MENU
STRONY REGIONALNE
POLECAMY

PLAKAT POLITYCZNY

GOSPODARKA


KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
Al. Jerozolimskie 11/19 lok.14
00-508 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
partia@samoobrona.org.pl

O NAS
REDAKCJA
WYSZUKIWANIE

LOGO
 Sobota, 18 Maja 2013

SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?

Warszawa, 1993

Samoobrona - dlaczego? Bo widmo ekonomicznej i biologicznej zagłady zagląda nam w oczy.
Przed czym? Przed usiłowaniami tych wszystkich, którzy ponownie chcieliby wymazać Polskę z mapy Europy, poddać nowym formom zniewolenia.

DO CZYTELNIKA

SAMOOBRONA - to nie defensywa. To sposób czynnej walki, a kto nie chce walczyć:

...Niech idzie, niech żyje,
Niech sobie powróz okręci o szyję,
Niech jak pies głodny czołga się bez końca
za pańską nogą, która go potrąca...

Człowiek o prostych i szczerych intencjach, patriota oddany służbie swojemu krajowi i swojej chłopskiej sprawie, z losami kraju nierozdzielnie związanej - taki jest dla mnie Andrzej Lepper. Nie stroi się w cudze piórka, nie robi min do społeczeństwa, we wszystkich okolicznościach stara się pozostać sobą. Mówi i działa otwarcie i ostro, zamaszyście jak Żniwiarz pracujący kosą na umiłowanej ziemi.

W książce, którą Czytelnik ma właśnie w ręku, Lepper mówi o sobie i o...quot;Samoobronie" prosto, bez owijania w bawełnę i bez zakłamanych ozdobników. Dzięki temu właśnie wyraźnie widać drogę, jaką przeszedł - od pracownika rolnego, przez związkowca, do liczącego się coraz bardziej polityka.

Wśród wielu ważkich spostrzeżeń i rozważeń, w książce mówi się także sporo o tak zwanej trzeciej drodze rozwoju Polski, jako alternatywie wobec coraz bardziej tragicznej rzeczywistości. Ta trzecia droga ma być, po pierwsze, drogą jasną, nowoczesną i dla społeczeństwa zrozumiałą, po drugie zaś, drogą polską, nie narzuconą z zewnątrz, prowadzącą do wszechstronnego rozwoju kraju, a więc przez społeczeństwo akceptowaną.

Z wypowiedzi lidera...quot;Samoobrony" bije niezłomne przekonanie, że w polskiej wsi- i w ogóle w polskim narodzie - są siły wystarczająco duże, aby skutecznie przeciwstawić się wrogim nam siłom destrukcji i zniewalania Polski i Polaków.

(Andrzej Lepper, fragment wypowiedzi z cytatem z wiersza Kornela Ujejskiego pt....quot;MARATON")

Dzisiaj już nikt nie lekceważy Lepper a i jego...quot;Samoobrony". Obecni właściciele Polski boją się go i szukają pretekstów, aby go zniszczyć, wyeliminować z publicznego życia. Starają się go ośmieszyć, choćby przez porównanie do Jakuba Szeli. Jego poglądom, działaniom i ruchowi nadano szydercze, w mniemaniu jego autorów, miano...quot;lepperyzmu". Bardzo szybko jednak okazało się, że lepperyzm, już bez cudzysłowu, stał się synonimem społecznej determinacji i odważnego myślenia, pojęciem kojarzącym się z walką o ocalenie tego wszystkiego,

Co się w Polsce zaprzepaszczało i zaprzepaszcza. Lepperyzm to walka z tymi, którzy prowadzą nasz kraj do zguby.

Dotychczasowe władze robiły i robią wszystko, aby ludowo-patriotyczny ruch samoobrony narodu zneutralizować lub przynajmniej zepchnąć na margines naszego społecznego i politycznego życia. Zimni, społeczni gracze i polityczni szmalcownicy nie przebierają w oszczerstwach i prowokacjach, aby lepperowską ...quot;Samoobronę", która jest organizacyjnym ucieleśnieniem instynktownej, coraz powszechniejszej potrzeby narodowej samoobrony, rozbić, albo pod byle pretekstem rozwiązać, zdelegalizować i zepchnąć do podziemia. Elity obecnej władzy wydały...quot;Samoobronie" wojnę.

Wojnę się jednak albo wygrywa, albo przegrywa. Wiedzą o tym ludzie tacy, jak ja, walczący na wszystkich frontach drugiej wojny światowej, wiedzą ludzie obecnie upokarzani i oszukiwani, ale w swoim upokorzeniu i krzywdzie zdeterminowani i gotowi walczyć do końca.

Lepper i jego ...quot;Samoobrona" umieją walczyć. Ta walka jest słuszna. I słuszne będzie ostateczne w niej zwycięstwo, bo będzie to zwycięstwo nie tylko polskiej wsi, lecz także całej Polski. Nas wszystkich.

STANISŁAW SKALSKI
generał brygady, pilot

SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?

- Celem tej rozmowy jest przedstawienie Pana i Pańskich 'poglądów. Jest Pan człowiekiem poniekąd kontrowersyjnym. Czytelnicy prasy lub telewidzowie znają Pana przede wszystkim jako lidera radykalnej organizacji rolników, która nie stroni od różnych przejawów czynnego protestu. Zanim poproszę Pana o bardziej szczegółowe informacje dotyczące osobiście Pana i kierowanej przez Pana...quot;Samoobrony", zacznę od fundamentalnego, może nieco zaskakującego pytania: jak Pan rozumie to, że jest Pan Polakiem? Jakie stąd wyciąga Pan dla siebie wnioski?

- Tak, jestem Polakiem i czuję się z tego dumny. Należę do narodu o tysiącletniej państwowości, bogatej kulturze, cywilizacyjnie przynależnej do Zachodu, ale przez swoją słowiańskość także do Wschodu.

Z doświadczeń dalszej i bliższej przeszłości wyciągam wniosek, że Polacy są wprawdzie trudni do pokierowania, ale potrafią zrobić wiele dobrego. Mają cechy charakteru i intelektu temu sprzyjające. Jednak nie zawsze było i jest im dane działać w sprzyjających warunkach ustrojowych. Obecnie naszą tragedią narodową są nieudaczne rządy. Po kilku dekadach zależności i oswobodzeniu się z narzuconego nam ze Wschodu ciasnego gorsetu ustrojowego, dokonywane przemiany nie przyniosły, niestety, zakładanego i oczekiwanego przez naród skutku. Zależność zmieniła swój kierunek: ze wschodniej na zachodnią. Ustrój wdrażany odgórnie przy czynnym udziale czynników zewnętrznych nie wyzwala talentów i inicjatywy społecznej. Idea samoobrony wyrosła z tych przewartościowań. Oznacza ona nie tylko chęć położenia tamy niszczycielskim działaniom elit, ale także poszukiwanie polskiej, trzeciej drogi. Jestem głęboko przekonany, że ją odnajdziemy.

Doświadczenia ostatnich czterech lat są gorzkie, ale bardzo pouczające. Wynika z nich, że potrzebna jest manifestacja wspólnej woli narodu, który przetrwał hitleryzm i stalinizm nie po to, żeby ugrzęznąć na mieliznach i bezdrożach. Jako Polak dumny jestem z tego, że wraz z moimi kolegami i rodakami staję do walki o tę nową, prawdziwie demokratyczną i autentycznie niepodległą Polskę. Nie uchylam się od odpowiedzi na żadne z pańskich pytań. Pragnę zaprezentować szczerze i otwarcie moje poglądy, intencje i zamiary na przyszłość.

- Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydował się Pan zorganizować Związek Rolnictwa ,,Samoobrona"?

- Gdy w Polsce rozpoczęły się zmiany, w ludzi wstąpiła nadzieja. Ja również uwierzyłem, że przychodzą nowe, lepsze czasy. Że będzie można wreszcie spełnić marzenia o zakupie ciągnika, budowie chlewni, kurnika, zakładu przetwórstwa rolno-spożywczego. Że to wszystko będzie zrealizowane normalnie. Bo dawniej było to niekiedy możliwe, ale tylko na przydziały, talony, po znajomości. Wtedy to, a był konkretnie rok 1990, cała masa rolników poszła do banków i na te cele zaczęła zaciągać kredyty. Aż dziw brał, że banki z ochotą i małą troską o spłatę długów, udzielały każdemu pożyczek. Kto wtedy wchodził do banku po kredyt, wychodził z pieniędzmi. Wywoływało to u mnie niemałe zdziwienie. Ale nie będąc nigdy za granicą, nie znając się na systemie finansowym, w prostocie ducha wyobrażałem sobie, że na wolnym rynku tak właśnie jest i tak ma być. Jednak otrzeźwienie przyszło szybko. Już jesienią 90-go roku zorientowałem się, że wpadamy w pułapkę zadłużeniową. Ja osobiście byłem jeszcze w stanie spłacać pierwsze raty długu. Ale byli tacy, którzy tej możliwości nie mieli. Tym ostatnim bank skwapliwie zaproponował, żeby wzięli kredyt na spłatę kredytu i odsetek.

- Co Pan wtedy uczynił?

- Na razie obserwowałem i analizowałem sytuację. Rychło wybiła i moja godzina. Zostałem zmuszony zaciągnąć kredyt na uiszczenie odsetek, bo nie mogłem tego uczynić z dochodów. Powiedziałem wszakże sobie, że czynię to po raz pierwszy i ostatni. A ponieważ zawsze byłem ciekawy spraw i szukałem ich wyjaśnień, sięgnąłem po lektury. Dowiedziałem się, co to jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Bank Światowy. Że tam, gdzie zaczynają one działać, pozostają tylko po uszy zadłużone kraje, których obywatele cierpią głód, nędzę i ubóstwo. Z prawdziwym przerażeniem dowiedziałem się, że od 1990 roku także Polska stała się obiektem działań tego bezlitosnego wyzysku i ucisku ze strony MFW i Banku Światowego. Wtedy zadałem sobie pytanie - co robić? W odpowiedzi na nie zrodziła się myśl, że przed tym nowym zagrożeniem musimy bronić się sami.

- Co nastąpiło dalej?

- Dnia 27 lipca 1991 roku - pamiętam tę datę dokładnie! W małej miejscowości Zielnowo, gmina Darłowo, powstał pierwszy Komitet Samoobrony Rolnictwa. Przyczyną tego była też klęska powodzi, która nawiedziła Darłowo i okoliczne wsie. Prędko uświadomiłem sobie, że sama walka o odszkodowanie za straty nie wystarczy i w ogóle nie ma sensu, bo tak naprawdę, to nikt nie okazywał ochoty, by nam pomóc.

Od początku więc dzieło samoobrony wystartowało z szerokiej bazy. Pojmowaliśmy coraz lepiej, że rzuceni na głębokie wody wolnego rynku, my, rolnicy polscy, rozbici zostaniemy przez ich fale, jeżeli nie położymy im tamy. Zaczęliśmy więc publicznie protestować. Najpierw w Zamościu i Darłowie, potem w Warszawie, przed Sejmem. Powołany został spontanicznie Krajowy Komitet Samoobrony Rolnictwa. Po podpisaniu porozumienia 14 listopada 1991 roku sądziliśmy, że...quot;Solidarność" RI oraz Kółka Rolnicze są tymi oficjalnymi organizacjami chłopskimi, które podejmą nasz protest i będą należycie bronić interesów wsi polskiej.

Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obydwie wspomniane organizacje ograniczyły się do twierdzenia, że, jako z punktu widzenia formalno-prawnego niezrzeszeni, jesteśmy intruzami na scenie publicznej. A w Warszawie powiadano nam wprost: nie jesteście potrzebni w stolicy, wracajcie do domu, nie macie osobowości prawnej, więc z wami i tak nikt nie będzie rozmawiał! Właśnie wtedy postanowiliśmy udowodnić, że nie jesteśmy chłopkami sprzed JJ wojny światowej i wiemy, jak sobie załatwić osobowość prawną. I tak w grudniu 1991 roku zostały złożone odpowiednie dokumenty założycielskie do sądu warszawskiego. 10 stycznia 1992 roku zarejestrowano Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona", który może zrzeszać nie tylko rolników indywidualnych i ich rodziny oraz emerytów i rencistów, ale również osoby pracujące na rzecz i w otoczeniu rolnictwa.

- A więc droga do...quot;Samoobrony" rolników, choć wyboista, w gruncie rzeczy była prosta?

- Oczywiście. Gdyby w Polsce zaistniała owa...quot;normalność", na temat której rzuca się tyle słów na wiatr, to żadna samoobrona nie byłaby w ogóle potrzebna. Zewnętrzne, twarde warunki i będące skutkiem dyktatu MFW i Banku Światowego zagrożenie, powstałe dla samego istnienia naszych gospodarstw, a więc też i dla bytu nas samych i naszych rodzin, ogólna obojętność na tę straszliwą sytuację - oto rzeczywiste i najgłębsze przyczyny narodzin Związku Rolnictwa ...quot;Samoobrona".

- Mówi Pan o...quot;zewnętrznych, twardych warunkach" sytuacji polskiej, jako sprawczej przyczyny powstania ,,Samoobrony". Jak Pan to rozumie?

- Otóż, gdy powstał rząd Rakowskiego i potem, poczynając od pierwszego, niekomunistycznego gabinetu Mazowieckiego, narzucono Polsce z zewnątrz kurs polityki społeczno-ekonomicznej, który, choć w zupełnie inny sposób, prowadzi - przynajmniej pod względem gospodarczym - do nie mniejszej katastrofy narodowej, co sowietyzm, a nawet stalinizm. Rzecz w tym, że tę zgubną orientację postsolidarnościowe elity rządzące, od wspomnianego Mazowieckiego, przez Bieleckiego, Olszewskiego aż do Suchockiej, uznały i uznają za rzekomo bezalternatywną. Nawet tzw. lewicowa opozycja z SdRP we wszystkich istotnych kwestiach popierała i popiera wspomnianą orientację narzuconą nam z zewnątrz przez MFW i Bank Światowy. Gdyby nie głosy większości członków Klubu SLD, to skandaliczny program prywatyzacji, który zakłada import bezrobocia, wyprzedaż za półdarmo polskiego majątku narodowego obcym, w ogóle by w Sejmie nie przeszedł. To wydarzenie urosło, w odniesieniu do SLD i SdRP, a zapewne też kierownictwa OPZZ przynależnego do tego samego klubu parlamentarnego, do rangi symbolu. Symbolu sprzeniewierzenia się liderów SLD obietnicom poczynionym własnym wyborcom, jakże przecież licznym. Od dawna zresztą obserwowaliśmy, że posłowie i senatorowie SLD byli jakby doczepieni do Unii Demokratycznej lawirując na orbicie rządu Suchockiej. Wydaje mi się, że duża część przywódców SdRP z Kwaśniewskim na czele, po prostu kontynuuje politykę dawnego, jaruzelsko-rakowskiego skrzydła byłej PZPR. A jaka to była polityka, wszyscy wiemy. Z kolei, dlaczego do tej grupy dołączyła nie mająca takiej samej przeszłości obecna szefowa OPZZ, Ewa Spychalska, pozostaje dla mnie osobiście zagadką.

- Czy, Pańskim zdaniem, były w ogóle jakieś inne, bardziej konstruktywne siły w b. PZPR, jeżeli już mówimy na ten temat? Jeżeli tak, to jakie i co Pan o nich sądzi?

- W PZPR były bardzo różne grupy. Osobiście nie oceniam ludzi według etykietek, to jest ich przynależności partyjnej, ale według postaw i konkretnych, indywidualnych działań. Dotyczy to zarówno przeszłości, jak i teraźniejszości.

Nie mogę wszakże, jako lider...quot;Samoobrony", w ogóle nie interesować się tym, co robiły w przeszłości osoby pragnące wstąpić do naszej organizacji. Z natury rzeczy wiele z nich należało dawniej także do ZSL czy, w tym wypadku, do PZPR, w której, jak wspomniałem, były różne siły i rozmaite jednostki. O ile się orientuję, to obecna SdRP, jej elita, reprezentuje przede wszystkim byłą grupę kierowniczą...quot;przewodniej siły". Właśnie tę, która bezpośrednio i najbardziej obciążona jest dziedzictwem fatalnych rządów, zdradzieckich poczynań, korupcji, wysługiwania się Sowietom. Jest to grupa, która wraz z bliskimi sobie ludźmi z byłego KOR-u utworzyła za wspólnym błogosławieństwem Moskwy i Waszyngtonu...quot;okrągły stół" i przekazała władzę części dawnej opozycji. Jeżeli dzisiaj taki Adam Michnik afiszuje się na przykład przyjaźnią z Wojciechem Jaruzelskim i lansuje książkę Jaruzelskiego w Paryżu, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Po prostu stanowi to potwierdzenie zażyłych związków występujących między ostatnim kierownictwem PZPR i KOR-em.

Natomiast zupełnie jest głucho o tych działaczach i szeregowych członkach b. PZPR, którzy znajdowali się w ostrej opozycji wobec jaruzelsko-rakowskiego kierownictwa i z tej racji niekiedy ponosili kary, szykany, represje. Przepowiadali oni, czym się skończy polityka wyprzedawania ideałów i wartości autentycznie socjalistycznych. Nie wolno nam zapomnieć np. roli odgrywanej w przeszłości przez PPS, do której należał, bądź co bądź, w swoim czasie nawet Józef Piłsudski!

- Czy mógłby Pan powiedzieć ściślej, o jakich ludzi i o jakie siły tu chodzi?

- Gdy nastąpiły wypadki radomskie w 1976 roku, liczni członkowie byłej PZPR - w tym robotnicy, pisarze, publicyści - oburzeni na politykę antyrobotniczą ówczesnego kierownictwa, wystosowali ...quot;List 2000" do Gierka. W liście domagali się stanowczo powrotu do pierwszego okresu gierkowskiego i realizacji podjętych wobec społeczeństwa zobowiązań. Poza tym były w PZPR różne grupy opozycyjne i niekonformistyczne, działające w trosce o byt ludzi pracy, o sprzeniewierzane przez klikę rządzącą ideały ustroju sprawiedliwości społecznej. Ciekawe i ważne, że te grupy z PZPR łączyły się niekiedy z ludźmi z kręgów pozapartyjnych, podobnie czującymi i myślącymi.

Nawiązując dziś do oceny współczesnych działaczy nurtów postpezetperowskich, pytać należy, o kogo konkretnie chodzi. W końcu także Leszek Balcerowicz był członkiem PZPR, a nawet pracownikiem jednej z instytucji ideologicznych bezpośrednio związanych z KC partii. Podobnie - prof. Gieremek i inni.

Zakładając i rozwijając...quot;Samoobronę" nie wolno pomijać i powyższego punktu widzenia. Tym bardziej, że w strukturze znacznie szerszej od Związku Rolnictwa...quot;Samoobrona", a więc w Komitecie Samoobrony Narodu, jest miejsce dla wszystkich, którzy pragną bronić interesów narodowych, obojętnie gdzie byli i co robili przed 1989 rokiem. Nie przypadkiem są w tym Komitecie liczni AK-owcy i BCH-owcy oraz żołnierze byłej AL.

- Czy są to przemyślenia i wnioski, które Pan sformułował ostatnio?

- W tym sensie, że w miarę tworzenia i rozwoju, a więc budowy ...quot;Samoobrony", orientowałem się, że wchodzą do tej struktury różne siły i ugrupowania, których wspólnym mianownikiem jest wola czynnej obrony podstawowych wartości duchowych i cywilizacyjnych, a więc też materialnych, narodu polskiego. Wielkie strajki miedzi, zbrojeniówki, kopalni węgla, pracowników oświaty, służby zdrowia, i w ogóle budżetówki, uświadomiły nam obiektywną konieczność powstania, istnienia i dynamicznej rozbudowy...quot;Samoobrony" w służbie ojczystej sprawy.

Podobnie myślą nasi sojusznicy i przyjaciele. Podobny też jest cel ich dążeń, chociaż rozmaite bywają metody stosowane, by cel ten osiągnąć. Na przykład, działający od trzech lat i zaprzyjaźniony z nami Komitet Obrony Bezrobotnych składa się z ludzi pozbawionych pracy, ale też pracowników nauki i kultury różnych orientacji, a nawet księży. Są tam zarówno ludzie ze stolicy i dużych miast, jak i z głębokiej prowincji. Dla nich samoobrona to nie tylko manifestacje, czy, jak się popularnie mówi, zadymy. Organizują też przedsiębiorstwa, w których bezrobotni znajdują nowe miejsca pracy. Te przedsiębiorstwa tworzą ogólnopolską agencję inicjatyw gospodarczych. Z kolei KOB należy do Europejskiej Sieci Ekonomiki Alternatywnej i Solidarnej z siedzibą w Paryżu. Ma przedstawicielstwa w EWG i w Moskwie. Wszystko to są różne formy aktywnego działania i obrony własnych koncepcji programowych. Na przykład wspomniana Sieć Ekonomiki Alternatywnej wypracowuje inny rodzaj gospodarki rynkowej niż ten, który narzuca MFW, Bank Światowy i EWG. O dziwo, w tworzeniu tych alternatywnych programów uczestniczą też różni działacze i ekonomiści zachodni...

- A więc, krótko mówiąc, konkretne okoliczności, które skłoniły Pana do organizowania ,,Samoobrony", dość szybko obrosły w znacznie rozleglejsze, także historyczne oraz międzynarodowe uwarunkowania?

- Tak jest. Myślę, że może najważniejszym naszym atutem jest trafne wyczucie dziejowej chwili, w której zaczęliśmy działać i weszliśmy do polskiej gry. Dodaje nam to siły ł skuteczności. Ułatwia zespalanie wysiłków ludzi o bardzo rozmaitych rodowodach. Jako organizacja młoda i nie akceptująca mylących celowo nasze społeczeństwo podziałów na lewicę i prawicę, możemy ich połączyć, bo sami mamy czystą hipotekę. A dla współczesnych Polaków jedność - ponad podziały, swary, rywalizacje ambicji i kłótnie - jest koniecznością nadrzędną. By to wszystko uczynić, powołaliśmy do życia...quot;Samoobronę".

- Czy odpowiada prawdzie, choćby po części, twierdzenie, jakoby Andrzej Lepper i jego koledzy utworzyli ,,Samoobronę" dlatego, żeby wykręcić się od spłaty wielomiliardowych długów bankowych?

-...quot;Samoobrona" od samego początku walczyła nie tyle o umorzenie długów zaciągniętych przez rolników - i nie tylko przez nich - ile o to, żeby w Polsce powstały normalne warunki ustrojowo-ekonomiczne dla życia jej obywateli i rozwoju kraju. Mówiliśmy nieustannie o tym, że należy wdrażać prawidłowe i sprawdzone gdzie indziej, dostosowane do naszej specyfiki, zasady ekonomiczne, dzięki którym będzie można wywiązywać się także z zaciąganych zobowiązań kredytowo-finansowych, a także z zobowiązań wobec państwa. Dla nas nowa, demokratyczna Polska i tzw....quot;powrót do normalności" oznaczały przyjęcie zdrowych reguł gry gospodarki wolnorynkowej zarówno w mieście, jak i na wsi. Nie trzeba być Milionem Friedmanem czy Keynesem, żeby wiedzieć, że we współczesnym kapitalizmie rolnicy - od USA i Kanady, przez EWG do Nowej Zelandii - otoczeni są ochroną państwa, a jednym z filarów tego klasycznego protekcjonizmu jest sprzyjający farmerom system kredytowo-bankowy. Kto, jak na przykład Leszek Balcerowicz, prawi komunały o...quot;czystym, wolnym rynku" dla wsi polskiej, ten nie tylko rozmija się z podstawowymi kanonami nowoczesnej ekonomiki rolniczej, ale po prostu dąży do zniszczenia polskiego rolnictwa. Na tej balcerowiczowskiej drodze zagłady naszej wsi pułapka kredytowa stanowi jedno z głównych zagrożeń.

Jak Pan widzi, my, z...quot;Samoobrony", nie sprowadzamy naszego protestu li tylko do kwestii zadłużenia. Jest to nie przyczyna, ale skutek pogłębiającej się katastrofy naszego rolnictwa, której głównym powodem sprawczym jest narzucona dyktatem MFW polityka świadomej dewastacji wsi polskiej, rozbrajania jej przed konkurencją zagraniczną, głównie z EWG. Towarzysząca temu procesowi lichwa bankowa dopełnia dzieła zniszczenia. I to - dodam - lichwa uchwalana i wspierana przez rządzące dziś Polską gremia, które nieustannie odwołują się do nauk Kościoła i Ewangelii, mimo, że to właśnie Chrystus i Jego Apostołowie oraz liczni papieże tak zdecydowanie potępiali lichwiarski proceder!

- Ale nie odpowiedział Pan do końca na moje pytanie. Czy, pomimo wszystko, nie założył Pan...quot;Samoobrony" także po to, by wykręcić się od spłaty długów?

- Sytuacja była akurat odwrotna. I ja, i moi koledzy z...quot;Samo obrony", mogliśmy już w początkach naszej działalności łatwo pozbyć się długów, a nawet zaciągnąć nowe kredyty.

Tak było! Przytoczę Panu następujące fakty.

Gdy protestowaliśmy pod Sejmem w 1991 roku uczyniono mi - i to na wysokim szczeblu władzy - propozycję, że jak tylko wrócę do domu i zaniecham dalszej działalności, to moje sprawy zostaną od ręki pozytywnie załatwione i nie będę miał dłużej żadnych problemów finansowych. W czasie okupacji budynku Ministerstwa Rolnictwa w ub. roku powiedziano nam, że jeżeli przerwiemy protest, to ktoś z...quot;Samoobrony" dostanie funkcję wiceministra Rolnictwa. Jeszcze potem namawiano mnie usilnie, żebym zaniechał działalności za cenę oddłużenia i uzyskania nowych kilkumiliardowych kredytów na przetwórstwo ziemniaków, na które m.in. zaciągnąłem pożyczkę, proponując mi jednocześnie stanowisko przewodniczącego Rady do Spraw Wsi i Rolnictwa przy Prezydencie RP.

Z żadnych tych i podobnych propozycji nie skorzystałem, ponieważ byłby to koniec...quot;Samoobrony", a ja do końca życia miałbym wyrzuty i czułbym się zwykłą szmatą, jako człowiek, który zawiódł oczekiwania tych, którzy mi zawierzyli. Nie podjąłem walki o własne sprawy, ani o interesy jakiejś wąskiej grupy ludzi. Widzę sprawy znacznie szerzej. Dostrzegam konieczność walki o Polskę, bo ona ginie. Nigdy nie stawiałbym prywatnych interesów ponad sprawy narodu i państwa.

Dodam, że była też publiczna wypowiedź Ministerstwa Rolnictwa oczerniająca mnie, jakobym rzekomo skorzystał z oddłużenia Banku Spółdzielczego w Darłowie, do którego należę i który - jako jedyny w kraju - został w stu procentach oddłużony. Otóż prawda jest taka, że z tego oddłużenia nie skorzystałem i nie skorzystam, ponieważ zostało ono przeprowadzone jako swoista prowokacja, a ponadto w sposób całkowicie sprzeczny z zasadami i programem...quot;Samoobrony".

- W tygodniku...quot; Wprost" nr 20. z 1993 r., pod tytułem ,,Długów odpuszczenie", wiceminister Rolnictwa, Jerzy Rey, oświadczy!, że skorzystał Pan z oddłużenia na kwotę 440 milionów zł. Czy to prawda?p>

- Jest to kłamstwo. Kłamstwo mające na celu skompromitowanie mnie, jako przewodniczącego...quot;Samoobrony", w oczach nie tylko rolników, ale i całego społeczeństwa. Przygwoździłem zresztą to kłamstwo pana Reya w liście do czasopisma...quot;Wprost", wydrukowanym w kolejnym, 21. numerze tego tygodnika, z dnia 23 maja 1993 r. Nawiasem mówiąc, byłoby znacznie lepiej, gdyby pan Rey ustosunkował się do postawionego mu publicznie zarzutu, iż, jako wiceminister, skutecznie oddłużył swojego krewniaka na kwotę 23 miliardy zł i...quot;podarował" mu dodatkowo 4 miliardy zł dalszego kredytu, aniżeli oskarżał fałszywie innych.

- Jednak wracając do Pańskiego osobistego zadłużenia - jak się ono przedstawia?

- Moje zadłużenie wynosi obecnie 1,2 miliarda zł i powinno być rozpatrzone przez fundusz, nie przez bank. Nie ma mnie na liście oddłużonych sporządzonej przez NIK, na której znaleźli się wszyscy dłużnicy powyżej miliarda zł, pozytywnie załatwieni przez fundusz.

27 kwietnia 1993 r. złożyłem skargę, w której domagam się od funduszu wyjaśnienia sprawy mojego oddłużenia, ponieważ jest to następny etap zadłużenia. Do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. To pan Rey podjął decyzję, że Bank Spółdzielczy Darłowo, w którym jestem zadłużony, jako jedyny bank w Polsce zostanie oddłużony w 100 procentach. Dlaczego? Dlatego, żeby skompromitować Leppera.

Ten kij ma jednak dwa końce. Jeżeli sprawa oddłużenia całej gospodarki narodowej, w tym rolnictwa, nie zostanie załatwiona systemowo, zgodnie z projektem...quot;Samoobrony" przedstawionym wiosną 1992 r., to takie afery będą się powtarzać bez końca. Chciałbym jeszcze dodać, że o własne sprawy, tylko o własne sprawy, nigdy nie walczyłem i walczyć nie będę....quot;Samoobrona" od początku stawiała sprawę jasno: nie chcemy umorzenia kredytów, natomiast chcemy stworzenia normalnych warunków, które by umożliwiły realizację zobowiązań wobec państwa i wobec banków.

- Czy mógłby Pan bliżej wyjaśnić to swoje stanowisko?

- Oczywiście. Tak rozumiane...quot;selektywne" oddłużanie banków i rolników stanowi tylko przedłużanie agonii wsi. Chodzi wprawdzie o jej przetrwanie, ale tylko do spłacenia pierwszej raty. Nieubłaganie nadejdzie drugi etap tego niszczycielskiego dzieła. Pętla zadłużenia zaciśnie się na szyi chłopa. Jego gospodarstwo padnie w warunkach podobnych do tych, jakie narzucał Wielkopolsce pruski aparat hakaty w XIX wieku, by pozbawić Polaków - zarówno chłopów, jak 1 szlachtę - ich ojczystej ziemi. Zastanawiam się niekiedy, czy legendarnej postaci Wojciecha Drzymały, który mieszkając w wozie na kółkach bronił przed hakatą swego gospodarstwa, nie uczynić patronem naszej dzisiejszej...quot;Samoobrony".

- A więc, nade wszystko, obrona polskiej ziemi...?

- Tak jest. Obrona każdego skrawka, każdej piędzi ojcowizny.

Doszło dziś już do tego, że polskie ponoć władze i sądy czynią nam z tej racji zarzut, jakby to było jakieś wykroczenie lub zgoła przestępstwo.

A przecież w suwerennej, niezawisłej i demokratycznej Rzeczypospolitej Polskiej obrona ziemi to nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek konstytucyjny każdego jej obywatela! Nasze stanowisko w kwestii zadłużenia polskiego rolnictwa i walka...quot;Samoobrony" przeciwko dyktatowi MFW i Banku Światowego, to nic innego, jak realizacja wspomnianego obowiązku. Właśnie dlatego działaliśmy, działamy i będziemy działać, jako Związek Zawodowy...quot;Samoobrona", zgodnie z obowiązującym porządkiem prawnym i w jego obronie, a nie, jak twierdzą nasi wrogowie, wbrew i przeciwko temu prawu.

- Ale powróćmy może do kwestii oddłużenia. Czy chodzi Panu tylko o rolnictwo?

- Wcale nie. Walcząc o interesy polskiej wsi wiem, że nie można ich załatwić w oderwaniu od całości problemów społecznych i gospodarczych nurtujących kraj. Zdaję sobie też sprawę z tego, iż istnieje rygor interesu ogólnego, jego nadrzędność nad zagadnieniami i postu latami cząstkowymi. W żaden sposób nie wolno ubierać Polski w ciasny chałat interesów i interesików partykularnych. To dotyczy również zadłużenia. Aby rozwój Polski oznaczał poprawę życia mas, a nie ich pogłębiającą się nędzę i socjalną degradację, żeby nie stanowił dobrobytu tylko dla nielicznych, konieczne jest oddłużenie całej polskiej gospodarki. Czy Pan wie, że obecne jej zadłużenie przekracza astronomiczną sumę 400 bilionów złotych? Oddłużanie winno być przeprowadzane systemowo i integralnie. Objąć również, a nie tylko, rolnictwo. Gdy to nastąpi, wówczas z kredytów będę korzystał także ja i inni koledzy z...quot;Samoobrony". Ale dopiero wtedy, w żadnym razie nie wcześniej.

Czy może wykorzystaliśmy zaciągnięte w latach 1990-1992 pożyczki niewłaściwie? Absolutnie nie, co stwierdzam z całkowitą odpowiedzialnością. Tylko bardzo nieliczni zużyli kredyty na cele niezgodne z przeznaczeniem pożyczonych pieniędzy. W swej przeważającej części kredyty zaciągali rolnicy młodzi i przedsiębiorczy. Tacy, którym zależało autentycznie na dynamicznym rozwoju swych gospodarstw. I na tym, by polska wieś, nowoczesna, światła i wysoko-wydajna stała się konkurencyjna dla najbardziej nawet rozwiniętych krajów świata. I w tym tkwił właśnie sęk całej sprawy. Mocodawcom pp. Balcerowicza, Bieleckiego, Lewandowskiego, Janowskiego i im podobnych, zależało i zależy na czymś zgoła przeciwnym - by rolnictwo polskie upadło i przestało być konkurencyjne dla Zachodu. Użyli więc przeciwko nam, rolnikom, pułapki kredytowej. W oficjalnych mediach słyszy się, że ponoć kredyty wzięli cwaniacy i przehulali je raz-dwa. To nędzne kłamstwo zasługujące na publiczne potępienie. Dyrektor banku, który dzisiaj twierdzi, że kredyt został wykorzystany niezgodnie z przeznaczeniem, powinien sam go spłacić. Przecież prawo bankowe obliguje go do sprawdzania zgodności wykorzystywania kredytu z przeznaczeniem. Należałoby takiemu dyrektorowi zadać pytanie, co robił wtedy, gdy widział, jak się marnuje zaciągnięte z jego banku pieniądze. Przecież winien on po stwierdzeniu tego rodzaju sytuacji natychmiast zażądać uiszczenia całości długu!

W rzeczywistości występowała jednak zupełnie odmienna sytuacja. Banki orientowały się, że z tych lub innych przyczyn kredytobiorca nie może spłacić długu i odsetek. Czekały więc spokojnie na upływ terminu, a następnie oferowały... ponowny kredyt na zapłacenie poprzedniego kredytu i odsetek! Tak zachowywały się kierownictwa banków w stosunku do normalnych kredytobiorców. Zupełnie ich nie interesowało to, w jaki sposób i na jakie cele biorący-pieniądze użytkował uzyskane środki. Czy korzystał z nich zgodnie z przeznaczeniem - co stanowiło regułę - czy nie, banków to nie interesowało i każdemu oferowały to samo: ponowny kredyt na regulację zaciągniętego wcześniej kredytu.

Co zaś tyczy mnie osobiście, to muszę stwierdzić, że pożyczając od banków przez dziesięć lat pieniądze, użytkowałem je zgodnie z przeznaczeniem i starałem się skrupulatnie wywiązywać z zaciągniętych zobowiązań. Ani ze mną, ani z tysiącami innych polskich rolników, którzy brali kredyty, banki nie miały problemów. Zadłużenie i jego konsekwencje nie wynikły z nieudolności właścicieli gospodarstw czy nieróbstwa rolników, ale z błędnej, antypolskiej polityki ekonomicznej, a w naszym przypadku szczególnie finansowo-kredytowej, kolejnych rządów - od Rakowskiego do Suchockiej.

- Od Mieczysława Rakowskiego?

- Tak, właśnie. To przecież nie kto inny, jak Rakowski, będąc premierem, dnia 31 stycznia 1989 roku wprowadził w życie nowe prawo bankowe, do którego zapisano możliwość stosowania zmiennej stopy procentowej. Rakowski czyniąc to był prekursorem Balcerowicza w inicjowaniu planu dewastacji gospodarczej Polski. Rakowski popełnił...quot;błąd" (a raczej z całym cynizmem i pełną świadomością podjął politykę) traktowania rolnictwa, jakby było ono handlem, w którym rotacja towarów jest szybka, a cykl produkcyjny krótki. Kontynuatorzy dzieła niszczenia Polski, autorstwa Rakowskiego, a więc kolejno: Mazowiecki, Bielecki, Olszewski i Suchocka, zmienną stopą procentową jeszcze bardziej sytuację zaostrzyli. Doprowadzili do krachu już nie tylko rolnictwo, ale również handel, drobną wytwórczość, rzemiosło, usługi, przede wszystkim zaś potężne działy przemysłu lekkiego, ciężkiego i wydobywczego. Wszystko to pod dyktat MFW. W odpowiedzi na oficjalne peany pochwalne dla Balcerowicza i jego planu, które rozbrzmiewają z telewizora i łamów koncesjonowanej prasy, chciałbym usłyszeć, dlaczego -jeżeli jest tak dobrze -jest aż tak źle? Dlaczego jakoś nie słychać, by zmienna stopa procentowa i polityka finansowa kolejnych rządów rakowsko-postsolidarnościowych przyniosły korzyści choćby jednej gałęzi gospodarki narodowej, postawiły na nogi choćby jeden zakład, czy wieś? Dlaczego tak jest? - pytam. Dlaczego?

- Powiada się, że polityka - to realizacja dobra powszechnego...

- Powiada się tak, otóż to! Tymczasem po tych kilku latach rządów Rakowskiego i jego następców, aż do pani Premier Suchockiej należy się zastanowić, czy - generalnie rzecz biorąc - idziemy w kierunku stopniowego postępu i rozwoju Polski, czy odwrotnie, ku jej upadkowi i konsekwentnemu wyniszczeniu. Niestety, dzisiaj jest to już pytanie czysto retoryczne. Osobiście jestem zdania, że to, co się dzieje wokół nas, jest zbrodnią na narodzie i państwie polskim.

Najwidoczniej komuś możnemu na tym świecie zależy, by Polska, podobnie jak inne kraje objęte zasięgiem i kontrolą MFW oraz Banku Światowego, przekształciła się w jeden wielki rynek zbytu dla nad wyżek produkcyjnych państw wysokorozwiniętych. Bynajmniej nie opowiadam się za szczelnym zamknięciem granic naszego kraju przed obcymi towarami i kapitałami, ale sądzę, że regulować ten obieg winien nadrzędny polski interes narodowy, polska racja stanu.

Współpraca gospodarcza z zagranicą, wszechstronna wymiana handlowa - oczywiście tak, ale na zasadach równoprawności i partnerstwa. Otwarcie Polski tak pojęte powinno być dokonywane na wszelkie bez wyjątku kierunki - na Północ i Południe, na Wschód i Zachód.

- Skąd wziął Pan pomyśl organizowania czynnego protestu przeciwko bankom, urzędom państwowym, funkcjonariuszom rządowym? Czy, Pańskim zdaniem, pasuje do Pana określenie...quot;Jakuba Szeli III Rzeczypospolitej"?

- Nie zaczynałem od czynnych protestów. Nastąpiły one wtedy, kiedy żadnego z zawieranych wcześniej porozumień praktycznie nie realizowano, a rolnicy byli nieustannie prześladowani i gnębieni przez banki oraz komorników. Blokowanie urzędów państwowych w każdym wypadku poprzedzały pisma lub oświadczenia, w których zwracaliśmy uwagę na wciąż pogarszającą się sytuację w kraju, zwłaszcza w rolnictwie....quot;Samoobrona" kilkakrotnie przedstawiała własne projekty rozwiązań problemów zadłużenia, restrukturyzacji PGR-ów, spółdzielni produkcyjnych i programu funkcjonowania po nowemu spółdzielczości wiejskiej. Będę zresztą o tych propozycjach jeszcze mówił. Nic to jednak nie pomagało. Cierpliwość nie tylko rolników z...quot;Samoobrony", lecz także ogółu Polaków, dochodziła kresu. Zdawaliśmy sobie wszyscy coraz lepiej sprawę z tego, że uruchomiona przeciwko nam i Polsce machina rzekomych reform i przekształceń musi być zatrzymana. Po przestrogach i deklaracjach nadszedł czas na czynny protest. Musimy pamiętać też o tym, że społeczeństwo polskie zostało odepchnięte od decyzji o własnym losie.

Wprowadzono coraz liczniejsze blokady wyrażania przez naród jego woli. Cóż nam więc pozostaje innego, jak nie czynnie przeciwko temu wszystkiemu protestować?

- A porównywanie Pana do Szeli?

- Analogie historyczne bywają mylne. Ale nie uciekam od nich. Każdy Polak ma niejako we krwi zakodowane główne wyznaczniki dziejów narodu, do którego przynależy. Porównanie mnie do Jakuba Szeli na pewno nie wynika z sympatii dla mnie. I chociaż czasy są dziś całkiem inne, przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza. Nie jestem historykiem, by wypowiadać się na ten temat autorytatywnie. Wydaje mi się wszakże z tego, co wiem, że postaci Jakuba Szeli nie można rozważać jednowymiarowe. Prawdziwy obraz tego osobliwego przywódcy chłopów galicyjskich jest złożony zarówno politycznie, jak i psychologicznie. Żył od końca XVIII do drugiej połowy XIX wieku.

Był świadkiem i aktorem wydarzeń, które doprowadziły zarówno do rozbiorów Polski, jak i powstań narodowych. Jak wielu innych polskich chłopów, którzy pamiętali insurekcję kościuszkowską, sukmanę Naczelnika, gdy przysięgał na Rynku Krakowskim, i Bartosza Głowackiego pod Racławicami, sądził, że walcząc u boku szlachty i magnaterii o wolną Polskę, ci, co żywią i bronią Ojczyzny, doczekają się własnej ziemi. Jak tylu innych polskich chłopów doznał rozczarowania. Panowie nie chcieli rezygnować z pańszczyzny i poddaństwa włościan.

Zdesperowany Szela uznał, że szlachta nie dotrzymała obietnicy. Zwiedziony i manipulowany przez obcych, zaczął szukać pomocy i wsparcia u austriackiego zaborcy. Rozprawił się krwawo z tymi, którzy go oszukali, za pieniądze nieprzyjaciół Polski. Jakże mógłbym popierać ten desperacki, w swych skutkach wręcz zdradziecki, krok Jakuba Szeli! Rozumiem jednak przyczyny, które doprowadziły jego i galicyjskich chłopów w czasie sławetnej rabacji do tak tragicznej determinacji.

Nie widzę, oczywiście, mojego podobieństwa do Szeli poza może tym, że i mnie stać, w razie potrzeby, na walkę. Ziemi polskiej, gospodarstw rolnych każdego sektora, bronić będziemy do końca. Pod tym względem i u nas występuje determinacja nie mniejsza, niż u Szeli. Chcemy jednak, by ta zdeterminowana obrona polskiej ziemi i praw polskiego rolnika była obroną odpowiadającą obecnym czasom, to jest prawdziwie demokratyczna, w miarę możliwości pokojowa i wyrzekająca się gwałtu. Ale gdyby doszło do najgorszego i gdyby trzeba było siłą bronić Polski, to my, z...quot;Samoobrony", nie cofniemy się. Osobiście ręka mi nie zadrży w obronie Polski i ojcowizny.

Ponieważ dotknął Pan mojej rzekomej analogii do postaci Jakuba Szeli, powiem jeszcze jedno. Przywódca galicyjskiej rabacji brał pieniądze od Austriaków. Natomiast...quot;Samoobrona" nie działała i nie działa ani za ruble, ani za marki, ani za dolary, jak to w swoim czasie czyniły liczne organizacje z dawnej opozycji. Od nikogo nie wzięliśmy niczego. Utrzymujemy się tylko i wyłącznie za polskie złotówki, które pochodzą z dobrowolnych składek naszych członków i sympatyków. Także to różni mnie zasadniczo od Szeli. A jeżeli na siłę chce Pan mnie do kogoś porównać, to od Szeli stanowczo wolę Janosika, który bogatym zabierał i biednym dawał.

- Czy ma Pan coś przeciwko bogatym?

- Bynajmniej. Nie mam nic przeciwko bogatym. Uważam, że powinno ich być w Polsce jak najwięcej. Ale pod jednym, zasadniczym warunkiem: żeby bogacili się w uczciwy sposób. I żeby, kiedy przybywa bogatych, ubywało biednych. Dodam jeszcze jedno. Akcją samoobrony powinni być objęci nie tylko zadłużeni rolnicy, robotnicy wyprzedawanych wielkich zakładów przemysłowych, nauczyciele, pracownicy służby zdrowia, pisarze, plastycy i przedstawiciele innych dziedzin kultury, ale także polscy przedsiębiorcy, kupcy czy rzemieślnicy. A więc ludzie - często zresztą niesłusznie - uważani za bogatych. Także bowiem oni są obiektem dewastacji społeczno-ekonomicznej ze strony MFW i jego krajowej agentury.

Pytał Pan, czy jestem przeciwko bogatym i Panu odpowiedziałem. Nie można jednak nie widzieć tego, że w naszym kraju pojęcie...quot;bogacz" kojarzy się wciąż, niestety, z pojęciem złodzieja mienia społecznego lub zwykłego aferzysty. Poza tym, wielu obecnych prominentów po dojściu do władzy od razu pokazało swoje prawdziwe oblicze - ludzi chciwych na pieniądze, bezwzględnych służalców zagranicznych, dolarowych mocodawców. Ani Polska, ani ludzie ciężkiej pracy fizycznej lub umysłowej, ani demokracja, ani wiara chrześcijańska, którą tak często społeczeństwu mydlą oczy, nie mają dla nich żadnego znaczenia. Liczą się tylko pieniądze i przywileje władzy. Z takimi pasożytami żerującymi na korupcji trzeba rozliczać się bezwzględnie. Zasługują nie tylko na potępienie, ale też na najwyższe kary. To oni gwałcą u nas poczucie publicznej przyzwoitości. Walka z nimi i gnijącym podłożem społecznym, z którego wyrastają, nie ma jednak nic wspólnego z szacunkiem i poparciem, jakie winniśmy okazywać ludziom dorabiającym się majątku w uczciwy sposób. Osobiście będę popierał rodzący się polski, narodowy kapitalizm, byle tylko nie był nieludzki.

- A jak, Pańskim zdaniem, sytuacja ludzi bogatych lub bogacących się powinna się przedstawiać na wsi?

- Bardzo bym się cieszył, gdyby, jak Pan mówi, powstała na polskiej wsi...quot;sytuacja ludzi bogatych lub bogacących się"! W rzeczywistości mamy natomiast sytuację akurat odwrotną: rosnącą liczbę ludzi biednych i coraz biedniejszych. Oczywiste, że przyszłość zamożnej wsi polskiej jest nierozłącznie związana z zamożnością poszczególnych rolników i ich rodzin. Ubóstwo nigdzie, a zwłaszcza na wsi, nie może być uważane za wzór lub cnotę!

W przeszłości występowały w Polsce ostre antagonizmy między chłopami, jako całością, a np. dworem, czyli dużą własnością ziemską. Wrogowie Polski rozdmuchiwali te konflikty, o czym najlepiej świadczy przytoczony przez Pana przykład Szeli. Bo, oczywiście, konflikt między szlachtą, a chłopstwem, był na rękę zaborcom. Podobnie dzisiaj. Określone, obce i nieprzyjazne nam siły nie chcą dopuścić do tego, by ziemie leżące ugorem lub źle gospodarowane przez państwo, stały się własnością polskiego farmera, czy nowoczesnego ziemianina. Chodzi w tym wypadku o dwie różne rzeczy.

