|
SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?
Warszawa, 1993
Samoobrona - dlaczego? Bo widmo ekonomicznej i biologicznej zagłady zagląda nam w oczy.
Przed czym? Przed usiłowaniami tych wszystkich, którzy ponownie chcieliby wymazać Polskę z mapy Europy, poddać nowym formom zniewolenia.

DO CZYTELNIKA
SAMOOBRONA - to nie defensywa. To sposób czynnej walki, a kto nie
chce walczyć:
...Niech
idzie, niech żyje,
Niech sobie powróz okręci o szyję,
Niech jak pies głodny czołga się bez końca
za pańską nogą, która go potrąca...
Człowiek o prostych i szczerych intencjach, patriota oddany służbie
swojemu krajowi i swojej chłopskiej sprawie, z losami kraju nierozdzielnie
związanej - taki jest dla mnie Andrzej Lepper. Nie stroi się w cudze
piórka, nie robi min do społeczeństwa, we wszystkich okolicznościach
stara się pozostać sobą. Mówi i działa otwarcie i ostro, zamaszyście
jak Żniwiarz pracujący kosą na umiłowanej ziemi.
W
książce, którą Czytelnik ma właśnie w ręku, Lepper mówi o sobie
i o...quot;Samoobronie" prosto, bez owijania w bawełnę i bez
zakłamanych ozdobników. Dzięki temu właśnie wyraźnie widać drogę,
jaką przeszedł - od pracownika rolnego, przez związkowca, do liczącego
się coraz bardziej polityka.
Wśród
wielu ważkich spostrzeżeń i rozważeń, w książce mówi się także sporo
o tak zwanej trzeciej drodze rozwoju Polski, jako alternatywie wobec
coraz bardziej tragicznej rzeczywistości. Ta trzecia droga ma być,
po pierwsze, drogą jasną, nowoczesną i dla społeczeństwa zrozumiałą,
po drugie zaś, drogą polską, nie narzuconą z zewnątrz, prowadzącą
do wszechstronnego rozwoju kraju, a więc przez społeczeństwo akceptowaną.
Z
wypowiedzi lidera...quot;Samoobrony" bije niezłomne przekonanie,
że w polskiej wsi- i w ogóle w polskim narodzie - są siły wystarczająco
duże, aby skutecznie przeciwstawić się wrogim nam siłom destrukcji
i zniewalania Polski i Polaków.
(Andrzej
Lepper, fragment wypowiedzi z cytatem z wiersza Kornela Ujejskiego
pt....quot;MARATON")
Dzisiaj już nikt nie lekceważy Lepper a i jego...quot;Samoobrony".
Obecni właściciele Polski boją się go i szukają pretekstów, aby
go zniszczyć, wyeliminować z publicznego życia. Starają się go ośmieszyć,
choćby przez porównanie do Jakuba Szeli. Jego poglądom, działaniom
i ruchowi nadano szydercze, w mniemaniu jego autorów, miano...quot;lepperyzmu".
Bardzo szybko jednak okazało się, że lepperyzm, już bez cudzysłowu,
stał się synonimem społecznej determinacji i odważnego myślenia,
pojęciem kojarzącym się z walką o ocalenie tego wszystkiego,
Co się w Polsce
zaprzepaszczało i zaprzepaszcza. Lepperyzm to walka z tymi, którzy
prowadzą nasz kraj do zguby.
Dotychczasowe
władze robiły i robią wszystko, aby ludowo-patriotyczny ruch samoobrony
narodu zneutralizować lub przynajmniej zepchnąć na margines naszego
społecznego i politycznego życia. Zimni, społeczni gracze i polityczni
szmalcownicy nie przebierają w oszczerstwach i prowokacjach, aby lepperowską
...quot;Samoobronę", która jest organizacyjnym ucieleśnieniem instynktownej,
coraz powszechniejszej potrzeby narodowej samoobrony, rozbić, albo
pod byle pretekstem rozwiązać, zdelegalizować i zepchnąć do podziemia.
Elity obecnej władzy wydały...quot;Samoobronie" wojnę.
Wojnę się jednak
albo wygrywa, albo przegrywa. Wiedzą o tym ludzie tacy, jak ja, walczący
na wszystkich frontach drugiej wojny światowej, wiedzą ludzie obecnie
upokarzani i oszukiwani, ale w swoim upokorzeniu i krzywdzie zdeterminowani
i gotowi walczyć do końca.
Lepper i jego
...quot;Samoobrona" umieją walczyć. Ta walka jest słuszna. I słuszne
będzie ostateczne w niej zwycięstwo, bo będzie to zwycięstwo nie tylko
polskiej wsi, lecz także całej Polski. Nas wszystkich.
STANISŁAW SKALSKI
generał brygady, pilot
SAMOOBRONA - DLACZEGO? PRZED CZYM?
- Celem tej rozmowy jest przedstawienie Pana i Pańskich 'poglądów. Jest
Pan człowiekiem poniekąd kontrowersyjnym. Czytelnicy prasy lub telewidzowie
znają Pana przede wszystkim jako lidera radykalnej organizacji rolników,
która nie stroni od różnych przejawów czynnego protestu. Zanim poproszę
Pana o bardziej szczegółowe informacje dotyczące osobiście Pana i
kierowanej przez Pana...quot;Samoobrony", zacznę od fundamentalnego,
może nieco zaskakującego pytania: jak Pan rozumie to, że jest Pan
Polakiem? Jakie stąd wyciąga Pan dla siebie wnioski?
- Tak, jestem Polakiem i czuję się z tego dumny. Należę do narodu
o tysiącletniej państwowości, bogatej kulturze, cywilizacyjnie przynależnej
do Zachodu, ale przez swoją słowiańskość także do Wschodu.
Z doświadczeń dalszej i bliższej przeszłości wyciągam wniosek, że
Polacy są wprawdzie trudni do pokierowania, ale potrafią zrobić wiele
dobrego. Mają cechy charakteru i intelektu temu sprzyjające. Jednak
nie zawsze było i jest im dane działać w sprzyjających warunkach ustrojowych.
Obecnie naszą tragedią narodową są nieudaczne rządy. Po kilku dekadach
zależności i oswobodzeniu się z narzuconego nam ze Wschodu ciasnego
gorsetu ustrojowego, dokonywane przemiany nie przyniosły, niestety,
zakładanego i oczekiwanego przez naród skutku. Zależność zmieniła
swój kierunek: ze wschodniej na zachodnią. Ustrój wdrażany odgórnie
przy czynnym udziale czynników zewnętrznych nie wyzwala talentów i
inicjatywy społecznej. Idea samoobrony wyrosła z tych przewartościowań.
Oznacza ona nie tylko chęć położenia tamy niszczycielskim działaniom
elit, ale także poszukiwanie polskiej, trzeciej drogi. Jestem głęboko
przekonany, że ją odnajdziemy.
Doświadczenia ostatnich czterech lat są gorzkie, ale bardzo pouczające.
Wynika z nich, że potrzebna jest manifestacja wspólnej woli narodu,
który przetrwał hitleryzm i stalinizm nie po to, żeby ugrzęznąć na
mieliznach i bezdrożach. Jako Polak dumny jestem z tego, że wraz z
moimi kolegami i rodakami staję do walki o tę nową, prawdziwie demokratyczną
i autentycznie niepodległą Polskę. Nie uchylam się od odpowiedzi na żadne z pańskich pytań. Pragnę zaprezentować
szczerze i otwarcie moje poglądy, intencje i zamiary na przyszłość.
- Kiedy i w jakich okolicznościach zdecydował się Pan zorganizować
Związek Rolnictwa ,,Samoobrona"?
- Gdy w Polsce rozpoczęły się zmiany, w ludzi wstąpiła nadzieja.
Ja również uwierzyłem, że przychodzą nowe, lepsze czasy. Że będzie
można wreszcie spełnić marzenia o zakupie ciągnika, budowie chlewni,
kurnika, zakładu przetwórstwa rolno-spożywczego. Że to wszystko będzie
zrealizowane normalnie. Bo dawniej było to niekiedy
możliwe, ale tylko na przydziały, talony, po znajomości. Wtedy to,
a był konkretnie rok 1990, cała masa rolników poszła do banków i na
te cele zaczęła zaciągać kredyty. Aż dziw brał, że banki z ochotą
i małą
troską o spłatę długów, udzielały każdemu pożyczek. Kto wtedy
wchodził do banku po kredyt, wychodził z pieniędzmi. Wywoływało
to u mnie niemałe zdziwienie. Ale nie będąc nigdy za granicą, nie
znając się na systemie finansowym, w prostocie ducha wyobrażałem
sobie, że na wolnym rynku tak właśnie jest i tak ma być. Jednak
otrzeźwienie przyszło szybko. Już jesienią 90-go roku zorientowałem
się, że wpadamy w pułapkę zadłużeniową. Ja osobiście byłem jeszcze
w stanie spłacać pierwsze raty długu. Ale byli tacy, którzy tej
możliwości nie mieli. Tym ostatnim bank skwapliwie zaproponował,
żeby wzięli kredyt na spłatę kredytu i odsetek.
- Co Pan wtedy
uczynił?
- Na razie obserwowałem i analizowałem sytuację. Rychło wybiła i moja
godzina. Zostałem zmuszony zaciągnąć kredyt na uiszczenie
odsetek, bo nie mogłem tego uczynić z dochodów. Powiedziałem
wszakże sobie, że czynię to po raz pierwszy i ostatni. A ponieważ
zawsze
byłem ciekawy spraw i szukałem ich wyjaśnień, sięgnąłem po lektury.
Dowiedziałem się, co to jest Międzynarodowy Fundusz Walutowy
i Bank Światowy. Że tam, gdzie zaczynają one działać, pozostają tylko
po uszy zadłużone kraje, których obywatele cierpią głód, nędzę
i ubóstwo. Z prawdziwym przerażeniem dowiedziałem się, że od 1990
roku także Polska stała się obiektem działań tego bezlitosnego wyzysku
i ucisku ze strony MFW i Banku Światowego. Wtedy zadałem sobie
pytanie - co robić? W odpowiedzi na nie zrodziła się myśl, że przed
tym
nowym zagrożeniem musimy bronić się sami.
- Co nastąpiło
dalej?
- Dnia 27 lipca 1991 roku - pamiętam tę datę dokładnie! W małej miejscowości Zielnowo, gmina Darłowo, powstał pierwszy
Komitet Samoobrony Rolnictwa. Przyczyną tego była też klęska
powodzi, która nawiedziła Darłowo i okoliczne wsie. Prędko uświadomiłem
sobie, że sama walka o odszkodowanie za straty nie
wystarczy i w ogóle nie ma sensu, bo tak naprawdę, to nikt nie
okazywał ochoty, by nam pomóc.
Od początku więc dzieło samoobrony wystartowało z szerokiej bazy.
Pojmowaliśmy coraz lepiej, że rzuceni na głębokie wody wolnego rynku,
my, rolnicy polscy, rozbici zostaniemy przez ich fale, jeżeli nie
położymy im tamy. Zaczęliśmy więc publicznie protestować. Najpierw
w Zamościu i Darłowie, potem w Warszawie, przed Sejmem. Powołany został
spontanicznie Krajowy Komitet Samoobrony Rolnictwa. Po podpisaniu
porozumienia 14 listopada 1991 roku sądziliśmy, że...quot;Solidarność"
RI oraz Kółka Rolnicze są tymi oficjalnymi organizacjami chłopskimi,
które podejmą nasz protest i będą należycie bronić interesów wsi polskiej.
Nic takiego jednak nie nastąpiło. Obydwie wspomniane organizacje ograniczyły
się do twierdzenia, że, jako z punktu widzenia formalno-prawnego niezrzeszeni,
jesteśmy intruzami na scenie publicznej. A w Warszawie powiadano nam
wprost: nie jesteście potrzebni w stolicy, wracajcie do domu, nie
macie osobowości prawnej, więc z wami i tak nikt nie będzie rozmawiał!
Właśnie wtedy postanowiliśmy udowodnić, że nie jesteśmy chłopkami
sprzed JJ wojny światowej i wiemy, jak sobie załatwić osobowość prawną.
I tak w grudniu 1991 roku zostały złożone odpowiednie dokumenty założycielskie
do sądu warszawskiego. 10 stycznia 1992 roku zarejestrowano Związek
Zawodowy Rolnictwa...quot;Samoobrona", który może zrzeszać nie
tylko rolników indywidualnych i ich rodziny oraz emerytów i rencistów,
ale również osoby pracujące na rzecz i w otoczeniu rolnictwa.
- A więc droga do...quot;Samoobrony" rolników, choć wyboista,
w gruncie rzeczy była prosta?
- Oczywiście. Gdyby w Polsce zaistniała owa...quot;normalność",
na
temat której rzuca się tyle słów na wiatr, to żadna samoobrona nie
byłaby w ogóle potrzebna. Zewnętrzne, twarde warunki i będące
skutkiem dyktatu MFW i Banku Światowego zagrożenie, powstałe
dla samego istnienia naszych gospodarstw, a więc też i dla bytu nas
samych i naszych rodzin, ogólna obojętność na tę straszliwą sytuację
- oto rzeczywiste i najgłębsze przyczyny narodzin Związku Rolnictwa
...quot;Samoobrona".
- Mówi Pan o...quot;zewnętrznych, twardych warunkach" sytuacji
polskiej, jako sprawczej przyczyny powstania ,,Samoobrony". Jak
Pan to rozumie?
