|
DWA ŚWIATY
Warszawa, 2001
W
poprzednich rozdziałach tej książki parokrotnie wyraziłem opinię,
że ludziom w Polsce...quot;pogorszyło się", że żyje im się ciężej
i mniej bezpiecznie. Czytelnik może więc słusznie zapytać: w stosunku
do czego nastąpiło to pogorszenie?
To
pytanie naprowadza nas na okres Polski Ludowej, a nawet szerzej -
na powojenną historię Polski. Nie chcę uciekać od tego tematu, którego
nie da się ominąć mówiąc o Polsce dzisiejszej.
Istnieje
mit na temat planu Marshalla, czyli amerykańskiej powojennej pomocy
gospodarczej, którą Polska jakoby z winy komunistów odrzuciła. I stąd
bierze się nasze zacofanie w stosunku do rozwiniętych krajów Zachodniej
Europy. Nie ma jednak dzisiaj żadnych dowodów ani dokumentów potwierdzających,
że Polska po wojnie rzeczywiście otrzymała taką propozycję. Ale nawet
gdyby ją jakimś przypadkiem otrzymała, to jest przecież jasne, że
nasz kraj został za zgodą Zachodu włączony do bloku wschodniego, znajdującego
się pod kontrolą Związku Radzieckiego. A ten nigdy by się na włączenie
Polski do planu Marshalla nie zgodził.
Podział
Europy, w wyniku którego Polska znalazła się w bloku sowieckim, nastąpił
najpierw podczas konferencji mocarstw antyhitlerowskich w Teheranie,
a potem już całkiem zdecydowanie potwierdzony został w Jałcie; w trakcie
konferencji jałtańskiej zadecydował o tym nie tylko Stalin, ale także
Churchill i Roosevelt, czyli Wielka Brytania i Stany Zjednoczone.
Obaj ci politycy i oba te mocarstwa zgodziły się na taki podział Europy,
w którym Polska znalazła się w bloku wschodnim, a także na podział
Niemiec. Ani Polacy nie mieli na to żadnego wpływu, ani Niemców nikt
o zdanie nie pytał.
Tak
więc cokolwiek złego mówimy dziś o tamtych czasach i tamtej władzy,
nie można jej jednak obciążać tym, co stało się w Europie po II wojnie
światowej, ponieważ było to porozumienie mocarstw, decydujących o
podziale świata ponad głowami narodów, których te decyzje dotyczyły.
Władzę
komunistyczną w powojennej Polsce można i należy obciążać tym, co
robiła ona rzeczywiście, a więc prześladowaniem ludzi, czystkami,
rządami ubecji, morderstwami i zabójstwami, ale nie można żyć złudzeniami
i rozważaniami na temat tego, co by było, gdyby było, a więc, co by
było, gdyby Polska nie stała się częścią bloku wschodniego, kontrolowanego
przez ZSRR. Nie można zakłamywać historii.
Łączy
się to bezpośrednio z rozliczeniem czasów PRL i aktualnym do dziś
tematem lustracji. W tej sprawie uważam, że ludzi, którzy w okresie
PRL popełnili zbrodnie lub przestępstwa, należy, jeśli jeszcze żyją,
do końca i uczciwie osądzić i ukarać. Jestem jednak przeciwny odpowiedzialności
zbiorowej, a więc karaniu nie za popełnione przez tych ludzi czyny,
lecz za samą ich przynależność do PZPR, innych organizacji czy partii,
za pracę w aparacie władzy lub też nawet za służbę w UB czy SB, które
dopuściły się czynów przeciwko ludziom i narodowi. W ten sposób bowiem
musielibyśmy wplątać się w niekończące się porachunki. Jeśli rządy
obecne karałyby ludzi należących w przeszłości do PZPR, można sobie
spokojnie wyobrazić, że jakieś następne rządy mogłyby wpaść na pomysł
karania na przykład ludzi należących do...quot;Solidarności",
aż wkrótce, mówiąc z pewną przesadą oczywiście, zabrakłoby ludzi do
karania.
