|
NIEPOSŁUSZEŃSTWO OBYWATELSKIE
Warszawa, 2001
Tak
się przyjęło w naszych praktykach politycznych i medialnych, że gdy
chce się nas zdyskredytować lub umniejszyć nasze znaczenie, wytyka
się...quot;Samoobronie" i mnie osobiście, jako jej przywódcy,
początki naszego ruchu. Przedstawia się je przy tym w sposób fałszywy
i tendencyjny jako przykład nieodpowiedzialności, anarchii, piętnując
metody, dzięki którym sam fakt istnienia...quot;Samoobrony" dotarł
do świadomości społeczeństwa polskiego.
Opowiedzmy
więc o tych początkach. Na wsi polskiej zawsze istniał aktyw społeczny,
ludzie, którym leżał na sercu los własnego środowiska, a także los
Polski jako naszej wspólnej Ojczyzny. Nie trzeba o tym nikogo przekonywać
i chłopi polscy nieraz już w dziejach naszego kraju dawali dowody
swojego patriotyzmu, swojej rozwagi i determinacji, a także swojej
siły.
Tak
samo było na początku transformacji politycznej i ustrojowej w roku
1989 czy 1990. Tyle tylko że w tamtych latach wielu ludzi - stanowiących
ów chłopski aktyw społeczny, należących do stronnictwa ludowego,...quot;Solidarności
Rolników Indywidualnych", do Kółek Rolniczych czy też nie zrzeszonych
w żadnej formalnej organizacji - stanęło wobec całkowicie nowej sytuacji
i nowych zjawisk, którym przyglądało się zarówno z aprobatą - bo przecież
chodziło o odzyskanie przez Polskę pełnej suwerenności i niepodległości
państwowej -jak i z uwagą i namysłem.
Byłem
jednym z takich właśnie ludzi. Zawsze, od wczesnej młodości, interesowały
mnie problemy społeczne, być może wyniosłem to także z domu - mój
ojciec był członkiem PPR, a później, choć mniej aktywnie, także członkiem
PZPR. Ja sam również należałem do PZPR, wcześniej zaś współpracowałem
ze Związkiem Młodzieży Wiejskiej (ZMW) i ZSMP. Nie wstydzę się tych
początków, których tak wielu się obecnie wypiera, choć odgrywało niekiedy
całkiem znaczącą rolę w tych organizacjach. Jako młody człowiek poszukiwałem
związku z innymi ludźmi, a także możliwości działania społecznego,
do czego skłaniał mnie również mój temperament. Równocześnie w tym
właśnie okresie uczestniczyłem w licznych, popularnych wówczas...quot;olimpiadach"
wiedzy na różne interesujące mnie tematy, a więc rolnicze, ekonomiczne
i polityczne. Przygotowując się do tych...quot;olimpiad", wertowałem
ogromne ilości literatury zarówno politycznej, jak i ekonomicznej
i te lektury, wśród których były także dotyczące Międzynarodowego
Funduszu Walutowego i jego polityki, pozwoliły mi lepiej i bardziej
wnikliwie rozumieć również te procesy, które wówczas właśnie zaczęły
się dziać w Polsce. Tak więc na przykład uważnie prześledziłem uzdrowicielskie
rzekomo reformy gospodarcze i finansowe, które pod dyktando amerykańskiego
ekonomisty Jeffreya Sachsa dokonywały się w Boliwii, i ich katastrofalne
rezultaty społeczne, których cenę zapłacili w tym kraju najubożsi.
Podobnie tragiczne skutki liberalnych recept gospodarczych można było
obserwować na przykładach Argentyny czy Brazylii. Nietrudno też było
skojarzyć, że te same przecież recepty i te same metody stosować zaczyna,
od samego początku naszej transformacji ustrojowej profesor Balcerowicz,
przy którym -jako wicepremierze rządu polskiego - Jeffrey Sachs został
głównym doradcą, choć prawdziwiej byłoby chyba powiedzieć, że był
on także głównym nauczycielem profesora Balcerowicza...
Próbkę
tych metod rolnicy polscy odczuli bardzo szybko na przykładzie systemu
kredytowego. Prowadząc swoje gospodarstwo rolne zawsze korzystałem
z systemu kredytowego, który zawsze obwarowany był ścisłym systemem
gwarancji i poręczeń. Jakież więc było moje zdziwienie, kiedy udawszy
się do banku po kredyt, zostałem poinformowany, że żadne poręczenia
nie są już potrzebne, a pośród ubiegających się o kredyt spotykałem
ludzi, którym sam wolałbym już dać pieniądze niż je im pożyczać, wiedząc,
że i tak nigdy ich nie oddadzą.
