|
EUROREALIZM
Warszawa, 2001
Wbrew szerzonym
opiniom...quot;Samoobrona" bynajmniej nie jest partią...quot;antyeuropejską".
Twierdzi się, że w nowym Sejmie pojawiły się...quot;partie anty europejskie",
przeciwne wejściu Polski do Unii Europejskiej, wśród których, obok
na przykład Ligi Rodzin Polskich, wymienia się...quot;Samoobronę".
Jest to
nieprawda.
Uważam,
że jeżeli będziemy potrafili wynegocjować takie warunki naszego przystąpienia
do Unii Europejskiej, które pozwolą nam na wykorzystanie mocy produkcyjnych
naszego przemysłu i rolnictwa, to dążenie do tego, abyśmy stali się
jak najszybciej członkiem Unii, jest ze wszech miar słuszne. Natomiast
jeżeli nasz stosunek do Unii polegać będzie na ciągłych ustępstwach,
a zwłaszcza na przyjęciu niekorzystnych tzw. kwot, to znaczy górnych
granic, do których mogą się rozwijać zwłaszcza główne branże naszej
gospodarki, to układ taki może okazać się dla nas szkodliwy. Jest
to tym bardziej niebezpieczne, że Unia ustalając te kwoty bierze pod
uwagę dane sprzed kilku lat, a więc z okresu głębokiej zapaści naszej
gospodarki, kiedy produkcja w Polsce spadła o 30,40, a w niektórych
branżach nawet o 50 % swoich prawdziwych możliwości. Akceptując ustalone
w ten sposób kwoty zarówno w produkcji przemysłowej, jak i w rolnictwie
-możemy nie tylko nie pomóc sobie, ale wręcz zaszkodzić.
Stosunek...quot;Samoobrony" do Unii Europejskiej można więc określić
jako...quot;eurorealizm", to znaczy ocenianie polityki integracyjnej
nie z puntu widzenia z góry założonej ideologii, lecz z punktu widzenia
realiów.
Nie podzielamy
wysuwanych przez niektórych przeciwników integracji europejskiej argumentów,
że sam fakt wejścia do Unii i podporządkowania naszych praw instytucjom
unijnym oznacza rezygnację czy też uszczuplenie suwerenności Polski.
Odpowiada mi francuska, sformułowana przez generała de Gaulle'a, zasada
...quot;Europy ojczyzn", a przecież Francja wraz z Niemcami kładła
podwaliny pod integrację europejską, tworząc Wspólnotę Węgla i Stali
jako zaczyn późniejszej Unii Europejskiej....quot;Europa ojczyzn"
zaś oznacza, że każdy kraj w ramach Unii zachować powinien swoją tożsamość
i swoje odrębne tradycje narodowe i kulturalne.
Oczywiście
zagrożenie dla autentycznej suwerenności może zaistnieć, ale nie tkwi
ono w samej zasadzie integracji, lecz w konkretnych rozwiązaniach,
które zależą przecież od nas samych i od naszej polityki.
Poddam
tu dwa konkretne przykłady.
Pierwszym
jest dość szeroko dyskutowany problem sprzedaży ziemi cudzoziemcom,
w której to kwestii rząd zaproponował skrócenie okresu ochronnego
z osiemnastu do dwunastu lat, a później jeszcze poszedł na dalsze,
nie zapowiedziane zresztą wcześniej ustępstwa, o których nie uprzedzeni
byli posłowie.
Otóż generalnie
uważam, że uleganie Zachodowi i polityka ustępstw dokonywanych, zanim
jeszcze Zachód nam cokolwiek da lub obieca, że da, wskazuje na to,
że rząd Millera i jego minister spraw zagranicznych nie mają naprawdę
przygotowanej polityki negocjacyjnej i własnych propozycji w tej sprawie.
Towarzyszy temu ślepa wiara, że kiedy wstąpimy do Unii, to otrzymamy
silne wsparcie gospodarcze i rozwiążą się w ten sposób wszystkie nasze
problemy.
Ja w to
po prostu nie wierzę - nikt nam niczego za darmo nie da.
