MENU
STRUKTURA
SONDAŻE (czerwiec 2007)
9% Obop
8% Pgb
7% Gfk polonia
6% IBSi
4% Pbs Dga

KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
al. Jerozolimskie 30
00-024 Warszawa
tel.: (22) 625 04 72
fax: (22) 625 04 77
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Krajowe Związku:
ul. Marszałkowska 84/92 lok.121
00-514 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Klubu Parlamentarnego:
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa
tel.: (22) 694 25 83
fax: (22) 694 26 06
samoobrona@samoobrona.org.pl

Konto bankowe Partii PLN:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
30102010970000770200021709

Konto bankowe Partii USD:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
10201039-160414-270-2161787

IV KONGRES

WYSZUKIWANIE

 Sobota, 22 Listopada 2008

EUROREALIZM

Warszawa, 2001

Wbrew szerzonym opiniom...quot;Samoobrona" bynajmniej nie jest partią...quot;antyeuropejską". Twierdzi się, że w nowym Sejmie pojawiły się...quot;partie anty europejskie", przeciwne wejściu Polski do Unii Europejskiej, wśród których, obok na przykład Ligi Rodzin Polskich, wymienia się...quot;Samoobronę".

Jest to nieprawda.

Uważam, że jeżeli będziemy potrafili wynegocjować takie warunki naszego przystąpienia do Unii Europejskiej, które pozwolą nam na wykorzystanie mocy produkcyjnych naszego przemysłu i rolnictwa, to dążenie do tego, abyśmy stali się jak najszybciej członkiem Unii, jest ze wszech miar słuszne. Natomiast jeżeli nasz stosunek do Unii polegać będzie na ciągłych ustępstwach, a zwłaszcza na przyjęciu niekorzystnych tzw. kwot, to znaczy górnych granic, do których mogą się rozwijać zwłaszcza główne branże naszej gospodarki, to układ taki może okazać się dla nas szkodliwy. Jest to tym bardziej niebezpieczne, że Unia ustalając te kwoty bierze pod uwagę dane sprzed kilku lat, a więc z okresu głębokiej zapaści naszej gospodarki, kiedy produkcja w Polsce spadła o 30,40, a w niektórych branżach nawet o 50 % swoich prawdziwych możliwości. Akceptując ustalone w ten sposób kwoty zarówno w produkcji przemysłowej, jak i w rolnictwie -możemy nie tylko nie pomóc sobie, ale wręcz zaszkodzić.

Stosunek...quot;Samoobrony" do Unii Europejskiej można więc określić jako...quot;eurorealizm", to znaczy ocenianie polityki integracyjnej nie z puntu widzenia z góry założonej ideologii, lecz z punktu widzenia realiów.

Nie podzielamy wysuwanych przez niektórych przeciwników integracji europejskiej argumentów, że sam fakt wejścia do Unii i podporządkowania naszych praw instytucjom unijnym oznacza rezygnację czy też uszczuplenie suwerenności Polski. Odpowiada mi francuska, sformułowana przez generała de Gaulle'a, zasada ...quot;Europy ojczyzn", a przecież Francja wraz z Niemcami kładła podwaliny pod integrację europejską, tworząc Wspólnotę Węgla i Stali jako zaczyn późniejszej Unii Europejskiej....quot;Europa ojczyzn" zaś oznacza, że każdy kraj w ramach Unii zachować powinien swoją tożsamość i swoje odrębne tradycje narodowe i kulturalne.

Oczywiście zagrożenie dla autentycznej suwerenności może zaistnieć, ale nie tkwi ono w samej zasadzie integracji, lecz w konkretnych rozwiązaniach, które zależą przecież od nas samych i od naszej polityki.

Poddam tu dwa konkretne przykłady.

Pierwszym jest dość szeroko dyskutowany problem sprzedaży ziemi cudzoziemcom, w której to kwestii rząd zaproponował skrócenie okresu ochronnego z osiemnastu do dwunastu lat, a później jeszcze poszedł na dalsze, nie zapowiedziane zresztą wcześniej ustępstwa, o których nie uprzedzeni byli posłowie.