Wkrótce
też owa gra w kredyty rolnicze ukazała swój bardzo prosty mechanizm.
Oto kredyt, początkowo dosyć drogi, obłożony wysoką stopą procentową,
zaczął nagle spadać, stając się kredytem bardzo tanim i przez to,
a także przez swobodę jego udzielania, dla wielu bardzo atrakcyjnym.
Ten tani kredyt stawał się więc zachętą dla kredytobiorców, którzy
pobierając go podpisywali jednak także formułę umowną mówiącą, że
...quot;zgadzam się na zmienną stopę oprocentowania kredytu". I
rzeczywiście w ciągu kilku miesięcy stopa ta uległa szybkiej podwyżce,
czyniąc go na powrót kredytem drogim, a dla wielu rolników wręcz niemożliwym
do spłacenia.
W
ten sposób spora część wsi polskiej wpadła w pułapkę zadłużenia. Okazało
się to tym bardziej bolesne, że owymi zadłużonymi często ponad granice
możliwości spłaty rolnikami stawali się także ci gospodarze, którzy
kierowali się ambicją rozbudowy swoich gospodarstw, ich modernizacji
i przestawienia na nowoczesne metody produkcji rolnej. Pułapka zadłużenia
podcięła jednak te ambicje, przyczyniając się także do podcięcia wszelkiej
konkurencyjności polskiej produkcji rolnej w konfrontacji z napływającą
w tym samym czasie - wskutek praktycznej likwidacji wszelkich zapór
celnych - żywnością z zagranicy, z Zachodniej Europy.
Piszę
tu o owej pułapce kredytowej nie tylko dlatego, że stała się ona brutalnym
ciosem, wymierzonym w wieś polską, ale i dlatego, że wygodnym argumentem,
mającym zdyskredytować mnie osobiście u samego początku mojej działalności
politycznej, był szeroko lansowany mit o tym, że Lepper dlatego tak
...quot;rozrabia" i mąci spokój społeczny, ponieważ zaciągnął miliardowe
kredyty i nie chce ich spłacać. Że kieruje mną prywata i własne niejasne
interesy. Otóż wielokrotnie prosiłem i nadal proszę autorów tego pomówienia,
aby mi łaskawie wskazali bank, z którego pobrałem te miliardy nie
chcąc ich oddać. Owszem, wiem, jakie są moje zobowiązania kredytowe,
ile z nich spłaciłem i ile, a także w jakim terminie mam ich jeszcze
spłacić. Jednakże ów łatwy argument o Lepperze, dlatego tylko organizującym
ruch...quot;Samoobrony", aby zasłonić tym własne długi, jest jednym
z wielu kłamstw, których nie szczędzi mi się na mojej drodze politycznej.
Jak
wiadomo, pierwszym głośnym i zorganizowanym protestem rolników w III
Rzeczypospolitej był protest w Mławie w roku 1990, w czasie rządów
premiera Mazowieckiego. Był to protest producentów mleka. Chodziło
w nim zarówno o zaniżone ceny skupu mleka, które czyniły produkcję
mleka w Polsce w ogóle nieopłacalną, jak i o przeciwstawienie się
narzuconemu przez rząd i powtarzanemu przez media poglądowi, że polskie
mleko ma w ogóle zbyt wysoką florę bakteryjną, a więc według norm
europejskich nie nadaje się do spożycia.
Wiadomo,
że mleko pozbawione w ogóle flory bakteryjnej jest tak samo szkodliwe
i bezwartościowe, jak i mleko skażone nadmiernie. Otóż polska norma,
przestrzegana przez lata, zachowuje właśnie ten trafny, korzystny
poziom flory bakteryjnej. Ale przecież, podobnie jak w wypadku pułapki
zadłużenia, cel owego ataku na polską gospodarkę mleczną był znacznie
bardziej dalekosiężny. Chodziło tu znowu o wyeliminowanie polskiego
mleka z rynku krajowego, aby stworzyć na nim miejsce dla masowego
importu rzekomo zdrowszego i bardziej sterylnego mleka z Zachodu.