Lustracja
nie może być odpowiedzialnością zbiorową, nie może też przemieniać
się w polowanie na czarownice. Już obecnie, w trakcie obecnej lustracji,
dopuszczono się wielkich krzywd, wyrządzonych poszczególnym ludziom
i ich rodzinom, a zwłaszcza ich dzieciom. Przykładem tego może być
bezpodstawne, jak się okazało, oskarżenie premiera Józefa Oleksego
o zdradę i działanie przeciwko narodowi. Jeśli jednak w wypadku Oleksego
można się tłumaczyć, że był on jednak członkiem aparatu władzy w PRL,
to nie ma żadnego wytłumaczenia na podobne oskarżenia skierowane także
przeciwko Marianowi Jurczykowi, działaczowi opozycji demokratycznej,
jednemu z założycieli...quot;Solidarności", człowiekowi, który
pierwszy podpisywał w Szczecinie w imieniu strakują-cych stoczniowców
porozumienia z rządem, o dzień wcześniej, niż podpisał je w Gdańsku
Lech Wałęsa. Później jednak Wałęsa okazał się bohaterem, a Jurczyk
zdrajcą. Jest to widoczna jak na dłoni niesprawiedliwość.
Lustracja służąca porachunkom personalnym prowadzi także do sytuacji
absurdalnych, jak widzieliśmy to na przykładzie rzekomych spotkań
polityków ze szpiegiem rosyj skim Ałganowem. Wokół każdego działającego
publicznie człowieka kręcą się najrozmaitsi ludzie i nawet gdybym
ja na przykład otoczył się strażą złożoną z pilnujących mnie ludzi,
też mogłoby się zdarzyć, że któryś z nich okazałby się podejrzany.
Czy znaczyłoby to, że Lepper, ponieważ był w Ameryce i był w Moskwie,
jest szpiegiem? Nie dajmy się zwariować. Lustracja musi być prowadzona
poważnie i z rozwagą, musi dotyczyć nie pomówień czy przynależności,
ale sprawdzonych i dowiedzionych czynów. A wówczas niech wkracza prokurator.
Wróćmy
jednak do czasów PRL- u.
Pierwszy
powojenny okres był w Polsce niezwykle ciężki. Kraj był zniszczony
przez wojnę, nikt nam nie pomagał w jego odbudowie, a trzeba do tego
dodać jeszcze i to, że ci, którzy przynieśli nam wolność - a byli
to niewątpliwie żołnierze radzieccy, nie władza radziecka, ale żołnierze
radzieccy, którzy walczyli i ginęli na naszych ziemiach - dostali
polecenie od swoich władz, aby wywozić z Polski jak najwięcej dóbr
materialnych. Tak więc pędzono krowy, konie, owce, rozbierano szyny
kolejowe, wywożono nawet cegły z Warszawy.
I
na tym tle dopiero widać niezwykłą determinację i zaangażowanie narodu
polskiego, który pomimo zniszczeń wojennych i grabieży pracował z
niesłychanym poświęceniem, aby odbudować kraj. Trzeba powiedzieć wreszcie
prawdę, że to nie sekretarze, ale naród odbudował Polskę. Oni sprawowali
władzę, popełniali przy tym rozmaite niegodziwości prześladując i
niszcząc ludzi, panowała wielka bieda, nie można jednak powiedzieć,
że za tamtych czasów kraj nie podnosił się z gruzów, a potem nie zaczaj
się rozwijać.
To
prawda, że władza ówczesna dopuszczała się czynów, których nie powinna
była popełniać. Do nich zaliczyć należy walkę z Kościołem, czystki
etniczne, znane pod kryptonimem...quot;akcja Wisła", skierowane
przeciwko ludności ukraińskiej - chociaż jest to sprawa skomplikowana
i krew lała się wówczas po obu stronach, polskiej i ukraińskiej -
a także rok 1968 i wybuch antysemityzmu w Polsce. Nie chcę wnikać
w tę sprawę, czy była ona podniecana z zewnątrz, czy też nie, ale
było to niepotrzebne i szkodliwe dla Polski.