- Otóż, gdy powstał rząd Rakowskiego i potem, poczynając od pierwszego,
niekomunistycznego gabinetu Mazowieckiego, narzucono Polsce z zewnątrz
kurs polityki społeczno-ekonomicznej, który, choć w zupełnie inny
sposób, prowadzi - przynajmniej pod względem gospodarczym - do nie
mniejszej katastrofy narodowej, co sowietyzm, a nawet stalinizm. Rzecz
w tym, że tę zgubną orientację postsolidarnościowe elity rządzące,
od wspomnianego Mazowieckiego, przez Bieleckiego, Olszewskiego aż
do Suchockiej, uznały i uznają za rzekomo bezalternatywną. Nawet tzw.
lewicowa opozycja z SdRP we wszystkich istotnych kwestiach popierała
i popiera wspomnianą orientację narzuconą nam z zewnątrz przez MFW
i Bank Światowy. Gdyby nie głosy większości członków Klubu SLD, to
skandaliczny program prywatyzacji, który zakłada import bezrobocia,
wyprzedaż za półdarmo polskiego majątku narodowego obcym, w ogóle
by w Sejmie nie przeszedł. To wydarzenie urosło, w odniesieniu do
SLD i SdRP, a zapewne też kierownictwa OPZZ przynależnego do tego
samego klubu parlamentarnego, do rangi symbolu. Symbolu sprzeniewierzenia
się liderów SLD obietnicom poczynionym własnym wyborcom, jakże przecież
licznym. Od dawna zresztą obserwowaliśmy, że posłowie i senatorowie
SLD byli jakby doczepieni do Unii Demokratycznej lawirując na orbicie
rządu Suchockiej. Wydaje mi się, że duża część przywódców SdRP z Kwaśniewskim
na czele, po prostu kontynuuje politykę dawnego, jaruzelsko-rakowskiego
skrzydła byłej PZPR. A jaka to była polityka, wszyscy wiemy. Z kolei,
dlaczego do tej grupy dołączyła nie mająca takiej samej przeszłości
obecna szefowa OPZZ, Ewa Spychalska, pozostaje dla mnie osobiście
zagadką.
- Czy, Pańskim zdaniem, były w ogóle jakieś inne, bardziej
konstruktywne siły w b. PZPR, jeżeli już mówimy na ten temat? Jeżeli
tak, to jakie i co Pan o nich sądzi?
- W PZPR były bardzo różne grupy. Osobiście nie oceniam
ludzi według etykietek, to jest ich przynależności partyjnej, ale
według
postaw i konkretnych, indywidualnych działań. Dotyczy to zarówno
przeszłości, jak i teraźniejszości.
Nie mogę wszakże, jako lider...quot;Samoobrony", w ogóle nie interesować
się tym, co robiły w przeszłości osoby pragnące wstąpić do naszej
organizacji. Z natury rzeczy wiele z nich należało dawniej także do
ZSL czy, w tym wypadku, do PZPR, w której, jak
wspomniałem, były różne siły i rozmaite jednostki. O ile się orientuję,
to obecna SdRP, jej elita, reprezentuje przede wszystkim byłą grupę
kierowniczą...quot;przewodniej siły". Właśnie tę, która bezpośrednio
i najbardziej obciążona jest dziedzictwem fatalnych rządów, zdradzieckich
poczynań, korupcji, wysługiwania się Sowietom. Jest to grupa, która
wraz z bliskimi sobie ludźmi z byłego KOR-u utworzyła za wspólnym
błogosławieństwem Moskwy i Waszyngtonu...quot;okrągły stół" i
przekazała władzę części dawnej opozycji. Jeżeli dzisiaj taki Adam
Michnik afiszuje się na przykład przyjaźnią z Wojciechem Jaruzelskim
i lansuje książkę Jaruzelskiego w Paryżu, to nie ma w tym nic nadzwyczajnego.
Po prostu stanowi to potwierdzenie zażyłych związków występujących
między ostatnim kierownictwem PZPR i KOR-em.
Natomiast zupełnie jest głucho o tych działaczach i szeregowych członkach
b. PZPR, którzy znajdowali się w ostrej opozycji wobec jaruzelsko-rakowskiego
kierownictwa i z tej racji niekiedy ponosili kary, szykany, represje.
Przepowiadali oni, czym się skończy polityka wyprzedawania ideałów
i wartości autentycznie socjalistycznych. Nie wolno nam zapomnieć
np. roli odgrywanej w przeszłości przez PPS, do której należał, bądź
co bądź, w swoim czasie nawet Józef Piłsudski!
- Czy mógłby Pan powiedzieć ściślej, o jakich ludzi i o jakie siły
tu
chodzi?
- Gdy nastąpiły wypadki radomskie w 1976 roku, liczni członkowie byłej
PZPR - w tym robotnicy, pisarze, publicyści - oburzeni
na politykę antyrobotniczą ówczesnego kierownictwa, wystosowali
...quot;List 2000" do Gierka. W liście domagali się stanowczo powrotu
do
pierwszego okresu gierkowskiego i realizacji podjętych wobec społeczeństwa
zobowiązań. Poza tym były w PZPR różne grupy opozycyjne
i niekonformistyczne, działające w trosce o byt ludzi pracy, o sprzeniewierzane
przez klikę rządzącą ideały ustroju sprawiedliwości społecznej. Ciekawe
i ważne, że te grupy z PZPR łączyły się niekiedy z ludźmi
z kręgów pozapartyjnych, podobnie czującymi i myślącymi.
Nawiązując dziś do oceny współczesnych działaczy nurtów postpezetperowskich,
pytać należy, o kogo konkretnie chodzi. W końcu także Leszek Balcerowicz
był członkiem PZPR, a nawet pracownikiem jednej z instytucji ideologicznych
bezpośrednio związanych z KC partii. Podobnie - prof. Gieremek i inni.
Zakładając i rozwijając...quot;Samoobronę" nie wolno pomijać i
powyższego punktu widzenia. Tym bardziej, że w strukturze znacznie
szerszej od Związku Rolnictwa...quot;Samoobrona", a więc w Komitecie
Samoobrony Narodu, jest miejsce dla wszystkich, którzy pragną bronić
interesów narodowych, obojętnie gdzie byli i co robili przed 1989
rokiem. Nie przypadkiem są w tym Komitecie liczni AK-owcy i BCH-owcy
oraz żołnierze byłej AL.
- Czy są to przemyślenia i wnioski, które Pan sformułował
ostatnio?
- W tym sensie, że w miarę tworzenia i rozwoju, a więc budowy
...quot;Samoobrony", orientowałem się, że wchodzą do tej struktury
różne
siły i ugrupowania, których wspólnym mianownikiem jest wola
czynnej obrony podstawowych wartości duchowych i cywilizacyjnych,
a więc też materialnych, narodu polskiego. Wielkie strajki
miedzi, zbrojeniówki, kopalni węgla, pracowników oświaty, służby
zdrowia, i w ogóle budżetówki, uświadomiły nam obiektywną konieczność
powstania, istnienia i dynamicznej rozbudowy...quot;Samoobrony"
w służbie ojczystej sprawy.
Podobnie myślą nasi sojusznicy i przyjaciele. Podobny też jest cel
ich dążeń, chociaż rozmaite bywają metody stosowane, by cel ten osiągnąć.
Na przykład, działający od trzech lat i zaprzyjaźniony z nami Komitet
Obrony Bezrobotnych składa się z ludzi pozbawionych pracy, ale też
pracowników nauki i kultury różnych orientacji, a nawet księży. Są
tam zarówno ludzie ze stolicy i dużych miast, jak i z głębokiej prowincji.
Dla nich samoobrona to nie tylko manifestacje, czy, jak się popularnie
mówi, zadymy. Organizują też przedsiębiorstwa, w których bezrobotni
znajdują nowe miejsca pracy. Te przedsiębiorstwa tworzą ogólnopolską
agencję inicjatyw gospodarczych. Z kolei KOB należy do Europejskiej
Sieci Ekonomiki Alternatywnej i Solidarnej z siedzibą w Paryżu. Ma
przedstawicielstwa w EWG i w Moskwie. Wszystko to są różne formy aktywnego
działania i obrony własnych koncepcji programowych. Na przykład wspomniana
Sieć Ekonomiki Alternatywnej wypracowuje inny rodzaj gospodarki rynkowej
niż ten, który narzuca MFW, Bank Światowy i EWG. O dziwo, w tworzeniu
tych alternatywnych programów uczestniczą też różni działacze i ekonomiści
zachodni...
- A więc, krótko mówiąc, konkretne okoliczności, które skłoniły
Pana do organizowania ,,Samoobrony", dość szybko obrosły w znacznie
rozleglejsze, także historyczne oraz międzynarodowe uwarunkowania?
- Tak jest. Myślę, że może najważniejszym naszym atutem jest
trafne wyczucie dziejowej chwili, w której zaczęliśmy działać i weszliśmy
do polskiej gry. Dodaje nam to siły ł skuteczności. Ułatwia
zespalanie wysiłków ludzi o bardzo rozmaitych rodowodach. Jako
organizacja młoda i nie akceptująca mylących celowo nasze społeczeństwo
podziałów na lewicę i prawicę, możemy ich połączyć, bo sami mamy czystą
hipotekę. A dla współczesnych Polaków jedność - ponad podziały, swary,
rywalizacje ambicji i kłótnie - jest koniecznością nadrzędną. By to
wszystko uczynić, powołaliśmy do życia...quot;Samoobronę".
- Czy odpowiada prawdzie, choćby po części, twierdzenie, jakoby
Andrzej Lepper i jego koledzy utworzyli ,,Samoobronę" dlatego,
żeby
wykręcić się od spłaty wielomiliardowych długów bankowych?
-...quot;Samoobrona" od samego początku walczyła nie tyle o umorzenie
długów zaciągniętych przez rolników - i nie tylko przez nich - ile o to, żeby w Polsce
powstały normalne warunki ustrojowo-ekonomiczne
dla życia jej obywateli i rozwoju kraju. Mówiliśmy nieustannie o tym,
że
należy wdrażać prawidłowe i sprawdzone gdzie indziej, dostosowane
do
naszej specyfiki, zasady ekonomiczne, dzięki którym będzie można
wywiązywać się także z zaciąganych zobowiązań kredytowo-finansowych,
a także z zobowiązań wobec państwa. Dla nas nowa, demokratyczna Polska
i tzw....quot;powrót do normalności" oznaczały przyjęcie
zdrowych reguł gry gospodarki wolnorynkowej zarówno w mieście, jak
i na wsi. Nie trzeba być Milionem Friedmanem czy Keynesem, żeby
wiedzieć, że we współczesnym kapitalizmie rolnicy - od USA i Kanady,
przez EWG do Nowej Zelandii - otoczeni są ochroną państwa,
a jednym z filarów tego klasycznego protekcjonizmu jest sprzyjający
farmerom system kredytowo-bankowy. Kto, jak na przykład Leszek
Balcerowicz, prawi komunały o...quot;czystym, wolnym rynku" dla
wsi
polskiej, ten nie tylko rozmija się z podstawowymi kanonami nowoczesnej
ekonomiki rolniczej, ale po prostu dąży do zniszczenia polskiego
rolnictwa. Na tej balcerowiczowskiej drodze zagłady naszej wsi pułapka
kredytowa stanowi jedno z głównych zagrożeń.
Jak Pan widzi, my, z...quot;Samoobrony", nie sprowadzamy naszego
protestu li tylko do kwestii zadłużenia. Jest to nie przyczyna, ale
skutek pogłębiającej się katastrofy naszego rolnictwa, której głównym
powodem sprawczym jest narzucona dyktatem MFW polityka świadomej dewastacji
wsi polskiej, rozbrajania jej przed konkurencją zagraniczną, głównie
z EWG. Towarzysząca temu procesowi lichwa bankowa dopełnia dzieła
zniszczenia. I to - dodam - lichwa uchwalana i wspierana przez rządzące
dziś Polską gremia, które nieustannie odwołują się do nauk Kościoła
i Ewangelii, mimo, że to właśnie Chrystus i Jego Apostołowie oraz
liczni papieże tak zdecydowanie potępiali lichwiarski proceder!
- Ale nie odpowiedział Pan do końca na moje pytanie. Czy,
pomimo wszystko, nie założył Pan...quot;Samoobrony" także po to,
by
wykręcić się od spłaty długów?
- Sytuacja była akurat odwrotna. I ja, i moi koledzy z...quot;Samo
obrony", mogliśmy już w początkach naszej działalności łatwo
pozbyć się długów, a nawet zaciągnąć nowe kredyty.
Tak było! Przytoczę Panu następujące fakty.
Gdy protestowaliśmy pod Sejmem w 1991 roku uczyniono mi - i to na
wysokim szczeblu władzy - propozycję, że jak tylko wrócę do domu i
zaniecham dalszej działalności, to moje sprawy zostaną od ręki pozytywnie
załatwione i nie będę miał dłużej żadnych problemów finansowych. W
czasie okupacji budynku Ministerstwa Rolnictwa w ub. roku powiedziano
nam, że jeżeli przerwiemy protest, to ktoś z...quot;Samoobrony"
dostanie funkcję wiceministra Rolnictwa. Jeszcze potem namawiano mnie
usilnie, żebym zaniechał działalności za cenę oddłużenia i uzyskania
nowych kilkumiliardowych kredytów na przetwórstwo ziemniaków, na które
m.in. zaciągnąłem pożyczkę, proponując mi jednocześnie stanowisko
przewodniczącego Rady do Spraw Wsi i Rolnictwa przy Prezydencie RP.
Z żadnych tych i podobnych propozycji nie skorzystałem, ponieważ byłby
to koniec...quot;Samoobrony", a ja do końca życia miałbym wyrzuty
i czułbym się zwykłą szmatą, jako człowiek, który zawiódł oczekiwania
tych, którzy mi zawierzyli. Nie podjąłem walki o własne sprawy, ani
o interesy jakiejś wąskiej grupy ludzi. Widzę sprawy znacznie szerzej.
Dostrzegam konieczność walki o Polskę, bo ona ginie. Nigdy nie stawiałbym
prywatnych interesów ponad sprawy
narodu i państwa.
Dodam, że była też publiczna wypowiedź Ministerstwa Rolnictwa oczerniająca
mnie, jakobym rzekomo skorzystał z oddłużenia Banku Spółdzielczego
w Darłowie, do którego należę i który - jako jedyny w kraju - został
w stu procentach oddłużony. Otóż prawda jest taka, że z tego oddłużenia
nie skorzystałem i nie skorzystam, ponieważ zostało ono przeprowadzone
jako swoista prowokacja, a ponadto w sposób całkowicie sprzeczny z
zasadami i programem...quot;Samoobrony".
