|
ONI JUŻ BYLI
Warszawa, 2001
"Samoobrona"
jak każda partia polityczna stawia sobie za cel zdobycie władzy i
wprowadzenie n -^ w życie własnego programu społecznego, gospodarczego
i politycznego. Jest to naturalne dążenie, które staramy się realizować
zarówno w codziennej pracy z ludźmi, jak w czasie wyborów, zarówno
powszechnych, jak i samorządowych.
Przyjęło
się potocznie traktowanie...quot;Samoobrony" jako partii przede
wszystkim, a może nawet wyłącznie chłopskiej, posiadającej swoje oparcie
na wsi, a więc partii klasowej. Tymczasem - nie umniejszając znaczenia
naszego elektoratu wiejskiego, dla którego...quot;Samoobrona"
zrobiła najwięcej - trzeba zwrócić uwagę, że wyniki wyborów 2001 roku
przeczą temu obrazowi....quot;Samoobrona" zdobyła więcej głosów
w miastach niż na wsi, zaś wśród miejskiego elektoratu...quot;Samoobrony"
znalazła się w dużym procencie klasa średnia, robotnicy, a także emeryci
i renciści, bezrobotni oraz młodzież.
Chciałbym
szczególnie zwrócić uwagę na tę ostatnią grupę, młodzieżową, której
poparcie było dla mnie miłym zaskoczeniem. W prawyborach przed wyborami
2001 roku, przeprowadzonych w szkołach Trójmiasta,...quot;Samoobrona"
zdobyła 26 % głosów młodzieżowych, wygrywając nawet z SLD, który zdobył
tam 21 % głosów. Nie jesteśmy więc partią klasową, lecz ogólnospołeczną,
w której polu widzenia znajdują się problemy wszystkich klas i warstw
społecznych.
Chciałbym
wiec teraz zatrzymać się nad problemami, dotyczącymi różnych warstw
naszego społeczeństwa, a także nad naszym stosunkiem do innych partii,
które działają na polskiej scenie politycznej.
Nasz ogólny
stosunek do nich najdobitniej określa hasło, którym posługiwaliśmy
się w kampanii wyborczej, a mianowicie:...quot;Oni już byli".
Na naszym plakacie wyborczym pokazywaliśmy emblematy PSL, SLD, AWS,
UW, a także Platformy Obywatelskiej, a więc wszystkich partii, które
już były u władzy (albo - jak w wypadku Platformy Obywatelskiej -
ich ludzie uczestniczyli w aparacie rządzenia) i które miały już okazję
realizować swoje postulaty i obietnice wyborcze. A w jakim stopniu
tego dokonały - to już właśnie oceniać powinni wyborcy.
Dotyczy
to w pierwszym rzędzie Polskiego Stonnic-twa Ludowego. Pod względem
programowym...quot;Samoobrona" w dużej mierze zgadza się ze stanowiskiem
PSL-u w wielu kwestiach, dotyczących wsi polskiej. Przede wszystkim
więc nie uważamy, że na wsi należy przeprowadzać wielką rewolucję
strukturalną. Polska posiada 18,5 milionów hektarów użytków rolnych,
co przy ludności 38,7 milionów sytuuje nasz kraj na jednym z pierwszych
miejsc w Europie pod względem ilości ziemi uprawnej przypadającej
na jednego mieszkańca. Mimo że nasze gleby są raczej słabe, to jednak
trzykrotnie mniejsze niż w innych krajach Europy zużycie nawozów sztucznych
i dziesięciokrotnie mniejsze użycie pestycydów sprawia, że w Polsce
występuje wiele gatunków roślin i zwierząt, które w Europie Zachodniej
już wyginęły.
