400 tysięcy mniejszych
i większych, prywatnych zakładów rzemieślniczych? Dlaczego nie są
i nie mogą być w obecnych warunkach spłacane kredyty mieszkaniowe,
kredyty na handel, usługi, na firmy państwowe, spółdzielcze i prywatne?
I dlaczego, w rezultacie niewolniczego trzymania się Polski założeń
narzuconych przez MFW i Bank Światowy, w niespełna cztery lata nastąpił
totalny rozkład i upadek polskiej gospodarki narodowej?!
Może to zabrzmieć dziwnie w ustach działacza Związku
Rolnictwa...quot;Samoobrona", ale teoretycznie mógłbym się zgodzić,
że w wyniku reform i zmian ustrojowych, musi upaść duża część niewydajnego
i karłowatego rolnictwa polskiego. Ale z kolei jak wytłumaczyć okoliczność,
że pada dosłownie wszystko?! Jeżeli zaś jest, jak jest, to trzeba
postawić sobie zasadnicze pytanie, jaką to drogą, do jakiego i przez
kogo wytyczonego celu dryfuje Polska? Zresztą na dziś żaden polityk,
żadne ugrupowanie mające wpływ na realizację działań rządu, na pytanie,
dokąd zmierza Polska, nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Natomiast ja
na to pytanie odpowiadani następująco:
Wykonujemy dyktat MFW i Banku Światowego, który zmierza
do...quot;rozłożenia" Polski, jako kraju uprzemysłowionego o rozwiniętym
rolnictwie i liczącym się potencjale naukowo-technologicznym. Kto
zaś realizuje ten dyktat, bez względu na deklarowane intencje, staje
po stronie sił antynarodowych i antyludzkich, krótko mówiąc - dla
narodu polskiego wrogich.
- Ale nie odpowiedział Pan napytanie, czy ma Pan
i Pański ruch alternatywę dla obecnych stosunków ekonomicznych i finansowych
Polski z zagranicą? Jeżeli, jak Pan mówi, dyktat MFW i Banku Światowego
jest antynarodowy i antyludzki, to czym chce go Pan zastąpić?
- Nasi przeciwnicy na różne sposoby maglują kłamliwe
twierdzenie, jakoby tylko plan Balcerowicza-Osiatyńskiego, a więc
program narzucony przez MFW i Bank Światowy z wiadomymi skutkami,
umożliwiał Polsce przebrnięcie przez reformy i urzeczywistnienie systemu
wolnorynkowego. Otóż to twierdzenie jest zupełnie bezpodstawne. Więcej
- bezsensowne, bo któż uwierzy, że jedynie droga wytyczana przez Mazowieckiego,
Bieleckiego, Olszewskiego i Suchocką, a narzucana z Waszyngtonu, zaprowadzić
może Polskę do wolnego rynku!
Ale nie chcę operować ogólnikami. W 1989 roku, kiedy
to na polskiej scenie pojawił się prof. Jeffrey Sachs z Harvardu rekomendując
rządowi Mazowieckiego i Balcerowicza swoją...quot;terapię wstrząsową",-
inny znany ekonomista amerykański, prof. Anghel B. Rugina z uniwersytetu
Northeastern w USA, przestrzegł przed zastosowaniem...quot;cudownych"
rad swojego kolegi. Prof. Rugina znany jest z tego, że od dawna, a
nie dopiero od czasów upadku komunizmu, zajmował się bliżej problemami
polskiej i w ogóle wschodnioeuropejskiej ekonomiki, opracowując przy
tym założenia rekonstrukcji naszej gospodarki w warunkach wolnorynkowych.
Wyłożył on swe zasadnicze zastrzeżenia wobec planu
Sachsa - Balcerowicza w Ustach do premiera Mazowieckiego z 19 sierpnia
i 20 września 1989 roku. W listach, które - co pragnę z naciskiem
podkreślić - ówczesne i późniejsze władze m Rzeczypospolitej zataiły
przed opinią publiczną. W listach tych, a zwłaszcza w opracowanym
przez siebie i swych współpracowników planie stabilizacyjnym dla Polski
pod nazwą:...quot;Jak doprowadzić do cudu gospodarczego w byłym kraju
socjalistycznym", prof. Rugina na 17 stronach maszynopisu, formułuje
swoje propozycje. Wychodzą one z 7 głównych założeń, które streszcza
Rugina w liście do Mazowieckiego z 20 września 1989 roku.
- Czy mógłby Pan coś bliżej o nich powiedzieć,
bo, o ile się orientuję, zwykły Polak nic o nich nie wie?
- Proszę bardzo! Mam przed sobą tekst owych dokumentów.
Tak więc, w liście do Tadeusza Mazowieckiego z 20
września 1989 roku prof. Anghel Rugina pisze m.in.:
...quot;W nawiązaniu do mojego listu z datą 19 sierpnia
1989 roku, który, jak mam nadzieję, dotarł do Pańskich rąk, czuję
się moralnie zobowiązany do ponownego zwrócenia się do Pana, gdyż
w czasopismach nie pojawiło się nic, co wskazywałoby na zamiar skorzystania
przez Pański rząd z naszych koncepcji szybkiego i skutecznego przezwyciężenia
kryzysu gospodarczego, w jakim pogrążył się Pański kraj".
Dalej Rugina wylicza swoich siedem wspomnianych założeń,
które przytaczam, rzecz jasna, tylko w najogólniejszym skrócie. Oto
one:
1. Nie przenoście stosowanych na Zachodzie
zasad wolnego i zachłannego rynku kapitalistycznego, zanim nie zdołacie
przekształcić dziedziczonego systemu państwowej gospodarki planowania
i kontroli w społeczny, wolny, sprawiedliwy oraz stabilny system rynkowy,
na co wskazuję w moim planie stabilizacyjnym. Rynek zachodni jest
wolny, ale nie jest sprawiedliwy i stabilny, jakiego potrzebuje Polska.
2. W dążeniu do naśladowania modelu zachodniego
nie twórzcie rynku opartego na zasadach giełd pieniężnych oraz towarowych,
ponieważ w ten sposób uruchomicie mechanizmy czysto spekulacyjne i
spowodujecie napływ spekulacyjnych kapitałów, które działają jak zastrzyk
narkotyku: stwarzają poczucie sztucznej koniunktury, a w rzeczywistości
niczego nie rozwiązują.
3. Nie zaciągajcie za granicą nowych pożyczek,
ponieważ pożyczki te nie są konieczne i postawią w przyszłości nowe
problemy przed tymi, którzy przyjdą po Panu, Panie Premierze Mazowiecki.
Gospodarka polska jest wciąż...quot;spętana" i...quot;zamrożona"
przez poprzedni komunistyczny system centralnego planowania. Tym,
co należy pilnie uczynić, jest jednoczesne...quot;odmrożenie",
...quot;zerwanie pet" i wprowadzenie instytucjonalnych oraz prawnych
mechanizmów, które zbliżyłyby do celu ostatecznego, jakim jest wolna,
sprawiedliwa i stabilna gospodarka oraz takież społeczeństwo. Tylko
to, a nie co innego, jest potrzebne do wyzwolenia drzemiącej w społeczeństwie
polskim wielkiej, twórczej energii i pracowitości, której nie pozwalano
się dotąd uaktywnić. Zalew pożyczek zagranicznych osłabi ludzką przedsiębiorczość
i poczucie odpowiedzialności, a także w pewnym stopniu rozleniwi ludzi,
którzy oczekiwać będą nowego dopływu pieniędzy zza granicy. Nie prowadzi
to jednak do rzeczywistej i trwałej poprawy stanu gosporadki.
4. Nie uciekajcie się do kombinacji politycznych,
polegających na podnoszeniu jednych i obniżaniu innych cen w płonnej
nadziei, że pomoże to złagodzić skutki inflacji.
5. Przestańcie wmawiać polskiemu społeczeństwu,
że powinno ono ponieść jeszcze większe ofiary, że poziom życia musi
się obniżyć po to, by mógł wzrosnąć. Głoszenie tego typu negatywnych
haseł niczemu nie służy poza zniechęcaniem ludzi, podczas gdy należy
ich zachęcać. Proponowany przeze mnie plan stabilizacyjny pozwoliłby
dać społeczeństwu polskiemu szansę rzeczywistej poprawy jego poziomu
życia.
6. Nie dajcie posłuchu fałszywym prorokom z
Zachodu, gdyż nie mają oni niczego do zaoferowania, poza iluzorycznymi
radami, iż przyjęcie zachodniej gospodarki rynkowej, pożyczek zagranicznych
oraz rynku opartego na zasadach giełdowych, doprowadzi w konsekwencji
do opanowania kryzysu polskiej gospodarki. Na taką drogę weszła już
wcześniej Jugosławia i nie doszła do celu. Podobnej gry próbowały
również Węgry i też nie odniosły sukcesu.
7. Nie dopuśćcie do zmarnowania historycznej
szansy, która może was ominąć, oraz realnej możliwości otwarcia przed
społeczeństwem polskim drogi do osiągnięcia możliwego...quot;optimum"
i do korzystania z...quot;cudu gospodarczego".
-
Jakie były dalsze losy tych propozycji prof. Ruginy?
- Nie wiem. Wiem tylko, że nie poinformowano o nich
społeczeństwa, a co najważniejsze, że późną jesienią 1991 roku, na
międzynarodowym sympozjum ekonomistów Wschodu i Zachodu nazwanym Agenda
92 w Wiedniu uzyskały one spektakularne potwierdzenie. Otóż ekonomiści
obecni w Wiedniu na wspomnianym sympozjum złożyli publiczne oświadczenie,
w którym mowa, że...quot;radykalne i wstrząsowe programy transformacji,
które przyjęto w procesie zastępowania gospodarki komunistycznej nakazowej
innym systemem, albo wkrótce ulegną załamaniu, albo już się załamały.
W tych warunkach kontynuacja uderzeniowych programów ekonomicznych...
traci uzasadnienie jako metoda zagrodzenia powrotnej drogi ku komunizmowi".
Z okazji analizy polskich doświadczeń gospodarczych
z lat 1989-1991, na sympozjum wiedeńskim wypowiedział się także sam
prof. Anghel Rugina. Przypomniał, że jego ostrzeżenia i propozycje
zostały pominięte przez rządy Mazowieckiego i Bieleckiego całkowitym
milczeniem, chociaż okazały się trafne. W wywiadzie prasowym powiedział
m.in.:
"Złe funkcjonowanie polityki monetarnej i
fiskalnej prowadzi w rezultacie do powstania warunków jeszcze większej
nierównowagi, a w konsekwencji do zwiększenia zakresu interwencji
rządu. Następstwem tego jest wzrost nieproduktywnej biurokracji...
oraz nawrót do starego systemu sowieckiego pod nowym szyldem i z innym
uzasadnieniem." - Fakty przez Pana zacytowane zastanawiają...
Rzeczywiście ukryto je przed polskim społeczeństwem. Jak Pan sądzi,
dlaczego?
- Dlatego, że rozbijają one główne mity, którymi elity
rządzące karmią Polaków od 1989 roku.
Mit numer jeden, że plan Sachsa - Balcerowicza jest
jedynym możliwym wariantem budowy wolnego rynku w Polsce, okazuje
się nieprawdziwy od samego początku. Nie tylko dlatego, że Anghel
Rugina - i zresztą wielu innych, poważnych ekonomistów zachodnich
- oferował, zaraz po upadku komunizmu w naszym kraju, alternatywne
wobec Jeffreya Sachsa rozwiązania. Przede wszystkim dlatego jest on
kłamliwy, że, jak udowadnia m.in. Rugina, w rzeczywistości prowadzi
nie do wolnego, a więc w pewnym sensie demokratycznego rynku gospodarczego
i finansowego, ale do neobol-szewickiej interwencji państwowej. Sugestywnymi
przykładami słuszności tego twierdzenia jest całokształt działalności
Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, które najpierw biurokratycznie,
w sposób zdalnie kierowany...quot;prywatyzuje", a dopiero potem
...quot;reprywatyzuje". Doprowadziło to do zurządniczenia, etatyzacji
resortu do rozmiarów niewyobrażalnych. To samo dotyczy Ministerstwa
Przemysłu i Rolnictwa, a także przygotowywanej reformy administracji,
z powrotem do makrowojewództw i powiatów. Oblicza się, że w jej wyniku
koszty opłacania urzędników wzrosną dziesięciokrotnie!
- A inne mity?
- Mit numer dwa, że dla działań gospodarczych rządu
Suchockiej (i poprzedzających go gabinetów) konieczne rzekomo jest
zasila nie naszej ekonomiki pożyczkami zagranicznymi oraz stosowanie
lichwiarskiej, zmiennej stopy procentowej. W swym planie stabilizacji
Rugina udowadnia, że ten kierunek jest fałszywy, a poniekąd nawet
w skutkach dla społeczeństwa zbrodniczy. Potwierdzają w pełni zasadność
tego twierdzenia doświadczenia polskich rolników, robotników i narodowych
przemysłowców. Właśnie na społecznej nie zgodzie wobec tego kierunku
powstał Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona".