- W tygodniku...quot; Wprost" nr 20. z 1993 r., pod tytułem ,,Długów
odpuszczenie", wiceminister Rolnictwa, Jerzy Rey, oświadczy!,
że
skorzystał Pan z oddłużenia na kwotę 440 milionów zł. Czy to prawda?p>
- Jest to kłamstwo. Kłamstwo mające na celu skompromitowanie mnie,
jako przewodniczącego...quot;Samoobrony", w oczach nie tylko
rolników, ale i całego społeczeństwa. Przygwoździłem zresztą to kłamstwo
pana Reya w liście do czasopisma...quot;Wprost", wydrukowanym
w kolejnym, 21. numerze tego tygodnika, z dnia 23 maja 1993 r. Nawiasem
mówiąc, byłoby znacznie lepiej, gdyby pan Rey ustosunkował się do
postawionego mu publicznie zarzutu, iż, jako wiceminister, skutecznie
oddłużył swojego krewniaka na kwotę 23 miliardy zł i...quot;podarował"
mu dodatkowo 4 miliardy zł dalszego kredytu, aniżeli oskarżał fałszywie
innych.
- Jednak wracając do Pańskiego osobistego zadłużenia - jak się
ono przedstawia?
- Moje zadłużenie wynosi obecnie 1,2 miliarda zł i powinno być
rozpatrzone przez fundusz, nie przez bank. Nie ma mnie na liście
oddłużonych sporządzonej przez NIK, na której znaleźli się wszyscy
dłużnicy powyżej miliarda zł, pozytywnie załatwieni przez fundusz.
27 kwietnia 1993 r. złożyłem skargę, w której domagam się od funduszu
wyjaśnienia sprawy mojego oddłużenia, ponieważ jest to następny etap
zadłużenia. Do dzisiaj nie otrzymałem odpowiedzi. To pan Rey podjął
decyzję, że Bank Spółdzielczy Darłowo, w którym jestem zadłużony,
jako jedyny bank w Polsce zostanie oddłużony w 100 procentach. Dlaczego?
Dlatego, żeby skompromitować Leppera.
Ten kij ma jednak dwa końce. Jeżeli sprawa oddłużenia całej gospodarki
narodowej, w tym rolnictwa, nie zostanie załatwiona systemowo, zgodnie
z projektem...quot;Samoobrony" przedstawionym wiosną 1992 r.,
to takie afery będą się powtarzać bez końca. Chciałbym jeszcze dodać,
że o własne sprawy, tylko o własne sprawy, nigdy nie walczyłem i walczyć
nie będę....quot;Samoobrona" od początku stawiała sprawę jasno:
nie chcemy umorzenia kredytów, natomiast chcemy stworzenia normalnych
warunków, które by umożliwiły realizację zobowiązań wobec państwa
i wobec banków.
- Czy mógłby Pan bliżej wyjaśnić to swoje stanowisko?
- Oczywiście. Tak rozumiane...quot;selektywne" oddłużanie banków
i rolników stanowi tylko przedłużanie agonii wsi. Chodzi wprawdzie o jej przetrwanie,
ale tylko do spłacenia pierwszej raty. Nieubłaganie
nadejdzie drugi etap tego niszczycielskiego dzieła. Pętla zadłużenia
zaciśnie się na szyi chłopa. Jego gospodarstwo padnie w warunkach
podobnych do tych, jakie narzucał Wielkopolsce pruski aparat hakaty
w XIX wieku, by pozbawić Polaków - zarówno chłopów, jak
1 szlachtę - ich ojczystej ziemi. Zastanawiam się niekiedy, czy
legendarnej postaci Wojciecha Drzymały, który mieszkając w wozie
na kółkach bronił przed hakatą swego gospodarstwa, nie uczynić patronem
naszej dzisiejszej...quot;Samoobrony".
- A więc, nade wszystko, obrona polskiej ziemi...?
- Tak jest. Obrona każdego skrawka, każdej piędzi ojcowizny.
Doszło dziś już do tego, że polskie ponoć władze i sądy czynią nam
z tej
racji zarzut, jakby to było jakieś wykroczenie lub zgoła przestępstwo.
A przecież w suwerennej, niezawisłej i demokratycznej Rzeczypospolitej
Polskiej obrona ziemi to nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek
konstytucyjny każdego jej obywatela! Nasze stanowisko w kwestii
zadłużenia polskiego rolnictwa i walka...quot;Samoobrony" przeciwko
dyktatowi MFW i Banku Światowego, to nic innego, jak realizacja
wspomnianego obowiązku. Właśnie dlatego działaliśmy, działamy
i będziemy działać, jako Związek Zawodowy...quot;Samoobrona",
zgodnie
z obowiązującym porządkiem prawnym i w jego obronie, a nie, jak
twierdzą nasi wrogowie, wbrew i przeciwko temu prawu.
- Ale powróćmy
może do kwestii oddłużenia. Czy chodzi Panu tylko o rolnictwo?
- Wcale nie. Walcząc o interesy polskiej wsi wiem,
że nie można ich załatwić w oderwaniu od całości problemów społecznych
i gospodarczych nurtujących kraj. Zdaję sobie też sprawę z tego, iż
istnieje rygor interesu ogólnego, jego nadrzędność nad zagadnieniami
i postu latami cząstkowymi. W żaden sposób nie wolno ubierać Polski
w ciasny chałat interesów i interesików partykularnych. To dotyczy
również zadłużenia. Aby rozwój Polski oznaczał poprawę życia mas,
a nie ich pogłębiającą się nędzę i socjalną degradację, żeby nie stanowił
dobrobytu tylko dla nielicznych, konieczne jest oddłużenie całej polskiej
gospodarki. Czy Pan wie, że obecne jej zadłużenie przekracza astronomiczną
sumę 400 bilionów złotych? Oddłużanie winno być przeprowadzane systemowo
i integralnie. Objąć również, a nie tylko, rolnictwo. Gdy to nastąpi,
wówczas z kredytów będę korzystał także ja i inni koledzy z...quot;Samoobrony".
Ale dopiero wtedy, w żadnym razie nie wcześniej.
Czy może wykorzystaliśmy zaciągnięte w latach 1990-1992
pożyczki niewłaściwie? Absolutnie nie, co stwierdzam z całkowitą odpowiedzialnością.
Tylko bardzo nieliczni zużyli kredyty na cele niezgodne z przeznaczeniem
pożyczonych pieniędzy. W swej przeważającej części kredyty zaciągali
rolnicy młodzi i przedsiębiorczy. Tacy, którym zależało autentycznie
na dynamicznym rozwoju swych gospodarstw. I na tym, by polska wieś,
nowoczesna, światła i wysoko-wydajna stała się konkurencyjna dla najbardziej
nawet rozwiniętych krajów świata. I w tym tkwił właśnie sęk całej
sprawy. Mocodawcom pp. Balcerowicza, Bieleckiego, Lewandowskiego,
Janowskiego i im podobnych, zależało i zależy na czymś zgoła przeciwnym
- by rolnictwo polskie upadło i przestało być konkurencyjne dla Zachodu.
Użyli więc przeciwko nam, rolnikom, pułapki kredytowej. W oficjalnych
mediach słyszy się, że ponoć kredyty wzięli cwaniacy i przehulali
je raz-dwa. To nędzne kłamstwo zasługujące na publiczne potępienie.
Dyrektor banku, który dzisiaj twierdzi, że kredyt został wykorzystany
niezgodnie z przeznaczeniem, powinien sam go spłacić. Przecież prawo
bankowe obliguje go do sprawdzania zgodności wykorzystywania kredytu
z przeznaczeniem. Należałoby takiemu dyrektorowi zadać pytanie, co
robił wtedy, gdy widział, jak się marnuje zaciągnięte z jego banku
pieniądze. Przecież winien on po stwierdzeniu tego rodzaju sytuacji
natychmiast zażądać uiszczenia całości długu!
W rzeczywistości występowała jednak zupełnie odmienna
sytuacja. Banki orientowały się, że z tych lub innych przyczyn kredytobiorca
nie może spłacić długu i odsetek. Czekały więc spokojnie na upływ
terminu, a następnie oferowały... ponowny kredyt na zapłacenie poprzedniego
kredytu i odsetek! Tak zachowywały się kierownictwa banków w stosunku
do normalnych kredytobiorców. Zupełnie ich nie interesowało to, w
jaki sposób i na jakie cele biorący-pieniądze użytkował uzyskane środki.
Czy korzystał z nich zgodnie z przeznaczeniem - co stanowiło regułę
- czy nie, banków to nie interesowało i każdemu oferowały to samo:
ponowny kredyt na regulację zaciągniętego wcześniej kredytu.
Co zaś tyczy mnie osobiście, to muszę stwierdzić,
że pożyczając od banków przez dziesięć lat pieniądze, użytkowałem
je zgodnie z przeznaczeniem i starałem się skrupulatnie wywiązywać
z zaciągniętych zobowiązań. Ani ze mną, ani z tysiącami innych polskich
rolników, którzy brali kredyty, banki nie miały problemów. Zadłużenie
i jego konsekwencje nie wynikły z nieudolności właścicieli gospodarstw
czy nieróbstwa rolników, ale z błędnej, antypolskiej polityki ekonomicznej,
a w naszym przypadku szczególnie finansowo-kredytowej, kolejnych rządów
- od Rakowskiego do Suchockiej.
- Od Mieczysława Rakowskiego?
- Tak, właśnie. To przecież nie kto inny, jak Rakowski,
będąc premierem, dnia 31 stycznia 1989 roku wprowadził w życie nowe
prawo bankowe, do którego zapisano możliwość stosowania zmiennej stopy
procentowej. Rakowski czyniąc to był prekursorem Balcerowicza w inicjowaniu
planu dewastacji gospodarczej Polski. Rakowski popełnił...quot;błąd"
(a raczej z całym cynizmem i pełną świadomością podjął politykę) traktowania
rolnictwa, jakby było ono handlem, w którym rotacja towarów jest szybka,
a cykl produkcyjny krótki. Kontynuatorzy dzieła niszczenia Polski,
autorstwa Rakowskiego, a więc kolejno: Mazowiecki, Bielecki, Olszewski
i Suchocka, zmienną stopą procentową jeszcze bardziej sytuację zaostrzyli.
Doprowadzili do krachu już nie tylko rolnictwo, ale również handel,
drobną wytwórczość, rzemiosło, usługi, przede wszystkim zaś potężne
działy przemysłu lekkiego, ciężkiego i wydobywczego. Wszystko to pod
dyktat MFW. W odpowiedzi na oficjalne peany pochwalne dla Balcerowicza
i jego planu, które rozbrzmiewają z telewizora i łamów koncesjonowanej
prasy, chciałbym usłyszeć, dlaczego -jeżeli jest tak dobrze -jest
aż tak źle? Dlaczego jakoś nie słychać, by zmienna stopa procentowa
i polityka finansowa kolejnych rządów rakowsko-postsolidarnościowych
przyniosły korzyści choćby jednej gałęzi gospodarki narodowej, postawiły
na nogi choćby jeden zakład, czy wieś? Dlaczego tak jest? - pytam.
Dlaczego?
- Powiada się, że polityka - to realizacja dobra
powszechnego...
- Powiada się tak, otóż to! Tymczasem po tych kilku
latach rządów Rakowskiego i jego następców, aż do pani Premier Suchockiej
należy się zastanowić, czy - generalnie rzecz biorąc - idziemy w kierunku
stopniowego postępu i rozwoju Polski, czy odwrotnie, ku jej upadkowi
i konsekwentnemu wyniszczeniu. Niestety, dzisiaj jest to już pytanie
czysto retoryczne. Osobiście jestem zdania, że to, co się dzieje wokół
nas, jest zbrodnią na narodzie i państwie polskim.
Najwidoczniej komuś możnemu na tym świecie zależy,
by Polska, podobnie jak inne kraje objęte zasięgiem i kontrolą MFW
oraz Banku Światowego, przekształciła się w jeden wielki rynek zbytu
dla nad wyżek produkcyjnych państw wysokorozwiniętych. Bynajmniej
nie opowiadam się za szczelnym zamknięciem granic naszego kraju przed
obcymi towarami i kapitałami, ale sądzę, że regulować ten obieg winien
nadrzędny polski interes narodowy, polska racja stanu.
Współpraca gospodarcza z zagranicą, wszechstronna
wymiana handlowa - oczywiście tak, ale na zasadach równoprawności
i partnerstwa. Otwarcie Polski tak pojęte powinno być dokonywane na
wszelkie bez wyjątku kierunki - na Północ i Południe, na Wschód i
Zachód.
- Skąd wziął Pan pomyśl organizowania czynnego
protestu przeciwko bankom, urzędom państwowym, funkcjonariuszom rządowym?
Czy, Pańskim zdaniem, pasuje do Pana określenie...quot;Jakuba Szeli
III Rzeczypospolitej"?
- Nie zaczynałem
od czynnych protestów. Nastąpiły one wtedy, kiedy żadnego z zawieranych
wcześniej porozumień praktycznie nie realizowano, a rolnicy byli nieustannie
prześladowani i gnębieni przez banki oraz komorników. Blokowanie urzędów
państwowych w każdym wypadku poprzedzały pisma lub oświadczenia, w których
zwracaliśmy uwagę na wciąż pogarszającą się sytuację w kraju, zwłaszcza
w rolnictwie....quot;Samoobrona" kilkakrotnie przedstawiała własne
projekty rozwiązań problemów zadłużenia, restrukturyzacji PGR-ów, spółdzielni
produkcyjnych i programu funkcjonowania po nowemu spółdzielczości wiejskiej.
Będę zresztą o tych propozycjach jeszcze mówił. Nic to jednak nie pomagało.
Cierpliwość nie tylko rolników z...quot;Samoobrony", lecz także
ogółu Polaków, dochodziła kresu. Zdawaliśmy sobie wszyscy coraz lepiej
sprawę z tego, że uruchomiona przeciwko nam i Polsce machina rzekomych
reform i przekształceń musi być zatrzymana. Po przestrogach i deklaracjach
nadszedł czas na czynny protest. Musimy pamiętać też o tym, że społeczeństwo
polskie zostało odepchnięte od decyzji o własnym losie.
Wprowadzono coraz liczniejsze blokady wyrażania przez
naród jego woli. Cóż nam więc pozostaje innego, jak nie czynnie przeciwko
temu wszystkiemu protestować?
- A porównywanie Pana do Szeli?
- Analogie historyczne bywają mylne. Ale nie uciekam
od nich. Każdy Polak ma niejako we krwi zakodowane główne wyznaczniki
dziejów narodu, do którego przynależy. Porównanie mnie do Jakuba Szeli
na pewno nie wynika z sympatii dla mnie. I chociaż czasy są dziś całkiem
inne, przyjmuję je z dobrodziejstwem inwentarza. Nie jestem historykiem,
by wypowiadać się na ten temat autorytatywnie. Wydaje mi się wszakże
z tego, co wiem, że postaci Jakuba Szeli nie można rozważać jednowymiarowe.