Po pierwsze, o to, by usunąć z pola widzenia potencjalnego polskiego rolnika czy właściciela ziemskiego i umożliwić w przyszłości potajemne, czy półjawne wykupywanie tej ziemi przez obcych obszarników. Że nie jest to czcza groźba, dowodzi przykład PGR Główczyce, gdzie junkier niemiecki, baron von Puttkamer, o mało co, przez podstawione osoby, nie wykupił liczącego aż kilka tysięcy ha majątku ziemskiego. Wskutek energicznej interwencji...quot;Samoobrony", o czym wspominam w innej części tej rozmowy, jak na razie - i na szczęście - do tego nie doszło.

Ale jest jeszcze drugi, głębszy - i nie tylko ekonomiczny - aspekt tego samego zagadnienia. Polega on na tym, że wspomniane siły antypolskie nie chcą, by w nowej Polsce nawiązywano do tego, co w niektórych tradycjach polskiej szlachty było dla całego narodu pozytywne i korzystne: do trwania przy polskiej obyczajowości, traktowania rodziny jako podstawowej komórki społecznej, uszanowania religii i nauk Kościoła, a przede wszystkim do umiłowania Ojczyzny, dla której znaczna część szlachty, a nawet magnaterii, kiedy było trzeba, oddawała - również podczas okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej - tak majętność, jak i życie.

Również w naszych czasach są tacy duchowi zaborcy Polski, którzy robią, co mogą, żeby wykorzenić owe piękne tradycje narodowe, obojętne - czy chłopskie, czy szlacheckie - byle tylko rozmazać, osłabić i zniszczyć polską tożsamość. Ci nowi zaborcy są wrogami całej Polski, a więc także wsi polskiej, a nie tylko takiej lub innej jej części. Dla nich przeciwnikami są ustawieni w jednym szeregu: Kościół, chłopi, robotnicy, inteligenci, ale przecież także niektórzy bezpośredni spadkobiercy najlepszych tradycji dawnej polskiej szlachty.

Aby w tej walce nam narzuconej zwyciężyć, musimy przeciwko wspólnemu wrogowi występować razem. I także razem, a nie skłóceni, w pojedynkę, bronić naszych polskich, narodowych interesów, tradycji i wartości.

Nie jestem - choć tak mnie malują niektórzy czarną farbą - demagogiem, anarchistą, czy populistą, w złym tego słowa znaczeniu. Staram się zawsze zachowywać umiar i realizm. Również w odniesieniu do byłych właścicieli, o ile, rzecz jasna, są oni związani z narodem i kierują się jego interesami oraz polską racją stanu. Popieram wysiłki patriotycznego wychodźstwa polskiego, które instynktownie wyczuwa, że w Polsce nie dzieje się dobrze. Że jest co najmniej dziwne, iż po czterech latach nowej, ponoć demokratycznej i...quot;reformatorskiej" władzy, nadal wielu byłych właścicieli tartaków, młynów, browarów, warsztatów i podobnych zakładów nie może odzyskać tego, co zagrabił im stalinizm. Uważam, że tutaj zwrot powinien nastąpić jak najszybciej. Dworskie siedziby rodzinne, zamiast być sprzedawane Niemcom i innym obcokrajowcom, albo ulec całkowitej dewastacji, winny wrócić do dawnych właścicieli lub ich bezpośrednich spadkobierców. Ale tylko i wyłącznie po ich rzetelnym, czyli realnym oszacowaniu i zabezpieczeniu interesów obecnych pracowników. Lepiej to, niżby panowie: Lewandowski, Góralczyk, Tański i spółka, mogli dalej bezkarnie wyprzedawać te wszystkie obiekty cudzoziemcom.

Właśnie dlatego, że nie jestem przeciwko ludziom bogatym, uważam także, iż jest potrzebna szybka, mądra i sprawiedliwa ustawa reprywatyzacyjna. Że obecnego rządu nie stać na nią, dobitnie świadczy o tym okoliczność, iż wbrew elementarnemu, zdrowemu rozsądkowi, ale zupełnie zgodnie z własnym, grupowym czy klikowym interesem, woli on najpierw - po swojemu, oczywiście -...quot;prywatyzować", a dopiero potem...quot;reprywatyzować".

Tak, czy owak, widzę przyszłość polskiej wsi i, co za tym idzie, polskiego rolnictwa, w ostrej alternatywie: albo będzie ona zamożna, albo nie będzie jej wcale!

- Jaki jest Pana stosunek do religii i Kościola? Czy w kwestii tej stanowisko Pana uległo zmianom, a jeżeli tak, to jakim?

- Jestem człowiekiem wierzącym, katolikiem. Moje stanowisko wobec kościoła rzymskokatolickiego wynika też z mojego przywiązania do polskich tradycji i obyczajów utożsamianych, według mnie, z wartościami chrześcijańskimi. To przekonanie wyssałem z mlekiem matki. Zasługi Kościoła dla polskiej tożsamości narodowej były i są ogromne. Trudno sobie wyobrazić polską kulturę narodową bez chrześcijaństwa, czyli przede wszystkim bez katolicyzmu. To Kościół pozwolił nam, Polakom, obronić swoją narodowość i przetrwać czasy niewoli. Nauki społeczne papieży, a szczególnie papieża-Polaka, mają dla mnie wielkie znaczenie. Ot, choćby następujące stwierdzenie zawarte w encyklice Jana Pawła II Centesimus Annus:...quot;Przekonaliśmy się, że nie do przyjęcia jest twierdzenie, jakoby po klęsce socjalizmu realnego, kapitalizm pozostał jedynym modelem organizacji gospodarczej". Te słowa papieskie należałoby dedykować naszym nad gorliwcom z ZChN i w ogóle koalicji rządzącej.

Oczywiście, że trzeba odróżnić religię od polityki, zaś Kościół, jako instytucję i doktrynę - od ludzi. Afirmować wartości chrześcijańskie w życiu publicznym można bowiem rozmaicie. Ja jestem zwolennikiem tolerancji i wolności sumienia. Sprzeciwiam się nadużywaniu autorytetu moralnego Kościoła i jego pasterzy dla celów politycznych. Sądzę, że Dekalog streszcza znakomicie etyczne nakazy chrześcijaństwa i nadaje się do zastosowania także w życiu społeczno-politycznym. Dla mnie być chrześcijaninem w działalności Związku...quot;Samoobrona" oznacza, po pierwsze - szanować i umacniać polską tożsamość narodową, do czego wzywali i nadal wzywają wiernych patriotycznie nastawieni kapłani, po drugie - nawiązywać do wątków społecznych Ewangelii i nauk papieskich.

Zasadnicze moje poglądy na religię i Kościół nie uległy zmianie, bo nie ulegają zmianie korzenie mojej polskości głęboko wrosły w polską glebę. Ale każdy czas wymaga przewartościowań. Dzisiaj czerpiemy z nauk kościelnych szczególnie te wskazania, które umożliwią nam przezwyciężenie polskiego kryzysu. I dlatego tak bardzo nam, działaczom...quot;Samoobrony", zależy na twórczym stosowaniu społecznej nauki Kościoła. Nie jest ona, niestety, wcielana w życie, jak na to zasługuje. A to wielka szkoda. W nauce tej zawarte są bowiem zasady społecznego współżycia, godne naszego zainteresowania właśnie teraz, kiedy przeżywamy tak wiele wątpliwości, co do prawidłowości, kierunku i założeń naszych reform oraz ich moralnego uzasadnienia.

Możemy w tej nauce znaleźć takie wskazania, jak np. zasadę uniwersalności dóbr, konieczności utrzymania do nich powszechnego dostępu, jak niezbędność opieki socjalnej państwa, jak dopuszczalność wszystkich form własności, jak potępienie kapitalistycznej bezwzględności w walce o maksymalizację zysków i wreszcie stwierdzenie, że duchowi chrześcijańskiemu nie odpowiada ani skrajny kolektywizm socjalistyczny, ani nieludzki kapitalizm.

W nauce tej zawarte są także i inne wskazówki, np. dotyczące własności prywatnej i obowiązków ludzi zamożnych względem biednych. Nie chodzi bowiem o to, by potępiać bogacenie się ludzi, ale by nie było ono dokonywane kosztem zwiększania się biedy ludzi ubogich.

Jestem zdania, że we współczesnej nauce społecznej Kościoła jest wiele elementów nowoczesnego podejścia do życia publicznego i gospodarczego, ale ich wykładnia często zawodzi pod naciskiem środowisk zaniepokojonych...quot;katolickim radykalizmem". Działaczom...quot;Samoobrony" i mnie osobiście odpowiadają z kolei tego rodzaju zasady kształtowania stosunków społeczno-gospodarczych i ta...quot;socjalna teologia" wychodząca naprzeciw ludziom biednym i upośledzonym.

Nasz stosunek do religii i Kościoła jest więc szczery, nie koniunkturalny. Polski, narodowy, ale bynajmniej nie szowinistyczny. Jesteśmy też stanowczo przeciwni klerykalizmowi, to jest mieszaniu się duchowieństwa i Kościoła, jako instytucji, do polityki. My, ludzie wierzący, na to mamy doktrynę Kościoła i własne sumienie, by w sposób odpowiedzialny przed Bogiem i bliźnimi samemu rozstrzygać problemy polityczne i zajmować określone postawy wobec wyzwań świeckich.

To, że nie jesteśmy i nie będziemy klerykałami, nie oznacza, żebyśmy nie dostrzegali zagrożeń, jakie niesie współczesne życie polskie zarówno dla Kościoła, jak i dla narodu. Jednym z głównych źródeł tego zagrożenia są przedstawiciele tzw. lewicy świeckiej lub kosmopolitycznej. Niepomni tego, że stosunkowo niedawno Kościół ich przygarnął i bronił, teraz rozpętują zajadłe, antykościelne i antykatolickie kampanie, częstokroć w masowych mediach takich, jak np....quot;Gazeta Wyborcza" czy nawet publiczna TV....quot;Odwdzięczają" się oni Kościołowi polskiemu pomówieniami o rzekomy brak tolerancji,...quot;ciemnogród", przecenianie czynnika narodowego itp. Ośmielają się targać nawet na takie duchowe autorytety, dla Polaków święte, jak Papież czy Prymas. Stwierdzam z całą stanowczością, że my, z...quot;Samoobrony", nie tylko odcinamy się od tych ataków, ale w miarę naszych możliwości demaskujemy, potępiamy i będziemy potępiać ich autorów. Tu już nie chodzi tylko o przekonania religijne, czy różne wykładnie dogmatów wiary, ale o brutalną napaść na pierwiastki polskiej tożsamości narodowej.

- Co sądzi Pan o...quot;Solidarności"? Czy to prawda, że jest Pan jej zaciętym wrogiem?

- Nieprawda. Nie byłem nigdy i nie jestem wrogiem ...quot;Solidarności", w dodatku zaciętym. Ale jest prawdą, że obserwuję ten ruch od dawna z obiektywizmem i narastającym niepokojem. Jak bardzo wielu Polaków, patrzyłem z wielką nadzieją na ruch zrodzony w Stoczni Gdańskiej przez tamtejszych wspaniałych robotników.

Miałem nadzieję, że jest to autentyczny ruch ludzi pracy, pragnący poprawy sytuacji materialnej świata pracy i całkowitej odnowy polityczno-moralnej społeczeństwa.

Ale rychło zauważyłem, że w Gdańsku i gdzie indziej inicjatywę zaczęli przejmować doradcy z byłego KOR-u, ludzie w rodzaju Gieremka, Michnika, Kuronia, Wujca, Borusewicza i innych. Nie miałem do nich zaufania. Przeczuwałem, że pragną na barkach robotników ze stoczni wspiąć się jak najwyżej, do władzy. Co więcej, zaobserwowałem dziwną symbiozę najgorszych elementów dawnej władzy, czyli rządzącego wtedy skrzydła PZPR, z byłymi KOR-owcami. Coś się działo za kulisami. Najwidoczniej spekulowano na zapale, patriotyzmie i ideowości stoczniowców. To, co się w Polsce stało w latach 1989-1993 jest wynikiem wspomnianej zmowy ówczesnych wodzów KOR-u i przywódców PZPR. Symbolizuje ją okrągły stół, gdzie naprzeciw siebie zajęli miejsce, z różnych, również osobistych względów, bliscy sobie przedstawiciele tej samej w gruncie rzeczy tendencji. Tendencji usankcjonowanej nota bene przez Gorbaczowa i Kriuczkowa, ówczesnego szefa KGB, który przybywając w 1989 r. do Warszawy, wskazał na Tadeusza Mazowieckiego, jako człowieka...quot;strawnego" dla Moskwy w charakterze premiera.

Dzisiaj, zaledwie po czterech latach, tzw. etos...quot;Solidarności" legł w gruzach. Starają się bronić jego resztek uczciwi działacze z NSZZ...quot;Mazowsze",...quot;Sieci" czy...quot;Osiemdziesiątki". To, że poszczególne postsolidarnościowe partie zwalczają się tak zawzięcie, że oskarżają legendarnego przywódcę...quot;Solidarności", a zarazem, z ich własnej rekomendacji, Prezydenta RP, Lecha Wałęsę, o...quot;agenturalną współpracę z SB", mówi samo za siebie. Wcale mnie to nie cieszy. Tak bardzo wszyscy razem przecież potrzebujemy ideałów na miarę naszych czasów! Ale, nie z naszej wszakże winy, fakty są takie, jakie są. I prysł mit o pięknej, dziewiczej pannie...quot;S".

Między innymi dlatego ja i moi koledzy podjęliśmy walkę o masowy ruch samoobrony Polaków. Bo jeżeli coś racjonalnego, pięknego i szlachetnego z...quot;Solidarności" pozostało, to właśnie idea samoorganizacji polskiego świata pracy, tworzenie oddolnych inicjatyw społeczeństwa obywatelskiego. Tym wszystkim chce być...quot;Samoobrona". Bardzo bym chciał, jako jej lider, żeby pomogli nam w tym dziele wszyscy autentyczni działacze...quot;Solidarności"....quot;Samoobrona" jest także dla nich!

Jeżeli zaś mam oceniać dzisiejszą...quot;Solidarność" - nie wiem, czy...quot;krajówkę", czy posłów NSZZ, czy PC, czy UD? - to mam jedną generalną uwagę. Ponosi ona historyczną winę i odpowiedzialność za zaprzepaszczenie zdobyczy socjalnych polskich robotników, chłopów 1 inteligentów. Jak może związek, wyrosły z bazy ludzi pracy fizycznej, pomagać osobom pokroju Balcerowicza czy Osiatyńskiego w tak totalnym niszczeniu wszystkiego, co robotnicze i ludowe?!

Gdy wysuwam takie pytanie, nie kieruje mną żadna nienawiść, czy emocja. Po prostu opieram się na analizie faktów i zjawisk z otaczającej nas rzeczywistości. Wzywam ogół Polaków do tego, by położyli kres tej antysocjalnej i antynarodowej, dewastującej Polskę działalności. Gorąco proszę działaczy...quot;Solidarności" wszystkich szczebli, ale przede wszystkim z fabryk i zakładów pracy, by z tą samą odwagą i samozaparciem, co kiedyś komunie, wypowiedzieli dziś swoje twarde, zdecydowane...quot;nie!" obecnym rządom niszczenia i wyprzedaży Polski!

- Czy uważa Pan koalicyjny gabinet Hanny Suchockiej za rząd zdrady narodowej? Jeżeli tak, to dlaczego?

- Ten epitet pochodzi od Pana, nie ode mnie. Dla Hanny Suchockiej, pierwszej kobiety-premiera w naszej historii, żywię należny szacunek. Sądzę zresztą, że dlatego wybrano ją na szefa rządu, by swoją kobiecą osobowością...quot;przykrywała" słabiznę i niegodziwości obecnej władzy. Dla mnie jednak liczą się fakty i tylko fakty. Ich wymowa jest zaś jednoznaczna.

To gabinet pani Suchockiej przedstawił MFW, a potem Sejmowi, budżet, który degraduje jeszcze bardziej nasze społeczeństwo, bo je pauperyzuje i skazuje na coraz marniejszą wegetację.

To rząd pani Suchockiej związał swe losy z ustawą o tzw. narodowych funduszach inwestycyjnych, to jest prywatyzacją, likwidującą przemysł państwowy przez oddanie go za pół darmo nie narodowym, lecz obcym kapitalistom.

To także gabinet Hanny Suchockiej doprowadził do ostrych zatargów z niektórymi sąsiadami Polski, że wspomnę tylko Białoruś.

Co dla mnie osobiście może najważniejsze, jest to rząd, który naraził się szczególnie polskiej wsi nie chcąc lub nie potrafiąc zagwarantować jej ochrony przed zachłanną konkurencją EWG. Jest to poza tym rząd niespójny, który o wiele wcześniej by upadł, gdyby nie obawa przed rządem prezydenckim i wyborami, i - czego nie można nie zauważyć - gdyby nie pomoc dla koalicji ze strony kierownictwa SdRP.

Gabinet p. Suchockiej nie był niczym innym, jak kolejną - być może, już ostatnią - próbą kontynuacji zmowy...quot;okrągło-stołowej", zawartej między podszywającymi się pod robotniczą...quot;Solidarność" doradcami z KOR-u a członkami kierownictwa b. PZPR.

I jedni, i drudzy byli i pozostają z różnych, również ...quot;rodzinnych", powodów, sobie bliscy. KOR-owcy przejęli zaofiarowaną im na tacy przez Jaruzelskiego władzę, a różni jego pomagierzy zwietrzyli okazję do zagarnięcia bogactw nomenklaturowo-wolnorynkowych. I dla jednych, i dla drugich sprawy Polski i naszego narodu były czymś drugorzędnym.

Do tej zmowy popychali ich zresztą z Zachodu i Wschodu możni tego świata. Gorbaczow z Reaganem ułożyli się na Malcie, że ...quot;sfinlandyzują" Europę środkowo-wschodnią. Tak KOR-owcy, jak owi od siedmiu boleści...quot;komuniści" z ostatniego kierownictwa PZPR mieli znakomite powiązania z Zachodem. Poszły w ruch dyrektywy. CIA współpracowała w tym...quot;zbożnym" dziele ręka w rękę z KGB. Wszyscy przecież wiemy, że tzw. aksamitną rewolucję w Pradze zorganizowała lokalna agentura KGB.

Cały ten okrągło-stołowy układ polityczny zaważył w nieszczęsny sposób na samym początku przemian dokonywujących się w Polsce. Zaważył wysoce negatywnie, bo nie był wyrazem jakiejś autentycznej woli narodu, ale po prostu międzynarodowego, tajnego porozumienia, żeby nie powiedzieć - spisku.

Dyktat MFW i Banku Światowego wplótł się w początki nowej Rzeczypospolitej w sposób tak naturalny, jak...quot;normalnym" wydawało się fizyczne pojawienie w 1989 roku w Warszawie właśnie p. Jeffreya Sachsa, a nie innego zachodniego ekonomisty. Albo, jak nagła wizyta szefa KGB, Kriuczkowa, wypadła właśnie wtedy, kiedy pióra Michnika użyto do sformułowania hasła:...quot;Wasz prezydent, nasz premier!" I kiedy Mazowiecki został szefem nowego rządu polskiego przy jawnej łaskawej aprobacie Moskwy.

Rząd Hanny Suchockiej, jak już powiedziałem, dźwigał na sobie brzemię tej dość nieciekawej przeszłości. W czasie strajku oświaty, służby zdrowia i regionu wałbrzyskiego okazało się, jak bardzo rozmija się on z polską rzeczywistością.

Jak kiedyś strajk polskich dzieci ze szkoły we Wrześni, tak teraz, w maju 1993 r., strajk nauczycieli w okresie matur był wielkim krzykiem rozpaczy i gniewnego protestu wobec strasznych skutków wdrażania budżetu podyktowanego przez MFW i Bank Światowy. Te dwie instytucje międzynarodowe ważą na polskich losach narodowych dziś równie złowróżebnie, jak ongiś pruska hakata. A to wszystko firmował i tolerował przecież właśnie rząd pani Hanny Suchockiej, chętnie i często, jak na ironię losu, przyznającej się do pochodzenia i tradycji wielkopolskich!

Jest oczywiste, że kto wybrał dobrowolnie jarzmo dyktatu MFW i Banku Światowego, ten nie może ratować kraju od ogromu zagrożeń i nieszczęść, ale na odwrót - spycha kraj w przepaść.

Z tej prawdy o rządzie Hanny Suchockiej, czerpiemy naukę na przyszłość. Sprowadza się zaś ona do wniosku, że alternatywą dla zapaści cywilizacyjnej i materialnej, jaka nam zagraża, dla nędzy, ubóstwa, głodu, bezrobocia i bezdomności, dla zamykania fabryk, kopalń i warsztatów rzemieślniczych, dla degradacji narodowej kultury, pauperyzacji i zniewalania jej twórców, dla wyniszczenia polskiego rolnictwa, a to wszystko kojarzy się właśnie z rządami Suchockiej - jest samoobrona!

Ta samoobrona przez małe...quot;s", rozumiana jako odruch społecznej obrony swego bytu i bytu swych najbliższych. I ta...quot;Samoobrona" przez duże...quot;S", a więc samoorganizacja polskiego społeczeństwa obywatelskiego.

- Czy jest Pan nastawiony wyłącznie na negację? Jaki jest program na...quot;tak"? Niektórzy mówią, że tzw....quot;lepperyzm" to wybór trzeciej drogi rozwoju Polski. Czy zgadza się Pan z tym twierdzeniem? I jak motywuje Pan opcję programową...quot;Samoobrony"?

- To bardzo ważne pytania. Aby coś zbudować, trzeba czasem coś zburzyć. Aby dać odpowiedź na...quot;tak", należy najpierw powiedzieć swoje...quot;nie". Wszystko to, co czynimy obecnie, jako ruch...quot;Samoobrony", służy położeniu tamy wyniszczeniu Polski i degradowaniu jej do roli roboczo-surowcowej kolonii Zachodu. A także uczynieniu z niej szarej strefy między EWG, a republikami postradzieckimi. Z tej negacji koszmarnej polskiej rzeczywistości musi jednak w perspektywie skrystalizować się pozytywny i konstruktywny program.

Jeżeli chce Pan zastosować nie moje w końcu nazewnictwo, a więc termin...quot;lepperyzm", to powiem Panu, że poszukując pomysłu dla Polski w jej trzeciej drodze rozwojowej, wychodzi on z pewnych fundamentalnych założeń.

Pierwszym z tych założeń, jest przekonanie, że jak nie ma bezpośredniego powrotu demokratycznej Polski współczesnej do czasów n Rzeczypospolitej, tak również nie ma powrotu naszego kraju, jako postsocjalistycznego, do ery prymitywnego, przedwojennego kapitalizmu. Mamy obecnie ustrój mieszany. Nadejdzie czas, że na trzeciej - ani kapitalistycznej, ani komunistycznej drodze rozwojowej - znajdzie Polska swój własny ustrój dostosowany do jej tradycji, narodowej specyfiki i aktualnych potrzeb.

Drugie założenie, jeżeli Pan chce tak to nazwać - ...quot;lepperyzmu", brzmi: każda decyzja i wybór drogi dotyczące Polski jutra muszą być podjęte samodzielnie i suwerennie. Tutaj, nad Wisłą, a nie nad Renem, Sekwaną, czy za Oceanem. Należy wywalczyć naszą pełną niezależność państwową, narodową, kulturową i społeczną. Słowem, by użyć powiedzenia Norwida, ten...quot;wielki, wspólny obowiązek", jakim jest Polska, musimy przekuć na rzeczywistą niepodległość.

Trzecie założenie, to określenie historycznej roli Polski między Zachodem a Wschodem w nowych, postkomunistycznych realiach. Czytałem w jednej z książek historycznych o tym, jak przed wiekami rozbrzmiewało donośnie w Europie hasło:...quot;Światło ze Wschodu!". Sądzę, że bliskie są czasy, zwłaszcza dla Polaków, kiedy to zawołanie będzie jeszcze bardziej aktualne, niż przed wiekami. Pod pojęciem ...quot;światła" rozumiem nie tyle natchnienie, wzór czy inspirację, ile historyczną szansę. Z kolei Wschód to dla mnie nie tylko kraje postsowieckie z Rosją, Ukrainą, Białorusią, ale także republiki muzułmańskie, Syberia, a wreszcie Chiny i Japonia. Już dzisiaj musimy wspólnie myśleć o miejscu Polski w tego rodzaju tworzącej się euroazjatyckiej konstelacji.

Także z tego powodu aktywna polityka wschodnia jest potrzebna Ul Rzeczypospolitej do życia, jak człowiekowi powietrze, woda i chleb. Zamiast tej polityki elity rządzące karmią nas bzdurkami w rodzaju...quot;powrotu Polski do Europy" czy...quot;normalności".

Z tego powodu mam duży szacunek dla p. Jerzego Giedroycia z paryskiej...quot;Kultury", który mimo podeszłego wieku i tylu dziesięcioleci przebywania daleko od kraju, rozumie znakomicie wspomnianą prawdę o potrzebie aktywnej polskiej polityki wschodniej. Sądzę zresztą, że uporczywe powstrzymywanie się Giedroycia przed powrotem do Polski na znak protestu wobec aktualnych rządów i ich polityki, jest niczym innym, jak wspaniałym przejawem indywidualnej polskiej samoobrony!

Są, oczywiście, jeszcze inne podstawowe wartości i tezy tzw....quot;lepperyzmu". Ale pozostawiam je na inną okazję. Na razie, potwarzam, trzeba zdecydowanie położyć kres będącym w toku procesom ubezwłasnowolnienia i dewastacji polskiej tkanki narodowej i państwowej. Wytyczanie trzeciej drogi dla Polski musi rozpocząć się od zawrócenia ze szlaku wiodącego kraj i naród na krawędź katastrofy lub po prostu donikąd.

- Związek Rolnictwa...quot;Samoobrona" z jednej strony nie ma porozumienia z innymi organizacjami i partiami chłopskimi (np. z...quot;Solidarnością" RI lub PSL-em), a z drugiej - organizuje centrale związkowe z robotniczym ruchem zawodowym. Jak tłumaczy Pan ten paradoks?

- ZZR...quot;Samoobrona" jest otwarty na wszelką współpracę z organizacjami i partiami rolniczymi. Zwróciliśmy się zresztą do nich z apelem o wspólną obronę interesów polskiej wsi. Nikt jednak nie jest prorokiem we własnym kraju. Większość organizacji i partii chłopskich grawituje dziś w orbicie sił parlamentarno-rządowych. Uśmiecha się im, a zwłaszcza ich przywódcom, pośredni czy bezpośredni udział w sprawowaniu władzy. My natomiast nie żywimy odnośnie do tej władzy żadnych złudzeń. Twardo domagaliśmy się rozwiązania Sejmu i Senatu i rozpisania nowych wyborów. To z kolei nie było w smak większości działaczy innych partii chłopskich. Nie są bowiem wcale pewni, jaki w stosunku do nich zapadnie werdykt wyborców. Swoją rolę odgrywają też, niestety, określone ambicje personalne. Wszystko to, obiektywnie rzecz biorąc, utrudnia dialog...quot;Samoobrony" z pozostałymi organizacjami i partiami rolniczymi. Ale bynajmniej nie utrudnia kontaktów i współdziałania z ich bazą społeczną tj. z samymi rolnikami, mieszkańcami i pracownikami polskiej wsi.

Jestem osobiście głęboko przekonany, że nadejdzie czas, w którym bardziej realistyczna i wrażliwa na potrzeby polskiego rolnictwa część działaczy innych organizacji i partii chłopskich znajdzie wspólny język także z ZZR...quot;Samoobrona". I my, i oni, podzielamy wspólne tradycje polskiego ruchu ludowego. I my, i oni, żywimy głęboki szacunek dla wartości chrześcijańskich w życiu narodu polskiego. I my, i oni, stanowimy integralny składnik tej soli polskiej ziemi, którą byli, są i będą zawsze polscy chłopi.

To, że trafiamy dziś także łatwiej do środowisk robotniczych i wielkoprzemysłowych, nie jest naszą słabością i błędem, ale siła i potwierdzeniem słuszności obranej raz drogi. Zagrożenie pracowników przemysłu narodowego, szczególnie wydobywczego, lotniczego, obronnego, jest największe. Ci ludzie najbardziej i najszybciej potrzebują naszej pomocy i akceptują od razu formę samoorganizacji i samopomocy, to znaczy właśnie czynnej samoobrony.

Istnieje jeszcze jeden aspekt zagadnienia, które Pan poruszył. Otóż rządzące elity usiłują perfidnie nas skłócić. Doskonale rozumiemy, że podstawową bronią w rękach przeciwników opcji państwa broniącego interesów narodowych, jest inspirowanie podziałów, sianie nienawiści, wykorzystywanie ambicji osobistych różnych pseudo-przywódców ludowych, sterowanie nimi, tworzenie coraz większej ilości kanapowych ugrupowań politycznych, programów, w których nie wiadomo, o co w ogóle chodzi.

Podzielić, poszatkować, rozbić od wewnątrz, a potem zniwelować tak...quot;uprawioną" glebę polityczną - oto dość prosta socjotechnika, jaką się w Polsce stosuje i to z powodzeniem. Dopóki taki stan będzie trwał, dopóty obecni, nowi właściciele Rzeczypospolitej będą się naigrywać z naszej niemocy i rozpraszania naszych wysiłków. Groźną jest dla nich tylko akcja jednoczenia się społeczeństwa, porozumienie organizacji zawodowych i politycznych w sprawach wspólnego działania czy wspólnych programów.

Groźna jest ta organizacja, związek czy partia, która do tego dąży i wykazuje w tym kierunku aktywność, jak na przykład właśnie...quot;Samoobrona".

...quot;Samoobrona" przy tym zdaje sobie sprawę, że sami rolnicy, osamotnieni w swej walce ludzie polskiej wsi, nie dadzą rady rozwiązać wszystkich problemów, które stoją przed nimi, jako rolnikami i jako obywatelami Polski. Sprawa polskiej wsi to przecież sprawa ogólnonarodowa. Gospodarka rolna wiąże się najściślej z problemami przemysłu i innymi dziedzinami. Wieś nie tylko dostarcza żywności, nie tylko eksportuje swoje towary, ale dostarcza także surowców odnawialnych dla przemysłu. Wieś z kolei korzystać musi z maszyn i urządzeń produkowanych w przemyśle, z energii wytwarzanej przez elektrownie, z węgla wydobywanego przez górników i ze środków łączności tworzonych przez telekomunikację. Stąd dążenie do zbliżenia ze środowiskami zawodowymi tych wszystkich związanych ze sprawami wsi branż i działów gospodarki. Wszystkich bowiem łączy troska o nasz wspólny los, o możliwości wyżywienia narodu, o wytwarzanie i utrzymanie miejsc pracy dla ludzi w miastach i na wsi,o warunki życia i rozwoju.

Doły członkowskie wielu organizacji, zarówno zawodowych, jak i politycznych, to rozumieją, naciskają swoje kierownictwa, aby rozwijały odpowiednie inicjatywy jednoczenia się. Stąd na przykład próba stworzenia nowej centrali związkowej z udziałem...quot;Samoobrony", o charakterze przemysłowo-rolniczym.

- Dlaczego wraz z ruchem...quot;Samoobrony" i, dodajmy, innymi partiami i organizacjami społecznymi, domagał się Pan rozwiązania parlamentu oraz rozpisania nowych wyborów?

- Ten parlament udowodnił ponad wszelką wątpliwość, że nie był zdolny rozwiązać żadnego poważniejszego problemu Polski. We wszystkich bez wyjątku sondażach opinii publicznej zajmował najniższe miejsce. Posłowie i senatorowie ignorowali częstokroć ważne posiedzenia. Najwidoczniej nie interesowało ich nic, poza kolejnymi podwyżkami własnych diet poselskich i senatorskich. Nawet tzw. szybka ścieżka legislacyjna nie umożliwiła uchwalenia tych najpilniejszych ustaw, które są nieodzowne dla normalnego funkcjonowania państwa. Zwracam też uwagę na małą reprezentatywność byłego parlamentu. Ponieważ grubo więcej niż połowa wyborców w ogóle nie poszła do urn, Sejm i Senat reprezentowały znaczną mniejszość już od samego początku.

To bardzo niedobrze, że Sejm i Senat się tak bardzo nie sprawdziły. Wyborcy wyciągną z tego faktu na pewno właściwe wnioski. Zgodnie z regułami demokratycznej gry, trzeba im to umożliwić. Dlatego wystąpiliśmy z apelem o jak najszybsze rozwiązanie Sejmu i Senatu oraz rozpisanie nowych wyborów. Ten postulat, jak słusznie Pan zauważył w pytaniu, nie był tylko naszym postulatem. Podobne żądania wysuwały również inne siły społeczne i polityczne. Tym bardziej należało je jak najszybciej uwzględnić.

Do niedawna elity rządzące nie chciały o nowych wyborach nawet myśleć. Słusznie obawiały się werdyktu narodu, jak diabeł święconej wody. Ale po ostatnich przesileniach rządowych, kiedy okazało się, że koalicja jest krucha, a gabinet Hanny Suchockiej bardziej, niż niepewny, elity te nagle zmieniły taktykę. Kierując się normalną w takich niesprzyjających dla siebie warunkach taktyką tzw....quot;ucieczki do przodu", pragną one narzucić krajowi system i termin wyborczy wygodny dla siebie. Uchwalili więc niesłychaną w swej wymowie ordynację. Gdyby miała ona wejść w życie, wówczas ci, którzy są w powszechnie krytykowanym i niereprezentatywnym parlamencie, mieliby znaczne fory, nie musieliby np. w ogóle zbierać podpisów pod listy swych kandydatów. Natomiast ugrupowania dzisiaj będące poza Sejmem i Senatem miałyby znacznie trudniejsze zadanie, by zalegalizować swe listy i znaleźć pieniądze na kampanię wyborczą. Główna przeszkoda to wysoki 5-8 procentowy próg, który sam w sobie charakteryzuje dosadnie ordynację jako niedemokratyczną.

...quot;Samoobrona" zebrała te wszystkie argumenty wynikające z obiektywnej analizy ordynacji wyborczej i 22 kwietnia 1993 roku wystosowała list do Prezydenta Wałęsy domagając się, by zgodnie ze swymi uprawnieniami nie podpisał ustawy o prawie wyborczym.

Zwróciliśmy też uwagę Głowy Państwa na inne poważne zagrożenie dla polskiej demokracji. Stanowią je ponawiane już teraz ze strony niektórych organów prokuratorskich próby zdelegalizowania niewygodnych ugrupowań, w tym przede wszystkich Związku Zawodowego Rolnictwa...quot;Samoobrona". Gdyby coś takiego nastąpiło przed wyborami, wówczas zadano by śmiertelny cios systemowi ludowładztwa w naszym kraju.

- Powiadają, że najchętniej otacza się Pan - poza rolnikami - bezrobotnymi i bezdomnymi, robotnikami różnych gałęzi przemysłu. Czy to znaczy, że jest Pan antyinteligencki?

- Nie tylko nie jestem antyinteligencki, ale przeciwnie - żywię dla tej warstwy światłych i sprawnych intelektualnie Polaków duży podziw. Ruch...quot;Samoobrony" dotyczy także tej warstwy, ponieważ dzisiaj śmiertelne niebezpieczeństwa zagrażają nie tylko przemysłowi narodowemu, wsi i rolnictwu, ale także oświacie, służbie zdrowia, twórczości artystycznej, nauce. Natomiast jest faktem, że ...quot;Samoobrona", poza rolnikami, dotarła w pierwszej kolejności do najbardziej wydziedziczonych i poszkodowanych, zwłaszcza bezrobotnych, bezdomnych itp.

Co do bezrobotnych, nie mogę nie podkreślić tej okoliczności, że jedna ze znanych jej organizacji społecznych, istniejący od trzech lat w skali ogólnokrajowej Komitet Obrony Bezrobotnych, od początku był i pozostaje bliskim sojusznikiem ZZR...quot;Samoobrona" oraz wchodzi w skład stowarzyszeń tworzących Komitet Samoobrony Narodu.

Otaczam się ludźmi, z którymi wiążą mnie wspólne sprawy i wspólne poglądy na sytuację kraju. Jako obywatel-rolnik rozumiem, że rolnictwo, z którym jestem związany zawodowo, nie może przesłaniać spraw ogólnych.

Za wielkie nieszczęście uważam wzniecone - też ze względów ideologicznych - masowe bezrobocie. Za wielką groźbę dla ludzkiego bytowania uważam zakusy dotyczące pozbawiania ludzi masowo dachu nad głową przez urynkowienie sfery mieszkaniowej. Z robotnikami wiąże mnie trud osobistej pracy i troska o losy polskiego, z takim trudem przez cały naród zbudowanego przemysłu, dziś pod naciskiem obcych ośrodków demontowanego i niszczonego. Ludzie najbardziej obecnie pokrzywdzeni w Polsce szukają szczerego zaangażowania się zarówno organizacji, jak i ich przywódców w rzeczywistą, niepozorowaną walkę o lepsze jutro dla nich i dla całej Polski....quot;Samoobrona" udowadnia, że jest zdeterminowana w tej walce. Że nie prowadzi żadnych politycznych przetargów, że prawidłowo ocenia obecną sytuację kraju i tragiczne położenie wielu grup ludności. Że potrafi mobilizować swych członków do protestów i obrony ich interesów, że stanowi już dziś dużą siłę organizacyjną. To przyciąga. To rokuje nadzieje na skuteczne działanie w obronie tak rozproszonych organizacyjnie ludzi jak bezrobotni, bezdomni, emeryci. W...quot;Samoobronie" widzą oni możliwości rozwinięcia także nad nimi parasola ochronnego i wyrażania także ich interesów. To samo dotyczy robotników przemysłowych. Związki zawodowe zarówno...quot;Solidarności" jak OPZZ, stały się związkami poniekąd...quot;nowo-reżimowymi". Jedynie...quot;Samoobrona" i współpracujące z nią organizacje, takie jak Związek Zawodowy Górników Polskich z Moricem i Kisielińskim, Związek Zawodowy Zagłębia Miedziowego ze Zbrzyznym, oraz...quot;S'"80 są bezkompromisowe-w walce o prawa socjalne ludzi w miastach i na wsi, w walce z nadużyciami, niekompetencją władzy. Stają w obronie interesów narodowych, wysuwają postulaty materialne i społeczne, żądają radykalnych zmian kierunków reform i zmiany ekip rządzących.

Nie tyle więc ja się otaczam określonymi ludźmi, co ludzie przychodzą do...quot;Samoobrony", a ja z nimi rozmawiam. Są to właśnie bezrobotni, bezdomni, robotnicy zagrożeni utratą pracy, bądź zatroskani losami własnego zakładu pracy. Przychodzą także i przedstawiciele inteligencji, tyle że są mniej liczni, co jest zrozumiałe. Zresztą podziały na Inteligencję i nieinteligencję, tak jak na prawicę, czy lewicę, nie bardzo mają obecnie sens. Czy to bowiem oznacza, że chłopu, czy robotnikowi odmawiamy inteligencji, czy oznacza to, że są oni ciemni, prymitywni i nie posiadający żadnej wiedzy? Tak sądzono w dziewiętnastym wieku. Niekoniecznie wytrenowany umysłowo człowiek, pracujący w zawodzie zaliczanym do tzw. sfery umysłowej, musi być z natury inteligentny, czy błyskotliwy. Mogę powiedzieć, że, być może, przeważająca część bezrobotnych, bezdomnych, robotników, z którymi się stykam, to ludzie inteligentni, chociaż może nie wszyscy są wykształceni i posiadający szeroką wiedzę.

I znów podziały na zwolenników inteligencji i jej przeciwników okazują się szkodliwymi, nierozumnymi propagandowymi chwytami, obliczonymi na tworzenie coraz to nowych podziałów w społeczeństwie. Nieprzychylna wobec mnie propaganda reżimowa chciałaby mnie oczywiście przedstawić jako brutala politycznego, ciemnego, chytrego chłopa, który wziął pieniądze i nie chce ich oddać i, co gorsza, chce wyrżnąć wszystkich inteligentów. Na to nie mogę się nawet oburzać. To po prostu jest tak prymitywne, że aż śmieszne.

- Jaki tytuł ma Pan i ,,Samoobrona" do reprezentowania poglądów wykraczających poza sprawy rolnictwa i wsi?

- To nie chodzi tylko o wnioski płynące z dość trywialnego już powiedzenia, że...quot;chłop potęgą jest i basta!". Wincenty Witos wielokrotnie podkreślał znaczenie ruchu ludowego dla obrony całości spraw narodowych i polskiej racji stanu. Nie przypadkiem stanął on na czele gabinetu ocalenia narodowego, kiedy w 1920 roku nawała bolszewicka zawisła nad Polską....quot;Samoobrona" nie ma żadnych kompleksów z powodu, że wyrosła ze wsi i tradycji ludowej. Nawet przeciwnie. To tytuł jej satysfakcji i dumy.

Jeśli zastanowić się, na przykład nad przyczynami przetrwania polskości, mimo wynarodawiających działań zaborców Polski, to trzeba uczciwie stwierdzić, że główną przyczyną było przywiązanie chłopa polskiego do ziemi, do obyczajów polskich, do mowy ojczystej, do wiary ojców. Polskość tę podtrzymywał Kościół katolicki na szczeblach wiejskich i małomiasteczkowych parafii i księża, często pochodzący z wiejskich środowisk. Polskość tę podtrzymywali, niestety, tylko nieliczni przedstawiciele polskiej sfrancuziałej arystokracji, a polskie ziemiaństwo rozumiało ją często jako zabezpieczenie swoich szlacheckich interesów. Chłop polski najobficiej przelewał krew za wolność kraju. Jednocześnie zaborcy wykorzystywali tę krew dla swoich celów, wcielając polskiego chłopa siłą do swoich wojsk i każąc mu walczyć za swoje interesy. Ciężar więc zarówno narodowej tragedii, jak i walki o niepodległość, spoczywał głównie na barkach polskiego chłopa. Ma on więc obecnie historyczny tytuł do tego, aby wreszcie poczuć się wyrazicielem nie tylko swoich własnych, chłopskich interesów, ale wypowiadać się w sprawach ogólnonarodowych, ogólnopolskich, bo Polska kondycją polskiego rolnictwa i polskiego rolnika stała i stoi, bo dzięki jego odporności przetrwała biologicznie.

Dziś przeważająca część ludności Polski to ludność albo bezpośrednio jeszcze żyjąca i pracująca na wsi, albo z tej wsi pochodząca. Przeważającą część Polonii zagranicznej stanowią potomkowie polskich chłopów, masowo niegdyś szukających chleba na obczyźnie. To dzięki temu, że polski chłop nie uległ wynarodowieniu, demoralizacji, nie zdradził polskiej mowy i obyczajów, dziś na świecie możemy się doliczyć ponad pięćdziesięciu milionów ludzi polskiej krwi. Polska wieś ponosiła ciężary odbudowy kraju po drugiej wojnie światowej. To na jej niedorozwoju, na trapiących ją brakach cywilizacyjnych, budowano m.in. polski przemysł, rozbudowywano miasta.

Rolnikom i wsi należy się wreszcie nie tylko jakieś zadośćuczynienie materialne, cywilizacyjne, ale i polityczne, wyrażone m.in. w odpowiednio dużym udziale przedstawicieli wsi w rządzie polskim. Obecny rząd, to rząd złożony z ludzi oderwanych nie tylko od spraw polskiego rolnictwa, ale i od spraw, jakimi żyją polscy robotnicy i tzw. inteligencja pracująca w sferze budżetowej, czyli w oświacie, kulturze, służbie zdrowia i innych usługach społecznych.

- Czy istnieje podział polskiej sceny politycznej na prawicę, centrum i lewicę? Jeżeli tak, to do której części tej sceny zalicza Pan siebie i stworzony przez Pana ruch ,,Samoobrony"?

- Podziały na prawicę i lewicę to, przynajmniej w Polsce, zabawa nie z tej epoki. Zmieniające się szybko sytuacje polityczne spowodowały takie wymieszanie się poglądów, programów i stanowisk partii, których jest dziś w Polsce chyba już ponad dwieście, że prawie nie można wyznaczyć granic tradycyjnie rozumianym po stawom lewicowym i prawicowym. Rozmawiałem niedawno z pewnym działaczem uważającym siebie za prawicowego. Gdy zapytałem go, co to znaczy należeć do prawicy, odpowiedział, że...quot;wyznaje ona pewne wartości" i że...quot;zachowuje się w sposób prawy". Uderzył mnie prymitywizm tego wyznania. A przecież tego rodzaju poglądy i...quot;definicje" funkcjonują w społecznym obiegu.

Z kolei lewica określa się potocznie jako siła broniąca ludzi biednych, ich praw socjalnych. Ale przecież i ta definicja jest ułomna i myląca. Między innymi dlatego, że dzisiaj żadna partia nie deklaruje się jako programowo przeciwna ludziom wydziedziczonym, a - przeciwnie - wszystkie odwołują się do jakiś nadrzędnych, humanistycznych wartości.

Kryteria podziału na lewicę i prawicę są w Polsce niejasne także dlatego, że z tego podziału nie wynikają logiczne wnioski polityczne. Na przykład, niby opozycyjna SdRP popiera w parlamencie często antysocjalne akty ustawodawcze rządu. W ogóle ta koncesjonowana niby to lewica, nigdy nie potępiła planu Balcerowicza i dyktatu MFW i Banku Światowego. Różne spółki nomenklaturo we, które pożywiły się na rozwiązaniu PZPR i obaleniu poprzedniego systemu, są często kierowane przez liderów należących do owej koncesjonowanej...quot;lewicy". Z kolei w partiach prawicowych, opozycyjnych, występują ludzie i postawy ostro krytyczne wobec obecnego, złego porządku.

Dodam, że wspomniana...quot;lewica" afirmująca politykę wyprzedaży i zdrady interesów mas ludowych jest równie nielogiczna, jak...quot;prawica" z przymiotnikami...quot;narodowa" i...quot;chrześcijańska", która sieje niekiedy społeczną nienawiść, wykazuje skrajną nietolerancyjność, jakby nauki II Soboru Watykańskiego, np. o wolności religijnej, jej w ogóle nie dotyczyły. Bardziej uzasadnione wydaje się stosowanie nazewnictwa np....quot;lewicowy", czy...quot;prawicowy", gdy zaopatrzone są te terminy przymiotnikami. Wiadomo więc, co to jest tzw. lewica świecka (kosmopolityczna, internacjonalistyczna) albo, jako jej przeciwstawienie, lewica narodowa.

Linie podziału przebiegają poza tym nie według podziałów organizacyjnych, ale częstokroć wewnątrz partii. Dotyczy to ruchu ludowego i jego partii, a także wszystkich innych ugrupowań.

Z tych wszystkich powodów ruch...quot;Samoobrony" stara się rozwijać poza, albo raczej, ponad wspomnianymi podziałami. Jest u nas miejsce dla orientacji...quot;lewicowych" i...quot;prawicowych" pod warunkiem, że podporządkują się nadrzędnemu interesowi całego narodu.

Kategorii...quot;narodu" nie przeciwstawiamy z kolei pojęciu...quot;społeczeństwo". Odwrotnie. Dla...quot;Samoobrony" naród to całość społeczeństwa obywatelskiego o ściśle określonej, tradycyjnej tożsamości. Dlatego nie należymy ani do lewicy, ani do centrum, ani do prawicy. Po prostu należymy do narodu.

