MENU
STRUKTURA
SONDAŻE (czerwiec 2007)
9% Obop
8% Pgb
7% Gfk polonia
6% IBSi
4% Pbs Dga

KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
al. Jerozolimskie 30
00-024 Warszawa
tel.: (22) 625 04 72
fax: (22) 625 04 77
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Krajowe Związku:
ul. Marszałkowska 84/92 lok.121
00-514 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Klubu Parlamentarnego:
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa
tel.: (22) 694 25 83
fax: (22) 694 26 06
samoobrona@samoobrona.org.pl

Konto bankowe Partii PLN:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
30102010970000770200021709

Konto bankowe Partii USD:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
10201039-160414-270-2161787

IV KONGRES

WYSZUKIWANIE

 Piątek, 21 Listopada 2008

SAMOOBRONA I NOWY RZĄD

Warszawa, 2001

Z zarysowanych tu w wielkim skrócie założeń...quot;nowej drogi" wynika nasz praktyczny stosunek do obecnego rządu, stworzonego przez Sojusz Lewicy Demokratycznej, Unię Pracy i Polskie Stronnictwo Ludowe.

Nie jest prawdą rozsiewana swego czasu pogłoska, że...quot;Samoobrona" otrzymała zaproszenie do tego rządu. To my zadeklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi dopomóc temu rządowi i wziąć razem z nim odpowiedzialność za kraj i wyprowadzenie go z obecnego kryzysu. Odbyliśmy w tej sprawie rozmowy z koalicjantami i o ile rozmowy z SLD były rozmowami rzeczowymi, dotyczącymi konkretnych problemów Polski, o tyle do dzisiaj dziwi mnie przebieg naszej rozmowy z PSL. Ze strony PSL i prezesa Kalinowskiego nie było bowiem żadnego odzewu na naszą propozycję wspólnego wejścia do rządu. Gospodarzem spotkania, które odbyło się w Sejmie, było PSL; wypiliśmy kawę, patrzyliśmy sobie w oczy, prezes Kali-nowski powtarzał, że...quot;wiemy, o co chodzi", po czym podziękował za spotkanie i tak się rozeszliśmy bez żadnych konkretów.

Być może powodem tego dziwnego zachowania było podejrzenie, że...quot;Samoobrona", jak to określano,...quot;wpycha PSL do rządu". My jednak powtarzaliśmy, że skoro PSL, jak samo utrzymuje, ma doświadczenie w rządzeniu, uczestniczyło w koalicji rządowej z SLD w latach 1993-1997, to powinno teraz to swoje doświadczenie wykorzystać. Nam z PSL-em nie we wszystkim jest po drodze, ale mówiliśmy im, że skoro umiecie rządzić, to nie będziemy wam przeszkadzać i nawet poprzemy was w tym, co uważamy za słuszne.

Zarówno w rozmowach z SLD, jak i z PSL podkreślaliśmy, że jeśli oba te ugrupowania zamierzają realizować ten program, z którym występowały w wyborach, to my gotowi jesteśmy ten program poprzeć nie zabiegając dla nas samych o władzę ani stanowiska. Chcemy tylko, aby ludzie naprawdę poczuli rzeczywiste, korzystne zmiany.

Konkretną, podstawową zmianą, której spodziewamy się po tym rządzie, jest postawienie na gospodarkę i na rozwój, przede wszystkim zaś na budownictwo i rolnictwo. Uważamy, że obecna...quot;dziura budżetowa" nie tylko nie jest w tym przeszkodą nie do pokonania, ale, co więcej, jeśli nie przyjmiemy kierunku na rozwój i wzrost zatrudnienia, lecz tylko na obcinanie budżetu i wydatków, to nasza...quot;dziura budżetowa" będzie coraz większa.

Aby uruchomić ten kierunek zmian, powinniśmy skorzystać z doświadczeń państw zachodnich i uruchomić naszą rezerwę budżetową.