Natomiast,
oddaj ąc hołd prawdzie, trzeba powiedzieć, że lata siedemdziesiąte,
kiedy do władzy przyszedł Gierek, przyczyniły się do rozwoju kraju.
Oczywiście Gierek brał kredyty i zadłużył kraj, ale społeczeństwo
widziało przecież, że te kredyty nie były marnowane, lecz powstawały
za nie drogi, huty i osiedla mieszkaniowe. Mam pretensję, że technologie
wówczas wdrażane były to technologie przestarzałe, energochłonne,
a ich symbolem stała się słynna...quot;wielka płyta" w budownictwie.
Zastanówmy się jednak, skąd miano brać wówczas technologie lepsze
i nowocześniejsze? Wschód sam ich nie miał, a Zachód jeśli udzielał
Polsce kredytu, to równocześnie wskazywał, co należy za ten kredyt
kupować, pozbywając się w ten sposób wielu przestarzałych maszyn i
urządzeń.
Mówi
się dzisiaj czasem, że wszystko to, co zostało zbudowane w latach
siedemdziesiątych, stanowi złom, którego należy się jak najszybciej
pozbyć i sprzedać nawet za bezcen. Na argument taki odpowiadam jednak
bardzo często na spotkaniach i w dyskusjach, że jeśli to był rzeczywiście
złom, to jak to się dzieje, że ten złom przez dwanaście lat jest rozkradany
i sprzedawany? Jeśli nawet tę kradzież nazwiemy sprzedażą, to przecież
ta sprzedaż majątku narodowego trwa już dwanaście lat i ciągle jeszcze
pozostaje coś do sprzedania. Zostaje jeszcze na przykład zagłębie
miedziowe, energetyka, przemysł paliwowy. A przecież polski przemysł
paliwowy, zagłębie miedziowe, huty czy kopalnie nie powstały w ciągu
ostatnich dwunastu lat, ale powstawały głównie w latach siedemdziesiątych.
Większość
tych obiektów budowana była w oparciu o kredyt zagraniczny. Nie będę
tu wdawał się w szczegó łowe wywody ekonomiczne, wystarczy jednak
powie
dzieć, że mechanizm spłaty tego kredytu, ustalony przez Bank Światowy
i inne banki zachodnie, nie był korzystny dla Polski. Jest to mechanizm
tego rodzaju, że mimo iż w jego wyniku spłaciliśmy już niemal dwukrotnie
to, co stanowiło udzielony nam kredyt, ciągle jednak pozostaje my
zadłużeni i ten dług w dodatku stale rośnie. Ten sam mechanizm stosowany
jest przez bogate kraje Zachodu przez międzynarodowe instytucje finansowe
wobec krajów Trzeciego Świata, które korzystając z pomocy bogatych
państw zachodnich popadają w coraz większe zadłużenie. W ciągu osiemnastu
lat, jak się oblicza, pomiędzy rokiem 1980 a 1998, zadłużenie krajów
Trzeciego Świata wzrosło z 609 do 2530 miliardów dolarów, co powoduje,
że w niektórych krajach sama spłata zadłużenia pożera już 42% ich
produktu narodowego brutto. Tę samą metodę stosowano i stosuje się
nadal wobec Polski, obawiam się więc, że również i my naszego długu
zagranicznego z czasów Gierka nie spłacimy nigdy, nawet gdy poszczególne
jego części będą umarzane.
Lata
siedemdziesiąte i nawet osiemdziesiąte - pomimo stanu wojennego, który
przyniósł nie tylko dramatyczne konflikty społeczne, ale także zahamowanie
gospodarki, potęgowane przez zagraniczne embargo na handel z Polską
- były jednak okresem, kiedy zwykli ludzie w Polsce w swoim codziennym
życiu powoli uzyskiwać poczęli dwa niezbędne elementy, skłaniające
do pracy i wysiłku: cel oraz motywację, aby ten cel osiągnąć.