- Co dla Pana oznacza hasło...quot;powrotu Polski do Europy" i...quot;normalności"? Jaka jest Pana wizja Polski roku 2000 między Niemcami, a Rosją?

- Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" stanowi jeden z urzędowych, wciąż przez propagandę lansowanych sloganów mających przede wszystkim wmówić nam, że reprezentujemy niższość kultury i obyczajowości, że Polska jest zaściankiem, a wszystko, co dotąd Polacy zrobili, nie ma żadnej wartości.

Już choćby z powyższego powodu hasło...quot;powrotu Polski do Europy" stanowczo odrzucam. Jako Polacy mamy dobrą pamięć. Nie zapomnimy tego, że w nadzwyczaj trudnych warunkach zewnętrznych, opuszczeni przez zachodnich sojuszników i zdani sami na siebie, odbudowaliśmy kraj ze straszliwych zniszczeń II wojny światowej. Żaden obcy kapitał nam w tym nie pomagał. I nie była to zasługa komunizmu czy Sowietów, ale dzieło całego narodu. Mimo politycznego zniewolenia nasz naród potrafił zadbać o swoje interesy pracując z najwyższym oddaniem.

Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" to przede wszystkim bieg naszego kraju, na przełaj, do EWG. Ale jak na razie, oprócz lichwiarskich pożyczek, zresztą nie za dużych, ze strony EWG nic nas dobrego nie spotkało. Owszem - restrykcje wobec polskiego eksportu, przede wszystkim żywnościowego, różne embarga, postulaty preferencyjnych ceł dla towarów europejskich, zwłaszcza rolniczych, podporządkowanie polskiego prawa, norm i przepisów normatywom europejskim służącym nie naszym interesom, lecz interesom rozwiniętych państw naszego kontynentu. Dalej, narzucanie Polsce swoich norm obyczajowych, sprzecznych często z polskimi tradycjami. Żądania otwarcia granic dla obcej penetracji gospodarczej, kulturalnej, politycznej i wojskowej. Oto co, jak dotychczas, oferuje się nam na drodze tego marszu do Europy.

Nie jestem i - jako człowiek rozsądny - nie mogę być zwolennikiem zaryglowania Polski od zachodu, czy doktryny jej całkowitej samowystarczalności. Ale integracja europejska musi być procesem uwzględniającym interesy i potrzeby wszystkich jej partnerów. Obojętnie, czy są na zachodzie, w środku, czy na wschodzie kontynentu. I musi brać też pod uwagę stopień ich rozwoju, różne specyficzne cechy ich kultur, ekonomik, cywilizacji. Dlatego podzielam gaullistowską koncepcję...quot;Europy Ojczyzn", a nie podoba mi się idea...quot;Europy regionów".

Obserwując politykę EWG w stosunku do Polski nie można oprzeć się wrażeniu, iż Zachodowi marzy się taki...quot;powrót Polski do Europy", który w końcowym efekcie będzie dla niej oznaczał zepchnięcie do położenia peryferyjnego pod względem politycznym, wojskowym, a zwłaszcza gospodarczym. Politycy zachodni zdają się popierać koncepcję jakiegoś polskiego obszaru etnicznego między Wartą a Bugiem, podporządkowanego, zależnie od ich potrzeb i możliwości, albo Niemcom, albo Rosji. Byłaby to owa osławiona...quot;szara strefa", która, w kategoriach czysto wojskowych, mogłaby się pokrywać z proponowaną niekiedy strefą...quot;NATO - bis".

O tym wszystkim, oczywiście, nikt głośno na ogół nie mówi. Ale właśnie taką treść nadają niektórzy liczący się politycy hasłu...quot;powrotu Polski do Europy". Bardzo należy się tego obawiać biorąc pod uwagę gorzkie historyczne doświadczenia Polski, z jałtańskim i pojałtańskim włącznie. Tylko naiwni lub otumanieni mogą wierzyć, że rozwiniętym państwom Europy zachodniej zależy na tym, by Polska, kraj liczący już blisko 40 milionów mieszkańców, rozwinęła w wyniku integrowania się z EWG, swój potencjał ekonomiczny, naukowy, przemysłowy, kulturowy, rolniczy czy oświatowy. By stała się jeszcze większym konkurentem dla Zachodu.

O cóż więc konkretnie w tej koncepcji...quot;powrotu Polski do Europy" chodzi? Ano, jak powiedziałem, chodzi o powrót do politycznego i ekonomicznego upośledzenia, dla zachodniej Europy wygodnego i przynoszącego wymierny zysk. Krótko mówiąc, chodzi o postępującą degradację Polski, sprowadzenia jej do rangi...quot;hinterlandu" EWG.

-...quot;Hinterlandu"?

- Tak, właśnie...quot;hinterlandu". Dzisiejsze zjednoczenie Europy w postaci EWG oznacza przede wszystkim supremację ekonomiczną i polityczną zjednoczonych Niemiec. Przeżywają one wprawdzie wielkie trudności w integrowaniu byłej NRD, a więc wschodnich...quot;landów", ale po kilku latach ich gigantyczny potencjał zrobi swoje.

Zarówno na europejskim Zachodzie, jak i Wschodzie.

W naszym regionie nowoczesny...quot;Drang nach Osten" oznaczać może przyszłą ekspansję gospodarczą, kulturową, cywilizacyjną i demograficzną żywiołu germańskiego. Ekspansja ta miałaby na celu również przekształcenie Polski w nowe...quot;generalne gubernatorstwo". W obszar surowcowej i roboczej rezerwy nowej IV Rzeszy. Właśnie w ...quot;hinterland".

Współgrają z tym koncepcje euroregionów i polsko-niemieckich stref przygranicznych wolnego cła. Wszystko to będzie się odbywać - już się odbywa! - pod hasłami...quot;powrotu do Europy".

Papież Polak mówił w Warszawie, jak w istocie bzdurny to slogan. Byliśmy i jesteśmy od tysiąca lat w samym sercu Europy. Jakżeż mamy do niej teraz wracać? Ponadto, o jaką właściwie Europę chodzi? EWG, z jej eurokracją, elitaryzmem i egoizmem, gwałceniem praw i interesów narodowych, stanowi już dzisiaj swoiste curiosum. Nie przypadkiem traktat z Maastricht wywołuje negatywne reakcje od Danii po W. Brytanię, od Portugalii po Grecję.

O żadnym równoprawnym partnerstwie umożliwiającym możliwość konkurencji, o żadnej pomocy taką konkurencję umożliwiającej, mowy być nie może, bo byłaby to polityka przeciwna tradycyjnym interesom krajów EWG. A polityków wspólnoty europejskiej o głupotę posądzać nie można. Dlatego też usiłuje się Polskę raczej wcielić do Europy, niż dopuścić ją do partnerskiej współpracy, do czego zresztą nie jest ona zdolna na obecnym poziomie swoich możliwości gospodarczych i politycznych. Dlatego też należy zrobić wszystko, aby odzyskać swobodę ruchów w dziedzinie ekonomicznej, ratować do końca polski przemysł, który w niektórych dziedzinach był dość nowoczesny, ratować dotychczasowe rynki zbytu, ratować samowystarczalność żywnościową kraju, nie dopuszczać do rozgrabiania i niszczenia istniejącego jeszcze potencjału produkcyjnego. Dopiero po...quot;złapaniu oddechu" postawić własne warunki współpracy z Europą.

Trzeba nawiązywać ścisłe kontakty gospodarcze z krajami najbliższego sąsiedztwa - Litwą, Łotwą, Białorusią i Ukrainą, a także z Rosją - i wspólnie dążyć do integrowania się z resztą Europy. Musimy wykrzesać z siebie inicjatywę integracji w skali tzw. międzymorza i wyciągnąć dla siebie z tego korzyści. Dopiero tak wzmocnieni staniemy się przedmiotem większego szacunku Europy. To nie przypadkiem szerzy się w Polsce atmosferę nienawiści nawet do obecnie z trudem demokratyzującej się Rosji, do Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, do Czechów, Słowaków, Serbów. Międzynarodowi manipulanci polityczni nie chcą dopuścić, aby w naszym regionie powstała jakaś wspólnota interesów, na zasadach pełnego, wzajemnego poszanowania suwerenności, żeby przekreślone zostały historycznie narosłe nienawiści...quot;i nieporozumienia." A przecież jest to warunek niezależnego istnienia dla wszystkich naszych narodów, wyzwolonych spod dominacji byłego ZSRR.

Bez takiej regionalnej wspólnoty interesów nie tylko nie uzyskamy partnerskiej pozycji w EWG, ale zdominowani zostaniemy wszyscy przez polityczną i gospodarczą potęgę rodzącej się TV Rzeszy Niemieckiej. I niech nikt nas nie oszukuje, że Europa Zachodnia obroni Polskę i inne kraje Europy Wschodniej przed taką dominacją. Nigdy w historii takiej ochrony nie doznaliśmy i liczyć na nią nie możemy również obecnie.

Wielu nieodpowiedzialnych naszych polityków wciąż szermuje zagrożeniem tylko ze Wschodu, nie widząc gry prowadzonej wobec Polski z Zachodu.

Polska między Niemcami i Rosją... W tym tkwi sęk zagadnienia. Dzisiejsi Polacy nie odczuwają jeszcze tego w sposób bzepośredni tak, jak podczas zaborów, w okresie międzywojennym, czy w tragicznych dniach paktu Ribbentrop-Mołotow. Bo dzisiaj - na obecny dziejowy moment - obydwaj nasi wielcy sąsiedzi zajęci są własnymi problemami. Niemcy - przeżuwaniem byłej NRD. Rosja - ratowaniem tego, co się da uratować z gospodarki i imperialnej substancji sowieckiej. Gdy jednak ten przejściowy moment historyczny ustąpi, znowu Polacy staną twarzą w twarz z odwiecznym dylematem: jak ukształtować swe położenie i politykę między potęgą germańską i odrodzonym rosyjskim kolosem słowiańskim?

Do rozważenia tego dylematu trzeba przygotowywać się już teraz. Nie należy się przy tym karmić starą, szowinistyczną strawą, przeżuwać stęchłe stereotypy.

Jestem więc gorącym zwolennikiem naprawdę równoprawnej współpracy z całym europejskim Zachodem, w tym przede wszystkim z Niemcami, bo dla Polski zachód, to przede wszystkim Niemcy. Niemcy dokonali i nadal dokonują wielkiego dzieła odchodzenia od dawnego, szowinistycznego ekspansjonizmu i budowania naprawdę demokratycznego ładu.

Słowianie, jak mówiłem nawiązując do Rosji, Ukrainy, Białorusi, ale też Czech i Słowacji, byli i zawsze będą nam bliscy. O nich musimy się opierać, z nimi przede Wszystkim współdziałać w XXI wieku.

Takimi intencjami się kierując starajmy się znajdować przyjaciół blisko, najbliżej - u sąsiadów ze wszystkich bez wyjątku kierunków geograficznych.

Jak mówił Jan Paweł II, nie nam wracać do Europy, bo w sercu tej Europy od tysiąca lat tkwimy. Wspólnym wysiłkiem stwórzmy koncepcję naszego samodzielnego udziału w integrującej się Europie. Taką koncepcję, w której wyniku Europa przestanie być dla Polski - jak ongiś - wyrodną matką.

- Dawniej rządzili Polską z Moskwy, teraz z Waszyngtonu i Brukseli. Czyżby zamienił stryjek siekierkę na kijek?

- Jest to grube uproszczenie. Nie można za wszystko, co działo się w latach 1944-1989, obciążać odpowiedzialnością wyłącznie Moskwę. Sfera samodzielności ówczesnych władz PRL była znacznie> większa, niżby to wynikało z obecnych oświadczeń Jaruzelskiego, czy Rakowskiego. To, że ostatni władcy PRL i PZPR skwapliwie odżegnują się od własnej odpowiedzialności i spychają wszystko na Moskwę, jako główną...quot;winną", świadczy zarówno fatalnie o ich morale, jak przede wszystkim o skrajnym subiektywizmie oceny faktów. W dobrym i złym rządy PRL-u brały bardzo poczesny udział, a jaki konkretnie, wypowiedzą się z całą pewnością niezależni historycy. Podobnie dzisiaj.

Jest prawdą, że dyktat wschodni został zastąpiony od 1989 roku dyktatem zachodnim. Nie znaczy to jednak, by kolejni nasi...quot;demokratyczni" władcy - od Mazowieckiego, przez Bieleckiego i Olszewskiego po Suchocką-mogli być usprawiedliwieni tym, że np. dyrektor MFW polecił im uczynić to lub tamto, albo że sekretarz NATO, Woerner, wydał jeszcze inny rozkaz. To prawda, że doktryna ograniczonej suwerenności Breżniewa egzystowała i nie umarła wraz z odejściem jej autora, a nawet rozpadem ZSRR. W tych wszakże warunkach obiektywnych, jakie stwarza międzynarodowy układ sił, wypada działać także polskim przywódcom Ul Rzeczypospolitej. Naród ich osądzi, jeżeli zbyt łatwo ulegać będą naciskom i dyktatom zewnętrznym. Jednym z programowych celów...quot;Samoobrony" jest podnosić ten problem, rozliczać rządy za ich stanowisko wobec suwerenności państwa polskiego i dążyć nieustannie do dźwignięcia naszej Ojczyzny na pozycję kraju przynajmniej tak niepodległego, jak II Rzeczpospolita.

- Już wiadomo, że dojdzie do przedterminowych wyborów. Co i w jaki sposób chce Pan, w związku z tym, powiedzieć społeczeństwu?

- Ludzie dziś nami rządzący boją się wyborów i najchętniej nigdy by ich ponownie nie przeprowadzali. Aż nadto dobrze wiedzą bowiem, co sądzi o nich społeczeństwo. Wszystkie bez wyjątku sondaże opinii publicznej zgodne są w tym, że były Sejm i Senat cieszą się jak najgorszą reputacją wśród przyszłych wyborców. To właśnie dlatego partie koalicji rządowej, w gruncie rzeczy tak samo kanapowe, jak pozostałe, opracowały niesłychaną w swej antydemokratycznej wymowie, ordynację wyborczą. Zapewnia ona z góry komfort udziału w przyszłych wyborach partiom dzisiaj rządzącym bez obowiązku zbierania dla ich kandydatów podpisów wyborców. Z kolei wszyscy inni przekroczyć muszą wysoki próg 5-8 procent zebranych głosów, by w ogóle dostać się po zwycięstwie wyborczym na ławy poselskie czy senackie. Nie mówiąc już o obowiązku zbierania przez ich komitety wyborcze podpisów. Jest to ordynacja niesłychana, z definicji swej antypluralistyczna. Dlatego Komitet Samoobrony Narodu z udziałem słynnego bohatera bitwy o Anglię, generała lotnictwa, Skalskiego, w liście do Prezydenta RP zażądał w kwietniu, by Lech Wałęsa nie podpisał projektu takiej ordynacji.

Nowych wyborów elity rządzące boją się jak ognia, ale od nich nie uciekną, o czym zresztą doskonale wiedzą. Na swój sposób rozpoczęli do nich przygotowanie jeszcze przed rozwiązaniem parlamentu, o czym świadczy przebieg wiosennych zjazdów Unii Demokratycznej, Kongresu Liberałów, czy KPN i PC. Właściwa walka wyborcza rozegra się wokół tych 60-70 procent elektoratu, który, normalnie rzecz biorąc, wykazuje tendencje do niebrania udziału w wyborach. Będąc, słusznie zresztą, głęboko rozczarowany i rozgoryczony, wolałby w ogóle do urn wyborczych nie pójść, jak to było podczas poprzednich wyborów prezydenckich i parlamentarnych. Otóż ja, Andrzej Lepper, szef ruchu...quot;Samoobrona", gorąco apeluję już dzisiaj do wspomnianej przed chwilą, liczebnie największej, części polskiego elektoratu, by przełamała w sobie psychologicznie zrozumiałą niechęć do udziału w wyborach i jednak do urn masowo tym razem poszła. Pamiętajcie, drodzy rodacy, że nie idąc do urn wyborczych, wbrew własnej woli i chęci uczestniczyć będziecie w perfidnej grze politycznej sprawców waszych nieszczęść. Oni właśnie tego chcą, by jak największa liczba Polek i Polaków w dniu wyborczym pozostała w domu! Wtedy bowiem łatwiej będzie im manipulować pozostałymi wyborcami.

Aby obalić obecne elity rządzące Polską w imieniu obcych ośrodków, szczególnie zaś w imieniu MFW, aby współczesną Targowicę zastąpiły rządy ludzi prawych i oddanych sprawie narodowej, konieczny jest masowy udział wyborców w akcie głosowania. Wszyscy ci, którzy normalnie nie poszliby do wyborów, powinni w nich uczestniczyć i oddać, głosy między innymi, na kandydatów z listy ruchu...quot;Samoobrony".

A co do koncepcji Polski w ujęciu...quot;Samoobrony", to jest ona stosunkowo prosta. Ani nieludzki, skrajny kolektywizm komunistyczny, ani nieludzki socjalnie kapitalizm - co zresztą głosi oficjalnie nauka społeczna Kościoła. Zbliżamy się do kresu XX wieku. Dochodzą nas zapowiedzi wyzwań zbliżającego się szybko XXI wieku. To wciąż się odnawiające oblicze współczesnego świata wymaga z gruntu nowych rozwiązań ustrojowych i społeczno-gospodarczych. A nie jałowych powrotów do...quot;zleżałych" form sprzed lat kilkudziesięciu. Nowoczesne - to z kolei w dużym stopniu także to, co bliskie naturze człowieka, o czym tak często i przekonywująco powiada papież Jan Paweł II.

Natura zaś wykształciła pewien uniwersalny system organizacji zarówno biologicznej, jak społecznej. Jest to system organiczny. Nawiązuję do tego nie przypadkiem w związku z najbliższymi wyborami. Zaproponowałbym moim rodakom, żeby w nadchodzących wyborach nie dopuścili do rządów ludzi niekompetentnych, różnych oszołomów rozparzonych żądzą władzy i pazernych na udział w rozdrapywaniu mienia publicznego. Nie wolno też wybierać do parlamentu osób zaprzedanych obcym wzorom życia i obyczajów, czy wręcz wstydzących się polskości, mówiących o Polsce ...quot;ten kraj", zamiast...quot;nasz kraj".

Natomiast po wyłonieniu rządu rzeczywiście reprezentującego polskie interesy, światłego i kompetentnego, radziłbym sobie i wszystkim, aby razem wzięli się do solidnej pracy i uwierzyli, że naprawdę drzemie w nas utajona, niespożyta siła. Osobistym mym marzeniem jest, abyśmy tę naszą wspólną Polskę dobrze posprzątali, uporządkowali jej drogi, uregulowali rzeki, zbudowali zbiorniki wodne, usunęli brud i wysypiska, połamane płoty, dziurawe chodniki, zdewastowane rudery, słowem - poważnie i skutecznie wzięli się za środowisko naturalne i ekologię. Wtedy lżej by nam było wszystkim oddychać. Z tych też powodów nasz ruch samoobrony bliski jest...quot;zielonym", z którymi chętnie będziemy współpracowali.

Nie proponowałbym z drugiej strony żadnych odwetów politycznych, pogoni za czarownicami i tym podobnych procederów stanowiących zwykle tematykę zastępczą lub zasłonę dymną dla manipulacji społeczeństwem i różnych ciemnych machinacji. Co do ludzi obciążonych odpowiedzialnością za przestępstwa, czy wręcz zbrodnie polityczne - tak dawne jak obecne - to proponowałbym tylko uczciwe, sądowne rozliczenie ich. Podobnie - afer i przestępstw gospodarczych, niezależnie od tego, kto i z jakich pozycji ideologicznych ewentualnie je popełnił. Oczywiście, jeszcze przed wyborami przedstawimy społeczeństwu konkretny i pełny program. Dzisiaj mogę powiedzieć, że będzie to zdecydowana społeczna, gospodarcza i polityczna alternatywa wobec tego, co nam się od roku 1989 do roku 1993 proponuje i - co jeszcze gorsze - realizuje. Dlatego nasz program nie jest cząstkowy, ale jest to program globalnej, krytycznej, ale też zdecydowanie konstruktywnej opozycji wobec tego, co nas otacza. Jeżeli większość wyborców pójdzie do urn i poprze alternatywę samoobroną, Polska zostanie uratowana! A przecież o to przede wszystkim chodzi.

- Czy istotnie, jak twierdzą niektórzy,...quot;Samoobrona" dąży do wymuszania swych roszczeń i praw tylko silą się?

- Jest to pytanie stawiające sprawę na głowie. Gdyby ...quot;Samoobrona" mogła osiągać swe cele na drodze wyłącznie pokojowej, to wówczas, oczywiście, nie musiałaby sięgać do metod czynnego oporu i społecznego protestu. Ponieważ jednak władze nie przejmują się postulatami prezentowanymi na drodze normalnej, potrzebne są często metody bardziej skuteczne, nie zawsze łagodne. Zapytajmy o to samo, o co Pan pyta, nieco inaczej. Czy, mianowicie, stosowane przez nas metody są - albo nie - zgodne z obowiązującym porządkiem prawnym?

Otóż w świetle Konstytucji RP i obowiązującego prawa, zarówno nasze dokumenty zjazdowe i Statut, jak też wynikająca z nich praktyczna działalność, są całkowicie legalne. Nie mogą tego podważać ani podejmowane przeciwko...quot;Samoobronie" i mnie osobiście postępowania organów prokuratury, ani hałaśliwa i oszczercza kampania koncesjonowanych środków przekazu.

Powszechny opór społeczny wobec antynarodowych poczynań władz stanowi na pewno czynnik siły. Ale jest ten czynnik siły nie tylko elementarnym prawem, lecz także obowiązkiem obywatelskim. Takie są założenia każdego społeczeństwa i państwa demokratycznego. Nie uznają tych zasad cywilizowanego świata jedynie niektórzy przedstawiciele obecnego rządu polskiego. Tak na przykład słynący z arogancji i buty szef Urzędu Rady Ministrów,...quot;szara eminencja" gabinetu p. Hanny Suchockiej, minister Jan Maria Rokita, wydał okólnik zakazujący wojewodom i innym funkcjonariuszom zależnej od siebie administracji, nawet rozmawiać z przedstawicielami oficjalnie istniejącej w Polsce ...quot;Samoobrony"! Jest to przykład charakterystyczny. Bardziej śmieszny, niż oburzający.

- Jak może Pan prowadzić swoją gospodarkę w Koszalińskiem, skoro kierując...quot;Samoobroną" przebywa Pan głównie w Warszawie?

- Gospodarstwo moje zmniejszyłem poprzez rezygnację z dzierżawionych gruntów do ok. 60 ha. Sam, oczywiście, nie pracuję na tej ziemi, ale mam dobry układ z młodymi rolnikami, którzy korzystają z mojego-sprzętu i uprawiają również moje grunty. Podkreślam, że jest to gospodarka optymalna ze względu na ogólne warunki ekonomiczne. Po prostu nie stać mnie na zakup odpowiedniej ilości paliwa, nawozów, środków ochrony - wszystko robione jest, jak mówią, na skróty.

Kilkakrotnie przyjeżdżali do mnie dziennikarze, była też telewizja. Ale jakoś do tej pory gospodarstwa Leppera nie pokazali, ani nie opisali. Czy jest ono aż tak złe, czy na tyle dobre, że nie ma czego złego pokazać, co by mogło mnie skompromitować jako przywódcę ...quot;Samoobrony"?

W Warszawie przebywam z konieczności, a teraz wręcz z obowiązku. Niejeden by chciał, żebym wrócił na własne hektary i zaniechał działalności politycznej. Niech jednak nikomu z moich wrogów nawet w jego najlepszych snach nie zamarzy się o tym, że Lepper zostawi ...quot;Samoobronę" i wróci do domu! Przecież tego oczekiwałyby najbardziej obecne elity rządzące. A...quot;Samoobrony" już i tak nic nie zatrzyma. Zdaję sobie wszakże sprawę z tego, że gdybym dzisiaj nagle odszedł z tego ruchu, to agenci rządowi uczyniliby, co w ich mocy, żeby...quot;Samoobronę" doprowadzić do upadku.

- Wydaje mi się, że przemawia przez Pana często upór.

- Zawsze w życiu byłem uparty i dążąc do wytyczonego celu pokonywałem wszelkie przeszkody. Nie jestem naiwnym optymistą, ale, że tak powiem, optymistycznym realistą i wierzę, iż cel, który sobie postawiłem, osiągnę. Ten cel - to Polska lepsza, zasobna, niezawisła.

Ziemia obiecana dla tych, którzy chcą ją rozwijać i uczciwie pracować, a nie dla niebieskich ptaków. Chcę Polski czystej, bezpiecznej, zamożnej, w której ludziom chciałoby się pracować i żyć.

Obecne tzw. elity rządzące są przez naród znienawidzone. Promowały je obce siły i dopuściły do władzy. Działają jak bakterie gnilne. Dopóki będą miały jakieś wpływy na losy kraju, dopóty Polska będzie chora. Ale z tej niemocy naszym wspólnym wysiłkiem dźwigniemy ją wzwyż. W Polsce bowiem może, a więc musi, być lepiej! Dysponujemy dużym potencjałem surowcowym i intelektualnym. Należy tylko umiejętnie go wykorzystać i właściwie nim pokierować. Polsce potrzebny jest po prostu dobry gospodarz.

- Co ma wspólnego Andrzej Lepper, pan na prawie stuhektarowych włościach, z małorolnym chłopem i biedotą wiejską?

- Przede wszystkim małe sprostowanie: wspominałem już Panu, że dysponuję nie stoma, lecz sześćdziesięcioma hektarami ziemi. Nie sądzę, by w epoce gospodarki wolnorynkowej i farmerki było to czymś złym. Odwrotnie - jak największa liczba rolników powinna brać w swoje ręce pod uprawę polską ziemię. Ugory - oto zagrożenie dla przyszłości polskiej wsi.

Co do chłopów małorolnych i biedoty wiejskiej, to znam ich problemy, bo sam pochodzę z takiego środowiska. Pomoc dla nich, to głównie tworzenie warunków dla możliwości rozwoju zdrowej, a więc nie karłowatej, gospodarki rodzinnej. Pytanie, które mi Pan zadał, bywa niekiedy wysuwane przez moich przeciwników w celach prowokacyjno-propagandowych. W rzeczywistości jednakże jest to pytanie, na które lubię odpowiadać, bo ułatwia wykazanie jedności interesów całej polskiej wsi, tej biedniejszej i tej bogatszej, przed wspólnym zagrożeniem płynącym od MFW i EWG.

Podział polskich chłopów na kułaków i małorolnych był wymysłem komunistycznym....quot;Samoobrona" jest ruchem uwzględniającym wspólnotę i jedność interesów całej klasy chłopskiej. Na tym polega jej znaczenie, dlatego wywołuje tyle obaw u elit rządzących. Więcej, dzisiaj istnieje szeroka wspólnota interesów miast i wsi, chłopów, robotników, rzemieślników, kapitalistów narodowych - wszystkich. Dlatego tak szybko przyjmuje się nasz program i ruch w różnych i pozornie niekiedy zantagonizowanych ze sobą środowiskach. To jest jego siła i rękojmia naszego przyszłego zwycięstwa.

- Jaki jest Pański stosunek do partii w byłym parlamencie? Dlaczego uchodzi Pan za ich wroga?

- Nie używałbym określenia...quot;wróg", a raczej ...quot;przeciwnik". Jestem więc przeciw tym, którzy tworzą i popierają obecną politykę gospodarczą i społeczną skierowaną przeciw ludziom i ich potrzebom.

Jestem przeciwnikiem wszystkich, którzy godzą się na ograniczoną suwerenność Polski zgodnie z byłą doktryną Breżniewa, obecnie przekształconą w hasło...quot;powrotu do Europy". Ponieważ większość partii bądź sama inspiruje taką politykę, bądź ją popiera, bądź też protestuje słabiutko i raczej na pokaz, więc uważam, że partie te nie reprezentują naszych interesów społecznych i narodowych. W większości co innego obiecywały w czasie kampanii wyborczej, co innego teraz czynią. Reprezentują w dodatku bardzo wąskie grupy obywateli.

Oskarżają się nawzajem o agenturalność. Obrzucają się obelgami. Czy do takiego układu politycznego w parlamencie można żywić uczucia życzliwości i szacunku?

Ponieważ mówię o tym głośno i publicznie, nic więc dziwnego, że partie te uważają mnie za wroga. Rzucają różne oszczerstwa i pomówienia. Ale społeczeństwo polskie zdaje sobie sprawę, kto ma rację. Kto narusza dobre obyczaje, gdzie wybuchają afery i co warte są różne osądy i oskarżenia ze strony ludzi tak się kompromitujących przed społeczeństwem. Wystarczyło posłuchać sprawozdań z obrad parlamentu. Jest to dobra lekcja parlamentarnych stosunków partyjno-politycznych.

- Niektórzy Pańscy przeciwnicy uważają, że w...quot;Samoobronie" znalazła dla siebie miejsce kryptokomuna. Co Pan może powiedzieć na ten temat?

- Co to znaczy kryptokomuna? Jeżeli chodzi o byłych funkcjonariuszy PZPR, aparatu UB, SB i MSW, to szukać ich należy głównie w sferach dzisiaj Polska rządzących, w partiach koalicji rządowej, w administracji państwowej i samorządowej, czy w spółkach nomenklaturowych. Tak przynajmniej wynika z oskarżeń wysuwanych przez różne odłamy obozu rządzącego w stosunku do konkurentów lub opozycji. Na tym zresztą polega geneza tzw, lustracji.

Jak będę jeszcze miał Panu okazje powiedzieć...Samoobrona" nie przyczepia żadnych etykietek ludziom i organizacjom. Oceniamy poszczególne osoby nie według przynależności partyjnej, czy organizacyjnej, lecz według konkretnej działalności. W dawnym okresie i teraz, Z tych wszystkich powodów zarzut, jakoby w...quot;Samoobronie" znajdowała się jakaś bliżej nieokreślona kryptokomuna, jest niedorzeczny.

- W swych wystąpieniach nawiązuje Pan często do doktryny społecznej Jana Pawia II. Co ma wspólnego...quot;Samoobrona" z polskim papieżem?

- Odczuwam, podobnie jak miliony moich rodaków, wielki szacunek i podziw dla polskiego Papieża. Jest w tym część emocji religijnych, jakże zrozumiałych, gdy chodzi o człowieka wierzącego i praktykującego, jakim osobiście jestem.

Ale w tym podziwie dla Karola Woj ty iły jest też przekonanie, że ta świątobliwa postać spełnia misję o olbrzymim, historycznym znaczeniu zarówno dla Polski, jak dla całego świata. Jedna z przyczyn powołania do życia...quot;Samoobrony" było moje niezachwiane przekonanie, że nauka polskiego Papieża wskazuje na konieczność nie-zgadzania się ze złem, gdziekolwiek ono występuje. Że autonomia, jaka Papież i II Sobór Watykański wyznaczają w dziedzinie polityki katolikom, nie zmniejsza, ale zwiększa ich rolę w działaniu na rzecz wspólnego dobra.

W naszej rozmowie pytał mnie Pan o ruch biernego oporu i Mahatmę Ghandiego. Otóż Ghandi i jego bierny opór społeczny wyrastał z bardzo specyficznych tradycji filozoficznych i kulturowych Indii i hinduizmu. Nauka Jana Pawła II o walce ze złem wynika z innej tradycji historycznej, właśnie polskiej i katolickiej. Ja szefując...quot;Samoobronie" z innymi kolegami, również katolikami, spełniam posłannictwo inspirowane przez pontyfikat Jana Pawła II, choć się z tym nie afiszuję.

Dotyczy to szczególnie nauki społecznej polskiego Papieża. Ten wielki nasz rodak doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że po kiesce tzw. realnego socjalizmu, nie sposób po prostu powrócić do klasycznego kapitalizmu. Kto nie przeżył naszej rzeczywistości powojennej - a przeżył ją wraz z milionami Polaków także Karol Wojtyła - ten powyższej prawdy może nie rozumieć. Ale tutaj, nad Wisłą i Odrą, właśnie poszukiwanie trzeciej, polskiej drogi jest najwyższym, nie tylko politycznym, ale też moralnym i chrześcijańskim nakazem chwili.

- Kto jest Pana idolem z panteonu narodowej przeszłości? Kościuszko, Piłsudski, Witos, Mikołaj czy może Dmowski?

- Nie mam jednoznacznego stanowiska w tej sprawie. Trudno dokonać wyboru właściwego, jak Pan to nazwał, idola, bo wymienione przez Pana postacie symbolizują różne wartości, ale także rozmaite słabości.

Z natury swej bliska jest mi na przykład świetlana postać Naczelnika w sukmanie, Tadeusza Kościuszki, u którego boku wyrósł legendarny dowódca krakowskich kosynierów, Bartosz Głowacki. Trudno jednak pominąć tę okoliczność, że Kościuszko, pomimo swego bohaterstwa, talentu, wielkiego serca i żarliwego patriotyzmu, poniósł klęskę. Po Racławicach nadeszła smutna godzina Maciejowie i długa niewola w Petersburgu.

Z kolei Wincenty Witos, premier od pługa i roli, mądry statysta i kochany przez chłopów ich przywódca, żył i działał w dramatycznym okresie ojczystych dziejów. Także jemu historia nie dała szans doczekania się zwycięstwa.

Józef Piłsudski ze swym romantycznym czynem niepodległościowym, bezinteresownością i polityką powstrzymywania agresorów z Zachodu i W7schodu, reprezentował bardziej tradycje szlachty i wywodzącej się z ziemiaństwa inteligencji, niż lud chłopski.

Stanisław Mikołajczyk, tragiczny kontynuator dzieła Witosa, nie był w stanie porozumieć się na trwałe z Moskwa, bo po prostu nie chciał tego Stalin knujący inne plany wobec Polski. Niemniej szlachetność i wierność ludowej tradycji Mikołajczyka i jego PSL-u zasługują na cześć i wieczną pamięć, Także ruchu rolniczej...quot;Samoobrony".

Roman Dmowski żył w innej epoce. Jego zasługi dla odbudowy niepodległości po I wojnie światowej są ogromne. Szanuję Dmowskiego za jego realizm i wrażliwość na polsko-rosyjskie pojednanie. Pamiętam, że także kardynał Stefan Wyszyński nawoływał, by nowa Polska ...quot;opierała się o wschodnia, słowiańska ścianę". Niemniej główny twór życia i walki Dmowskiego - endecja - nie była nigdy bliska ruchu ludowego. Także i ta postać historyczna nie może więc być w sposób jednoznaczny moim idolem.

Wymienił Pan nazwiska kilku wielkich Polaków. Ale bynajmniej nie wszystkich. Czuję się sentymentalnie i racjonalnie związany szczególnie z tymi bohaterami naszej wspólnej polskiej przeszłości, którzy działając z uporem, w nadzwyczaj trudnych czy wręcz nawet tragicznych warunkach, potrafili, mimo to, osiągnąć bardzo wiele. Do tego stopnia, że skutki ich działań dają się odczuć nawet dziś.

Taką postacią jest dla mnie na przykład Stanisław Staszic. Człowiek ogromnej wiedzy, wspaniałych koncepcji gospodarczych i społecznych. Działacz państwowy. Autor licznych wydawnictw i dzieł naukowych. Człowiek czynnie wspierający sprawę chłopską. Może nie wszystkie koncepcje i poglądy Staszica są dziś do przyjęcia. Ale reprezentował szczególnie wartościowy typ społecznika i polityka. Praca, upór i twórcza wyobraźnia Staszica są cechami na wagę złota także w naszych warunkach.

Z plejady XIX-wiecznych postaci bliskie są mi niektóre, jak gen. Dezydery Chłapowski i jego wielkopolscy współpracownicy, autor przepięknej...quot;Pieśni o ziemi naszej", Wincenty Poi, orędownik wyzwolenia włościan galicyjskich. Wymienię jeszcze księdza Ściegiennego, przyjaciela chłopów i autora słynnej...quot;Złotej książeczki", za którą, jak zresztą za całokształt swej działalności, ten wielki patriota i zwolennik wyzwolenia ludu polskiego skazany został na śmierć przez powieszenie, na górze św. Katarzyny koło Kielc, przez rosyjski carat. W miarę czasu i moich możliwości staram się lepiej poznać działalność i twórczość tych i innych przepięknych postaci z naszej przeszłości, aby lepiej i skuteczniej, wzbogaconych ich doświadczeniami, służyć sprawie...quot;Samoobrony".

W ogóle interesuje mnie historia i przejmuję się bardzo życiorysami niektórych wielkich Polaków. Także, a może przede wszystkim dlatego, że wszystko to umożliwia tworzenie własnego portretu polityka. Taki portret jest potrzebny każdemu działaczowi. A już zwłaszcza ludziom z takiego ruchu, jak nasza...quot;Samoobrona". Zauważył Pan, ile złośliwości, mściwości i nienawiści wkładają koncesjonowane media, żeby mnie opluć i wyszydzić? W państwowej telewizji występuje nawet tak zwana kabaretowa samoobrona, która ma za zadanie wyśmiać nasz ruch i zaprezentować mnie jako prymitywnego kmiotka. Otóż nie chodzi wcale osobiście o mnie, lecz o rolników organizujących swoją obronę, których reprezentuję, w pierwszym rzędzie. Władze zupełnie słusznie boją się nas i wykorzystują, co mogą - i prokuraturę, i telewizję, i prasę, i UOP - żeby nas oczernić i przedstawić społeczeństwu w jak najgorszym świetle. Dlatego, jako przywódca naszego ruchu muszę zaprezentować się godnie opinii publicznej. Bez fałszywej pozy, ale i bez fałszywej skromności. W tworzeniu tego autoportretu Andrzeja Leppera dopomaga znajomość historii i jej bohaterów.

- Gdyby Pan uzyskał władzę w Polsce, co by Pan zrobił w ciągu pierwszych 24 godzin?

- Zapewne najpierw bym się dobrze wyspał. Następnie ustaliłbym listę kilkudziesięciu najbardziej prawych i kompetentnych osobistości - abstrahując od ich osobistych poglądów politycznych i ideologicznych - którym bym powierzył główne funkcje państwowe i rządowe. Dalej poleciłbym odpowiednim organom ścigania po stawienie pod sąd najważniejszych aferzystów, łapowników i złodziei mienia publicznego. Nakazałbym też skrupulatne przeglądnięcie listy zagranicznych doradców ekonomicznych i finansowych tak, żeby pozostali tylko nieliczni, naprawdę wartościowi i dla Polski przydatni.

Ale i oni musieliby podlegać polskiemu szefowi, który by weryfikował ich pracę i przydatność.

- Zaproszono Pana w swoim czasie do USA. Kto był stroną zapraszającą i dlaczego do Pańskiego wyjazdu nie doszło?

- 5 i 6 września 1992 roku odbył się w Waszyngtonie kongres z udziałem organizacji amerykańskich i europejskich sprzeciwiających się dyktatowi MFW i traktatowi z Maastricht. Na kongres zostałem osobiście zaproszony przez jego organizatorów, licznych międzynarodowych osobistości, w tym z kierownictw partii republikańskiej i demokratycznej. Miałem wygłosić przemówienie. Niestety, nie było mi dane tam pojechać, jako jedynemu zresztą przedstawicielowi Polski. Oto w czasie barbarzyńskiego najazdu bojówek KPN na nasz warszawski lokal przy ul. Nowy Świat w podejrzanych okolicznościach przepadł mój paszport. Nie było już czasu na wyrobienie sobie nowego. Jednak referat, który wcześniej przygotowałem, wygłosił ktoś inny w moim imieniu. Jego streszczenie ukazało się w prasie amerykańskiej.

- Co Pan powiedział?

- Trudno mi referować całość mojego, dość długiego, wystąpienia. Chodziło w nim o to, by poinformować opinię amerykańską i światową o tym, że mimo upadku dyktatury komunistycznej, prawdziwa wolność jeszcze do nas nie zawitała, a to m.in. w rezultacie narzuconego systemu wyzysku i ucisku ze strony MFW i Banku Światowego. Przywiązywałem duże znaczenie do tego wystąpienia, bo w USA panuje dość często naiwne przeświadczenie, że wystarczyło doprowadzić do likwidacji totalitaryzmu komunistycznego i unicestwienia ZSRR, by zapanowały w naszej strefie z dnia na dzień wolny rynek, pluralistyczna demokracja i pełna niezawisłość.

- Są to tematy ważne. Ciekawe jak je Pan naświetlił Amerykanom. Czy mógłby Pan jednak powiedzieć bardziej szczegółowo o swoim referacie?

- Stwierdziłem na wstępie, jak wielkie nadzieje wiązało nasze społeczeństwo z upadkiem komunizmu i powołaniem pierwszego, niekomunistycznego rządu Tadeusza Mazowieckiego, po wyborach 4 czerwca 1989 roku. Wskazałem, że rychło się jednak okazało, iż dyktat Wschodu zastąpiony został dyktatem Zachodu. Punktem wyjścia tej drogi do nikąd był dzień l stycznia 1990 roku, kiedy to wszedł w życie społeczno-ekonomiczny program rządu polskiego znany powszechnie pod nazwą planu Balcerowicza. Przypomniałem, że założenia tego planu przywiózł z Waszyngtonu do Warszawy sławetny Jeffrey Sachs zaciskając na szyi narodu polskiego pętlę zadłużenia.

Jakie są skutki tego planu, narzuconego Polsce przez obce ośrodki dyspozycyjne, okazało się bardzo szybko. Już w pierwszym roku realizacji plan Balcerowicza spowodował wzrost inflacji do 247 proc., spadek produkcji przemysłowej o 34 proc., zmniejszenie płac realnych ludności o 32 proc. I pojawienie się bezrobocia, wówczas w skali jeszcze tylko pół miliona. Rządy Mazowieckiego i Bieleckiego szafowały ochoczo mirażami zmasowanej pomocy ekonomicznej i finansowej USA i EWG dla Polski,...quot;pierwszego kraju, który obalił komunizm" i...quot;pierwszego państwa realizującego reformy rynkowe". Powiadano, że wystarczy 6-8 miesięcy, żeby Polska...quot;dołączyła do Europy" i zaznała dobrobytu. Człowiek z ulicy w Polsce szybko przekonał się, że te miraże i puste obietnice nie mają nic wspólnego z rzeczywistością, są zwykłym oszustwem. W ciągu lat 1990-1992 zniszczono ponad połowę głównych obiektów polskiego przemysłu. Zabroniono kopalniom eksportować węgiel. Zrujnowano przemysł maszynowy, obronny, lotniczy, elektroniczny, tekstylny i chemiczny, a także hutnictwo. Sparaliżowano budownictwo mieszkaniowe. Doprowadzono do załamania produkcji rolnej.

Jako reprezentant polskiej wsi przedstawiłem następnie dokładną analizę stanu naszego rolnictwa. Podkreśliłem, że może dawniej produkcja rolna nie stała na najwyższym poziomie, ale wytwarzała zdrową żywność. Było tak, bo zużycie nawozów i czynnych substancji kształtowało się w Polsce pięciokrotnie niżej, niż na Zachodzie, biorąc pod uwagę nasycenie chemikaliami na l ha roli. Po 1989 roku namawiano nas na zaciąganie kredytów, by gospodarstwa indywidualne mogły stać się nowoczesnymi, zmechanizowanymi farmami. Ludzie uwierzyli wtedy rządowi, bo przecież wszędzie na świecie kredyt rolny jest podstawą postępu wsi. Zresztą w 1989 roku oprocentowanie od kredytów rolniczych nie było u nas wyższe od 18 proc. rocznie. Po masowym zadłużeniu się rolników, w 1990 roku oprocentowanie ich podskoczyło nagle do 120 proc. rocznie, a 1991 roku - do 100 proc. Dawniej zaciągając kredyty rolnicy polscy wykupywali produkty polskiego przemysłu rolniczego, np. traktory, siewniki, maszyny żniwne itd. Gdy okazało się, że gwałtowny wzrost stopy procentowej uniemożliwia spłatę kredytów i prowadzi do bankructwa gospodarstw rolnych, załamała się także produkcja przemysłu rolnego. Zakłady renomowane jak Ursus, Fabryka Maszyn Żniwnych w Płocku (kombajny...quot;Bizon"), Agromet i wiele innych, zaczęły padać. Ludzi ogarnęła czarna rozpacz. Zaczęli przeklinać nowe rządy i Amerykę. Niektórzy ojcowie rodzin zrozpaczeni popełniali samobójstwa. Dyktat MFW pogłębił katastrofę polskiej wsi. Już w 1991 roku ceny produktów rolnych zaczęły się szybko obniżać. Na przykład cena żyta ustalona w 1990 roku na 63,5 tyś. zł, w 1991 roku spadła do zaledwie 43 tyś. za 100 kg. W tym samym roku 1991 ceny środków do produkcji rolnej wzrosły natomiast 3-4 krotnie. Na tym tle zrodził się społeczny ruch samoobrony i powstał Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona".

- Czy miał Pan relację o tym, jak przyjęto Pański referat w Ameryce?

- I owszem. Fakty przeze mnie przytoczone zbulwersowały wielu uczestników kongresu w Waszyngtonie. Tam nie domyślano się, jak dalece obłudna jest polityka USA i kontrolowanych przez nią instytucji międzynarodowych w rodzaju MFW czy Banku Światowego, w stosunku do Polski i innych krajów Europy środkowej i wschodniej. Najlepszym dowodem tego był wniosek amerykański o powołaniu międzynarodowej organizacji samoobrony o celach zbliżonych do naszych. A także wzmożona krytyka traktatu z Maastricht ze strony europejskich uczestników obrad.

Osobiście sądzę, że do zwycięstwa wyborczego Billa Clintona przyczyniło się także narastanie przekonania w amerykańskiej opinii publicznej, iż w świecie postkomunistycznym i Trzecim Świecie musi nastąpić poprawa...quot;image" Stanów Zjednoczonych. I że dyktat MFW nie może być jedyną drogą wyprowadzania różnych państw z reżimów niedemokratycznych do systemu wolnorynkowego. Na tym m.in. polegało międzynarodowe znaczenie kongresu z września ub.r. w Waszyngtonie.

- Jak przyjąl Pan wiadomość, że Leszek Balcerowicz pretenduje do funkcji doradcy ekonomicznego władz ukraińskich i litewskich?

- Gdyby to nie była prawda, traktowałbym tę wiadomość jako dowcip z tzw. czarnego humoru. Gdy się jednak wiadomość ta okazała prawdą, przez chwilę pomyślałem, że stare antyukraińskie i antylitewskie polskie demony wysyłają oto do Kijowa i Wilna bombę z opóźnionym zapłonem. Tylko bowiem śmiertelnemu wrogowi, którym dla mnie, oczywiście, nie jest ani Ukraina, ani Litwa, należałoby życzyć takiego doradcy, jak Balcerowicz. Na wszelki wypadek uprzedzam braci Ukraińców i Litwinów z tego miejsca, wszem i wobec, kim jest pan Leszek Balcerowicz, jakie jest jego dzieło zniszczenia w Polsce i czym ryzykują angażując go na swego doradcę.

- Co Pan sądzi o programie powszechnej prywatyzacji autorstwa Janusza Lewandowskiego?