Polska
ma dwa miliony gospodarstw wiej skich, przyjmując, że gospodarzem
jest ten, kto posiada więcej niż jeden hektar ziemi. Zatrudnienie
w rolnictwie wynosi około 25 % siły roboczej, przy czym z rolnictwa
utrzymuje się 9,5 % ludności kraju. Znaczna część gospodarstw produkuje
tylko na własny użytek, jedynie około 30 % naszych gospodarstw uprawia
produkcję towarową. Ta produkcja w ciągu ostatnich jedenastu lat obniżyła
się o około 35 %, co wynika z błędnej polityki rolnej, której skutkiem
jest także to, że z powodu nieopłacalności produkcji rolnej mamy około
2,5 miliona hektarów odłogów.
Nie uważamy
jednak, że właściwą drogą dla polskiej wsi jest wielka rewolucja,
polegająca na komasacji gruntów i zredukowaniu liczby ludzi związanych
z produkcją rolną do 14 % w 2020 roku, jak przewiduje to opracowana
przez PAN prognoza, a nawet do 7 %, jak postuluje się w innych prognozach.
Jest to rozumowanie, które nie bierze pod uwagę zmian, jakie zachodzą
w rolnictwie i w światowych poglądach na rolnictwo. Okazuje się bowiem,
że lansowana przez długi czas pozornie nowoczes
na przemysłowa produkcja rolna daje coraz bardziej niepokojące rezultaty.
Nadużywanie nawozów i pestycydów, hormonów wzrostu dla zwierząt, a
nawet żywienie zwierząt szlamem z odzysku z szamb, prowadzi do fatalnych
skutków; BSE,...quot;choroba wściekłych krów", jest najlepszym
dowodem na to, do czego prowadzić może niepohamowana pogoń za zyskiem,
charakterystyczna dla
przemysłowej produkcji rolnej. Dlatego też wyobrażenie o nowoczesnym
gospodarstwie jako o wielkiej, zmecha nizowanej fabryce, w której
metodami przemysłowymi przy minimalnym udziale pracy ludzkiej prowadzi
się intensywną hodowlę żywca, a za pomocą zabiegów genetycznych powołuje
się do życia nowe, niezwykle wydajne rośliny, jest wyobrażeniem przestarzałym,
od którego od wraca się coraz więcej państw na świecie. Taka produkcja
żywności nie jest ani zgodna z naturą, a więc ani ekologiczna, ani
humanitarna w stosunku do zwierząt, ani wreszcie bezpieczna dla nas
samych jako konsumentów.
Świat odchodzi
i będzie odchodził od tych metod. Dziś już w Niemczech na przykład
zakłada się, że stada bydła nie powinny być większe niż osiemdziesiąt
pięć sztuk - na co wpłynęła m. in. konieczność niszczenia wielkich
stad w wyniku BSE lub pryszczycy, jak miało to miejsce w Wielkiej
Brytanii - w uprawach zaś roślinnych coraz większy nacisk kładzie
się na rolnictwo ekologiczne, dla którego najwłaściwsze są przede
wszystkim małe i średnie gospodarstwa.
Rolnictwo
ekologiczne, w którym tkwi nasza szansa, jest także rolnictwem wysoce
pracochłonnym. W tym też tkwi odpowiedź na rzekomy problem nadmiaru
ludności, utrzymującej się z pracy na wsi. Pomijając już pytanie,
co - przy rosnącym bezrobociu w miastach - należałoby zrobić z ludźmi,
wypychanymi ze wsi, rolnictwo ekologiczne wcale nie wymaga drastycznego
zredukowania ludności, utrzymującej się z rolnictwa, do 14 czy 7 %.
Raczej przeciwnie - wieś potrzebować będzie rąk do pracy.
Warto również
przypomnieć, że przecież nie tak dawno doprowadzono u nas do upadku
PGR-ów, uważając je za zbyt duże i przez to nieopłacalne. Jakiż więc
sens miałoby obecnie powracanie do takich samych wielkich gospodarstw?
Wiadomo, że PGR-y likwidowane były pod hasłami politycznymi, głównie
jako...quot;twory komunizmu", co powtarzał ówczesny przywódca
...quot;Solidarności" Lech Wałęsa. Jakimi jednak tworami miałyby
być obecnie równie wielkie gospodarstwa rolne, tyle tylko że znajdujące
się w rękach prywatnych?