Trzeci mit, który wspólnie rozbiły propozycje Ruginy
i wyniki prac...quot;Agendy'92", to iluzje, jeżeli takie jeszcze
gdzieniegdzie istnieją, że proponowana przez Sachsa, MFW i Bank Światowy
tzw. terapia wstrząsowa, może uzdrowić naszą ekonomikę. W pełni podzielam
następujący, wyrażony w tej sprawie przez prof. Ruginę pogląd:
...quot;Błędem prof. Sachsa jest oparta na leseferyzmie
ślepa wiara w to, że wystarczy wprowadzić nieskrępowaną wolność na
otwartym rynku, by mechanizmy rynkowe doprowadziły do rozwiązania
każdego problemu".
Ciekawe, że w swym oświadczeniu uczestnicy sympozjum
wiedeńskiego z 1991 roku mówią innymi słowami to samo. Oto odnośny
cytat:
...quot;Podstawowy błąd planu Balcerowicza i podobnych,
narzucanych tzw. krajom postkomunistycznym przez MFW i Bank Światowy,
tkwi w przyjęciu założenia, że pojawienie się kapitalistycznej gospodarki
rynkowej może nastąpić żywiołowo, gdy tylko zostanie stworzona własność
prywatna, nastąpi zliberalizowanie cen i ustabilizowanie pieniądza
oraz wprowadzony będzie nieregulowany rynek wolnej konkurencji. Błąd
żywiołowości rodzi poważne konsekwencje."
Czwarty mit dotyczy stanowiska wobec przemysłu państwowego
i w ogóle kluczowych gałęzi gospodarki narodowej. Według Sachsa i
MFW oraz Banku Światowego, wystarczy je możliwie tanio sprzedać (głównie
obcemu kapitałowi, bo rodzimego brak), a wolny rynek stanie się faktem
dokonanym. Otóż, zarówno prof. Rugina, jak i uczestnicy sympozjum
wiedeńskiego, a także inni renomowani ekonomiści, w tym współpracownicy
Miltona Friedmana, na którego tak często powoływał się Balcerowicz,
odrzucają to twierdzenie, jako całkowicie nieuzasadnione. Prof. Rugina,
w przesłaniu do polskiego parlamentu z 10 maja 1992 roku, mówił:
...quot;Zbyt pośpieszna i nie poprzedzona stosownym
studium prywatyzacja przemysłu również przyniosła gospodarce narodowej
straty na skutek wyprzedaży części majątku po sztucznie zaniżonych
cenach".
Uczestnicy wiedeńskiego sympozjum z 1991 roku:
...quot;Przyspieszona prywatyzacja w Polsce hamuje niezbędny
proces wzrostu i doskonalenia produkcji... W obecnej sytuacji forsowanie
prywatyzacji za wszelką cenę pogłębia kryzys systemu produkcyjnego...
Prywatyzacja własności publicznej (w każdym kraju, ale szczególnie
w tzw. państwach postkomunistycznych) powinna być z reguły powstrzymywana
aż do momentu, w którym grupy zarządzające lub inne podmioty gospodarcze,
będą w stanie albo nabyć określone aktywa, albo nimi zarządzać w imieniu
innych właścicieli".
Zdaniem prof. Anghela Ruginy odnoszącym się do aktualnej
sytuacji prywatyzacyjnej w Polsce,...quot;nie należy wystawiać przemysłu
ciężkiego i dużych przedsiębiorstw państwowych na sprzedaż lub pospiesznie
likwidować, ale raczej poddawać reorganizacji po to, by stały się
one ekonomicznie produktywne i przynosiły zyski".
Według tego samego ekonomisty amerykańskiego, powinno
się przyjąć okres oczekiwania jednego roku, aż nastąpi poprawa stanu
gospodarki, ludzie zdołają zgromadzić oszczędności, czyli fundusze
umożliwiające im udział w normalnym procesie produkcyjnym. Inaczej
własność wielkiej wartości, która należała do tej pory do państwa,
padnie łupem spekulantów. Jak prorocze, niestety, okazały się te przepowiednie!
Dodać należy, że najgorsze jest jednak dopiero przed nami. W rezultacie
wdrożenia PPP spekulacja- ta z zagranicy i lokalna, neoprominencka
- zada dalsze, straszne ciosy naszej gospodarce i całemu społeczeństwu.
17 kwietnia 1992 roku prof. Anghel Rugina wystosował
list do prezydenta Rosji, Borysa Jelcyna. Omawia w nim wyniki pierwszych
lat realizacji planu Balcerowicza i ostrzega przed ich skutkami Moskwę.
...quot;Trudności, jakie przyniosła ze sobą zastosowana
w Polsce terapia wstrząsowa, znane są dziś całemu światu: inflacja,
bezrobocie, deficyt budżetu państwa... oraz nierówności społeczne
na wielką skalę" - pisze w tym liście Rugina. Według niego, liberalizacja
cen w sytuacji głębokiej inflacji stagnacyjnej doprowadziła do powstania
nie tyle wolnego, co dzikiego rynku kapitalistycznego w Polsce. Rynek
ten nie może doprowadzić i nie doprowadził do wzrostu produkcji wraz
z obniżką cen, co obiecywał tak niedawno Leszek Balcerowicz.
Zastanawia zbieżność tych ruginowskich ocen ze stwierdzeniami
zawartymi w deklaracji kilkudziesięciu najpoważniejszych ekonomistów
zachodnich, zebranych w Wiedniu pod koniec 1991 roku. Oświadczyli
oni, że...quot;uwolnienie cen w warunkach poważnego zachwiania proporcji
gospodarczych i nierównowagi, nie musi spełnić roli stymulatora wzrostu
produkcji i racjonalnego podziału dóbr oraz usług. Wobec braku stabilizacji
monetarnej i walutowej, może ono zachęcać do spekulacji finansowych,
które stają się bardziej atrakcyjne dla wielu przedsiębiorstw, ale
niewiele wnoszą do tworzenia nowych wartości".
- Co, Pańskim zdaniem, należy uczynić, by wszystkie
te uwagi i wynikające z nich propozycje należycie w Polsce wykorzystać?
- Trzeba zacząć od ich upowszechniania. Nie przypadkiem
bowiem panuje wokół nich zaklęty krąg milczenia. O wspomnianym przeze
mnie wiedeńskim sympozjum...quot;Agenda '92" nasza prasa oficjalna
pisała z początku wiele. Ale, gdy po paru dniach okazało się, że przebieg
obrad idzie w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewali pp. Balcerowicz
i Osiatyński, nakazano mediom nabrać wody w usta.
Nic, dosłownie nic nie napisano u nas o końcowej deklaracji
uczestników sympozjum potępiającej MFW i Plan Baleerowicza. Również
przemilcza się ważne oświadczenia zachodnich...quot;friedmanowców",
którzy zarzekają się, że plan Bałcerowicza i inne podobne programy
...quot;uzdrowienia" Europy środkowo-wschodniej, opracowywane przez
Sachsa i MFW, nie mają nic wspólnego z autentyczną doktryną Miltona
Friedmana.
Wspomniani ekonomiści zachodni chętnie określają ustrój
budowany przez MFW i Bank Światowy, m.in. w Polsce, pojęciem słynnego
Johna K. Galbraitha -...quot;kapitalizm korupcyjny". Już samo
to określenie mówi za siebie i komentarzy nie wymaga.
Co należy dalej uczynić w Polsce? Przedstawić naszemu
społeczeństwu przyczyny takiej, a nie innej polityki MFW i Banku Światowego,
takiego, a nie innego jej realizowania i wdrażania przez postsolidarnościowe
rządy do gabinetu Hanny Suchockiej włącznie. Charakteryzuje te przyczyny
bardzo trafnie prof. Rugina stwierdzając:
...quot;Wchodzą tu w grę interesy wielkich finansów
międzynarodowych Zachodu, jakie reprezentują duże banki i korporacje
wielonarodowe, w tym właśnie, a może przede wszystkim, MFW i Bank
Światowy. Ponieważ bankierzy międzynarodowi nie są pewni sukcesu,
narzucają surowe środki, które zamiast polepszać, pogarszają warunki
ekonomiczne kraju-dłużnika. Do tego właśnie doszło w Polsce, a wcześniej
w Ameryce Łacińskiej".
Na szczęście, pewne kręgi polskiego społeczeństwa
zaczynają myśleć o tych wszystkich sprawach bardziej trzeźwo. Na przykład
niedawno Chrześcijański Klub Przedsiębiorców kierowany przez p. Tadeusza
Maćkowiaka, wydał cenną i ważną książkę pt....quot;Rugina contra Sachs.
Terapia wstrząsowa - jedyny sposób leczenia polskiej gospodarki?".
Opublikowano tam całą dokumentację dotyczącą...quot;sprawy Ruginy"
oraz memoriał tego ekonomisty zatytułowany:...quot;Teoria i praktyka
przechodzenia od socjalizmu do wolnej, sprawiedliwej i stabilnej gospodarki
społecznej. Gospodarczy, monetarny, bankowy, finansowy i społeczny
program stabilizacji dla Polski".
W książce znaleźć też można pełny tekst oświadczenia
uczestników sympozjum...quot;Agenda '92" pt....quot;Problemy transformacji
społeczno-gospodarczych w Europie Centralnej i Wschodniej z perspektywy
1992 r.". W tejże pracy wydrukowano też wnikliwe analizy katastrofalnej
sytuacji, w jakiej znalazła się Polska w 1993 roku w rezultacie wdrażania
programu MFW i Banku Światowego, pióra wspomnianego Prezesa Chrześcijańskiego
Klubu Przedsiębiorców, Tadeusz Maćkowiaka, Lecha Z. Niekrasza, prof.
Andrzeja Krawczewskiego i prof. Rafała Krawczyka. Zachęcam usilnie
do tej lektury!
- Pani Premier Suchocka obejmując rządy postulowała
wprowadzenie systemu społeczno-rynkowego. Co to za system, według
Pana?
- To zwykłe szastanie pojęciami, których przeciętny
człowiek nie rozumie, nie wie co to za...quot;diabeł". A. może
to będzie coś korzystnego? Tymczasem za tym pojęciem może się kryć
np. socjalizm rynkowy - bo społeczny, to inaczej socjalny, a może
to być pusta deklaracja, że będzie się dbało ogólnie o potrzeby społeczne
ludzi.
Tymczasem w praktyce zdziera się z tych ludzi, co
się da, a potrzeby ludzkie są coraz bardziej ignorowane. Uprawnienia
socjalne są odbierane, wzrasta bezrobocie i nędza. Wyraźnie widać
nie tyle system społeczno-rynkowy, co system społeczno-rabunkowy.
Moim zdaniem system, który by zaspakajał ludzkie potrzeby,
który by stanowił prymat człowieka nad pracą, a pracy nad kapitałem,
nie może być systemem dyktatury rynku, a tylko rynku regulowanego
silną ingerencją kontroli społecznej nad życiem gospodarczym, za pośrednictwem
państwa i innych społecznych instytucji, jak np. Związków Zawodowych.
Ale byłby to już przynajmniej półsocjalizm. O co więc chodzi Pani
Suchockiej? Nie wiem. Może ona sama nie rozumie tego pojęcia, a tylko
powtarza go, jak za panią matką pacierz. A może, jako kobieta, stara
się kokietować lewicę, żeby zyskać jej poparcie?
Jedynym sensownym systemem, jak już mówiłem, systemem
nowoczesnym, wychodzącym naprzeciw nowej erze ekologiczno-informacyjnej,
jest system organiczny, nawiązujący do budowy organizmu żywego, do
natury, bo system społeczny to system żywy. Organizm to układ, który
nie działa dla zdobycia jakiegoś kumulującego się zysku, nieprzydatnego
w bieżącej jego egzystencji, by prawa strona była lepsza od lewej.
Organizm zaspakaja równorzędnie wszystkie potrzeby swoich organów
i komórek. W organizmie nie ma części zbędnych, chyba, że są to pasożyty.
Ale wtedy oznacza to chorobę. W organizmie są i...quot;wielkie koncerny"
czynnościowe i pojedyncze komórki, wszystko ze sobą zgrane i skooperowane.
Istnieje ścisła regulacja i sterowanie, chociaż można dopatrzyć się
tam i...quot;systemu rynkowego". Istnieje bowiem podaż i popyt
na pewne substancje i energię. I chociaż nie może być mowy o ścisłej
analogii, to jednak podstawowe zasady organicznego powiązania części
i całości, i sposobów współpracy, mogą posłużyć dla budowy układów
społecznych. Rój pszczół, mrowisko, stado zwierzęce, to przykłady
takich naturalnych układów. Mimo, że nie są to przykłady do bezpośredniego
naśladowania przez ludzi wyposażonych w życie duchowe i poczucie indywidualności,
to jednak logika społecznego działania i systemowej harmonii są w
nich godne zastanowienia.
- Czy chciałby Pan może jeszcze coś dodać do tych
wysoce interesujących i ważnych wynurzeń?