- Sądzę jak najgorzej. Przede wszystkim nie jest to, nawet oficjalnie, żadna powszechna prywatyzacja, czy, tym bardziej, propozycja uwłaszczenia społeczeństwa, ale program totalnej dewastacji i wyprzedaży polskiego majątku narodowego. Podobnie myśli kilkanaście milionów moich współrodaków, w tym, jak się wydaje,

również pan Prezydent Rzeczypospolitej. Właśnie dlatego Związek...quot;Samoobrona" skierował pismo do Prezydenta Wałęsy, by ten skorzystał ze swego uprawnienia i nie podpisał ustawy sejmowej o tzw. narodowych funduszach inwestycyjnych.

Jest rzeczą smutną i pouczającą, że mimo tak druzgocącej, negatywnej oceny wspomnianej ustawy, Sejm i Senat ją uchwaliły. Przypomina to najgorsze czasy końca XVIII wieku, kiedy to kolejne Sejmy I Rzeczypospolitej uchwalały to, co chciał Repnin, czy inny przedstawiciel carycy Katarzyny. Bo, oczywiście, uchwalenia ustawy prywatyzacyjnej w obecnym kształcie, zażądały MFW, Bank Światowy i podobne im zagraniczne gremia.

Równie smutne i pouczające jest to, że Janusz Lewandowski powszechnie już nie tylko krytykowany, ale odsądzany od czci i wiary, może po raz drugi niefrasobliwie dzierżyć tekę ministra przekształceń własnościowych, wyprzedawać za półdarmo i rozkładać do końca naszą gospodarkę.

Co do obecnej ustawy prywatyzacyjnej, to w skandaliczny, choć czasem pośredni sposób oddaje ona gospodarkę za darmo obcemu kapitałowi wzbraniając do niej dostępu kapitałowi polskiemu. Temu służą wyjątkowo niskie wyceny dla obcych firm i niezwykła wieloletnia tolerancja podatkowa dla zagranicznych tzw. inwestorów. Czyli - używając konkretnego języka - spekulantów i częstokroć malwersantów.

Nie myślę, żebym do powszechnej krytyki prywatyzacji autorstwa Lewandowskiego musiał dorzucać swoją cegiełkę. Chodzi o to, by uchronić przemysł kluczowy przed grabieżą. Żeby rzeczywiście uwłaszczyć polskich ludzi pracy w procesie prywatyzacji, a nie wąskiej grupie aferzystów dać możliwość zagarnięcia całego ogromnego zysku z PPP. By dać szansę nie tylko zagranicznym konsorcjom, ale przede wszystkim polskiemu kapitałowi narodowemu. By wreszcie nie stawiać zaprzęgu przed końmi, to znaczy, że najpierw trzeba reprywatyzować, a dopiero potem, to co pozostało, prywatyzować.

- Doprawdy jest Pan zwolennikiem reprywatyzacji?

- Uczciwej i rzetelnej - naturalnie tak! Nie widzę powodu, by tartaku, młyna, warsztatu, czy ziemi nie miał odzyskać jej poprzedni właściciel, a uzyskać spekulant tylko dlatego, że taka była wola reżimu komunistycznego, a obecnie pana ministra Lewandowskiego. To, co oferuje nam Ministerstwo Przekształceń jest zwykłym neobolszewizmem, a niekiedy paserstwem. Nie mam zresztą wątpliwości odnośnie do motywów, jakimi kieruje się ta praktyka.

Pierwszy powód, to chęć zlikwidowania wielkich zakładów przemysłowych, bo w ten sposób znikną ogniska wielkoprzemysłowej klasy robotniczej, której tak bardzo obawiają się obecni władcy Polski i ich zagraniczni mocodawcy. W końcu to oni sami skorzystali najwięcej z robotniczych manifestacji na Wybrzeżu i gdzie indziej w latach 80-tych. Przez likwidowanie wielkich zakładów pracy i ich załóg pragną uciec przed możliwą powtórką takich wypadków wymierzoną tym razem w nich.

Drugi powód wspomnianego neobolszewizmu to chęć zacierania polskiej tożsamości narodowej. Jest sprawą oczywistą, że sprawiedliwa reprywatyzacja, rzetelna prywatyzacja i wynikający stąd rozwój autentycznie polskich klas posiadających w mieście i na wsi, umacniają kręgosłup narodu, nadają głębszy sens wolnorynkowym reformom.

Tymczasem dzisiaj oficjalny i podskórny nurt tych przemian idzie akurat w odwrotnym kierunku. Ludzie w rodzaju Lewandowskiego czy przedtem Balcerowicza wolą oddawać polskie zakłady kluczowego przemysłu obcym grabieżcom, sprzedawać ziemię różnym baronom Puttkamerom, zadłużać gospodarstwa chłopskie i oddawać je komornikom...quot;pod młotek", niż odbudowywać kapitał narodowy, zwracać ziemię leżącą odłogiem byłym właścicielom - Polakom, czy wspierać wieś i chronić ją przed wyzyskiem zewnętrznym. Nie czynią tego wszystkiego, bo zmierzają do rozmycia polskiej tożsamości narodowej, pozbawienia społeczeństwa rodzimych sił mogących je wzmocnić i uwłasnowolnić.

I jeszcze jedno. Ustawa prywatyzacyjna jest niczym innym, jak sposobem na import bezrobocia do Polski. Zrealizowana - zwiększy bezrobocie w naszym kraju do rozmiarów nigdzie niespotykanych. A przecież już teraz przodujemy niechwalebnie w ilości bezrobotnych w stosunku do populacji aktywnej zawodowo.

Sumując moje uwagi mogę stwierdzić, że program tak zwanej powszechnej prywatyzacji autorstwa Janusza Lewandowskiego, jest jednym z najbardziej haniebnych aktów prawnych, jakie uchwalił były parlament. Że uczynił to na zlecenie obcych mocy - powszechnie wiadomo. Ale, że nawet w tych narzuconych dyktatem warunkach mógł wypracować mniej dewastujący naszą tkankę gospodarczą wariant - a tego nie zrobił, jest faktem, który należy podkreślić. I publicznie potępić. Stanowi on kolejny, jakże przekonywujący dowód na to, że jedyne, co jeszcze z tym Sejmem i Senatem można było zrobić, to bezzwłocznie je rozwiązać!

- Jak odnosi się Pan do świata biznesmenów? Dlaczego, zdaniem Pana, Polsce brak kapitałów własnych i obcych? Co zrobić, żeby powstała u nas silna i zdrowa warstwa narodowych kapitalistów?

- Przede wszystkim unikam dwóch dość u nas rozpowszechnionych, skrajnych stereotypów. Ani nie uważam, że każdy bogaty to złodziej, ani nie oceniam ludzi według skali ich majątku. Co więcej, jestem głęboko przekonany, że dla dźwignięcia Polski z dna kryzysu konieczne jest istnienie silnej klasy średniej i liczącej się warstwy narodowych kapitalistów na wsi i w mieście. Dodam, że krytykuję dyktat MFW i program Balcerowicza - Osiatyńskiego właśnie dlatego, że hamują proces akumulacji kapitału w naszym kraju i, jak tylko mogą, utrudniają powstanie warstwy narodowych kapitalistów.

Dzieje się zaś tak dlatego, że pragną, by Polska była rynkiem zbytu dla zachodnich nadwyżek produkcyjnych i czymś w rodzaju subkolonii, gdzie są tanie surowce i siła robocza.

Jeżeli mamy - dość nielicznych - biznesmenów w Polsce, to nieraz są to aferzyści w rodzaju Bagsika, Gąsiorowskiego, czy Leksztonia. Autentycznych polskich kapitalistów natomiast niemal zupełnie brak. Powiedziałem już Panu, że jestem za bogaceniem się wielu przedsiębiorczych jednostek pod warunkiem, że równocześnie ubywa ubogich. Tworzenie się warstwy narodowych kapitalistów to długi proces, który powinien być sterowany przez państwo i kontrolowany przez społeczeństwo. Na powstanie wielkiego kapitału potrzeba nieraz kilkudziesięciu lat wytrwałej pracy przedsiębiorcy. Wyrosła z rodzimych korzeni warstwa kapitalistów, wrośnięta w narodowe tradycje i kulturę, nie zdominowana przez powiązania finansowe z obcym kapitałem, powinna być elitą patriotyczną narodu, czuć się warstwą służebną w stosunku do społeczeństwa i państwa, zdając sobie sprawę z porządku wartości wyrażonego w prymacie człowieka wobec pracy, a pracy wobec kapitału. Tak więc mój stosunek do świata biznesu jest bardzo pozytywny. Jeżeli chodzi o kapitał obcy, to musi to być kapitał głównie inwestycyjny, a nie spekulacyjny.

Są różne sposoby pobudzania procesów kumulowania się zasobów pieniężnych u obywateli. System kredytowy, system podatkowy, tworzenie spółek państwowo-prywatnych, formy spółdzielcze, a przede wszystkim mądra, stała, inicjatywna polityka państwa pilnująca równowagi celów ekonomicznych i społecznych, stała obserwacja procesów gospodarczych i odpowiednia interwencja w razie ich wypaczeń.

- Skąd biorą się w naszym życiu publicznym takie afery, jak np. Art B, FOZZ, sprawa Gawronika czy Leksztonia? Co, według Pana, należy zrobić, żeby, używając słów Prezydenta Wałęsy,...quot;aferzystów puścić w skarpetkach"?

- Korupcja, która toczy nasze życie publiczne, gospodarcze i finansowe, a której odbiciem tylko częściowym są wymienione przez Pana głośne afery, jest skutkiem, a nie przyczyną obecnej sytuacji Polski.

Pouczająca jest lektura...quot;pamiętników" Anastazji P. Nie tyle z punktu widzenia czysto obyczajowego: kto, ile razy i kiedy spał z nią w sejmowym hotelu. Dla mnie wprost wstrząsająca była ta część jej relacji, która dotyczyła pp. Lewandowskiego, Tańskiego czy innych członków rządu. Otóż okazuje się, że Anastazja P. była o krok od uzyskania, za pośrednictwem pp. Lewandowskiego i Tańskiego, pałacu w Walewicach na swój...quot;klub". Zabiegała i zabiega od dawna o zwrot tego pałacu rodzina Potockich, do której należał ten obiekt do 1944 roku. Bez rezultatu. Chcieli wydzierżawić lub kupić od Agencji Własności Rolnej pałac w Walewicach inni. Także bez najmniejszego skutku. Wystarczył natomiast jeden telefon Anastazji P. w środku nocy do ministra Janusza Lewandowskiego, by ten, również telefonicznie, natychmiast zobligował prezesa Tańskiego do odstąpienia Walewic tejże pani. Ponieważ ani Leawndowski, ani Tański nie zaprzeczyli prawdziwości wspomnianej relacji Anastazji P., mam pełne prawo wierzyć, w jej zasadność. A jeżeli tak, to... po prostu jeżą mi się na głowie włosy!

Za tym wszystkim kryje się cała misternie utkana z nieprawości infrastruktura zła społecznego i publicznej przestępczości, swoisty syndykat fałszu i nieprawości.

Te wszystkie afery są wynikiem z jednej strony niekompetencji i nieudolności władzy, z drugiej strony faktu, że do administracji państwowej przeniknęli ludzie amoralni, opanowani żądzą zdobycia pieniędzy za wszelką cenę. Rząd zaś, dążąc do stworzenia sobie sojuszników w jego polityce, przymyka oko na te fakty mniemając, że wzbogaceni nie zawsze prawymi metodami ludzie będą go wspierać i tworzyć nowe układy i ugrupowania polityczne całkowicie oddane ustrojowi kapitalistycznemu w ich wydaniu, a mając pieniądze będą mogli te ugrupowania skutecznie wspierać.

Część wysokich urzędników państwowych jest bezpośrednio powiązana z tym nowym lobby. Stara nomenklatura komunistyczna, mająca jeszcze rozległe stosunki, także stanęła do dzieła tworzenia nowej warstwy posiadaczy, podejmując wiele działań rodzących patologie, chociaż robi to bardziej umiejętnie niż nowa nomenklatura. Tak więc te wszystkie afery mają podłoże polityczne.

Niektórzy wysuwali propozycje, aby ogłosić amnestię dla aferzystów, aby tylko zdobyte przez nich pieniądze były użyte dla celów gospodarki. Wiele afer jest popełnianych przez obcych, którzy pod pozorem współpracy zagranicznej, pomocy itp. dokonują różnych malwersacji finansowych, celnych i podatkowych. Wiele afer rodzi szaleńcza prywatyzacja, ale są to już afery polityczno-gospodarcze.

...quot;Samoobrona" stanowczo postuluje, aby przyszły rząd, rząd interesów narodowych unieważnił wszystkie umowy i transakcje o podłożu aferowym, aby odebrał aferzystom wszystko, co wyłudzili lub zagrabili z naszego majątku narodowego. O tym trzeba już teraz mówić, aby powstrzymać jeszcze niektórych amatorów łatwego, aferalnego pieniądza. Co do...quot;puszczenia aferzystów w skarpetkach", to, jak na razie, oni nas puszczają w skarpetkach. Mając takie, jak dotychczas, zaplecze w korupcji i nieuczciwości wielu urzędników, uchodząc za krzewicieli nowego, wolnoamerykańskiego ładu, mając na swoje usługi za pieniądze wielu prawników, śpią sobie spokojnie. Obecne rządy nie są dla nich groźne.

- W naszym życiu publicznym afery gonią afery, a krąg ludzi rządzących jest, mimo żenująco niskiego poziomu, braku kompetencji zawodowych i moralnych, wąski. Niektórzy członkowie rządu, chociaż ewidentnie nieudolni, zajmują nadal swe wysokie stołki. Inne osoby z ,,highlife'u" III Rzeczypospolitej, też niepopularne i skompromitowane, wiodą beztroski żywot na szczytach hierarchii społecznej. Niekiedy człowiek z ulicy skłonny jest uwierzyć, że otaczają go macki jakiejś sieci spiskowej. I że za kulisami, w cieniu wielkiej polityki, mafijne układy personalne sprawują faktyczne rządy nad Polską. Co Pan o tym sądzi? I jakie w ogóle jest Pańskie zdanie o tzw. teorii spiskowej?

- To, że - niezależnie od obiektywnych procesów społecznych - rzeczywiście występują w wielkiej polityce spiski, a także mafie, jest niezbitym faktem. Wystarczy wspomnieć o dzisiejszych Włoszech, w których aresztowano szereg nieskazitelnych, zdawałoby się, osobistości, a siedmiokrotny premier, przywódca chadecji i mąż zaufania włoskiego establishmentu niby demokratycznego, Giulio Andreotti, oskarżony został o ferowanie wyroków śmierci na swoich współtowarzyszach przez bandziorów ...quot;Cosa Nostra".

U nas też obserwujemy wiele dziwnych zjawisk. Dlaczego nie wyjaśniono ponurej zagadki morderstwa ekspremiera, Piotra Jaroszewicza i jego żony? Z jakiego powodu udało się Bagsikowi i Gąsiorowskiemu uciec z Polski, a podobno ich kompani byli usadowieni bardzo wysoko, nawet w kancelarii Prezydenta? Jak to jest, że niektórzy prominenci są świętymi krowami, chociaż powszechnie pomawia się ich o łapówkarstwo i agenturalność? Za tymi pytaniami bez odpowiedzi kryje się sieć spiskowa. Jedni, ci bezkarni, są w spisku, inni, kozły ofiarne - nie.

Nie można jednak dać się zwariować i wszędzie widzieć tylko spiski. Ale też nikt nie może zaprzeczyć, że w polityce wiele spraw nie załatwia się w sposób jawny, publicznie. Przecież funkcjonują wywiady - wojskowe, gospodarcze, polityczne. Prowadzą one działalność z natury rzeczy ukrytą przed opinią społeczną. A wielkie operacje finansowe czyż nie są niejednokrotnie utajnione? A prowadzona w wielu krajach obecnie walka narodowo-wyzwoleńcza nie ma charakteru działań tajnych? Mamy tego dowody w Irlandii, na Bliskim Wschodzie. Sami w okresie zaborów taką działalność prowadziliśmy. Także w czasie okupacji. Jest więc sprawą dziwną, że niektórzy obecni politycy z taką gwałtownością atakują każdą sugestię dotyczącą spraw ukrywanych przed opinią publiczną nadając jej miano teorii spiskowej, żeby takie poglądy ośmieszyć, żeby nikt nie śmiał nawet o nich mówić.

Jest to niewątpliwie metoda...quot;zaryglowania" świadomości społecznej w obszarze dla wielu polityków i działaczy niebezpiecznym. Na pewno nikt z naprawdę spiskujących - kiedykolwiek i gdziekolwiek - nie przyzna się, że uprawia taką działalność i chętnie będzie popierał ośmieszające ten temat opinie.

Nie szukajmy wszędzie spisków, jak obecnie nasze sfery rządzące, które swoje niepowodzenia i błędy chcą wytłumaczyć spiskami byłych komunistów, ale i nie dajmy sobie mącić w głowach, że nie ma afer politycznych i gospodarczych, że nie ma żadnych działań wywiadowczych, że wszystko jest znane opinii społecznej itd. Nie jestem więc zwolennikiem spiskowej mistyki, ale też staram się myśleć niezależnie i nie daję sobie ryglować myślenia. Mam własny system krytycznych ocen w stosunku do samego siebie i nikt pomagać mi w tym nie musi podsuwając...quot;zaklęciową terminologię" w rodzaju teorii spiskowej.

- Jakie są dzisiaj największe zewnętrzne zagrożenia dla Polski?

- Utraciliśmy członkostwo w byłym Układzie Warszawskim i RWPG. Odzyskaliśmy za to może formalną niezawisłość, ale przestaliśmy się, jako Polacy, czuć bezpieczni.

Znak zapytania nad naszą przyszłością kreśli niepewny rozwój zarówno naszych zachodnich, jak i wschodnich sąsiadów. Zagrożenia płyną też z faktu, że przestaliśmy się liczyć jako państwo i naród. Dawniej Polska Ludowa, drugi po ZSRR kraj bloku wschodniego, był dla USA i Europy Zachodniej ważny. Do Warszawy zjeżdżali się wszyscy możni ówczesnego świata. Jeszcze później, w latach 80-tych, Polska dla Zachodu była państwem i obszarem znaczącym, bo tu w pierwszym rzędzie rozgrywała się walka z komunizmem i sowietyzmem. Tantiemy polityczne z tego okresu obcina po dzień dzisiejszy wielu polityków i politykierów. Ale w latach 90-tych, w ogóle w końcowym okresie XX wieku, Polska straciła na swym znaczeniu. Przypomną sobie o nas dopiero, kiedy coś naprawdę ważnego nastąpi za naszymi wschodnimi rubieżami. Okoliczność, że nas nie zauważają, jest sama w sobie zagrożeniem, tym bardziej, że wpędzono nas w system naczyń połączonych.

Obecnie jednak największym zewnętrznym zagrożeniem dla Polski jest agresja ekonomiczna i informacyjna ze strony rozwiniętych państw Europy Zachodniej, a także możliwość...quot;wędrówki ludów" ze wschodu na zachód przez nasze terytorium. Nieuregulowane prawnie i organizacyjnie różne procesy...quot;przepływowe" przez nasz kraj rodzą także zagrożenia typu mafijnego, co się już często objawia nawet w postaci krwawych porachunków między członkami rozmaitych gangów.

Te zewnętrzne zagrożenia nie byłyby tak groźne, gdyby nie znajdowały podatnego gruntu wewnątrz kraju - upadku patriotyzmu, demoralizacji obyczajowej, niewolniczego uwielbienia wszystkiego, co zachodnie, przy czym te zjawiska występują także w łonie naszych tzw. elit intelektualnych i politycznych. Cyniczne oszukiwanie naiwnych i zagubionych ludzi przez rodzimych tzw. uniwersalistów, to znaczy ...quot;przechrzczonych" dawnych internacjonalistów i kosmopolitów, występujących także w masce zwolenników europejskości - te zewnętrzne zagrożenia nakładają się na realne już procesy rozkładu i demontażu naszych narodowych struktur społecznych, kulturowych i gospodarczych.

Jedną z najgroźniejszych form takich zagrożeń jest rozbrojenie informacyjne Polski. Gazety, wydawnictwa, prywatne stacje radiowe i telewizyjne niewiadome właściwie w czyich są rękach i jakie zadania sobie wyznaczyły. Państwowe środki przekazu, takie jak telewizja i radio, służą elitom władzy, które nimi manipulują nie gorzej, a zwykle lepiej, niż dawni władcy Polski Ludowej.

Opanowany został przez obce siły rynek informatyczny. Komputery zagranicznej produkcji, programy komputerowe pochodzenia obcego za wielkie pieniądze, różne embarga i zakazy wykorzystywania techniki elektroniczno-informacyjnej sięgające nawet konstrukcji takich elementów elektronicznych, jak obwody scalone - to wszystko są objawy ...quot;niewoli informacyjnej", w jaką wpędzono nasz kraj. Niszczy się przy tym polski przemysł elektroniczny i informatyczny, mimo jego znacznych osiągnięć.

Jest oczywiste, że ludzkość wkroczyła w nową erę - erę informacyjną. Kto ma w swym ręku środki informacyjne, ten ma wpływ na opinię społeczną, na zachowanie ludzkie - obyczajowe, gospodarcze i polityczne. Może inoktrynować ludzkie umysły na dowolną skalę. Sugestywne i tendencyjne światopoglądowo filmy i audycje radiowe i telewizyjne, zdegenerowana muzyka i rozrywka, propagowanie antyestetycznych upodobań, gwałtów, przemocy, sadyzmu - to wszystko są fakty nieustannie atakujące świadomość naszych dzieci i młodzieży. Na kanale telewizyjnym (Top Canal) codziennie powtarza się kilka wybranych filmów pełnych bestialskich scen, mordów, przemocy, seksualnych wybryków - i na to nie ma żadnej reakcji. Panie i panowie moralizatorzy z ław Sejmu i Senatu nabrali wody w usta. Milczy katolicka prasa. Wszyscy boją się urazić...quot;wielkich braci" z Zachodu. Kubły kulturalnych nieczystości, patologii, okrucieństwa i przemocy wylewane są na głowy nas wszystkich. Wylewają je...quot;niewidzialne ręce" kierowane jednak na pewno przez konkretne głowy.

Wielkim zagrożeniem zewnętrznym dla Polski są odradzające się nacjonalizmy u naszych zachodnich i wschodnich sąsiadów, oraz szerzony przez określone ugrupowania na świecie antypolonizm, oczerniający naród polski, jego historię i kulturę, wyszydzający nasze obyczaje i cechy. Ten antypolonizm znajduje odzew u niektórych naszych...quot;europejczyków", uważających język, kulturę i tradycję polską za zaściankową i wręcz dla kulturalnego człowieka wstydliwą.

Najgroźniejszym jednak zagrożeniem jest brak u części narodu odporności na duchową i moralną agresję, upadek ducha i dumy narodowej, utrata takich wartości jak np. honor, uczciwość i odpowiedzialność za swoje czyny.

- Wielu ludzi powiada, że...quot;Samoobrona" umie tylko burzyć. Co Pan o tym sądzi? I czy ma Pan pomyśl także na budowę nowej Polski?

- Cały sens istnienia...quot;Samoobrony" to budowa, a nie burzenie. Stąd nasza koncepcja trzeciej drogi dla Polski. Koncepcje burzycielskie ma nie...quot;Samoobrona", a obecna władza. To ona stawia problem nowego, a właściwie starego kapitalistycznego ładu na gruzach wszystkiego, co zostało dotychczas w Polsce zbudowane i zrobione....quot;Samoobrona" uważa, że to, co zostało zrobione - odbudowa kraju ze zniszczeń wojennych, budowa przemysłu, odbudowa miast, zabytków, kociołów, muzeów, teatrów, budowa szkół i wyższych uczelni, szpitali i placówek służby zdrowia, bibliotek i domów kultury - to zasługa wyzyskiwanego przez wiele lat społeczeństwa polskiego, konkretny przykład jego zdolności do wyrzeczeń. Tego zaprzepaszczać nie wolno....quot;Samoobrona" tego burzyć nie chce, bo nie chce popełniać historycznego przestępstwa samozagłady. Na odwrót - my chcemy powstrzymać niszczącą rękę liberalnych uniwersalistów, pogardzających dorobkiem polskiego społeczeństwa, dążących do podporządkowania naszego kraju obcym wzorom gospodarowania, obcej kulturze i obyczajowości. My chcemy prawdziwie dla nas pożytecznych przemian. Żeby było lepiej, nie gorzej, żebyśmy stali się naprawdę gospodarzami na swojej ojczystej ziemi, a nie najmenikami obcych mocodawców, zagranicznych właścicieli Polski.

Dlatego uważam, że nie należy burzyć, ale przekształcać, ulepszać, usuwać błędy, przywracać to, co miało i posiada nadal trwałą wartość społeczną, chcemy pomagać ludziom przedsiębiorczym, pomagać rolnikom utrzymać się na swoich rodzinnych gospodarstwach, rzemieślnikom - przy swoich warsztatach, handlowcom i przedsiębiorstwom - na swoich placówkach i fabrykach.

Chcielibyśmy, aby w Polsce rozpoczęto wielkie dzieło porządkowania i cywilizowania w stylu ekologicznym polskiej ziemi między Odrą a Bugiem, aby doliny i dorzecza tych rzek stały się obszarem nowoczesnej polskiej cywilizacji, obszarem zachowującym piękno przyrody, ale zagospodarowanym efektywnie, porządnie, rozsądnie, by starczyło dla nas i dla przyszłych pokoleń czystej wody, czystego powietrza, żywności i przestrzeni życiowej. Chcemy porządku organicznego, wzorowanego na porządku przyrodniczym, gdzie wszystko może być przydatne dla wspólnego dobra, wszyscy jednakowo pożyteczni, chociaż w różny sposób, gdzie rozwój kraju odbywa się nie kosztem rabunkowego wykorzystywania przyrody i jej zasobów, ale przy ich poszanowaniu i oszczędności. Sprzeciwiamy się wywozowi nieprzetworzonych surowców, sprzeciwiamy się eksploatacji intelektualnych i naturalnych bogactw Polski przez obcych i na użytek obcych państw i narodów.

Sądzimy, że jeśli podstawą naszych koncepcji społecznych i gospodarczych będzie prymat pracy, oraz wartości moralne i społeczne, to będziemy w stanie podobnie, jak tuż po wojnie, bez żebraczej pomocy, własnymi siłami stworzyć własną, nowoczesną cywilizację humanistyczną i ekologiczną. Stosunki międzyludzkie będą się wtenczas mogły uwolnić od walki i rywalizacji o przywileje władzy lub posiadania, a oprzeć się na prawdziwie chrześcijańskich zasadach współdziałania, wzajemnej życzliwości, tolerancji, twórczych inicjatyw ekonomicznych i kulturalnych.

To jest oczywiście ogólna wizja, ale wizja kierunkowa, fundamentalna. Ta wizja może poruszyć wyobraźnię młodego pokolenia Polaków. Jest ona realna, ale pod pewnymi warunkami: że przestaniemy burzyć, a zaczniemy budować nową świadomość społeczną, że zdemaskujemy politycznych oszustów i malwersantów, obcych podszeptywaczy i pospolitych zdrajców polskich interesów, uniwersalistów od siedmiu boleści, przeżartych egoizmem tzw. liberałów, głoszących wolność dla silnych, a poddaństwo dla słabych i upośledzonych.

- Przezywają Pana demagogiem i populistą. Co by Pan na to odpowiedział?

- Że chodzi o zwykły chwyt propagandowy. Kiedy...quot;Solidarność" była w podziemiu, czy w opozycji, prasa oficjalna wciąż oskarżała ludzi takich jak Kuroń, Michnik, Frasyniuk, Onyszkiewicz, Borusewicz i wielu innych o...quot;demagogię" i...quot;populizm". Teraz przedstawiciele dawnej opozycji, a obecnych elit rządzących, robią to samo przeciwko mnie. Nie przejmuję się tymi etykietkami. To należy do reguł gry i walki politycznej.

- Ale zarzut populizmu ma jednak pewne znaczenie...

- W dosłownym tego słowa znaczeniu, populizm to ludowość. Tak, jestem w tym znaczeniu populistą i nie mam się czego wstydzić, bo wyrosłem ze wsi, z ruchu ludowego.

Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że gdy nazywa się mnie populistą, to chodzi o coś innego. Właśnie o to, że odwołuję się do mas, uprawiam...quot;retorykę demagogiczną", nie widzę ...quot;obiektywnych trudności", chciałbym nieba przychylić ludziom, chociaż podobno nie ma z czego im dawać.

Takim populistą nie byłem i nie jestem! To, że potępiam dyktat MFW i wskazuję na drogę gospodarki wolnorynkowej, inną od balcerowiczowskiej, nie ma nic wspólnego z demagogią. Czy populistami są panowie z Rady Polskiego Bussinesu, którzy żądają od rządu programu antyrecesyjnego - zupełnie tak samo, jak...quot;Samoobrona"? Albo, czy rządzący nami panowie ośmielą się nazwać populistą prezydenta Billa Clintona, którego program - już nie przedwyborczy, ale rządowy - zawiera szereg społecznych rozwiązań podobnych do tych, jakie proponuje...quot;Samoobrona"?

Daj nam, Panie Boże, więcej takich...quot;populistów" i...quot;demagogów", jak ja! Gdy uzyskamy wpływ na rządy, pokażemy w praktyce, o jaki...quot;populizm" chodzi. Niech naród nas wtedy rozliczy. Za to, że dzięki realizacji programu...quot;Samoobrony" dojdziemy szybciej i pewniej do gospodarki rynkowej w Polsce, chroniąc jednocześnie ludzi przed nędzą, głodem i beznadzieją.

- Sytuacja dzisiejszej Polski jest katastrofalna. Nikt nie może temu zaprzeczyć. Elity rządzące i niektórzy apologenci współczesnej polskiej rzeczywistości utrzymują jednak, że to wszystko stanowi wyłącznie ponure dziedzictwo PRL-u. Co Pan na to?

- Nie jestem teoretykiem politologi czy ekonomii. Myślę, że na ostateczny osąd historii o minionym półwieczu Polski jeszcze za wcześnie. Na pewno nie wolno jednak obciążać czasów, które minęły, wyłączną odpowiedzialnością za dziś i jutro Polski. Okres dziejów Polski zawierający się datami 1944-1989 był kontrowersyjny i mieszany. Pohańbieniu i upadkom towarzyszyły trud i wyrzeczenia narodu, ale też sukcesy i wzloty. Jest faktem niezaprzeczalnym, że w tym okresie naród polski zdziałał ogromnie wiele. Odbudował kraj i stolicę ze zgliszcz. Stworzył podstawy cywilizacji przemysłowej. Zapewnił awans kulturowy i społeczny milionom obywateli dawniej wydziedziczonych. Paradoks historyczny chciał, że nawet siły opozycyjne wobec reżimu, jak Kościół czy...quot;Solidarność", uzyskały swoją tożsamość właśnie w warunkach ówczesnego ustroju.

Wyszliśmy jednak z niego i od kilku lat budujemy nowe, demokratyczne państwo polskie. Jest rzeczą ważną dla przyszłości, by dostrzegać i oceniać realistycznie jego plusy i minusy. Że przeżywamy coraz głębszą zapaść gospodarczą i socjalną, to na pewno nie jest to wyłącznie wina komunistycznej przeszłości, ale również nowych zależności i, po prostu, obecnych złych rządów.

Weźmy pierwsze z brzegu, wysoce negatywne społecznie zjawisko: ponad dwu i pół milionowe bezrobocie. Któż ponosi za to odpowiedzialność, jak nie ci, którzy powolni dyktatowi MFW utożsamiają wolny rynek z koniecznością istnienia masowej, rezerwowej armii pracy? Na przekór nowoczesnemu kapitalizmowi Japonii, czy krajów skandynawskich, gdzie nie ma masowego bezrobocia, wbrew doktrynie prezydenta Clintona postulującego walkę z recesją i tworzenie milionów nowych miejsc pracy.

Są, oczywiście, ludzie nawiedzeni, którym ideologiczne pasje i zwykłe zacietrzewienie przesłaniają rzeczywistość. Zaliczyłbym do nich na przykład pana Nowaka-Jeziorańskiego. Ten...quot;Polak z oddali" ogłasza w prasie i na falach eteru swoje wyroki i oceny często bezpodstawnie i całkowicie nierozsądnie. Dla Nowaka okres 1944-1989 był w Polsce jedną wielką, czarną dziurą. A dopiero to wszystko, co nastąpiło potem, zasługuje na jego łaskawe przyzwolenie i pochwałę.

Na szczęście jest wielu emigrantów, byłych współtowarzyszy pana Nowaka, którzy znacznie bliżsi są polskich realiów. Niektórzy z nich wyznają nawet, że emigracyjny pan prezydent Kaczorowski niepotrzebnie pospieszył się z przekazaniem swych insygniów władzom krajowym. Trudno też nie zauważyć, że szef paryskiej...quot;Kultury", niezłomny Polak, pan Jerzy Giedroyć, jak na razie nie ma zamiaru nawet odwiedzić Polski, tak bardzo potępia ogólny kurs polityczny przyjęty przez władców RP. Dla wszystkich tych ludzi, jak zresztą też dla mnie, dzisiejsza Polska, zwana III Rzecząpospolitą, posiada wciąż tylko ograniczoną, dość kulawą, suwerenność.

- Jakie stąd płyną wnioski?

- We współczesnych warunkach polska racja stanu wymaga obrony każdego składnika suwerenności państwowej z osobna. Dla...quot;Samoobrony" jest oczywiste, że gdy np. broni rolników i ich gospodarstw, to w jakiejś mierze wnosi wkład w umacnianie naszej suwerenności, której być nie może bez dobrej kondycji tych, co...quot;żywią i bronią". Samoobrona robotników miedzi, zbrojeniówki, kopalń węgla, hutnictwa, chemii i tylu innych gałęzi przemysłu narodowego jest, oczywiście, także formą utrwalania suwerenności państwowej. Może najbardziej plastycznie widać to na dwóch przykładach.

Po pierwsze, jeśli chodzi o zawiązującą się samoobronę dawnego COP-u, dzieła życia inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego. To przecież właśnie Centralny Okręg Przemysłowy, oparty o przemysł państwowy, szczególnie zbrojeniowy, był dumą i chlubą, a zarazem puklerzem n Rzeczypospolitej. Demontaż tego okręgu dzisiaj jest zbrodnią na żywym ciele narodu i państwa. Jest ciosem w same podstawy suwerenności gospodarczej Polski.

Drugi przykład dotyczy sfery budżetowej: oświaty, kultury, nauki, służby zdrowia. Niedawne strajki tej sfery z maja 1993 roku były przejawem działalności samoobronnej. I nie wchodziły już w rachubę dawne podziały organizacyjne. Nauczyciele z NSZZ...quot;Solidarność" protestowali czynnie przeciwko zapaści cywilizacyjnej, będącej skutkiem poddania się dyktatowi MFW i Banku Światowego, na równi z kolegami z ZNP, przeciw swym dawnym współtowarzyszom - obecnie prominentom w kolejnych rządach solidarnościowych.

To nie były strajki tylko o pieniądze, jak usiłowała przedstawić akcję samoobrony budżetówki powolna władzom telewizja i koncesjonowana prasa. To był wspaniały czyn obywatelski. Akt dojrzałości politycznej odrzucający nie tylko skutki określonej polityki rządowej, lecz także demaskujący przede wszystkim jej przyczynę: dyktat MFW i Banku Światowego, który zadekretował strukturę budżetu państwa polskiego w Waszyngtonie, zanim formalnie budżet ten został akceptowany przez polski parlament.

Uogólniając te fakty można odpowiedzieć na Pańskie pytanie, że z obecnej sytuacji polskiej wypływa główny wniosek, który brzmi następująco: częściową tylko suwerenność, jaką dysponujemy na razie, należy rozwijać, poszerzać, umacniać. We współczesnym świecie takie umacnianie suwerenności państwa stanowi skomplikowany i trudny proces nieustannej walki. Rozumiał to dobrze m.in. ks. kardynał Stefan Wyszyński, Prymas Tysiąclecia. W czasie obchodów polskiego Millenium, w okresie nasilonej konfrontacji państwa z Kościołem, w jednym ze swych rzymskich kazań powiedział, że jeżeli Polska Ludowa jest państwem tylko na wpół suwerennym, to należy dostrzegać przede wszystkim tę istniejącą realnie połowę suwerenności, by ją systematycznie powiększać i utrwalać, a nie wciąż wytykać brak drugiej połowy suwerenności. Ta ostatnia postawa byłaby bowiem, zdaniem Prymasa Wyszyńskiego, zwykłym nihilizmem. Nie prowadziłaby narodu i ojczyzny do pełnej niezawisłości. Dziwi mnie, że różni...quot;niezłomni", jak na przykład Jan Nowak Jeziorański, albo ustawicznie nas pouczający ni to Polak, ni to Amerykanin, prof. Zbigniew Brzeziński, nie zapamiętali sobie tych wskazań Prymasa Tysiąclecia, chociaż skądinąd zwykli piać na jego cześć hymny pochwalne.

Chciałbym też przypomnieć, że ten sam Prymas, Stefan Wyszyński, wspominając o znaczeniu i roli...quot;Solidarności" dla wyzwolenia i niezawisłości naszej Ojczyzny, krótko przed swoją śmiercią wypowiedział znamienne słowa, iż by taką siłą...quot;Solidarność" naprawdę się stała i tę pozycję utrzymała, musi spełnić jeden podstawowy warunek:...quot;pozostawać zawsze polską". Czy ten apel kardynała Wyszyńskiego, będący jakby jego duchowym testamentem, został wysłuchany? Niech każdy rozglądnie się, pomyśli i sam sobie udzieli na to pytanie odpowiedzi.

- W latach 80-tych miał miejsce tzw. etos...quot;Solidarności". Dzisiaj, po niecałych czterech latach rządów ,,S", etos ten zdewaluował się i legł w gruzach. Czy...quot;lepperyzm" i związana z nim idea ...quot;Samoobrony" świadczą o narodzinach nowego etosu Polaków lat 90-tych?

- Ja bym nie przeciwstawiał tych pojęć. Raczej starałbym się dokładnie je nazwać i wyjaśnić ich podłoże. Otóż zarówno...quot;Solidarność" jak i...quot;Samoobrona" są etosami społecznego protestu. Zaczęło się w Gdańsku od hasła...quot;socjalizm - tak, wypaczenia - nie". To zawołanie zrodziło się na gruncie rozczarowania i gniewu. Rozczarowania wskutek oszukańczej polityki rządzącej komuny i gniewu robotników. Historia się powtarza. Bardzo szybko okazało się, że nie wystarczy obalić komunę, by jednocześnie obalić rządy oszukujące naród. Masy ludowe coraz wyraźniej odczuwają, że znowu je okłamano i że wpędza się je do systemu ekonomicznego zniewolenia.

Podobnie więc, jak to było w początkach...quot;Solidarności", nasz ruch...quot;Samoobrony" rodzi się z rozczarowania i gniewu. W tym podobieństwo obydwu etosów.

Ale są również duże różnice. Nas zrodziły zdrowy rozsądek, upór i determinacja ludu wiejskiego. Wprawdzie...quot;Samoobrona" upowszechnia się wśród robotników i innych warstw społeczeństwa polskiego bardzo szybko, ale pozostaje faktem, iż jest dzieckiem wsi.

Następnie - może właśnie dlatego, że nauczył nas przykład ...quot;Solidarności" - w...quot;Samoobronie" nie było, nie ma i nigdy nie będzie rządów nasłanych zza granicy...quot;doradców". Sami bierzemy swoje sprawy we własne ręce i nikt nie stoi za naszymi plecami.

Dalej - od nikogo nie bierzemy pieniędzy. Działalność opłacamy wyłącznie ze składek członków i sympatyków. Nie płyną do nas miliony dolarów zza Oceanu. Nie my korzystamy z operacyjnej, propagandowej i technicznej pomocy zagranicznych ośrodków, z wywiadami włącznie. Poza tym nasz etos to etos obrony siebie samych. Jesteśmy w położeniu człowieka, na którego dom i rodzinę napadli zbóje i który chwyta za siekierę, żeby bronić życia i mienia najbliższych.

Niewątpliwie...quot;Samoobrona" rozwija się na gruzach...quot;Solidarności". Jest to zrozumiałe i logiczne. Bez ludzkiej solidarności nie ma skutecznej samoobrony. A solidarność, która nie ma na celu samoobrony, jest jałowa i nikomu niepotrzebna. Na pewno nie chcemy być drugą...quot;Solidarnością". Wyciągamy z jej doświadczeń, a zwłaszcza z jej rozpadu, niezbędne wnioski. Uczymy się, jako...quot;Samoobrona", z przykładu...quot;Solidarności".

Zastanawia mnie, jak to mogło się stać, że ruch zrodzony oddolnie, zainicjowany przez ludzi ciężkiej pracy fizycznej, uznający naukę społeczną Kościoła, mógł tak szybko i dokumentnie się zdegradować? Jak to możliwe, żeby w imieniu załóg robotniczych ich wodzowie związkowi i ministrowie zdołali przeforsować grabież majątku narodowego, likwidację zakładów przemysłowych i kopalń, uzależnić państwo niemal 40-milionowego narodu od dyktatu MFW i...quot;dobrych rad" różnych Sachsów? Właśnie dlatego, że powstaliśmy po...quot;Solidarności", jako...quot;Samoobrona" tego sprzeniewierzenia się wobec własnego etosu nie dokonamy!

Stawiamy sprawę jasno. Bronimy interesów kraju i ogółu Polaków pracujących w miastach i na wsi. Bronimy bezrobotnych i bezdomnych. W pierwszym rzędzie stajemy w obronie ginącego rolnictwa, dewastowanych i wyprzedawanych fabryk. Bronimy kultury narodowej, której tak bardzo zagraża komercjalizacja, inwazja zachodniej tandety, kosmopolityzm, cynizm, zgnilizna moralna.

Nie jesteśmy instrumentem w żadnej zimnej wojnie, jak było to z...quot;Solidarnością". Nie kryjemy się za sztucznymi fasadami. Nasza etyka to moralność ludzi, którzy po prostu chcą żyć na ludzkim poziomie, w duchu narodowych i chrześcijańskich tradycji. Właśnie dlatego, że podzielamy odczucia, dążenia i nadzieje wielu milionów naszych rodaków wierzymy, że jednym wielkim zrywem społeczeństwa można będzie ustawić Polskę na prawidłowym torze rozwoju. Takim zrywem mogłyby być na przykład nowe wybory z masowym udziałem społeczeństwa.

Takie są nasze intencje i zamiary. Wynikają z wartości podstawowych ogółu Polaków zawartych w programie...quot;Samoobrony". Można te wartości i wynikające z nich dążenia nazwać etosem naszego ruchu.

- Mówił Pan przy różnych okazjach o przekształceniach własnościowych. Jest Pan zamożnym rolnikiem i, co brzmi logicznie, wypowiada się Pan za prywatnym gospodarowaniem na wsi i w mieście. Ale, o ile dobrze zrozumiałem, formułował Pan opinie pozytywne także o sektorze państwowym. Nie szczędził Pan przy tym krytyki wobec uchwalonej niedawno ustawy o narodowych funduszach prywatyzacyjnych. Jak to wszystko razem pogodzić? Proszę powiedzieć jasno, czy jest Pan za, czy przeciw gospodarce publicznej?

- Pana pytanie nie należy do tych, na które można odpowiedzieć krótko tak, albo nie. Uważam osobiście, że w Polsce lat dziewięć dziesiątych wszystkie sektory gospodarcze powinny absolutnie mieć równy start i naprawdę równą szansę. A to z dwóch głównych, chociaż różnych powodów.

Po pierwsze, ponieważ w okresie transformacji ustrojowej musi występować gospodarka mieszana. Zapoznałem się niedawno z poglądami amerykańskiego ekonomisty, prof. Anghela Ruginy i innych uczonych zachodnich, ze słynnym teoretykiem koncepcji nowoczesnego wolnego rynku, prof. Miltonem Friedmanem włącznie, odrzucające...quot;rady" Jeffreya Sachsa i zrodzony pod ich wpływem plan Balcerowicza. Otóż, zdaniem Ruginy i innych krytyków Sachsa, proces przechodzenia od gospodarki centralnie zarządzanej do wolnorynkowej, musi jakiś czas potrwać. Ten okres przejściowy nie może zakładać biurokratycznej i centralistycznej likwidacji zakładów państwowych, zwłaszcza kluczowych, ale polepszanie ich kondycji ekonomicznej. Dopiero bowiem wtedy, kiedy staną na własnych nogach, będą mogły ulec rozsądnej prywatyzacji. W dodatku takiej prywatyzacji, która stworzy szansę przede wszystkim polskiemu przedsiębiorcy, a nie kapitaliście zagranicznemu.

Drugi powód mojego sprzeciwu wobec występującego obecnie systematycznego i zaplanowanego wyniszczania gospodarki państwowej, jako całości, wynika z przekonania, że są takie gałęzie produkcji przemysłowej czy wydobywczej, które z oczywistych względów powinny - również w gospodarce wolnorynkowej - stanowić własność publiczną, to znaczy państwową. Należą do nich, na przykład, przemysł zbrojeniowy, transport kolejowy, kopalnie miedzi czy węgla, monopole - spirytusowy, tytoniowy, zapałczany i loteryjny. Nasi obecni władcy często gęsto powołują się na przykład rządów międzywojennych. Ale jakoś zapominają o tym, że kiedy w okresie II Rzeczypospolitej dobrzy i mądrzy Polacy uprzemysławiali nasz kraj, a czynili to np. inż. Eugeniusz Kwiatkowski, czy minister Grabski, przy pełnej aprobacie marszałka Józefa Piłsudskiego, to programowo preferowali kluczowe zakłady państwowe. Właśnie zresztą dlatego tak szybko i okazale, ku chlubie całego narodu, wyrosły Gdynia i Centralny Okręg Przemysłowy. Uważam, iż nie jest sprawą przypadku, że z kolei teraz, kiedy programowo, w szaleńczy, nieprzemyślany i wysoce szkodliwy sposób prywatyzuje się wszystko, a w tym wypadku prywatyzacja to przede wszystkim wyprzedaż obcym, to takiemu COP-owi grozi fizyczna, totalna zagłada!...

- Ale taka praktyka wynika stąd, że fabryki państwowe są nierentowne.

- Wcale tak nie jest! Przytoczę Panu następujący dowód.

Rządowy Instytut Rozwoju i Studiów Strategicznych przedstawił w maju 1993 roku swój ostatni raport na temat gospodarki w okresie transformacji. Autor raportu, Stanisław Upława, stwierdza, że w latach 1991-1992 nastąpiło wydatne pogorszenie się podstawowych wskaźników ekonomiczno-finansowych w ogóle. Zmniejszył się zysk.

Ale, jak podkreśla z naciskiem raport, zjawisko obniżania się zysku dotyczy głównie przedsiębiorstw prywatnych, nie państwowych.

W pierwszym półroczu 1992 roku ogólna kwota zysku brutto podmiotów gospodarczych, badanych przez GUS, obniżyła się o ok. 37 procent w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego. Jednakowoż - co należy podkreślić - spadek ten w przedsiębiorstwach państwowych wyniósł tylko 34 proc., a w prywatnych aż 78 proc.! W trzech kwartałach 1992 r., gdy sektor prywatny zanotował deficyt, publiczny osiągnął zysk.

Z analizy Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych wynika dalej, że w latach 1991-1992 stopa rentowności była znacznie niższa w sektorze prywatnym, niż w publicznym. Wśród przedsiębiorstw prywatnych wyższy jest udział jednostek wykazujących stratę brutto.