W tej dziedzinie
więc bardziej odpowiada mi powiedzenie, że w gospodarce rolnej...quot;małe
jest piękne - a duże dotowane". Problem wsi polskiej nie tkwi
w tym, że mamy za dużo gospodarstw albo też że jest zbyt wielu ludzi,
znajdujących zatrudnienie na wsi, ale w tym, że polskie rolnictwo
wystawione zostało bez żadnej osłony na nieuczciwą konkurencję z wysoko
dotowanym rolnictwem zachodnim, które skierowało na nasz rynek swoje
nadwyżki produkcyjne.
Jak już
napisałem - podobnie mówi i mówiło w swoich programach, dotyczących
przyszłości wsi polskiej, Polskie Stronnictwo Ludowe. Trzeba jednak
zapytać, co PSL zrobiło praktycznie, aby wprowadzić w życie ten swój
program? W latach 1993-1997 PSL odgrywało przecież wiodącą rolę w
państwie, w pewnym momencie miało swojego premiera, swojego marszałka
Sejmu, marszałka Senatu, swoich ministrów w resorcie rolnictwa i swoich
ludzi we wszystkich kluczowych instytucjach dotyczących rolnictwa
i gospodarki rolnej. Nie dokonało jednak niczego, co mogłoby przeciwdziałać
degradacji wsi polskiej, chociaż ministrem skarbu był pan Pietrewicz,
ministrem rolnictwa pan Śmietanko, a w resorcie przekształceń własnościowych
działał pan Lesław Podkański. Mimo to w Marakeszu na przykład, podczas
negocjacji międzynarodowych, Polska zgodziła się na obniżenie produkcji
cukru o pół miliona ton - ze szkodą dla polskich rolników - przez
co o milion ton podniósł się natychmiast udział Francji w światowej
produkcji cukru. Za czasów rządów PSL podpisano umowę z krajami CEFTA,
ustalającą bezcłowy import produktów rolnych do Polski, i wpływ na
tę decyzję mieli ludzie PSL, panowie Śmietanko i Buchacz. O wielki
import zboża oskarża się również obecnie pana Jagielińskiego, ale
przecież nie on sam, lecz całe władze stronnictwa wyrażały na to zgodę.
PSL ma także swój udział w niekorzystnych dla kraju prywatyzacjach
Hortexu, Animexu, Rolimpexu, związanych z rolnictwem i produkcją rolną,
a Agencja Restrukturyzacji Rolnictwa już pod koniec 1997 roku, a więc
w ostatnich miesiącach rządów koalicji SLD - PSL, skierowała do dwudziestu
firm, powiązanych tak lub inaczej z PSL-em, więcej kredytów, niż przewidzianych
było dla całego rolnictwa. PSL nie zrobiło też wiele dla oddłużenia
rolnictwa ani dla poprawy warunków socjalnych rolników.
Dlatego
właśnie mówimy: oni już byli.
Naczelną
zasadą realizowaną w ciągu ostatnich dwunastu lat w zakresie polityki
przemysłowej i dotyczącej ludności miejskiej było rozmontowywanie
wielkich zakładów produkcyjnych, uważanych za...quot;mamuty socjalizmu",
które należy zlikwidować. Stało się to źródłem masowego bezrobocia
w okręgach przemysłowych i przyczyną narastających konfliktów społecznych.
Ten program realizowały po kolei wszystkie partie, zarówno z prawicy,
jak i lewicy.
Problem
jednak polega na tym, na ile te działania rzeczywiście uzasadnione
były względami ekonomicznymi, na ile zaś wyrażały po prostu tendencję
polityczną, a także łączyły się z rabunkowym kierunkiem prywatyzacji.