- Mówiłem na te tematy aż nadto długo. Trudno mi jednak
powstrzymać się od jeszcze jednej uwagi. Dotyczy ona rzetelności informacji
i...quot;swobody" naszych masowych środków komunikowania. Parę
razy wspomniałem, że wokół propozycji Ruginy i wiedeńskiego sympozjum
ekonomistów, jak i w ogóle wokół jakichkolwiek alternatywnych rozwiązań
wobec planu Sachsa - Balcerowicza, stosuje się wciąż skuteczną blokadę
informacyjną. Czy nie jest to wyrazem działania neocenzury, znacznie
nieraz skuteczniejszej, niż ta, która ongiś królowała w PRL? Do rangi
iście symbolicznej urasta okoliczność, że najbardziej może zainteresowany
bezwzględnym wdrażaniem tego rodzaju neocenzury, Minister Przekształceń
Własnościowych, Janusz Lewandowski, urzęduje właśnie w gmachu byłego
Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Warszawie, przy ulicy
Mysiej!
Niestety, nawet nieliczne, poważne i pozornie niezależne
gazety, do których do niedawna zwykłem zaliczać np. dziennik...quot;Rzeczpospolita",
okazują się podatne na dyktat z zewnątrz. W numerze świątecznym, datowanym
30 kwietnia-3 maja 1993 r., ukazał się w...quot;Rzeczypospolitej"
obszerny artykuł noszący tytuł...quot;Chłopska siła". W artykule
charakteryzuje się ruch...quot;Samoobrony" następująco:
...quot;Lepperowska...quot;Samoobrona" stanowi poważne
zagrożenie dla historycznych partii ludowych. Przychodzi niejako z
zewnątrz i nie wykazuje żadnego respektu dla utrwalonych hierarchii,
pozycji i świętości. Jest to ruch żywiołowo anarchistyczny, populistyczny
nie wykazujący zainteresowania czymkolwiek, co nie dotyczyłoby doraźnego
chłopskiego interesu...
Powstaje pytanie, czy historyczne partie ludowe dadzą
się przez niego tj. Andrzeja Leppera, pociągnąć, co musiałoby doprowadzić
do zasadniczego odstępstwa od tego, czym były i czym nadal pozostają
partie chłopskie".
Aż dziw bierze, gdy się czyta takie majstersztyki
obłudy i zakłamania! Mogę zrozumieć, że redakcji...quot;Rzeczpospolita",
kontrolowanej przez zagraniczny kapitał prasowy i bliskiej władzom
rządowym, Związek...quot;Samoobrona" po prostu bardzo się nie
podoba i że, co więcej,...quot;Samoobrony", jej rosnącego społecznego
zasięgu, ona się boi. Ale jakżeż można z takim lekceważeniem elementarnych
faktów, odnoszących się do naszego ruchu i własnych czytelników, pisać,
że jesteśmy...quot;anarchistami" i wykazujemy rzekomo zainteresowanie
...quot;tylko doraźnym chłopskim interesem!?". Nawet gdyby tak
było, nie mogłoby to jeszcze stanowić podstawy do aktu oskarżenia,
bo w każdym demokratycznym i pluralistycznym społeczeństwie partie,
a szczególnie związki zawodowe, powstają właśnie dla obrony także
doraźnych, nie tylko perspektywicznych interesów różnych warstw, czy
grup społecznych.
Ale przecież - w odróżnieniu od innych ruchów ludowych
- cechą specyficzną...quot;Samoobrony" jest to, że występuje ona
z pozycji znacznie szerszych, aniżeli tylko rolnicze. Broni bezrobotnych
i bezdomnych. Broni załóg likwidowanych brutalnie fabryk, czy kopalń
państwowych. Jednoczy w Komitecie Samoobrony Narodu różne inne siły,
w tym kombatantów, weteranów U wojny światowej.
W innej części naszej rozmowy powiedziałem, co dla
mnie osobiście i dla...quot;Samoobrony" Rolnictwa, oznaczają takie
historyczne postacie i symbolizowane przez nie wartości, jak np. Wincenty
Witos, czy Stanisław Mikołajczyk.
Powiedzieć o rolniczej...quot;Samoobronie", że
przyszła...quot;z zewnątrz" ruchu ludowego, jest w tej sytuacji
równie kłamliwe, co przede wszystkim śmieszne. Gdyby tak było, to
...quot;Rzeczpospolita" nie musiałaby się w ogóle martwić o to,
że...quot;Samoobrona" jest dziś tak bardzo atrakcyjna dla...quot;innych
partii chłopskich".
Zresztą - oprócz programu obrony całej polskiej wsi
i całego państwa oraz narodu -...quot;Samoobrona" posiada jeszcze
inny atut, który powinien być dla...quot;Rzeczypospolitej" ważny,
a nie jest, bo go pomija; że, mianowicie, powstała ona na tyle niedawno,
iż nie musi się tłumaczyć, jak niektórzy inni, z kilkadziesiąt lat
trwającej, serwilistycznej kolaboracji z reżimem komunistyczno-stalinowskim.
Nie dźwiga żadnego kompromitującego bagażu z przeszłości.
- Wspomniał Pan kiedyś, że rolnictwu polskiemu
porzebne są dwa programy poprawy. Jakie?
- Nie są to może dwa programy, lecz raczej dwie części
tego samego programu. A więc, po pierwsze - program ratunkowy.
Dzisiaj cała polska gospodarka narodowa, z rolnictwem
włącznie, znajduje się w dramatycznym położeniu. Co dotyczy ratunkowego
programu dla rolnictwa, to stanowi on fragment ogólnego programu ratowania
całej gospodarki narodowej. Ten ratunkowy program rolnictwa wychodzi
z następujących założeń ekonomicznych:
- oddłużanie rolnictwa,
- kredytowanie,
- wprowadzenie opłacalnych cen na podstawowe płody rolne,
- zastosowanie interwencjonizmu rządu w rolnictwie,
- ustalenie zabezpieczenia socjalnego dla rolników,
- przeprowadzenie zmian w sektorze spółdzielczym i państwowym.
Oddłużanie rolnictwa to jeden ze składników oddłużania
całości gospodarki narodowej. Nie może ono być przeprowadzane w sposób,
który doprowadza do następnego etapu zadłużenia. Projekt oddłużenia
rolnictwa przedstawił Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona"
wiosną 1992 roku i był on przedmiotem dyskusji w Sejmie, na wspólnym
posiedzeniu Komisji Rolnictwa oraz Budżetu i Finansów. W czasie dyskusji
projekt ten spotkał się z dużym poparciem posłów. Określany wtedy
był, jako projekt dający realną szansę rozwoju rolnictwa, a nie tylko
prób powstrzymania, czy wyhamowania jego upadku.
Podstawowe zadanie tego projektu, to ogłoszenie moratorium
na przeciąg jednego roku, tj. zawieszenie spłaty wszystkich zaciągniętych
pożyczek na okres l roku. Zawieszenia tego nie należy mylić z umorzeniem
długów. ZZR...quot;Samoobrona" nigdy nie dążyła do umarzania zaciągniętych
kredytów. Natomiast walczyliśmy, jako Związek, i będziemy walczyć
nadal o stworzenie warunków, które umożliwią rolnikom wywiązywanie
się z ich zobowiązań pieniężnych wobec banków i państwa. Uczciwym
polskim rolnikom umarzanie przez kogokolwiek bądź kredytów, przynosiłoby
tylko wstyd. Udowodniliśmy w przeszłości dalszej i bliższej, że mimo
wychodzących z różnych stron zakusów, by zlikwidować gospodarstwa
indywidualne i odebrać nam ziemię, przetrzymaliśmy stalinowskie i
inne zawieruchy w okresie półwiecza powojennych dziejów. To przecież
nas, rolników indywidualnych, razem z rzemieślnikami i drobną wytwórczością,
nazywano w poprzednim systemie...quot;kapitalistami". Ironia losu
chce, że dziś, kiedy mówi się o odbudowie i rozwoju kapitalizmu wolnorynkowego
w Polsce, pierwszymi, którzy padają jego ofiarą, są owi do niedawna
rzekomi...quot;kapitaliści", to jest rolnicy indywidualni i rzemieślnicy!
Jest faktem nie do zbicia, że te grupy społeczne są
likwidowane przede wszystkim wskutek stosowania przez kolejne rządy
ni Rzeczypospolitej z gruntu błędnej polityki zadłużania gospodarstw
rolnych i warsztatów rzemieślniczych, co powoduje utratę szansy dalszego
rozwoju, a więc samego ich istnienia.
Kwota zadłużenia polskich rolników wynosi obecnie
około 8 bilionów złotych. W skali całego kraju nie jest to nadmiernie
wiele, gdy porównamy ze sobą pewne dane. Otóż w rolnictwie pracuje
27 procent całego społeczeństwa, a ogólne zadłużenie wewnątrz naszego
kraju wszystkich wobec wszystkich, co już mówiłem, wynosi ponad 400
bilionów złotych, czyli około pięćdziesięciokrotnie więcej od zadłużenia
samych rolników. Rolnicy nasi wykazywali zawsze dużą ostrożność w
zaciąganiu pożyczek. Najlepsi z nich zawierzyli jednak nowej władzy
i pragnąc się rozwijać, chcąc budować nowe, jakościowo lepsze i bardziej
wydajne rolnictwo, popadli w pułapkę zadłużeniową.
- A co po roku?
- Po upływie ogłoszonego moratorium należy ustalić
systemowo nowe warunki spłaty zadłużenia. Aby to mogło nastąpić, trzeba,
aby w ciągu jednorocznego okresu trwania moratorium został ustalone
i wdrożone prawidłowe założenia ekonomiczne umożliwiające wypracowanie
zysku gwarantującego z kolei realną spłatę zaciągniętych kredytów.
Po spełnieniu powyższych warunków proponuje my, zgodnie z naszym programem
ratunku dla rolnictwa, następujące zasady działania:
Rolnik powinien spłacić cały kapitał, plus 12 procent,
od chwili zaciągnięcia kredytów do czasu podpisania umowy o systemowym
oddłużeniu. Pozostałą część odsetek należy podzielić na równi między
budżet państwa, banki i dłużników. Należy przy tym uwzględnić okoliczność,
że powstała sytuacja nie jest winą wszystkich wymienionych stron procesu
oddłużania, ale przede wszystkim kolejnych rządów. Rozpoczęły ten
proceder nadmiernego zadłużania wsi rządy Rakowskiego, za którego,
dnia 31 stycznia 1989, roku wprowadzono nowe prawo bankowe z zapisem
o możliwości stosowania zmiennej stopy procentowej, co stanowi jaskrawe
naruszenie Art. l Konstytucji RP, gwarantującego stosowanie sprawiedliwości
w państwie.
Kolejne rządy liberalne lawinowo podnosiły stopę kredytu
refinansowego tłumacząc się wzrostem inflacji i nie bacząc na to,
że w rolnictwie nie mamy do czynienia z inflacją, a odwrotnie - postępuje
tu globalna deflacja. Na potwierdzenie powyższego faktu przytoczyć
można następujące dane liczbowe:
Rok 1990. Wiosna - cena pszenicy 200 do 240 tyś. zł
za l q, cena żyta - 100 do 130 tyś. zł za l q, cena żywca wieprzowego
- 11 do 14 tyś. zł za l kg. Żniwa - cena żyta przyjęta do podatku
- 63,5 tyś. zł, cena pszenicy 70-80 tyś. zł, cena żywca wieprzowego
7.800 zł.
Już w 1990 roku mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem
wyraźnej deflacji. Jak zjawisko to ma się w odniesieniu do inflacji,
obrazują następujące cyfry: inflacja w 1990 roku wynosiła 247 procent,
stopa procentowa od kredytów średnio do 120 procent rocznie. Nasuwa
się pytanie, jaka powinna być cena płodów rolnych w 1991 roku. Z całą
pewnością znacznie wyższa niż w roku 1990. Jaką zaś była w rzeczywistości!
Cena żyta przyjęta do podatku - 45 tyś. zł za q, w
skupie płacono jednak znacznie gorzej. Cena pszenicy - do 80 tyś zł
za q. Cena żywca wieprzowego - ok. 10 tyś. zł za kg.
Podobnie w roku 1991 w porównaniu do kolejnego, 1992,
kiedy to ceny środków do produkcji rolnej wzrastały 2-, 3-, a nawet
5-kfotnie, zaś ceny płodów rolnych malały, bądź tylko nieznacznie
wzrosły.
Wszystkie przytoczone powyżej dane pozwalają obciążyć
główną odpowiedzialnością za obecną sytuację w pierwszej kolejności
władze rządowe, a następnie banki, dopiero na samym końcu rolników.