A więc o kolejny krok do likwidacji polskiego rolnictwa jako konkurencji
dla nadwyżek produkcji rolnej w krajach unijnych.
Protestu
w Mławie nie organizowałem osobiście, organizowała go...quot;Solidarność
Rolników Indywidualnych". Byłem wówczas raczej jego obserwatorem,
działali tam jednak ludzie, z którymi nawiązałem kontakt i którzy
do dzisiaj współpracują ze mną w...quot;Samoobronie".
Owocem
tego kontaktu był między innymi protest rolniczy w Darłowie, odbywający
się tym razem pod egidą zorganizowanego przeze mnie Komitetu Obrony
Rolnictwa...quot;Samoobrona", przy czym samą nazwę...quot;samoobrona"
napotkałem w historii polskiego ruchu ludowego i uznałem ją za stosowną
do obecnej sytuacji. Na rynek w Darłowie wyjechały maszyny rolnicze,
odbył się...quot;pogrzeb polskiego rolnictwa", mający przede wszystkim
-za pośrednictwem mediów - zwrócić uwagę opinii publicznej na dramat,
jaki zaczął się rozgrywać na wsi polskiej. W tym samym czasie co demonstracja
w Darłowie odbył się protest rolniczy w Zamościu; tym razem istniała
już ścisła więź pomiędzy poszczególnymi ośrodkami, odosobnione protesty
poczęły przeistaczać się we wspólny nurt, płynący w tym samym kierunku.
Jednakże
postawą, jaką wobec tego ruchu zajmował nie tylko rząd, ale także
partie chłopskie, w tym Polskie Stronnictwo Ludowe, była postawa lekceważenia.
Odpowiedzią na wysuwane podczas demonstracji postulaty były zazwyczaj
próby ich ośmieszania, czasami zastraszania, nierzadko też pojawiały
się opinie, że stoi za tym wszystkim jakiś warchoł spod Darłowa, który
- o czym była już mowa - chce w ten sposób załatwiać swoje prywatne
interesy. Starano się także minimalizować te zdarzenia i raczej nie
nagłaśniać ich w mediach. Dzisiaj widać, jak dalece zawiodła tych
ludzi wyobraźnia, znajomość psychologii i socjotechniki.
Aby
wyprowadzić ich z tego błędu i uprzytomnić im rzeczywiste rozmiary
sprzeciwu wobec wprowadzanej coraz konsekwentniej niszczycielskiej
polityki wobec polskiego rolnictwa, a przede wszystkim, by zwrócić
na to uwagę opinii publicznej w całym kraju - nie tylko samych rolników,
ale wszystkich ludzi, zaniepokojonych obrotem spraw w Polsce - podjęliśmy
słynne już dzisiaj blokady dróg.
Wielu
ludziom...quot;Samoobrona" kojarzy się właśnie z blokadami dróg
i jest to o tyle uzasadnione, że wtedy rzeczywiście zostaliśmy ze
swoim protestem zauważeni przez całą Polskę. Myślę, że wtedy również
część opinii zaczęła się zastanawiać, o co właściwie tak naprawdę
chodzi tym demonstrującym i blokującym drogi rolnikom, chociaż innym
oczywiście udało się wmówić, że jest to zwykłe awanturnictwo, pozbawione
wszelkiego sensu. Blokady dróg przerwały jednak zmowę milczenia.
W
tym miejscu chciałbym podkreślić, że ile razy w tym czasie zyskiwałem
dostęp do mediów, tylekroć starałem się przepraszać ludzi, którzy
z powodu blokad doznali nadmiernych niedogodności. Zasadą bowiem,
którą staraliśmy się zawsze kierować w naszych akcjach protestacyjnych,
było to, aby nie krzywdzić ludzi, aby ktoś, kto na przykład jedzie
z dzieckiem lub chorym, nie doznał z powodu blokady żadnej krzywdy
i nie naraził się na niebezpieczeństwo. W czasie blokad osobiście
kładłem wielki nacisk na to, aby przepuszczać przez nie autokary czy
autobusy, zwłaszcza z dziećmi, możliwie najmniej dolegliwości sprawiać
samochodom osobowym, natomiast blokować TIR-y między innymi dlatego,
aby pokazać, jak wiele ich krąży po Polsce przywożąc na nasz rynek
obce importowane towary. Nie twierdzę, że nikt nie ucierpiał niesłusznie
z powodu blokad, było to z pewnością nieuniknione. Mogę jedynie zauważyć,
że wiele więcej krzywd i zniszczeń wyrządziła walcząca o swoją władzę
...quot;Solidarność", kiedy tłuczono szyby, podpalano budynki,
lała się krew.