Analiza Stanisława Upławy wykazuje dalej, iż sektor publiczny tj. państwowy, mając znacznie wyższą rentowność od prywatnego, wykazuje pomimo tego deficyt netto. Wiąże się to z wyższymi obciążeniami podatkowymi przedsiębiorstw państwowych. Poza niektórymi grupami zakładów przemysłowych, budowlanych i transportowych, wyniki finansowe przedsiębiorstw prywatnych są znacznie gorsze od wyników sektora państwowego. Zupełnie paradoksalna jest na przykład sytuacja w handlu, najbardziej przecież sprywatyzowanym, gdzie rentowność jednostek prywatnych okazuje się, według wspomnianego raportu, aż dziesięciokrotnie niższa niż państwowych! Analiza zwraca uwagę, że te gorsze wyniki podmioty gospodarcze sektora prywatnego osiągają pomimo znacznie łagodniejszego obciążenia podatkowego! Interesującą i ważną jest końcowa, ostrożna, ale wymowna, konkluzja raportu. Brzmi ona następująco:...quot;Nie można jednoznacznie uzasadnić tezy o pozytywnych związkach między prywatyzacją, a wzrostem efektywności gospodarczej".

- Jak Pan ocenia te zdumiewające wyniki publikacji Instytutu Rozwoju i Studiów Strategicznych, placówki naukowej i w dodatku rządowej?

- Nie podkopują one bynajmniej mojego osobistego przekonania, że w Polsce sektor prywatny ma w całej gospodarce ogromne pole do działania i wyzwalania inicjatywy twórczej poszczególnych obywateli. Dane raportu potwierdzają natomiast moje, i nie tylko zresztą moje, zdanie o tym, że w okresie przejściowym, czy mieszanym, należy dopomóc polskiej inicjatywie prywatnej, a więc polskiemu kapitałowi narodowemu, a nie, jeszcze zanim się on sam podźwignie, rozkładać go na obydwie łopatki.

Z drugiej strony rząd, który zarzyna kurę znoszącą mu złote jaja, a przecież tak się dzieje wskutek zbrodniczego niekiedy likwidowania dobrych przedsiębiorstw państwowych, wnoszących często bardzo znaczne dochody do budżetu - zasługuje na powszechne potępienie ze strony ogółu obywateli. To przecież ci obywatele, a więc my wszyscy razem, ponosimy straszliwe skutki tego rodzaju postępowania rządu na własnej skórze.

Uwzględniając te różne aspekty położenia gospodarki polskiej, świadomie dewastowanej i to zarówno w sektorze państwowym, jak i prywatnym, jestem przeświadczony, iż...quot;Samoobrona" jest dla tych dwóch działów naszej ekonomiki potrzebna, ba - wręcz niezbędna. Do tych dwóch działów dodać wypada trzeci, spółdzielczy, tak samo, albo jeszcze bardziej, demontowany i rozkładany przez obecne rządy!

- W tych warunkach rozwija się proces tak zwanej prywatyzacji...

- Ale jakiej, proszę Pana! Miałem już okazję powiedzieć szczerze i otwarcie, co sadze o skandalicznych praktykach władz a zwłaszcza resortu przekształceń własnościowych. Współdziałając z Ministerstwami Rolnictwa, Przemysłu i Handlu, czy z Agencja Nieruchomości Skarbu Państwa, wyprzedaje się za bezcen najlepsze zakłady państwowe i obiekty rolno-spożywcze, rozbraja nasz przemysł i cała gospodarkę, importuje bezrobocie. Niektóre fakty wprost bulwersują. Oto jeden z nich.

W połowie maja 1993 roku Kazimierz Stańczak, polski ekonomista pracujący na Uniwersytecie Kalifornijskim w USA, otrzyma! kopię wywiadu, jakiego udzielił w numerze marcowo-kwietniowym czasopisma ,,Journal of Business Strategy" niejaki C. Cato Ealy, dyrektor do sprawa rozwoju koncernu amerykańskiej celulozy...quot;International Paper", który w 1992 roku zakupił w Polsce od Ministerstwa Przekształceń Własnościowych aż 80 proc. akcji papierni w Kwidzyniu. Wywiad ten nazwał p. Stańczak...quot;szokującym" i w otwartym liście oprotestował niesłychane praktyki wspomnianego resortu.

Otóż - jak ujawnił wspomniany dyrektor D. P. Cato Ealy - papiernia w Kwidzyniu należy do najnowocześniejszych w świecie i mało ma sobie równych nawet w Stanach Zjednoczonych. Zbudowała ja znana w świecie firma kanadyjska H.A. Simmonsa i oddała pod klucz w 1980 roku. Koszt budowy tej papierni wynosił 400 milionów dolarów amerykańskich. Była ona wysoce konkurencyjna dla koncernów celulozowych na Zachodzie ze wspomnianym koncernem amerykańskim I.P. włącznie. Gdy jego szefowie dowiedzieli się, że mogą na interesujących warunkach zlikwidować konkurenta i wykupić papiernię w Kwidzyniu, zgłosili się natychmiast w Warszawie na ul. Mysia, do Ministerstwa Przekształceń Własnościowych. Rozmowy w sprawie wykupienia tak nowoczesnego i kluczowego zakładu trwały niezwykle krótko. Od pierwszej rozmowy za granicą do podpisania umowy w W7arszawie upłynęło dokładnie 75 dni! Pan minister Janusz Lewandowski osobiście wyraził zgodę na to, by sprzedać Kwidzyn Amerykanom zaledwie za 120 milionów dolarów! Co najdziwniejsze, na początku rozmów, koncern amerykański proponował stronie polskiej kwotę nawet nieco wyższa, bo 150 milionów, która jednak p. Lewandowski łaskawie obniżył z nieznanych bliżej powodów do wspomnianych 120 milionów...

Gdy po rewelacjach pp. Cato Ealy i Stańczaka niektóre dzienniki polskie podniosły szum wokół tej afery, przedstawicielka min. Lewandowskiego, p. Garwolińska, oświadczyła prasie z niemałym, zupełnie zrozumiałym skądinąd zakłopotaniem, że wprawdzie przytoczone fakty odpowiadają prawdzie, ale koncern I.P. obiecał zainwestować w fabrykę w Kwidzyniu dodatkowo 175 min dolarów, aby ją...quot;zmodernizować". Nasuwa się logiczne pytanie: po co ma on to robić, skoro kwidzyńska papiernia jest supernowoczesna: Inne...quot;wyjaśnienie" resortu Przekształceń Własnościowych, że podobno papiernia w Kwidzyniu...quot;nikt inny poza I.P. się nie zainteresował", jest zwykłym nonsensem. Po co w ogóle wystawiono na sprzedaż Kwidzyn, skoro można było w nim produkować znakomity papier potrzebny naszemu krajowi i mogący być konkurencyjny w eksporcie? A jeżeli już postanowiono z niewiadomych i podejrzanych przyczyn przeznaczać ten obiekt...quot;pod młotek", to dlaczego nie ogłoszono publicznego, międzynarodowego przetargu?

Cała ta sprawa, która zupełnie przypadkowo wyszła na światło dzienne, jest, oczywiście, niesłychana. Ale skandalem od niej jeszcze większym jest to, iż mimo ujawnienia wspomnianych rewelacyjnych faktów i okoliczności, nie znalazł się nikt - dosłownie nikt! - ani w rządzie pani Suchockiej, ani w obydwu izbach parlamentu, ani w Urzędzie Prezydenta RP, nie mówiąc już o Najwyższej Izbie Kontroli, Prokuraturze Generalnej czy Urzędzie Ochrony Państwa, kto by zażądał rozliczenia ministra Przekształceń Własnościowych i jego urzędników, i pociągnięcia ich do ewentualnej odpowiedzialności.

Członkowie rządu pani Premier, i ona sama, lubią powoływać się na przykłady zachodniej demokracji i naśladować styl zachodnich rządów. Dlaczego więc nie idą w ślady Włoch? Dlaczego nie bierze się u nas przykładu z włoskiego wymiaru sprawiedliwości, który w ramach akcji...quot;czyste ręce" nie zawahał się rozliczać nie tylko ministrów, ale nawet dwóch byłych premierów, w tym jednego siedmiokrotnego...

- Czy takich skandali jest w Polsce więcej?

- Naturalnie. Wiem, że tylko nieznaczna część z nich, jak na przykład wspomniana przed chwilą afera kwidzyńska, przedostaje się do opinii publicznej. Ale w...quot;Samoobronie" mamy cale ...quot;dossier" tego typu...quot;czarnych" spraw.

- Jak Pan sądzi, kto ukrywa te afery?

- Pytanie, Pan wybaczy, jest nieco naiwne. Powszechnie wiadomo przecież, jak szeroko i głęboko zakorzeniła się w naszym życiu publicznym korupcja, jak wysoko ona sięga. Trzeba też pamiętać o tym, że nasze organy ścigania, w tym szczególnie prokuratura, składają się przeważnie z ludzi wychowanych i zatrudnionych w po przednim systemie. Jest to, poniekąd, naturalne, bo skąd od razu znaleźć nowych, dobrze wyszkolonych prawników? Fakt jednak pozostaje faktem, że tych ludzi określanych niekiedy jako...quot;ekskomuchów", łatwo zastraszyć, łatwo zaszantażować. Sławetną lustrację nie przypadkiem wymyślili ci, wobec których i wokół których zagęszcza się najwięcej podejrzeń o kradzież mienia publicznego, afery itp. Wymachując groźbą lustracji nie trudno na tym, czy innym przedstawicielu wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza prokuratury, wymóc zwolnienie podejrzanego kumpla czy...quot;ochronić" przed aresztowaniem innego.

- Wspomniał Pan, że...quot;Samoobrona" zna jeszcze inne, podobne przypadki afer i nadużyć?

- Tak jest.

- A może Pan przytoczyć jakiś przykład?

- Wie Pan, wybije godzina, kiedy będziemy ogłaszać takie przykłady wszem i wobec piętnując...quot;bohaterów" różnych afer i domagając się ich przykładnego ukarania. W tej chwili mogę Panu powiedzieć, że na przykład wysoce dwuznacznie jawi się działalność Ministerstwa Rolnictwa, które, wraz z resortem Przekształceń Własnościowych, zabrało się ostro do demontażu polskiego przemysłu sprzętu rolniczego. Niedawno doszły mnie słuchy o takiej sprawie.

W latach 1991-1992 kilkakrotnie przebywał w Polsce, jako ekspert EWG, jeden z wybitnych fachowców-rolników, Polak, od kilku dziesięciu lat osiadły na Zachodzie, któremu powierzono zadanie wytypowania do sprzedaży niektórych fabryk AGROMET-u. Ten pan, dobry fachowiec, a jeszcze lepszy Polak, po skrupulatnym zbadaniu przedstawionych mu przez Min. Rolnictwa zakładów i zorientowaniu się, że są na dobrym poziomie europejskim, a mają być sprzedawane za śmiesznie niską cenę, jakby na złom, co spowoduje również zwolnienie wielu tysięcy pracowników, podobno wprost błagał przedstawicieli władz, by zaniechali zamiaru zbycia tych fabryk. Jak słyszałem, nie zdało się to jednak na wiele. Kamienne serca wobec losu pracowniczego i rolniczego okazali poprostu - ówczesny minister Rolnictwa i, wciąż ten sam, minister Przekształceń Własnościowych. Dowiaduję się, że ów ekspert polskiego pochodzenia na własną rękę szuka teraz na Zachodzie nie żadnych kupców, ale uczciwych partnerów i potencjalnych kooperantów dla przynajmniej niektórych obiektów AGROMET-u. Cóż do tego wszystkiego jeszcze mam dodać?

- Rzeczywiście nic. Rozumiem i dziękuję. A teraz z nieco innej beczki. Co Pan sądzi o obecnym stanie państwowości polskiej?

- Jestem głęboko zaniepokojony postępującym rozkładem państwa polskiego. Z jednej strony drastyczny, chroniczny kryzys toczy całą sferę budżetową. Dochodzi już do tego, że strajkują nawet pracownicy ZUS-u. 22 kwietnia 1993 r. w ponad 80 procentach szkół polskich uczniowie nie spotkali się z nauczycielami na zajęciach szkolnych z powodu strajku pracowników oświaty. Ten...quot;czarny dzień" polskiej szkoły państwowej wpisuje się na listę takich dramatycznych wydarzeń, jak słynny strajk uczniów przeciw germanizacji szkoły i protest rodziców przeciw biciu dzieci przez pruskie władze> szkolne we Wrześni, w latach 1901-1902. Pomijam analogiczną sytuację służby zdrowia, pracowników samorządowych itp.

Z drugiej strony naruszana jest wciąż suwerenność państwa polskiego. Któż mógł przypuszczać, że w DI Rzeczypospolitej budżet państwa będzie uchwalany przez Sejm dopiero po uprzednim zatwierdzeniu go w Waszyngtonie przez władze MFW i Banku Światowego! Członkowie rządu, zwłaszcza odpowiedzialni za resort przekształceń własnościowych, przemysłu czy rolnictwa, zdegradowani zostali do roli podrzędnych wykonawców decyzji zapadłych daleko od Polski, najczęściej w EWG, USA czy jeszcze gdzie indziej. We wspomnianych resortach roi się od zagranicznych doradców zarabiających bajońskie sumy idące w setki tysięcy dolarów rocznie - wszystko z naszej kieszeni! - i pilnujących bacznie tego, by postępował do końca demontaż polskiego wielkiego przemysłu, by za bezcen polskie fabryki czy PGR-y były wykupywane przez obcych.

Budżet państwa jest w stanie opłakanym, wprost fatalny, na co powołują się nasze rządy jako okoliczność mającą rzekomo rozgrzeszać ich nieudacznictwo. Jak może być inaczej, kiedy 80 procent dochodów państwa pochodziło zawsze z wpływów od przedsiębiorstw państwowych, które się likwiduje, za pół darmo prywatyzuje, lub dobija określoną polityką podatkową, na przykład popiwkiem? A sprawa monopoli - spirytusowego i tytoniowego?

- Wiąże Pan te zjawiska z kryzysem naszej państwowości?

- Naturalnie. Nie ma dzisiaj suwerenności politycznej bez suwerenności gospodarczej. A przytoczone przeze mnie fakty godzą właśnie w podstawy naszej ekonomiki. Wie Pan, że dochodzą do mnie słuchy, iż na terenie Kielecczyzny i Radomskiego, organizuje się oddolnie ruch samoobrony byłego Centralnego Okręgu Przemysłowego i wiekopomnego dzieła inż. Eugeniusza Kwiatkowskiego?

Polskę degraduje się do rzędu tych krajów trzeciego świata, w których likwidowana przez prywatyzację jest nawet zbrojeniówka! Nie przypadkiem właśnie polski przemysł zbrojeniowy i lotniczy stanowi jeden z ważnych ośrodków ruchu samoobrony społecznej.

Ale chciałbym jeszcze powrócić do kwestii budżetu, bo to przecież najlepszy sprawdzian efektywności i ogólnej kondycji organizmu państwowego. Otóż nasze władze, za podszeptami MFW i różnych szalbierzy światowych nauk ekonomicznych, w rodzaju Jeffreya Sachsa, utrzymują, że przyczyną zapaści budżetu są podyktowane partykularyzmem i wybujałymi zachciankami pracowników, nadmierne roszczenia płacowe i socjalne.

Tymczasem rzeczywistą przyczyną tego stanu rzeczy jest celowe doprowadzenie najlepszych przedsiębiorstw państwowych do bankructwa, by usprawiedliwić ich przekazywanie za symboliczną złotówkę, w ręce obcych korporacji, a także spółek nomenklaturowych i mieszanych. Co więcej, obce korporacje i spółki mieszane są zwalniane od podatku dochodowego na okres 3 do 6 lat w odróżnieniu od polskich, prywatnych firm narodowych. Wiele słusznych uwag na ten temat poczyniły Polska Rada Businessu i Polski Klub Kapitału w memoriale dla pani Premier Hanny Suchockiej. W dwóch kwestiach zwłaszcza zgadzam się z tymi uwagami. Po pierwsze, że konieczny jest rządowy program ekonomiczny o charakterze antyrecesyjnym. Po drugie, iż należy chronić polski kapitał narodowy i wyposażać go w co najmniej takie same preferencje, jak kapitał obcy. Dotyczy to szczególnie udziału polskiego kapitału narodowego w procesie prywatyzacji. Jak dotąd, zapisy PPP upośledzają ten kapitał i nie dają mu szans w konkurowaniu z zagranicznymi firmami.

- Czyli że nie jest Pan przeciwnikiem prywatyzacji i reprywatyzacji?

- Jakże mógłbym nim być gospodarując na 60 ha i broniąc założeń gospodarki rodzimej! Ale z punktu widzenia racji stanu państwa polskiego nie mogę nie zauważyć, iż PPP przyczynia się do osłabienia, a nie wzmocnienia naszej suwerenności. Oglądałem w kwietniu znakomity program dzielnej pani redaktor, Elżbiety Jaworowicz,...quot;Sprawa dla reportera". Otóż przytoczyła ona w tym programie wypowiedź pewnego parlamentarzysty i ekonomisty brytyjskiego - nazwiska, niestety, nie zapamiętałem - który przestrzegał Polaków przed słuchaniem dyrektyw MFW i zaleceń dotyczących takiej prywatyzacji, która wzbogaca kapitał zagraniczny, a ignoruje własny. Z wypowiedzi tej zapamiętałem jej ogólny wydźwięk poniekąd filozoficzny. Że bynajmniej nie jest prawdą, iż głoszone od czasów sławetnego planu Balcerowicza tezy programowe stanowią jedyną bezalternatywną koncepcję wolnego rynku w Polsce.

Otóż nie, po stokroć nie! Jak słusznie zwrócił uwagę polskim telewidzom wspomniany polityk i intelektualista angielski, jest wiele rozmaitych dróg dochodzenia do gospodarki wolnorynkowej, a ta, którą nam się proponuje od czterech lat? jest najdłuższa i najgorsza. Zachęcam panów Balcerowicza, Osiatyńskiego i innych, by wczytali się w program wyborczy prezydenta Billa Clintona. Chyba nie zaprzeczą, że jest to program rynkowy i że zmierza do umocnienia amerykańskiego modelu gospodarczego. Otóż program ten, zaczynając od obietnicy stworzenia nowych 8 milionów miejsc pracy, ograniczenia zmiennej stopy procentowej, preferencji dla...quot;smali businessu" i farmerów, z istoty swojej stanowi zaprzeczenie założeń planu Balcerowicza i obecnego kursu ekonomicznego rządu Hanny Suchockiej, który jest rozwinięciem i kontynuacją tego planu.

- Ale powróćmy może do spraw polskiej państwowości.

- Wszystko, co mówiłem, pośrednio lub bezpośrednio jej dotyczy. Jesteśmy partnerem międzynarodowej społeczności, uczestnikiem międzynarodowego podziału pracy. Jeżeli kontynuując dziką gospodarkę wolnorynkową w stylu XIX-wiecznego kapitalizmu osią gniemy całkowity rozkład naszej ekonomiki, i co za tym idzie, naszej państwowości, wówczas całkowicie przestaniemy się liczyć, będziemy już tylko przedmiotem, a nie podmiotem, polityki międzynarodowej.

Obecnie czynniki ponadnarodowe toczą grę nie tyle o Polskę, co Polską. Po eliminacji naszego kraju, jako konkurenta gospodarczego, nadejdzie czas na eliminację naszego państwa z udziału w grze o wpływy w regionie i całej Europie. Właśnie z tego ostatniego powodu wyłącza się nas z aktywnej polityki wschodniej, od której w historycznej perspektywie zależeć będzie przede wszystkim los państwa i narodu polskiego.

Od ponad trzystu lat nie istniała tak korzystna koniunktura dla Polski na wschodzie, jak teraz. Kurczą się imperialne wpływy rosyjskie, powstały do niepodległego bytu Białoruś i Ukraina, które oferują przyjazną współpracę Polsce w różnych dziedzinach. Na historycznym obszarze nadbałtyckim z Królewcem, czyli Kaliningradem, a więc rdzeniem dawnych Prus Wschodnich, krzyżują się wpływy niemieckie, rosyjskie, litewskie, ale zwłaszcza otwiera się tam pole do działania dla Polski. Wszystko to jednak wymaga suwerennej i odkrywczej myśli oraz stanowczej i konsekwentnej praktyki politycznej w Warszawie. Kierunek wschodni tych poczynań powinien dominować. Jak mądrze powiedział kilka lat temu w Warszawie nasz wielki rodak, papież Jan Paweł H, my jesteśmy w sercu starej i nowej Europy, a więc hasło powrotu do niej jest czcze i nonsensowne.

Serwuje się nam ostatnio z Zachodu koncepcję tzw. euroregionów, z Pomeranią i Karpatami na początek. Otóż jestem tej koncepcji zdecydowanie i programowo przeciwny. Chodzi tu o zamazanie granic, państwowości i tożsamości polskiej. Pomerania ma służyć m.in. powrotowi Niemców na Ziemie Zachodnie i Północne. Nie pozwoliliśmy, jako ruch...quot;Samoobrony", na to w Główczycach baronowi Puttkamerowi. Nie pozwolimy także pomorskiemu euroregionowi likwidować polską obecność na ziemiach piastowskich. A wpłynęło ostatnio od Niemców wiele podań o wykup po 1000 hektarów lasów, czy gruntów na Pomorzu rzekomo na ...quot;tereny łowieckie".

Dochodzi już do tego, że pod pretekstem utrwalania regionalizmu górnośląskiego, niektórzy publicznie atakują centralną administrację państwa polskiego na tych obszarach. Na zły dowcip lub ironię losu zakrawa okoliczność, że nie kto inny jak pan wojewoda katowicki, Czech, oświadczył niedawno, iż obecny system sprawowania władzy w Polsce to...quot;azjatycki centralizm". Panu Czechowi nie podoba się, że Górny Śląsk stanowi integralną część terytorium Rzeczypospolitej Polskiej. Pragnie przymilić się tym, dla których górnośląski separatyzm gospodarczy i polityczny ma być pomostem laska do Niemiec.

- Jak można by podsumować Pańskie uwagi o państwowości polskiej?

- Państwo jest silne twórczością, inicjatywą i pracą całego narodu, któremu musi być podporządkowane. Tylko wówczas może ono zapewnić postęp gospodarczy, społeczny i polityczny. Poza sektorem publicznym, państwo jest odpowiedzialne - w sferze gospodarki - za funkcjonowanego całego układu form własności, chroniąc przede wszystkim rynek wewnętrzny dla polskich producentów. I to zwłaszcza w sytuacji, w której najpotężniejsze mocarstwa gospodarcze wznoszą w obronie własnego rynku coraz skuteczniejsze bariery protekcjonistyczne.

Jak wspominałem parokrotnie, losy państwa polskiego muszą się znaleźć w rękach narodu polskiego, który powinien sam zadecydować o swojej przyszłości. Nie interes starej i nowej nomenklatury, czy obcych korporacji zewnętrznych i ośrodków ekonomicznych i politycznych, lecz interes państwa i społeczeństwa polskiego leży u podstaw programu ...quot;Samoobrony". Stwarza tym samym trwały fundament politycznej samoorganizacji i samostanowienia narodu polskiego w końcu XX wieku.

- Przynajmniej od czasów Mahatmy Ghandiego znana jest ludzkości idea biernego oporu, organizowania się społeczeństwa w akcjach odmowy współpracy z władzą naruszającą podstawowe wartości i interesy narodu. Czy Związek...quot;Samoobrona" przykłada do tego typu walki jakieś istotniejsze znaczenie? Jeśli tak, to na czym ten bierny opór miałby polegać?

- Społeczeństwo wyprzedza w tym...quot;Samoobronę", jako organizację. Jak donosi prasa, prawie 40 procent warszawiaków mieszkających w blokach spółdzielczych lub komunalnych odmawia płacenia wygórowanych czynszów. Podobnie jest w innych miastach. Do końca kwietnia 1993 roku na 10 milionów obywateli obowiązanych złożyć deklaracje podatkowe uczyniła to tylko część. I to w znacznej mierze tych, którym należał się od państwa zwrot nadpłaty. Czy to nie są formy biernego oporu? Czy nie jest to odmowa współpracy z nieakceptowaną władzą?

Grupa manipulatorów przeszkolonych niejednokrotnie poza granicami kraju jak np. niektórzy wyżsi funkcjonariusze Ministerstwa Finansów, Przekształceń Własnościowych, Współpracy Gospodarczej z Zagranicą i NBP, potraktowała Polskę jak łup zdobyty na wojnie z komunizmem i ustawiła się w pozycji nowych właścicieli Rzeczypospolitej, nie licząc się ze społeczeństwem i wykazując pogardę dla...quot;motłochu". W takiej sytuacji społeczeństwo nie uważa obecnych władz za swoje. I tym mniej jest skłonne wykonywać tej władzy jakże niepopularne polecenia. To, oczywiście, stanowi podatny grunt dla działalności...quot;Samoobrony". Domaga się ona i będzie domagać dyscypliny państwowej i posłuszeństwa dla władzy. Ale pod warunkiem, że jest to państwo istotnie nasze, a rząd uczciwy i autentycznie polski.

Jeśli zaś chodzi o Ghandiego, to metody jego walki, walki o wyzwolenie, dostosowane były z jednej strony do mentalności Hindusów, z drugiej zaś - wynikały z potęgi liczebnej ludności Indii. Bierna postawa kilkuset milionów, bierny opór takiej masy, groźne jej milczenie, ma psychologicznie być może większą wymowę, niż otwarta walka i siłowa konfrontacja nawet wielotysięcznych ugrupowań.

Jest chyba jasne, że skuteczna moc działań politycznych, to ilość tych działań pomnożona przez ich natężenie. Gdyby można było w Polsce zorganizować zdyscyplinowany front działań kilkunastu milionów ludzi, to wtedy metoda Ghandiego, być może, byłaby skuteczna również w Polsce.

Dochodzi do tego różnica sytuacji politycznej. Ghandi miał przed sobą przeciwnika trudnego, broniącego bezwzględnie interesów imperialnych Anglii, ale wyznającego określone zasady moralne i pozostającego pod naciskiem dużej części opinii światowej sprzyjającej Hindusom i przeciwnej kolonializmowi. U nas musimy się liczyć z brakiem zasad naszych przeciwników, musimy zakładać, że w obronie swojej władzy i przywilejów zastosują wszelkie dostępne im środki z prowokacjami i łamaniem prawa włącznie. Przecież metodę prowokacji policyjnej stara się u nas sankcjonować nawet ustawowo, a wiele działań administracji okazuje się być niezgodne z konstytucją, że wspomnę tylko przykładowo sprawę emerytur.

Na pewno obecnie w Polsce też występują pewne formy biernego oporu i nie można mówić, że społeczeństwo szeroko współpracuje i popiera władzę, która zdziera z niego ostatnią koszulę. Od. dawna istnieje podział: my-czyli społeczeństwo polskie i oni - czyli władza, co oznacza, że stanowi to układ negatywnie wyodrębniony z tego społeczeństwa. To, oczywiście, nie jest jeszcze bierny opór, ale na pewno wstęp do takiej postawy.

- Od pewnego czasu znalazło się w obiegu społecznym nowe, wspomniane już w tej rozmowie słowo: lepperyzm. Używający tego określenia podają z reguły rozmaite, a czasem wręcz sprzeczne jego interpretacje. Jak Pan by sprecyzował to określenie?

- Pojęcie...quot;lepperyzmu", o którym już miałem zresztą okazję mówić, stworzyli przeciwnicy...quot;Samoobrony" i koncesjonowana propaganda w nadziei, że nabierze ono rychło pejoratywnego wydźwięku.

I że stanie się takim słowem-wytrychem, które z góry wykluczy wszelką dyskusję. Tymczasem słowo to zaczyna nabierać zupełnie innego, niezamierzonego przez jego autorów znaczenia. W kręgach socjologicznych i politologicznych...quot;lepperyzmem" nazywa się niekiedy poszukiwanie trzeciej, polskiej drogi rozwojowej. Może występuje tu pewna analogia z doktryną Juana Perona, która zanim nazwana została oficjalnie...quot;peronizmem", bywała tak określana przez wrogów argentyńskiego generała.

Jestem człowiekiem raczej skromnym i nie mam żadnych fałszywych aspiracji intelektualnych. Określanie moich poglądów mianem ...quot;lepperyzmu" po prostu trochę mnie śmieszy. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Termin...quot;lepperyzm" się przyjmuje, jako definicja czegoś odmiennego i przeciwstawnego zarówno komunie, jak...quot;Solidarności". A to mi się podoba!

- Gdzie, w jakich kręgach społeczeństwa, widzi Pan potencjalnych sojuszników swojej walki? Na kim Panu najbardziej zależy i co Pan zamierza zrobić, aby te kręgi poszerzyć i pozyskać?

- Wspominałem, że od pewnego czasu istnieje i działa Komitet Samoobrony Narodu, do którego aktywu wchodzi między innymi generał Skalski. W skład tego Komitetu wchodzą różne organizacje, a nawet partie polityczne. Sądzę, że nie przypadkiem rdzeniem jego są ludzie pozbawieni pracy i domu, stowarzyszeni w Komitecie Obrony Bezrobotnych, działacze Federacji Górników, związków zawodowych przemysłu lotniczego i zbrojeniowego, a także zagłębia miedzi. Są to przecież te kręgi społeczne, w które, przede wszystkim, ugodziły skutki dyktatu MFW i polityki rządu. Również w przyszłości właśnie te warstwy, środowiska i kręgi społeczne, które czują się najbardziej zagrożone, znajdą się w centrum uwagi...quot;Samoobrony".

Zwrócił Pan uwagę na to, że jedną z wybitnych postaci w Komitecie Samoobrony Narodu jest sławny lotnik polski z RAF-u, generał Stanisław Skalski. Otóż w Komitecie reprezentowani są również liczni inni kombatanci i weterani II wojny światowej: byli żołnierze Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich, Armii Ludowej. Ich obecność jest z punktu widzenia moralno-politycznego bardzo cenna i ważna. Oznacza ciągłość walki o prawdziwą niepodległość, a zarazem szeroką jedność Polaków bez względu na ideologiczną lub polityczną koloraturę.

...quot;Samoobrona" stała się synonimem walki o sprawę polską, chociaż rozpoczynała swą walkę od spraw rolnictwa i wsi. Ale szybko się okazało, że nie można rozwiązać żadnego problemu polskiej wsi bez rozwiązania spraw ogólnogospodarczych i ogólnospołecznych.

Podstawowe wsparcie społeczne dla Samoobrony, jak dotychczas, pochodzi od środowisk wiejskich. Ale w coraz większym stopniu wsparcie to uzyskuje ona od środowisk bezrobotnych, bezdomnych, emerytów i w ogóle ludzi pokrzywdzonych, którzy nie znajdują zrozumienia w ugrupowaniach politycznych zajętych tylko podziałem władzy między sobą i zapewnianiem lukratywnych posad dla swoich działaczy. Obietnice, jakie przed wyborami ugrupowania te dawały społeczeństwu, zaraz po wyborach zostały wyrzucone do lamusa. Jako związkowi zawodowemu rolników zależy nam, oczywiście, najbardziej na rolnikach i inteligencji wiejskiej, ze wsią związanej.

Jako partii...quot;Przymierze-Samoobrona" bardzo nam też zależy na środowiskach upośledzonych społecznie i socjalnie. Chcemy reprezentować ich interesy, walczyć z plagą bezrobocia, z upośledzeniem ludzi starych. Ale zdajemy sobie sprawę, że do naszej walki konieczne jest przyciągnięcie młodzieży, nauczycieli i dużych, dobrze zorganizowanych ugrupowań zawodowych, jak kolejarze, górnicy, i pracownicy dziedziny usług. Staramy się z tymi środowiskami porozumieć dla utworzenia wspólnego frontu walki o wyzwolenie spod politycznego jarzma zakłamania i obcych, niszczących Polskę wpływów. Chcemy przywrócenia pełnej normalności i moralności życia społecznego, socjalnego bezpieczeństwa i perspektyw rozwojowych kraju. Walczymy i będziemy walczyć o wytępienie korupcji, złodziejstwa, faktów grabieży majątku narodowego i obdzierania, dostatecznie już przecież zbiedniałych ludzi, dosłownie ze skóry. Praktyka i zachowanie ugrupowań rządzących Polską sprawia, że nasza walka w pewnych aspektach staje się walką narodowo-wyzwoleńczą.

- Jaki jest Pański stosunek do dzisiejszej młodzieży polskiej? Co Pan o niej sądzi i jak Pan z nią współdziała?

- Każde pokolenie młodych Polaków przeżywało na swój sposób epopeję walki wyzwoleńczej w dosłownym tego słowa znaczeniu. Jeżeli nie z bronią, to przynajmniej z kamieniem i ulotką w ręku.

Ten romantyzm stanowi wspaniałą kartę w procesie wychowywania naszej młodzieży. Ruch...quot;Samoobrony" pozyskuje wiele młodych dziewcząt i chłopców, zarówno z miast, jak i wsi, właśnie tym, że nawiązuje do tej tradycji. Mamy teraz, pod koniec XX wieku, szansę, jakiej zabrakło kilkunastu poprzednim pokoleniom polskim, szansę wzięcia spraw kraju we własne ręce i zapewnienie Polsce rzeczywistej niepodległości takiej, jak ta z czasów Piastów i Jagiellonów.

Wygranie bitwy o Polskę będzie możliwe tylko wtedy, gdy w walce tej weźmie udział młodzież. Młodzież, dla której nie tylko stalinizm, ale nawet stan wojenny i narodziny...quot;Solidarności" jest już prehistorią, młodzież, która nie jest już podatna na...quot;kombatanckie" slogany...quot;Solidarności".

Z jakimi atutami, oprócz skłonności do romantyzmu, wchodzi młodzież polska w ostatnie lata naszego wieku? Ma ich bardzo wiele. Jestem przekonany, że więcej, niż jej rówieśnicy w krajach od Polski bardziej rozwiniętych. Dlatego młodzież polską cenię tak wysoko. Jest ona wykształcona i wychowana w większości na wzorach zgodnych z naszym duchem narodowym. W komunizmie usiłował ją deprawować tzw. internacjonalizm, czyli kosmopolityzm. Dzisiaj poddaje się ją również działaniom kosmopolityzmu pod postacią choćby tzw. zachodniej kultury masowej. Ale młodzież nasza się nie daje. Zachowuje i dzisiaj swoją integralność, jak to było podczas komunizmu. Wprawdzie obcy protektorzy chcieliby ją zdeprawować, wykoleić narkotykami, pornografią, cynizmem, kultem chamstwa i przemocy, ale wpływ tych chorobliwych zjawisk - chociaż zastraszający - jest raczej tylko marginalny.

Jeśli jednak szkoła polska, dom rodzinny, nie będą stanowiły skutecznej odtrutki na te zjawiska, to naród polski może ponieść wielkie straty moralne i biologiczne. O sprawy młodzieży nikt obecnie w zasadzie nie dba w należyty sposób. Niedożywiona, w ogromnej części pozbawiona możliwości wakacyjnego wypoczynku, pozbawiona dostępu do czynnego uprawiania sportu, wyjaławiana z uczuć patriotycznych, pojęć estetycznych i szacunku dla wielu wartości - nie będzie się mogła obronić przed degradacją biologiczną, umysłową i obyczajową. Młodzieży trzeba szybko udzielić pomocy. Przywrócić jej wzorce do naśladowania....quot;Samoobrona" ma zamiar powołać w przyszłości do życia swoją organizację młodzieżową i opracować z młodzieżą odpowiednie formy współpracy.

- Jednym z czołowych działaczy Komitetu Samoobrony Narodu jest wybitny przedstawiciel kombatantów II wojny światowej, byłych Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, sławny lotnik z okresu bitwy o Anglię, generał pilot Stanisław Skalski. Skądinąd wiadomo, że poza byłymi żołnierzami AK i BCh, wspiera Pański ruch podobno także część b. żołnierzy ruchów lewicowych. Jak widzi Pan w swoim ruchu możliwość współpracy ludzi tak zupełnie różnych orientacji?

- Przelanej krwi i narażania życia w walce o wolność ojczyzny nie można dzielić na lepsze i gorsze z powodów politycznych lub ideologicznych. Przykładem wspólnoty czynu wojennego było np. Powstanie Warszawskie, gdzie na barykadach walczyli obok siebie żołnierze AK, AL i BCh, oddając życie jeden za drugiego. Podobnie w leśnych bojach partyzanckich, np. w Janowie Lubelskim.

Podziały wśród kombatantów dokonywane są często z zewnątrz przez politycznych manipulatorów. My, z...quot;Samoobrony", jesteśmy temu stanowczo przeciwni. Już na wstępie naszej rozmowy wspomniałem, że z zadowoleniem i szacunkiem witamy kombatantów różnych orientacji w naszych szeregach.

Również w obecnych czasach, innych przecież od wojennych, sprawą nadrzędną jest jedność ogółu Polaków w walce o ojczyznę. Pragnę dodać, że ci byli bojownicy lewicy polskiej, którzy do nas przychodzą, nigdy nie utożsamiali się z błędną i antynarodową linią kierownictwa PZPR.

Z kolei ludzie pokroju generała Skalskiego i byli AK-owcy uosobiają w naszych oczach wierność sprawie niepodległości, nieugiętność w walce z hitleryzmem i stalinizmem.

- Jak generał Skalski znalazł się w orbicie Pańskiego ruchu?

- O generale Stanisławie Skalskim mogę wyrażać się jedynie z najgłębszym szacunkiem. Ten, jak Pan słusznie go określa, bohater z czasów drugiej wojny, miał niezwykle ciężkie życie. Po powrocie z Anglii do kraju siedział bardzo długo w więzieniu i to z wyrokiem śmierci. Kto, jak kto, ale właśnie on powinien z najwyższym uznaniem powitać zmiany, jakie u nas nastąpiły po upadku komunizmu. Jako gorący patriota i wnikliwy, realistyczny obserwator spraw krajowych, generał Skalski szybko się jednak zorientował, że kolejne rządy, poczynając od Rakowskiego, przez Mazowieckiego po Suchocką, narzuciły nam nowy system zniewolenia, zastąpiły jedną zależność inną zależnością. Co z tego, że, być może, prawa jednostki są u nas dziś szersze, niż były za komuny, skoro drastycznie narusza się i ogranicza prawa i wolność narodu, jako całości! Skutki tego wszystkiego są wprost zastraszające i widoczne dla każdego. Generał Skalski to rozumie i jako doświadczony, zahartowany w bojach o Polskę żołnierz stanął w pierwszym szeregu samoobrony, będąc członkiem ogólnokrajowego komitetu noszącego nazwę, o czym już zresztą mówiłem, Komitetu Samoobrony Narodu.

- Ale może powie Pan coś bliższego o poglądach generała Skalskiego?

- Tych poglądów generał Stanisław Skalski wcale nie ukrywa.

Na przykład w numerze świąteczno-noworocznym naszej gazety...quot;Samoobrona", z 24 grudnia 1992 roku, ukazał się z Nim obszerny wywiad. Chciałoby się przytoczyć tutaj cały tekst tej publikacji, ale jest to oczywiście, niemożliwe. Ograniczę się więc do zacytowania tylko niektórych fragmentów wypowiedzi generała Skalskiego.

Na temat wyprzedaży mienia narodowego pod pretekstem rzekomo powszechnej prywatyzacji i tzw. Paktu o Przedsiębiorstwie, a także tak zwanych zmian własnościowych, generał Skalski powiedział, co następuje:...quot;Rządy Mazowieckiego i Bieleckiego, za zgodą Sejmu i Senatu, wyprzedają majątek narodu bez zgody i zezwolenia narodu polskiego, który płacił niewolą, cierpieniem, życiem i krwią za swą wolność i niezawisłość. A podstawowym atrybutem wolności jest WŁASNOŚĆ! Naród jest więc ograbiany ze swej własności, a więc i niezawisłości. Przez ten rabunek naród popada w niewolę. Temu trzeba się przeciwstawić. Muszą zmobilizować się nie tylko kombatanci (i ci z Zachodu, i ci ze Wschodu, i ci z kraju), ale trzeba utworzyć jednolity front, który przeciwstawiłby się temu, co dzisiaj się wyrabia i to w każdej dziedzinie życia społecznego. Naród polski jest w stanie sam, bez niczyjej pomocy, wyprowadzić Polskę z tej zapaści i sytuacji zdrady jej interesów! Ta zgodność, gdy idzie o wyprzedaż majątku narodowego, jest zastanawiająca. Dlaczego? Bo niektórzy zbijają na tym fortunę! Dlatego ręka rękę myje. Tam, gdzie pieniądz, tam, gdzie fortuna, nie ma znaczenia, czy ręka jest czerwona, biała, czy czarna."

W sprawie tzw. miejsca Polski w Europie i roli odgrywanej w nawoływaniu do...quot;powrotu do Europy" przez...quot;Gazetę Wyborczą" i osobiście Adama Michnika, generał Stanisław Skalski wypowiedział się następująco:...quot;Niech nas niektórzy panowie tacy, jak Michnik, nie wprowadzają do Europy! Myśmy nigdy z Europy nie wyszli, ponieważ należymy od wieków do kultury śródziemnomorskiej! Lotnicy polscy w bitwie 0 Anglię walczyli zresztą nie tylko o Europę, ale walczyli o demokratyczne oblicze całego świata...Dzisiaj bohaterowie walk o Polskę są zupełnie zapomniani. W czasie wizyty prezydenta Wałęsy w Czechosłowacji, pan prezydent Havel zafundował panu Wałęsie spotkanie ze swoimi asami - pilotami czechosłowackimi, którzy walczyli wówczas w bitwie o Anglię. A u nas? Było nas trochę więcej wtedy!

...Gdy rodziny Michników, Kuroniów, Mazowieckich, Geremków 1 innych obecnych prominentów wiernie służyły Stalinowi, gdy tworzyły aparat terroru przeciwko narodowi polskiemu, ja i dziesiątki tysięcy Polaków siedzieliśmy we więzieniu. Ja z wyrokiem śmierci...

Dlatego te kręgi dbają o to, żeby Polacy nie poznali najnowszej historii Polski. Sytuacja na dziś wygląda tak, że ci, co wczoraj mieli władzę polityczną, dzisiaj przejmują władzę ekonomiczną. A tym samym i polityczną. Temu trzeba powiedzieć: NIE!"

Gdy dziennikarz zapytał generała Skalskiego, dlaczego wstąpił do...quot;Samoobrony", ten odpowiedział:...quot;Wierzyłem i wierzę w zbiorowy samoobrony instynkt Polaków. Wierzę, że ockną się z obecnego uśpienia. Polska jest naszą matką. Trzeba jej bronić". Cóż tu dodać, cóż ująć?

- Czy generał Stanisław Skalski nie naraża się na szykany z powodu swej postawy?

- Jak najbardziej. Przytoczę tylko jeden fakt. Przed pewnym czasem Skalski pojechał do Wrocławia, gdzie miał się spotkać z różnymi działaczami i kolegami, aby radzić, jak stawić czoła obecnym zagrożeniom, jak ratować Polskę. Proszę sobie wyobrazić, że tak zwani ...quot;nieznani sprawcy" zaatakowali tego bohatera II wojny światowej oraz skazańca sądów stalinowskich i bardzo dotkliwie go pobili. Aż w głowie się nie mieści, że coś takiego - i to w stosunku do człowieka miary Stanisława Skalskiego - mogło się zdarzyć w Polsce ponoć wolnej i demokratycznej!

- W przeszłości był Pan przecież także związany z PZPR i poprzednim aparatem władzy? Jeżeli tak, to w jaki sposób? Jak Pan ocenia dzisiaj ten okres swojego życia?

- Pracując w państwowym sektorze rolnictwa, konkretnie w SHR Górzyno i POHZ Kusice, w charakterze kierownika tych gospodarstw, byłem członkiem PZPR. Natomiast działaczem tej partii jakiegokolwiek szczebla nie byłem nigdy. Osobiście uważam, że w żadnym wypadku nie należy ludzi oceniać według przynależności organizacyjnej, ale rozliczać za ich konkretne działania. Mówiłem już 0 tym Panu. Mnie łatwo można sprawdzić do końca, co zresztą niejednokrotnie władze państwowe, a nawet kościelne, już robiły. Jeżeli cokolwiek zawiniłem, gotów jestem za to odpowiadać. Jednakowoż prawda jest taka, iż nie mam się absolutnie powodu wstydzić tego, że należałem do PZPR. Jak każdy młody człowiek, Polak i patriota, chciałem coś dla Polski robić. W realnych warunkach politycznych.

Okresu swojego urodzenia nie wybierałem. Z poprzednim aparatem władzy nie byłem związany niczym, poza tym, że byłem szeregowym członkiem...quot;przewodniej" siły, jak określano partię. Ten okres mojego życia nie uważam za stracony. Coś z niego pozostało.

- Co Pan ma tu na myśli?

- Otóż dowodem tego, co powiedziałem przed chwilą, niech będą dwa fakty. Pierwszy: budowa amfiteatru w czynie społecznym dla siebie i dla ogółu, w miejscowości Stowięcino, województwo słupskie, kiedy to, jako młody człowiek lubiący, oczywiście rozrywki 1 sport, znalazłem czas na czynny udział w budowie wspomnianego obiektu. Fakt drugi: budowa obiektu rekreacyjno-sportowego w Kusicach, województwo koszalińskie, który też powstał w czynie społecznym. To znaczy nie w takim, jakie często na pokaz, z hałasem propagandowym organizowała wówczas partia, ale w czynie autentycznym, którego inicjatorem byłem właśnie ja i który wykonywałem razem z mieszkańcami tych osiedli, co można łatwo sprawdzić. Dzisiaj żal mi tylko tego, że z tych obiektów, tak bardzo potrzebnych spędzać kulturalnie wolny czas, korzysta z ...quot;dobrodziejstw" importowanych z zachodniej Europy i spoza Oceanu - ogłupiających i deprawujących kaset wideo, sex-shopów, porno-filmów oraz imprez, jakże często zaprawianych już nie tylko alkoholem, lecz także narkotykami. W ten sposób na naszych oczach dokonuje się demoralizacja młodych Polek i Polaków w kraju, który szczyci się tym, że jest w 95 procentach chrześcijańskim.

- Czy miałby Pan może jeszcze coś więcej do powiedzenia na temat ludzi, którzy w przeszłości należeli do PZPR, a teraz uczestniczą w życiu społeczno-politycznym i ekonomicznym?

- Jak powiedziałem wcześniej, oceniam ludzi nie według przy należności partyjnej, ale według ich konkretnych działań. W PZPR było - zwłaszcza na dole - bardzo wiele wartościowych jednostek.

To są nasi rodacy. Wybaczać trzeba nawet wrogom, a cóż dopiero braciom - Polakom, jeśli nawet błądzili. Przyczepianie im teraz z tego powodu łatek, jest równie szkodliwe, co śmieszne, gdy zważyć, ilu obecnych prominentów z nurtu solidarnościowego pełniło w przeszłości niekiedy wysokie funkcje partyjne. Myślę, oczywiście, o PZPR. Co więcej -jak powszechnie wiadomo - w samej PZPR krzyżowały się różne nurty i tendencje. Byli w PZPR uczciwi i ideowi ludzie, dla> których socjalizm nie kojarzył się ani ze stalinizmem, ani z oportunizmem. Niemała część robotniczej bazy PZPR zawierzyła, zresztą na początku lat 80-tych, gdańskiej...quot;Solidarności". To ich hasłem było zawołanie:...quot;Socjalizm tak, wypaczenie - nie!" O tej przeszłości nie wolno zapominać także dzisiaj, kiedy już wyszliśmy z PRL-u i weszliśmy w okres tworzenia demokratycznej JJI Rzeczypospolitej.