Mowa niekiedy o tym, jakoby rolnicy pobrali lekkomyślnie
kredyty, a następnie je roztrwonili bądź wykorzystań' inaczej, niezgodnie
z przeznaczeniem. Tego rodzaju pomówienia ze strony władz lub banków
pod adresem rolników są oszukańczym i oszczerczym manewrem mającym
zmylić opinię krajową. Już w 1991 roku kierownictwo ZZR...quot;Samoobrona",
słysząc tego rodzaju zarzuty, zażądało oficjalnie imiennej listy tych
rzekomo niesolidnych rolników, zapewniając osobiście ówczesnego ministra
Rolnictwa, Gabriela Janowskiego, że do tych osób bezpośrednio i osobiście
dotrzemy i, jeżeli zarzuty wobec nich okażą się prawdziwe, z wszelką
pewnością bronić ich nie będziemy. Jednakowoż do dnia dzisiejszego
ani ministerstwo Rolnictwa, ani ktokolwiek inny, takiej czarnej listy
nam nie dostarczył. Zaproponowaliśmy także, by ewentualnie takich
niesolidnych rolniczych kredytobiorców pokazać w telewizji. Jednak
ani jednej osoby tak nagannej, jeżeli chodzi o marnotrawienie pożyczek
bankowych, nam nie przedstawiono. Chyba po prostu dlatego, że ich
w ogóle nie ma.
Osobiście, jako szef rolniczej...quot;Samoobrony"
proponowałem, by Telewizja przedstawiła moje gospodarstwo, by każdy
mógł się przekonać naocznie, w jaki sposób zostały moje kredyty wykorzystane.
Mimo, że kilkakrotnie ekipy telewizyjne gospodarstwo to odwiedzały
i nakręcały obrazy filmowe, nigdy nie pokazano ich telewidzom. Po
prostu nie było nic złego do pokazania... Zażądaliśmy również innych
list, a mianowicie tych osób, które władze mogłyby postawić, jako
wzór za dobre wywiązywanie się ze spłat zaciągniętych od 1990 roku
kredytów. I tego nie uzyskaliśmy. Wiadomo dlaczego: ludzi, którzy
zawierzyli nowej władzy, wzięli pożyczki i spłacili lichwiarskie odsetki,
po prostu nie ma! I owszem, byli tacy niekiedy, do 1992 roku, ale
tylko dzięki temu, że banki nagminnie udzielały nowych kredytów na
spłatę pożyczek wcześniej zaciągniętych i odsetek. Proceder ten, w
mniejszym zakresie, trwa po dziś dzień. Podkreślamy, że dyrektorzy
banków twierdzący, jakoby wzięte w ich bankach kredyty były wykorzystywane
niezgodnie z przeznaczeniem, powinny ponieść surowe kary. Dlatego,
że prawo bankowe zobowiązuje ich do sprawdzanie zgodności wykorzystywania
kredytów z przeznaczeniem. Jeżeli tego obowiązku nie dopełnili, powinni
ponieść odpowiedzialność.
Prawda jest taka, że banki miały w okresie początkowym
tj. w latach 1990-91 nadwyżkę pieniędzy ł beztrosko udzielały kredytów
na spłatę poprzednio zaciągniętych pożyczek. Dopiero wtedy, kiedy
skończył się dla nich czas prosperity i coraz więcej kredytobiorców
traciło zdolność spłaty zarówno kapitału, jak i odsetek, rozpoczęto
szukać winnych i dostrzeżono ich w uczciwych rolnikach. Można się
tu posłużyć przykładem dyrektora Banku Spółdzielczego w Darłowie,
w którym zaciągałem kredyty poczynając od 1980 roku, przy czym nigdy
nie było problemów z ich spłatą. Na koniec 1989 roku, przed wprowadzeniem
planu Balcerowicza, zadłużenie wynosiło 1,8 miliona złotych. Reszta
została spłacona sprzedażą części sprzętu i inwentarza żywego w przeczuciu
tego, co przynieść może ów plan.
Aby ratować normalnego kredytobiorcę wiejskiego, konieczne
jest przy oddłużaniu wprowadzenie karencji na okres od jednego roku
do pięciu lat w zależności od możliwości finansowych danego kredytobiorcy.
Okres spłaty kredytu winien też być dostosowany do możliwości osoby
zaciągającej pożyczkę i powinien być rozłożony w czasie od 5 do 30
lat. Wszystko to stanie się możliwe przy przyjęciu prawidłowych założeń
ekonomicznych.
Jednym z tych głównych założeń jest kredyt dostosowany
do cyklu i specyfiki produkcji rolnej. Kredyt, podobnie jak w krajach
przestrzegających prawidłowych reguł gry ekonomicznej, musi stać się
stymulatorem wzrostu i rozwoju, a nie niszczycielem gospodarki, jak
to się dzieje u nas. Dalej, trzeba możliwie szybko uruchomić kredyt
produkcyjny, który bynajmniej nie spowoduje luki w budżecie, ponieważ
po cyklu produkcyjnym zostanie wraz z odsetkami zwrócony i zwiększy
przez to wpływy budżetowe.
- Wspomniał Pan o cenach opłacalnych...
- Ceny opłacalne, a nie minimalne, są takimi, które
w pełni mogą pokryć koszty produkcji oraz przynieść zysk. Ten z kolei
pozwoli inwestować, a przez to rozwijać gospodarkę rolną. A także
pozwoli odłożyć pewną ilość pieniędzy na wypadaek ryzyka, chociaż
by takiego, jak klęska suszy, czy powodzi. Zysk winien ponadto umożliwiać
spłatę kredytów inwestycyjnych i produkcyjnych.
Jest też oczywiste, że ceny nie mogą być opłacalne
dla wszystkich bez wyjątku. Winny one być obliczane w stosunku do
dobrych, nowocześnie gospodarujących rolników, niezależnie od powierzchni
ich gospodarstwa. Ceny opłacalne powinny dotyczyć nie tylko żyta,
pszenicy i mleka, ale w ogóle wszystkich podstawowych płodów rolnych
tj. zbóż, roślin oleistych, okopowych i żywca.
Całe powyższe postępowanie winno się odbywać w pierwszej
fazie pod ścisłą kontrolą rządu. Interwencjonizm władz państwowych,
który w programie ratunku dla rolnictwa postuluje i zakłada ZZR...quot;Samoobrona",
powinien być skojarzony z dobrą orientacją czynników rządowych w kwestiach
wsi i całej gospodarki narodowej. Nie można bowiem sądzić, by wolny
rynek sam z siebie wszystko układał i rozwiązywał, a rząd miałby w
ogóle nie interesować się sferą gospodarki. Jaki to byłby rolnik,
który by nie wiedział, co ma w swej gospodarce? Pytanie to dotyczy,
oczywiście, również władz paristwowych. Niestety, doświadczenie ostatnich
lat wskazuje, że kolejne rządy nie miały i nadal nie mają pojęcia
o tym, co się naprawdę w naszym kraju dzieje. Gdy mowa o potrzebie,
a nawet palącej konieczności interwencjonizmu państwowego w sferę
gospodarki, w tym wypadku rolnictwa, należy z całą mocą podkreślić,
że jest on rozwinięty na maksymalnie dużą skalę w krajach EWG, zwłaszcza
w zachodnio-europejskich gospodarstwach rolnych.
Interwencjonizm to również udział państwa w przekształceniach,
modernizacji i restrukturyzacji rolnictwa. Jest sprawą oczywistą,
że przekształcenia struktur rolniczych muszą postępować naprzód. Należy
jednak zastanowić się, czy winny one być dokonywane drogą brutalnej
rewolucji, tj. niszczenia i budowania dopiero na zgliszczach starej
gospodarki, czy też powinny następować na drodze stopniowej ewolucji.
To drugie rozwiązanie niesie w dodatku tę korzyść,
że umożliwia efektywne unowocześnianie rolnictwa i jego otoczenia.
ZZR...quot;Samoobrona" wybiera z tych powodów
właśnie tę drugą, ewolucyjną drogę przekształceń rolnictwa polskiego.
Trzeba stopniowo, ale konsekwentnie i zdecydowanie przeobrażać polską
wieś i jej środowisko. Żeby to nastąpiło, obok autentycznej, nowoczesnej
i prawdziwej reformy rolnej, potrzebna jest reforma socjalna, która
zapewni w okresie przejściowym warunki do godnego życia. Szczególnie
wszystkim tym, którzy w wyniku przekształceń zechcą dobrowolnie odejść
z typowej uprawy roli i przemieścić się do przetwórstwa lub pracować
w otoczeniu rolnictwa. Systemem efektywnego bezpieczeństwa socjalnego
winny być objęte wszystkie sektory rolnictwa i wszyscy pracujący na
rzecz i w otoczeniu rolnictwa.
- Teraz może o drugiej części założeń programowych
...quot;Samoobrony", czyli o programie perspektywicznym.
- W największym skrócie można powiedzieć, że ZZR...quot;Samoobrona"
widzi w perspektywie 3-5 lat przekształcanie się polskiego rolnictwa
w kierunku produkcji surowcowej, przetwórstwa i zbytu.
Aby to nastąpiło, potrzebne są jednakowoż poważne
nakłady finansowe. Jest to proces nieuchronny, konieczny, jeżeli poważnie
zakłada się rozwój polskiego rolnictwa, jako jednego z głównych działów
całej gospodarki narodowej.
Nie należy sądzić, że gdy wypowiadamy się za potrzebą
uzyskania dla rolnictwa i jego programu perspektywicznego poważnych
nakładów finansowych, to pragniemy zaciągnąć nowe, duże kredyty zagraniczne.
Tego rodzaju droga finansowania programu rozwoju rolnictwa polskiego
ponownie nałożyłaby na szyję społeczeństwa, szczególnie zaś rolników,
pętlę zadłużeniową ze wszystkimi znanymi, opłakanymi tego skutkami.
Jeśli mówimy więc o potrzebie finansowych nakładów
na rozwój polskiego rolnictwa, to tylko takich, które zapewnia polski,
narodowy system finansowo-bankowo-kredytowy.
Aby to mogło nastąpić, aby więc w odpowiedniej skali
polskie banki i inne instytucje finansowe mogły tego rodzaju kredyty
inwestycyjne dla rolnictwa zagwarantować, niezbędna jest z kolei kompleksowa,
strukturalna reforma naszej bankowości. Rozwój gospodarczy kraju,
w tym rolnictwa, musi uwzględniać odpowiednie głębokie zmiany w Narodowym
Banku Polskim i innych bankach krajowych.
Kredyty udzielane przez banki rolne, powstałe na bazie
banków spółdzielczych, muszą stymulować rozwój nowoczesnego rolnictwa,
które przestanie być wyłącznie producentem surowca, ale stopniowo
zacznie przekształcać się w taki rodzaj nowoczesnego wytwarzania,
którego główny i największy dochód pochodzić będzie ze zbytu produktu
finalnego, tj. wysokoprzetworzonych płodów rolnych.
Opowiadamy się za produkcją w miarę zdrowej żywności.
W miarę, to znaczy przy racjonalnym zużyciu nawozów i środków ochrony
roślin. Polska żywność może, a więc musi być konkurencyjna w stosunku
do żywności z krajów wysoko rozwiniętych. Oto jeden z przykładów:
w 1989 roku zużycie substancji chemicznie aktywnej na l ha w krajach
Europy zachodniej wynosiło 7,5 kg, a w Polsce - 1,5 kg, było więc
pięciokrotnie wyższe niż u nas. Świadczy to o tym, że nasze gleby
nie są przenawozowane i nie wymagają tak, jak gleby krajów wysoko
rozwiniętych, odpoczynku, czyli wyłączenia na pewien okres spod użytkowania
rolniczego.
Co do przetwórstwa, to należy zaznaczyć, że gdyby
Zachód i USA pragnęły rzeczywiście dopomóc polskiemu rolnictwu, to
winny dostarczać nam nowych technologii dla przetwórstwa rolno-spożywczego,
a nie tylko środków finansowych na szkolenie rolników, które przeznaczane
są na konsumpcję, a nie produkcję.
Program perspektywiczny winien być oparty o sieć gminnych
kompleksów rolniczych. Zasady ich działania muszą być proste, to znaczy
powinny one zrzeszać wszystkich producentów rolnych oraz wszystkie
sektory rolnictwa. Musi być w nich zabezpieczony interes małych, średnich
i dużych gospodarstw oraz sektora państwowego i spółdzielczego.
Sektor państwowy powinien być przekształcony i zmieniać
formę własności na społeczną. Najważniejsze decyzje co do przyszłości
i kierunków rozwoju gminnego kompleksu rolnego na danym terenie winny
zapadać oddolnie. W ten sposób można uniknąć całego szeregu błędnych
decyzji podejmowanych odgórnie przy scentralizowanym biurokratycznie
systemie zarządzania sektora rolnictwa. Wszystkie decyzje podejmowane
we wspomnianych gminnych kompleksach rolnych powinny być zgodne z
planem przestrzennego zagospodarowania danej gminy. Nie opowiadamy
się wyłącznie za małymi przetwórniami. Obok małych, muszą niewątpliwie
powstawać duże, a nawet bardzo wielkie zakłady przetwórstwa rolno-spożywczego,
swoją wielkością dostosowane, oczywiście, do potrzeb i możliwości
surowcowych.
- Czy ma Pan jeszcze jakieś uwagi końcowe na tematy
gospodarcze tak ważne i bulwersujące nasze społeczeństwo?
- Niedawno, z wielkimi boleściami i pod naciskiem
instancji międzynarodowych, Sejm i Senat uchwaliły ustawę prywatyzacyjną.