Otóż generalnie uważam, że uleganie Zachodowi i polityka ustępstw dokonywanych, zanim jeszcze Zachód nam cokolwiek da lub obieca, że da, wskazuje na to, że rząd Millera i jego minister spraw zagranicznych nie mają naprawdę przygotowanej polityki negocjacyjnej i własnych propozycji w tej sprawie. Towarzyszy temu ślepa wiara, że kiedy wstąpimy do Unii, to otrzymamy silne wsparcie gospodarcze i rozwiążą się w ten sposób wszystkie nasze problemy.

Ja w to po prostu nie wierzę - nikt nam niczego za darmo nie da.

Natomiast kwestia dwunastu czy osiemnastu lat jest dla mnie sprawą w istocie obojętną, ważne jest natomiast to, jaką ustawę przyjmiemy w Sejmie odnośnie sprzedaży ziemi obcokrajowcom. A więc czy przyjmiemy w tej kwestii wzór duński lub francuski, czy też poprzestaniemy na wolnej sprzedaży, tyle że po dwunastu latach. Co do mnie uważani, że powinniśmy w tej sprawie przyjąć warunki duńskie, które są ostre, ale Dania przecież jest mimo to członkiem Unii i pozostałe kraje unijne się na te warunki zgodziły. Polegają one na tym, że ziemię w Danii może kupić tylko obywatel duński - który oczywiście może mieć także obywatelstwo każdego innego kraju, z którego pochodzi - człowiek zamieszkały na stałe w Danii co najmniej od pięciu lat, znający w miarę język duński, aby móc się w nim porozumieć, i taki, który na zakup ziemi uzyskał zgodę władz lokalnych i związków zawodowych. Na takich warunkach sprawa terminu jest kwestią drugorzędną.

Oczywiście u nas występuje tu dodatkowa komplikacja, która w Danii nie istnieje. Jest to obawa, że ziemie na zachodzie Polski będą wykupywane głównie przez Niemców, czyli przez ich dawnych właścicieli. Nie mam żadnych uprzedzeń wobec Niemców, tak jak i wobec żadnego innego narodu, wiem jednak, że historia - wprawdzie w różnych formach - lubi się powtarzać. Nie jest przypadkiem, że Niemcy upodobali sobie szczególnie tereny zachodnie i północne oraz Warmię i Mazury, i to nie tylko dlatego, że jest tam najwięcej ziemi do nabycia na obszarach dawnych PGR-ów. Obecnie mamy na przykład dużą aferę z przejęciem 58 tysięcy hektarów w Szczecińskiem przez spółki polsko-niemieckie, które faktycznie, pod względem kapitałowym, są spółkami niemiecko-polski-mi, często nawet z 90 % procentami kapitału niemieckiego. Mówiłem o tym już pięć lat temu, ale oczywiście lekceważono to, twierdząc, że coś tam Lepper znów sobie opowiada. A więc w tej szczegółowej kwestii również musimy mieć własną wyraźną politykę, zabezpieczającą nas przed tym, aby tego, czego nie zrobiły kiedyś czołgi, nie zrobiły obecnie marki.

Drugą kwestią związaną ze sprawą suwerenności jest sprawa naszych banków. Kilkakrotnie już wspominałem w tej książce, że 70-80 % naszych banków znajduje się w rękach obcego kapitału. Pozbawia to państwo podstawowego instrumentu, niezbędnego do sterowania gospodarką. Minister Belka może się jedynie oburzać, że banki natychmiast po złożeniu przez niego propozycji opodatkowania dochodów od oszczędności zaczęły podsuwać klientom różne sposoby obejścia tego podatku, ale nie może im praktycznie niczego zakazać lub nakazać, ponieważ nie ma na to wpływu. Poważni politycy, premier Miller czy Józef Oleksy, widzą niebezpieczeństwa płynące stąd dla gospodarczej suwerenności Polski, jest to jednak spadek, który otrzymali oni po szaleńczej polityce prywatyzacyjnej, prowadzonej przez Balcerowicza i jego ekipę.