Natomiast
kwestia dwunastu czy osiemnastu lat jest dla mnie sprawą w istocie
obojętną, ważne jest natomiast to, jaką ustawę przyjmiemy w Sejmie
odnośnie sprzedaży ziemi obcokrajowcom. A więc czy przyjmiemy w tej
kwestii wzór duński lub francuski, czy też poprzestaniemy na wolnej
sprzedaży, tyle że po dwunastu latach. Co do mnie uważani, że powinniśmy
w tej sprawie przyjąć warunki duńskie, które są ostre, ale Dania przecież
jest mimo to członkiem Unii i pozostałe kraje unijne się na te warunki
zgodziły. Polegają one na tym, że ziemię w Danii może kupić tylko
obywatel duński - który oczywiście może mieć także obywatelstwo każdego
innego kraju, z którego pochodzi - człowiek zamieszkały na stałe w
Danii co najmniej od pięciu lat, znający w miarę język duński, aby
móc się w nim porozumieć, i taki, który na zakup ziemi uzyskał zgodę
władz lokalnych i związków zawodowych. Na takich warunkach sprawa
terminu jest kwestią drugorzędną.
Oczywiście
u nas występuje tu dodatkowa komplikacja, która w Danii nie istnieje.
Jest to obawa, że ziemie na zachodzie Polski będą wykupywane głównie
przez Niemców, czyli przez ich dawnych właścicieli. Nie mam żadnych
uprzedzeń wobec Niemców, tak jak i wobec żadnego innego narodu, wiem
jednak, że historia - wprawdzie w różnych formach - lubi się powtarzać.
Nie jest przypadkiem, że Niemcy upodobali sobie szczególnie tereny
zachodnie i północne oraz Warmię i Mazury, i to nie tylko dlatego,
że jest tam najwięcej ziemi do nabycia na obszarach dawnych PGR-ów.
Obecnie mamy na przykład dużą aferę z przejęciem 58 tysięcy hektarów
w Szczecińskiem przez spółki polsko-niemieckie, które faktycznie,
pod względem kapitałowym, są spółkami niemiecko-polski-mi, często
nawet z 90 % procentami kapitału niemieckiego. Mówiłem o tym już pięć
lat temu, ale oczywiście lekceważono to, twierdząc, że coś tam Lepper
znów sobie opowiada. A więc w tej szczegółowej kwestii również musimy
mieć własną wyraźną politykę, zabezpieczającą nas przed tym, aby tego,
czego nie zrobiły kiedyś czołgi, nie zrobiły obecnie marki.
Drugą kwestią
związaną ze sprawą suwerenności jest sprawa naszych banków. Kilkakrotnie
już wspominałem w tej książce, że 70-80 % naszych banków znajduje
się w rękach obcego kapitału. Pozbawia to państwo podstawowego instrumentu,
niezbędnego do sterowania gospodarką. Minister Belka może się jedynie
oburzać, że banki natychmiast po złożeniu przez niego propozycji opodatkowania
dochodów od oszczędności zaczęły podsuwać klientom różne sposoby obejścia
tego podatku, ale nie może im praktycznie niczego zakazać lub nakazać,
ponieważ nie ma na to wpływu. Poważni politycy, premier Miller czy
Józef Oleksy, widzą niebezpieczeństwa płynące stąd dla gospodarczej
suwerenności Polski, jest to jednak spadek, który otrzymali oni po
szaleńczej polityce prywatyzacyjnej, prowadzonej przez Balcerowicza
i jego ekipę.
Ani jednak
sama Unia, ani jej władze w Brukseli nie stanowią zagrożenia dla suwerenności
Polski. Jeśli będziemy potrafili sami, negocjując nasze warunki przystąpienia
do Unii, obronić nasze interesy i naszą suwerenność, to ani w zależności
od Brukseli, ani także w obecności pewnej ilości kapitału zagranicznego
w Polsce nie widzę żadnego zagrożenia.
Oczywiście
trzeba się liczyć z tym, że niektóre nasze przepisy prawne odbiegają
od norm unijnych i trzeba je będzie zrewidować. Kilkakrotnie pisałem
już, że jestem człowiekiem wierzącym i praktykującym, ale zdaję sobie
sprawę, że na przykład nasz zapis ustawowy o wartościach chrześcijańskich,
do których respektowania zobowiązane są środki masowego przekazu,
może nie podobać się krajom Unii, jako wyraźnie faworyzujący jedno
wyznanie i jeden światopogląd. Jako chrześcijanin wątpię jednak w
to, że w drodze zapisów ustawowych zwiększymy obecność ludzi w kościele.
Jest to sprawa pracy duchowieństwa, a także katolików świeckich, sprawa
wiary i moralności. Jestem przekonany, że jeszcze bardzo długo nie
będzie możliwe, aby jakiekolwiek inne wyznanie tak bardzo związało
się z naszym życiem społecznym i narodowym, z naszą tradycją, jak
związany jest Kościół katolicki.
Podobnie
można się odnieść do zakazu aborcji. Mamy obecnie ustawowy zakaz aborcji,
ale dzieci się nie rodzą i przyrost naturalny jest niski, bliski zeru.