Szkoda, że nikt nie zadał sobie trudu porównania jej
założeń z kierunkiem prywatyzacji mienia pozaborczego na początku
istnienia II Rzeczypospolitej. Otóż wtedy minister Grabski i inni
działacze państwowi kładli nacisk na to, by prywatyzacja dopomogła
w stabilizacji i umocnieniu warstwy polskich fabrykantów, handlowców
i finansistów. Obcy kapitał nie tylko nie miał preferencji, ale przeciw
nie, był przez władze, jak się dało, ograniczany.
A dzisiaj? Dzisiaj jest akurat na odwrót. Obcy kapitał
uzyskuje za bezcen możliwość nabywania prywatyzowanego majątku narodowego,
co więcej, przez kilka lat gwarantuje mu się karencję podatkową!
W przeciwieństwie do tego polski kapitał narodowy
obciążany jest od razu balastem podatków, utrudnia mu się dostęp do
upaństwowionych przedsiębiorstw.
Nic dziwnego, że Polska Rada Bussines'u, czy Polski
Klub Kapitału, wciąż składają rządowi memoriały zawierając tak elementarne
postulaty jak na przykład ten, by polscy przedsiębiorcy mogli dostawać
prywatyzowane fabryki, czy firmy, np. w leasing.
Co z tego wszystkiego wynika? To, że prowadzona przez
rząd polityka gospodarcza, podporządkowana jest nie polskim, ale obcym
interesom. I że tak, jak rolnictwu czy załogom fabrycznym, również
polskiemu kapitałowi narodowemu, który nie może się rozwijać wskutek
dyktatu MFW i Banku Światowego, potrzebna jest samoobrona!
- Rozmowa nasza, Panie Andrzeju, powoli dobiega
końca. Była, jak to rozmowa, może nieco chaotyczna, mało uporządkowana,
ale, być może, będzie ona przez to czytelnikom bliższa, bardziej naturalna.
Pan - polityk, działacz chłopski, samouk, wypowiedział się na bardzo
różne tematy. Ale chciałbym na zakończenie zapytać o coś jeszcze jaki
Pańskim zdaniem, winni uczynić Polacy użytek z wolności, jaka, przynajmniej
formalnie rzecz biorąc, posiadają'.' I jak, z tego punktu widzenia,
jawi się przed Panem perspektywa Polski jutra?
- Słusznie podkreślił Pan w swym pytaniu, że jestem
samoukiem. Nie wstydzę się tego, a nawet jestem z tego powodu dumny.
Każdy człowiek, bez względu na uzyskane wykształcenie, powinien się
przez całe życie uczyć. A zwłaszcza ktoś, kto chciałby występować
na scenie publicznej przed całym społeczeństwem.
Życie uczy mnie co dzień wielu rzeczy. Ale zdaję sobie
sprawę z konieczności rozszerzania swoich horyzontów. Nasi przeciwnicy
korzystają z konsultacji i instrukcji płynących ze światowych ośrodków
naukowo-politycznych. Musimy to jakoś kompensować. Podobno, obok wielu
sposobów zdobywania wiedzy, jeden jest najłatwiejszy - zdobywać ja
od innych. Stąd też staram się wiele rozmawiać z ludźmi, w tym z ludźmi,
oczywiście, mądrymi, chociaż nie lekceważę nikogo. Staram się przyswajać
te poglądy i te informacje, które mogą mi być przydatne w działaniu
i które odpowiadają mi, jako człowiekowi żyjącemu sprawami swego kraju.
Z tego i z osobistego doświadczenia, z obserwacji życia, uzupełniam
swoją wiedzę i tworzę swój system myślenia o otaczającej mnie rzeczywistości.
Nie chcę udawać, jak niektórzy politycy, wszystkowiedzącego mędrka.
Jeśli czegoś nie wiem lub nie rozumiem staram się na ten temat nie
wydawać sądów i opinii.
Wiele nauczyli mnie moi rodzice. To im zawdzięczam
przede wszystkim moją podstawową wiedzę o obowiązkach człowieka względem
innego człowieka i o tym, jak można być dla drugiego dobrym lub złym.
Także o tym, jak kochać swoich bliskich, swoją ojczyznę, biedna, sponiewieraną
przez różnych obcych i rodzimych szubrawców, ale zawsze bliska i droga.
Co do wolności, to tęsknota do niej była w naszej
historii najsilniejszym i najbardziej skutecznym motorem działania
Polaków. To samo dotyczy dnia dzisiejszego i jutra. To, w jaki sposób
prawo gwarantuje lub ogranicza tę wolność, jest sprawa wprawdzie nader
ważna, ale w końcu wtórną. Nie było jeszcze tak, żeby Polacy dali
sobie odebrać do końca swobodę. Jeżeli siłą wzbroniono im wolności
działania, to przecież zawsze pozostawała jeszcze wolność myśli.
Trzeba przyznać, że zakres swobód politycznych jest
dzisiaj, jak przystało na państwo mieniące się demokratycznym, dość
rozległy. Uznaje to i cieszę się z tego. Nie tylko zresztą ja. Przypuszczam,
że podobnie czuje ogromna większość naszego społeczeństwa. Ale co
innego jest wolność teoretycznie mieć, a co innego móc z niej swobodnie
korzystać. Już choćby nasza, skromna w końcu przecież, działalność
protestacyjna, o mało nie zawiodła mnie za kratki, a na pewno przed
sąd! A przecież nie uczyniłem nic złego. Po prostu ośmieliłem się
skorzystać, jako obywatel III RP, z konstytucyjnych uprawnień. Nie
...quot;Samoobrona", ale zgoła inna siła polityczna ujawniła niedawno
tajny okólnik UOP, z którego wynika, że odpowiedni departament tego
urzędu, stanowiącego coś w rodzaju neoesbecji, programowo śledzi działalność
poszczególnych partii politycznych! Kojarzy mi się to z ponurymi czasami
MBP!...
Kiedy się jest naprawdę wolnym, chciałoby się upowszechniać
swoje poglądy i postawy. Ale, by to uczynić, trzeba mieć określone
możliwości, a przede wszystkim środki materialne. Dzisiaj polska opinię
publiczną kształtuje wąskie grono publicystycznych elit, a nie wola
większości społeczeństwa. W dodatku elity te związane są finansowo
z reprezentującymi obce interesy zagranicznymi koncernami prasowymi.
Pytam, jak to ma się do rzeczywistej, a nie tylko formalnej, wolności
wypowiedzi publicznej? Z wolności politycznej cieszyć się można tylko
w określonych warunkach.
W dawnej Konstytucji zapisane było - i do tej pory
formalnie obowiązuje - prawo do pracy ogółu obywateli. Jakaż to wolność,
kiedy nie ma pracy i głód zagląda do niemałej części polskich domostw?
Jakaż to wolność, kiedy młody chłopak, czy dziewczyna, po ukończeniu
nauki idą do urzędu zatrudnienia po zasiłek dla bezrobotnych?
Albo, co to za wolność, kiedy podstawowa ustawa państwowa,
jaką jest budżet, ustalana jest, przed formalnym uchwaleniem przez
Sejm, daleko od Polski - w Waszyngtonie?
Istota ruchu...quot;Samoobrony" polega na tym,
że organizując oddolnie społeczeństwo, działa ona praktycznie w kierunku
realizacji prawa do wolności każdej jednostki, każdego polskiego obywatela
w takiej postaci, która wywołuje poczucie osobistych satysfakcji i
korzyści.
Pyta Pan o perspektywę Polski jutra. Taka perspektywa
zależna jest i będzie od tego, w jakim stopniu my wszyscy razem, naród
polski, potrafimy martwy zapis konstytucyjny o wolności przekształcić
w żywa wolnościową rzeczywistość. Jestem niezłomnie przekonany, że
to nastąpi. Nie tylko dlatego, że jestem optymistycznym realistą.
Przede wszystkim dlatego, że taka jest wola naszego
społeczeństwa, które może i potrafi wolę tę objawić i urzeczywistnić.
Nasza...quot;Samoobrona" jest ruchem dążącym w
takim właśnie kierunku. Nadchodzące wybory parlamentarne i samorządowe
wykażą, że nasi rodacy to dobrze rozumieją i dlatego właśnie udzielą
...quot;Samoobronie" masowego poparcia!
- Dziękuję za rozmowę.
O SOBIE
Ja, Andrzej Lepper, mam życiorys nie wyróżniający
się niczym szczególnym. Taki, jak miliony moich współrodaków.
Urodziłem się 13 czerwca 1954 roku, w miejscowości
Stowięcino, w koszalińskiem. Pochodzę z pomorskiej rodziny robotniczej
- ojciec był brukarzem.
Jestem najmłodszy z dziesięciorga rodzeństwa. I dumny
z tego, że należę do rodziny wielodzietnej. Odczuwam niezmienny podziw
i głęboką wdzięczność dla rodziców, że wychowali nas na prawych Polaków
i dobrych katolików.
Mój ojciec miał ciężkie życie. Zarabiał na utrzymanie
znojną pracą fizyczną. Gdy we wrześniu 1939 roku Hitler napadł na
Polskę, bronił ojczyzny w szeregach polskiego wojska. Potem poszedł
do niewoli, do Niemiec. Odumarł nas w roku 1965.
Renta mamy była skromna. Z najwyższym trudem wystarczała
na jakie takie wyżywienie licznej rodziny. Dlatego wszyscy musieliśmy
pracować od wczesnej młodości. Ja od najmłodszych swych lat zarabiałem
pracując fizycznie podczas wakacji w miejscowym PGR-ze.
Mama wpajała w nas wszystkich podstawowe zasady wiary.
Ja, przez cały okres podstawówki, przed lekcjami chodziłem na mszę
świętą. Byłem ministrantem. Nadal pozostaję wierzącym i praktykującym
katolikiem. Śliskie i drogie są mi autentyczne wartości chrześcijańskie
i społeczne nauki Kościoła, zwłaszcza naszego polskiego papieża.
Po szkole podstawowej uczyłem się w technikum rolniczym,
które ukończyłem w roku 1974. Zaraz potem odbyłem dwuletnią służbę
wojskową w plutonie chemicznym.
Po wojsku zacząłem pracować jako specjalista produkcji
roślinnej. Szybko awansowałem na kierownika zakładu rolnego o powierzchni
1000 hektarów, w SHR Górzyno. Potem byłem kierownikiem w POHZ Kusice.
Ale chciałem pracować na swoim. Tym bardziej, że założylem
rodzinę. W roku 1980 udało mi się zakupić gospodarstwo rolne w Zielonowie,
gmina Darłowo, też w koszalińskiem. Rozpoczynałem na 21 hektarach.
Gospodarstwo wyposażyłem w nowoczesny sprzęt.
Mam troje dzieci: czternastoletniego Tomka, jedenastoletnią
Małgosię i Renatkę, w wieku pięciu lat.
Jak widać, w moim życiorysie nic nie wskazywało na
to, że będę się zajmować polityką, I że zostanę liderem...quot;Samoobrony".
Częściowe przynajmniej wyjaśnienie, dlaczego tak się stało, czytelnicy
znajdą w tej książce.
ZAŁOŻENIA PROGRAMOWE RUCHU SAMOOBRONY
Ruch Samoobrony organizacyjnie wyraża się w działalności
Związku Zawodowego Rolnictwa...quot;Samoobrona", partii...quot;Samoobrona
- Przymierze" oraz Komitetu Samoobrony Narodu.
Przedstawione założenia są syntezą poglądów wyrażanych
zarówno przez czołowych działaczy ruchu, jak i przez szeregowych jego
członków. Syntezę tą można uznać także jako reprezentatywną dla ogółu
polskiego społeczeństwa. Zawiera ona w istocie w ogólnych zarysach
nowoczesną koncepcję trzeciej - polskiej drogi rozwoju Polski, nawiązując
w wielu elementach do nauki społecznej Kościoła.
Określone w założeniach główne kierunki działań społecz-no-politycznych
i gospodarczych, skojarzone z poczuciem patriotyzmu i silną wolą politycznego
służenia Polsce, powinny dostatecznie motywować członków i sympatyków
...quot;Samoobrony" do czynnych działań popierających nasz program
i naszą walkę.
Jednocześnie są one podstawą do rozwinięcia szczegółowych
programów w sytuacji, gdy...quot;Samoobrona" stanie wobec udziału
w sprawowaniu władzy.
1. WSTĘP
Polska stoi obecnie przed zagrożeniami, jakie nie
mają swoich odpowiedników w całej historii naszego kraju, nie wyłączając
tragedii utraty niepodległości i rozbiorów w osiemnastym wieku. Wtedy
był to upadek państwowości. Dziś grozi nam zagłada także ekonomiczna
i biologiczna. Zagrożenia te oraz zmiana sytuacji geopolitycznej w
naszym otoczeniu i na świecie wymagają odpowiedniego dostosowania
się do tej sytuacji, podjęcia intensywnych działań głównie w sferze
gospodarczej i ratowania suwerenności ekonomicznej i politycznej oraz
tożsamości narodowej. Obecnie wiele decyzji dotyczących losów naszego
kraju zapada poza jego granicami. Potrzebny jest pilnie program ofensywnych
działań obronnych, program realny, przejrzysty, odważny i nowatorski,
na miarę i naszych możliwości, i ambicji narodowych.