W dalszym ciągu zresztą otwarta jest sprawa pojednania narodowego. Pamiętamy wszyscy wielki chrześcijański gest wobec Niemców wyrażony w sławnym orędziu biskupów polskich pod tytułem:...quot;Przebaczamy i prosimy o przebaczenie". Samoobrona w swoim noworocznym apelu z 1993 roku zwraca się do Episkopatu, by takie orędzie wystosować do narodu polskiego, skłóconego przecież i zantagonizowanego straszliwie. Dlaczego to nie mamy sami sobie nawzajem wybaczyć po chrześcijańsku tak, jak to zrobiliśmy wobec naszych wrogów. Dlaczego tylko Niemcy byli godni takiego potraktowania? Jak najszybciej powinniśmy zrobić to samo w stosunku do naszych wschodnich sąsiadów: Litwy, Białorusi, Ukrainy i Rosji. Byłoby nam wszystkim na pewno lżej na duszy, gdybyśmy się na tego rodzaju gest zdobyli.

- Co miałby Pan dopowiedzenia o obecności byłych współpracowników SB w naszym życiu publicznym i, w związku z tym, co Pan myśli o tzw....quot;lustracji"?

- Parę razy już powiedziałem, że ludzi należy oceniać nie według przynależności organizacyjnej i partyjnej, ale konkretnych działań.

Kto szkodził, jako funkcjonariusz lub współpracownik komunistycznego aparatu ucisku, powinien być rozliczony, sprawiedliwie osądzony. Dotyczy to zwłaszcza okresu stalinowskiego.

Jak to jest, że wciąż jeszcze żyją wśród nas mordercy najlepszych synów naszego narodu i cieszą się bezkarnością? Czy może dlatego, że w wielu przypadkach ich dzieci lub wnuki zajmują eksponowane stanowiska w obecnym postsolidarnościowym i post-KOR-owskim establishmencie? Nie mam zamiaru pociągać do odpowiedzialności dzieci za winy, grzechy lub nawet ciężkie zbrodnie ojców. Ale nie jest normalne, że liczni obecni prominenci pouczają nas o honorze Polaków, redagują najbardziej ...quot;demokratyczne" gazety, sprawują różne funkcje w aparacie gospodarczym i politycznym, a wszyscy wiedzą, że ich najbliżsi - ojcowie lub bracia - prześladowali, skazywali na śmierć najlepszych Polaków i usprawiedliwiali to dyrygując prasą komunistyczną z wyżyn gmachu KC, czy urzędu cenzury przy ul. Mysiej.

W dzisiejszych warunkach tzw....quot;lustracja" nie ma z tym wszystkim nic wspólnego i jest jednym z wielu zaklęć mających odwrócić uwagę od spraw naprawdę ważnych. A szczególnie od działań ludzi i ośrodków rzeczywiście dla Polski szkodliwych.

Nie chodzi wcale o odpowiedzialność za popełnione czyny, bo to można by załatwić na drodze konkretnych postępowań sądowych. Chodzi natomiast o skłócenie i zastraszenie ludzi. Wszystko to nosi w dodatku znamiona zbiorowej odpowiedzialności, którą posługiwał się najczęściej hitlerowski wymiar...quot;sprawiedliwości".

Problem tzw....quot;lustracji" ma różne aspekty. Niekiedy są one wysoce pouczające. Zapytajmy na przykład, z jakich środowisk Służba Bezpieczeństwa rekrutowała najczęściej swoich tajnych współpracowników?

Przede wszystkim spośród działaczy podziemnej opozycji. W celach inwigilacyjnych. Ideałem zaś było dla SB stworzenie struktur nielegalnych przez swoją agenturę. Byli też chętnie werbowani młodzi i dobrze się zapowiadający naukowcy, szczególnie ekonomiści, socjologowie, politolodzy. Jechali na stypendia i staże - za pieniądze amerykańskie i zachodnie - do USA, Anglii, Francji, Kanady, Niemiec. Z legitymacją PZPR w kieszeni uzyskiwali wpływowe kontakty i trwałe wsparcie ze strony różnych mniej lub bardziej się liczących ośrodków zachodnich. To pozostało w ich dorobku.

Toteż, gdy w 1989 roku nadeszły czasy nowej władzy, ta w obsadzie stanowisk sięgnęła właśnie do obydwu wymienionych środowisk: kadry byłych opozycjonistów, najchętniej byłych KOR-owców i kadry przeszkolonych na Zachodzie intelektualistów. Że pewna ich część, przy okazji, współpracowała do niedawna gorliwie i z zapałem z SB - nikt na to nie zwracał po 1989 roku szczególnej uwagi. Tym bardziej, że nowi decydenci rekrutowali się po części również z kadry starej i dobrze przechowanej do lepszych czasów, tajnych współpracowników UB i SB. Krótko mówiąc - kwiat byłej esbeckiej agentury wszedł w skład elit rządzących dziś Polską!

Jakie mogą być skutki lustracji - niech świadczy przykład-symbol: publicznie wysuwany zarzut przez działaczy...quot;Solidarności", jakoby nawet nie kto inny, jak legendarny szef...quot;Solidarności" i pierwszy Prezydent III Rzeczypospolitej, Lecz Wałęsa, był agentem SB!

Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że oczerniam i pomawiani o współpracę z SB politycy i działacze...quot;Solidarności" nie reagują wcale na te zarzuty, nie pociągają do odpowiedzialności pomawiających, udają, że to nie dotyczy ich honoru i godności. Ale, co sądzi o nich społeczeństwo, właśnie o ich poczuciu godności własnej?

Ostatecznie sądzę, że lustracja to jedno z wielu haseł-zaklęć, jakie rzucano i rzuca się stale, w nadziei, że odwrócą one uwagę społeczną od spraw naprawdę groźnych i ważnych dla gospodarki i państwa.

-...quot;Wiemy nie od dziś, że jesteśmy inwigilowani. UOP próbuje nas zastraszyć. Mamy telefony na podsłuchu" -powiedział 31 marca 1993 roku...quot;Gazecie Wyborczej" Stanisław Mojsa z Prezydium Rady Krajowej...quot;Samoobrony". Czy może Pan skomentować tę wypowiedź?

- W całej rozciągłości potwierdzam prawdziwość wspomnianych przez kolegę Mojsa faktów. Jest ich zresztą znacznie więcej.

Wszelkie nasze rozmowy, nie tylko telefoniczne, są podsłuchiwane.

Cały czas podążają za nami samochody z podejrzanymi osobnikami, którzy węszą za nami. Pewnego dnia do wsi Zielnowa, gdzie mieszkam, podjechał samochód z czterema mężczyznami. Dwóch wysiadło wcześniej i czekało na rozdrożu przy krzyżu. Dwóch przyszło na podwórko mojego gospodarstwa i rozpoczęło rozmowę z żoną nie przedstawiając się, kim są. Zobaczyli inne osoby kręcące się po dziedzińcu i jakby się trochę zreflektowali. Szybko tylko powiedzieli mojej żonie, żeby przekazała mężowi, iż...quot;staje się niebezpieczny, bo zbyt popularny i to może się dla niego źle skończyć". Z tymi słowami mającymi żonę zastraszyć, pozostawili ją i trójkę małych dzieci, które były przy niej. Szybko opuścili moje gospodarstwo i wrócili do samochodu.

Ludzie zaniepokojeni pojawieniem się tych podejrzanych intruzów zdołali spisać numery rejestracyjne wozu. Nie trudno było mi potem stwierdzić ponad wszelką wątpliwość, że były to numery służbowego samochodu Urzędu Ochrony Państwa.

- Czy ma Pan jeszcze inne dowody inwigilacji?

- Owszem, tak. Oto pierwszy z brzegu, jakże wymowny. Zdzisław Kameduła, były zastępca komendanta wojewódzkiego Policji w Koszalinie i organizator NSZZ Milicjantów z 1981 roku, zrezygnował z pracy w organach policyjnych w grudniu 1992 roku. Dlaczego? Oto, jak uzasadnił swój krok - cytuję z...quot;Głosu Pomorza" z dnia 8 kwietnia 1993 roku:...quot;Nie chciałem brać udziału w żenujących rozgrywkach politycznych, w tym wokół zmiany na stanowisku komendanta wojewódzkiego. Kiedyś, tworząc związek, mieliśmy nadzieję, że będziemy łapać kryminalistów, że już nigdy nie będziemy wykorzystywani do prześladowań politycznych. Niestety, czas wykorzystywania policji w brudnych celach politycznych bynajmniej nie skończył się".

Dalej emerytowany podinspektor policji do inwigilacji politycznej podał szereg konkretnych szykan i represji, jakie jego szefowie zlecili mu wobec Związku Zawodowego Rolnictwa...quot;Samoobrona", a także partii...quot;Przymierze" i jej członków. Pan Kameduła powiedział w związku z tym - cytuję tę samą gazetę:...quot;Żaden związek zawodowy, żadna partia polityczna nie jest tak szykanowana, jak...quot;Samoobrona". Wiele razy przychodziły polecenia z góry wyciągania konsekwencji karno-administracyjnych w przypadku jakichkolwiek wystąpień...quot;Samoobrony". Komenda Główna wręcz groziła wyciąganiem wniosków dyscyplinarnych, wobec tych komendantów wojewódzkich, którzy na swym terenie nie wdrażają represji karno-administracyjnych wobec ZZR...quot;Samoobrona" i partii ...quot;Przymierze". Zarazem w przypadku innych organizacji, np. NSZZ...quot;Solidarność", RI czy KPN lub ZZ...quot;Kontra" stosujących podobne do...quot;Samoobrony" formy protestu, nie wdrażano żadnych policyjno-administracyjnych utrudnień". Zdaniem Zdzisława Kameduły to nierównoprawne traktowanie rozmaitych podmiotów sceny publicznej bierze się ze strachu....quot;Elity polityczne boją się tego związku, jak żadnego innego" - powiedział były zastępca komendanta wojewódzkiego policji w Koszalinie.

- Nie kocha Pana policja, a pewno i Pan jej nie kocha?

- Chciałbym być dobrze zrozumiany. Pytał Pan, czy jesteśmy inwigilowani. Odpowiadam: tak, jesteśmy i to znacznie bardziej, niż inni. Wynika to nie z nastawienia aparatu policyjnego, ale z nakazów politycznej...quot;góry". Rządzące elity obawiają się wszelkiej samodzielnej inicjatywy społecznej, a zwłaszcza wszelkiej formy samoobrony.

Kiedyś, kiedy...quot;Solidarność" była w podziemiu, prasa drugiego obiegu pisała, a Wolna Europa mówiła, o...quot;społeczeństwie obywatelskim", o prawach człowieka i obywatela do wyrażania swobodnie swoich opinii, nawet jeżeli nie podobają się aktualnej władzy i władzę tę krytykują. To, co było dozwolone i zasługujące na pochwałę w okresie, kiedy rządzące dziś siły były w opozycji, staje się karygodne, antypaństwowe i wywrotowe, gdy występuje w Polsce dzisiaj. Inwigiluje nas UOP tak samo i za to samo, za co Służba Bezpieczeństwa inwigilowała...quot;Solidarność". Czy jest to zgodne z założeniami państwa demokratycznego i pluralistycznego? A co by było, gdybyśmy przedstawili sprawę łamania praw człowieka i obywatela w ni Rzeczypospolitej Trybunałowi Strasburskiemu lub ONZ?

A czy kocham policję? Na ogół nie stanowi ona nigdy i nigdzie obiektu miłości. Ale muszę powiedzieć, że w swojej masie nasz aparat policyjny, mimo ogromnych trudności materialnych i instrumentalnego traktowania przez rząd, z podziwu godnym zaangażowaniem pełni swe obowiązki walki z kryminalistami, złodziejami i aferzystami, nawet tymi, którzy zajmują wysokie stołki państwowe, bankowe czy parlamentarne. Gdy byliśmy aresztowani lub przesłuchiwani, jako działacze...quot;Samoobrony", mogliśmy się byli przekonać, że szeregowi funkcjonariusze policji odnoszą się do nas z życzliwością, a niekiedy wręcz z niekłamaną sympatią. Nic w tym dziwnego. To właśnie środowisko policji państwowej dojrzewa do utworzenia własnej samoobrony wobec lekceważenia jego oczywistych potrzeb i degradowania społecznej roli w zapewnianiu bezpieczeństwa ogółowi obywateli.

- Powróćmy do spraw gospodarczych. Jakie są Pana opinie w sprawie tzw. Paktu o Przedsiębiorstwach Państwowych?

- Polskie Przedsiębiorstwa Państwowe skupiają ponad 80 procent potencjału ekonomicznego i wytwórczego kraju, stanowiącego podstawę egzystencji materialnej prawie wszystkich Polaków. Sprawa losu tych przedsiębiorstw interesuje więc całe społeczeństwo polskie, stąd tzw....quot;pakt" należy traktować jako pakt, w którym jedną stroną jest społeczeństwo, a drugą - rząd.

Cały zestaw dokumentów jest dla przeciętnego człowieka niekomunikatywny. Sformalizowany układ treści, dostosowany do wymogów legislacyjnych, rozprasza i odciąga uwagę od konkretnych, interesujących ludzi pracy problemów.

Odnosi się wrażenie, że chodzi tu po prostu o nowe zamącenie ludziom w głowach dla uzyskania ich zgody, częściowo w trybie pozakonstytucyjnym, na takie zmiany ustrojowo-gospodarcze, na które w innym trybie społeczeństwo nie zgodziłoby się nigdy. Chodzi bowiem o odprzemysłowienie Polski.

Pakt nie zawiera żadnych nowych kierunków myślenia ekonomicznego. Jest to w...quot;nowym opakowaniu" ta sama dogmatyczna koncepcja i kontynuacja totalnej prywatyzacji bez konkretnego uzasadnienia, jakie to rzeczywiste korzyści przyniesie dla pojedynczego człowieka pracy i dla kraju, dla rozwoju gospodarki narodowej, dla polepszenia tragicznej sytuacji materialnej większości Polaków. Pakt nie proponuje żadnych rozwiązań dotyczących istotnych, trapiących Polskę trudności i klęsk. Nie prowadzi do wzrostu produkcji, wzrostu płac, postępu technologicznego, inwestycji, likwidacji bezrobocia, zapewnienia bezpieczeństwa socjalnego w zakresie zdrowotnym, ochrony środowiska, wypoczynku, ochrony rodziny itp. Rozmiary dokumentu, jego niespójność, prawnicze sformułowania, mają na celu prawdopodobnie wciągnięcie w długotrwałe i zawiłe dyskusje w celu zyskania alibi dla z góry powziętych decyzji.

Cała oprawa propagandowa i reżyserowany scenariusz prowadzenia dyskusji ze związkami zawodowymi ma charakter socjotechnicznej manipulacji. Z dokumentów wynika, że wpływ załóg na losy przedsiębiorstw państwowych, wbrew propagandowym twierdzeniom, jest niewielki, sprowadzony do konsultacji i wyborów mutacji postępowania w realizacji z góry ustalonych kierunków działań rządu.

10 procent akcji dla załóg, udział w radach nadzorczych w ilości 1/3 ogólnego jej składu - to naigrywanie się z podmiotowości załóg pracowniczych. Ostatecznym arbitrem i decydentem jest minister przekształceń własnościowych. Związki zawodowe sprowadzone są do roli konsultanta i opiniodawcy. Obok Ministerstwa Przekształceń Własnościowych decydują o większości warunków tworzenia spółek pracowniczych bank i administracja państwowa. Darmowe rozdawnictwo akcji jest sprzeczne zarówno ze sprawiedliwością społeczną, jak i ze zdrowym rozsądkiem.

Popiwek i dywidendy nie zostaną właściwie zniesione, ale zamienione na inne formy obciążeń finansowych, zagwarantowanych skomplikowanymi uwarunkowaniami i przepisami. Wiele uwarunkowań mających sprzyjać inicjatywie załóg w przekształceniach własnościowych ma charakter nieokreślonych do końca ustaleń, przewidywań, zapewnień i odniesień.

W zasadzie wszystko, co ma sprzyjać interesom załóg jest wyjątkowo zagmatwane i silnie uwarunkowane, a wszystko, co prowadzi do prostej wyprzedaży majątku w ręce pozapracownicze, jest stosunkowo łatwe i uproszczone. Arbitralne decyzje ministra przekształceń mogą spowodować wszelkie rozwiązania wbrew załodze i jej interesom.

Projekt ustawy o zakładowym funduszu socjalnym, poza ograniczeniami, stwarza tylko dość iluzoryczne możliwości usprawnień. W propozycjach dotyczących układów zbiorowych ogranicza się w wielu wypadkach uprawnienia pracownicze i udział załóg w zarządzaniu przedsiębiorstwem, a rola związków zawodowych sprowadzona jest poniżej roli dawnej CRZZ w czasach komunistycznych.

Pakt nie proponuje żadnych specyficznych rozwiązań dla przedsiębiorstw rolniczych. Problem zadłużenia przedsiębiorstw pozostawiony jest jakimś bliżej nieokreślonym postępowaniom ugodowym.

Na pomysł takiego paktu mógł wpaść tylko rząd, który nie czuł się wykonawcą woli politycznej narodu, lecz stroną w grze interesów pomiędzy społeczeństwem polskim, a obcymi wpływami, przy czym rząd nie utożsamia się ze swoim społeczeństwem, bowiem nie musiałby z nim paktować. Niezwykle bolesny jest fakt, że polskie społeczeństwo musi paktować ze swoim własnym rządem na temat swego losu, rozwoju własnej gospodarki i warunków przeżycia.

Pakt niczego nie rozwiązuje, nie stanowi spójnego programu ratowania polskiego potencjału wytwórczego, a prowadzi jedynie do przyspieszonego demontażu tego potencjału. Ułatwiając przejście majątku narodowego m.in. w obce ręce, osłabia w istocie wpływ załóg na rozwój zakładów pracy i ogranicza rolę związków zawodowych do funkcji konsultacyjno-opiniodawczych. Należało go więc albo odrzucić, jako manipulację, albo opracować od nowa w gronie przedstawicieli ruchu zawodowego i niezależnych środowisk ekonomicznych. Powinien to być projekt rozwoju i unowocześnienia przedsiębiorstw, wzrostu produkcji, wzrostu zatrudnienia, wzrostu inwestycji oraz ekspansji na określone rynki zbytu. Prywatyzacja powinna być traktowana nie jako dogmatyczny cel, ale jako pewien środek. Państwowe przedsiębiorstwa muszą być traktowane na równi z prywatnymi, a nie poddawane represjom ze względów doktrynalno-politycznych, lub pod presją obcych ośrodków dyspozycji ekonomicznych.

- Wspomniał Pan, w innej części naszej rozmowy, o awanturze w Główczycach, kiedy to udaremnił Pan z kolegami z...quot;Samoobrony" sprzedaż majątku osobom podstawionym przez niemieckiego junkra, barona von Puttkamera. Czy mógłby Pan opowiedzieć o tym zajściu bardziej szczegółowo?

- Proszę bardzo. Gerhard von Puttkamer, niemiecki baron, potomek liczącej się junkierskiej rodziny, zapragnął nabyć majątek, który należał do niego przed 1945 rokiem. Nieruchomość składała się z kilku pałaców z parkami, gorzelni, suszarni, mieszalni pasz, łąk, budynków i kilku tysięcy hektarów ziemi. Wszystko to należało do niedawna do jednego z najlepszych PGR-ów województwa słupskiego. Pracowało tam 2 tysiące osób, a żyła z tego praktycznie cała gmina. W wyniku ostatnich zmian skończyła się...quot;prosperita" PGR-u. Zapewne komuś zależało na tym, żeby go zdewastować, a następnie sprzedać za psie pieniądze. Dzisiaj w PGR Główczyce pracuje już tylko 100 osób, a większość inwentarza, maszyn i narzędzi rozdrapano - nie wiadomo dokładnie, kto i jak. Mimo wszystko, nawet w tej opłakanej sytuacji, PGR wyceniono na kilkaset miliardów złotyh.

Obserwował tę sytuację uważnie pan baron von Puttkamer. Kiedy byłe PGR przejęła Agencja Własności Skarbu Państwa, uznał, że wybiła jego godzina. Poprzez dwóch podstawionych obywateli polskich, których nazwiska, oczywiście, znam, postanowił...quot;przebić" innych chętnych, m.in. kierowników poszczególnych zakładów PGR-owskich, miejscowych rolników i dwóch kupców z Gdańska. Nie mieli oni wszystkich potrzebnych pieniędzy, chcieli więc nabyć tylko część Główczyc. Natomiast ludzie pana barona szafowali hojnie nie swoim groszem. Zgłaszali chęć nabycia - i to od razu - całości majątku. Zgodzili się natychmiast zapłacić l miliard zł rocznej dzierżawy majątku. Nie ukrywali, że Gerhard von Puttkamer dobrze poinformowany o tle sprawy, ma dalsze plany wobec Główczyc. Po wydzierżawieniu go, zamierza skorzystać z prawa pierwokupu, jakie przysługuje dzierżawcy. Oczywiście, odliczyłby sobie koszty ewentualnych inwestycji i przywrócenia ziemi do stanu używalności, jako że część przez dwa lata odłogowała... Jest więcej, niż pewne, że do kasy państwowej wpłynęłyby ostatecznie raczej tylko symboliczne kwoty. Zatrudnianie, zwalnianie, zarobki zależałyby od widzimisię nowego-starego właściciela. A Główczyce stałyby się znowu junkierskim...quot;landsgutem".

Gdy się o tym wszystkim dowiedziałem, postanowiłem bezzwłocznie działać. W dniu ogłoszenia przetargu, 15 marca 1993 r. zjawiłem się w słupskim lokalu Agencji Własności Rolnych Skarbu Państwa z gronem kolegów z...quot;Samoobrony". Byli wśród nich przedstawiciele głodujących słupskich bezrobotnych, którzy także protestowali przeciwko oddawaniu majątku w Główczycach Niemcowi. Bez szarpaniny, grzecznie, ale stanowczo, wyprowadziliśmy oferentów z sali. Nie dopuściliśmy nawet do otwarcia kopert. Tym samym przetarg został oficjalnie przerwany. O zajściu poinformowano natychmiast telefonicznie prezesa Agencji, Adama Tańskiego, w Warszawie. Obecni w budynku Uczni funkcjonariusze UOP nie interweniowali. Nazwali mnie wtedy pseudonimem...quot;Niedźwiedź". Część z nich wyraźnie i ostentacyjnie sympatyzowała z naszą akcją. Zersztą, obecny zarządca majątku Główczyce publicznie bardzo serdecznie mi pogratulował i wraz z załogą gorąco dziękował.

- Co będzie dalej w Główczycach?

- Niemca nie wpuścimy! Natomiast wraz z załogą byłego PGR-u opracowaliśmy, jako...quot;Samoobrona", rozwiązanie alternatywne. Przede wszystkim wraz z załogą żądamy kontroli NIK, ponieważ PGR-owski majątek został zdewastowany i zmarnotrawiony. Do ponownego przetargu w obecnej wersji nie dopuścimy!

Według mnie, ten majątek powinna przejąć spółka pracownicza łącznie z zarządem gminy. W Główczycach jest 3 tysiące bezrobotnych - co trzeci mieszkaniec. To przede wszystkim dla nich powinny znaleźć się miejsca pracy w majątku rolnym, bo ludzie są tam u kresu wytrzymałości. W wielu rodzinach panuje głód i nędza. A tymczasem ziemia leży odłogiem, obory puste...

- Obecne elity rządzące wiele mówią o tym, że Polska odzyskała niepodległość, że mamy wolność, że jesteśmy wreszcie we własnym domu itp. Co Pan o tym sądzi?

- Sądzę, że są to tanie slogany na użytek propagandy rządzących po to, aby podkreślić własne zasługi, czego to nie dokonano i czego to nie wywalczono. W rzeczywistości Polska została wy prowadzona z jednej formy zależności ideologiczno-politycznej i militarnej w inną formę zależności ekonomiczno-politycznej. Zmienił się także kierunek geograficzny zależności. Starano się zachować pozory zewnętrzne, zastosowano tanie chwyty uczuciowe, przestano śpiewać np.:...quot;Ojczyźnie wolność racz przywrócić, Panie", a śpiewa się obecnie:

...quot;...racz zachować, Panie". Przywrócono koronę polskiemu orłowi itd. Ale jednocześnie porywa się, urządzając zasadzki, polskich obywateli i oddaje się pod sąd obcego mocarstwa, jak za dobrych czasów carskich czy stalinowskich, a Polska nie ma ani możliwości, ani prawa swoich obywateli bronić. Dyktuje się Polsce różne warunki rozwiązywania wewnętrznych spraw, a rząd niby to niepodległej< Polski nie jest w stanie się temu przeciwstawić. Przykładem może być tu sprawa budżetu państwa. Oto ilustracja dla oficjalnych sloganów o wolności i niepodległości, i o własnym domu. Mam wrażenie, że zachodnie mocarstwa, po zwycięstwie w zimnej wojnie z byłym ZSRR, potraktowały Polskę, jako kraj w tej wojnie podbity, któremu dyktuje się warunki kapitulacji i ściąga się z niego kontrybucję. Zresztą kontrybucję taką płaci Polska od dawna w postaci spłaty procentów od zadłużenia. Jest to. oczywiście, przemyślany system lichwy międzynarodowej znakomicie uzależniający kraje zadłużone od krajów wierzycielskich.

Biorąc pod uwagę, że Polska właściwie została rozbrojona i militarnie. i ekonomicznie, i propagandowo poprzez opanowanie systemów informacyjnych, oraz finansowo poprzez uzależnienie od obcych banków i międzynarodowych instytucji finansowych, o niepodległości, czy prawdziwej suwerenności Polski nie ma co mówić. Każdy to może zaobserwować po inwazji obcych towarów, po agresywnej, obcej reklamie, po rugowaniu języka polskiego z życia handlowego i z wielu innych dziedzin. Wielu Polaków czuje się w tym niby własnym domu coraz bardziej obco. Żeby zrozumieć całe zakłamanie obecnej propagandy i różnych oficjalnych haseł, zacząć należy od zdemaskowania oszustw politycznych, za pomocą których zniekształcono świadomość społeczną i zniewolono zdrowy rozsądek.

Pierwszym oszustwem było wpajanie przekonania, że chodzi 0 zmianę ustroju i o reformy po to, by Polska stała się suwerenna, silna gospodarczo, by ludziom żyło się lepiej, by zapanowało prawo 1 sprawiedliwość, równość szans życiowych, tolerancja polityczna i religijna itd.

Tymczasem prowadzi się demontaż gospodarki i państwa. Polska została zniewolona przez obce, zachodnie ośrodki polityczno-ekonomiczne, szerzy się bezrobocie, społeczeństwo doprowadzono do nędzy, wojsko ulega rozkładowi, bezpieczeństwo wewnętrzne upadło. To są skutki...quot;reform", których każdy z nas doznaje na co dzień. Reformy okazały się oszustwem. Chodzi po prostu o likwidację naszego państwa i gospodarki. Reformy i tzw. dekomunizacja to tylko zasłona dymna. Kontynuowane są komunistyczne metody rządzenia, lekceważenie społecznej opinii, zniewolenie informacyjne, nowa nomenklatura, szerzenie nienawiści politycznych, dominacja betonowych dogmatów nad ekonomią i rozsądkiem. Dekomunizacji więc nie ma. Jako akt dekomunizacji przedstawia się likwidacje bezpłatnej służby zdrowia, bezpłatnej nauki, opieki socjalnej, uprawnień emerytalnych i rentowych. To perfidne oszustwo ma sparaliżować odruchy obronne narodu.

Oszustwem okazały się takie na przykład hasła, jak demonopolizacja. Zlikwidowano państwowe monopole - spirytusowy, tytoniowy, zapałczany, loteryjny - dając pole do gigantycznych afer i niszcząc dochody budżetu państwa. Zniszczony zaś budżet, to zniszczona zdolność funkcjonowania państwa.

Szalbiercze są tezy, że wszystkiemu są winni emeryci, niepełnosprawni, inwalidzi, których przedstawia się jako nieaktywnych życiowo, a wiec jako darmozjadów nie zasługujących na odpowiednie warunki życia. Dzieli się więc społeczeństwo, przeciwstawia młode pokolenie pokoleniu rodzicielskiemu. To po prostu ohyda.

Oszustwem były zapewnienia o tzw. pomocy zachodniej, której nie było, nie ma i nie będzie. Jest natomiast bezwzględna penetracja gospodarcza Polski. Funkcjonuje w postaci lichwiarskiej kontrybucja zadłużeniowa, wywozi się tajemnice produkcyjne, likwiduje konkurencję polską itp. Tak wygląda owa pomoc.

Oszustwem jest twierdzenie, że jedynym cudownym lekiem na nasze dolegliwości jest prywatyzacja. To samo dotyczy tzw. Paktu o Przedsiębiorstwach.

Oszustwem były zapewnienia o wolności słowa i informacji, zniesienia ograniczeń dostępu do środków masowego przekazu, zniesienia cenzury. Ulepszono tylko komunistyczne metody manipulowania informacją i środkami przekazu.

Ostatnim oszustwem, obecnie lansowanym jest teza, że taki stan rzeczy wynika z tego, iż reformy prowadzone są za wolno i że trzeba je radykalnie przyspieszyć. Ale przyspieszenie takiego śmiertelnego biegu reform oznacza przecież przyspieszenie ostatecznego końca, zrealizowanie idei holocaustu wobec narodu polskiego. Temu się przeciwstawiamy.

- 2 kwietnia 1993 roku w Warszawie zorganizował Pan kolejna ogólnopolska manifestację Związku ,,Samoobrona". By la ona o wiele bardziej liczna i ostra, niż wcześniejsza o kilka dni, podobna manifestacja OPZZ, Jaka jest tego przyczyna? Przecież O P ZZ skupia znacznie więcej członków, niż ,,Samoobrona"?

- W naszych szeregach związkowych zarejestrowało się już ponad 300 tyś. członków, głównie rolników. Nie wiem, jaki jest efektywny stan osobowy organizacji OPZZ. Orientuję się natomiast, że o masowym poparciu decyduje dziś radykalizm wystąpień w obronie zagrożonych interesów ludzi pracy. Jeżeli na wezwanie centrali OPZZ zgłasza się mało osób, znacznie mniej, niż np. na wezwanie szefa Regionu Mazowsze NSZZ...quot;Solidarność", Macieja Jankowskiego, to znaczy, że bez względu na stan członkowski w ewidencjach związkowych, OPZZ nie wzbudza zbytniej wiarygodności. Jest to z kolei zrozumiałe, jeżeli będziemy śledzić osobliwe wolty kierownictwa OPZZ, które, na przykład, jako pierwsze podpisało Pakt o Przedsiębiorstwie powszechnie krytykowany przez świat związkowy.

Żal mi osobiście, że tak jest, bo chciałoby się iść szerokim frontem samoobrony społecznej z wszystkimi centralami związkowymi, z OPZZ i NSZZ...quot;Solidarnością" włącznie. Cóż, nie zależy to przecież tylko od nas. Ale, jak wykazało porównanie obydwu manifestacji, koszty polityczne tego smutnego stanu rzeczy płaci właśnie OPZZ.

- Podczas wspomnianej manifestacji wkopano na terenie Sejmu krzyż. Co on miał symbolizować? I dlaczego go usunięto, jeśli nie usunięto krzyża z sali posiedzeń Senatu, zawieszonego o wiele wcześniej, wbrew sprzeciwowi części parlamentu? Czyżby prawo do tego chrześcijańskiego symbolu było reglamentowane? Jeśli tak, to przez kogo?

- Nasz brzozowy krzyż postawiony przed Sejmem miał unaocznić tragedię tych milionów polskich istnień ludzkich, które cierpią już nie tylko niedostatek, ale wręcz nędzę. Ludzi, którzy są zrozpaczeni i pozbawieni nadziei na lepszą przyszłość, którzy nie mogą pogodzić się z takim, na przykład, faktem, że w ciągu ostatnich kilku lat przeciętne życie Polki i Polaka uległo o pięć lat skróceniu w porównaniu do przeciętnej europejskiej.

Obalenie postawionego przez nas w dniu 2 kwietnia krzyża przed Sejmem odsłoniło zakłamanie i obłudę religijną tych posłów katolickich, którzy z jednej strony walczą o szacunek dla tego symbolu naszej wiary, a z drugiej - bez mrugnięcia okiem akceptują karygodny postępek przewrócenia Krzyża...quot;Samoobrony". Bo to nie ten krzyż, nie ich krzyż, który mogliby wykorzystać we własnym interesie. Chętnie by go pewnie nawet spalili, aby tylko okazać swoją nienawiść do ludzi ośmielających się ich krytykować. Krzyż jednak jest nie tylko symbolem męczeństwa, ale i symbolem zmartwychwstania.

W tym wypadku był także symbolem pamięci ofiar samobójczej śmierci z rozpaczy, z braku perspektyw na przeżycie, z niemożności wyżywienia rodzin. Powodem tych samobójstw są tragiczne warunki, jakie stworzono milionom ludzi przez zaciekłą, doktrynalną politykę wprowadzania bezrobocia, nędzy, pułapki zadłużeniowej dla rolników, niskich płac i wysokich cen. Postawiony przed Sejmem Krzyż...quot;Samoobrony" był krzyżem pamięci o wszystkich nieszczęsnych ludziach, był wyrzutem wobec posłów i senatorów, którzy do tego stanu się przyczyniają. Jedni - swoim nieodpowiedzialnym zachowaniem i oportunizmem, inni-brakiem sumienia, egoizmem i tchórzostwem.

- Atakuje Pan ustawicznie MFW, Bank Światowy, EWG. Wlaściwie dlaczego? Jaka jest Pańska alternatywa dla obecnych stosunków ekonomicznych i finansowych Polski z zagranicą?

- Chciałbym zaznaczyć na wstępie, że nie jestem z założenia przeciwny działalności MFW i Banku Światowego. Jednakowoż chciałbym, żeby współpraca między nimi, a Polską, oparta była 0 warunki partnerskie. Nie może być tak, by jakakolwiek instytucja zagraniczna dyktowała nam strukturę budżetu państwa, np. rozmiar luki budżetowej. Nie wolno się godzić z tym, że przez długie lata instytucje międzynarodowe w rodzaju MFW, czy Banku Światowego, mają zatwierdzać nam budżety nędzy, głodu i ubóstwa. Budżety bez środków na służbę zdrowia, oświatę, kulturę. Bo jeżeli się z tym wszystkim pogodzimy, to staniemy się kolonią w środku Europy.

Trudno nie zauważyć, że wszelka pomoc, jaka do tej pory wpłynęła ze wspomnianych instytucji międzynarodowych do Polski, nie podniosła choćby o pojedyncze procenty upadającego przemysłu, kopalnictwa, rolnictwa, rzemiosła itp. Co najdziwniejsze, mimo zaklęć MFW i Banku Światowego, że ich działalność w Polsce zmierza do uruchomienia gospodarki wolnorynkowej, prywatyzacji i stworzenia prężnej warstwy narodowych biznesmenów, w ogóle tzw. klasy średniej, stoimy dzisiaj w obliczu takiej ruiny polskiej prywatnej inicjatywy, jakiej nie mogła nam zgotować nawet w najgorszych swoich czasach komuna! Jest faktem, że w ostatnich trzech latach realizacji programu podyktowanego przez MFW i Bank Światowy, nie powstał u nas ani jeden duży zakład przemysłowy, przy równoczesnej całkowitej dewastacji wielu setek istniejących poprzednio fabryk, czy kopalń.

Działania MFW i Banku Światowego znamy dobrze z doświadczeń innych krajów, szczególnie Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji. Co z doświadczeń tych wynika? Że wszędzie tam, gdzie wkroczyły swymi działaniami wspomniane instytucje międzynarodowe, naruszane były boleśnie najbardziej elementarne potrzeby i prawa człowieka. Jest rzeczą charakterystyczną, a zarazem zdumiewającą i budzącą zdecydowany sprzeciw, że programy MFW i Banku Światowego, bez względu na demokratyczną retorykę, z jaką są serwowane, w rzeczywistości godzą w warunki bytu i godność, a więc w prawa obywatelskie każdego człowieka, którego bezpośrednio lub pośrednio dotyczą. Gdzie, w związku z tym, jest Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela ONZ? Gdzie Trybunał Strassburski? Gdzie inne instytucje międzynarodowe w rodzaju Amnesty International? A przecież właśnie te 1 inne dokumenty, czy organy praw człowieka, powinny być przywoływane w obronie setek milionów ludzi śmiertelnie zagrożonych przez skutki działalności MFW i Banku Światowego!

Jest to działalność perfidna. Gdziekolwiek działają MFW i Bank Światowy, nigdzie nie stawiają na rozwój przemysłu czy rolnictwa. Ich głównym celem jest tylko tworzenie pewnego typu infrastruktury tj. przede wszystkim bankowości, hoteli, restauracji, stacji paliw płynnych, ewentualnie sieci autostrad. Ten sam proces rozwija się w całej okazałości w Polsce. Macki MFW i Banku Światowego dosięgły nas zresztą znacznie wcześniej, bo już w latach siedemdziesiątych, kiedy Gierek uzyskał duże kredyty zachodnie i kiedy rozpoczął się proces uzależniania Polski od instytucji międzynarodowych.

Oczywiście, patrzę na ten proces trzeźwo i realistycznie. Nie twierdzę na przykład, że za Gierka wszystkie kredyty uległy konsumpcji lub rozkradzeniu. Zbudowało się wtedy za te zachodnie pieniądze niemało fabryk, mieszkań, dróg. Znamienne jednak, iż ci, którzy szafowali tymi pieniędzmi dla Gierka, nie sprawdzali, na co kredyty zachodnie idą. W szczególności, czy użytek z nich jest istotnie racjonalny. Dochodziło więc do inwestycji zbytecznych i nadmiernie kosztownych, jak huta Katowice, czy budownictwo z betonu. Charakterystyczne, że nikomu na Zachodzie nie zależało, by wraz z kredytami, Polska uzyskała naprawdę nowoczesne technologie, co umożliwiłoby jej stać się partnerem, może nawet konkurentem Zachodu.

Pozornie beztrosko, ale w rzeczywistości z premedytacją i wyrafinowaniem, czekano na moment, kiedy wszystkie te nietrafne inwestycje zaczną przynosić straty. Doskonale zdawano sobie sprawę z tego, iż kiedy moment ten nadejdzie, rozpocznie się proces ekonomicznego zniewolenia Polski.

Prawda jest taka, że w okresie PRL-owskim Polska zaciągnęła na Zachodzie kredyty w wysokości łącznej ok. 48 miliardów dolarów. W miarę upływu lat kraj nasz spłacił tytułem tego zadłużenia i odsetek od niego ponad 50 miliardów dolarów, a na dziś-pomimo tego-ma nadal ok. 50 miliardów do dalszego spłacania. Nie jest więc zgodne z faktami twierdzenie, jakoby wszystkie kredyty, czy choćby ich większość, zostały skonsumowane i zmarnotrawione. Jest natomiast prawdą, że nasz kraj wskutek ciężkiej i efektywnej pracy narodu, cały ten dług spłacił. To, co pozostało, to czysta lichwa, uprawiana programowo przez MFW i Bank Światowy.

Należy dodać, że tą lichwiarską pozostałością długu zagranicznego instytucje międzynarodowe obciążają ogół polskich obywateli. Rolników, rzemieślników, całą inicjatywę prywatną, inteligencję. Bo jakżeż można na to patrzeć inaczej, skoro nasz wewnętrzny system kredytowo-finansowy, narzucony Polsce przez MFW i Bank Światowy powoduje, że kiedy ktoś w 90-tym roku zaciągnął kredyt w wysokości 100 milionów złotych, spłacał go w latach 91-92 wraz z odsetkami do sumy 200 milionów, jest zadłużony w 1993 roku na 300 milionów!? Takich przykładów mógłbym w skali naszego kraju przytoczyć bardzo wiele. Zresztą najlepszym tego dowodem są oficjalne dane rządowe mówiące o tym, iż w Polsce zobowiązania pieniężne wszystkich wobec wszystkich na koniec 1992 roku sięgnęły astronomicznej kwoty 400 bilionów złotych, co stanowi mniej więcej równowartość rocznego budżetu państwa!

Jak wspomniałem na początku, pojmuję i akceptuję konieczność istnienia takich instytucji, jak MFW i Bank Światowy, oraz potrzebę współpracy z nimi. Nie opowiadam się w żadnym wypadku za międzynarodową izolacją gospodarczą Polski i szczelnym zamknięciem jej granic. Jednakowoż przytoczone przeze mnie zjawiska i fakty skłaniają do wyciągnięcia wniosków na temat tego, jaka ta współpraca powinna właściwie być.

Na interesy naszego kraju powinniśmy patrzeć tak, jak nakazuje sumienie i obowiązek każdego patrioty. A więc przedkładając interes narodowy ponad interes międzynarodowy, czy obcy.

Doceniam też potrzebę reform i przemian społeczno-ustrojowych, ale dzisiaj nikt mi już nie powie, tak jak na początku mojej działalności, że rolnicy są podobno tą grupą społeczną, która nie potrafiła się dostosować do nowych realiów, czyli do tzw. transformacji socjoekonomicznej. Nie odpowiada to prawdzie, bo w całej skali zadłużenia obliczanego oficjalnie - jak mówiłem - na 400 bilionów zł, rolnicy uczestniczą w nim swoim zadłużeniem tylko na kwotę 8 bilionów.

W rzeczywistości, w warunkach narzuconych Polsce przez MFW i Bank Światowy, nie tylko rolnicy nie są w stanie spłacać swoich zobowiązań, ale też inne grupy ludności. Należałoby w szczególności postawić pytanie, dlaczego z masy 650 tysięcy rzemieślników, jacy istnieli w Polsce pod koniec komuny, pozostało dzisiaj już tylko 250 tyś.? Co spowodowało, że pierwsze cztery lata wdrażania gospodarki wolnorynkowej w Polsce doprowadziły do upadku aż 400 tysięcy mniejszych i większych, prywatnych zakładów rzemieślniczych? Dlaczego nie są i nie mogą być w obecnych warunkach spłacane kredyty mieszkaniowe, kredyty na handel, usługi, na firmy państwowe, spółdzielcze i prywatne? I dlaczego, w rezultacie niewolniczego trzymania się Polski założeń narzuconych przez MFW i Bank Światowy, w niespełna cztery lata nastąpił totalny rozkład i upadek polskiej gospodarki narodowej?!

Może to zabrzmieć dziwnie w ustach działacza Związku Rolnictwa...quot;Samoobrona", ale teoretycznie mógłbym się zgodzić, że w wyniku reform i zmian ustrojowych, musi upaść duża część niewydajnego i karłowatego rolnictwa polskiego. Ale z kolei jak wytłumaczyć okoliczność, że pada dosłownie wszystko?! Jeżeli zaś jest, jak jest, to trzeba postawić sobie zasadnicze pytanie, jaką to drogą, do jakiego i przez kogo wytyczonego celu dryfuje Polska? Zresztą na dziś żaden polityk, żadne ugrupowanie mające wpływ na realizację działań rządu, na pytanie, dokąd zmierza Polska, nie potrafi znaleźć odpowiedzi. Natomiast ja na to pytanie odpowiadani następująco:

Wykonujemy dyktat MFW i Banku Światowego, który zmierza do...quot;rozłożenia" Polski, jako kraju uprzemysłowionego o rozwiniętym rolnictwie i liczącym się potencjale naukowo-technologicznym. Kto zaś realizuje ten dyktat, bez względu na deklarowane intencje, staje po stronie sił antynarodowych i antyludzkich, krótko mówiąc - dla narodu polskiego wrogich.

- Ale nie odpowiedział Pan napytanie, czy ma Pan i Pański ruch alternatywę dla obecnych stosunków ekonomicznych i finansowych Polski z zagranicą? Jeżeli, jak Pan mówi, dyktat MFW i Banku Światowego jest antynarodowy i antyludzki, to czym chce go Pan zastąpić?

- Nasi przeciwnicy na różne sposoby maglują kłamliwe twierdzenie, jakoby tylko plan Balcerowicza-Osiatyńskiego, a więc program narzucony przez MFW i Bank Światowy z wiadomymi skutkami, umożliwiał Polsce przebrnięcie przez reformy i urzeczywistnienie systemu wolnorynkowego. Otóż to twierdzenie jest zupełnie bezpodstawne. Więcej - bezsensowne, bo któż uwierzy, że jedynie droga wytyczana przez Mazowieckiego, Bieleckiego, Olszewskiego i Suchocką, a narzucana z Waszyngtonu, zaprowadzić może Polskę do wolnego rynku!

Ale nie chcę operować ogólnikami. W 1989 roku, kiedy to na polskiej scenie pojawił się prof. Jeffrey Sachs z Harvardu rekomendując rządowi Mazowieckiego i Balcerowicza swoją...quot;terapię wstrząsową",- inny znany ekonomista amerykański, prof. Anghel B. Rugina z uniwersytetu Northeastern w USA, przestrzegł przed zastosowaniem...quot;cudownych" rad swojego kolegi. Prof. Rugina znany jest z tego, że od dawna, a nie dopiero od czasów upadku komunizmu, zajmował się bliżej problemami polskiej i w ogóle wschodnioeuropejskiej ekonomiki, opracowując przy tym założenia rekonstrukcji naszej gospodarki w warunkach wolnorynkowych.

Wyłożył on swe zasadnicze zastrzeżenia wobec planu Sachsa - Balcerowicza w Ustach do premiera Mazowieckiego z 19 sierpnia i 20 września 1989 roku. W listach, które - co pragnę z naciskiem podkreślić - ówczesne i późniejsze władze m Rzeczypospolitej zataiły przed opinią publiczną. W listach tych, a zwłaszcza w opracowanym przez siebie i swych współpracowników planie stabilizacyjnym dla Polski pod nazwą:...quot;Jak doprowadzić do cudu gospodarczego w byłym kraju socjalistycznym", prof. Rugina na 17 stronach maszynopisu, formułuje swoje propozycje. Wychodzą one z 7 głównych założeń, które streszcza Rugina w liście do Mazowieckiego z 20 września 1989 roku.

- Czy mógłby Pan coś bliżej o nich powiedzieć, bo, o ile się orientuję, zwykły Polak nic o nich nie wie?

- Proszę bardzo! Mam przed sobą tekst owych dokumentów.

Tak więc, w liście do Tadeusza Mazowieckiego z 20 września 1989 roku prof. Anghel Rugina pisze m.in.:

...quot;W nawiązaniu do mojego listu z datą 19 sierpnia 1989 roku, który, jak mam nadzieję, dotarł do Pańskich rąk, czuję się moralnie zobowiązany do ponownego zwrócenia się do Pana, gdyż w czasopismach nie pojawiło się nic, co wskazywałoby na zamiar skorzystania przez Pański rząd z naszych koncepcji szybkiego i skutecznego przezwyciężenia kryzysu gospodarczego, w jakim pogrążył się Pański kraj".

Dalej Rugina wylicza swoich siedem wspomnianych założeń, które przytaczam, rzecz jasna, tylko w najogólniejszym skrócie. Oto one:

1. Nie przenoście stosowanych na Zachodzie zasad wolnego i zachłannego rynku kapitalistycznego, zanim nie zdołacie przekształcić dziedziczonego systemu państwowej gospodarki planowania i kontroli w społeczny, wolny, sprawiedliwy oraz stabilny system rynkowy, na co wskazuję w moim planie stabilizacyjnym. Rynek zachodni jest wolny, ale nie jest sprawiedliwy i stabilny, jakiego potrzebuje Polska.