Ani jednak sama Unia, ani jej władze w Brukseli nie stanowią zagrożenia dla suwerenności Polski. Jeśli będziemy potrafili sami, negocjując nasze warunki przystąpienia do Unii, obronić nasze interesy i naszą suwerenność, to ani w zależności od Brukseli, ani także w obecności pewnej ilości kapitału zagranicznego w Polsce nie widzę żadnego zagrożenia.

Oczywiście trzeba się liczyć z tym, że niektóre nasze przepisy prawne odbiegają od norm unijnych i trzeba je będzie zrewidować. Kilkakrotnie pisałem już, że jestem człowiekiem wierzącym i praktykującym, ale zdaję sobie sprawę, że na przykład nasz zapis ustawowy o wartościach chrześcijańskich, do których respektowania zobowiązane są środki masowego przekazu, może nie podobać się krajom Unii, jako wyraźnie faworyzujący jedno wyznanie i jeden światopogląd. Jako chrześcijanin wątpię jednak w to, że w drodze zapisów ustawowych zwiększymy obecność ludzi w kościele. Jest to sprawa pracy duchowieństwa, a także katolików świeckich, sprawa wiary i moralności. Jestem przekonany, że jeszcze bardzo długo nie będzie możliwe, aby jakiekolwiek inne wyznanie tak bardzo związało się z naszym życiem społecznym i narodowym, z naszą tradycją, jak związany jest Kościół katolicki.

Podobnie można się odnieść do zakazu aborcji. Mamy obecnie ustawowy zakaz aborcji, ale dzieci się nie rodzą i przyrost naturalny jest niski, bliski zeru. Jest to paradoks - za komuny aborcja była dozwolona, ale rodziło się znacznie więcej dzieci, niż rodzi się ich obecnie! Cóż więc się stało? A no stało się to, że istnieje w Polsce ginekolog, który dokonuje bezkrwawej aborcji - jest nim Balcero-wicz. Jest to aborcja ekonomiczna. Młodzi ludzie nie decydują się mieć dzieci, a już z pewnością mieć więcej niż jedno dziecko, ponieważ boją się, że nie będą w stanie zapewnić tym dzieciom żadnej przyszłości.

Mamy w naszej wierze Piąte Przykazanie,...quot;Nie zabijaj !", i jest sprawą wiary, a także nauki moralnej, szerzonej przez duchowieństwo, aby to przykazanie właściwie interpretować i je przestrzegać. Groźbą natomiast jest właśnie owa bezkrwawa aborcja ekonomiczna i z nią trzeba walczyć.

Tak więc powtórzę raz jeszcze:...quot;Samoobrona" jest partią eurorealistów, patrzymy na naszą integrację z Unią Europejską przez pryzmat naszych interesów, nie zaś ideologii, głoszącej bądź to zdecydowany sprzeciw wobec Unii, bądź to pokładającej w naszej integracji naiwną wiarę, że Unia wszystko nam da i załatwi wszystkie nasze problemy.

Uważamy, że sprawy integracji europejskiej nie można też oddzielać od całości naszej polityki zagranicznej. Nie możemy iść ślepo tylko w jednym kierunku, w stronę
Zachodu. Podstawą naszej polityki zagranicznej powinna być również polityka prowschodnia, nasze dobrosąsiedzkie stosunki z byłymi republikami Związku Radzieckiego, Ukrainą, Białorusią, a przede wszystkim z Rosją. Nie może to polegać na ciągłym wtrącaniu się w ich sprawy wewnętrzne, co widzimy na przykładzie Białorusi, bo takie poparcie, jakie ma w tym kraju Łukaszenko, chciałby mieć u nas niejeden polityk. Nietrudno jest zorganizować demonstrację z udziałem trzech lub nawet więcej tysięcy ludzi, ale nie zawsze jest to wyrazem prawdziwych nastrojów społecznych.