Akcja
blokad prowadziła nas bezpośrednio do największej wówczas demonstracji,
jaką była demonstracja w Warszawie, przed Sejmem, jesienią 1991 roku.
Sam fakt, że udało nam się sprowadzić do Warszawy rolników z całego
kraju, świadczy o tym, jak rozprzestrzenił się już nasz ruch, chociaż
nie mieliśmy wówczas żadnych biur i struktur organizacyjnych, działając
jako skoordynowany, lecz opierający się na bezpośrednich kontaktach
ruch społeczny. Nasz przyjazd do Warszawy, rozbicie namiotów przed
Sejmem, a następnie podjęta tam głodówka nie mogły być już zlekceważone
przez media. Na skutek więc informacji, przekazywanych przez media,
dołączało się do nas coraz więcej ludzi, przyjeżdżających z całego
kraju. Niedźwiedzią przysługę oddał tej manifestacji pan Gabriel Janowski
-który niedługo potem został ministrem rolnictwa - mówiąc, że jest
to demonstracja zadłużonych rolników. Była to nieprawda, ale przecież
przemówiła także do wielu ludzi, którzy popadli w pułapkę zadłużenia
i którzy przyjechali, aby nam pomóc.
O co chodziło nam wówczas naprawdę? Otóż patrząc z dzisiejszej perspektywy
mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że chodziło nam dokładnie o to
samo, o co chodzi nam dzisiaj, a co niedawno, w związku z wyborami
2001 roku, ogłosiliśmy w...quot;Tezach Programowych...quot;Samoobrony
RP"" jako naszą politykę wobec wsi i rolnictwa. Jest to
jedenaście punktów, które powtarzam za tym dokumentem. A więc chodzi
nam o:
"1.
Równe traktowanie wszystkich gospodarstw rolnych (indywidualnych,
spółdzielczych i innych).
2. Wspieranie spółdzielczości rolniczej i wiejskiej jako gospodarczej
organizacji rolników na wzór rozwiązań w innych krajach europejskich
(podatki, kredyty, ubezpieczenia, nowoczesne prawo spółdzielcze).
3. Wprowadzenie prawidłowych zasad ekonomii w rolnictwie tak, aby
rolnik wiedział, co ma produkować? ile? za ile? kto kupi i kiedy zapłaci?
4. Wprowadzenie opłacalnych cen.
5. Przywrócenie kontraktacji.
6. Kredytowanie uwzględniające cykl i specyfikę produkcji rolnej,
a kredyty preferencyjne 50% poniżej stopy inflacyjnej.
7. Uszczelnienie i monitoring granic.
8. Wprowadzenie paliwa rolniczego.
9. Rolnicy płatnikiem podatku VAT o zerowej stawce.
10. Powszechne ubezpieczenie płodów rolnych i zwierząt.
11. Coroczne sporządzanie bilansu potrzeb żywnościowych kraju".
Być
może nie traktowaliśmy jeszcze tych problemów tak całościowo jak obecnie,
ale wszystkie te postulaty były obecne w naszych rozmowach w 1991
roku. Trzeba jednak było czekać aż dziesięć lat, aby premier rządu,
Leszek Miller, w swoim przemówieniu sejmowym powtórzył nasz postulat,
że rolnik musi wiedzieć, co ma produkować, ile, za ile, kto to kupi
i kiedy zapłaci.
Wspomniałem
tu o rozmowach. Otóż manifestując przed Sejmem rozmawialiśmy wtedy
w ministerstwie rolnictwa, a także ze wszystkimi zasiadającymi w Sejmie
partiami, w tym szczególnie z przedstawicielami partii chłopskich
- Waldemarem Pawlakiem i nieżyjącym już Józefem Śliszem z PSL, Gabrielem
Janowskim, reprezentującym wówczas...quot;Solidarność Rolników Indywidualnych",
a także z panem Maksymiukiem z Kółek Rolniczych. Odbyłem także rozmowę
z wicepremierem Leszkiem Balcerowiczem, przy której chciałbym się
na chwilę zatrzymać.