Te
cele oraz motywacje nie dla wszystkich były równe, to prawda. Całkowita
równość nie istniała jednak nigdy i nie wydaje się możliwa. Nawet
w naszym projekcie nowej drogi dla Polski, który zawieramy w programie
...quot;Samoobrony", nie zakładamy całkowitej równości, która jest
celem nieosiągalnym, a także nie wydaje się wcale celem naprawdę sprawiedliwym,
zrównując pracowitych z nierobami, wykształconych z nieukami czy przedsiębiorczych
z pozbawionymi talentów i energii. Jednakże, jak powiedziałem, w tych
dwóch dekadach lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych przed ludźmi
pracy w Polsce zarysowały się osiągalne cele materialne w postaci
mieszkania, domu, samochodu, które znalazły się w zasięgu ich możliwości,
motywując ich do pracy i wysiłku.
I
to właśnie - owa kwestia celów i motywacji do pracy i działania -
stanowi o zasadniczej różnicy pomiędzy okresem poprzednim a tym, w
którym żyjemy obecnie. Niech nas nie zwodzą błyskotliwe kariery finansowe
poszczególnych ludzi lub niewielkich grup, które wręcz demonstracyjnie
obnoszą się ze swoim bogactwem. Ogromna część tych karier opiera się
na cwaniactwie i układach, które często mają to do siebie, że się
zmieniają i kończą. Natomiast przeciętny człowiek w Polsce nie tylko
nie jest w stanie wybrać sobie celu, do którego może dążyć i go realnie
osiągnąć, ale utracił wręcz stabilność swojej egzystencji i pewność,
że zdoła zachować choćby to, co już posiada. W każdej chwili może
bowiem usłyszeć: , Już pan u nas nie pracuje, proszę iść do kadr i
odebrać swoje dokumenty".
Utracił
również bezpieczeństwo socjalne. To prawda, że z tego bezpieczeństwa
socjalnego, które gwarantował poprzedni ustrój, korzystali także lenie
i obiboki. W każdym społeczeństwie są ludzie, którzy nie pracują,
bo pracować nie chcą, są nawet tacy, którzy zamiast pracować wolą
spać na dworcu i grzebać w śmietnikach. Dramat społeczny zaczyna się
jednak w tym momencie, kiedy normalni, zdolni i chętni do pracy ludzie
skazani zostają na bezrobocie, które według oficjalnych - zaniżonych
danych wynosi obecnie 16 % zdolnych do pracy obywateli, w rzeczywistości
zaś sięga 18 czy nawet 20 %. I kiedy na dodatek owi skazani na bezrobocie
ludzie pozbawieni zostają w bardzo krótkim czasie wszelkiej pomocy
społecznej, zasiłku, tracą możliwość zapłacenia za energię elektryczną
i za czynsz, co w konsekwencji może ich doprowadzić do utraty nie
tylko możliwości utrzymania rodziny czy kształcenia dzieci, ale także
dachu nad głową. Nie trzeba przypominać o liczbie dzieci, które idą
do szkoły bez śniadania, wśród młodego pokolenia pojawia się awi-taminoza,
powraca gruźlica jako choroba społeczna, załamuje się służba zdrowia
i nawet przy poborze do wojska coraz trudniej jest znaleźć młodych
ludzi pozbawionych wad kręgosłupa, ponieważ 90% młodych ludzi ma wady
postawy. Absurd dodatkowo polega na tym, że wiele instytucji, jak
szkoły na przykład czy szpitale, będących instytucjami państwowymi,
jest głęboko zadłużonych u państwa, a więc w rezultacie państwo jest
zadłużone samo u siebie. Niedawno odwiedzałem szkołę w Lubinie, w
której pokazano mi, że z powodu oszczędności pali się tam rylko co
druga żarówka. A wiadomo przecież, że musi istnieć odpowiednia powierzchnia
świetlna, pozwalająca normalnie żyć i pracować. Tak więc ta oszczędność
na oświetleniu elektrycznym odbije się na wzroku uczącej się um młodzieży,
czego ostatecznym skutkiem w przyszłości nie będzie przecież żadna
oszczędność, lecz przeciwnie - zwiększone koszty społeczne związane
z leczeniem wad wzroku. Jest to jaskrawy przykład, do jakiego stopnia-
pozornie pokonując obecne trudności, przestaliśmy myśleć o przyszłości.