Obecnie rezerwa budżetowa Polski wynosi 28 miliardów dolarów. Oczywiście lwia jej część musi pozostać nienaruszona jako zabezpieczenie naszego deficytu w handlu zagranicznym, natomiast nie należy traktować rezerwy budżetowej także jako zabezpieczenia naszego zadłużenia zagranicznego. Jeśli bowiem zabezpieczeniem naszego długu zagranicznego ma być nie tylko majątek narodowy i zawarte umowy, ale w dodatku jeszcze żywa gotówka w bankach, to należałoby się zastanowić, po co nam w ogóle zaciąganie jakichkolwiek kredytów.

Dług zagraniczny powinien być spłacany, a jego zabezpieczeniem jest, jak powiedziałem, majątek narodowy. Natomiast część naszej rezerwy budżetowej w skali, powiedzmy, 5 miliardów dolarów - co trzeba by oczywiście konkretnie oszacować w zależności od aktualnej sytuacji - powinna być wykorzystana w celach inwestycyjnych i rozwojowych. Nie można oczywiście dopuścić do tego, aby chociaż część tej sumy wykorzystana została na jakiekolwiek rozdawnictwo, także socjalne, natomiast powinna być ona wykorzystana w całości w celach inwestycyjnych.

Powinny być to inwestycje rentowne, a przede wszystkim tworzące miejsca pracy. Tylko przy nastawieniu inwestycyjnym można liczyć na to, że firmy będą wpłacać podatek do skarbu państwa, państwo zaś dokona oszczędności, pozbywając się ogromnych wydatków, jakie ponosi obecnie płacąc - zgodnie z przepisami - podatek ZUS od każdego bezrobotnego. Ożywienie budownictwa i rolnictwa pociągnie za sobą automatycznie ożywienie także w innych branżach, wiadomo bowiem, że budownictwo należy do tych gałęzi, które wymagają współpracy największej ilości przemysłów. I w ten jedynie sposób, stopniowo, możemy wyjść z obecnej zapaści.

Państwo musi przerwać zamknięty cykl niemożności, którego...quot;dziura budżetowa" jest jedynie jaskrawym, ale i nieuchronnym przejawem. Jestem zdecydowanym zwolennikiem interwencjonizmu państwowego w gospodarkę, uważam, że na państwie spoczywa obowiązek ożywiania gospodarki przez zdecydowaną działalność inwestycyjną i sprzyjanie inwestycjom, podejmowanym przez inne podmioty. Państwo musi bardzo ściśle kontrolować wykorzystanie środków kredytowych, pochodzących ze skarbu, powinno jednak także kontrolować przebieg innych procesów kredytowania tak, aby służyły one inwestycjom i rozwojowi. Mamy jeszcze w Polsce trzy banki, które są bankami polskimi, mamy także sieć banków spółdzielczych, które są w stanie zapewnić obsługę udzielanych kredytów. Nie można też wykluczyć współpracy banków komercyjnych o kapitale zagranicznym, jeśli tylko zechcą one przyjąć ustalone przez nas zasady.

W tym miejscu chciałbym zwrócić uwagę na fakt, o którym rzadko i bardzo niechętnie się u nas mówi, a który przecież powinien zainteresować opinię publiczną. Otóż warto pamiętać, że sprzedając - czy też raczej przekazując, bo było to raczej przekazanie niż realna sprzedaż - zagranicznym bankom i systemom finansowym blisko 80% naszego systemu bankowego, przekazaliśmy go razem ze złożonymi w tych bankach wkładami pieniężnymi, należącymi do naszych obywateli. Jest to kolosalna kwota, którą niektórzy finansiści oceniaj ą na nie mniej niż 65 miliardów dolarów. Otóż kwota ta dostała się w ręce zagranicznych właścicieli naszych banków i wykorzystywana jest raczej w sposób spekulacyjny, niż służący kredytowaniu inwestycji. Pieniądze te inwestowane są w obligacjach skarbu państwa albo w rozmaitego rodzaju lokatach, nie służą jednak wspieraniu rozwoju gospodarczego Polski. Powstaje przy tym system przepływu środków pomiędzy bankami przypominający żywo system...quot;oscylatora", za który karany był więzieniem Bogusław Bagsik, podczas gdy banki uprawiają ten proceder nagminnie, naliczając prowizje i odsetki od spekulacyjnego przepływu pieniądza pomiędzy instytucjami finansowymi.