Skończmy więc z fobią antywschodnią, zacznijmy układać sobie trwałe i dobre stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami, nie rozgrywając przy tym żadnych partii pomiędzy tymi krajami. A tak niekiedy może być odbierana nasza polityka wobec Ukrainy, która może być odczytywana także jako nastawiona przeciw Rosji. Prezydent Kuczma jest obecnie faworyzowanym sojusznikiem, podczas gdy wobec Rosji obudziliśmy się zbyt późno, i to w momencie, kiedy po zamachu 11 września 2001. w Nowym Jorku swój stosunek do Rosji zmieniły także Stany Zjednoczone czując, że jednak nie są tak silne i tak zabezpieczone przeciwko wszelkim zewnętrznym niebezpieczeństwom.

Tymczasem do tej pory uprawialiśmy demonstracyjną i szkodliwą dla Polski propagandę antyrosyjską. Kiedy już przed kilkoma laty mówiłem, że trzeba zwrócić się w stronę Rosji i szukać z nią dobrosąsiedzkich stosunków, okrzyczano mnie komunistą i bolszewikiem. I spotkało mnie to nie tylko ze strony prawicy, ale też niektórych polityków lewicy, na przykład PSL-u. Przekonywano, że Rosja to bieda i dziadostwo, gdzie nie mamy nic do szukania. W ten sposób też straciliśmy wiele z naszej pozycji gospodarczej, jaką mieliśmy w Rosji, przegrywając ją zresztą na rzecz krajów Zachodu.

Zachód robił to zresztą bardzo precyzyjnie. Znalazł się u nas także taki prezydent, który - bo nie chcę mówić o nim nic więcej - wręcz za cel swojej polityki przyjął zerwanie stosunków z Rosją. Krzyczał też, ileż to my dopłacamy do naszej wymiany handlowej z Rosją, co jest o tyle dziwne, że w chwilę później zgodził się jednak na
zaproponowaną przez Rosję...quot;opcję zerową" w naszych z nią rozliczeniach handlowych. Stało się tak dlatego, że w momencie, gdy my zaczęliśmy wyliczać, ile to wkładów dewizowych znajduje się m. in. w naszych budowanych dla Rosjan statkach, Rosjanie odpowiedzieli na to propozycją urealnienia według cen światowych otrzymywanych przez nas dostaw ropy i gazu. I okazało się wówczas, że to nie oni u nas, ale my u nich jesteśmy zadłużeni. I wówczas Wałęsa zgodził się szybko na...quot;opcję zerową".

Dokonywaliśmy drażniących Rosję, niepotrzebnych demonstracji, takich na przykład, jak rozbijanie pomnika Lenina w Nowej Hucie. W samo południe, filmowany przez kamery z całego świata, helikopter z przymocowaną do niego kulą rozbijał pracowicie i po kawałku pomnik Lenina, palono radzieckie flagi, krzyczano, że wyganiamy z Polski żołnierzy radzieckich. Komu to było potrzebne? Mógł przecież ten Lenin z Nowej Huty stać wieczorem, zniknąć w nocy, a rano na jego miejscu mogły już rosnąć kwiaty.

Kiedy zajmowaliśmy się takimi sprawami, równocześnie otwarliśmy granicę zachodnią dając drogę TIR-om wiozącym do Rosji zachodnie towary, które wypierały nasz eksport. Te TIR-y zalały nie tylko nas często wręcz tandetą, starymi samochodami i nadwyżkami produkcyjnymi, ale zaatakowały także rynek rosyjski i inne rynki wschodnie, na których dotąd byliśmy obecni.

Powinniśmy więc teraz starać się odbudowywać naszą pozycję na rynkach wschodnich - choć sądzę, że w pełni odbudować się już jej nie da - ale potrzebne są do tego co najmniej dwa warunki.