Otóż nie
ulega kwestii, że wiele tych wielkich zakładów było źle zarządzanych,
panowało w nich marnotrawstwo, a także nieracjonalne zatrudnienie.
Nie znaczy to jednak, że sama zasada wielkiego zakładu przemysłowego,
z którym związana była często ludność całych miast i miejscowości,
była zawsze błędna i godna likwidacji. Jeśli weźmiemy za przykład
naszą największą hutę, hutę...quot;Katowice", i przyjrzymy się
jej parametrom, to okaże się, że takie same parametry mają huty japońskie,
których nikt nie uważa za zbyt wielkie lub wręcz zbędne. To prawda,
że ich produkcja jest wydajniejsza niż naszych, ale nie z powodu ich
rozmiarów, ale z powodu stosowanych tam nowocześniejszych technologii.
Receptą więc w gospodarce przemysłowej nie jest likwidacja lub rozdrabnianie
wielkich zakładów, lecz ich modernizacja.
Tymczasem
u nas na bazie huty...quot;Katowice" powstało już około dwudziestu
różnych spółek i przedsiębiorstw, a na bazie Stoczni Szczecińskiej
mamy aż sto sześćdziesiąt różnych, sprywatyzowanych jednostek gospodarczych.
Jest to kierunek działania co najmniej błędny, a w każdym razie niezrozumiały,
dyktowany względami doktrynalnymi, a więc założeniem, że należy za
wszelką cenę zniszczyć...quot;giganty socjalizmu", a także przekonaniem,
że własność prywatna jest zawsze lepsza i efektywniejsza niż własność
państwowa.
Terenem
szczególnego dramatu społecznego jest w związku z takim właśnie kierunkiem
przekształceń gospodarczych Śląsk i polskie górnictwo. Tu też utrzymuje
się, że nasze kopalnie są za duże, a węgiel jako surowiec energetyczny
się skończył, a więc należy zamykać kopalnie. Jest to wręcz dramatyczne
w społeczności, gdzie całe rodziny z dziada pradziada powiązane są
nie tylko z zawodem górniczym, ale także z konkretnymi kopalniami.
Otóż nawet jeśli przyjmiemy, że rola węgla jako surowca energetycznego
zmniejsza się, to nie wolno nie widzieć, że ten sam węgiel staje się
niezbywalnym surowcem w wielu nowoczesnych technologiach chemicznych
i że na bazie węgla rozwija się wiele gałęzi nowoczesnej chemii. Nie
będę tu, rzecz jasna, wdawał się w szczegółowe rozważania na ten temat,
nie mieści się to w założeniach tej książki; zainteresowanych należy
odesłać do opracowań ściśle naukowych. W tym miejscu jednak pragnę
powiedzieć z całą jasnością, że...quot;Samoobrona" daleka jest
od wszelkiego doktrynerstwa w polityce przemysłowej. Nie uważamy,
że wielki zakład przemysłowy jest zawsze obiektem, który należy bezwzględnie
zlikwidować. Nie jest też prawdą, iż prywatyzacja i rozdrabnianie
wielkich zakładów przemysłowych jest - jak starają się to tłumaczyć
ekonomiczni liberałowie - receptą na wszystko.
Przez dwanaście
lat dokonywanych u nas przekształceń i reform gospodarczych zapomniano
o tym, że reformy te muszą w pierwszym rzędzie służyć człowiekowi,
a o ich celowości nie decydują jedynie abstrakcyjne ekonomiczne obliczenia,
ale także ich skutki społeczne. Jak we wszystkim, tak i tutaj sprawą
nadrzędną musi być sprawa człowieka, ochrony jego prawa do pracy i
do życia, a także ochrona całych środowisk społecznych, powiązanych
własnym obyczajem i własną etyką, związaną z wykonywanym zawodem.
Takimi środowiskami są na przykład górnicy lub stoczniowcy i ludzie
morza. Od pokoleń wykształciła się szczególna, niepowtarzalna kultura
społeczna stanu górniczego, w ramach której ludzie realizują swoją
koncepcję uczciwego i godziwego życia. Nie można więc jednym pociągnięciem
niszczyć tych więzi społecznych, skazując ludzi na chaos i zagubienie.