Jest to paradoks - za komuny aborcja była dozwolona, ale rodziło się
znacznie więcej dzieci, niż rodzi się ich obecnie! Cóż więc się stało?
A no stało się to, że istnieje w Polsce ginekolog, który dokonuje
bezkrwawej aborcji - jest nim Balcero-wicz. Jest to aborcja ekonomiczna.
Młodzi ludzie nie decydują się mieć dzieci, a już z pewnością mieć
więcej niż jedno dziecko, ponieważ boją się, że nie będą w stanie
zapewnić tym dzieciom żadnej przyszłości.
Mamy w
naszej wierze Piąte Przykazanie,...quot;Nie zabijaj !", i jest
sprawą wiary, a także nauki moralnej, szerzonej przez duchowieństwo,
aby to przykazanie właściwie interpretować i je przestrzegać. Groźbą
natomiast jest właśnie owa bezkrwawa aborcja ekonomiczna i z nią trzeba
walczyć.
Tak więc
powtórzę raz jeszcze:...quot;Samoobrona" jest partią eurorealistów,
patrzymy na naszą integrację z Unią Europejską przez pryzmat naszych
interesów, nie zaś ideologii, głoszącej bądź to zdecydowany sprzeciw
wobec Unii, bądź to pokładającej w naszej integracji naiwną wiarę,
że Unia wszystko nam da i załatwi wszystkie nasze problemy.
Uważamy,
że sprawy integracji europejskiej nie można też oddzielać od całości
naszej polityki zagranicznej. Nie możemy iść ślepo tylko w jednym
kierunku, w stronę
Zachodu. Podstawą naszej polityki zagranicznej powinna być również
polityka prowschodnia, nasze dobrosąsiedzkie stosunki z byłymi republikami
Związku Radzieckiego, Ukrainą, Białorusią, a przede wszystkim z Rosją.
Nie może to polegać na ciągłym wtrącaniu się w ich sprawy wewnętrzne,
co widzimy na przykładzie Białorusi, bo takie poparcie, jakie ma w
tym kraju Łukaszenko, chciałby mieć u nas niejeden polityk. Nietrudno
jest zorganizować demonstrację z udziałem trzech lub nawet więcej
tysięcy ludzi, ale nie zawsze jest to wyrazem prawdziwych nastrojów
społecznych.
Skończmy
więc z fobią antywschodnią, zacznijmy układać sobie trwałe i dobre
stosunki z naszymi wschodnimi sąsiadami, nie rozgrywając przy tym
żadnych partii pomiędzy tymi krajami. A tak niekiedy może być odbierana
nasza polityka wobec Ukrainy, która może być odczytywana także jako
nastawiona przeciw Rosji. Prezydent Kuczma jest obecnie faworyzowanym
sojusznikiem, podczas gdy wobec Rosji obudziliśmy się zbyt późno,
i to w momencie, kiedy po zamachu 11 września 2001. w Nowym Jorku
swój stosunek do Rosji zmieniły także Stany Zjednoczone czując, że
jednak nie są tak silne i tak zabezpieczone przeciwko wszelkim zewnętrznym
niebezpieczeństwom.
Tymczasem
do tej pory uprawialiśmy demonstracyjną i szkodliwą dla Polski propagandę
antyrosyjską. Kiedy już przed kilkoma laty mówiłem, że trzeba zwrócić
się w stronę Rosji i szukać z nią dobrosąsiedzkich stosunków, okrzyczano
mnie komunistą i bolszewikiem. I spotkało mnie to nie tylko ze strony
prawicy, ale też niektórych polityków lewicy, na przykład PSL-u. Przekonywano,
że Rosja to bieda i dziadostwo, gdzie nie mamy nic do szukania. W
ten sposób też straciliśmy wiele z naszej pozycji gospodarczej, jaką
mieliśmy w Rosji, przegrywając ją zresztą na rzecz krajów Zachodu.
Zachód
robił to zresztą bardzo precyzyjnie. Znalazł się u nas także taki
prezydent, który - bo nie chcę mówić o nim nic więcej - wręcz za cel
swojej polityki przyjął zerwanie stosunków z Rosją. Krzyczał też,
ileż to my dopłacamy do naszej wymiany handlowej z Rosją, co jest
o tyle dziwne, że w chwilę później zgodził się jednak na
zaproponowaną przez Rosję...quot;opcję zerową" w naszych z nią
rozliczeniach handlowych. Stało się tak dlatego, że w momencie, gdy
my zaczęliśmy wyliczać, ile to wkładów dewizowych znajduje się m.
in. w naszych budowanych dla Rosjan statkach, Rosjanie odpowiedzieli
na to propozycją urealnienia według cen światowych otrzymywanych przez
nas dostaw ropy i gazu. I okazało się wówczas, że to nie oni u nas,
ale my u nich jesteśmy zadłużeni. I
wówczas Wałęsa zgodził się szybko na...quot;opcję zerową".