Piszę tutaj o problemach społecznych, które są najbardziej dolegliwe
dla ludzi. Nie znaczy to, że w innych dziedzinach nie osiągnęliśmy
wraz ze zmianą ustroju korzyści, których nie można negować. Nastąpiło
niewątpliwe otwarcie na świat, poszerzyły się swobody obywatelskie,
Polska została członkiem NATO, co umacnia nasze bezpieczeństwo zewnętrzne.
Nie mogę jednak powstrzymać się w tym miejscu od uwagi, że także w
1939 roku Polska posiadała bardzo dobre umowy międzynarodowe, na przykład
z Francją i Anglią. Dlatego też wyznaję zasadę: przede wszystkim licz
na siebie, silnego szanują. A z tym jest niestety gorzej.
O
stanie naszej armii świadczy fakt, że dowódca pułku zarabia trzy tysiące
złotych, oficer w stopniu majora ma dwa tysiące, kapitan otrzymuje
tysiąc pięćset złotych. Musi się to odbijać na zachowaniu kadry oficerskiej,
jakości wojska i szkolenia, na prestiżu armii. W Polsce istniał zawsze
szacunek dla munduru i mundur często był wzorem dla reszty społeczeństwa.
Dziś jednak nierzadko oficer wyjeżdża do Niemiec, aby kupić tam jakiś
używany samochód, niekiedy otwiera warsztat, nie mogąc utrzymać się
na odpowiednim poziomie z oficerskiego żołdu.
To
samo dotyczy nie tylko armii, ale wszystkich służb mundurowych - służby
granicznej, straży pożarnej, policji. W zdrowym społeczeństwie policjant
powinien budzić szacunek jako strażnik prawa i porządku, obrońca obywateli
przed zagrożeniem wewnętrznym i przestępczością. Jakiż jednak szacunek
może budzić policjant, którego można przekupić łapówką? Trzeba jednak
nie tylko oburzać się na ten fakt, ale także zobaczyć i zlikwidować
jego przyczyny. Jeżeli więc policjant idzie do pracy zostawiając swojej
rodzinie, żonie i dzieciom, sto lub dwieście złotych, a do pensji
dzieli go jeszcze tydzień lub więcej, nie można mu się dziwić, że
pełniąc służbę myśli także o tym, jak podreperować swój budżet rodzinny.
Jeśli więc chcemy, aby policja i inne służby mundurowe pracowały wydajnie
i uczciwie, muszą otrzymywać za swoją pracę godziwe uposażenie. Wówczas
zaś należy stosować wobec nich surowe wymagania i bezwzględne kary
za korupcję i nieuczciwość, nie tylko służbowe, ale sięgające także
konfiskaty nieuczciwie zdobytego mienia.
Te
same zasady, które proponuję tu względem wszystkich służb mundurowych,
powinny odnosić się do dwóch innych zawodów, które są zawodami z powołania,
wymagającymi zaufania społecznego i wysokich standardów etycznych
- do nauczycieli i pracowników służby zdrowia.
Na
pozór, przyglądając się stawkom godzinowym, jakie wypłacane są nauczycielom,
może się wydawać, że ich zarobki są jak na nasze warunki uczciwe.
W rzeczywistości jednak nauczyciel owych godzin lekcyjnych ma niewiele
i nie powinien mieć ich dużo więcej, ponieważ istota tego zawodu polega
na ciągłym dokształcaniu się, aby wiedza, którą nauczyciele przekazują
młodzieży była wiedzą aktualną i nowoczesną. Nauczyciel musi mieć
również czas na pozalekcyjne zajęcia z młodzieżą, dzięki którym można
by zapobiec wielu patologiom społecznym, które wkradają się do szkół
przede wszystkim pod postacią narkomanii. Obawiam się także, że w
naszej reformie szkolnictwa znowu popełniamy kardynalny błąd tworząc
wielkie kołchozy szkolne, w których uczą się obok siebie całkiem małe
dzieci i prawie dorosła młodzież, co daje negatywne skutki i społeczne,
dotyczące społeczności szkolnej, i pedagogiczne.