Nowoczesna socjologia, m. in. także autor słynnej książki Małe jest
piękne, zwraca uwagę, że rozbijanie takich środowisk i łamanie ich
tradycyjnie ukształtowanego etosu jest przyczyną wielu ludzkich tragedii,
chwieje ładem społecznym i kulturą, czego rządzący również nie mogą
nie brać pod uwagę.
Program
przemysłowy...quot;Samoobrony" powstawał w wyniku szczegółowych
studiów i badań, których nie będę tu rzecz jasna rozwijał. Pracujący
nad nim naukowcy zwracali między innymi uwagę na nie wykorzystane
możliwości Polski w zakresie alternatywnych źródeł energii w postaci
biopaliw, a także na problemy geotermiczne, a więc na fakt, że Polska
położona jest w wyjątkowo korzystnym punkcie globu, gdzie wody podskórne
o wysokiej temperaturze mogą stać się źródłem energii cieplnej. Polityka
gospodarcza nie może opierać się na powtarzaniu rzekomo uniwersalnych
recept, importowanych z innych krajów i innych warunków, ale wynikać
powinna ze szczególnych, własnych możliwości i lokalnych warunków,
które należy starannie analizować i badać.
Wymaga
to właściwego wykorzystania naszego potencjału naukowego. Stoimy na
stanowisku, że nie można rozwijać oświaty i edukacji bez rozwoju nauki,
własnych badań i instytutów naukowych. Tymczasem, jak wiadomo, między
innymi w procesie prywatyzacji i wyprzedaży polskich zakładów w obce
ręce likwidacji uległo wiele placówek naukowo-badawczych, ponieważ
nowych właścicieli nie interesuje rozwój polskiej myśli na-ukowo-badawczej
i wolą oni korzystać z własnych technologii, choćby nawet nasze opracowania
były bardziej wartościowe. Dokonuje się również oszczędności na badaniach
naukowych prowadzonych na uczelniach i uniwersytetach, co w rezultacie
powoduje, że wielu wybitnych uczonych wyjeżdża z kraju, pracuje i
wykłada na obcych uczelniach.
Polska
inteligencja jest rozdarta, stoi na rozdrożu. Część jej przedstawicieli
włączała się narożnych etapach w działalność polityczną, między innymi
energicznie popierając...quot;Solidarność". Dziś jednak sporo
tych ludzi -z wyjątkiem tych oczywiście, którzy w nowym systemie uwili
sobie wygodne gniazdka w instytucjach politycznych i nadal starają
się rządzić krajem - przeżywa rozczarowanie i rozgoryczenie. Dotyczy
to również ludzi kultury i twórców, których bez wątpienia zaskoczyć
musiał fakt, że nawet nowy premier w swoim expose rządowym nie poświęcił
sprawom kultury ani jednego zdania.
Tymczasem w Polsce w ciągu minionych dwunastu lat dokonał się regres
kulturalny i złamana została demokracja kulturalna, to znaczy praktyczna
możliwość równego dostępu do dóbr kultury dla ludzi ze wszystkich
warstw społecznych i wszystkich regionów kraju, z miasta i ze wsi.
Mówi się przy tym, że społeczeństwo polskie straciło zainteresowanie
dla kultury, Polacy nie chcą czytać książek, a za strawę duchową wystarcza
im telewizja i importowane z zagranicy formy rozrywki.
Zapomina
się jednak przy tym, że dostęp do dóbr kultury zależny jest od materialnego
poziomu życia ludzi. To nieprawda, że ludzie w Polsce, także na wsi,
nie chcą czytać książek i gazet; nie pozwala im jednak na to ich sytuacja
materialna. Jeśli mają wydać na książkę choćby tylko 10 złotych, to
najpierw obliczają, ile czasu za tę sumę będą mogli przeżyć. I nie
można im się dziwić, że wybierają najpierw podstawowe potrzeby życiowe.