Jestem więc zdecydowanie za zmianą prawa bankowego. Państwo powinno ustalić, jaki procent kapitału bankowego może być przedmiotem takiego właśnie przepływu, jaki zaś służyć musi wspieraniu celów inwestycyjnych. Myślę, że wielkość ta powinna wynosić 50, 60 % kapitału bankowego. Stara zasada głosi, że bank musi być silny pieniądzem swoich kredytobiorców, nie zaś siłą kapitału spekulacyjnego, którym obraca.

Kolejnym posunięciem, dzięki któremu rząd mógłby uzyskać środki na ożywienie gospodarki, jest zwiększenie wewnętrznego zadłużenia skarbu państwa. Jest to postulat niepopularny, wielokrotnie u nas krytykowany, jeśli przyjrzymy się jednak praktyce finansowej krajów zachodnich, to przekonamy się, że podchodzą one bardzo swobodnie do kwestii wewnętrznego zadłużenia. Teoretycznie zakłada się tam, że nie powinno ono przekraczać 60 % wartości produktu krajowego brutto (PKB). Tymczasem nawet kraje takie, jak Niemcy, wskazywane jako przykład dyscypliny finansowej, przekroczyły już tę granicę, osiągając dług wewnętrzny około 70 % PKB. A cóż dopiero mówić o krajach takich, jak Włochy, Belgia czy Francja, których dług wewnętrzny przekracza nawet 100 % PKB.

Polska w 2000 roku miała dług wewnętrzny wielkości 40,9 % PKB, co zresztą jest obliczeniem mylnym, ponieważ nie obejmuje ono zadłużenia państwa u państwa, czyli długu instytucji państwowych wobec skarbu państwa. Być może więc nasze prawdziwe zadłużenie wewnętrzne waha się w granicach 50 % naszego PKB, tak czy owak jednak jest ono ciągle niższe niż uznawane za bezpieczne - choć, jak mówiłem, przekroczone już przez wszystkie kraje zachodnie - zadłużenie wewnętrzne rzędu 60 % PKB.

Mówiąc o zwiększeniu zadłużenia wewnętrznego trzeba jednak stanowczo podkreślić, że żadne z uzyskanych w ten sposób środków nie mogą zostać po prostu przejedzone, chociaż w pierwszym okresie pewna ich część będzie musiała być, niestety, skierowana na cele socjalne, aby ulżyć obecnej katastrofie. Celem jednak uzyskania tych środków jest skierowanie ich na inwestycje i rozwój, tworzenie miejsc pracy i tworzenie instytucji, płacących podatki.

Jest to jedyna logiczna droga wyjścia z kryzysu, w którym się znaleźliśmy. Polska nie może być wyłącznie krajem sprzedawców, ludzi handlujących i to obcymi w większości towarami. Jest to perspektywa nie do przyjęcia, która może nas zaprowadzić do jeszcze głębszego kryzysu i to nie tylko gospodarczego, ale także społecznego. Stąd może narodzić się tylko bunt społeczny. Nie namawiam do takiego buntu, staram się mu zapobiegać, wiem jednak, że przy kontynuacji obecnego kursu gospodarki może się on stać nieuchronny.

To właśnie staram się tłumaczyć władzom, ostrzegam je przed tym, ale nie ukrywam również i tego, że jeśli władza nie zechce skorzystać z tych przestróg i doprowadzi do buntu społecznego, to stanę na jego czele.

Zdaję sobie sprawę, że dookoła obecnego rządu toczy się określona gra, rodzaj przeciągania liny to na jedną, to na drugą stronę. Jedną z tych stron jest po prostu kontynuacja dotychczasowej polityki, którą można określić tu w skrócie jako politykę Balcerowicza realizowaną z takimi lub innymi poprawkami i korektami. Drugą jest zwrot w stronę polityki prospołecznej i prorozwojowej.