Prawdziwy obraz tego osobliwego przywódcy chłopów galicyjskich jest
złożony zarówno politycznie, jak i psychologicznie. Żył od końca XVIII
do drugiej połowy XIX wieku.
Był świadkiem i aktorem wydarzeń, które doprowadziły
zarówno do rozbiorów Polski, jak i powstań narodowych. Jak wielu innych
polskich chłopów, którzy pamiętali insurekcję kościuszkowską, sukmanę
Naczelnika, gdy przysięgał na Rynku Krakowskim, i Bartosza Głowackiego
pod Racławicami, sądził, że walcząc u boku szlachty i magnaterii o
wolną Polskę, ci, co żywią i bronią Ojczyzny, doczekają się własnej
ziemi. Jak tylu innych polskich chłopów doznał rozczarowania. Panowie
nie chcieli rezygnować z pańszczyzny i poddaństwa włościan.
Zdesperowany Szela
uznał, że szlachta nie dotrzymała obietnicy. Zwiedziony i manipulowany
przez obcych, zaczął szukać pomocy i wsparcia u austriackiego zaborcy.
Rozprawił się krwawo z tymi, którzy go oszukali, za pieniądze nieprzyjaciół
Polski. Jakże mógłbym popierać ten desperacki, w swych skutkach wręcz
zdradziecki, krok Jakuba Szeli! Rozumiem jednak przyczyny, które doprowadziły
jego i galicyjskich chłopów w czasie sławetnej rabacji do tak tragicznej
determinacji.
Nie widzę, oczywiście, mojego podobieństwa do Szeli
poza może tym, że i mnie stać, w razie potrzeby, na walkę. Ziemi polskiej,
gospodarstw rolnych każdego sektora, bronić będziemy do końca. Pod
tym względem i u nas występuje determinacja nie mniejsza, niż u Szeli.
Chcemy jednak, by ta zdeterminowana obrona polskiej ziemi i praw polskiego
rolnika była obroną odpowiadającą obecnym czasom, to jest prawdziwie
demokratyczna, w miarę możliwości pokojowa i wyrzekająca się gwałtu.
Ale gdyby doszło do najgorszego i gdyby trzeba było siłą bronić Polski,
to my, z...quot;Samoobrony", nie cofniemy się. Osobiście ręka
mi nie zadrży w obronie Polski i ojcowizny.
Ponieważ dotknął Pan mojej rzekomej analogii do postaci
Jakuba Szeli, powiem jeszcze jedno. Przywódca galicyjskiej rabacji
brał pieniądze od Austriaków. Natomiast...quot;Samoobrona" nie
działała i nie działa ani za ruble, ani za marki, ani za dolary, jak
to w swoim czasie czyniły liczne organizacje z dawnej opozycji. Od
nikogo nie wzięliśmy niczego. Utrzymujemy się tylko i wyłącznie za
polskie złotówki, które pochodzą z dobrowolnych składek naszych członków
i sympatyków. Także to różni mnie zasadniczo od Szeli. A jeżeli na
siłę chce Pan mnie do kogoś porównać, to od Szeli stanowczo wolę Janosika,
który bogatym zabierał i biednym dawał.
- Czy ma Pan coś przeciwko bogatym?
- Bynajmniej. Nie mam nic przeciwko bogatym. Uważam,
że powinno ich być w Polsce jak najwięcej. Ale pod jednym, zasadniczym
warunkiem: żeby bogacili się w uczciwy sposób. I żeby, kiedy przybywa
bogatych, ubywało biednych. Dodam jeszcze jedno. Akcją samoobrony
powinni być objęci nie tylko zadłużeni rolnicy, robotnicy wyprzedawanych
wielkich zakładów przemysłowych, nauczyciele, pracownicy służby zdrowia,
pisarze, plastycy i przedstawiciele innych dziedzin kultury, ale także
polscy przedsiębiorcy, kupcy czy rzemieślnicy. A więc ludzie - często
zresztą niesłusznie - uważani za bogatych. Także bowiem oni są obiektem
dewastacji społeczno-ekonomicznej ze strony MFW i jego krajowej agentury.
Pytał Pan, czy jestem przeciwko bogatym i Panu odpowiedziałem.
Nie można jednak nie widzieć tego, że w naszym kraju pojęcie...quot;bogacz"
kojarzy się wciąż, niestety, z pojęciem złodzieja mienia społecznego
lub zwykłego aferzysty. Poza tym, wielu obecnych prominentów po dojściu
do władzy od razu pokazało swoje prawdziwe oblicze - ludzi chciwych
na pieniądze, bezwzględnych służalców zagranicznych, dolarowych mocodawców.
Ani Polska, ani ludzie ciężkiej pracy fizycznej lub umysłowej, ani
demokracja, ani wiara chrześcijańska, którą tak często społeczeństwu
mydlą oczy, nie mają dla nich żadnego znaczenia. Liczą się tylko pieniądze
i przywileje władzy. Z takimi pasożytami żerującymi na korupcji trzeba
rozliczać się bezwzględnie. Zasługują nie tylko na potępienie, ale
też na najwyższe kary. To oni gwałcą u nas poczucie publicznej przyzwoitości.
Walka z nimi i gnijącym podłożem społecznym, z którego wyrastają,
nie ma jednak nic wspólnego z szacunkiem i poparciem, jakie winniśmy
okazywać ludziom dorabiającym się majątku w uczciwy sposób. Osobiście
będę popierał rodzący się polski, narodowy kapitalizm, byle tylko
nie był nieludzki.
- A jak, Pańskim zdaniem, sytuacja ludzi bogatych
lub bogacących się powinna się przedstawiać na wsi?
- Bardzo bym się cieszył, gdyby, jak Pan mówi, powstała
na polskiej wsi...quot;sytuacja ludzi bogatych lub bogacących się"!
W rzeczywistości mamy natomiast sytuację akurat odwrotną: rosnącą
liczbę ludzi biednych i coraz biedniejszych. Oczywiste, że przyszłość
zamożnej wsi polskiej jest nierozłącznie związana z zamożnością poszczególnych
rolników i ich rodzin. Ubóstwo nigdzie, a zwłaszcza na wsi, nie może
być uważane za wzór lub cnotę!
W przeszłości występowały w Polsce ostre antagonizmy
między chłopami, jako całością, a np. dworem, czyli dużą własnością
ziemską. Wrogowie Polski rozdmuchiwali te konflikty, o czym najlepiej
świadczy przytoczony przez Pana przykład Szeli. Bo, oczywiście, konflikt
między szlachtą, a chłopstwem, był na rękę zaborcom. Podobnie dzisiaj.
Określone, obce i nieprzyjazne nam siły nie chcą dopuścić do tego,
by ziemie leżące ugorem lub źle gospodarowane przez państwo, stały
się własnością polskiego farmera, czy nowoczesnego ziemianina. Chodzi
w tym wypadku o dwie różne rzeczy.
Po pierwsze, o to, by usunąć z pola widzenia potencjalnego
polskiego rolnika czy właściciela ziemskiego i umożliwić w przyszłości
potajemne, czy półjawne wykupywanie tej ziemi przez obcych obszarników.
Że nie jest to czcza groźba, dowodzi przykład PGR Główczyce, gdzie
junkier niemiecki, baron von Puttkamer, o mało co, przez podstawione
osoby, nie wykupił liczącego aż kilka tysięcy ha majątku ziemskiego.
Wskutek energicznej interwencji...quot;Samoobrony", o czym wspominam
w innej części tej rozmowy, jak na razie - i na szczęście - do tego
nie doszło.
Ale jest jeszcze drugi, głębszy - i nie tylko ekonomiczny
- aspekt tego samego zagadnienia. Polega on na tym, że wspomniane
siły antypolskie nie chcą, by w nowej Polsce nawiązywano do tego,
co w niektórych tradycjach polskiej szlachty było dla całego narodu
pozytywne i korzystne: do trwania przy polskiej obyczajowości, traktowania
rodziny jako podstawowej komórki społecznej, uszanowania religii i
nauk Kościoła, a przede wszystkim do umiłowania Ojczyzny, dla której
znaczna część szlachty, a nawet magnaterii, kiedy było trzeba, oddawała
- również podczas okupacji hitlerowskiej i stalinowskiej - tak majętność,
jak i życie.
Również w naszych czasach są tacy duchowi zaborcy
Polski, którzy robią, co mogą, żeby wykorzenić owe piękne tradycje
narodowe, obojętne - czy chłopskie, czy szlacheckie - byle tylko rozmazać,
osłabić i zniszczyć polską tożsamość. Ci nowi zaborcy są wrogami całej
Polski, a więc także wsi polskiej, a nie tylko takiej lub innej jej
części. Dla nich przeciwnikami są ustawieni w jednym szeregu: Kościół,
chłopi, robotnicy, inteligenci, ale przecież także niektórzy bezpośredni
spadkobiercy najlepszych tradycji dawnej polskiej szlachty.
Aby w tej walce nam narzuconej zwyciężyć, musimy przeciwko
wspólnemu wrogowi występować razem. I także razem, a nie skłóceni,
w pojedynkę, bronić naszych polskich, narodowych interesów, tradycji
i wartości.
Nie jestem - choć tak mnie malują niektórzy czarną
farbą - demagogiem, anarchistą, czy populistą, w złym tego słowa znaczeniu.
Staram się zawsze zachowywać umiar i realizm. Również w odniesieniu
do byłych właścicieli, o ile, rzecz jasna, są oni związani z narodem
i kierują się jego interesami oraz polską racją stanu. Popieram wysiłki
patriotycznego wychodźstwa polskiego, które instynktownie wyczuwa,
że w Polsce nie dzieje się dobrze. Że jest co najmniej dziwne, iż
po czterech latach nowej, ponoć demokratycznej i...quot;reformatorskiej"
władzy, nadal wielu byłych właścicieli tartaków, młynów, browarów,
warsztatów i podobnych zakładów nie może odzyskać tego, co zagrabił
im stalinizm. Uważam, że tutaj zwrot powinien nastąpić jak najszybciej.
Dworskie siedziby rodzinne, zamiast być sprzedawane Niemcom i innym
obcokrajowcom, albo ulec całkowitej dewastacji, winny wrócić do dawnych
właścicieli lub ich bezpośrednich spadkobierców. Ale tylko i wyłącznie
po ich rzetelnym, czyli realnym oszacowaniu i zabezpieczeniu interesów
obecnych pracowników. Lepiej to, niżby panowie: Lewandowski, Góralczyk,
Tański i spółka, mogli dalej bezkarnie wyprzedawać te wszystkie obiekty
cudzoziemcom.
Właśnie dlatego, że nie jestem przeciwko ludziom bogatym,
uważam także, iż jest potrzebna szybka, mądra i sprawiedliwa ustawa
reprywatyzacyjna. Że obecnego rządu nie stać na nią, dobitnie świadczy
o tym okoliczność, iż wbrew elementarnemu, zdrowemu rozsądkowi, ale
zupełnie zgodnie z własnym, grupowym czy klikowym interesem, woli
on najpierw - po swojemu, oczywiście -...quot;prywatyzować", a
dopiero potem...quot;reprywatyzować".
Tak, czy owak, widzę przyszłość polskiej wsi i, co
za tym idzie, polskiego rolnictwa, w ostrej alternatywie: albo będzie
ona zamożna, albo nie będzie jej wcale!
- Jaki jest Pana stosunek do religii i Kościola?
Czy w kwestii tej stanowisko Pana uległo zmianom, a jeżeli tak, to
jakim?
- Jestem człowiekiem wierzącym, katolikiem. Moje stanowisko
wobec kościoła rzymskokatolickiego wynika też z mojego przywiązania
do polskich tradycji i obyczajów utożsamianych, według mnie, z wartościami
chrześcijańskimi. To przekonanie wyssałem z mlekiem matki. Zasługi
Kościoła dla polskiej tożsamości narodowej były i są ogromne. Trudno
sobie wyobrazić polską kulturę narodową bez chrześcijaństwa, czyli
przede wszystkim bez katolicyzmu. To Kościół pozwolił nam, Polakom,
obronić swoją narodowość i przetrwać czasy niewoli. Nauki społeczne
papieży, a szczególnie papieża-Polaka, mają dla mnie wielkie znaczenie.
Ot, choćby następujące stwierdzenie zawarte w encyklice Jana Pawła
II Centesimus Annus:...quot;Przekonaliśmy się, że nie do przyjęcia
jest twierdzenie, jakoby po klęsce socjalizmu realnego, kapitalizm
pozostał jedynym modelem organizacji gospodarczej". Te słowa
papieskie należałoby dedykować naszym nad gorliwcom z ZChN i w ogóle
koalicji rządzącej.
Oczywiście, że trzeba odróżnić religię od polityki,
zaś Kościół, jako instytucję i doktrynę - od ludzi. Afirmować wartości
chrześcijańskie w życiu publicznym można bowiem rozmaicie. Ja jestem
zwolennikiem tolerancji i wolności sumienia. Sprzeciwiam się nadużywaniu
autorytetu moralnego Kościoła i jego pasterzy dla celów politycznych.
Sądzę, że Dekalog streszcza znakomicie etyczne nakazy chrześcijaństwa
i nadaje się do zastosowania także w życiu społeczno-politycznym.
Dla mnie być chrześcijaninem w działalności Związku...quot;Samoobrona"
oznacza, po pierwsze - szanować i umacniać polską tożsamość narodową,
do czego wzywali i nadal wzywają wiernych patriotycznie nastawieni
kapłani, po drugie - nawiązywać do wątków społecznych Ewangelii i
nauk papieskich.
Zasadnicze moje poglądy na religię i Kościół nie uległy
zmianie, bo nie ulegają zmianie korzenie mojej polskości głęboko wrosły
w polską glebę. Ale każdy czas wymaga przewartościowań. Dzisiaj czerpiemy
z nauk kościelnych szczególnie te wskazania, które umożliwią nam przezwyciężenie
polskiego kryzysu. I dlatego tak bardzo nam, działaczom...quot;Samoobrony",
zależy na twórczym stosowaniu społecznej nauki Kościoła. Nie jest
ona, niestety, wcielana w życie, jak na to zasługuje. A to wielka
szkoda. W nauce tej zawarte są bowiem zasady społecznego współżycia,
godne naszego zainteresowania właśnie teraz, kiedy przeżywamy tak
wiele wątpliwości, co do prawidłowości, kierunku i założeń naszych
reform oraz ich moralnego uzasadnienia.