Często
odnieść można wrażenie, że owego odcięcia ludzi od kultury dokonano
wręcz celowo, a państwo nie zrobiło nic, aby przeciwdziałać temu zjawisku.
Kolejne rządy dopuściły do tego, że w Polsce zlikwidowanych zostało
około dwudziestu pięciu tysięcy punktów bibliotecznych na wsi i w
małych miejscowościach. Mamy w Polsce pięćdziesiąt trzy tysiące sołectw
i w wielu z nich znajdowały się kluby lub domy kultury, wszędzie zaś
obecne były kioski...quot;Ruchu", dostarczające prasę i książki.
Prasa była również kolportowana przez pocztę, co dzisiaj już jest
rzadkością z powodu zbyt wysokich kosztów.
To wszystko - ta cała degradacja kulturalna kraju -dokonała się za
rządów tych, którzy już byli.
Zniszczoną
w ten sposób infrastrukturę kulturalną zastąpić miała rzekomo telewizja
i media. Jednakże na skutek braku rozważnej - nastawionej na powszechną
edukację zarówno kulturalną, jak i obywatelską - polityki informacyjnej
zapanował u nas szum medialny. To dobrze, że mamy wiele stacji telewizyjnych
i radiowych, ale rezultatem tego często staje się nie podnoszenie
poziomu wiedzy odbiorców, lecz ich dezorientacja. Wielu ludzi po wysłuchaniu
sprzecznych komunikatów i opinii, nadawanych przez różne stacje i
rozgłośnie, przy końcu dnia stwierdza, że kładzie się spać wcale nie
będąc lepiej poinformowanymi i światlejszymi, lecz głupszymi, niż
się obudzili.
Bierze
się to w znacznej mierze z braku rzetelności i uczciwości ze strony
dziennikarzy pracujących w mediach. Doświadczam tego często na własnym
przykładzie, kiedy to w różnych czasopismach czytam artykuły o sobie
i o mojej działalności, mając wrażenie, że są to artykuły o dwóch,
a nawet więcej, całkiem różnych osobach. U jednych na przykład Lepper
jest złym sąsiadem, u innych jednak okazuje się, że głosowało na niego
aż 95% jego najbliższych sąsiadów, a więc chyba tak źle nie jest.
Jest to kwestia etyki dziennikarskiej. Niestety jednak nikt w prasie
i w mediach nie ponosi żadnej odpowiedzialności za pisanie i mówienie
nieprawdy lub rozpowszechnianie jawnych kłamstw. Myślę, że jest to
kwestia, którą powinny się zająć nie tylko stowarzyszenia dziennikarskie,
ale i prawo prasowe.
Państwo nie może wycofywać się ze swoich obowiązków kulturalnych i
edukacyjnych wobec społeczeństwa, z roli mecenasa kultury. Musi także
istnieć, oprócz stacji komercyjnych, autentyczna telewizja publiczna
i publiczne radio, nastawione w pierwszym rzędzie nie na zysk, ale
na spełnianie misji społecznej. Tymczasem także telewizja publiczna
uzależniona jest w ogromnej mierze od rynku reklamowego, który w rezultacie
decyduje o jej programie i przekazywanych treściach. Jest to sytuacja
niezdrowa. Poszczególne partie polityczne różnymi sposobami starają
się umacniać swoją pozycję w mediach, także publicznych, aby móc je
wykorzystywać w swoich celach propagandowych, wykazują jednak niewiele
troski o to, aby media publiczne służyły społeczeństwu, jego edukacji
i kulturze.
We wszystkich
sprawach, o których tu mowa, niezbędne jest nowe spojrzenie, wolne
od doktrynalnych założeń, nowe podejście do nich, nowa droga. Na takie
spojrzenie nie mogą się zdobyć ci, którzy już byli.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|