Otóż bardzo dobitnie mówię obecnemu rządowi: jeśli panowie zamierzacie ginąć za Balcerowicza, to ja wam w tym pomogę. I nie wystarczą tu żadne drobne modyfikacje, na przykład obniżenie stóp procentowych o dwa procent czy też inne podobne zabiegi kosmetyczne. Dziś przecież sam profesor Balcerowicz mówi również, że gdyby to od niego zależało, to już wcześniej doprowadziłby do obniżki stóp procentowych. A więc przyznaje, że popełniono w tej kwestii błąd.

Nie traktowałbym jednak tej kwestii tak lekko. Jeśli bowiem Rada Polityki Pieniężnej rzeczywiście popełniła błąd, do którego się przyznaje, to gdzie jest kwestia jej odpowiedzialności? To prawda, że człowiek jest omylny, ale ta pomyłka Rady Polityki Pieniężnej ma przecież dla ogromnej liczby ludzi katastrofalne skutki. Ilu ludzi płaciło za wyższe i, jak się dzisiaj przebąkuje, niesłusznie zawyżone kredyty? To są kolosalne sumy, za które wielu ludzi, zwłaszcza drobnych przedsiębiorców, zapłaciło bankructwem. Ile też pieniędzy - dolarów i marek - wypłynęło z Polski na skutek sztucznie podtrzymywanej wysokiej stopy procentowej wkładów, korzystnej dla spekulacyjnego kapitału?

Mówi się, że w Radzie Polityki Pieniężnej zasiadają najwybitniejsi fachowcy i z tego tytułu wypłaca się im tak wysokie uposażenia. Dysponują oni również gronem doradców, a więc komu jak komu, lecz temu gronu mylić się nie wolno. A więc wolno też nam postawić pytanie, kiedy i w jaki sposób członkowie Rady Polityki Pieniężnej zostaną rozliczeni ze swojej działalności i poniosą odpowiedzialność za jej skutki?

Patrząc na tę sytuację nie można przemilczać wpływu, jaki na jej powstanie miał także Pałac Prezydencki. Pan prezydent nie musiał desygnować profesora Balcerowicza na prezesa Narodowego Banku Polskiego, a więc i na przewodniczącego Rady Polityki Pieniężnej. Prezydent jest obowiązany desygnować w konstytucyjnym terminie prezesa NBP, ale w żadnym dokumencie konstytucyjnym nie ma mowy o tym, że musiał to być profesor Balcero-wicz. Kancelaria prezydenta liczy kilkuset pracowników i zadziwiające jest to, że cały ten sztab ludzi nie dokonał żadnej analizy sytuacji finansowej państwa, zanim prezydent wskazał na swego kandydata. Oddanie finansów państwa - bo przecież prezes NBP rządzi praktycznie finansami państwa - w ręce grupy ludzi związanych z polityką Balcerowicza musiało doprowadzić do określonych skutków, tych właśnie, których cenę płaci obecnie całe społeczeństwo.

Nie waham się powiedzieć otwarcie tego, co stopniowo staje się coraz bardziej wyraźne mimo prób tuszowania i zamazywania. A więc coraz wyraźniej widać, że pomiędzy rządem Leszka Millera a Pałacem Prezydenckim istnieją bardzo poważne różnice programowe. Być może premier wykona jakiś ruch, który pomoże mu ten konflikt ujawnić i wyakcentować, co stać się może z jego korzyścią, jeśli zwrot, którego dokona, będzie zerwaniem z polityką Balcerowicza i jego ekipy, dla której prezydent wydaje się nadmiernie życzliwy.