2. W dążeniu do naśladowania modelu zachodniego nie twórzcie rynku opartego na zasadach giełd pieniężnych oraz towarowych, ponieważ w ten sposób uruchomicie mechanizmy czysto spekulacyjne i spowodujecie napływ spekulacyjnych kapitałów, które działają jak zastrzyk narkotyku: stwarzają poczucie sztucznej koniunktury, a w rzeczywistości niczego nie rozwiązują.

3. Nie zaciągajcie za granicą nowych pożyczek, ponieważ pożyczki te nie są konieczne i postawią w przyszłości nowe problemy przed tymi, którzy przyjdą po Panu, Panie Premierze Mazowiecki. Gospodarka polska jest wciąż...quot;spętana" i...quot;zamrożona" przez poprzedni komunistyczny system centralnego planowania. Tym, co należy pilnie uczynić, jest jednoczesne...quot;odmrożenie", ...quot;zerwanie pet" i wprowadzenie instytucjonalnych oraz prawnych mechanizmów, które zbliżyłyby do celu ostatecznego, jakim jest wolna, sprawiedliwa i stabilna gospodarka oraz takież społeczeństwo. Tylko to, a nie co innego, jest potrzebne do wyzwolenia drzemiącej w społeczeństwie polskim wielkiej, twórczej energii i pracowitości, której nie pozwalano się dotąd uaktywnić. Zalew pożyczek zagranicznych osłabi ludzką przedsiębiorczość i poczucie odpowiedzialności, a także w pewnym stopniu rozleniwi ludzi, którzy oczekiwać będą nowego dopływu pieniędzy zza granicy. Nie prowadzi to jednak do rzeczywistej i trwałej poprawy stanu gosporadki.

4. Nie uciekajcie się do kombinacji politycznych, polegających na podnoszeniu jednych i obniżaniu innych cen w płonnej nadziei, że pomoże to złagodzić skutki inflacji.

5. Przestańcie wmawiać polskiemu społeczeństwu, że powinno ono ponieść jeszcze większe ofiary, że poziom życia musi się obniżyć po to, by mógł wzrosnąć. Głoszenie tego typu negatywnych haseł niczemu nie służy poza zniechęcaniem ludzi, podczas gdy należy ich zachęcać. Proponowany przeze mnie plan stabilizacyjny pozwoliłby dać społeczeństwu polskiemu szansę rzeczywistej poprawy jego poziomu życia.

6. Nie dajcie posłuchu fałszywym prorokom z Zachodu, gdyż nie mają oni niczego do zaoferowania, poza iluzorycznymi radami, iż przyjęcie zachodniej gospodarki rynkowej, pożyczek zagranicznych oraz rynku opartego na zasadach giełdowych, doprowadzi w konsekwencji do opanowania kryzysu polskiej gospodarki. Na taką drogę weszła już wcześniej Jugosławia i nie doszła do celu. Podobnej gry próbowały również Węgry i też nie odniosły sukcesu.

7. Nie dopuśćcie do zmarnowania historycznej szansy, która może was ominąć, oraz realnej możliwości otwarcia przed społeczeństwem polskim drogi do osiągnięcia możliwego...quot;optimum" i do korzystania z...quot;cudu gospodarczego".

- Jakie były dalsze losy tych propozycji prof. Ruginy?

- Nie wiem. Wiem tylko, że nie poinformowano o nich społeczeństwa, a co najważniejsze, że późną jesienią 1991 roku, na międzynarodowym sympozjum ekonomistów Wschodu i Zachodu nazwanym Agenda 92 w Wiedniu uzyskały one spektakularne potwierdzenie. Otóż ekonomiści obecni w Wiedniu na wspomnianym sympozjum złożyli publiczne oświadczenie, w którym mowa, że...quot;radykalne i wstrząsowe programy transformacji, które przyjęto w procesie zastępowania gospodarki komunistycznej nakazowej innym systemem, albo wkrótce ulegną załamaniu, albo już się załamały. W tych warunkach kontynuacja uderzeniowych programów ekonomicznych... traci uzasadnienie jako metoda zagrodzenia powrotnej drogi ku komunizmowi".

Z okazji analizy polskich doświadczeń gospodarczych z lat 1989-1991, na sympozjum wiedeńskim wypowiedział się także sam prof. Anghel Rugina. Przypomniał, że jego ostrzeżenia i propozycje zostały pominięte przez rządy Mazowieckiego i Bieleckiego całkowitym milczeniem, chociaż okazały się trafne. W wywiadzie prasowym powiedział m.in.:

"Złe funkcjonowanie polityki monetarnej i fiskalnej prowadzi w rezultacie do powstania warunków jeszcze większej nierównowagi, a w konsekwencji do zwiększenia zakresu interwencji rządu. Następstwem tego jest wzrost nieproduktywnej biurokracji... oraz nawrót do starego systemu sowieckiego pod nowym szyldem i z innym uzasadnieniem." - Fakty przez Pana zacytowane zastanawiają... Rzeczywiście ukryto je przed polskim społeczeństwem. Jak Pan sądzi, dlaczego?

- Dlatego, że rozbijają one główne mity, którymi elity rządzące karmią Polaków od 1989 roku.

Mit numer jeden, że plan Sachsa - Balcerowicza jest jedynym możliwym wariantem budowy wolnego rynku w Polsce, okazuje się nieprawdziwy od samego początku. Nie tylko dlatego, że Anghel Rugina - i zresztą wielu innych, poważnych ekonomistów zachodnich - oferował, zaraz po upadku komunizmu w naszym kraju, alternatywne wobec Jeffreya Sachsa rozwiązania. Przede wszystkim dlatego jest on kłamliwy, że, jak udowadnia m.in. Rugina, w rzeczywistości prowadzi nie do wolnego, a więc w pewnym sensie demokratycznego rynku gospodarczego i finansowego, ale do neobol-szewickiej interwencji państwowej. Sugestywnymi przykładami słuszności tego twierdzenia jest całokształt działalności Ministerstwa Przekształceń Własnościowych, które najpierw biurokratycznie, w sposób zdalnie kierowany...quot;prywatyzuje", a dopiero potem ...quot;reprywatyzuje". Doprowadziło to do zurządniczenia, etatyzacji resortu do rozmiarów niewyobrażalnych. To samo dotyczy Ministerstwa Przemysłu i Rolnictwa, a także przygotowywanej reformy administracji, z powrotem do makrowojewództw i powiatów. Oblicza się, że w jej wyniku koszty opłacania urzędników wzrosną dziesięciokrotnie!

- A inne mity?

- Mit numer dwa, że dla działań gospodarczych rządu Suchockiej (i poprzedzających go gabinetów) konieczne rzekomo jest zasila nie naszej ekonomiki pożyczkami zagranicznymi oraz stosowanie lichwiarskiej, zmiennej stopy procentowej. W swym planie stabilizacji Rugina udowadnia, że ten kierunek jest fałszywy, a poniekąd nawet w skutkach dla społeczeństwa zbrodniczy. Potwierdzają w pełni zasadność tego twierdzenia doświadczenia polskich rolników, robotników i narodowych przemysłowców. Właśnie na społecznej nie zgodzie wobec tego kierunku powstał Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona".

Trzeci mit, który wspólnie rozbiły propozycje Ruginy i wyniki prac...quot;Agendy'92", to iluzje, jeżeli takie jeszcze gdzieniegdzie istnieją, że proponowana przez Sachsa, MFW i Bank Światowy tzw. terapia wstrząsowa, może uzdrowić naszą ekonomikę. W pełni podzielam następujący, wyrażony w tej sprawie przez prof. Ruginę pogląd:

...quot;Błędem prof. Sachsa jest oparta na leseferyzmie ślepa wiara w to, że wystarczy wprowadzić nieskrępowaną wolność na otwartym rynku, by mechanizmy rynkowe doprowadziły do rozwiązania każdego problemu".

Ciekawe, że w swym oświadczeniu uczestnicy sympozjum wiedeńskiego z 1991 roku mówią innymi słowami to samo. Oto odnośny cytat:

...quot;Podstawowy błąd planu Balcerowicza i podobnych, narzucanych tzw. krajom postkomunistycznym przez MFW i Bank Światowy, tkwi w przyjęciu założenia, że pojawienie się kapitalistycznej gospodarki rynkowej może nastąpić żywiołowo, gdy tylko zostanie stworzona własność prywatna, nastąpi zliberalizowanie cen i ustabilizowanie pieniądza oraz wprowadzony będzie nieregulowany rynek wolnej konkurencji. Błąd żywiołowości rodzi poważne konsekwencje."

Czwarty mit dotyczy stanowiska wobec przemysłu państwowego i w ogóle kluczowych gałęzi gospodarki narodowej. Według Sachsa i MFW oraz Banku Światowego, wystarczy je możliwie tanio sprzedać (głównie obcemu kapitałowi, bo rodzimego brak), a wolny rynek stanie się faktem dokonanym. Otóż, zarówno prof. Rugina, jak i uczestnicy sympozjum wiedeńskiego, a także inni renomowani ekonomiści, w tym współpracownicy Miltona Friedmana, na którego tak często powoływał się Balcerowicz, odrzucają to twierdzenie, jako całkowicie nieuzasadnione. Prof. Rugina, w przesłaniu do polskiego parlamentu z 10 maja 1992 roku, mówił:

...quot;Zbyt pośpieszna i nie poprzedzona stosownym studium prywatyzacja przemysłu również przyniosła gospodarce narodowej straty na skutek wyprzedaży części majątku po sztucznie zaniżonych cenach".

Uczestnicy wiedeńskiego sympozjum z 1991 roku:

...quot;Przyspieszona prywatyzacja w Polsce hamuje niezbędny proces wzrostu i doskonalenia produkcji... W obecnej sytuacji forsowanie prywatyzacji za wszelką cenę pogłębia kryzys systemu produkcyjnego... Prywatyzacja własności publicznej (w każdym kraju, ale szczególnie w tzw. państwach postkomunistycznych) powinna być z reguły powstrzymywana aż do momentu, w którym grupy zarządzające lub inne podmioty gospodarcze, będą w stanie albo nabyć określone aktywa, albo nimi zarządzać w imieniu innych właścicieli".

Zdaniem prof. Anghela Ruginy odnoszącym się do aktualnej sytuacji prywatyzacyjnej w Polsce,...quot;nie należy wystawiać przemysłu ciężkiego i dużych przedsiębiorstw państwowych na sprzedaż lub pospiesznie likwidować, ale raczej poddawać reorganizacji po to, by stały się one ekonomicznie produktywne i przynosiły zyski".

Według tego samego ekonomisty amerykańskiego, powinno się przyjąć okres oczekiwania jednego roku, aż nastąpi poprawa stanu gospodarki, ludzie zdołają zgromadzić oszczędności, czyli fundusze umożliwiające im udział w normalnym procesie produkcyjnym. Inaczej własność wielkiej wartości, która należała do tej pory do państwa, padnie łupem spekulantów. Jak prorocze, niestety, okazały się te przepowiednie! Dodać należy, że najgorsze jest jednak dopiero przed nami. W rezultacie wdrożenia PPP spekulacja- ta z zagranicy i lokalna, neoprominencka - zada dalsze, straszne ciosy naszej gospodarce i całemu społeczeństwu.

17 kwietnia 1992 roku prof. Anghel Rugina wystosował list do prezydenta Rosji, Borysa Jelcyna. Omawia w nim wyniki pierwszych lat realizacji planu Balcerowicza i ostrzega przed ich skutkami Moskwę.

...quot;Trudności, jakie przyniosła ze sobą zastosowana w Polsce terapia wstrząsowa, znane są dziś całemu światu: inflacja, bezrobocie, deficyt budżetu państwa... oraz nierówności społeczne na wielką skalę" - pisze w tym liście Rugina. Według niego, liberalizacja cen w sytuacji głębokiej inflacji stagnacyjnej doprowadziła do powstania nie tyle wolnego, co dzikiego rynku kapitalistycznego w Polsce. Rynek ten nie może doprowadzić i nie doprowadził do wzrostu produkcji wraz z obniżką cen, co obiecywał tak niedawno Leszek Balcerowicz.

Zastanawia zbieżność tych ruginowskich ocen ze stwierdzeniami zawartymi w deklaracji kilkudziesięciu najpoważniejszych ekonomistów zachodnich, zebranych w Wiedniu pod koniec 1991 roku. Oświadczyli oni, że...quot;uwolnienie cen w warunkach poważnego zachwiania proporcji gospodarczych i nierównowagi, nie musi spełnić roli stymulatora wzrostu produkcji i racjonalnego podziału dóbr oraz usług. Wobec braku stabilizacji monetarnej i walutowej, może ono zachęcać do spekulacji finansowych, które stają się bardziej atrakcyjne dla wielu przedsiębiorstw, ale niewiele wnoszą do tworzenia nowych wartości".

- Co, Pańskim zdaniem, należy uczynić, by wszystkie te uwagi i wynikające z nich propozycje należycie w Polsce wykorzystać?

- Trzeba zacząć od ich upowszechniania. Nie przypadkiem bowiem panuje wokół nich zaklęty krąg milczenia. O wspomnianym przeze mnie wiedeńskim sympozjum...quot;Agenda '92" nasza prasa oficjalna pisała z początku wiele. Ale, gdy po paru dniach okazało się, że przebieg obrad idzie w zupełnie innym kierunku, niż się spodziewali pp. Balcerowicz i Osiatyński, nakazano mediom nabrać wody w usta.

Nic, dosłownie nic nie napisano u nas o końcowej deklaracji uczestników sympozjum potępiającej MFW i Plan Baleerowicza. Również przemilcza się ważne oświadczenia zachodnich...quot;friedmanowców", którzy zarzekają się, że plan Bałcerowicza i inne podobne programy ...quot;uzdrowienia" Europy środkowo-wschodniej, opracowywane przez Sachsa i MFW, nie mają nic wspólnego z autentyczną doktryną Miltona Friedmana.

Wspomniani ekonomiści zachodni chętnie określają ustrój budowany przez MFW i Bank Światowy, m.in. w Polsce, pojęciem słynnego Johna K. Galbraitha -...quot;kapitalizm korupcyjny". Już samo to określenie mówi za siebie i komentarzy nie wymaga.

Co należy dalej uczynić w Polsce? Przedstawić naszemu społeczeństwu przyczyny takiej, a nie innej polityki MFW i Banku Światowego, takiego, a nie innego jej realizowania i wdrażania przez postsolidarnościowe rządy do gabinetu Hanny Suchockiej włącznie. Charakteryzuje te przyczyny bardzo trafnie prof. Rugina stwierdzając:

...quot;Wchodzą tu w grę interesy wielkich finansów międzynarodowych Zachodu, jakie reprezentują duże banki i korporacje wielonarodowe, w tym właśnie, a może przede wszystkim, MFW i Bank Światowy. Ponieważ bankierzy międzynarodowi nie są pewni sukcesu, narzucają surowe środki, które zamiast polepszać, pogarszają warunki ekonomiczne kraju-dłużnika. Do tego właśnie doszło w Polsce, a wcześniej w Ameryce Łacińskiej".

Na szczęście, pewne kręgi polskiego społeczeństwa zaczynają myśleć o tych wszystkich sprawach bardziej trzeźwo. Na przykład niedawno Chrześcijański Klub Przedsiębiorców kierowany przez p. Tadeusza Maćkowiaka, wydał cenną i ważną książkę pt....quot;Rugina contra Sachs. Terapia wstrząsowa - jedyny sposób leczenia polskiej gospodarki?". Opublikowano tam całą dokumentację dotyczącą...quot;sprawy Ruginy" oraz memoriał tego ekonomisty zatytułowany:...quot;Teoria i praktyka przechodzenia od socjalizmu do wolnej, sprawiedliwej i stabilnej gospodarki społecznej. Gospodarczy, monetarny, bankowy, finansowy i społeczny program stabilizacji dla Polski".

W książce znaleźć też można pełny tekst oświadczenia uczestników sympozjum...quot;Agenda '92" pt....quot;Problemy transformacji społeczno-gospodarczych w Europie Centralnej i Wschodniej z perspektywy 1992 r.". W tejże pracy wydrukowano też wnikliwe analizy katastrofalnej sytuacji, w jakiej znalazła się Polska w 1993 roku w rezultacie wdrażania programu MFW i Banku Światowego, pióra wspomnianego Prezesa Chrześcijańskiego Klubu Przedsiębiorców, Tadeusz Maćkowiaka, Lecha Z. Niekrasza, prof. Andrzeja Krawczewskiego i prof. Rafała Krawczyka. Zachęcam usilnie do tej lektury!

- Pani Premier Suchocka obejmując rządy postulowała wprowadzenie systemu społeczno-rynkowego. Co to za system, według Pana?

- To zwykłe szastanie pojęciami, których przeciętny człowiek nie rozumie, nie wie co to za...quot;diabeł". A. może to będzie coś korzystnego? Tymczasem za tym pojęciem może się kryć np. socjalizm rynkowy - bo społeczny, to inaczej socjalny, a może to być pusta deklaracja, że będzie się dbało ogólnie o potrzeby społeczne ludzi.

Tymczasem w praktyce zdziera się z tych ludzi, co się da, a potrzeby ludzkie są coraz bardziej ignorowane. Uprawnienia socjalne są odbierane, wzrasta bezrobocie i nędza. Wyraźnie widać nie tyle system społeczno-rynkowy, co system społeczno-rabunkowy.

Moim zdaniem system, który by zaspakajał ludzkie potrzeby, który by stanowił prymat człowieka nad pracą, a pracy nad kapitałem, nie może być systemem dyktatury rynku, a tylko rynku regulowanego silną ingerencją kontroli społecznej nad życiem gospodarczym, za pośrednictwem państwa i innych społecznych instytucji, jak np. Związków Zawodowych. Ale byłby to już przynajmniej półsocjalizm. O co więc chodzi Pani Suchockiej? Nie wiem. Może ona sama nie rozumie tego pojęcia, a tylko powtarza go, jak za panią matką pacierz. A może, jako kobieta, stara się kokietować lewicę, żeby zyskać jej poparcie?

Jedynym sensownym systemem, jak już mówiłem, systemem nowoczesnym, wychodzącym naprzeciw nowej erze ekologiczno-informacyjnej, jest system organiczny, nawiązujący do budowy organizmu żywego, do natury, bo system społeczny to system żywy. Organizm to układ, który nie działa dla zdobycia jakiegoś kumulującego się zysku, nieprzydatnego w bieżącej jego egzystencji, by prawa strona była lepsza od lewej. Organizm zaspakaja równorzędnie wszystkie potrzeby swoich organów i komórek. W organizmie nie ma części zbędnych, chyba, że są to pasożyty. Ale wtedy oznacza to chorobę. W organizmie są i...quot;wielkie koncerny" czynnościowe i pojedyncze komórki, wszystko ze sobą zgrane i skooperowane. Istnieje ścisła regulacja i sterowanie, chociaż można dopatrzyć się tam i...quot;systemu rynkowego". Istnieje bowiem podaż i popyt na pewne substancje i energię. I chociaż nie może być mowy o ścisłej analogii, to jednak podstawowe zasady organicznego powiązania części i całości, i sposobów współpracy, mogą posłużyć dla budowy układów społecznych. Rój pszczół, mrowisko, stado zwierzęce, to przykłady takich naturalnych układów. Mimo, że nie są to przykłady do bezpośredniego naśladowania przez ludzi wyposażonych w życie duchowe i poczucie indywidualności, to jednak logika społecznego działania i systemowej harmonii są w nich godne zastanowienia.

- Czy chciałby Pan może jeszcze coś dodać do tych wysoce interesujących i ważnych wynurzeń?

- Mówiłem na te tematy aż nadto długo. Trudno mi jednak powstrzymać się od jeszcze jednej uwagi. Dotyczy ona rzetelności informacji i...quot;swobody" naszych masowych środków komunikowania. Parę razy wspomniałem, że wokół propozycji Ruginy i wiedeńskiego sympozjum ekonomistów, jak i w ogóle wokół jakichkolwiek alternatywnych rozwiązań wobec planu Sachsa - Balcerowicza, stosuje się wciąż skuteczną blokadę informacyjną. Czy nie jest to wyrazem działania neocenzury, znacznie nieraz skuteczniejszej, niż ta, która ongiś królowała w PRL? Do rangi iście symbolicznej urasta okoliczność, że najbardziej może zainteresowany bezwzględnym wdrażaniem tego rodzaju neocenzury, Minister Przekształceń Własnościowych, Janusz Lewandowski, urzęduje właśnie w gmachu byłego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Warszawie, przy ulicy Mysiej!

Niestety, nawet nieliczne, poważne i pozornie niezależne gazety, do których do niedawna zwykłem zaliczać np. dziennik...quot;Rzeczpospolita", okazują się podatne na dyktat z zewnątrz. W numerze świątecznym, datowanym 30 kwietnia-3 maja 1993 r., ukazał się w...quot;Rzeczypospolitej" obszerny artykuł noszący tytuł...quot;Chłopska siła". W artykule charakteryzuje się ruch...quot;Samoobrony" następująco:

...quot;Lepperowska...quot;Samoobrona" stanowi poważne zagrożenie dla historycznych partii ludowych. Przychodzi niejako z zewnątrz i nie wykazuje żadnego respektu dla utrwalonych hierarchii, pozycji i świętości. Jest to ruch żywiołowo anarchistyczny, populistyczny nie wykazujący zainteresowania czymkolwiek, co nie dotyczyłoby doraźnego chłopskiego interesu...

Powstaje pytanie, czy historyczne partie ludowe dadzą się przez niego tj. Andrzeja Leppera, pociągnąć, co musiałoby doprowadzić do zasadniczego odstępstwa od tego, czym były i czym nadal pozostają partie chłopskie".

Aż dziw bierze, gdy się czyta takie majstersztyki obłudy i zakłamania! Mogę zrozumieć, że redakcji...quot;Rzeczpospolita", kontrolowanej przez zagraniczny kapitał prasowy i bliskiej władzom rządowym, Związek...quot;Samoobrona" po prostu bardzo się nie podoba i że, co więcej,...quot;Samoobrony", jej rosnącego społecznego zasięgu, ona się boi. Ale jakżeż można z takim lekceważeniem elementarnych faktów, odnoszących się do naszego ruchu i własnych czytelników, pisać, że jesteśmy...quot;anarchistami" i wykazujemy rzekomo zainteresowanie ...quot;tylko doraźnym chłopskim interesem!?". Nawet gdyby tak było, nie mogłoby to jeszcze stanowić podstawy do aktu oskarżenia, bo w każdym demokratycznym i pluralistycznym społeczeństwie partie, a szczególnie związki zawodowe, powstają właśnie dla obrony także doraźnych, nie tylko perspektywicznych interesów różnych warstw, czy grup społecznych.

Ale przecież - w odróżnieniu od innych ruchów ludowych - cechą specyficzną...quot;Samoobrony" jest to, że występuje ona z pozycji znacznie szerszych, aniżeli tylko rolnicze. Broni bezrobotnych i bezdomnych. Broni załóg likwidowanych brutalnie fabryk, czy kopalń państwowych. Jednoczy w Komitecie Samoobrony Narodu różne inne siły, w tym kombatantów, weteranów U wojny światowej.

W innej części naszej rozmowy powiedziałem, co dla mnie osobiście i dla...quot;Samoobrony" Rolnictwa, oznaczają takie historyczne postacie i symbolizowane przez nie wartości, jak np. Wincenty Witos, czy Stanisław Mikołajczyk.

Powiedzieć o rolniczej...quot;Samoobronie", że przyszła...quot;z zewnątrz" ruchu ludowego, jest w tej sytuacji równie kłamliwe, co przede wszystkim śmieszne. Gdyby tak było, to ...quot;Rzeczpospolita" nie musiałaby się w ogóle martwić o to, że...quot;Samoobrona" jest dziś tak bardzo atrakcyjna dla...quot;innych partii chłopskich".

Zresztą - oprócz programu obrony całej polskiej wsi i całego państwa oraz narodu -...quot;Samoobrona" posiada jeszcze inny atut, który powinien być dla...quot;Rzeczypospolitej" ważny, a nie jest, bo go pomija; że, mianowicie, powstała ona na tyle niedawno, iż nie musi się tłumaczyć, jak niektórzy inni, z kilkadziesiąt lat trwającej, serwilistycznej kolaboracji z reżimem komunistyczno-stalinowskim. Nie dźwiga żadnego kompromitującego bagażu z przeszłości.

- Wspomniał Pan kiedyś, że rolnictwu polskiemu porzebne są dwa programy poprawy. Jakie?

- Nie są to może dwa programy, lecz raczej dwie części tego samego programu. A więc, po pierwsze - program ratunkowy.

Dzisiaj cała polska gospodarka narodowa, z rolnictwem włącznie, znajduje się w dramatycznym położeniu. Co dotyczy ratunkowego programu dla rolnictwa, to stanowi on fragment ogólnego programu ratowania całej gospodarki narodowej. Ten ratunkowy program rolnictwa wychodzi z następujących założeń ekonomicznych:

- oddłużanie rolnictwa,
- kredytowanie,
- wprowadzenie opłacalnych cen na podstawowe płody rolne,
- zastosowanie interwencjonizmu rządu w rolnictwie,
- ustalenie zabezpieczenia socjalnego dla rolników,
- przeprowadzenie zmian w sektorze spółdzielczym i państwowym.

Oddłużanie rolnictwa to jeden ze składników oddłużania całości gospodarki narodowej. Nie może ono być przeprowadzane w sposób, który doprowadza do następnego etapu zadłużenia. Projekt oddłużenia rolnictwa przedstawił Związek Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona" wiosną 1992 roku i był on przedmiotem dyskusji w Sejmie, na wspólnym posiedzeniu Komisji Rolnictwa oraz Budżetu i Finansów. W czasie dyskusji projekt ten spotkał się z dużym poparciem posłów. Określany wtedy był, jako projekt dający realną szansę rozwoju rolnictwa, a nie tylko prób powstrzymania, czy wyhamowania jego upadku.

Podstawowe zadanie tego projektu, to ogłoszenie moratorium na przeciąg jednego roku, tj. zawieszenie spłaty wszystkich zaciągniętych pożyczek na okres l roku. Zawieszenia tego nie należy mylić z umorzeniem długów. ZZR...quot;Samoobrona" nigdy nie dążyła do umarzania zaciągniętych kredytów. Natomiast walczyliśmy, jako Związek, i będziemy walczyć nadal o stworzenie warunków, które umożliwią rolnikom wywiązywanie się z ich zobowiązań pieniężnych wobec banków i państwa. Uczciwym polskim rolnikom umarzanie przez kogokolwiek bądź kredytów, przynosiłoby tylko wstyd. Udowodniliśmy w przeszłości dalszej i bliższej, że mimo wychodzących z różnych stron zakusów, by zlikwidować gospodarstwa indywidualne i odebrać nam ziemię, przetrzymaliśmy stalinowskie i inne zawieruchy w okresie półwiecza powojennych dziejów. To przecież nas, rolników indywidualnych, razem z rzemieślnikami i drobną wytwórczością, nazywano w poprzednim systemie...quot;kapitalistami". Ironia losu chce, że dziś, kiedy mówi się o odbudowie i rozwoju kapitalizmu wolnorynkowego w Polsce, pierwszymi, którzy padają jego ofiarą, są owi do niedawna rzekomi...quot;kapitaliści", to jest rolnicy indywidualni i rzemieślnicy!

Jest faktem nie do zbicia, że te grupy społeczne są likwidowane przede wszystkim wskutek stosowania przez kolejne rządy ni Rzeczypospolitej z gruntu błędnej polityki zadłużania gospodarstw rolnych i warsztatów rzemieślniczych, co powoduje utratę szansy dalszego rozwoju, a więc samego ich istnienia.

Kwota zadłużenia polskich rolników wynosi obecnie około 8 bilionów złotych. W skali całego kraju nie jest to nadmiernie wiele, gdy porównamy ze sobą pewne dane. Otóż w rolnictwie pracuje 27 procent całego społeczeństwa, a ogólne zadłużenie wewnątrz naszego kraju wszystkich wobec wszystkich, co już mówiłem, wynosi ponad 400 bilionów złotych, czyli około pięćdziesięciokrotnie więcej od zadłużenia samych rolników. Rolnicy nasi wykazywali zawsze dużą ostrożność w zaciąganiu pożyczek. Najlepsi z nich zawierzyli jednak nowej władzy i pragnąc się rozwijać, chcąc budować nowe, jakościowo lepsze i bardziej wydajne rolnictwo, popadli w pułapkę zadłużeniową.

- A co po roku?

- Po upływie ogłoszonego moratorium należy ustalić systemowo nowe warunki spłaty zadłużenia. Aby to mogło nastąpić, trzeba, aby w ciągu jednorocznego okresu trwania moratorium został ustalone i wdrożone prawidłowe założenia ekonomiczne umożliwiające wypracowanie zysku gwarantującego z kolei realną spłatę zaciągniętych kredytów. Po spełnieniu powyższych warunków proponuje my, zgodnie z naszym programem ratunku dla rolnictwa, następujące zasady działania:

Rolnik powinien spłacić cały kapitał, plus 12 procent, od chwili zaciągnięcia kredytów do czasu podpisania umowy o systemowym oddłużeniu. Pozostałą część odsetek należy podzielić na równi między budżet państwa, banki i dłużników. Należy przy tym uwzględnić okoliczność, że powstała sytuacja nie jest winą wszystkich wymienionych stron procesu oddłużania, ale przede wszystkim kolejnych rządów. Rozpoczęły ten proceder nadmiernego zadłużania wsi rządy Rakowskiego, za którego, dnia 31 stycznia 1989, roku wprowadzono nowe prawo bankowe z zapisem o możliwości stosowania zmiennej stopy procentowej, co stanowi jaskrawe naruszenie Art. l Konstytucji RP, gwarantującego stosowanie sprawiedliwości w państwie.

Kolejne rządy liberalne lawinowo podnosiły stopę kredytu refinansowego tłumacząc się wzrostem inflacji i nie bacząc na to, że w rolnictwie nie mamy do czynienia z inflacją, a odwrotnie - postępuje tu globalna deflacja. Na potwierdzenie powyższego faktu przytoczyć można następujące dane liczbowe:

Rok 1990. Wiosna - cena pszenicy 200 do 240 tyś. zł za l q, cena żyta - 100 do 130 tyś. zł za l q, cena żywca wieprzowego - 11 do 14 tyś. zł za l kg. Żniwa - cena żyta przyjęta do podatku - 63,5 tyś. zł, cena pszenicy 70-80 tyś. zł, cena żywca wieprzowego 7.800 zł.

Już w 1990 roku mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem wyraźnej deflacji. Jak zjawisko to ma się w odniesieniu do inflacji, obrazują następujące cyfry: inflacja w 1990 roku wynosiła 247 procent, stopa procentowa od kredytów średnio do 120 procent rocznie. Nasuwa się pytanie, jaka powinna być cena płodów rolnych w 1991 roku. Z całą pewnością znacznie wyższa niż w roku 1990. Jaką zaś była w rzeczywistości!

Cena żyta przyjęta do podatku - 45 tyś. zł za q, w skupie płacono jednak znacznie gorzej. Cena pszenicy - do 80 tyś zł za q. Cena żywca wieprzowego - ok. 10 tyś. zł za kg.

Podobnie w roku 1991 w porównaniu do kolejnego, 1992, kiedy to ceny środków do produkcji rolnej wzrastały 2-, 3-, a nawet 5-kfotnie, zaś ceny płodów rolnych malały, bądź tylko nieznacznie wzrosły.

Wszystkie przytoczone powyżej dane pozwalają obciążyć główną odpowiedzialnością za obecną sytuację w pierwszej kolejności władze rządowe, a następnie banki, dopiero na samym końcu rolników.

Mowa niekiedy o tym, jakoby rolnicy pobrali lekkomyślnie kredyty, a następnie je roztrwonili bądź wykorzystań' inaczej, niezgodnie z przeznaczeniem. Tego rodzaju pomówienia ze strony władz lub banków pod adresem rolników są oszukańczym i oszczerczym manewrem mającym zmylić opinię krajową. Już w 1991 roku kierownictwo ZZR...quot;Samoobrona", słysząc tego rodzaju zarzuty, zażądało oficjalnie imiennej listy tych rzekomo niesolidnych rolników, zapewniając osobiście ówczesnego ministra Rolnictwa, Gabriela Janowskiego, że do tych osób bezpośrednio i osobiście dotrzemy i, jeżeli zarzuty wobec nich okażą się prawdziwe, z wszelką pewnością bronić ich nie będziemy. Jednakowoż do dnia dzisiejszego ani ministerstwo Rolnictwa, ani ktokolwiek inny, takiej czarnej listy nam nie dostarczył. Zaproponowaliśmy także, by ewentualnie takich niesolidnych rolniczych kredytobiorców pokazać w telewizji. Jednak ani jednej osoby tak nagannej, jeżeli chodzi o marnotrawienie pożyczek bankowych, nam nie przedstawiono. Chyba po prostu dlatego, że ich w ogóle nie ma.

Osobiście, jako szef rolniczej...quot;Samoobrony" proponowałem, by Telewizja przedstawiła moje gospodarstwo, by każdy mógł się przekonać naocznie, w jaki sposób zostały moje kredyty wykorzystane. Mimo, że kilkakrotnie ekipy telewizyjne gospodarstwo to odwiedzały i nakręcały obrazy filmowe, nigdy nie pokazano ich telewidzom. Po prostu nie było nic złego do pokazania... Zażądaliśmy również innych list, a mianowicie tych osób, które władze mogłyby postawić, jako wzór za dobre wywiązywanie się ze spłat zaciągniętych od 1990 roku kredytów. I tego nie uzyskaliśmy. Wiadomo dlaczego: ludzi, którzy zawierzyli nowej władzy, wzięli pożyczki i spłacili lichwiarskie odsetki, po prostu nie ma! I owszem, byli tacy niekiedy, do 1992 roku, ale tylko dzięki temu, że banki nagminnie udzielały nowych kredytów na spłatę pożyczek wcześniej zaciągniętych i odsetek. Proceder ten, w mniejszym zakresie, trwa po dziś dzień. Podkreślamy, że dyrektorzy banków twierdzący, jakoby wzięte w ich bankach kredyty były wykorzystywane niezgodnie z przeznaczeniem, powinny ponieść surowe kary. Dlatego, że prawo bankowe zobowiązuje ich do sprawdzanie zgodności wykorzystywania kredytów z przeznaczeniem. Jeżeli tego obowiązku nie dopełnili, powinni ponieść odpowiedzialność.

Prawda jest taka, że banki miały w okresie początkowym tj. w latach 1990-91 nadwyżkę pieniędzy ł beztrosko udzielały kredytów na spłatę poprzednio zaciągniętych pożyczek. Dopiero wtedy, kiedy skończył się dla nich czas prosperity i coraz więcej kredytobiorców traciło zdolność spłaty zarówno kapitału, jak i odsetek, rozpoczęto szukać winnych i dostrzeżono ich w uczciwych rolnikach. Można się tu posłużyć przykładem dyrektora Banku Spółdzielczego w Darłowie, w którym zaciągałem kredyty poczynając od 1980 roku, przy czym nigdy nie było problemów z ich spłatą. Na koniec 1989 roku, przed wprowadzeniem planu Balcerowicza, zadłużenie wynosiło 1,8 miliona złotych. Reszta została spłacona sprzedażą części sprzętu i inwentarza żywego w przeczuciu tego, co przynieść może ów plan.

Aby ratować normalnego kredytobiorcę wiejskiego, konieczne jest przy oddłużaniu wprowadzenie karencji na okres od jednego roku do pięciu lat w zależności od możliwości finansowych danego kredytobiorcy. Okres spłaty kredytu winien też być dostosowany do możliwości osoby zaciągającej pożyczkę i powinien być rozłożony w czasie od 5 do 30 lat. Wszystko to stanie się możliwe przy przyjęciu prawidłowych założeń ekonomicznych.

Jednym z tych głównych założeń jest kredyt dostosowany do cyklu i specyfiki produkcji rolnej. Kredyt, podobnie jak w krajach przestrzegających prawidłowych reguł gry ekonomicznej, musi stać się stymulatorem wzrostu i rozwoju, a nie niszczycielem gospodarki, jak to się dzieje u nas. Dalej, trzeba możliwie szybko uruchomić kredyt produkcyjny, który bynajmniej nie spowoduje luki w budżecie, ponieważ po cyklu produkcyjnym zostanie wraz z odsetkami zwrócony i zwiększy przez to wpływy budżetowe.

- Wspomniał Pan o cenach opłacalnych...

- Ceny opłacalne, a nie minimalne, są takimi, które w pełni mogą pokryć koszty produkcji oraz przynieść zysk. Ten z kolei pozwoli inwestować, a przez to rozwijać gospodarkę rolną. A także pozwoli odłożyć pewną ilość pieniędzy na wypadaek ryzyka, chociaż by takiego, jak klęska suszy, czy powodzi. Zysk winien ponadto umożliwiać spłatę kredytów inwestycyjnych i produkcyjnych.

Jest też oczywiste, że ceny nie mogą być opłacalne dla wszystkich bez wyjątku. Winny one być obliczane w stosunku do dobrych, nowocześnie gospodarujących rolników, niezależnie od powierzchni ich gospodarstwa. Ceny opłacalne powinny dotyczyć nie tylko żyta, pszenicy i mleka, ale w ogóle wszystkich podstawowych płodów rolnych tj. zbóż, roślin oleistych, okopowych i żywca.

Całe powyższe postępowanie winno się odbywać w pierwszej fazie pod ścisłą kontrolą rządu. Interwencjonizm władz państwowych, który w programie ratunku dla rolnictwa postuluje i zakłada ZZR...quot;Samoobrona", powinien być skojarzony z dobrą orientacją czynników rządowych w kwestiach wsi i całej gospodarki narodowej. Nie można bowiem sądzić, by wolny rynek sam z siebie wszystko układał i rozwiązywał, a rząd miałby w ogóle nie interesować się sferą gospodarki. Jaki to byłby rolnik, który by nie wiedział, co ma w swej gospodarce? Pytanie to dotyczy, oczywiście, również władz paristwowych. Niestety, doświadczenie ostatnich lat wskazuje, że kolejne rządy nie miały i nadal nie mają pojęcia o tym, co się naprawdę w naszym kraju dzieje. Gdy mowa o potrzebie, a nawet palącej konieczności interwencjonizmu państwowego w sferę gospodarki, w tym wypadku rolnictwa, należy z całą mocą podkreślić, że jest on rozwinięty na maksymalnie dużą skalę w krajach EWG, zwłaszcza w zachodnio-europejskich gospodarstwach rolnych.

Interwencjonizm to również udział państwa w przekształceniach, modernizacji i restrukturyzacji rolnictwa. Jest sprawą oczywistą, że przekształcenia struktur rolniczych muszą postępować naprzód. Należy jednak zastanowić się, czy winny one być dokonywane drogą brutalnej rewolucji, tj. niszczenia i budowania dopiero na zgliszczach starej gospodarki, czy też powinny następować na drodze stopniowej ewolucji.

To drugie rozwiązanie niesie w dodatku tę korzyść, że umożliwia efektywne unowocześnianie rolnictwa i jego otoczenia.

ZZR...quot;Samoobrona" wybiera z tych powodów właśnie tę drugą, ewolucyjną drogę przekształceń rolnictwa polskiego. Trzeba stopniowo, ale konsekwentnie i zdecydowanie przeobrażać polską wieś i jej środowisko. Żeby to nastąpiło, obok autentycznej, nowoczesnej i prawdziwej reformy rolnej, potrzebna jest reforma socjalna, która zapewni w okresie przejściowym warunki do godnego życia. Szczególnie wszystkim tym, którzy w wyniku przekształceń zechcą dobrowolnie odejść z typowej uprawy roli i przemieścić się do przetwórstwa lub pracować w otoczeniu rolnictwa. Systemem efektywnego bezpieczeństwa socjalnego winny być objęte wszystkie sektory rolnictwa i wszyscy pracujący na rzecz i w otoczeniu rolnictwa.

- Teraz może o drugiej części założeń programowych ...quot;Samoobrony", czyli o programie perspektywicznym.

- W największym skrócie można powiedzieć, że ZZR...quot;Samoobrona" widzi w perspektywie 3-5 lat przekształcanie się polskiego rolnictwa w kierunku produkcji surowcowej, przetwórstwa i zbytu.

Aby to nastąpiło, potrzebne są jednakowoż poważne nakłady finansowe. Jest to proces nieuchronny, konieczny, jeżeli poważnie zakłada się rozwój polskiego rolnictwa, jako jednego z głównych działów całej gospodarki narodowej.

Nie należy sądzić, że gdy wypowiadamy się za potrzebą uzyskania dla rolnictwa i jego programu perspektywicznego poważnych nakładów finansowych, to pragniemy zaciągnąć nowe, duże kredyty zagraniczne. Tego rodzaju droga finansowania programu rozwoju rolnictwa polskiego ponownie nałożyłaby na szyję społeczeństwa, szczególnie zaś rolników, pętlę zadłużeniową ze wszystkimi znanymi, opłakanymi tego skutkami.

Jeśli mówimy więc o potrzebie finansowych nakładów na rozwój polskiego rolnictwa, to tylko takich, które zapewnia polski, narodowy system finansowo-bankowo-kredytowy.

Aby to mogło nastąpić, aby więc w odpowiedniej skali polskie banki i inne instytucje finansowe mogły tego rodzaju kredyty inwestycyjne dla rolnictwa zagwarantować, niezbędna jest z kolei kompleksowa, strukturalna reforma naszej bankowości. Rozwój gospodarczy kraju, w tym rolnictwa, musi uwzględniać odpowiednie głębokie zmiany w Narodowym Banku Polskim i innych bankach krajowych.

Kredyty udzielane przez banki rolne, powstałe na bazie banków spółdzielczych, muszą stymulować rozwój nowoczesnego rolnictwa, które przestanie być wyłącznie producentem surowca, ale stopniowo zacznie przekształcać się w taki rodzaj nowoczesnego wytwarzania, którego główny i największy dochód pochodzić będzie ze zbytu produktu finalnego, tj. wysokoprzetworzonych płodów rolnych.

Opowiadamy się za produkcją w miarę zdrowej żywności. W miarę, to znaczy przy racjonalnym zużyciu nawozów i środków ochrony roślin. Polska żywność może, a więc musi być konkurencyjna w stosunku do żywności z krajów wysoko rozwiniętych. Oto jeden z przykładów: w 1989 roku zużycie substancji chemicznie aktywnej na l ha w krajach Europy zachodniej wynosiło 7,5 kg, a w Polsce - 1,5 kg, było więc pięciokrotnie wyższe niż u nas. Świadczy to o tym, że nasze gleby nie są przenawozowane i nie wymagają tak, jak gleby krajów wysoko rozwiniętych, odpoczynku, czyli wyłączenia na pewien okres spod użytkowania rolniczego.

Co do przetwórstwa, to należy zaznaczyć, że gdyby Zachód i USA pragnęły rzeczywiście dopomóc polskiemu rolnictwu, to winny dostarczać nam nowych technologii dla przetwórstwa rolno-spożywczego, a nie tylko środków finansowych na szkolenie rolników, które przeznaczane są na konsumpcję, a nie produkcję.

Program perspektywiczny winien być oparty o sieć gminnych kompleksów rolniczych. Zasady ich działania muszą być proste, to znaczy powinny one zrzeszać wszystkich producentów rolnych oraz wszystkie sektory rolnictwa. Musi być w nich zabezpieczony interes małych, średnich i dużych gospodarstw oraz sektora państwowego i spółdzielczego.

Sektor państwowy powinien być przekształcony i zmieniać formę własności na społeczną. Najważniejsze decyzje co do przyszłości i kierunków rozwoju gminnego kompleksu rolnego na danym terenie winny zapadać oddolnie. W ten sposób można uniknąć całego szeregu błędnych decyzji podejmowanych odgórnie przy scentralizowanym biurokratycznie systemie zarządzania sektora rolnictwa. Wszystkie decyzje podejmowane we wspomnianych gminnych kompleksach rolnych powinny być zgodne z planem przestrzennego zagospodarowania danej gminy. Nie opowiadamy się wyłącznie za małymi przetwórniami. Obok małych, muszą niewątpliwie powstawać duże, a nawet bardzo wielkie zakłady przetwórstwa rolno-spożywczego, swoją wielkością dostosowane, oczywiście, do potrzeb i możliwości surowcowych.

- Czy ma Pan jeszcze jakieś uwagi końcowe na tematy gospodarcze tak ważne i bulwersujące nasze społeczeństwo?

- Niedawno, z wielkimi boleściami i pod naciskiem instancji międzynarodowych, Sejm i Senat uchwaliły ustawę prywatyzacyjną.

Szkoda, że nikt nie zadał sobie trudu porównania jej założeń z kierunkiem prywatyzacji mienia pozaborczego na początku istnienia II Rzeczypospolitej. Otóż wtedy minister Grabski i inni działacze państwowi kładli nacisk na to, by prywatyzacja dopomogła w stabilizacji i umocnieniu warstwy polskich fabrykantów, handlowców i finansistów. Obcy kapitał nie tylko nie miał preferencji, ale przeciw nie, był przez władze, jak się dało, ograniczany.

A dzisiaj? Dzisiaj jest akurat na odwrót. Obcy kapitał uzyskuje za bezcen możliwość nabywania prywatyzowanego majątku narodowego, co więcej, przez kilka lat gwarantuje mu się karencję podatkową!

W przeciwieństwie do tego polski kapitał narodowy obciążany jest od razu balastem podatków, utrudnia mu się dostęp do upaństwowionych przedsiębiorstw.

Nic dziwnego, że Polska Rada Bussines'u, czy Polski Klub Kapitału, wciąż składają rządowi memoriały zawierając tak elementarne postulaty jak na przykład ten, by polscy przedsiębiorcy mogli dostawać prywatyzowane fabryki, czy firmy, np. w leasing.

Co z tego wszystkiego wynika? To, że prowadzona przez rząd polityka gospodarcza, podporządkowana jest nie polskim, ale obcym interesom. I że tak, jak rolnictwu czy załogom fabrycznym, również polskiemu kapitałowi narodowemu, który nie może się rozwijać wskutek dyktatu MFW i Banku Światowego, potrzebna jest samoobrona!

- Rozmowa nasza, Panie Andrzeju, powoli dobiega końca. Była, jak to rozmowa, może nieco chaotyczna, mało uporządkowana, ale, być może, będzie ona przez to czytelnikom bliższa, bardziej naturalna. Pan - polityk, działacz chłopski, samouk, wypowiedział się na bardzo różne tematy. Ale chciałbym na zakończenie zapytać o coś jeszcze jaki Pańskim zdaniem, winni uczynić Polacy użytek z wolności, jaka, przynajmniej formalnie rzecz biorąc, posiadają'.' I jak, z tego punktu widzenia, jawi się przed Panem perspektywa Polski jutra?

- Słusznie podkreślił Pan w swym pytaniu, że jestem samoukiem. Nie wstydzę się tego, a nawet jestem z tego powodu dumny. Każdy człowiek, bez względu na uzyskane wykształcenie, powinien się przez całe życie uczyć. A zwłaszcza ktoś, kto chciałby występować na scenie publicznej przed całym społeczeństwem.