Dokonywaliśmy
drażniących Rosję, niepotrzebnych demonstracji, takich na przykład,
jak rozbijanie pomnika Lenina w Nowej Hucie. W samo południe, filmowany
przez kamery z całego świata, helikopter z przymocowaną do niego kulą
rozbijał pracowicie i po kawałku pomnik Lenina, palono radzieckie
flagi, krzyczano, że wyganiamy z Polski żołnierzy radzieckich. Komu
to było potrzebne? Mógł przecież ten Lenin z Nowej Huty stać wieczorem,
zniknąć w nocy, a rano na jego miejscu mogły już rosnąć kwiaty.
Kiedy zajmowaliśmy
się takimi sprawami, równocześnie otwarliśmy granicę zachodnią dając
drogę TIR-om wiozącym do Rosji zachodnie towary, które wypierały nasz
eksport. Te TIR-y zalały nie tylko nas często wręcz tandetą, starymi
samochodami i nadwyżkami produkcyjnymi, ale zaatakowały także rynek
rosyjski i inne rynki wschodnie, na których dotąd byliśmy obecni.
Powinniśmy
więc teraz starać się odbudowywać naszą pozycję na rynkach wschodnich
- choć sądzę, że w pełni odbudować się już jej nie da - ale potrzebne
są do tego co najmniej dwa warunki.
Po pierwsze
oczywiście rozwój naszego przemysłu i naszego rolnictwa, po drugie
jednak także zahamowanie tej fali towarów, które po naszych szosach
stale przewożone są na wschód. Nie może tu być oczywiście mowy o jakimkolwiek
zakazie, ale przecież jest faktem, że TIR-y przejeżdżające przez Niemcy,
Szwajcarię lub Austrię płacą za to konkretne opłaty, których u nas
się nie pobiera. A przecież, pomijając wszystko inne, niszczą one
nasze drogi i zatruwają naszą atmosferę. Tłumaczy się nam, że nie
możemy tego uczynić, ponieważ wiążą nas w tej kwestii jakieś umowy
międzynarodowe. Jakie umowy? Warto by je zobaczyć tak samo jak i te,
które obligują nas rzekomo do tego, aby nasza rezerwa dewizowa, w
wysokości 28 miliardów dolarów, o której już tu pisałem, lokowana
była w bankach zagranicznych, przede wszystkim amerykańskich.
Trzeba także mieć na uwadze, że Unia Europejska -choć tego oczywiście
oficjalnie nie mówi - jest do pewnego stopnia próbą przeciwwagi dla
potęgi Ameryki. U nas natomiast nie wszyscy oczywiście, ale niektórzy
politycy deklarują się w pierwszym rzędzie jako sojusznicy Ameryki.
Te deklaracje są słyszane w krajach Unii i niekiedy traktuje się Polskę
jako...quot;konia trojańskiego" Ameryki, co może utrudniać nasze
starania o wejście do Unii.
Patrząc
jednak dalej, obawiam się również, że Unia w swoim obecnym charakterze
może nie wytrzymać ciężaru finansowego, związanego z przyjęciem do
niej nowych krajów, w tym również Polski. I wówczas niewykluczone,
że Unia powie, iż musi zmienić zasady swojego działania, zmniejszyć
dotacje, zmniejszyć subwencje dla krajów członkowskich, przejść na
zasady bardziej ekonomiczne i rynkowe, ponieważ przyjęcie Polski,
prawie czterdziestomilionowego kraju, nie pozwala już na prowadzenie
dotychczasowej polityki. I wówczas może nastąpić sytuacja absurdalna
- ta mianowicie, że my jak dotąd niejako z wyprzedzeniem ponieśliśmy
większość niedogodności i ustępstw, związanych z przystąpieniem do
Unii, otwierając przed nią prawie czterdziestomiliono-wy rynek zbytu,
teraz zaś powinniśmy tam iść raczej po korzyści i zyski. A te zyski
mogą okazać się znacznie mniejsze, niż te, na które liczymy, a może
wręcz żadne.