W obecnej sytuacji osobę i urząd prezydenta przedstawia się jako urząd, który nic praktycznie nie może zrobić poza spełnianiem funkcji reprezentacyjnych. I w tym zakresie prezydent Kwaśniewski, a także jego żona, spełniają rzeczywiście swoje funkcje w sposób godny, taktowny i nie przynoszący żadnej ujmy naszemu narodowi, co jest oczywiste nawet bez uciekania się do porównań z jego poprzednikiem. Ale funkcja prezydenta nie sprowadza się jedynie do funkcji reprezentacyjnych. Prezydent jest Głową Państwa, nie jest też żadną demagogią nazywanie go Ojcem Narodu. I wielu ludzi w Polsce rzeczywiście patrzy na niego jak na ojca, który powinien także słyszeć płacz swoich dzieci, jeśli rozlega się on gdzieś na dołach społecznych. Także w wypadku prezydenta nie można zgodzić się na to, że punkt widzenia wynika z punktu siedzenia.

Prezydent nie powinien unikać sytuacji konfliktowych, wymagających jego interwencji. Nie było go jednak w kraju, kiedy swoje apogeum osiągały strajki i demonstracje pielęgniarek, w sprawie protestów rolników ocknął się zaś dopiero wówczas, kiedy ich echo obiegło cały świat, i wówczas zwołał naradę w pałacu. A przecież prezydencki doradca do spraw rolnictwa, pan Śmietanko, powinien był go dużo wcześniej poinformować o powadze sytuacji.

Nie da się zaprzeczyć wysokiej popularności prezydenta Kwaśniewskiego, jego poparcie społeczne rzadko spada poniżej 70 % ankietowanych. Bierze się to częściowo z walorów osobistych prezydenta, częściowo zaś z utwierdzanego przez media przekonania, że prezydent w istocie nie ma żadnego wpływu na bieg spraw w kraju i żadnej władzy w tym zakresie. Tymczasem w świetle Konstytucji prezydent nie pełni jedynie funkcji reprezentacyjnej, lecz jest także władzą wykonawczą. Jego uprawnienia są ograniczone, ale istotne i może je wykorzystywać. Co do mnie jestem zwolennikiem silnej władzy prezydenckiej, odpowiada mi pod tym względem system amerykański i rosyjski, w myśl którego prezydent ma silną władzę i wysoką odpowiedzialność, rządzi i odpowiada za swoje rządy. U nas natomiast prezydent nie rządzi, a jego odpowiedzialność jest sprowadzana do roli reprezentacyjnej, co zbliża nas w praktyce do systemu niemieckiego, gdzie konstytucja jednak mówi wręcz, że funkcja prezydenta jest reprezentacyjna.

Jeżeli w naszym systemie konstytucyjnym prezydent jest władzą wykonawczą, to musi mieć" również instrumenty rządzenia. Nie można ich sprowadzać na przykład do zwoływania Rady Gabinetowej, a więc narady prezydenta z członkami rządu, przy czym wyraźny zapis określa, że decyzje Rady Gabinetowej nie są wiążące dla rządu pod względem wykonawczym.

Oczywiście, że przy mocnym prezydencie - a Aleksander Kwaśniewski jest mocnym prezydentem - Rada Gabinetowa mogłaby także odgrywać swoją rolę, pod warunkiem wszakże, że prezydent korzystałby także z możliwości bezpośredniego zwracania się do narodu. A więc przedstawiałby narodowi swoje stanowisko w kwestiach konfliktowych i trudnych, formułując wnioski, za którymi się opowiada. W takiej sytuacji ani rząd ani parlament nie mogłyby działać przeciwko prezydentowi, a jego stanowisko musiałoby być respektowane. Nie ulega kwestii, że naród nosiłby wówczas prezydenta na rękach.

Rola prezydenta nie może sprowadzać się jednak do poszukiwania równowagi pomiędzy rozmaitymi siłami politycznymi i różnymi, sprzecznymi ze sobą wzajemnie programami. Na jakiś jasny program trzeba się zdecydować.

Obawiam się jednak, że prezydent nie wykorzystuje tych możliwości - oświadcza jedynie, że...quot;z dwojga złego" woli takie lub inne rozwiązanie. Tymczasem w obecnej sytuacji, w jakiej znajduje się Polska, nie można już wybierać...quot;z dwojga złego", lecz przerwać niekorzystny bieg spraw publicznych.