Nie może to być program działań w ramach dotychczasowych
wzorców systemowych - socjalistycznego lub kapitalistycznego. Przede
wszystkim musi to być program budowy nowego systemu społeczno-gospodarczego,
systemu...quot;nowej generacji pojęć" ekonomiczno-społecznych
i naukowych, nowych koncepcji życia i współżycia społecznego, różnych
od koncepcji stałej rywalizacji, konkurencji, ciągłej walki o władzę,
o zyski i przywileje konsumpcyjne jednych kosztem innych, koncepcji
wolności tylko dla silnych, bezwzględnych i bogatych. Nie może być
dalej mowy o rabunkowym wykorzystywaniu zasobów naturalnych i ich
marnotrawieniu. Nie może być mowy o wyrzeczeniach i wyzysku naszego
narodu dla zaspakajania agresywności ekonomicznej innych państw i
narodowości. Podjąć musimy wysiłek pójścia nie cudzą, ale swoją, polską
drogą.
Cudza droga prowadzi z reguły do cudzych interesów.
Obecne reformy są narzucone z zewnątrz przy pomocy różnych form szantażu.
Dość mamy dróg...quot;na lewo" i...quot;na prawo". Spróbujmy
pójść prosto przed siebie, postępując zgodnie z prawami natury. Taka
droga prowadzi do...quot;systemu organicznego", w którym wielka
różnorodność indywidualnych form zachowań ludzkich, w tym i ekonomicznych,
poddawana jest mechanizmom integracji i współdziałania w interesie
całości społeczeństwa, narodu i państwa.
Im większa skala różnorodności działań i zachowań,
tym większa skala integracji i większa precyzja jej mechanizmów. Dotyczy
to ekonomii i polityki, a więc i ustroju państwa. Rzutuje to na formy
demokracji, na oszczędne, ale skuteczne formy zarządzania gospodarką
i państwem. Prowadzi to do scalania pewnych funkcji parlamentarnych
i rządowych, skracania procesów decyzyjnych itd. Integracja dotyczyć
musi celów społecznych, ekonomicznych i moralnych. Nie może być mowy
o doktrynalnej dominacji, jakiejś...quot;ideologii". Większa integralność,
uproszczenie stosunków organizacyjno-społecznych, uproszczenie procesów
decyzyjnych, silny rozwój procesów informacyjnych, równorzędność różnych
form własności, sprawne funkcjonowanie małych i dużych form gospodarowania
i ścisłe wzajemne ich skooperowanie ze sobą, to istota systemu organicznego,
systemu nowej generacji stosunków organizacyjno-społeczno-gospodarczych.
Próbę tworzenia takiego systemu powinniśmy podjąć jako próbę pójścia
trzecią drogą - drogą prosto przed siebie - według drogowskazu: ,,do
Polski zasobnej, silnej i bezpiecznej".
Polska jest krajem pięknym, niemałym, posiadającym
naturalne bogactwa, a Polacy stanowią wspólnotę rozsianą po całym
świecie. Dysponujemy więc atutami, które właściwie wykorzystane stać
się powinny podstawą naszego suwerennego rozwoju i egzystencji.
Jesteśmy zdania, że ta partia i ten program uzyska
poparcie społeczeństwa polskiego, która wskaże realną drogę odzyskania
przez Polaków sensu życia i pracy na polskiej ziemi jeszcze za życia
obecnego pokolenia w ciągu kilku najbliższych lat....quot;Samoobrona"
pragnie walczyć o taką normalność sytuacji w kraju, która oznaczałaby
odzyskanie tego sensu.
Odrzucamy nieprecyzyjne i przestarzałe podziały polityczne
na lewicę i prawicę. Chcemy być ruchem jedności społecznej, reprezentować
interesy całego społeczeństwa, połączonego wspólnotą celów i dążeń
społecznych, gospodarczych i cywilizacyjnych. Chcemy być więc nowoczesnym
ugrupowaniem...quot;integralnym" - dążącym do społecznej harmonii,
a nie do walki i rywalizacji poszczególnych warstw i klas ze sobą,
czy do dominacji jakiejś ideologii. Naszą ideologią jest dbałość o
interesy Polski i Polaków, zdrowy rozsądek, myślenie i działanie skuteczne,
a więc i nowoczesne.
2. PROBLEMY SPOŁECZNO-USTROJOWE
Za podstawę ustroju politycznego przyjmujemy demokrację,
dostosowaną do współczesnych warunków społecznych i cywilizacyjnych.
Wolność, równy start życiowy i równość szans oraz społeczna życzliwość
i zaufanie ludzi do siebie nawzajem - to punkty wyjścia dla szczegółowych
rozwiązań prawnych i instytucjonalnych w państwie. Całość ma mieć
pierwszeństwo przed częścią, wola większości przed partykularnym interesem
mniejszości - to dalsze elementy podstaw ustroju politycznego, w którym
wolność jednego człowieka nie może uszczuplać wolności innego człowieka.
Szanowana musi być zasada uniwersalności dóbr materialnych i duchowych.
Prywatna własność nie może rodzić prywatnej władzy człowieka nad człowiekiem.
Wszystkie rodzaje własności muszą być równoprawne. Nie majątek osobisty,
ani urodzenie, ale skala zasług społecznych powinna być podstawą hierarchii
społecznej. Podstawowym podmiotem w nowoczesnej demokracji jest człowiek,
ale nie jako indywidualna jednostka o egoistycznych celach, a jako
pewien symbol reprezentujący zespół cech i wartości przypisanej osobie
ludzkiej. Dla dobra tego podmiotu funkcjonować musi i państwo, i gospodarka
narodowa. Są to instytucje służebne wobec człowieka i społeczeństwa
stanowiące ich dobro o najwyższej randze materialno-organizacyjnej.
Państwo nie może mieć charakteru represyjnego. Musi być instytucją
wspomagającą swoich obywateli, stwarzać poczucie bezpieczeństwa egzystencji,
organizować procesy rozwojowe, stać na straży prawa i pod stawowych
uniwersalnych zasad moralnych.
Swobody demokratyczne obywateli nawiązywać powinny
do naturalnych zasad ewolucji, w których potrzeba równoważona musi
być możliwością, a prawo - poczuciem jego słuszności. Demokracja i
jej instytucje bliskie, więc być muszą praktyki życia, umożliwiać
uczciwemu, przedsiębiorczemu 1 pracowitemu człowiekowi dostęp do wszystkich
uroków tego życia, umożliwiać mu planowanie i realizację jego dążeń
bez biurokratycznych przeszkód, w atmosferze ładu, porządku społecznego
i stabilności politycznej. Jednocześnie należy wprowadzić mechanizmy
zabezpieczające system społeczno-gospodarczy przed działalnością ludzi
nieuczciwych, chorych na władzę, zakłamanych i pospolitych politycznych
przestępców i zdrajców.
Wychodząc z takiego pojmowania demokracji, stoimy
na stanowisku demokracji parlamentarnej z jednoizbowym parlamentem,
z instytucjami konstytucyjnych trybunałów - trybunału stanu i trybunału
konstytucyjnego, którego orzeczenia powinny być ostateczne i obowiązujące.
Jesteśmy za instytucją Prezydenta RP, wybieranego
w wyborach powszechnych. Rząd powoływany być powinien przez Sejm i
przez Sejm odwoływany. Prezydent powinien posiadać prawo veta wobec
niektórych kategorii ustaw.
W razie konieczności wcześniejszych wyborów decydować
powinno o tym ogólnonarodowe referendum po zebraniu minimum pół miliona
podpisów obywateli.
To samo obowiązywać powinno przy odwołaniu Prezydenta
przed upływem kadencji. Przy Prezydencie powołać należy stałą radę
rozwoju i bezpieczeństwa państwa podporządkowaną Sejmowi i przez Sejm
powoływaną. Przy Sejmie zaś izbę społeczno-zawodową złożoną z przedstawicieli
związków zawodowych, pracodawców i organizacji społecznych oraz samorządów
terytorialnych.
Szczegółowe relacje pomiędzy trzema rodzajami władzy,
ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą określić powinna Konstytucja,
jednak z zachowaniem najwyższej władzy parlamentu. Konstytucja przyjęta
być musi po akceptacji w powszechnym referendum. W konstytucji zagwarantowane
być muszą prawa polityczne i socjalne obywateli, w tym wyraźnie określone
zasady wyborcze, uniemożliwiające manipulacje w tej dziedzinie.
Państwo gwarantować musi właściwe warunki działania
partiom politycznym, związkom zawodowym i organizacjom społecznym.
Instytucje państwowe wykazywać muszą neutralność światopoglądową.
Mniejszości narodowe cieszyć się powinny pełną swobodą
kultywowania swoich narodowych tradycji, prowadzenia działalności
kulturalnej i oświatowej.
3. PROBLEMY EKONOMICZNE l GOSPODARCZE
Problemy ekonomiczne i gospodarcze rozwiązywane być
powinny w ramach przemyślanej polityki odpowiadającej aktualnym i
przyszłym potrzebom narodu. Musi ona zmierzać do tworzenia podstaw
materialnych dla bieżącej egzystencji oraz rozwoju cywilizacyjnego
społeczeństwa we wszystkich dziedzinach życia, powodować stały wzrost
dochodu narodowego i wpływów do budżetu państwa.
Polityka ta oparta być musi nie na iluzjach obcej
pomocy, obcych inwestycji i na obcych kapitałach, ale głównie na własnych
możliwościach, własnych siłach ludzkich i zasobach materialnych, które
trzeba ujawnić, zaktywizować i którymi trzeba pokierować we właściwym
kierunku - tj. w kierunku zabezpieczenia obecnych i przyszłych interesów
narodowych.
Zanim jednak możliwe się stanie rozwinięcie praktyczne
takiej polityki, załatwić należy sprawę na dziś najważniejszą - zahamować
proces rozkładu i demontażu gospodarki narodowej.
Należy więc domagać się częściowego lub całkowitego
anulowania zadłużenia zagranicznego, bez żadnych warunków politycznych
i od zaraz. Dokonać głębokiej rewizji polityki kredytowej i podatkowej
w stosunku do krajowych przedsiębiorstw. Dokonać rewizji programów
prywatyzacyjnych tak, aby prywatyzacja nie oznaczała wzrostu bezrobocia,
przejmowania majątku narodowego przez obcy kapitał lub rodzimych aferzystów,
żeby nie oznaczała jego...quot;rozpłynięcia się w nieustabilizowanej
przestrzeni ekonomicznej" i utraty tytułu własności do niego
przez naród.
Rewizji wymaga polityka celna narzucana Polsce przez
szkodliwe dla jej gospodarki różne umowy międzynarodowe w ramach tzw.
integracji europejskiej.
Przerwać należy niepohamowany wypływ dewiz z Polski
za importowane towary konsumpcyjne, co niszczy produkcję krajową,
powoduje wzrost bezrobocia, nie przynosi żadnych korzyści materialnych
ludności, ogranicza zakupy inwestycyjne.
Zaprzestać należy celowego, doktrynalnego ograniczania
produkcji w sektorze przemysłu państwowego i powodowania jego bankructwa,
a następnie wyprzedaży za bezcen w prywatne, najczęściej obce ręce.
Powstrzymać należy rozpad zaplecza naukowo-technicznego
i konstrukcyjno-projektowego, oraz emigrację wysoko-wykwalifikowanych
fachowców i naukowców.
Przywrócić trzeba natomiast państwowe monopole - spirytusowy,
tytoniowy i loteryjny, jako poważne źródła dochodów budżetowych.
Podjąć intensywne starania w zakresie ratowania utraconych
ze względów politycznych wschodnich rynków zbytu dla polskich towarów.
Odbudować popyt wewnętrzny przez ustalenie właściwych
proporcji płac do cen i ograniczenia wzrostu ustalanych monopolistycznie
przez państwo cen na surowce, paliwo, energię, czynsze oraz opłaty
za usługi publiczne. Stały wzrost tych cen jest powodem wzrostu inflacji
typu kosztowego, uderza w drobną wytwórczość, usługi i przedsiębiorczość
ekonomiczną ludności.
Należy szybko opracować sposoby efektywnego wykorzystywania
kredytów zagranicznych, dbając o to, by nie były one przejadane, a
wykorzystywane dla uruchamiania nowoczesnych technologii i zakupu
nowoczesnych urządzeń i aparatury.
Usunąć należy z administracji obcych doradców, którzy
pobierają olbrzymie wynagrodzenia, a niewiadomo, czyim interesom służą.
Zastąpić ich powinni polscy fachowcy i eksperci obecnie odsuwani od
zarządzania i gospodarki.
Dopiero po przeprowadzeniu tych działań przystąpić
można do porządkowania stosunków własnościowych, przestrzegając równoprawności
wszystkich form własności i zachowując strukturę organiczną, która
oznacza istnienie wielkiej ilości małych i średnich przedsiębiorstw
prywatnych obok dużych zakładów i koncernów z przewagą własności skarbu
państwa. Struktura ta związana być powinna intensywnymi procesami
kooperacyjnymi.