Możemy w tej nauce znaleźć takie wskazania, jak np.
zasadę uniwersalności dóbr, konieczności utrzymania do nich powszechnego
dostępu, jak niezbędność opieki socjalnej państwa, jak dopuszczalność
wszystkich form własności, jak potępienie kapitalistycznej bezwzględności
w walce o maksymalizację zysków i wreszcie stwierdzenie, że duchowi
chrześcijańskiemu nie odpowiada ani skrajny kolektywizm socjalistyczny,
ani nieludzki kapitalizm.
W nauce tej zawarte są także i inne wskazówki, np.
dotyczące własności prywatnej i obowiązków ludzi zamożnych względem
biednych. Nie chodzi bowiem o to, by potępiać bogacenie się ludzi,
ale by nie było ono dokonywane kosztem zwiększania się biedy ludzi
ubogich.
Jestem zdania, że we współczesnej nauce społecznej
Kościoła jest wiele elementów nowoczesnego podejścia do życia publicznego
i gospodarczego, ale ich wykładnia często zawodzi pod naciskiem środowisk
zaniepokojonych...quot;katolickim radykalizmem". Działaczom...quot;Samoobrony"
i mnie osobiście odpowiadają z kolei tego rodzaju zasady kształtowania
stosunków społeczno-gospodarczych i ta...quot;socjalna teologia"
wychodząca naprzeciw ludziom biednym i upośledzonym.
Nasz stosunek do religii i Kościoła jest więc szczery,
nie koniunkturalny. Polski, narodowy, ale bynajmniej nie szowinistyczny.
Jesteśmy też stanowczo przeciwni klerykalizmowi, to jest mieszaniu
się duchowieństwa i Kościoła, jako instytucji, do polityki. My, ludzie
wierzący, na to mamy doktrynę Kościoła i własne sumienie, by w sposób
odpowiedzialny przed Bogiem i bliźnimi samemu rozstrzygać problemy
polityczne i zajmować określone postawy wobec wyzwań świeckich.
To, że nie jesteśmy i nie będziemy klerykałami, nie
oznacza, żebyśmy nie dostrzegali zagrożeń, jakie niesie współczesne
życie polskie zarówno dla Kościoła, jak i dla narodu. Jednym z głównych
źródeł tego zagrożenia są przedstawiciele tzw. lewicy świeckiej lub
kosmopolitycznej. Niepomni tego, że stosunkowo niedawno Kościół ich
przygarnął i bronił, teraz rozpętują zajadłe, antykościelne i antykatolickie
kampanie, częstokroć w masowych mediach takich, jak np....quot;Gazeta
Wyborcza" czy nawet publiczna TV....quot;Odwdzięczają" się
oni Kościołowi polskiemu pomówieniami o rzekomy brak tolerancji,...quot;ciemnogród",
przecenianie czynnika narodowego itp. Ośmielają się targać nawet na
takie duchowe autorytety, dla Polaków święte, jak Papież czy Prymas.
Stwierdzam z całą stanowczością, że my, z...quot;Samoobrony",
nie tylko odcinamy się od tych ataków, ale w miarę naszych możliwości
demaskujemy, potępiamy i będziemy potępiać ich autorów. Tu już nie
chodzi tylko o przekonania religijne, czy różne wykładnie dogmatów
wiary, ale o brutalną napaść na pierwiastki polskiej tożsamości narodowej.
- Co sądzi Pan o...quot;Solidarności"? Czy
to prawda, że jest Pan jej zaciętym wrogiem?
- Nieprawda. Nie byłem nigdy i nie jestem wrogiem
...quot;Solidarności", w dodatku zaciętym. Ale jest prawdą, że
obserwuję ten ruch od dawna z obiektywizmem i narastającym niepokojem.
Jak bardzo wielu Polaków, patrzyłem z wielką nadzieją na ruch zrodzony
w Stoczni Gdańskiej przez tamtejszych wspaniałych robotników.
Miałem nadzieję, że jest to autentyczny ruch ludzi
pracy, pragnący poprawy sytuacji materialnej świata pracy i całkowitej
odnowy polityczno-moralnej społeczeństwa.
Ale rychło zauważyłem, że w Gdańsku i gdzie indziej
inicjatywę zaczęli przejmować doradcy z byłego KOR-u, ludzie w rodzaju
Gieremka, Michnika, Kuronia, Wujca, Borusewicza i innych. Nie miałem
do nich zaufania. Przeczuwałem, że pragną na barkach robotników ze
stoczni wspiąć się jak najwyżej, do władzy. Co więcej, zaobserwowałem
dziwną symbiozę najgorszych elementów dawnej władzy, czyli rządzącego
wtedy skrzydła PZPR, z byłymi KOR-owcami. Coś się działo za kulisami.
Najwidoczniej spekulowano na zapale, patriotyzmie i ideowości stoczniowców.
To, co się w Polsce stało w latach 1989-1993 jest wynikiem wspomnianej
zmowy ówczesnych wodzów KOR-u i przywódców PZPR. Symbolizuje ją okrągły
stół, gdzie naprzeciw siebie zajęli miejsce, z różnych, również osobistych
względów, bliscy sobie przedstawiciele tej samej w gruncie rzeczy
tendencji. Tendencji usankcjonowanej nota bene przez Gorbaczowa i
Kriuczkowa, ówczesnego szefa KGB, który przybywając w 1989 r. do Warszawy,
wskazał na Tadeusza Mazowieckiego, jako człowieka...quot;strawnego"
dla Moskwy w charakterze premiera.
Dzisiaj, zaledwie po czterech latach, tzw. etos...quot;Solidarności"
legł w gruzach. Starają się bronić jego resztek uczciwi działacze
z NSZZ...quot;Mazowsze",...quot;Sieci" czy...quot;Osiemdziesiątki".
To, że poszczególne postsolidarnościowe partie zwalczają się tak zawzięcie,
że oskarżają legendarnego przywódcę...quot;Solidarności", a zarazem,
z ich własnej rekomendacji, Prezydenta RP, Lecha Wałęsę, o...quot;agenturalną
współpracę z SB", mówi samo za siebie. Wcale mnie to nie cieszy.
Tak bardzo wszyscy razem przecież potrzebujemy ideałów na miarę naszych
czasów! Ale, nie z naszej wszakże winy, fakty są takie, jakie są.
I prysł mit o pięknej, dziewiczej pannie...quot;S".
Między innymi dlatego ja i moi koledzy podjęliśmy
walkę o masowy ruch samoobrony Polaków. Bo jeżeli coś racjonalnego,
pięknego i szlachetnego z...quot;Solidarności" pozostało, to właśnie
idea samoorganizacji polskiego świata pracy, tworzenie oddolnych inicjatyw
społeczeństwa obywatelskiego. Tym wszystkim chce być...quot;Samoobrona".
Bardzo bym chciał, jako jej lider, żeby pomogli nam w tym dziele wszyscy
autentyczni działacze...quot;Solidarności"....quot;Samoobrona"
jest także dla nich!
Jeżeli zaś mam oceniać dzisiejszą...quot;Solidarność"
- nie wiem, czy...quot;krajówkę", czy posłów NSZZ, czy PC, czy
UD? - to mam jedną generalną uwagę. Ponosi ona historyczną winę i
odpowiedzialność za zaprzepaszczenie zdobyczy socjalnych polskich
robotników, chłopów 1 inteligentów. Jak może związek, wyrosły z bazy
ludzi pracy fizycznej, pomagać osobom pokroju Balcerowicza czy Osiatyńskiego
w tak totalnym niszczeniu wszystkiego, co robotnicze i ludowe?!
Gdy wysuwam takie pytanie, nie kieruje mną żadna nienawiść,
czy emocja. Po prostu opieram się na analizie faktów i zjawisk z otaczającej
nas rzeczywistości. Wzywam ogół Polaków do tego, by położyli kres
tej antysocjalnej i antynarodowej, dewastującej Polskę działalności.
Gorąco proszę działaczy...quot;Solidarności" wszystkich szczebli,
ale przede wszystkim z fabryk i zakładów pracy, by z tą samą odwagą
i samozaparciem, co kiedyś komunie, wypowiedzieli dziś swoje twarde,
zdecydowane...quot;nie!" obecnym rządom niszczenia i wyprzedaży
Polski!
- Czy uważa Pan koalicyjny gabinet Hanny Suchockiej
za rząd zdrady narodowej? Jeżeli tak, to dlaczego?
- Ten epitet pochodzi od Pana, nie ode mnie. Dla Hanny
Suchockiej, pierwszej kobiety-premiera w naszej historii, żywię należny
szacunek. Sądzę zresztą, że dlatego wybrano ją na szefa rządu, by
swoją kobiecą osobowością...quot;przykrywała" słabiznę i niegodziwości
obecnej władzy. Dla mnie jednak liczą się fakty i tylko fakty. Ich
wymowa jest zaś jednoznaczna.
To gabinet pani Suchockiej przedstawił MFW, a potem
Sejmowi, budżet, który degraduje jeszcze bardziej nasze społeczeństwo,
bo je pauperyzuje i skazuje na coraz marniejszą wegetację.
To rząd pani Suchockiej związał swe losy z ustawą
o tzw. narodowych funduszach inwestycyjnych, to jest prywatyzacją,
likwidującą przemysł państwowy przez oddanie go za pół darmo nie narodowym,
lecz obcym kapitalistom.
To także gabinet Hanny Suchockiej doprowadził do ostrych
zatargów z niektórymi sąsiadami Polski, że wspomnę tylko Białoruś.
Co dla mnie osobiście może najważniejsze, jest to
rząd, który naraził się szczególnie polskiej wsi nie chcąc lub nie
potrafiąc zagwarantować jej ochrony przed zachłanną konkurencją EWG.
Jest to poza tym rząd niespójny, który o wiele wcześniej by upadł,
gdyby nie obawa przed rządem prezydenckim i wyborami, i - czego nie
można nie zauważyć - gdyby nie pomoc dla koalicji ze strony kierownictwa
SdRP.
Gabinet p. Suchockiej nie był niczym innym, jak kolejną
- być może, już ostatnią - próbą kontynuacji zmowy...quot;okrągło-stołowej",
zawartej między podszywającymi się pod robotniczą...quot;Solidarność"
doradcami z KOR-u a członkami kierownictwa b. PZPR.
I jedni, i drudzy byli i pozostają z różnych, również
...quot;rodzinnych", powodów, sobie bliscy. KOR-owcy przejęli zaofiarowaną
im na tacy przez Jaruzelskiego władzę, a różni jego pomagierzy zwietrzyli
okazję do zagarnięcia bogactw nomenklaturowo-wolnorynkowych. I dla
jednych, i dla drugich sprawy Polski i naszego narodu były czymś drugorzędnym.
Do tej zmowy popychali ich zresztą z Zachodu i Wschodu
możni tego świata. Gorbaczow z Reaganem ułożyli się na Malcie, że
...quot;sfinlandyzują" Europę środkowo-wschodnią. Tak KOR-owcy,
jak owi od siedmiu boleści...quot;komuniści" z ostatniego kierownictwa
PZPR mieli znakomite powiązania z Zachodem. Poszły w ruch dyrektywy.
CIA współpracowała w tym...quot;zbożnym" dziele ręka w rękę z
KGB. Wszyscy przecież wiemy, że tzw. aksamitną rewolucję w Pradze
zorganizowała lokalna agentura KGB.
Cały ten okrągło-stołowy układ polityczny zaważył
w nieszczęsny sposób na samym początku przemian dokonywujących się
w Polsce. Zaważył wysoce negatywnie, bo nie był wyrazem jakiejś autentycznej
woli narodu, ale po prostu międzynarodowego, tajnego porozumienia,
żeby nie powiedzieć - spisku.
Dyktat MFW i Banku Światowego wplótł się w początki
nowej Rzeczypospolitej w sposób tak naturalny, jak...quot;normalnym"
wydawało się fizyczne pojawienie w 1989 roku w Warszawie właśnie p.
Jeffreya Sachsa, a nie innego zachodniego ekonomisty. Albo, jak nagła
wizyta szefa KGB, Kriuczkowa, wypadła właśnie wtedy, kiedy pióra Michnika
użyto do sformułowania hasła:...quot;Wasz prezydent, nasz premier!"
I kiedy Mazowiecki został szefem nowego rządu polskiego przy jawnej
łaskawej aprobacie Moskwy.
Rząd Hanny Suchockiej, jak już powiedziałem, dźwigał
na sobie brzemię tej dość nieciekawej przeszłości. W czasie strajku
oświaty, służby zdrowia i regionu wałbrzyskiego okazało się, jak bardzo
rozmija się on z polską rzeczywistością.
Jak kiedyś strajk polskich dzieci ze szkoły we Wrześni,
tak teraz, w maju 1993 r., strajk nauczycieli w okresie matur był
wielkim krzykiem rozpaczy i gniewnego protestu wobec strasznych skutków
wdrażania budżetu podyktowanego przez MFW i Bank Światowy. Te dwie
instytucje międzynarodowe ważą na polskich losach narodowych dziś
równie złowróżebnie, jak ongiś pruska hakata. A to wszystko firmował
i tolerował przecież właśnie rząd pani Hanny Suchockiej, chętnie i
często, jak na ironię losu, przyznającej się do pochodzenia i tradycji
wielkopolskich!
Jest oczywiste, że kto wybrał dobrowolnie jarzmo dyktatu
MFW i Banku Światowego, ten nie może ratować kraju od ogromu zagrożeń
i nieszczęść, ale na odwrót - spycha kraj w przepaść.
Z tej prawdy o rządzie Hanny Suchockiej, czerpiemy
naukę na przyszłość. Sprowadza się zaś ona do wniosku, że alternatywą
dla zapaści cywilizacyjnej i materialnej, jaka nam zagraża, dla nędzy,
ubóstwa, głodu, bezrobocia i bezdomności, dla zamykania fabryk, kopalń
i warsztatów rzemieślniczych, dla degradacji narodowej kultury, pauperyzacji
i zniewalania jej twórców, dla wyniszczenia polskiego rolnictwa, a
to wszystko kojarzy się właśnie z rządami Suchockiej - jest samoobrona!