Otóż
profesor Balcerowicz, kierujący wówczas całą polską gospodarką, przeznaczył
na tę rozmowę pół godziny, a kiedy rozmowa zaczęła się przeciągać
i do gabinetu poczęli wchodzić co chwila jego asystenci, przypominając
o innych spotkaniach, Balcerowicz zirytował się i powiedział:
-
Proszę nam nie przeszkadzać i nie wchodzić. Kiedy skończę, sam otworzę
drzwi. A inne spotkania odwołać.
Miałem więc dwie i pół godziny czasu, aby wyłusz-czyć mu nasz pogląd
i przedstawić nasze postulaty. Miałem też okazję powiedzieć to, co
później powtórzyłem w jednej z rozmów telewizyjnych, a mianowicie,
że Adam Smith, twórca teorii gospodarki liberalnej, na którego do
dzisiaj powołują się zwolennicy...quot;niewidzialnej ręki rynku",
żył ponad dwieście lat temu i od tego czasu coś się jednak na świecie
zmieniło. Smith był wybitnym ekonomistą, tak samo jak wybitnym uczonym
był Ignacy Łukasiewicz, aptekarz, który wynalazł lampę naftową i stworzył
polski przemysł naftowy. Ale czy to znaczy, że mamy dzisiaj posługiwać
się lampą naftową zamiast żarówką elektryczną?
Przedstawiłem
wicepremierowi B alcerowieżowi moje obserwacje dotyczące działań międzynarodowych
organizacji finansowych w stosunku do Polski, opisałem mu stan polskiej
gospodarki, a także nasze obawy i przewidywania na przyszłość, które
napełniały nas niepokojem.
Kiedy
rozmowa dobiegała końca, Balcerowicz powiedział do mnie:
- Pozwoli pan, że będę miał do pana prośbę.
- Jaką prośbę, panie premierze?
- Żeby pan nie jeździł po Polsce i tych bzdur, które mi pan tu opowiadał,
nie powtarzał ludziom.
Na
szczęście nie jestem pozbawiony zdolności riposty i odpowiedziałem
mu:
- Dziwię się, panie premierze, że był pan w stanie przez dwie i pół
godziny słuchać moich bzdur. Ja pańskich nie słuchałbym nawet przez
pół godziny.
Powiedziałem
mu również:
-
Nie wiem, czy zdaje pan sobie sprawę, że dokonał pan właśnie wielkiej
rzeczy: przekonał mnie pan raz jeszcze, że ja mam rację. Dlatego też
przyrzekam panu, że te
...quot;bzdury", które opowiadałem tu panu, będę właśnie, dopóki
sił mi starczy, opowiadać ludziom w całej Polsce. Przekonał mnie pan
również o tym, że to, co pan robi z polską gospodarką, czyni pan z
premedytacją i wie pan, do czego pan doprowadzi kraj. Dlatego przyrzekam
panu również, że doczekam czasów, kiedy będę mógł pana
z tego rozliczyć.
Zastanawiałem
się również później, kim jest właściwie profesor Leszek Balcerowicz.
Otóż myślę, że jest to człowiek, któremu ludzie tacy, jak Jeffrey
Sachs, a może także George Soros, wmówili jego wielkość, nieomal geniusz
ekonomiczny, w który sam Balcerowicz początkowo nie bardzo wierzył.
Czy było to z ich strony celowe, czy chodziło im w tym wszystkim o
to, aby uczynić go wygodnym instrumentem? Nie wiem, ale oglądając
profesora Balcerowicza, słuchając jego wypowiedzi, wyczuwa się w nim
nieustanny stan napięcia, ogromne spięcie psychiczne, które mówi coś
być może o jego osobowości.
Ale
porzućmy już ten temat. Nie chcę go dalej rozwijać.
14
listopada 1991 roku, w trakcie demonstracji pod Sejmem, podpisane
zostało porozumienie z ówczesnym rządem. Podczas tej demonstracji
zacieśniła się także nasza więź organizacyjna. Poleciłem, aby spisywać
nazwiska i adresy uczestników manifestacji, co pozwoliło później na
utrzymywanie stałej łączności. Co do samego porozumienia zaś - to
podpisane zostało ono ze strony rządu w przekonaniu, że oto chłopi,
którzy zjechali do Warszawy, po prostu się rozjadą, później przyjdzie
wiosna, prace polowe i cały protest pójdzie w zapomnienie. Na boku
oświadczono mi również - a zrobili to co gorsza ludowcy z PSL - że
jesteśmy przecież ruchem spontanicznym, nie posiadamy żadnej osobowości
prawnej, nie zostaliśmy zarejestrowani jako organizacja, a więc w
istocie nie jesteśmy żadnymi partnerami do rozmów. Był to jeszcze
jeden wyraz lekceważenia nas przez elity polityczne, wśród których
niestety znajdowało się również i PSL, partia chłopska.