Zakłady i przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym
i rozwojowym pozostawić poza procesem prywatyzacji. Dotyczy to np.
sieci kolejowej, energetycznej, telekomunikacyjnej, przemysłu zbrojeniowego,
wydobycia bogactw naturalnych.
Z rozsądnymi i zgodnymi z interesami narodowymi przekształceniami
własnościowymi iść muszą w parze przekształcenia gałęziowe. Rozbudowywane
być powinny dziedziny niosące postęp naukowo-techniczny, naukochłonne,
o wysokim stopniu przetwarzania surowców. Dotyczy to np. elektroniki,
automatyki, przemysłu aparaturowo-pomiarowego, precyzyjnego, przetwórstwa
rolnego i chemii, przemysłu informatycznego i telekomunikacyjnego.
Konieczne jest jednak rozwijanie i proekologiczne
unowocześnianie niektórych zakładów przemysłu ciężkiego, bez którego
żadna gospodarka narodowa nie może być suwerenna.
Wraz z tymi działaniami postępować musi przyrost dóbr
służących wzrostowi produkcji. Powstawać muszą coraz nowe źródła rodzimego
kapitału np. z oszczędności, wzrostu wydajności pracy oraz z kontrolowanego
napływu obcego kapitału obracanego głównie na inwestycje.
Dochody inwestowane powinny być niżej opodatkowywane.
Dopuszczony do udziału w procesach gospodarczych obcy
kapitał nie może otrzymywać żadnych przywilejów rzutujących negatywnie
na interesy kapitału rodzimego.
Zaciąganie kredytów zagranicznych podlegać powinno
kontroli parlamentu i podlegać określonym zasadom (długo-okresowość,
niskie oprocentowanie, cele produkcyjne, zwiększające nowoczesność
i konkurencyjność naszej gospodarki).
Najbardziej może newralgiczną społecznie dziedziną
polskiej gospodarki jest budownictwo mieszkaniowe. Właściwie zorganizowane
i kredytowane może być siłą napędową tej gospodarki. Potrzebna jest
jednak rewolucja technologiczna zarówno w produkcji materiałów budowlanych
jak i samej technologii wznoszenia budowli. Wyeliminować trzeba drogie,
materiałochłonne i energochłonne technologie. Usprawnić organizację
przedsiębiorstw budowlanych, udostępnić każdemu przeciętnemu obywatelowi
możliwość zdobycia mieszkania i jego wyposażenia przez dogodne kredyty.
Chęć posiadania własnego mieszkania jest silną motywacją pobudzającą
ludzką przedsiębiorczość i pracowitość.
Towarzyszyć temu musi właściwa gospodarka przestrzenna.
Problemów mieszkalnictwa nie można rozwiązywać tylko przez budownictwo
jednorodzinne, choćby najtańsze, ani tylko przez zblokowane budownictwo
w wielkich aglomeracjach miejskich. Zachowane być tu muszą odpowiednie
proporcje, wymuszane koniecznością rozbudowy infrastruktury cywilizacyjnej
- sieci kanalizacyjnych, wodociągowych, energetycznych, telekomunikacyjnych.
Wymaga to olbrzymich nakładów finansowych, ale jednocześnie ożywia
w wielkim stopniu gospodarkę.
Tradycyjnie niedoceniana jest w Polsce sprawa rozwoju
usług, rzemiosła i drobnej wytwórczości i to zarówno w miastach, jak
i na wsi. Niestety, wadliwa polityka czynszów, cen energii i opłat
komunalnych podcina żyły tym dziedzinom. Stają się one nierentowne
i niekonkurencyjne.
Problem rozwoju usług wymaga opracowania specjalnego
programu rządowego, gdyż usługi rzutują zdecydowanie na efektywność
całej gospodarki, na oszczędność surowców i materiałów, na żywotność
wielu urządzeń, w tym sprzętu gospodarstwa domowego, co rzutuje na
tak przecież ubogie budżety rodzinne. Wielką rolę ma tu do odegrania
rzemiosło polskie, które zostało organizacyjnie rozformowane. Cechy
i izby rzemieślnicze praktycznie przestały odgrywać rolę elementów
sprawnej struktury polskiego rzemiosła. Rolę tę trzeba ustawowo przywrócić,
uwzględniając jednak nowe uwarunkowania systemowo-gospodarcze.
Jedną z dziedzin gospodarki o podstawowym znaczeniu
dla egzystencji i przyszłości kraju jest rolnictwo.
Ziemia jest skarbem narodowym, życiodajnym zasobem,
podstawą biologicznej egzystencji narodu. Ludzie uprawiający tę ziemię
pełnią ciężką służbę społeczną, służą sprawie wyżywienia narodu, wytwarzają
wiele podstawowych surowców dla przemysłu. Wieś polska jest miejscem
życia i pracy ponad 40-stu procent ludności kraju. Tworzy społeczność
głęboko patriotyczną, przywiązaną do polskiej tradycji walki o niepodległość
kraju i jego suwerenność.
Wsi polskiej należą się takie uprawnienia i takie
warunki życia, które pozwalają na wypełnianie jej społecznej i gospodarczej
roli, a ludziom uprawiającym ziemię na godne, w pełni ucywilizowane
życie, z szerokim dostępem do oświaty, kultury narodowej, do usług
społecznych - nowoczesnej opieki społecznej, do nowoczesnych usług
telekomunikacyjnych, do infrastruktury technicznej, potrzebnej dla
prowadzenia gospodarstwa domowego i produkcji rolnej, produkcji polskiej
taniej i zdrowej żywności w ilościach i asortymencie wystarczającym
dla pełnego pokrycia podstawowego zapotrzebowania żywnościowego ludności
Polski.
Dla stworzenia odpowiednich podstaw życia, pracy i
rozwoju na polskiej wsi, dla wyrównania szans życiowych, szczególnie
młodego pokolenia polskich rolników, dla umocnienia ekonomicznego
i biologicznego potencjału Polski, skupionego na polskiej wsi, konieczne
jest spełnienie następujących warunków:
1. Ziemia uprawna może być własnością tylko obywateli
polskich, posiadających wyłącznie polskie obywatelstwo.
2. Podstawą gospodarki rolnej pozostają gospodarstwa
rodzinne.
3. Gospodarstwa rolne przejmowane w całości przez
jedno osobowego spadkobiercę mogą ubiegać się o ulgi podatkowe i kredytowe
na określony okres czasu.
4. Wszystkie formy własności ziemi i gospodarstw traktowane
być powinny jednakowo przez państwo i administrację.
5. W szczególności nie mogą być ograniczane żadne
formy rolniczej działalności spółdzielczej na skalę lokalną i krajową.
6. Krajowa produkcja rolna chroniona być musi przez
system ceł i dopłat.
7. Państwowe i spółdzielcze gospodarstwa rolne nie
mogą być prywatyzowane bez zgody załóg pracowniczych.
8. Konsekwencje własnościowe reformy rolnej dla uwłaszczonych
rolników są nienaruszalne.
9. Ewentualna reprywatyzacja wszelkiej własności ziemskiej
nie dotyczy obywateli obcych.
10. Powołać należy przy min. Edukacji radę oświaty
wiejskiej, która czuwać będzie nad utrzymaniem odpowiedniego poziomu
szkolnictwa na wsi i bez zgody której żadna szkoła na wsi nie może
być zamknięta. Dotyczy to także szkół rolniczych, działających na
terenach gmin wiejskich.
11. Przy min. Kultury powołana być powinna Rada Kultury
Regionalnej, która czuwać będzie nad istnieniem i funkcjonowaniem
placówek kulturalnych na wsi, świetlic, bibliotek, domów kultury,
kin itp.
12. Przy min. Zdrowia postuluje się powołanie Rady
Opieki Zdrowotnej nad ludnością wiejską. Bez jej zgody nie może być
zlikwidowana żadna placówka opieki zdrowotnej na wsi.
13. Opracować należy pięcioletni plan rozwoju infrastruktury
cywilizacyjnej wsi obejmujący sprawy melioracji, gazociągów, sieci
energetycznej, telefonicznej, zbiorników wodnych i oczyszczalni ścieków.
14. Dzieci wielodzietnych rodzin chłopskich zapewnione
mieć muszą miejsca w internatach oraz stypendia w razie woli kształcenia
się.
15. Rolnicy uzyskują na zasadach preferencyjnych udziały
w prywatyzowanych przedsiębiorstwach przemysłu rolno-spożywczego,
produkujących sprzęt rolniczy, nawozy sztuczne i przetwory rolne.
16. Jedyni żywiciele rodzin chłopskich zwalniani będą
od obowiązku powszechnej służby wojskowej, a poborowi pracujący razem
z rodzicami w gospodarce rodzinnej kierowani będą do służb zastępczych
w pobliżu ich miejsca zamieszkania.
17. Prawa emerytalne rolników zrównane być muszą z
prawa mi innych grup społecznych.
Powyższe postulaty zawarte zostały w ogłoszonej przez
Z.Z. Rolników...quot;Samoobrona" Karcie Rozwoju Rolnictwa Polskiego.
4. POLITYKA WEWNĘTRZNA. SPRAWY SOCJALNE.
Wewnętrzne życie społeczne i polityczne chronione
być musi od penetracji sił zewnętrznych, obcych wywiadów i działalności
rezydentów obcych interesów.
Sprawą haniebną jest zatrudnianie obcych doradców
przez rząd i rozlokowanie ich w całej strukturze administracji państwowej.
Stoimy w obliczu sytuacji, w której nie wiadomo, kto naprawdę rządzi
Polską, kto inicjuje ustawy sejmowe i kreuje prawo. Na stanowiskach
państwowych i administracyjnych, w zarządzeniu przemysłem, zatrudnieni
być muszą obywatele polscy, posłowie wolni od nacisków zewnętrznych,
prasa, radio i telewizja od obcych wpływów i instrukcji. Obywatele
polscy we własnym kraju nie mogą być w gorszej sytuacji prawnej, politycznej
i ekonomicznej niż obywatele obcy. Wszystkich obowiązywać musi równość
wobec prawa i obowiązków. Mniejszości narodowe korzystać muszą z pełni
prawa, ale nie z przywilejów. Zdrada interesów polskich osądzana być
musi z całą surowością.
Z całą stanowczością przeciwstawić się trzeba próbom
tworzenia sztucznych narodowości w Polsce, wzorem okupanta hitlerowskiego.
Chodzi tu np. o koncepcję narodu śląskiego, o tworzenie autonomii
etnicznej Wielkopolan, Podhalan, oraz o próby tworzenia euroregionów
wyłączanych spod jurysdykcji i administracji państwa polskiego. Te
zdradzieckie manipulacje obcych agentów i ich polskich popleczników
uznać należy za zbrodnię stanu.
W Polsce panować musi swoboda wyznań i praktyk religijnych,
swoboda wyrażania poglądów politycznych i działalności politycznej,
w tym opozycyjnej. Wolność słowa i dostępność do publicznych środków
przekazu obywateli musi być praktycznie rozwiązana i prawnie ubezpieczona.
Państwo z całą energią przystąpić musi do likwidacji
bezrobocia i bezdomności. Uruchomić należy na wielką skalę roboty
publiczne i opracować program uporządkowania kraju. Budownictwo mieszkaniowe
stać się musi dziedziną szczególnej troski państwa. Może być one i
rentowne, i prowadzone na szeroką skalę. Żadne koncepcje niewidzialnej
ręki rynku nie mają tu zastosowania. Czynsze mieszkaniowe, opłaty
za energię, sprowadzone muszą zostać do poziomu odpowiadającego poziomowi
płac krajowych. Przeprowadzić należy prywatyzację mieszkań na warunkach
dogodnych finansowo dla lokatorów. Renty i emerytury nie mogą podlegać
manipulacjom graniczącym z grabieżą należności wynikających z mocy
prawa, wypracowanych wysiłkiem całego życia. Muszą być one okresowo
uczciwie rewaloryzowane.
Państwo otaczać musi opieką rodziny wielodzietne,
wspierać materialnie uczącą się młodzież z rodzin niezamożnych lub
pozbawionych pracy.
Cała ludność żyjąca z pracy najemnej, emeryci i ludzie
niepełnosprawni objęci muszą być nadal bezpłatną opieką lekarską.
Umacniane być powinno równouprawnienie kobiet w życiu
zawodowym i społecznym. Udział kobiet w życiu państwa i narodu wzmacnia
ich siłę.
Chronione być musi skutecznie środowisko naturalne
kraju, oszczędzane jego zasoby przyrodnicze i surowcowe.
Uporządkowane muszą być stosunki własnościowe. Rozwijana
infrastruktura cywilizacyjna w miastach i na wsi - wodociągi, kanalizacja,
sieci gazowe i elektryczne, telekomunikacja, drogi i warunki sanitarne.
Czystość i ład przestrzenny panować musi w każdym
zakątku kraju. Złodziejstwo, korupcja i bandytyzm wytępione.
W wyniku takiej prospołecznej polityki wewnętrznej
społeczeństwo polskie powinno stać się społeczeństwem szanującym swoje
państwo, swoją władzę reprezentującą polskie, a nie obce interesy,
społeczeństwem scementowanym poczuciem narodowej solidarności i wspólnoty
interesów.