Ta samoobrona przez małe...quot;s", rozumiana
jako odruch społecznej obrony swego bytu i bytu swych najbliższych.
I ta...quot;Samoobrona" przez duże...quot;S", a więc samoorganizacja
polskiego społeczeństwa obywatelskiego.
- Czy jest Pan nastawiony wyłącznie na negację?
Jaki jest program na...quot;tak"? Niektórzy mówią, że tzw....quot;lepperyzm"
to wybór trzeciej drogi rozwoju Polski. Czy zgadza się Pan z tym twierdzeniem?
I jak motywuje Pan opcję programową...quot;Samoobrony"?
- To bardzo ważne pytania. Aby coś zbudować, trzeba
czasem coś zburzyć. Aby dać odpowiedź na...quot;tak", należy najpierw
powiedzieć swoje...quot;nie". Wszystko to, co czynimy obecnie,
jako ruch...quot;Samoobrony", służy położeniu tamy wyniszczeniu
Polski i degradowaniu jej do roli roboczo-surowcowej kolonii Zachodu.
A także uczynieniu z niej szarej strefy między EWG, a republikami
postradzieckimi. Z tej negacji koszmarnej polskiej rzeczywistości
musi jednak w perspektywie skrystalizować się pozytywny i konstruktywny
program.
Jeżeli chce Pan zastosować nie moje w końcu nazewnictwo,
a więc termin...quot;lepperyzm", to powiem Panu, że poszukując
pomysłu dla Polski w jej trzeciej drodze rozwojowej, wychodzi on z
pewnych fundamentalnych założeń.
Pierwszym z tych założeń, jest przekonanie, że jak
nie ma bezpośredniego powrotu demokratycznej Polski współczesnej do
czasów n Rzeczypospolitej, tak również nie ma powrotu naszego kraju,
jako postsocjalistycznego, do ery prymitywnego, przedwojennego kapitalizmu.
Mamy obecnie ustrój mieszany. Nadejdzie czas, że na trzeciej - ani
kapitalistycznej, ani komunistycznej drodze rozwojowej - znajdzie
Polska swój własny ustrój dostosowany do jej tradycji, narodowej specyfiki
i aktualnych potrzeb.
Drugie założenie, jeżeli Pan chce tak to nazwać -
...quot;lepperyzmu", brzmi: każda decyzja i wybór drogi dotyczące
Polski jutra muszą być podjęte samodzielnie i suwerennie. Tutaj, nad
Wisłą, a nie nad Renem, Sekwaną, czy za Oceanem. Należy wywalczyć
naszą pełną niezależność państwową, narodową, kulturową i społeczną.
Słowem, by użyć powiedzenia Norwida, ten...quot;wielki, wspólny obowiązek",
jakim jest Polska, musimy przekuć na rzeczywistą niepodległość.
Trzecie założenie, to określenie historycznej roli
Polski między Zachodem a Wschodem w nowych, postkomunistycznych realiach.
Czytałem w jednej z książek historycznych o tym, jak przed wiekami
rozbrzmiewało donośnie w Europie hasło:...quot;Światło ze Wschodu!".
Sądzę, że bliskie są czasy, zwłaszcza dla Polaków, kiedy to zawołanie
będzie jeszcze bardziej aktualne, niż przed wiekami. Pod pojęciem
...quot;światła" rozumiem nie tyle natchnienie, wzór czy inspirację,
ile historyczną szansę. Z kolei Wschód to dla mnie nie tylko kraje
postsowieckie z Rosją, Ukrainą, Białorusią, ale także republiki muzułmańskie,
Syberia, a wreszcie Chiny i Japonia. Już dzisiaj musimy wspólnie myśleć
o miejscu Polski w tego rodzaju tworzącej się euroazjatyckiej konstelacji.
Także z tego powodu aktywna polityka wschodnia jest
potrzebna Ul Rzeczypospolitej do życia, jak człowiekowi powietrze,
woda i chleb. Zamiast tej polityki elity rządzące karmią nas bzdurkami
w rodzaju...quot;powrotu Polski do Europy" czy...quot;normalności".
Z tego powodu mam duży szacunek dla p. Jerzego Giedroycia
z paryskiej...quot;Kultury", który mimo podeszłego wieku i tylu
dziesięcioleci przebywania daleko od kraju, rozumie znakomicie wspomnianą
prawdę o potrzebie aktywnej polskiej polityki wschodniej. Sądzę zresztą,
że uporczywe powstrzymywanie się Giedroycia przed powrotem do Polski
na znak protestu wobec aktualnych rządów i ich polityki, jest niczym
innym, jak wspaniałym przejawem indywidualnej polskiej samoobrony!
Są, oczywiście, jeszcze inne podstawowe wartości i
tezy tzw....quot;lepperyzmu". Ale pozostawiam je na inną okazję.
Na razie, potwarzam, trzeba zdecydowanie położyć kres będącym w toku
procesom ubezwłasnowolnienia i dewastacji polskiej tkanki narodowej
i państwowej. Wytyczanie trzeciej drogi dla Polski musi rozpocząć
się od zawrócenia ze szlaku wiodącego kraj i naród na krawędź katastrofy
lub po prostu donikąd.
- Związek Rolnictwa...quot;Samoobrona" z jednej
strony nie ma porozumienia z innymi organizacjami i partiami chłopskimi
(np. z...quot;Solidarnością" RI lub PSL-em), a z drugiej - organizuje
centrale związkowe z robotniczym ruchem zawodowym. Jak tłumaczy Pan
ten paradoks?
- ZZR...quot;Samoobrona" jest otwarty na wszelką
współpracę z organizacjami i partiami rolniczymi. Zwróciliśmy się
zresztą do nich z apelem o wspólną obronę interesów polskiej wsi.
Nikt jednak nie jest prorokiem we własnym kraju. Większość organizacji
i partii chłopskich grawituje dziś w orbicie sił parlamentarno-rządowych.
Uśmiecha się im, a zwłaszcza ich przywódcom, pośredni czy bezpośredni
udział w sprawowaniu władzy. My natomiast nie żywimy odnośnie do tej
władzy żadnych złudzeń. Twardo domagaliśmy się rozwiązania Sejmu i
Senatu i rozpisania nowych wyborów. To z kolei nie było w smak większości
działaczy innych partii chłopskich. Nie są bowiem wcale pewni, jaki
w stosunku do nich zapadnie werdykt wyborców. Swoją rolę odgrywają
też, niestety, określone ambicje personalne. Wszystko to, obiektywnie
rzecz biorąc, utrudnia dialog...quot;Samoobrony" z pozostałymi
organizacjami i partiami rolniczymi. Ale bynajmniej nie utrudnia kontaktów
i współdziałania z ich bazą społeczną tj. z samymi rolnikami, mieszkańcami
i pracownikami polskiej wsi.
Jestem osobiście głęboko przekonany, że nadejdzie
czas, w którym bardziej realistyczna i wrażliwa na potrzeby polskiego
rolnictwa część działaczy innych organizacji i partii chłopskich znajdzie
wspólny język także z ZZR...quot;Samoobrona". I my, i oni, podzielamy
wspólne tradycje polskiego ruchu ludowego. I my, i oni, żywimy głęboki
szacunek dla wartości chrześcijańskich w życiu narodu polskiego. I
my, i oni, stanowimy integralny składnik tej soli polskiej ziemi,
którą byli, są i będą zawsze polscy chłopi.
To, że trafiamy dziś także łatwiej do środowisk robotniczych
i wielkoprzemysłowych, nie jest naszą słabością i błędem, ale siła
i potwierdzeniem słuszności obranej raz drogi. Zagrożenie pracowników
przemysłu narodowego, szczególnie wydobywczego, lotniczego, obronnego,
jest największe. Ci ludzie najbardziej i najszybciej potrzebują naszej
pomocy i akceptują od razu formę samoorganizacji i samopomocy, to
znaczy właśnie czynnej samoobrony.
Istnieje jeszcze jeden aspekt zagadnienia, które Pan
poruszył. Otóż rządzące elity usiłują perfidnie nas skłócić. Doskonale
rozumiemy, że podstawową bronią w rękach przeciwników opcji państwa
broniącego interesów narodowych, jest inspirowanie podziałów, sianie
nienawiści, wykorzystywanie ambicji osobistych różnych pseudo-przywódców
ludowych, sterowanie nimi, tworzenie coraz większej ilości kanapowych
ugrupowań politycznych, programów, w których nie wiadomo, o co w ogóle
chodzi.
Podzielić, poszatkować, rozbić od wewnątrz, a potem
zniwelować tak...quot;uprawioną" glebę polityczną - oto dość prosta
socjotechnika, jaką się w Polsce stosuje i to z powodzeniem. Dopóki
taki stan będzie trwał, dopóty obecni, nowi właściciele Rzeczypospolitej
będą się naigrywać z naszej niemocy i rozpraszania naszych wysiłków.
Groźną jest dla nich tylko akcja jednoczenia się społeczeństwa, porozumienie
organizacji zawodowych i politycznych w sprawach wspólnego działania
czy wspólnych programów.
Groźna jest ta organizacja, związek czy partia, która
do tego dąży i wykazuje w tym kierunku aktywność, jak na przykład
właśnie...quot;Samoobrona".
...quot;Samoobrona" przy tym zdaje sobie sprawę,
że sami rolnicy, osamotnieni w swej walce ludzie polskiej wsi, nie
dadzą rady rozwiązać wszystkich problemów, które stoją przed nimi,
jako rolnikami i jako obywatelami Polski. Sprawa polskiej wsi to przecież
sprawa ogólnonarodowa. Gospodarka rolna wiąże się najściślej z problemami
przemysłu i innymi dziedzinami. Wieś nie tylko dostarcza żywności,
nie tylko eksportuje swoje towary, ale dostarcza także surowców odnawialnych
dla przemysłu. Wieś z kolei korzystać musi z maszyn i urządzeń produkowanych
w przemyśle, z energii wytwarzanej przez elektrownie, z węgla wydobywanego
przez górników i ze środków łączności tworzonych przez telekomunikację.
Stąd dążenie do zbliżenia ze środowiskami zawodowymi tych wszystkich
związanych ze sprawami wsi branż i działów gospodarki. Wszystkich
bowiem łączy troska o nasz wspólny los, o możliwości wyżywienia narodu,
o wytwarzanie i utrzymanie miejsc pracy dla ludzi w miastach i na
wsi,o warunki życia i rozwoju.
Doły członkowskie wielu organizacji, zarówno zawodowych,
jak i politycznych, to rozumieją, naciskają swoje kierownictwa, aby
rozwijały odpowiednie inicjatywy jednoczenia się. Stąd na przykład
próba stworzenia nowej centrali związkowej z udziałem...quot;Samoobrony",
o charakterze przemysłowo-rolniczym.
- Dlaczego wraz z ruchem...quot;Samoobrony"
i, dodajmy, innymi partiami i organizacjami społecznymi, domagał się
Pan rozwiązania parlamentu oraz rozpisania nowych wyborów?
- Ten parlament udowodnił ponad wszelką wątpliwość,
że nie był zdolny rozwiązać żadnego poważniejszego problemu Polski.
We wszystkich bez wyjątku sondażach opinii publicznej zajmował najniższe
miejsce. Posłowie i senatorowie ignorowali częstokroć ważne posiedzenia.
Najwidoczniej nie interesowało ich nic, poza kolejnymi podwyżkami
własnych diet poselskich i senatorskich. Nawet tzw. szybka ścieżka legislacyjna nie umożliwiła uchwalenia
tych najpilniejszych ustaw, które są nieodzowne dla normalnego funkcjonowania
państwa. Zwracam też uwagę na małą reprezentatywność byłego parlamentu.
Ponieważ grubo więcej niż połowa wyborców w ogóle nie poszła do urn,
Sejm i Senat reprezentowały znaczną mniejszość już od samego początku.
To bardzo niedobrze, że Sejm i Senat się tak bardzo
nie sprawdziły. Wyborcy wyciągną z tego faktu na pewno właściwe wnioski.
Zgodnie z regułami demokratycznej gry, trzeba im to umożliwić. Dlatego
wystąpiliśmy z apelem o jak najszybsze rozwiązanie Sejmu i Senatu
oraz rozpisanie nowych wyborów. Ten postulat, jak słusznie Pan zauważył
w pytaniu, nie był tylko naszym postulatem. Podobne żądania wysuwały
również inne siły społeczne i polityczne. Tym bardziej należało je
jak najszybciej uwzględnić.
Do niedawna elity rządzące nie chciały o nowych wyborach
nawet myśleć. Słusznie obawiały się werdyktu narodu, jak diabeł święconej
wody. Ale po ostatnich przesileniach rządowych, kiedy okazało się,
że koalicja jest krucha, a gabinet Hanny Suchockiej bardziej, niż
niepewny, elity te nagle zmieniły taktykę. Kierując się normalną w
takich niesprzyjających dla siebie warunkach taktyką tzw....quot;ucieczki
do przodu", pragną one narzucić krajowi system i termin wyborczy
wygodny dla siebie. Uchwalili więc niesłychaną w swej wymowie ordynację.
Gdyby miała ona wejść w życie, wówczas ci, którzy są w powszechnie
krytykowanym i niereprezentatywnym parlamencie, mieliby znaczne fory,
nie musieliby np. w ogóle zbierać podpisów pod listy swych kandydatów.
Natomiast ugrupowania dzisiaj będące poza Sejmem i Senatem miałyby
znacznie trudniejsze zadanie, by zalegalizować swe listy i znaleźć
pieniądze na kampanię wyborczą. Główna przeszkoda to wysoki 5-8 procentowy
próg, który sam w sobie charakteryzuje dosadnie ordynację jako niedemokratyczną.
...quot;Samoobrona" zebrała te wszystkie argumenty
wynikające z obiektywnej analizy ordynacji wyborczej i 22 kwietnia
1993 roku wystosowała list do Prezydenta Wałęsy domagając się, by
zgodnie ze swymi uprawnieniami nie podpisał ustawy o prawie wyborczym.
Zwróciliśmy też uwagę Głowy Państwa na inne poważne
zagrożenie dla polskiej demokracji. Stanowią je ponawiane już teraz
ze strony niektórych organów prokuratorskich próby zdelegalizowania
niewygodnych ugrupowań, w tym przede wszystkich Związku Zawodowego
Rolnictwa...quot;Samoobrona". Gdyby coś takiego nastąpiło przed
wyborami, wówczas zadano by śmiertelny cios systemowi ludowładztwa
w naszym kraju.