Po pierwsze oczywiście rozwój naszego przemysłu i naszego rolnictwa, po drugie jednak także zahamowanie tej fali towarów, które po naszych szosach stale przewożone są na wschód. Nie może tu być oczywiście mowy o jakimkolwiek zakazie, ale przecież jest faktem, że TIR-y przejeżdżające przez Niemcy, Szwajcarię lub Austrię płacą za to konkretne opłaty, których u nas się nie pobiera. A przecież, pomijając wszystko inne, niszczą one nasze drogi i zatruwają naszą atmosferę. Tłumaczy się nam, że nie możemy tego uczynić, ponieważ wiążą nas w tej kwestii jakieś umowy międzynarodowe. Jakie umowy? Warto by je zobaczyć tak samo jak i te, które obligują nas rzekomo do tego, aby nasza rezerwa dewizowa, w wysokości 28 miliardów dolarów, o której już tu pisałem, lokowana była w bankach zagranicznych, przede wszystkim amerykańskich.

Trzeba także mieć na uwadze, że Unia Europejska -choć tego oczywiście oficjalnie nie mówi - jest do pewnego stopnia próbą przeciwwagi dla potęgi Ameryki. U nas natomiast nie wszyscy oczywiście, ale niektórzy politycy deklarują się w pierwszym rzędzie jako sojusznicy Ameryki. Te deklaracje są słyszane w krajach Unii i niekiedy traktuje się Polskę jako...quot;konia trojańskiego" Ameryki, co może utrudniać nasze starania o wejście do Unii.

Patrząc jednak dalej, obawiam się również, że Unia w swoim obecnym charakterze może nie wytrzymać ciężaru finansowego, związanego z przyjęciem do niej nowych krajów, w tym również Polski. I wówczas niewykluczone, że Unia powie, iż musi zmienić zasady swojego działania, zmniejszyć dotacje, zmniejszyć subwencje dla krajów członkowskich, przejść na zasady bardziej ekonomiczne i rynkowe, ponieważ przyjęcie Polski, prawie czterdziestomilionowego kraju, nie pozwala już na prowadzenie dotychczasowej polityki. I wówczas może nastąpić sytuacja absurdalna - ta mianowicie, że my jak dotąd niejako z wyprzedzeniem ponieśliśmy większość niedogodności i ustępstw, związanych z przystąpieniem do Unii, otwierając przed nią prawie czterdziestomiliono-wy rynek zbytu, teraz zaś powinniśmy tam iść raczej po korzyści i zyski. A te zyski mogą okazać się znacznie mniejsze, niż te, na które liczymy, a może wręcz żadne.

Nie można także lekceważyć możliwości kryzysu światowego, który osłabi potęgę gospodarczą Unii i Zachodu. Jeszcze kilka wypadków samolotowych takich, jakie miały już miejsce, a ludzie przestaną latać samolotami. Już dzisiaj linie lotnicze w Stanach Zjednoczonych przeżywają ciężki kryzys, a to wszystko pociąga za sobą dalsze konsekwencje ekonomiczne. Podobnie dzieje się w innych gałęziach gospodarki. Na rok 2002 zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w krajach Unii przewiduje się bardzo niską stopę wzrostu ekonomicznego, istnieje tam obawa recesji.

Te trudności ekonomiczne widzę jako początek końca polityki globalistów. Trzeba więc i ten czynnik poważnie brać pod uwagę zastanawiając się nad kosztami, które musimy ponieść przygotowując się do wejścia do Unii, kalkulując te koszty i oczekiwane zyski.

Mówi się i pisze o tym, że społeczeństwo nasze jest nieprzygotowane do przystąpienia do Unii, że nie zna i nie rozumie tej problematyki, że jest ciemne, niewykształcone i przez to odnosi się niechętnie czy nieufnie do integracji europejskiej. Od czego jednak mamy środki masowego przekazu, w tym telewizję publiczną?