Nie można
także lekceważyć możliwości kryzysu światowego, który osłabi potęgę
gospodarczą Unii i Zachodu. Jeszcze kilka wypadków samolotowych takich,
jakie miały już miejsce, a ludzie przestaną latać samolotami. Już
dzisiaj linie lotnicze w Stanach Zjednoczonych przeżywają ciężki kryzys,
a to wszystko pociąga za sobą dalsze konsekwencje ekonomiczne. Podobnie
dzieje się w innych gałęziach gospodarki. Na rok 2002 zarówno w Stanach
Zjednoczonych, jak i w krajach Unii przewiduje się bardzo niską stopę
wzrostu ekonomicznego, istnieje tam obawa recesji.
Te trudności
ekonomiczne widzę jako początek końca polityki globalistów. Trzeba
więc i ten czynnik poważnie brać pod uwagę zastanawiając się nad kosztami,
które musimy ponieść przygotowując się do wejścia do Unii, kalkulując
te koszty i oczekiwane zyski.
Mówi się
i pisze o tym, że społeczeństwo nasze jest nieprzygotowane do przystąpienia
do Unii, że nie zna i nie rozumie tej problematyki, że jest ciemne,
niewykształcone i przez to odnosi się niechętnie czy nieufnie do integracji
europejskiej. Od czego jednak mamy środki masowego przekazu, w tym
telewizję publiczną?
Otóż pewnego
dnia zostałem poproszony do telewizyjnej rozmowy o Unii Europejskiej.
Rozmowa ta nadawana była o godzinie szóstej czterdzieści pięć rano.
A więc jest zrozumiałe, że rozpocząłem swoją wypowiedź od wyrażenia
radości, że wszyscy w mieście tego dnia nastawili budziki, aby nie
zaspać i nie przegapić tej rozmowy, rolnicy zostawili obrządek i pobiegli
do telewizorów, całe społeczeństwo stanęło na nogi, aby za piętnaście
siódma rano dokształcać się w problematyce europejskiej! Są to kpiny.
Ta godzinna rozmowa miała 0,1 % oglądalności, czemu oczywiście nie
można się dziwić. Ale z pewnością w sprawozdaniach zostało podane,
że tyle a tyle godzin programu telewizji publicznej poświęcono edukacji
europejskiej. Tyle tylko że efekt takiej edukacji jest żaden. Tymczasem
jeśli chcielibyśmy naprawdę osiągnąć jakieś efekty edukacyjne - to
po dzienniku, o godzinie ósmej wieczorem, zamiast puszczać kolejny
film amerykański, powinniśmy pokazać zwolenników i przeciwników Unii
i naszej integracji i nie tyle nawet pozwolić im spierać się ze sobą
- z czego często wynika ten...quot;szum informacyjny", o którym
już pisałem - ale dać im możność przedstawienia swoich argumentów,
danych, wykresów, argumentów, które docierałyby do społeczeństwa.
Efektem
prowadzonej dotychczas edukacji europejskiej jest to, że obecnie nasze
wejście do Unii Europejskiej popiera zaledwie słabe 50 % społeczeństwa,
a liczba ta będzie spadać, ponieważ ludzie patrzą na naszą integrację
europejską przez pryzmat własnego życia. Boją się więc jeszcze większej
utraty pracy, ponieważ Unia może nas zalać swoimi nadwyżkami produkcyjnymi,
które w krajach unijnych sięgają 20 % całej produkcji, młodzież przestaje
wierzyć w możliwości pracy w krajach unijnych, ponieważ wielu Polaków
zakosztowało już tej pracy i wie, jaki tam jest stosunek do nas jako
pracowników, rolnicy boją się taniej, dotowanej żywności zachodniej,
a więc spadku cen naszych produktów, nie wierzą też w wielkie dotacje.
Zamiast unijnego wsparcia dla naszego rolnictwa widzimy u nas nie
tylko szynkę zachodnią czy zachodnie mleko, ale także zachodni mrożony
chleb i zachodnie ziemniaki i pomidory.
Myślę,
że kierunek globalizacyjny jest obecnie w coraz mniejszym stopniu
kierunkiem, w którym naprawdę idzie świat. Jest to raczej kierunek,
w którym świat szedł. Obecnie jednak, zwłaszcza w świetle ostatnich
wydarzeń, wydaje mi się, że oczywiście z jednej strony konieczne jest
wzmocnienie instytucji międzynarodowych, jak ONZ i inne, choćby dlatego,
aby strzec światowego bezpieczeństwa, z drugiej jednak - umacniać
się będzie rola państw narodowych, powiązanych tradycją, kulturą,
własną tożsamością.
Świat staje
po prostu wobec nowych wyzwań, na które nie ma jeszcze gotowych odpowiedzi
i które trzeba na nowo przemyśleć bez uprzedzeń i bez z góry narzuconych
rozwiązań. Przez pryzmat eurorealizmu.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|