- Powiadają, że najchętniej otacza się Pan - poza
rolnikami - bezrobotnymi i bezdomnymi, robotnikami różnych gałęzi
przemysłu. Czy to znaczy, że jest Pan antyinteligencki?
- Nie tylko nie jestem antyinteligencki, ale przeciwnie
- żywię dla tej warstwy światłych i sprawnych intelektualnie Polaków
duży podziw. Ruch...quot;Samoobrony" dotyczy także tej warstwy,
ponieważ dzisiaj śmiertelne niebezpieczeństwa zagrażają nie tylko
przemysłowi narodowemu, wsi i rolnictwu, ale także oświacie, służbie
zdrowia, twórczości artystycznej, nauce. Natomiast jest faktem, że
...quot;Samoobrona", poza rolnikami, dotarła w pierwszej kolejności
do najbardziej wydziedziczonych i poszkodowanych, zwłaszcza bezrobotnych,
bezdomnych itp.
Co do bezrobotnych, nie mogę nie podkreślić tej okoliczności,
że jedna ze znanych jej organizacji społecznych, istniejący od trzech
lat w skali ogólnokrajowej Komitet Obrony Bezrobotnych, od początku
był i pozostaje bliskim sojusznikiem ZZR...quot;Samoobrona" oraz
wchodzi w skład stowarzyszeń tworzących Komitet Samoobrony Narodu.
Otaczam się ludźmi, z którymi wiążą mnie wspólne sprawy
i wspólne poglądy na sytuację kraju. Jako obywatel-rolnik rozumiem,
że rolnictwo, z którym jestem związany zawodowo, nie może przesłaniać
spraw ogólnych.
Za wielkie nieszczęście uważam wzniecone - też ze
względów ideologicznych - masowe bezrobocie. Za wielką groźbę dla
ludzkiego bytowania uważam zakusy dotyczące pozbawiania ludzi masowo
dachu nad głową przez urynkowienie sfery mieszkaniowej. Z robotnikami
wiąże mnie trud osobistej pracy i troska o losy polskiego, z takim
trudem przez cały naród zbudowanego przemysłu, dziś pod naciskiem
obcych ośrodków demontowanego i niszczonego. Ludzie najbardziej obecnie
pokrzywdzeni w Polsce szukają szczerego zaangażowania się zarówno
organizacji, jak i ich przywódców w rzeczywistą, niepozorowaną walkę
o lepsze jutro dla nich i dla całej Polski....quot;Samoobrona"
udowadnia, że jest zdeterminowana w tej walce. Że nie prowadzi żadnych
politycznych przetargów, że prawidłowo ocenia obecną sytuację kraju
i tragiczne położenie wielu grup ludności. Że potrafi mobilizować
swych członków do protestów i obrony ich interesów, że stanowi już
dziś dużą siłę organizacyjną. To przyciąga. To rokuje nadzieje na
skuteczne działanie w obronie tak rozproszonych organizacyjnie ludzi
jak bezrobotni, bezdomni, emeryci. W...quot;Samoobronie" widzą
oni możliwości rozwinięcia także nad nimi parasola ochronnego i wyrażania
także ich interesów. To samo dotyczy robotników przemysłowych. Związki
zawodowe zarówno...quot;Solidarności" jak OPZZ, stały się związkami
poniekąd...quot;nowo-reżimowymi". Jedynie...quot;Samoobrona"
i współpracujące z nią organizacje, takie jak Związek Zawodowy Górników
Polskich z Moricem i Kisielińskim, Związek Zawodowy Zagłębia Miedziowego
ze Zbrzyznym, oraz...quot;S'"80 są bezkompromisowe-w walce o prawa
socjalne ludzi w miastach i na wsi, w walce z nadużyciami, niekompetencją
władzy. Stają w obronie interesów narodowych, wysuwają postulaty materialne
i społeczne, żądają radykalnych zmian kierunków reform i zmiany ekip
rządzących.
Nie tyle więc ja się otaczam określonymi ludźmi, co
ludzie przychodzą do...quot;Samoobrony", a ja z nimi rozmawiam.
Są to właśnie bezrobotni, bezdomni, robotnicy zagrożeni utratą pracy,
bądź zatroskani losami własnego zakładu pracy. Przychodzą także i
przedstawiciele inteligencji, tyle że są mniej liczni, co jest zrozumiałe.
Zresztą podziały na Inteligencję i nieinteligencję, tak jak na prawicę,
czy lewicę, nie bardzo mają obecnie sens. Czy to bowiem oznacza, że
chłopu, czy robotnikowi odmawiamy inteligencji, czy oznacza to, że
są oni ciemni, prymitywni i nie posiadający żadnej wiedzy? Tak sądzono
w dziewiętnastym wieku. Niekoniecznie wytrenowany umysłowo człowiek,
pracujący w zawodzie zaliczanym do tzw. sfery umysłowej, musi być
z natury inteligentny, czy błyskotliwy. Mogę powiedzieć, że, być może,
przeważająca część bezrobotnych, bezdomnych, robotników, z którymi
się stykam, to ludzie inteligentni, chociaż może nie wszyscy są wykształceni
i posiadający szeroką wiedzę.
I znów podziały na zwolenników inteligencji i jej
przeciwników okazują się szkodliwymi, nierozumnymi propagandowymi
chwytami, obliczonymi na tworzenie coraz to nowych podziałów w społeczeństwie.
Nieprzychylna wobec mnie propaganda reżimowa chciałaby mnie oczywiście
przedstawić jako brutala politycznego, ciemnego, chytrego chłopa,
który wziął pieniądze i nie chce ich oddać i, co gorsza, chce wyrżnąć
wszystkich inteligentów. Na to nie mogę się nawet oburzać. To po prostu
jest tak prymitywne, że aż śmieszne.
- Jaki tytuł ma Pan i ,,Samoobrona" do reprezentowania
poglądów wykraczających poza sprawy rolnictwa i wsi?
- To nie chodzi tylko o wnioski płynące z dość trywialnego
już powiedzenia, że...quot;chłop potęgą jest i basta!". Wincenty
Witos wielokrotnie podkreślał znaczenie ruchu ludowego dla obrony
całości spraw narodowych i polskiej racji stanu. Nie przypadkiem stanął
on na czele gabinetu ocalenia narodowego, kiedy w 1920 roku nawała
bolszewicka zawisła nad Polską....quot;Samoobrona" nie ma żadnych
kompleksów z powodu, że wyrosła ze wsi i tradycji ludowej. Nawet przeciwnie.
To tytuł jej satysfakcji i dumy.
Jeśli zastanowić się, na przykład nad przyczynami
przetrwania polskości, mimo wynarodawiających działań zaborców Polski,
to trzeba uczciwie stwierdzić, że główną przyczyną było przywiązanie
chłopa polskiego do ziemi, do obyczajów polskich, do mowy ojczystej,
do wiary ojców. Polskość tę podtrzymywał Kościół katolicki na szczeblach
wiejskich i małomiasteczkowych parafii i księża, często pochodzący
z wiejskich środowisk. Polskość tę podtrzymywali, niestety, tylko
nieliczni przedstawiciele polskiej sfrancuziałej arystokracji, a polskie
ziemiaństwo rozumiało ją często jako zabezpieczenie swoich szlacheckich
interesów. Chłop polski najobficiej przelewał krew za wolność kraju.
Jednocześnie zaborcy wykorzystywali tę krew dla swoich celów, wcielając
polskiego chłopa siłą do swoich wojsk i każąc mu walczyć za swoje
interesy. Ciężar więc zarówno narodowej tragedii, jak i walki o niepodległość,
spoczywał głównie na barkach polskiego chłopa. Ma on więc obecnie
historyczny tytuł do tego, aby wreszcie poczuć się wyrazicielem nie
tylko swoich własnych, chłopskich interesów, ale wypowiadać się w
sprawach ogólnonarodowych, ogólnopolskich, bo Polska kondycją polskiego
rolnictwa i polskiego rolnika stała i stoi, bo dzięki jego odporności
przetrwała biologicznie.
Dziś przeważająca część ludności Polski to ludność
albo bezpośrednio jeszcze żyjąca i pracująca na wsi, albo z tej wsi
pochodząca. Przeważającą część Polonii zagranicznej stanowią potomkowie
polskich chłopów, masowo niegdyś szukających chleba na obczyźnie.
To dzięki temu, że polski chłop nie uległ wynarodowieniu, demoralizacji,
nie zdradził polskiej mowy i obyczajów, dziś na świecie możemy się
doliczyć ponad pięćdziesięciu milionów ludzi polskiej krwi. Polska
wieś ponosiła ciężary odbudowy kraju po drugiej wojnie światowej.
To na jej niedorozwoju, na trapiących ją brakach cywilizacyjnych,
budowano m.in. polski przemysł, rozbudowywano miasta.
Rolnikom i wsi należy się wreszcie nie tylko jakieś
zadośćuczynienie materialne, cywilizacyjne, ale i polityczne, wyrażone
m.in. w odpowiednio dużym udziale przedstawicieli wsi w rządzie polskim.
Obecny rząd, to rząd złożony z ludzi oderwanych nie tylko od spraw
polskiego rolnictwa, ale i od spraw, jakimi żyją polscy robotnicy
i tzw. inteligencja pracująca w sferze budżetowej, czyli w oświacie,
kulturze, służbie zdrowia i innych usługach społecznych.
- Czy istnieje podział polskiej sceny politycznej
na prawicę, centrum i lewicę? Jeżeli tak, to do której części tej
sceny zalicza Pan siebie i stworzony przez Pana ruch ,,Samoobrony"?
- Podziały na prawicę i lewicę to, przynajmniej w
Polsce, zabawa nie z tej epoki. Zmieniające się szybko sytuacje polityczne
spowodowały takie wymieszanie się poglądów, programów i stanowisk
partii, których jest dziś w Polsce chyba już ponad dwieście, że prawie
nie można wyznaczyć granic tradycyjnie rozumianym po stawom lewicowym
i prawicowym. Rozmawiałem niedawno z pewnym działaczem uważającym
siebie za prawicowego. Gdy zapytałem go, co to znaczy należeć do prawicy,
odpowiedział, że...quot;wyznaje ona pewne wartości" i że...quot;zachowuje
się w sposób prawy". Uderzył mnie prymitywizm tego wyznania.
A przecież tego rodzaju poglądy i...quot;definicje" funkcjonują
w społecznym obiegu.
Z kolei lewica określa się potocznie jako siła broniąca
ludzi biednych, ich praw socjalnych. Ale przecież i ta definicja jest
ułomna i myląca. Między innymi dlatego, że dzisiaj żadna partia nie
deklaruje się jako programowo przeciwna ludziom wydziedziczonym, a
- przeciwnie - wszystkie odwołują się do jakiś nadrzędnych, humanistycznych
wartości.
Kryteria podziału na lewicę i prawicę są w Polsce
niejasne także dlatego, że z tego podziału nie wynikają logiczne wnioski
polityczne. Na przykład, niby opozycyjna SdRP popiera w parlamencie
często antysocjalne akty ustawodawcze rządu. W ogóle ta koncesjonowana
niby to lewica, nigdy nie potępiła planu Balcerowicza i dyktatu MFW
i Banku Światowego. Różne spółki nomenklaturo we, które pożywiły się
na rozwiązaniu PZPR i obaleniu poprzedniego systemu, są często kierowane
przez liderów należących do owej koncesjonowanej...quot;lewicy".
Z kolei w partiach prawicowych, opozycyjnych, występują ludzie i postawy
ostro krytyczne wobec obecnego, złego porządku.
Dodam, że wspomniana...quot;lewica" afirmująca
politykę wyprzedaży i zdrady interesów mas ludowych jest równie nielogiczna,
jak...quot;prawica" z przymiotnikami...quot;narodowa" i...quot;chrześcijańska",
która sieje niekiedy społeczną nienawiść, wykazuje skrajną nietolerancyjność,
jakby nauki II Soboru Watykańskiego, np. o wolności religijnej, jej
w ogóle nie dotyczyły. Bardziej uzasadnione wydaje się stosowanie
nazewnictwa np....quot;lewicowy", czy...quot;prawicowy", gdy
zaopatrzone są te terminy przymiotnikami. Wiadomo więc, co to jest
tzw. lewica świecka (kosmopolityczna, internacjonalistyczna) albo,
jako jej przeciwstawienie, lewica narodowa.
Linie podziału przebiegają poza tym nie według podziałów
organizacyjnych, ale częstokroć wewnątrz partii. Dotyczy to ruchu
ludowego i jego partii, a także wszystkich innych ugrupowań.
Z tych wszystkich powodów ruch...quot;Samoobrony"
stara się rozwijać poza, albo raczej, ponad wspomnianymi podziałami.
Jest u nas miejsce dla orientacji...quot;lewicowych" i...quot;prawicowych"
pod warunkiem, że podporządkują się nadrzędnemu interesowi całego
narodu.
Kategorii...quot;narodu" nie przeciwstawiamy z
kolei pojęciu...quot;społeczeństwo". Odwrotnie. Dla...quot;Samoobrony"
naród to całość społeczeństwa obywatelskiego o ściśle określonej,
tradycyjnej tożsamości. Dlatego nie należymy ani do lewicy, ani do
centrum, ani do prawicy. Po prostu należymy do narodu.
- Co dla Pana oznacza hasło...quot;powrotu Polski
do Europy" i...quot;normalności"? Jaka jest Pana wizja Polski
roku 2000 między Niemcami, a Rosją?
- Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" stanowi
jeden z urzędowych, wciąż przez propagandę lansowanych sloganów mających
przede wszystkim wmówić nam, że reprezentujemy niższość kultury i
obyczajowości, że Polska jest zaściankiem, a wszystko, co dotąd Polacy
zrobili, nie ma żadnej wartości.
Już choćby z powyższego powodu hasło...quot;powrotu
Polski do Europy" stanowczo odrzucam. Jako Polacy mamy dobrą
pamięć. Nie zapomnimy tego, że w nadzwyczaj trudnych warunkach zewnętrznych,
opuszczeni przez zachodnich sojuszników i zdani sami na siebie, odbudowaliśmy
kraj ze straszliwych zniszczeń II wojny światowej. Żaden obcy kapitał
nam w tym nie pomagał. I nie była to zasługa komunizmu czy Sowietów,
ale dzieło całego narodu. Mimo politycznego zniewolenia nasz naród
potrafił zadbać o swoje interesy pracując z najwyższym oddaniem.