Życie uczy mnie co dzień wielu rzeczy. Ale zdaję sobie sprawę z konieczności rozszerzania swoich horyzontów. Nasi przeciwnicy korzystają z konsultacji i instrukcji płynących ze światowych ośrodków naukowo-politycznych. Musimy to jakoś kompensować. Podobno, obok wielu sposobów zdobywania wiedzy, jeden jest najłatwiejszy - zdobywać ja od innych. Stąd też staram się wiele rozmawiać z ludźmi, w tym z ludźmi, oczywiście, mądrymi, chociaż nie lekceważę nikogo. Staram się przyswajać te poglądy i te informacje, które mogą mi być przydatne w działaniu i które odpowiadają mi, jako człowiekowi żyjącemu sprawami swego kraju. Z tego i z osobistego doświadczenia, z obserwacji życia, uzupełniam swoją wiedzę i tworzę swój system myślenia o otaczającej mnie rzeczywistości. Nie chcę udawać, jak niektórzy politycy, wszystkowiedzącego mędrka. Jeśli czegoś nie wiem lub nie rozumiem staram się na ten temat nie wydawać sądów i opinii.

Wiele nauczyli mnie moi rodzice. To im zawdzięczam przede wszystkim moją podstawową wiedzę o obowiązkach człowieka względem innego człowieka i o tym, jak można być dla drugiego dobrym lub złym. Także o tym, jak kochać swoich bliskich, swoją ojczyznę, biedna, sponiewieraną przez różnych obcych i rodzimych szubrawców, ale zawsze bliska i droga.

Co do wolności, to tęsknota do niej była w naszej historii najsilniejszym i najbardziej skutecznym motorem działania Polaków. To samo dotyczy dnia dzisiejszego i jutra. To, w jaki sposób prawo gwarantuje lub ogranicza tę wolność, jest sprawa wprawdzie nader ważna, ale w końcu wtórną. Nie było jeszcze tak, żeby Polacy dali sobie odebrać do końca swobodę. Jeżeli siłą wzbroniono im wolności działania, to przecież zawsze pozostawała jeszcze wolność myśli.

Trzeba przyznać, że zakres swobód politycznych jest dzisiaj, jak przystało na państwo mieniące się demokratycznym, dość rozległy. Uznaje to i cieszę się z tego. Nie tylko zresztą ja. Przypuszczam, że podobnie czuje ogromna większość naszego społeczeństwa. Ale co innego jest wolność teoretycznie mieć, a co innego móc z niej swobodnie korzystać. Już choćby nasza, skromna w końcu przecież, działalność protestacyjna, o mało nie zawiodła mnie za kratki, a na pewno przed sąd! A przecież nie uczyniłem nic złego. Po prostu ośmieliłem się skorzystać, jako obywatel III RP, z konstytucyjnych uprawnień. Nie ...quot;Samoobrona", ale zgoła inna siła polityczna ujawniła niedawno tajny okólnik UOP, z którego wynika, że odpowiedni departament tego urzędu, stanowiącego coś w rodzaju neoesbecji, programowo śledzi działalność poszczególnych partii politycznych! Kojarzy mi się to z ponurymi czasami MBP!...

Kiedy się jest naprawdę wolnym, chciałoby się upowszechniać swoje poglądy i postawy. Ale, by to uczynić, trzeba mieć określone możliwości, a przede wszystkim środki materialne. Dzisiaj polska opinię publiczną kształtuje wąskie grono publicystycznych elit, a nie wola większości społeczeństwa. W dodatku elity te związane są finansowo z reprezentującymi obce interesy zagranicznymi koncernami prasowymi. Pytam, jak to ma się do rzeczywistej, a nie tylko formalnej, wolności wypowiedzi publicznej? Z wolności politycznej cieszyć się można tylko w określonych warunkach.

W dawnej Konstytucji zapisane było - i do tej pory formalnie obowiązuje - prawo do pracy ogółu obywateli. Jakaż to wolność, kiedy nie ma pracy i głód zagląda do niemałej części polskich domostw? Jakaż to wolność, kiedy młody chłopak, czy dziewczyna, po ukończeniu nauki idą do urzędu zatrudnienia po zasiłek dla bezrobotnych?

Albo, co to za wolność, kiedy podstawowa ustawa państwowa, jaką jest budżet, ustalana jest, przed formalnym uchwaleniem przez Sejm, daleko od Polski - w Waszyngtonie?

Istota ruchu...quot;Samoobrony" polega na tym, że organizując oddolnie społeczeństwo, działa ona praktycznie w kierunku realizacji prawa do wolności każdej jednostki, każdego polskiego obywatela w takiej postaci, która wywołuje poczucie osobistych satysfakcji i korzyści.

Pyta Pan o perspektywę Polski jutra. Taka perspektywa zależna jest i będzie od tego, w jakim stopniu my wszyscy razem, naród polski, potrafimy martwy zapis konstytucyjny o wolności przekształcić w żywa wolnościową rzeczywistość. Jestem niezłomnie przekonany, że to nastąpi. Nie tylko dlatego, że jestem optymistycznym realistą.

Przede wszystkim dlatego, że taka jest wola naszego społeczeństwa, które może i potrafi wolę tę objawić i urzeczywistnić.

Nasza...quot;Samoobrona" jest ruchem dążącym w takim właśnie kierunku. Nadchodzące wybory parlamentarne i samorządowe wykażą, że nasi rodacy to dobrze rozumieją i dlatego właśnie udzielą ...quot;Samoobronie" masowego poparcia!

- Dziękuję za rozmowę.

O SOBIE

Ja, Andrzej Lepper, mam życiorys nie wyróżniający się niczym szczególnym. Taki, jak miliony moich współrodaków.

Urodziłem się 13 czerwca 1954 roku, w miejscowości Stowięcino, w koszalińskiem. Pochodzę z pomorskiej rodziny robotniczej - ojciec był brukarzem.

Jestem najmłodszy z dziesięciorga rodzeństwa. I dumny z tego, że należę do rodziny wielodzietnej. Odczuwam niezmienny podziw i głęboką wdzięczność dla rodziców, że wychowali nas na prawych Polaków i dobrych katolików.

Mój ojciec miał ciężkie życie. Zarabiał na utrzymanie znojną pracą fizyczną. Gdy we wrześniu 1939 roku Hitler napadł na Polskę, bronił ojczyzny w szeregach polskiego wojska. Potem poszedł do niewoli, do Niemiec. Odumarł nas w roku 1965.

Renta mamy była skromna. Z najwyższym trudem wystarczała na jakie takie wyżywienie licznej rodziny. Dlatego wszyscy musieliśmy pracować od wczesnej młodości. Ja od najmłodszych swych lat zarabiałem pracując fizycznie podczas wakacji w miejscowym PGR-ze.

Mama wpajała w nas wszystkich podstawowe zasady wiary. Ja, przez cały okres podstawówki, przed lekcjami chodziłem na mszę świętą. Byłem ministrantem. Nadal pozostaję wierzącym i praktykującym katolikiem. Śliskie i drogie są mi autentyczne wartości chrześcijańskie i społeczne nauki Kościoła, zwłaszcza naszego polskiego papieża.

Po szkole podstawowej uczyłem się w technikum rolniczym, które ukończyłem w roku 1974. Zaraz potem odbyłem dwuletnią służbę wojskową w plutonie chemicznym.

Po wojsku zacząłem pracować jako specjalista produkcji roślinnej. Szybko awansowałem na kierownika zakładu rolnego o powierzchni 1000 hektarów, w SHR Górzyno. Potem byłem kierownikiem w POHZ Kusice.

Ale chciałem pracować na swoim. Tym bardziej, że założylem rodzinę. W roku 1980 udało mi się zakupić gospodarstwo rolne w Zielonowie, gmina Darłowo, też w koszalińskiem. Rozpoczynałem na 21 hektarach. Gospodarstwo wyposażyłem w nowoczesny sprzęt.

Mam troje dzieci: czternastoletniego Tomka, jedenastoletnią Małgosię i Renatkę, w wieku pięciu lat.

Jak widać, w moim życiorysie nic nie wskazywało na to, że będę się zajmować polityką, I że zostanę liderem...quot;Samoobrony". Częściowe przynajmniej wyjaśnienie, dlaczego tak się stało, czytelnicy znajdą w tej książce.

ZAŁOŻENIA PROGRAMOWE RUCHU SAMOOBRONY

Ruch Samoobrony organizacyjnie wyraża się w działalności Związku Zawodowego Rolnictwa...quot;Samoobrona", partii...quot;Samoobrona - Przymierze" oraz Komitetu Samoobrony Narodu.

Przedstawione założenia są syntezą poglądów wyrażanych zarówno przez czołowych działaczy ruchu, jak i przez szeregowych jego członków. Syntezę tą można uznać także jako reprezentatywną dla ogółu polskiego społeczeństwa. Zawiera ona w istocie w ogólnych zarysach nowoczesną koncepcję trzeciej - polskiej drogi rozwoju Polski, nawiązując w wielu elementach do nauki społecznej Kościoła.

Określone w założeniach główne kierunki działań społecz-no-politycznych i gospodarczych, skojarzone z poczuciem patriotyzmu i silną wolą politycznego służenia Polsce, powinny dostatecznie motywować członków i sympatyków ...quot;Samoobrony" do czynnych działań popierających nasz program i naszą walkę.

Jednocześnie są one podstawą do rozwinięcia szczegółowych programów w sytuacji, gdy...quot;Samoobrona" stanie wobec udziału w sprawowaniu władzy.

1. WSTĘP

Polska stoi obecnie przed zagrożeniami, jakie nie mają swoich odpowiedników w całej historii naszego kraju, nie wyłączając tragedii utraty niepodległości i rozbiorów w osiemnastym wieku. Wtedy był to upadek państwowości. Dziś grozi nam zagłada także ekonomiczna i biologiczna. Zagrożenia te oraz zmiana sytuacji geopolitycznej w naszym otoczeniu i na świecie wymagają odpowiedniego dostosowania się do tej sytuacji, podjęcia intensywnych działań głównie w sferze gospodarczej i ratowania suwerenności ekonomicznej i politycznej oraz tożsamości narodowej. Obecnie wiele decyzji dotyczących losów naszego kraju zapada poza jego granicami. Potrzebny jest pilnie program ofensywnych działań obronnych, program realny, przejrzysty, odważny i nowatorski, na miarę i naszych możliwości, i ambicji narodowych.

Nie może to być program działań w ramach dotychczasowych wzorców systemowych - socjalistycznego lub kapitalistycznego. Przede wszystkim musi to być program budowy nowego systemu społeczno-gospodarczego, systemu...quot;nowej generacji pojęć" ekonomiczno-społecznych i naukowych, nowych koncepcji życia i współżycia społecznego, różnych od koncepcji stałej rywalizacji, konkurencji, ciągłej walki o władzę, o zyski i przywileje konsumpcyjne jednych kosztem innych, koncepcji wolności tylko dla silnych, bezwzględnych i bogatych. Nie może być dalej mowy o rabunkowym wykorzystywaniu zasobów naturalnych i ich marnotrawieniu. Nie może być mowy o wyrzeczeniach i wyzysku naszego narodu dla zaspakajania agresywności ekonomicznej innych państw i narodowości. Podjąć musimy wysiłek pójścia nie cudzą, ale swoją, polską drogą.

Cudza droga prowadzi z reguły do cudzych interesów. Obecne reformy są narzucone z zewnątrz przy pomocy różnych form szantażu. Dość mamy dróg...quot;na lewo" i...quot;na prawo". Spróbujmy pójść prosto przed siebie, postępując zgodnie z prawami natury. Taka droga prowadzi do...quot;systemu organicznego", w którym wielka różnorodność indywidualnych form zachowań ludzkich, w tym i ekonomicznych, poddawana jest mechanizmom integracji i współdziałania w interesie całości społeczeństwa, narodu i państwa.

Im większa skala różnorodności działań i zachowań, tym większa skala integracji i większa precyzja jej mechanizmów. Dotyczy to ekonomii i polityki, a więc i ustroju państwa. Rzutuje to na formy demokracji, na oszczędne, ale skuteczne formy zarządzania gospodarką i państwem. Prowadzi to do scalania pewnych funkcji parlamentarnych i rządowych, skracania procesów decyzyjnych itd. Integracja dotyczyć musi celów społecznych, ekonomicznych i moralnych. Nie może być mowy o doktrynalnej dominacji, jakiejś...quot;ideologii". Większa integralność, uproszczenie stosunków organizacyjno-społecznych, uproszczenie procesów decyzyjnych, silny rozwój procesów informacyjnych, równorzędność różnych form własności, sprawne funkcjonowanie małych i dużych form gospodarowania i ścisłe wzajemne ich skooperowanie ze sobą, to istota systemu organicznego, systemu nowej generacji stosunków organizacyjno-społeczno-gospodarczych. Próbę tworzenia takiego systemu powinniśmy podjąć jako próbę pójścia trzecią drogą - drogą prosto przed siebie - według drogowskazu: ,,do Polski zasobnej, silnej i bezpiecznej".

Polska jest krajem pięknym, niemałym, posiadającym naturalne bogactwa, a Polacy stanowią wspólnotę rozsianą po całym świecie. Dysponujemy więc atutami, które właściwie wykorzystane stać się powinny podstawą naszego suwerennego rozwoju i egzystencji.

Jesteśmy zdania, że ta partia i ten program uzyska poparcie społeczeństwa polskiego, która wskaże realną drogę odzyskania przez Polaków sensu życia i pracy na polskiej ziemi jeszcze za życia obecnego pokolenia w ciągu kilku najbliższych lat....quot;Samoobrona" pragnie walczyć o taką normalność sytuacji w kraju, która oznaczałaby odzyskanie tego sensu.

Odrzucamy nieprecyzyjne i przestarzałe podziały polityczne na lewicę i prawicę. Chcemy być ruchem jedności społecznej, reprezentować interesy całego społeczeństwa, połączonego wspólnotą celów i dążeń społecznych, gospodarczych i cywilizacyjnych. Chcemy być więc nowoczesnym ugrupowaniem...quot;integralnym" - dążącym do społecznej harmonii, a nie do walki i rywalizacji poszczególnych warstw i klas ze sobą, czy do dominacji jakiejś ideologii. Naszą ideologią jest dbałość o interesy Polski i Polaków, zdrowy rozsądek, myślenie i działanie skuteczne, a więc i nowoczesne.

2. PROBLEMY SPOŁECZNO-USTROJOWE

Za podstawę ustroju politycznego przyjmujemy demokrację, dostosowaną do współczesnych warunków społecznych i cywilizacyjnych. Wolność, równy start życiowy i równość szans oraz społeczna życzliwość i zaufanie ludzi do siebie nawzajem - to punkty wyjścia dla szczegółowych rozwiązań prawnych i instytucjonalnych w państwie. Całość ma mieć pierwszeństwo przed częścią, wola większości przed partykularnym interesem mniejszości - to dalsze elementy podstaw ustroju politycznego, w którym wolność jednego człowieka nie może uszczuplać wolności innego człowieka. Szanowana musi być zasada uniwersalności dóbr materialnych i duchowych. Prywatna własność nie może rodzić prywatnej władzy człowieka nad człowiekiem. Wszystkie rodzaje własności muszą być równoprawne. Nie majątek osobisty, ani urodzenie, ale skala zasług społecznych powinna być podstawą hierarchii społecznej. Podstawowym podmiotem w nowoczesnej demokracji jest człowiek, ale nie jako indywidualna jednostka o egoistycznych celach, a jako pewien symbol reprezentujący zespół cech i wartości przypisanej osobie ludzkiej. Dla dobra tego podmiotu funkcjonować musi i państwo, i gospodarka narodowa. Są to instytucje służebne wobec człowieka i społeczeństwa stanowiące ich dobro o najwyższej randze materialno-organizacyjnej. Państwo nie może mieć charakteru represyjnego. Musi być instytucją wspomagającą swoich obywateli, stwarzać poczucie bezpieczeństwa egzystencji, organizować procesy rozwojowe, stać na straży prawa i pod stawowych uniwersalnych zasad moralnych.

Swobody demokratyczne obywateli nawiązywać powinny do naturalnych zasad ewolucji, w których potrzeba równoważona musi być możliwością, a prawo - poczuciem jego słuszności. Demokracja i jej instytucje bliskie, więc być muszą praktyki życia, umożliwiać uczciwemu, przedsiębiorczemu 1 pracowitemu człowiekowi dostęp do wszystkich uroków tego życia, umożliwiać mu planowanie i realizację jego dążeń bez biurokratycznych przeszkód, w atmosferze ładu, porządku społecznego i stabilności politycznej. Jednocześnie należy wprowadzić mechanizmy zabezpieczające system społeczno-gospodarczy przed działalnością ludzi nieuczciwych, chorych na władzę, zakłamanych i pospolitych politycznych przestępców i zdrajców.

Wychodząc z takiego pojmowania demokracji, stoimy na stanowisku demokracji parlamentarnej z jednoizbowym parlamentem, z instytucjami konstytucyjnych trybunałów - trybunału stanu i trybunału konstytucyjnego, którego orzeczenia powinny być ostateczne i obowiązujące.

Jesteśmy za instytucją Prezydenta RP, wybieranego w wyborach powszechnych. Rząd powoływany być powinien przez Sejm i przez Sejm odwoływany. Prezydent powinien posiadać prawo veta wobec niektórych kategorii ustaw.

W razie konieczności wcześniejszych wyborów decydować powinno o tym ogólnonarodowe referendum po zebraniu minimum pół miliona podpisów obywateli.

To samo obowiązywać powinno przy odwołaniu Prezydenta przed upływem kadencji. Przy Prezydencie powołać należy stałą radę rozwoju i bezpieczeństwa państwa podporządkowaną Sejmowi i przez Sejm powoływaną. Przy Sejmie zaś izbę społeczno-zawodową złożoną z przedstawicieli związków zawodowych, pracodawców i organizacji społecznych oraz samorządów terytorialnych.

Szczegółowe relacje pomiędzy trzema rodzajami władzy, ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą określić powinna Konstytucja, jednak z zachowaniem najwyższej władzy parlamentu. Konstytucja przyjęta być musi po akceptacji w powszechnym referendum. W konstytucji zagwarantowane być muszą prawa polityczne i socjalne obywateli, w tym wyraźnie określone zasady wyborcze, uniemożliwiające manipulacje w tej dziedzinie.

Państwo gwarantować musi właściwe warunki działania partiom politycznym, związkom zawodowym i organizacjom społecznym. Instytucje państwowe wykazywać muszą neutralność światopoglądową.

Mniejszości narodowe cieszyć się powinny pełną swobodą kultywowania swoich narodowych tradycji, prowadzenia działalności kulturalnej i oświatowej.

3. PROBLEMY EKONOMICZNE l GOSPODARCZE

Problemy ekonomiczne i gospodarcze rozwiązywane być powinny w ramach przemyślanej polityki odpowiadającej aktualnym i przyszłym potrzebom narodu. Musi ona zmierzać do tworzenia podstaw materialnych dla bieżącej egzystencji oraz rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa we wszystkich dziedzinach życia, powodować stały wzrost dochodu narodowego i wpływów do budżetu państwa.

Polityka ta oparta być musi nie na iluzjach obcej pomocy, obcych inwestycji i na obcych kapitałach, ale głównie na własnych możliwościach, własnych siłach ludzkich i zasobach materialnych, które trzeba ujawnić, zaktywizować i którymi trzeba pokierować we właściwym kierunku - tj. w kierunku zabezpieczenia obecnych i przyszłych interesów narodowych.

Zanim jednak możliwe się stanie rozwinięcie praktyczne takiej polityki, załatwić należy sprawę na dziś najważniejszą - zahamować proces rozkładu i demontażu gospodarki narodowej.

Należy więc domagać się częściowego lub całkowitego anulowania zadłużenia zagranicznego, bez żadnych warunków politycznych i od zaraz. Dokonać głębokiej rewizji polityki kredytowej i podatkowej w stosunku do krajowych przedsiębiorstw. Dokonać rewizji programów prywatyzacyjnych tak, aby prywatyzacja nie oznaczała wzrostu bezrobocia, przejmowania majątku narodowego przez obcy kapitał lub rodzimych aferzystów, żeby nie oznaczała jego...quot;rozpłynięcia się w nieustabilizowanej przestrzeni ekonomicznej" i utraty tytułu własności do niego przez naród.

Rewizji wymaga polityka celna narzucana Polsce przez szkodliwe dla jej gospodarki różne umowy międzynarodowe w ramach tzw. integracji europejskiej.

Przerwać należy niepohamowany wypływ dewiz z Polski za importowane towary konsumpcyjne, co niszczy produkcję krajową, powoduje wzrost bezrobocia, nie przynosi żadnych korzyści materialnych ludności, ogranicza zakupy inwestycyjne.

Zaprzestać należy celowego, doktrynalnego ograniczania produkcji w sektorze przemysłu państwowego i powodowania jego bankructwa, a następnie wyprzedaży za bezcen w prywatne, najczęściej obce ręce.

Powstrzymać należy rozpad zaplecza naukowo-technicznego i konstrukcyjno-projektowego, oraz emigrację wysoko-wykwalifikowanych fachowców i naukowców.

Przywrócić trzeba natomiast państwowe monopole - spirytusowy, tytoniowy i loteryjny, jako poważne źródła dochodów budżetowych.

Podjąć intensywne starania w zakresie ratowania utraconych ze względów politycznych wschodnich rynków zbytu dla polskich towarów.

Odbudować popyt wewnętrzny przez ustalenie właściwych proporcji płac do cen i ograniczenia wzrostu ustalanych monopolistycznie przez państwo cen na surowce, paliwo, energię, czynsze oraz opłaty za usługi publiczne. Stały wzrost tych cen jest powodem wzrostu inflacji typu kosztowego, uderza w drobną wytwórczość, usługi i przedsiębiorczość ekonomiczną ludności.

Należy szybko opracować sposoby efektywnego wykorzystywania kredytów zagranicznych, dbając o to, by nie były one przejadane, a wykorzystywane dla uruchamiania nowoczesnych technologii i zakupu nowoczesnych urządzeń i aparatury.

Usunąć należy z administracji obcych doradców, którzy pobierają olbrzymie wynagrodzenia, a niewiadomo, czyim interesom służą. Zastąpić ich powinni polscy fachowcy i eksperci obecnie odsuwani od zarządzania i gospodarki.

Dopiero po przeprowadzeniu tych działań przystąpić można do porządkowania stosunków własnościowych, przestrzegając równoprawności wszystkich form własności i zachowując strukturę organiczną, która oznacza istnienie wielkiej ilości małych i średnich przedsiębiorstw prywatnych obok dużych zakładów i koncernów z przewagą własności skarbu państwa. Struktura ta związana być powinna intensywnymi procesami kooperacyjnymi.

Zakłady i przedsiębiorstwa o znaczeniu strategicznym i rozwojowym pozostawić poza procesem prywatyzacji. Dotyczy to np. sieci kolejowej, energetycznej, telekomunikacyjnej, przemysłu zbrojeniowego, wydobycia bogactw naturalnych.

Z rozsądnymi i zgodnymi z interesami narodowymi przekształceniami własnościowymi iść muszą w parze przekształcenia gałęziowe. Rozbudowywane być powinny dziedziny niosące postęp naukowo-techniczny, naukochłonne, o wysokim stopniu przetwarzania surowców. Dotyczy to np. elektroniki, automatyki, przemysłu aparaturowo-pomiarowego, precyzyjnego, przetwórstwa rolnego i chemii, przemysłu informatycznego i telekomunikacyjnego.

Konieczne jest jednak rozwijanie i proekologiczne unowocześnianie niektórych zakładów przemysłu ciężkiego, bez którego żadna gospodarka narodowa nie może być suwerenna.

Wraz z tymi działaniami postępować musi przyrost dóbr służących wzrostowi produkcji. Powstawać muszą coraz nowe źródła rodzimego kapitału np. z oszczędności, wzrostu wydajności pracy oraz z kontrolowanego napływu obcego kapitału obracanego głównie na inwestycje.

Dochody inwestowane powinny być niżej opodatkowywane.

Dopuszczony do udziału w procesach gospodarczych obcy kapitał nie może otrzymywać żadnych przywilejów rzutujących negatywnie na interesy kapitału rodzimego.

Zaciąganie kredytów zagranicznych podlegać powinno kontroli parlamentu i podlegać określonym zasadom (długo-okresowość, niskie oprocentowanie, cele produkcyjne, zwiększające nowoczesność i konkurencyjność naszej gospodarki).

Najbardziej może newralgiczną społecznie dziedziną polskiej gospodarki jest budownictwo mieszkaniowe. Właściwie zorganizowane i kredytowane może być siłą napędową tej gospodarki. Potrzebna jest jednak rewolucja technologiczna zarówno w produkcji materiałów budowlanych jak i samej technologii wznoszenia budowli. Wyeliminować trzeba drogie, materiałochłonne i energochłonne technologie. Usprawnić organizację przedsiębiorstw budowlanych, udostępnić każdemu przeciętnemu obywatelowi możliwość zdobycia mieszkania i jego wyposażenia przez dogodne kredyty. Chęć posiadania własnego mieszkania jest silną motywacją pobudzającą ludzką przedsiębiorczość i pracowitość.

Towarzyszyć temu musi właściwa gospodarka przestrzenna. Problemów mieszkalnictwa nie można rozwiązywać tylko przez budownictwo jednorodzinne, choćby najtańsze, ani tylko przez zblokowane budownictwo w wielkich aglomeracjach miejskich. Zachowane być tu muszą odpowiednie proporcje, wymuszane koniecznością rozbudowy infrastruktury cywilizacyjnej - sieci kanalizacyjnych, wodociągowych, energetycznych, telekomunikacyjnych. Wymaga to olbrzymich nakładów finansowych, ale jednocześnie ożywia w wielkim stopniu gospodarkę.

Tradycyjnie niedoceniana jest w Polsce sprawa rozwoju usług, rzemiosła i drobnej wytwórczości i to zarówno w miastach, jak i na wsi. Niestety, wadliwa polityka czynszów, cen energii i opłat komunalnych podcina żyły tym dziedzinom. Stają się one nierentowne i niekonkurencyjne.

Problem rozwoju usług wymaga opracowania specjalnego programu rządowego, gdyż usługi rzutują zdecydowanie na efektywność całej gospodarki, na oszczędność surowców i materiałów, na żywotność wielu urządzeń, w tym sprzętu gospodarstwa domowego, co rzutuje na tak przecież ubogie budżety rodzinne. Wielką rolę ma tu do odegrania rzemiosło polskie, które zostało organizacyjnie rozformowane. Cechy i izby rzemieślnicze praktycznie przestały odgrywać rolę elementów sprawnej struktury polskiego rzemiosła. Rolę tę trzeba ustawowo przywrócić, uwzględniając jednak nowe uwarunkowania systemowo-gospodarcze.

Jedną z dziedzin gospodarki o podstawowym znaczeniu dla egzystencji i przyszłości kraju jest rolnictwo.

Ziemia jest skarbem narodowym, życiodajnym zasobem, podstawą biologicznej egzystencji narodu. Ludzie uprawiający tę ziemię pełnią ciężką służbę społeczną, służą sprawie wyżywienia narodu, wytwarzają wiele podstawowych surowców dla przemysłu. Wieś polska jest miejscem życia i pracy ponad 40-stu procent ludności kraju. Tworzy społeczność głęboko patriotyczną, przywiązaną do polskiej tradycji walki o niepodległość kraju i jego suwerenność.

Wsi polskiej należą się takie uprawnienia i takie warunki życia, które pozwalają na wypełnianie jej społecznej i gospodarczej roli, a ludziom uprawiającym ziemię na godne, w pełni ucywilizowane życie, z szerokim dostępem do oświaty, kultury narodowej, do usług społecznych - nowoczesnej opieki społecznej, do nowoczesnych usług telekomunikacyjnych, do infrastruktury technicznej, potrzebnej dla prowadzenia gospodarstwa domowego i produkcji rolnej, produkcji polskiej taniej i zdrowej żywności w ilościach i asortymencie wystarczającym dla pełnego pokrycia podstawowego zapotrzebowania żywnościowego ludności Polski.

Dla stworzenia odpowiednich podstaw życia, pracy i rozwoju na polskiej wsi, dla wyrównania szans życiowych, szczególnie młodego pokolenia polskich rolników, dla umocnienia ekonomicznego i biologicznego potencjału Polski, skupionego na polskiej wsi, konieczne jest spełnienie następujących warunków:

1. Ziemia uprawna może być własnością tylko obywateli polskich, posiadających wyłącznie polskie obywatelstwo.

2. Podstawą gospodarki rolnej pozostają gospodarstwa rodzinne.

3. Gospodarstwa rolne przejmowane w całości przez jedno osobowego spadkobiercę mogą ubiegać się o ulgi podatkowe i kredytowe na określony okres czasu.

4. Wszystkie formy własności ziemi i gospodarstw traktowane być powinny jednakowo przez państwo i administrację.

5. W szczególności nie mogą być ograniczane żadne formy rolniczej działalności spółdzielczej na skalę lokalną i krajową.

6. Krajowa produkcja rolna chroniona być musi przez system ceł i dopłat.

7. Państwowe i spółdzielcze gospodarstwa rolne nie mogą być prywatyzowane bez zgody załóg pracowniczych.

8. Konsekwencje własnościowe reformy rolnej dla uwłaszczonych rolników są nienaruszalne.

9. Ewentualna reprywatyzacja wszelkiej własności ziemskiej nie dotyczy obywateli obcych.

10. Powołać należy przy min. Edukacji radę oświaty wiejskiej, która czuwać będzie nad utrzymaniem odpowiedniego poziomu szkolnictwa na wsi i bez zgody której żadna szkoła na wsi nie może być zamknięta. Dotyczy to także szkół rolniczych, działających na terenach gmin wiejskich.

11. Przy min. Kultury powołana być powinna Rada Kultury Regionalnej, która czuwać będzie nad istnieniem i funkcjonowaniem placówek kulturalnych na wsi, świetlic, bibliotek, domów kultury, kin itp.

12. Przy min. Zdrowia postuluje się powołanie Rady Opieki Zdrowotnej nad ludnością wiejską. Bez jej zgody nie może być zlikwidowana żadna placówka opieki zdrowotnej na wsi.

13. Opracować należy pięcioletni plan rozwoju infrastruktury cywilizacyjnej wsi obejmujący sprawy melioracji, gazociągów, sieci energetycznej, telefonicznej, zbiorników wodnych i oczyszczalni ścieków.

14. Dzieci wielodzietnych rodzin chłopskich zapewnione mieć muszą miejsca w internatach oraz stypendia w razie woli kształcenia się.

15. Rolnicy uzyskują na zasadach preferencyjnych udziały w prywatyzowanych przedsiębiorstwach przemysłu rolno-spożywczego, produkujących sprzęt rolniczy, nawozy sztuczne i przetwory rolne.

16. Jedyni żywiciele rodzin chłopskich zwalniani będą od obowiązku powszechnej służby wojskowej, a poborowi pracujący razem z rodzicami w gospodarce rodzinnej kierowani będą do służb zastępczych w pobliżu ich miejsca zamieszkania.

17. Prawa emerytalne rolników zrównane być muszą z prawa mi innych grup społecznych.

Powyższe postulaty zawarte zostały w ogłoszonej przez Z.Z. Rolników...quot;Samoobrona" Karcie Rozwoju Rolnictwa Polskiego.

4. POLITYKA WEWNĘTRZNA. SPRAWY SOCJALNE.

Wewnętrzne życie społeczne i polityczne chronione być musi od penetracji sił zewnętrznych, obcych wywiadów i działalności rezydentów obcych interesów.

Sprawą haniebną jest zatrudnianie obcych doradców przez rząd i rozlokowanie ich w całej strukturze administracji państwowej. Stoimy w obliczu sytuacji, w której nie wiadomo, kto naprawdę rządzi Polską, kto inicjuje ustawy sejmowe i kreuje prawo. Na stanowiskach państwowych i administracyjnych, w zarządzeniu przemysłem, zatrudnieni być muszą obywatele polscy, posłowie wolni od nacisków zewnętrznych, prasa, radio i telewizja od obcych wpływów i instrukcji. Obywatele polscy we własnym kraju nie mogą być w gorszej sytuacji prawnej, politycznej i ekonomicznej niż obywatele obcy. Wszystkich obowiązywać musi równość wobec prawa i obowiązków. Mniejszości narodowe korzystać muszą z pełni prawa, ale nie z przywilejów. Zdrada interesów polskich osądzana być musi z całą surowością.

Z całą stanowczością przeciwstawić się trzeba próbom tworzenia sztucznych narodowości w Polsce, wzorem okupanta hitlerowskiego. Chodzi tu np. o koncepcję narodu śląskiego, o tworzenie autonomii etnicznej Wielkopolan, Podhalan, oraz o próby tworzenia euroregionów wyłączanych spod jurysdykcji i administracji państwa polskiego. Te zdradzieckie manipulacje obcych agentów i ich polskich popleczników uznać należy za zbrodnię stanu.

W Polsce panować musi swoboda wyznań i praktyk religijnych, swoboda wyrażania poglądów politycznych i działalności politycznej, w tym opozycyjnej. Wolność słowa i dostępność do publicznych środków przekazu obywateli musi być praktycznie rozwiązana i prawnie ubezpieczona.

Państwo z całą energią przystąpić musi do likwidacji bezrobocia i bezdomności. Uruchomić należy na wielką skalę roboty publiczne i opracować program uporządkowania kraju. Budownictwo mieszkaniowe stać się musi dziedziną szczególnej troski państwa. Może być one i rentowne, i prowadzone na szeroką skalę. Żadne koncepcje niewidzialnej ręki rynku nie mają tu zastosowania. Czynsze mieszkaniowe, opłaty za energię, sprowadzone muszą zostać do poziomu odpowiadającego poziomowi płac krajowych. Przeprowadzić należy prywatyzację mieszkań na warunkach dogodnych finansowo dla lokatorów. Renty i emerytury nie mogą podlegać manipulacjom graniczącym z grabieżą należności wynikających z mocy prawa, wypracowanych wysiłkiem całego życia. Muszą być one okresowo uczciwie rewaloryzowane.

Państwo otaczać musi opieką rodziny wielodzietne, wspierać materialnie uczącą się młodzież z rodzin niezamożnych lub pozbawionych pracy.

Cała ludność żyjąca z pracy najemnej, emeryci i ludzie niepełnosprawni objęci muszą być nadal bezpłatną opieką lekarską.

Umacniane być powinno równouprawnienie kobiet w życiu zawodowym i społecznym. Udział kobiet w życiu państwa i narodu wzmacnia ich siłę.

Chronione być musi skutecznie środowisko naturalne kraju, oszczędzane jego zasoby przyrodnicze i surowcowe.

Uporządkowane muszą być stosunki własnościowe. Rozwijana infrastruktura cywilizacyjna w miastach i na wsi - wodociągi, kanalizacja, sieci gazowe i elektryczne, telekomunikacja, drogi i warunki sanitarne.

Czystość i ład przestrzenny panować musi w każdym zakątku kraju. Złodziejstwo, korupcja i bandytyzm wytępione.

W wyniku takiej prospołecznej polityki wewnętrznej społeczeństwo polskie powinno stać się społeczeństwem szanującym swoje państwo, swoją władzę reprezentującą polskie, a nie obce interesy, społeczeństwem scementowanym poczuciem narodowej solidarności i wspólnoty interesów.

Partnerem administracji państwowej i rządu w rozwiązywaniu problemów pracy i spraw socjalnych muszą pozostawać związki zawodowe, których rola i funkcje określone powinny być ustawowo.

5. PROBLEMY OŚWIATY, NAUKI l KULTURY

Jesteśmy Polakami i chcemy nimi pozostać. Jeśli tak, to państwo nasze szczególną opieką powinno otaczać te dziedziny, które rzutują na rozwój kultury narodowej i poczucie tożsamości narodowej. Podstawowym problemem jest powszechna oświata oparta na powszechnym, bezpłatnym nauczaniu młodzieży.

Szkoła polska musi być nowoczesna, wpajać zasady zaradności i przedsiębiorczości, dostarczać maksimum nowoczesnej wiedzy przydatnej w życiu człowieka, ale także wpajać zasady humanizmu i szacunku dla istoty ludzkiej i jej potrzeb. Podstawą powszechnej oświaty musi być sieć szkół publicznych. Powinna być ona stale rozbudowywana i modernizowana. Prywatne, ekskluzywne szkolnictwo nie może obciążać budżetu państwa. Kadra nauczycielska musi być godnie opłacana i posiadać wysokie kwalifikacje zawodowe i moralne. Utrzymać należy sieć szkolnictwa zawodowego, w tym rolniczego. Wszelkie koncepcje MV szkolnictwie zawodowym wykształcenia wyłącznie ogólnego, powierzchownego, nie dającego żadnych praktycznych umiejętności, uznać należy za szkodliwe. Tylko wiedza nowoczesna i użyteczna w praktyce życia może służyć dobrze interesom młodego pokolenia.

Przedłużeniem powszechnej oświaty jest szkolnictwo wyższe i badania naukowe. W Polsce jest jeszcze za mało szkół wyższych. Przeciwstawić się więc trzeba tendencjom likwidatorskim, jakie wobec niektórych z nich są wzniecane przez zwolenników ograniczonej tożsamości narodowej w dziedzinie szkolnictwa wyższego i nauki. Niezbędna jest jednak reforma tego szkolnictwa i badań idąca w kierunku większej efektywności i oszczędności. Zahamować trzeba odpływ wykształconej za wielkie pieniądze młodej kadry inżynierskiej i naukowej za granicę. Badania naukowe trzeba koncentrować na kierunkach najbardziej dla kraju użytecznych. W finansowaniu nauki uczestniczyć powinien przemysł.

W wielu jednak dziedzinach Polska korzystać musi z osiągnięć nauki światowej. Rozwinięta więc być musi informacja naukowa i międzynarodowe kontakty naukowe. Ze względów rozwojowych i ze względu na bezpieczeństwo i strategiczne interesy kraju, konieczne jest jednak prowadzenie własnych badań naukowych w wybranych dziedzinach.

Obok oświaty i nauki na potencjał umysłowy i duchowy składa się kultura narodowa wyrażająca się w sztukach: literackiej, muzycznej, teatralnej, filmowej, plastycznej i w sztuce ludowej. Obowiązkiem państwa jest zabezpieczenie podstawowych warunków dla utrzymania kultury polskiej na odpowiednim poziomie jakościowym w jej podstawowej działalności. Polityka kulturalna umożliwiać powinna szerokie uczestnictwo społeczeństwa w życiu kulturalnym. Kultura nie może być ekskluzywną zabawą dla najbogatszych obywateli. Popierane być muszą m.in. społeczne towarzystwa kulturalne, społeczne zespoły muzyczne i chóralne, twórczość ludowa i wszelkie formy czynnego udziału ludzi w działalności kulturalnej.

W działalności tej zakodowane są tradycja i obyczajowość oraz specyfika kultury polskiej. W kulturze narodowej zawarty jest kod genetyczny polskiej duchowości. Dlatego też z cała. rozwagą należy podchodzić do problemów komercjalizacji kultury, która tylko w pewnym zakresie jest nieodzowna. Państwo jednak nie może się odcinać od funkcji opiekuńczych w tej dziedzinie, bez narzucania swojej woli politycznej, czy ideologicznej działaczom i twórcom kultury. Jednocześnie jednak trzeba chronić kulturę narodową przed wulgarnością obcych wpływów i naruszaniem podstawowych zasad dobrego smaku i dobrych obyczajów. W szczególności chronić musimy język ojczysty obecnie poniewierany i rugowany z niektórych dziedzin życia kraju.

6. POLITYKA ZAGRANICZNA

Polityka zagraniczna państwa wynika z ogólnych koncepcji rozwojowych kraju i jest przedłużeniem polityki wewnętrznej. Służyć musi zabezpieczeniu interesów strategicznych, gospodarczych i politycznych. Musi więc być niezależna i nie poddająca się naciskom obcych państw w imię ich interesów.

Geograficzne położenie Polski wymaga utrzymywania stałej równowagi politycznej w stosunkach z naszymi sąsiadami. Nie można się dać wciągać w sytuacje grożące konfliktem z którymś z naszych wielkich sąsiadów na zachodzie lub wschodzie. Szczególnie niebezpieczne są usiłowania kontynuacji historycznej wrogości do Rosji i do Ukrainy i wzniecanie nowych zadrażnień z tymi krajami.

Wielki kontynent Euro-Azjatycki, z którym sąsiadujemy na Wschodzie, powinien być dla Polski kontynentem przyjaznym, wielkim rynkiem zbytu i zaopatrzenia w surowce. Od takiej sytuacji chcą Polskę odciągnąć jej zaprzysiężeni przeciwnicy i wrogowie, dla których Polska stanowi konkurencję i przeszkodę w stosunkach ze Wschodem. Taką politykę prowadzą państwa zachodniej Europy z Niemcami na czele....quot;Samoobrona" stoi na stanowisku, że Polska po wyzwoleniu się spod politycznej, ideologicznej i militarnej dominacji byłego ZSRR, nie może poddawać się nowemu uzależnieniu ekonomiczno-politycznemu od zachodnich państw kapitalistycznych, nie może pozwolić na narzucanie sobie zacofanych, dziewiętnastowiecznych rozwiązań gospodarczo-ustrojowych o antynarodowym i antysocjalnym charakterze, wedle woli nowych hegemonów.

Polska nie może rezygnować z obrony swoich interesów, a Polacy nie mogą cierpieć nędzy i upokorzenia w interesie internacjonalistycznego, superkapitalistycznego ładu, sterowanego przez Międzynarodowy Fundusz monetarny. Bank Światowy i inne instytucje pilnujące tego ładu.

Rozumiejąc nowe uwarunkowania geopolityczne po upadku i kapitulacji obozu socjalistycznego. Polska nie może dać się traktować jako kraj podbity w zimnej wojnie, płacący określone wojenne kontrybucje - w sensie ekonomicznym i politycznym.

Uznając w pełni zasadność potrzeby integracji europejskiej nie możemy się jednak godzić na wcielanie Polski do EWG na warunkach podyktowanych krajowi uzależnionemu. Jesteśmy za Europą Ojczyzn. Nie odpowiada interesom narodowym Polski idea Euroregionów prowadząca do zacierania granic narodowych z korzyścią dla najsilniejszych ekonomicznie i politycznie państw. Odrzucamy teorię ograniczonej suwerenności i tożsamości narodowej na rzecz wspólnoty europejskiej, jako wskrzeszonego widma doktryny breżniewowskiej.

Poprzez właściwe kształtowanie stosunków politycznych i kulturalnych z państwami za naszą granicą wschodnią - Litwą, Białorusią, Ukrainą torować powinniśmy drogę do ścisłej współpracy gospodarczej i przyjaźni oraz zacierania, a nie wzniecania na nowo zadawnionych sporów i urazów.

Dużą uwagę w polityce zagranicznej poświęcić musimy Słowacji i Czechom, i podjąć uparte wysiłki dla przezwyciężenia wzajemnych niechęci i lekceważenia, co także nie jest wolne od ingerencji obcych, wrogich nam sił.

Jesteśmy za jednoczeniem się państw europejskich w formie związku niezależnych, suwerennych państw, uzgadniających wspólne cele współpracy międzynarodowej, bez niszczenia niczyjej suwerenności i tworzeniem warunków niezbędnych dla rozwoju poszczególnych narodów.

Jako Polacy pamiętać musimy, że stanowimy wielką społeczność światową, bowiem kilkanaście milionów Polaków rozproszonych po całym świecie wnosi wielki wkład w światowe stosunki gospodarcze, kulturalne i polityczne. Tę diasporę polską trzeba wspomagać, korzystać z jej możliwości, przyciągać do macierzy, nie pozwolić na jej wynarodowienie. To wielkie zadanie dla polskiej polityki zagranicznej. Potępić trzeba tendencje do prowadzenia służalczej, likwidatorskiej polityki zagranicznej wobec kapitalistycznych państw Zachodu, jakie przejawiają się wśród niektórych polskich polityków.

Zbyt mało uwagi poświęca się w Polsce stosunkom z północnymi sąsiadami bałtyckimi, szczególnie ze Szwecją. Możliwości rozwoju stosunków gospodarczych i politycznych są tu ogromne. Niestety, żadnej koncepcji ich ożywienia na dostateczną skalę nie ma. Trzeba to zmienić.

Polityka zagraniczna Polski pilnować więc powinna polskich interesów, szukać ich rozwoju w najbliższym otoczeniu a nie ,,za morzami", na innych kontynentach.

7. PROBLEMY OBRONY NARODOWEJ

Obrona niepodległości, całości granic, interesów politycznych i gospodarczych Polski jest jedną z najważniejszych funkcji i zadań państwa. Funkcje te sprawuje ono za pośrednictwem sił zbrojnych kraju. Dlatego też siły te muszą odpowiadać najwyższym standardom światowym. Powinny być one oparte na powszechnym obowiązku służby wojskowej i na zawodowej kadrze oficerskiej. Minister obrony narodowej powinien mieć kwalifikacje wojskowe, natomiast powinien być wspierany przez grono specjalistów cywilnych różnych dziedzin.

Ponieważ obrona narodowa odnoszona być musi obecnie do różnych form zagrożeń państwa i narodu, nie tylko militarnych, ale i gospodarczych, informacyjno-propagandowych i aferowych - przy Prezydencie R P funkcjonować musi rada bezpieczeństwa narodowego czuwająca nad sprawami związanymi ze zdolnością obronną kraju we wszystkich poruszonych poprzednio aspektach, oraz inspirująca działania taką zdolność umacniające, np. w przemyśle, w nauce, w wychowaniu młodego pokolenia, w kulturze itp.

Wojsko polskie szkolone być musi nowocześnie we wszystkich rodzajach broni - lotnictwie, broni pancernej, artylerii konwencjonalnej i rakietowej, marynarce, inżynierii wojskowej, a także w obronie chemicznej i bakteriologicznej. Polska musi być gotowa do obrony w każdym wypadku i przy każdym rodzaju agresji, chociaż sama przestrzegać powinna odpowiednich porozumień międzynarodowych co do dopuszczalności niektórych broni.

Siły zbrojne kraju wspierane być muszą przez krajowy przemysł zbrojeniowy a nie przez zagraniczne zakupy sprzętu.

Nie wolno więc dopuścić do zniszczenia tego przemysłu, do czego obecnie się dąży pod presją zagranicy. Wojsko polskie musi być szkołą patriotyzmu dla polskiej młodzieży, musi pielęgnować polskie tradycje wojskowe i szacunek dla wielkiej polskiej historii.

Polska zadbać powinna o odpowiednio korzystne sojusze wojskowe, nie szukając ich jednak zbyt daleko od swoich granic i rzeczywistych interesów. Rozpatrzyć należy możliwość ogłoszenia Polski jako kraju neutralnego. Polska nie powinna wysyłać swoich żołnierzy w świat w obronie obcych interesów, jak to czyni obecnie. Żadne tłumaczenie korzyściami pieniężnymi nie może wchodzić w rachubę. Krew polska nie jest na sprzedaż za żadne pieniądze i dla nikogo.

Najwyższym zwierzchnikiem sił zbrojnych musi być Prezydent RP. Wojsko nie może być angażowane do żadnych wewnętrznych rozgrywek politycznych. Kadra oficerska nie może angażować się w działalność jakiejkolwiek partii. Dopuszczać należy tzw. służbę zastępczą, jednak w bardzo wyjątkowych wypadkach. Żadne protekcyjne zwalnianie z obowiązku służby wojskowej nie może mieć miejsca. Traktować to należy jako pospolite przestępstwo. Od służby tej zwolnieni być powinni ustawowo tylko jedyni żywiciele rodzin i nieuleczalnie chorzy lub trwale upośledzeni fizycznie.

Żołnierze czynnej służby wojskowej w uzasadnionych przypadkach powinni nieść pomoc obywatelom i gospodarce w razie różnego rodzaju klęsk i nadzwyczajnych wydarzeń.

PROGRAM

POLECAMY


GŁOS SAMOOBRONY


KONSTYTUCJA

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM |DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008