Być
może jacyś politycy czy publicyści zaatakują mnie w tym miejscu, że
nie doceniam zmian, jakie nastąpiły w Polsce po roku 1989. Staram
się tu jednak, w sposób bardzo skrótowy i niepełny, mówić nie tyle
o zmianach politycznych, ile o sytuacji społecznej i życiowej zwyczajnych,
pracujących ludzi. Ci zwyczajni ludzie rzadziej myślą o grach politycznych,
którymi tak pasjonują się nasze elity, ale porównują swoje zwykłe
codzienne życie z tym, jak żyli dotychczas. Porównanie to, jak widać,
nie zawsze wypada pomyślnie dla dokonujących się przemian. Ta opinia
podzielana jest przez sporą część ludzi w Polsce. Siła...quot;Samoobrony"
polega właśnie na tym, że patrzy ona na życie w Polsce nie z punktu
widzenia ulicy Wiejskiej w Warszawie ani nie z punktu widzenia urzędowych
gabinetów, lecz z punktu widzenia zwyczajnych ludzi, ich domów, ich
rodzin, przyszłości ich dzieci.
Nie
znaczy to jednak, że nie należy również głębiej szukać przyczyn tych
mnożących się negatywnych zjawisk, których doświadczają ludzie w Polsce.
Nie wszystkie z tych przyczyn tkwią bowiem tylko w naszym kraju -
część z nich wynika także z układów międzynarodowych. Tak jak wiele
negatywnych stron okresu PRL wynikało z uzależnienia Polski od dyktatu
Związku Radzieckiego i z naszej przynależności do bloku państw socjalistycznych,
podobnie i obecnie sytuacja społeczna i gospodarcza Polski uzależniona
jest od działań i planów międzynarodowego systemu kapitalistycznego.
Mówiłem o tym między innymi w marcu 2000 roku, przemawiając w Indiach
na XIV Światowym Kongresie Związków Zawodowych:
"Kapitalizm
zrobił sobie z państw byłego bloku socjalistycznego rynek zbytu dla
swoich nadwyżek artykułów rolnych i przemysłowych. Zrobił z naszych
państw śmietnik dla starych i zużytych samochodów, maszyn, narzędzi
rolniczych i budowlanych, starych mebli i starej zużytej odzieży,
niszcząc nasz przemysł i nasze rolnictwo.
Rolnictwo
polskie do 1990 roku zajmowało w Europie czołowe miejsce w produkcji
płodów rolnych, zarówno w produkcji roślinnej, jak i zwierzęcej, i
ich przetwórstwie. Polska była eksporterem żywności, a obecnie jest
importerem. (...) Wprowadzenie do Polski wielkich korporacji, typu
Smithfield Food i innych, doprowadzało i doprowadza do upadłości rolników
i przemysł rolno-spo-żywczy. Smithfield Food, dążąc do integracji
pionowej, chce wprowadzić model rolnictwa amerykańskiego - nie-ekologicznego,
niehumanitarnego oraz niszczącego środowisko naturalne.
"Samoobrona"
mówi temu STOP. Wpuszczone do Polski ponadnarodowe korporacje i banki
doprowadziły do tego, że w Polsce obecnie 5% ludzi, tzw. nowobogackich,
skorumpowanych i powiązanych z mafią i politykami, żyje w luksusie
i ponad stan, 20% daje sobie radę, a 75 % żyje poniżej minimum socjalnego,
z tego 35 % w nędzy i ubóstwie".