Partnerem administracji państwowej i rządu w rozwiązywaniu
problemów pracy i spraw socjalnych muszą pozostawać związki zawodowe,
których rola i funkcje określone powinny być ustawowo.
5. PROBLEMY OŚWIATY, NAUKI l KULTURY
Jesteśmy Polakami i chcemy nimi pozostać. Jeśli tak,
to państwo nasze szczególną opieką powinno otaczać te dziedziny, które
rzutują na rozwój kultury narodowej i poczucie tożsamości narodowej.
Podstawowym problemem jest powszechna oświata oparta na powszechnym,
bezpłatnym nauczaniu młodzieży.
Szkoła polska musi być nowoczesna, wpajać zasady zaradności
i przedsiębiorczości, dostarczać maksimum nowoczesnej wiedzy przydatnej
w życiu człowieka, ale także wpajać zasady humanizmu i szacunku dla
istoty ludzkiej i jej potrzeb. Podstawą powszechnej oświaty musi być
sieć szkół publicznych. Powinna być ona stale rozbudowywana i modernizowana.
Prywatne, ekskluzywne szkolnictwo nie może obciążać budżetu państwa.
Kadra nauczycielska musi być godnie opłacana i posiadać wysokie kwalifikacje
zawodowe i moralne. Utrzymać należy sieć szkolnictwa zawodowego, w
tym rolniczego. Wszelkie koncepcje MV szkolnictwie zawodowym wykształcenia
wyłącznie ogólnego, powierzchownego, nie dającego żadnych praktycznych
umiejętności, uznać należy za szkodliwe. Tylko wiedza nowoczesna i
użyteczna w praktyce życia może służyć dobrze interesom młodego pokolenia.
Przedłużeniem powszechnej oświaty jest szkolnictwo
wyższe i badania naukowe. W Polsce jest jeszcze za mało szkół wyższych.
Przeciwstawić się więc trzeba tendencjom likwidatorskim, jakie wobec
niektórych z nich są wzniecane przez zwolenników ograniczonej tożsamości
narodowej w dziedzinie szkolnictwa wyższego i nauki. Niezbędna jest
jednak reforma tego szkolnictwa i badań idąca w kierunku większej
efektywności i oszczędności. Zahamować trzeba odpływ wykształconej
za wielkie pieniądze młodej kadry inżynierskiej i naukowej za granicę.
Badania naukowe trzeba koncentrować na kierunkach najbardziej dla
kraju użytecznych. W finansowaniu nauki uczestniczyć powinien przemysł.
W wielu jednak dziedzinach Polska korzystać musi z
osiągnięć nauki światowej. Rozwinięta więc być musi informacja naukowa
i międzynarodowe kontakty naukowe. Ze względów rozwojowych i ze względu
na bezpieczeństwo i strategiczne interesy kraju, konieczne jest jednak
prowadzenie własnych badań naukowych w wybranych dziedzinach.
Obok oświaty i nauki na potencjał umysłowy i duchowy
składa się kultura narodowa wyrażająca się w sztukach: literackiej,
muzycznej, teatralnej, filmowej, plastycznej i w sztuce ludowej. Obowiązkiem
państwa jest zabezpieczenie podstawowych warunków dla utrzymania kultury
polskiej na odpowiednim poziomie jakościowym w jej podstawowej działalności.
Polityka kulturalna umożliwiać powinna szerokie uczestnictwo społeczeństwa
w życiu kulturalnym. Kultura nie może być ekskluzywną zabawą dla najbogatszych
obywateli. Popierane być muszą m.in. społeczne towarzystwa kulturalne,
społeczne zespoły muzyczne i chóralne, twórczość ludowa i wszelkie
formy czynnego udziału ludzi w działalności kulturalnej.
W działalności tej zakodowane są tradycja i obyczajowość
oraz specyfika kultury polskiej. W kulturze narodowej zawarty jest
kod genetyczny polskiej duchowości. Dlatego też z cała. rozwagą należy
podchodzić do problemów komercjalizacji kultury, która tylko w pewnym
zakresie jest nieodzowna. Państwo jednak nie może się odcinać od funkcji
opiekuńczych w tej dziedzinie, bez narzucania swojej woli politycznej,
czy ideologicznej działaczom i twórcom kultury. Jednocześnie jednak
trzeba chronić kulturę narodową przed wulgarnością obcych wpływów
i naruszaniem podstawowych zasad dobrego smaku i dobrych obyczajów.
W szczególności chronić musimy język ojczysty obecnie poniewierany
i rugowany z niektórych dziedzin życia kraju.
6. POLITYKA ZAGRANICZNA
Polityka zagraniczna państwa wynika z ogólnych koncepcji
rozwojowych kraju i jest przedłużeniem polityki wewnętrznej. Służyć
musi zabezpieczeniu interesów strategicznych, gospodarczych i politycznych.
Musi więc być niezależna i nie poddająca się naciskom obcych państw
w imię ich interesów.
Geograficzne położenie Polski wymaga utrzymywania
stałej równowagi politycznej w stosunkach z naszymi sąsiadami. Nie
można się dać wciągać w sytuacje grożące konfliktem z którymś z naszych
wielkich sąsiadów na zachodzie lub wschodzie. Szczególnie niebezpieczne
są usiłowania kontynuacji historycznej wrogości do Rosji i do Ukrainy
i wzniecanie nowych zadrażnień z tymi krajami.
Wielki kontynent Euro-Azjatycki, z którym sąsiadujemy
na Wschodzie, powinien być dla Polski kontynentem przyjaznym, wielkim
rynkiem zbytu i zaopatrzenia w surowce. Od takiej sytuacji chcą Polskę
odciągnąć jej zaprzysiężeni przeciwnicy i wrogowie, dla których Polska
stanowi konkurencję i przeszkodę w stosunkach ze Wschodem. Taką politykę
prowadzą państwa zachodniej Europy z Niemcami na czele....quot;Samoobrona"
stoi na stanowisku, że Polska po wyzwoleniu się spod politycznej,
ideologicznej i militarnej dominacji byłego ZSRR, nie może poddawać
się nowemu uzależnieniu ekonomiczno-politycznemu od zachodnich państw
kapitalistycznych, nie może pozwolić na narzucanie sobie zacofanych,
dziewiętnastowiecznych rozwiązań gospodarczo-ustrojowych o antynarodowym
i antysocjalnym charakterze, wedle woli nowych hegemonów.
Polska nie może rezygnować z obrony swoich interesów,
a Polacy nie mogą cierpieć nędzy i upokorzenia w interesie internacjonalistycznego,
superkapitalistycznego ładu, sterowanego przez Międzynarodowy Fundusz
monetarny. Bank Światowy i inne instytucje pilnujące tego ładu.
Rozumiejąc nowe uwarunkowania geopolityczne po upadku
i kapitulacji obozu socjalistycznego. Polska nie może dać się traktować
jako kraj podbity w zimnej wojnie, płacący określone wojenne kontrybucje
- w sensie ekonomicznym i politycznym.
Uznając w pełni zasadność potrzeby integracji europejskiej
nie możemy się jednak godzić na wcielanie Polski do EWG na warunkach
podyktowanych krajowi uzależnionemu. Jesteśmy za Europą Ojczyzn. Nie
odpowiada interesom narodowym Polski idea Euroregionów prowadząca
do zacierania granic narodowych z korzyścią dla najsilniejszych ekonomicznie
i politycznie państw. Odrzucamy teorię ograniczonej suwerenności i
tożsamości narodowej na rzecz wspólnoty europejskiej, jako wskrzeszonego
widma doktryny breżniewowskiej.
Poprzez właściwe kształtowanie stosunków politycznych
i kulturalnych z państwami za naszą granicą wschodnią - Litwą, Białorusią,
Ukrainą torować powinniśmy drogę do ścisłej współpracy gospodarczej
i przyjaźni oraz zacierania, a nie wzniecania na nowo zadawnionych
sporów i urazów.
Dużą uwagę w polityce zagranicznej poświęcić musimy
Słowacji i Czechom, i podjąć uparte wysiłki dla przezwyciężenia wzajemnych
niechęci i lekceważenia, co także nie jest wolne od ingerencji obcych,
wrogich nam sił.
Jesteśmy za jednoczeniem się państw europejskich w
formie związku niezależnych, suwerennych państw, uzgadniających wspólne
cele współpracy międzynarodowej, bez niszczenia niczyjej suwerenności
i tworzeniem warunków niezbędnych dla rozwoju poszczególnych narodów.
Jako Polacy pamiętać musimy, że stanowimy wielką społeczność
światową, bowiem kilkanaście milionów Polaków rozproszonych po całym
świecie wnosi wielki wkład w światowe stosunki gospodarcze, kulturalne
i polityczne. Tę diasporę polską trzeba wspomagać, korzystać z jej
możliwości, przyciągać do macierzy, nie pozwolić na jej wynarodowienie.
To wielkie zadanie dla polskiej polityki zagranicznej. Potępić trzeba
tendencje do prowadzenia służalczej, likwidatorskiej polityki zagranicznej
wobec kapitalistycznych państw Zachodu, jakie przejawiają się wśród
niektórych polskich polityków.
Zbyt mało uwagi poświęca się w Polsce stosunkom z
północnymi sąsiadami bałtyckimi, szczególnie ze Szwecją. Możliwości
rozwoju stosunków gospodarczych i politycznych są tu ogromne. Niestety,
żadnej koncepcji ich ożywienia na dostateczną skalę nie ma. Trzeba
to zmienić.
Polityka zagraniczna Polski pilnować więc powinna
polskich interesów, szukać ich rozwoju w najbliższym otoczeniu a nie
,,za morzami", na innych kontynentach.
7. PROBLEMY OBRONY NARODOWEJ
Obrona niepodległości, całości granic, interesów politycznych
i gospodarczych Polski jest jedną z najważniejszych funkcji i zadań
państwa. Funkcje te sprawuje ono za pośrednictwem sił zbrojnych kraju.
Dlatego też siły te muszą odpowiadać najwyższym standardom światowym.
Powinny być one oparte na powszechnym obowiązku służby wojskowej i
na zawodowej kadrze oficerskiej. Minister obrony narodowej powinien
mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być wspierany przez
grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin.
Ponieważ obrona narodowa odnoszona być musi obecnie
do różnych form zagrożeń państwa i narodu, nie tylko militarnych,
ale i gospodarczych, informacyjno-propagandowych i aferowych - przy
Prezydencie R P funkcjonować musi rada bezpieczeństwa narodowego czuwająca
nad sprawami związanymi ze zdolnością obronną kraju we wszystkich
poruszonych poprzednio aspektach, oraz inspirująca działania taką
zdolność umacniające, np. w przemyśle, w nauce, w wychowaniu młodego
pokolenia, w kulturze itp.
Wojsko polskie szkolone być musi nowocześnie we wszystkich
rodzajach broni - lotnictwie, broni pancernej, artylerii konwencjonalnej
i rakietowej, marynarce, inżynierii wojskowej, a także w obronie chemicznej
i bakteriologicznej. Polska musi być gotowa do obrony w każdym wypadku
i przy każdym rodzaju agresji, chociaż sama przestrzegać powinna odpowiednich
porozumień międzynarodowych co do dopuszczalności niektórych broni.
Siły zbrojne kraju wspierane być muszą przez krajowy
przemysł zbrojeniowy a nie przez zagraniczne zakupy sprzętu.
Nie wolno więc dopuścić do zniszczenia tego przemysłu,
do czego obecnie się dąży pod presją zagranicy. Wojsko polskie musi
być szkołą patriotyzmu dla polskiej młodzieży, musi pielęgnować polskie
tradycje wojskowe i szacunek dla wielkiej polskiej historii.
Polska zadbać powinna o odpowiednio korzystne sojusze
wojskowe, nie szukając ich jednak zbyt daleko od swoich granic i rzeczywistych
interesów. Rozpatrzyć należy możliwość ogłoszenia Polski jako kraju
neutralnego. Polska nie powinna wysyłać swoich żołnierzy w świat w
obronie obcych interesów, jak to czyni obecnie. Żadne tłumaczenie
korzyściami pieniężnymi nie może wchodzić w rachubę. Krew polska nie
jest na sprzedaż za żadne pieniądze i dla nikogo.
Najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych musi być Prezydent
RP. Wojsko nie może być angażowane do żadnych wewnętrznych rozgrywek
politycznych. Kadra oficerska nie może angażować się w działalność
jakiejkolwiek partii. Dopuszczać należy tzw. służbę zastępczą, jednak
w bardzo wyjątkowych wypadkach. Żadne protekcyjne zwalnianie z obowiązku
służby wojskowej nie może mieć miejsca. Traktować to należy jako pospolite
przestępstwo. Od służby tej zwolnieni być powinni ustawowo tylko jedyni
żywiciele rodzin i nieuleczalnie chorzy lub trwale upośledzeni fizycznie.
Żołnierze czynnej służby wojskowej w uzasadnionych
przypadkach powinni nieść pomoc obywatelom i gospodarce w razie różnego
rodzaju klęsk i nadzwyczajnych wydarzeń.  drukuj
|