Jest to również jedyna droga dla rządu premiera Mil-lera. Nie może się on jednak obawiać stanowczych decyzji, nawet gdyby musiały one pociągać za sobą sytuacje konfliktowe, także z Pałacem Prezydenckim, które zresztą już obecnie stają się wyraźne dla normalnych ludzi. Tych konfliktów nie można tuszować, a nawet więcej -im dłużej się je będzie tuszować, tym gorzej dla rządu. Chodzi tu bowiem o coś znacznie więcej niż tylko kwestie personalne, na przykład o sprawę nominacji zastępcy prokuratora generalnego czy ministra sprawiedliwości. Chodzi przede wszystkim o to, czy rząd będzie w stanie dokonać zmian, na które oczekuje społeczeństwo i które będą w stanie odsunąć i rozładować narastający kryzys społeczny.

W naszym projekcie nowej drogi zawarte są wskazania, jak to można zrobić. Jej krytycy mogą powtarzać, jak czynią to już teraz, że, owszem, wskazania te są rozsądne, ale mamy związane ręce przede wszystkim przez naszych zachodnich sojuszników, którzy takiego prospołecznego zwrotu w Polsce nie chcą i mogą nam na skutek tego zablokować drogę do Unii Europejskiej i płynących z naszego członkostwa korzyści.

Uważam, że jest to rozumowanie fałszywe. Trzeba bowiem widzieć to, co się dzieje na świecie. Ostatnie akty terroryzmu - które nazwać należy raczej aktami bandytyzmu, ponieważ terroryzm zakładał ofiarę terrorysty dla osiągnięcia jakiegoś celu, a nie śmierć tysięcy niewinnych ludzi, jak praktykuje się to obecnie - a więc te bandyckie zamachy zmieniły sytuację na świecie. Pobudziły Zachód do pewnej refleksji, a również w sposób całkiem praktyczny zmieniły i będą zmieniać pozycję Brukseli.

Nie bądźmy bowiem naiwni. Środki, którymi dysponuje Bruksela i Unia Europejska na pomoc krajom członkowskim, będą ulegały zmniejszeniu. W ciągu pół roku może się okazać, że środki te będą potrzebne w celu wzmocnienia NATO, niewykluczone także, że będą one potrzebne na różne formy pomocy Stanom Zjednoczonym w ich walce z terroryzmem. Ponieważ na pewno nie można dzisiaj mówić o końcu wojny z terroryzmem, akty terroryzmu czy też bandytyzmu będą się ponawiać, terroryzm będzie szalał na świecie. W tej sytuacji należy się spodziewać, że Bruksela powie, iż sytuacja światowa zmuszają do zmniejszenia pomocy dla krajów członkowskich, a tym bardziej dla krajów kandydujących do Unii. I w paradoksalny sposób może się okazać, że nowe rozwiązania, w rodzaju nowej drogi właśnie, staną się korzystne dla krajów Zachodu. Że kraje te czekają na takie właśnie, nowe rozwiązania, rozładowujące konflikty społeczne na naszym kontynencie i przywracające ład zachwiany przez obecny kurs globalizacji.

Niewykluczone, że przy odpowiedniej wyobraźni i zdecydowaniu właśnie Polska może stać się przykładem na tej drodze.

strona tytułowa następna strona

Newsletter

Podaj email jeśli jesteś zainteresowany otrzymywaniem informacji z serwisu www.samoobrona.org.pl
dodaj usuń
Akceptuję Regulamin

www.lepper.com.pl

FELIETONY

PROGRAM

GŁOS SAMOOBRONY


KONSTYTUCJA

drzwi
WYWIADY - Tańczący z wilkami

Przedruk wywiadu z "Elity" 11(12)

STATYSTYKA
2.564.121 - Statystyka odwiedzin
MAPA

WIADOMOŚCI

Chłopska Droga - Wiadomości Samoobrony RP

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM | MAPA SERWISU | DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008