Należy
zwrócić uwagę, że tego rodzaju poglądy, jakie wyraziłem na XIV Światowym
Kongresie Związków Zawodowych, wcale nie są na Zachodzie i w świecie
odosobnione. Wmawia się nam, że Zachód jednomyślnie optuje za systemem
kapitalistycznym, czerpiąc z niego dobrobyt. Jest to nieprawda. W
wielu miejscach świata, także w Stanach Zjednoczonych - gdzie przemawiałem
w styczniu 2001 roku na Uniwersytecie Michigan w ramach konferencji
o uprzemysłowieniu rolnictwa - panowały podobne poglądy, a dewastujące
środowisko naturalne przemysłowe metody hodowli zwierząt, uprawiane
w barbarzyński sposób także w USA, między innymi przez wspomnianą
już korporację Smithfield Food, łączy się zarówno z niepohamowanym
kapitali styczny m dążeniem do zysku, jak i z globalizacją rynków
światowych. Co do korporacji Smithfield Food zresztą to warto nadmienić,
że właśnie...quot;Samoobrona" przeciwstawiła się jej ekspansji
na Polskę, rozprowadzając w Polsce pięć i pół tysiąca dostarczonych
nam z Ameryki kaset wideo, demaskujących przerażające metody chowu
zwierząt na farmach Smithfield Food, które po ich zwiedzeniu w Ameryce
nazwałem...quot;obozami koncentracyjnymi dla zwierząt". Kasety
te dotarły nie tylko do prezydenta, premiera, marszałków Sejmu i Senatu,
ale do każdej gminy, powiatu i województwa, do sklepów mięsnych i
ludzi, popierających ekologię i humanitarny chów zwierząt. Można by
zapytać, dlaczego nikt poza...quot;Samoobroną" - ani PSL, ani
Kółka Rolnicze, ani żadna inna organizacja chłopska - nie zainteresowały
się tą sprawą...
Piszę
o tym dlatego, że nie ma skutków bez przyczyny, a przyczyną wielu
negatywnych zjawisk społecznych i gospodarczych w Polsce jest pokorne
poddanie się przez nasze kolejne rządy procesom globalizacji, wyrażającym
przede wszystkim interesy kilku państw i kilku wielkich międzynarodowych
korporacji, pragnących narzucie swój porządek całemu światu. Wymaga
tego, jak nam się tłumaczy, proces globalizacji gospodarki światowej.
Ja
sam uważam się za antyglobalistę. Tak również jestem postrzegany przez
wiele ośrodków na Zachodzie, które zdają sobie sprawę z niebezpieczeństw,
jakie niesie dla świata globalizacja w jej obecnym, drapieżnym wydaniu,
wspieranym przez Bank Światowy, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i
Światową Organizację Handlu (WTO). Mogę też chyba bez przesady powiedzieć,
że na Zachodzie mam z tego powodu lepszą prasę niż w Polsce, gdzie
nadal trwa polowanie na wyrwane z kontekstu zdania i przypisywane
mi myśli i intencje, których nigdy nie wyrażałem. Zachód natomiast
dostrzegł w moich wystąpieniach i wywiadach coś nowego, stąd zaczęły
się brać liczne zaproszenia na spotkania i konferencje, zarówno dotyczące
rolnictwa, jak problemów ekologicznych, wreszcie poważnej dyskusji
na temat problemów i niebezpieczeństw globalizacji.
Na
koniec mogę dodać, że nie obyło się przy tym niekiedy bez sytuacji
dziwnych i dających do myślenia, które mnie samemu wydają się zagadkowe,
ale opowiedzenie o nich może w przyszłości uzyska jakiś nieznany dotąd
sens. Otóż w czasie jednej z moich wizyt w Stanach Zjednoczonych,
w roku 1999 - w której uczestniczyła szersza grupa gości z Polski,
między innymi zaś jeden aktualny, a jeden były poseł - podczas kolacji
w Waszyngtonie wydanej przez Bank Światowy zjawił się nieoczekiwanie
pewien pan, mówiący po polsku. Oświadczył, że pragnie zaprosić przedstawiciela
naszej delegacji na spotkanie z gronem ludzi z Banku Światowego i
władz amerykańskich. Wskazał przy tym wyraźnie na mnie, mówiąc, że
chodzi im o Andrzeja Leppera. Oburzyło to obecnych w naszej grupie
posłów. Utrzymywali, że to oni właśnie powinni zostać zaproszeni jako
członkowie parlamentu, zapraszający jednak mężczyzna, podkreślił dobitnie,
że ci, którzy go przysłali, życzą sobie rozmowy z panem Lepperem,
jeśli wyrażę na to zgodę. Zgodziłem się więc pojechać z nim, chociaż
nie wiem, czy było to rozsądne z mojej strony. Wkrótce znalazłem się
w sali, w której znajdowało się kilka osób. Szczelnie zamknięto drzwi.