Otóż pewnego dnia zostałem poproszony do telewizyjnej rozmowy o Unii Europejskiej. Rozmowa ta nadawana była o godzinie szóstej czterdzieści pięć rano. A więc jest zrozumiałe, że rozpocząłem swoją wypowiedź od wyrażenia radości, że wszyscy w mieście tego dnia nastawili budziki, aby nie zaspać i nie przegapić tej rozmowy, rolnicy zostawili obrządek i pobiegli do telewizorów, całe społeczeństwo stanęło na nogi, aby za piętnaście siódma rano dokształcać się w problematyce europejskiej! Są to kpiny. Ta godzinna rozmowa miała 0,1 % oglądalności, czemu oczywiście nie można się dziwić. Ale z pewnością w sprawozdaniach zostało podane, że tyle a tyle godzin programu telewizji publicznej poświęcono edukacji europejskiej. Tyle tylko że efekt takiej edukacji jest żaden. Tymczasem jeśli chcielibyśmy naprawdę osiągnąć jakieś efekty edukacyjne - to po dzienniku, o godzinie ósmej wieczorem, zamiast puszczać kolejny film amerykański, powinniśmy pokazać zwolenników i przeciwników Unii i naszej integracji i nie tyle nawet pozwolić im spierać się ze sobą - z czego często wynika ten...quot;szum informacyjny", o którym już pisałem - ale dać im możność przedstawienia swoich argumentów, danych, wykresów, argumentów, które docierałyby do społeczeństwa.

Efektem prowadzonej dotychczas edukacji europejskiej jest to, że obecnie nasze wejście do Unii Europejskiej popiera zaledwie słabe 50 % społeczeństwa, a liczba ta będzie spadać, ponieważ ludzie patrzą na naszą integrację europejską przez pryzmat własnego życia. Boją się więc jeszcze większej utraty pracy, ponieważ Unia może nas zalać swoimi nadwyżkami produkcyjnymi, które w krajach unijnych sięgają 20 % całej produkcji, młodzież przestaje wierzyć w możliwości pracy w krajach unijnych, ponieważ wielu Polaków zakosztowało już tej pracy i wie, jaki tam jest stosunek do nas jako pracowników, rolnicy boją się taniej, dotowanej żywności zachodniej, a więc spadku cen naszych produktów, nie wierzą też w wielkie dotacje. Zamiast unijnego wsparcia dla naszego rolnictwa widzimy u nas nie tylko szynkę zachodnią czy zachodnie mleko, ale także zachodni mrożony chleb i zachodnie ziemniaki i pomidory.

Myślę, że kierunek globalizacyjny jest obecnie w coraz mniejszym stopniu kierunkiem, w którym naprawdę idzie świat. Jest to raczej kierunek, w którym świat szedł. Obecnie jednak, zwłaszcza w świetle ostatnich wydarzeń, wydaje mi się, że oczywiście z jednej strony konieczne jest wzmocnienie instytucji międzynarodowych, jak ONZ i inne, choćby dlatego, aby strzec światowego bezpieczeństwa, z drugiej jednak - umacniać się będzie rola państw narodowych, powiązanych tradycją, kulturą, własną tożsamością.

Świat staje po prostu wobec nowych wyzwań, na które nie ma jeszcze gotowych odpowiedzi i które trzeba na nowo przemyśleć bez uprzedzeń i bez z góry narzuconych rozwiązań. Przez pryzmat eurorealizmu.

strona tytułowa następna strona

Newsletter

Podaj email jeśli jesteś zainteresowany otrzymywaniem informacji z serwisu www.samoobrona.org.pl
dodaj usuń
Akceptuję Regulamin

www.lepper.com.pl

FELIETONY

PROGRAM

GŁOS SAMOOBRONY


KONSTYTUCJA

drzwi
WYWIADY - Tańczący z wilkami

Przedruk wywiadu z "Elity" 11(12)

STATYSTYKA
2.564.121 - Statystyka odwiedzin
MAPA

WIADOMOŚCI

Chłopska Droga - Wiadomości Samoobrony RP

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM | MAPA SERWISU | DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008