Hasło...quot;powrotu Polski do Europy" to przede
wszystkim bieg naszego kraju, na przełaj, do EWG. Ale jak na razie,
oprócz lichwiarskich pożyczek, zresztą nie za dużych, ze strony EWG
nic nas dobrego nie spotkało. Owszem - restrykcje wobec polskiego
eksportu, przede wszystkim żywnościowego, różne embarga, postulaty
preferencyjnych ceł dla towarów europejskich, zwłaszcza rolniczych,
podporządkowanie polskiego prawa, norm i przepisów normatywom europejskim
służącym nie naszym interesom, lecz interesom rozwiniętych państw
naszego kontynentu. Dalej, narzucanie Polsce swoich norm obyczajowych,
sprzecznych często z polskimi tradycjami. Żądania otwarcia granic
dla obcej penetracji gospodarczej, kulturalnej, politycznej i wojskowej.
Oto co, jak dotychczas, oferuje się nam na drodze tego marszu do Europy.
Nie jestem i - jako człowiek rozsądny - nie mogę być
zwolennikiem zaryglowania Polski od zachodu, czy doktryny jej całkowitej
samowystarczalności. Ale integracja europejska musi być procesem uwzględniającym
interesy i potrzeby wszystkich jej partnerów. Obojętnie, czy są na
zachodzie, w środku, czy na wschodzie kontynentu. I musi brać też
pod uwagę stopień ich rozwoju, różne specyficzne cechy ich kultur,
ekonomik, cywilizacji. Dlatego podzielam gaullistowską koncepcję...quot;Europy
Ojczyzn", a nie podoba mi się idea...quot;Europy regionów".
Obserwując politykę EWG w stosunku do Polski nie można
oprzeć się wrażeniu, iż Zachodowi marzy się taki...quot;powrót Polski
do Europy", który w końcowym efekcie będzie dla niej oznaczał
zepchnięcie do położenia peryferyjnego pod względem politycznym, wojskowym,
a zwłaszcza gospodarczym. Politycy zachodni zdają się popierać koncepcję
jakiegoś polskiego obszaru etnicznego między Wartą a Bugiem, podporządkowanego,
zależnie od ich potrzeb i możliwości, albo Niemcom, albo Rosji. Byłaby
to owa osławiona...quot;szara strefa", która, w kategoriach czysto
wojskowych, mogłaby się pokrywać z proponowaną niekiedy strefą...quot;NATO
- bis".
O tym wszystkim, oczywiście, nikt głośno na ogół nie
mówi. Ale właśnie taką treść nadają niektórzy liczący się politycy
hasłu...quot;powrotu Polski do Europy". Bardzo należy się tego
obawiać biorąc pod uwagę gorzkie historyczne doświadczenia Polski,
z jałtańskim i pojałtańskim włącznie. Tylko naiwni lub otumanieni
mogą wierzyć, że rozwiniętym państwom Europy zachodniej zależy na
tym, by Polska, kraj liczący już blisko 40 milionów mieszkańców, rozwinęła
w wyniku integrowania się z EWG, swój potencjał ekonomiczny, naukowy,
przemysłowy, kulturowy, rolniczy czy oświatowy. By stała się jeszcze
większym konkurentem dla Zachodu.
O cóż więc konkretnie w tej koncepcji...quot;powrotu
Polski do Europy" chodzi? Ano, jak powiedziałem, chodzi o powrót
do politycznego i ekonomicznego upośledzenia, dla zachodniej Europy
wygodnego i przynoszącego wymierny zysk. Krótko mówiąc, chodzi o postępującą
degradację Polski, sprowadzenia jej do rangi...quot;hinterlandu"
EWG.
-...quot;Hinterlandu"?
- Tak, właśnie...quot;hinterlandu". Dzisiejsze
zjednoczenie Europy w postaci EWG oznacza przede wszystkim supremację
ekonomiczną i polityczną zjednoczonych Niemiec. Przeżywają one wprawdzie
wielkie trudności w integrowaniu byłej NRD, a więc wschodnich...quot;landów",
ale po kilku latach ich gigantyczny potencjał zrobi swoje.
Zarówno na europejskim Zachodzie, jak i Wschodzie.
W naszym regionie nowoczesny...quot;Drang nach Osten"
oznaczać może przyszłą ekspansję gospodarczą, kulturową, cywilizacyjną
i demograficzną żywiołu germańskiego. Ekspansja ta miałaby na celu
również przekształcenie Polski w nowe...quot;generalne gubernatorstwo".
W obszar surowcowej i roboczej rezerwy nowej IV Rzeszy. Właśnie w
...quot;hinterland".
Współgrają z tym koncepcje euroregionów i polsko-niemieckich
stref przygranicznych wolnego cła. Wszystko to będzie się odbywać
- już się odbywa! - pod hasłami...quot;powrotu do Europy".
Papież Polak mówił w Warszawie, jak w istocie bzdurny
to slogan. Byliśmy i jesteśmy od tysiąca lat w samym sercu Europy.
Jakżeż mamy do niej teraz wracać? Ponadto, o jaką właściwie Europę
chodzi? EWG, z jej eurokracją, elitaryzmem i egoizmem, gwałceniem
praw i interesów narodowych, stanowi już dzisiaj swoiste curiosum.
Nie przypadkiem traktat z Maastricht wywołuje negatywne reakcje od
Danii po W. Brytanię, od Portugalii po Grecję.
O żadnym równoprawnym partnerstwie umożliwiającym
możliwość konkurencji, o żadnej pomocy taką konkurencję umożliwiającej,
mowy być nie może, bo byłaby to polityka przeciwna tradycyjnym interesom
krajów EWG. A polityków wspólnoty europejskiej o głupotę posądzać
nie można. Dlatego też usiłuje się Polskę raczej wcielić do Europy,
niż dopuścić ją do partnerskiej współpracy, do czego zresztą nie jest
ona zdolna na obecnym poziomie swoich możliwości gospodarczych i politycznych.
Dlatego też należy zrobić wszystko, aby odzyskać swobodę ruchów w
dziedzinie ekonomicznej, ratować do końca polski przemysł, który w
niektórych dziedzinach był dość nowoczesny, ratować dotychczasowe
rynki zbytu, ratować samowystarczalność żywnościową kraju, nie dopuszczać
do rozgrabiania i niszczenia istniejącego jeszcze potencjału produkcyjnego.
Dopiero po...quot;złapaniu oddechu" postawić własne warunki współpracy
z Europą.
Trzeba nawiązywać ścisłe kontakty gospodarcze z krajami
najbliższego sąsiedztwa - Litwą, Łotwą, Białorusią i Ukrainą, a także
z Rosją - i wspólnie dążyć do integrowania się z resztą Europy. Musimy
wykrzesać z siebie inicjatywę integracji w skali tzw. międzymorza
i wyciągnąć dla siebie z tego korzyści. Dopiero tak wzmocnieni staniemy
się przedmiotem większego szacunku Europy. To nie przypadkiem szerzy
się w Polsce atmosferę nienawiści nawet do obecnie z trudem demokratyzującej
się Rosji, do Ukraińców, Białorusinów i Litwinów, do Czechów, Słowaków,
Serbów. Międzynarodowi manipulanci polityczni nie chcą dopuścić, aby
w naszym regionie powstała jakaś wspólnota interesów, na zasadach
pełnego, wzajemnego poszanowania suwerenności, żeby przekreślone zostały
historycznie narosłe nienawiści...quot;i nieporozumienia." A przecież
jest to warunek niezależnego istnienia dla wszystkich naszych narodów,
wyzwolonych spod dominacji byłego ZSRR.
Bez takiej regionalnej wspólnoty interesów nie tylko
nie uzyskamy partnerskiej pozycji w EWG, ale zdominowani zostaniemy
wszyscy przez polityczną i gospodarczą potęgę rodzącej się TV Rzeszy
Niemieckiej. I niech nikt nas nie oszukuje, że Europa Zachodnia obroni
Polskę i inne kraje Europy Wschodniej przed taką dominacją. Nigdy
w historii takiej ochrony nie doznaliśmy i liczyć na nią nie możemy
również obecnie.
Wielu nieodpowiedzialnych naszych polityków wciąż
szermuje zagrożeniem tylko ze Wschodu, nie widząc gry prowadzonej
wobec Polski z Zachodu.
Polska między Niemcami i Rosją... W tym tkwi sęk zagadnienia.
Dzisiejsi Polacy nie odczuwają jeszcze tego w sposób bzepośredni tak,
jak podczas zaborów, w okresie międzywojennym, czy w tragicznych dniach
paktu Ribbentrop-Mołotow. Bo dzisiaj - na obecny dziejowy moment -
obydwaj nasi wielcy sąsiedzi zajęci są własnymi problemami. Niemcy
- przeżuwaniem byłej NRD. Rosja - ratowaniem tego, co się da uratować
z gospodarki i imperialnej substancji sowieckiej. Gdy jednak ten przejściowy
moment historyczny ustąpi, znowu Polacy staną twarzą w twarz z odwiecznym
dylematem: jak ukształtować swe położenie i politykę między potęgą
germańską i odrodzonym rosyjskim kolosem słowiańskim?
Do rozważenia tego dylematu trzeba przygotowywać się
już teraz. Nie należy się przy tym karmić starą, szowinistyczną strawą,
przeżuwać stęchłe stereotypy.
Jestem więc gorącym zwolennikiem naprawdę równoprawnej
współpracy z całym europejskim Zachodem, w tym przede wszystkim z
Niemcami, bo dla Polski zachód, to przede wszystkim Niemcy. Niemcy
dokonali i nadal dokonują wielkiego dzieła odchodzenia od dawnego,
szowinistycznego ekspansjonizmu i budowania naprawdę demokratycznego
ładu.
Słowianie, jak mówiłem nawiązując do Rosji, Ukrainy,
Białorusi, ale też Czech i Słowacji, byli i zawsze będą nam bliscy.
O nich musimy się opierać, z nimi przede Wszystkim współdziałać w
XXI wieku.
Takimi intencjami się kierując starajmy się znajdować
przyjaciół blisko, najbliżej - u sąsiadów ze wszystkich bez wyjątku
kierunków geograficznych.
Jak mówił Jan Paweł II, nie nam wracać do Europy,
bo w sercu tej Europy od tysiąca lat tkwimy. Wspólnym wysiłkiem stwórzmy
koncepcję naszego samodzielnego udziału w integrującej się Europie.
Taką koncepcję, w której wyniku Europa przestanie być dla Polski -
jak ongiś - wyrodną matką.
- Dawniej rządzili Polską z Moskwy, teraz z Waszyngtonu
i Brukseli. Czyżby zamienił stryjek siekierkę na kijek?
- Jest to grube uproszczenie. Nie można za wszystko,
co działo się w latach 1944-1989, obciążać odpowiedzialnością wyłącznie
Moskwę. Sfera samodzielności ówczesnych władz PRL była znacznie> większa,
niżby to wynikało z obecnych oświadczeń Jaruzelskiego, czy Rakowskiego.
To, że ostatni władcy PRL i PZPR skwapliwie odżegnują się od własnej
odpowiedzialności i spychają wszystko na Moskwę, jako główną...quot;winną",
świadczy zarówno fatalnie o ich morale, jak przede wszystkim o skrajnym
subiektywizmie oceny faktów. W dobrym i złym rządy PRL-u brały bardzo
poczesny udział, a jaki konkretnie, wypowiedzą się z całą pewnością
niezależni historycy. Podobnie dzisiaj.
Jest prawdą, że dyktat wschodni został zastąpiony
od 1989 roku dyktatem zachodnim. Nie znaczy to jednak, by kolejni
nasi...quot;demokratyczni" władcy - od Mazowieckiego, przez Bieleckiego
i Olszewskiego po Suchocką-mogli być usprawiedliwieni tym, że np.
dyrektor MFW polecił im uczynić to lub tamto, albo że sekretarz NATO,
Woerner, wydał jeszcze inny rozkaz. To prawda, że doktryna ograniczonej
suwerenności Breżniewa egzystowała i nie umarła wraz z odejściem jej
autora, a nawet rozpadem ZSRR. W tych wszakże warunkach obiektywnych,
jakie stwarza międzynarodowy układ sił, wypada działać także polskim
przywódcom Ul Rzeczypospolitej. Naród ich osądzi, jeżeli zbyt łatwo
ulegać będą naciskom i dyktatom zewnętrznym. Jednym z programowych
celów...quot;Samoobrony" jest podnosić ten problem, rozliczać
rządy za ich stanowisko wobec suwerenności państwa polskiego i dążyć
nieustannie do dźwignięcia naszej Ojczyzny na pozycję kraju przynajmniej
tak niepodległego, jak II Rzeczpospolita.
- Już wiadomo, że dojdzie do przedterminowych wyborów.
Co i w jaki sposób chce Pan, w związku z tym, powiedzieć społeczeństwu?
- Ludzie dziś nami rządzący boją się wyborów i najchętniej
nigdy by ich ponownie nie przeprowadzali. Aż nadto dobrze wiedzą bowiem,
co sądzi o nich społeczeństwo. Wszystkie bez wyjątku sondaże opinii
publicznej zgodne są w tym, że były Sejm i Senat cieszą się jak najgorszą
reputacją wśród przyszłych wyborców. To właśnie dlatego partie koalicji
rządowej, w gruncie rzeczy tak samo kanapowe, jak pozostałe, opracowały
niesłychaną w swej antydemokratycznej wymowie, ordynację wyborczą.
Zapewnia ona z góry komfort udziału w przyszłych wyborach partiom
dzisiaj rządzącym bez obowiązku zbierania dla ich kandydatów podpisów
wyborców. Z kolei wszyscy inni przekroczyć muszą wysoki próg 5-8 procent
zebranych głosów, by w ogóle dostać się po zwycięstwie wyborczym na
ławy poselskie czy senackie. Nie mówiąc już o obowiązku zbierania
przez ich komitety wyborcze podpisów. Jest to ordynacja niesłychana,
z definicji swej antypluralistyczna. Dlatego Komitet Samoobrony Narodu
z udziałem słynnego bohatera bitwy o Anglię, generała lotnictwa, Skalskiego,
|