Byłem oczywiście przekonany, że nasza rozmowa jest nagrywana i może
być również użyta przeciwko mnie. Ludzie ci powiedzieli mi, że znają
mnie jako człowieka zdecydowanego, antyglobalistę, po czym zaczęli
mówić takim językiem o Stanach Zjednoczonych, że gdyby było to w innym
państwie, mógłbym pomyśleć, że mam do czynienia z jakąś grupą zajadłych
wrogów Ameryki. Ludzie ci utrzymywali jednak, że są przedstawicielami
władz tego kraju. Następnie pokazali mi plan Manhattanu i nie określając
oczywiście żadnej daty oświadczyli, że to wszystko przestanie istnieć.
Zostanie zburzone jako siedziba zła. Motywowali to tym, że nie może
istnieć taka dysproporcja pomiędzy Północą a Południem. Mówili także
o sytuacji na Bliskim Wschodzie, wspomnieli też o głośnym wówczas
zaginięciu jakiejś liczby...quot;walizek atomowych" w Rosji. W
związku z zaginięciem czy kradzieżą tych walizek zastanawiali się
nad tym, jaka mogłaby powstać fala, która dotarłaby do Manhattanu,
gdyby eksplozja atomowa nastąpiła w oceanie. Byli przekonani, że skutkiem
takiego zdarzenia będzie kolosalna panika, czym nawiązywali do jednego
z moich wywiadów, udzielonych prasie polskiej rok czy dwa wcześniej,
w którym powiedziałem, że najgroźniejszą bronią XXI wieku będzie panika.
W wywiadzie tym mówiłem także - hipotetycznie, rzecz jasna - że gdyby
jakieś niezwykłe zdarzenie nastąpiło na przykład w Nowym Jorku, a
równocześnie ukazałaby się zapowiedź, że wkrótce powtórzy się to,
załóżmy, w Londynie, początkowo zapowiedź ta zostałaby zignorowana.
Lecz gdyby to samo zdarzenie powtórzyło się rzeczywiście w Londynie,
a następnym wskazanym miastem byłby Paryż czy Frankfurt, panika, jaka
wybuchłaby w tych miastach, byłaby sama przez się siłą niszczycielską
nie do opanowania.
Gdy
później, 11 września 2001 roku, jadąc z kierowcą usłyszałem przez
radio o ataku na World Trade Center, przypomniałem sobie tę dziwną
rozmowę i powiedziałem, że kolejny alarm ogłoszony zostanie w Londynie,
co rzeczywiście już za pół godziny miało miejsce.
Nie
wiem, dlaczego poproszony zostałem na tę rozmowę, nie rozumiem jej
celu, tym bardziej zaś zastanawia mnie, że całkiem niedawno, w Polsce,
starał się dotrzeć do mnie człowiek, który wyraźnie znał jej treść
i próbował do niej nawiązać; był to Polak, od dwunastu lat mieszkający
w Stanach Zjednoczonych.
Nie
opowiadam jednak o tym dla zwykłej sensacji. Wszystko to bowiem wskazuje
na to, że świat, w którym żyjemy obecnie, jest światem zdestabilizowanym,
innym, niż starają się go przedstawić apologeci globalizacji. I że
świat ten, aby się uratować, musi wkroczyć na nową drogę, nie będącą
ani współczesnym zwycięskim kapitalizmem, ani dawnym systemem komunistycznym.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|