Nie
mogłem sobie pozwolić na to, aby tolerować takie lekceważenie. Wychowałem
się w biednej rodzinie, byłem ostatnim, najmłodszym dzieckiem, moja
matka chorowała. Ale dałem sobie radę w życiu dzięki uporowi i temu,
że nie pozwalałem, aby mnie lekceważono. Dlatego też, aby pokazać
tym, którzy zamierzali nas lekceważyć,...quot;Samoobrona" została
wkrótce potem, z początkiem 1992 roku, zarejestrowana w Sądzie Okręgowym
w Warszawie najpierw jako Przymierze...quot;Samoobrona", która
to nazwa w roku 1999 została zmieniona na...quot;Samoobrona Rzeczypospolitej
Polskiej". Pod Sejm, jak wiadomo, przyszliśmy z kosami, co okrzyczano
wtedy jako znak, że dążymy do krwawych rozruchów. To była bzdura,
te kosy miały symbolizować ciężką pracę rolników, tak samo jak i cep,
który wręczyliśmy prezydentowi Wałęsie nie dlatego, aby go obrazić
jako...quot;cepa", ale cep jest, jak wiadomo, narzędziem jednej
z najcięższych fizycznie prac rolnika, młócenia, czym naszym zdaniem,
wobec nieporządku w Polsce, powinien zajmować się prezydent.
Nie
zarzuciliśmy też oczywiście, wbrew oczekiwaniom elit, naszej działalności,
która zwłaszcza w środowisku wiejskim spotykała się z coraz szerszym
odzewem. Mogę powiedzieć, że przez...quot;Samoobronę" w tym okresie
przewinęło się nie mniej niż dwieście tysięcy ludzi, którzy składali
deklaracje i zgłaszali poparcie dla naszego ruchu. Sam zaś ruch zyskiwał
coraz to nowe formy działania, z których jedną stała się także obrona
rolników przed komornikami, którzy zjawiali się, aby egzekwować długi,
wymuszone w dużej mierze przez opisaną już pułapkę zadłużeniową.
Takim
incydentem wartym być może opisania stały się zdarzenia w Kobylnicy
pod Słupskiem. Były to zdarzenia dość drastyczne, a więc tym bardziej
należy je wyjaśnić, nie pozostawiając niedomówień. Od razu na początku
też powiem, że chociaż nie brałem czynnego udziału w tych zdarzeniach,
całą wynikającą z nich odpowiedzialność karną wziąłem na siebie, aby
nie obciążać nią innych osób.
Otóż
w Kobylnicy, na obrzeżach Słupska, pewien rolnik stworzył na powierzchni
kilkunastu hektarów wzorowe, całkowicie nowoczesne i oparte na wzorach
holenderskich gospodarstwo hodowlane; trudnił się produkcją kwiatów.
Poziom modernizacji i komputeryzacji tego gospodarstwa był zaiste
imponujący, co oczywiście wymagało sporych inwestycji kapitałowych.
Jednakże, jak się wkrótce okazało, na owe, leżące tuż pod miastem,
atrakcyjne tereny znaleźli się również inni amatorzy, działający zapewne
w porozumieniu z Bankiem Gospodarki Żywnościowej, który udzielił owemu
hodowcy kwiatów odpowiednich kredytów. Teraz jednak postanowił je
cofnąć, żądając ich natychmiastowej spłaty, aby tereny przekazać innym
użytkownikom.
Oczywiście
właściciel tego gospodarstwa nie zamierzał ustąpić i zmarnować całego
założonego przez siebie gospodarstwa, zaczęły więc nań spadać kolejne
szykany. W rezultacie, na skutek naszej interwencji, udało się nam
doprowadzić do tego, że Fundusz Restrukturalizacji Rolnictwa podjął
się oddłużenia szklarni kwiatowych i całego gospodarstwa wobec kredytodawcy,
a więc banku BGŻ. Lecz oto bank, którym kierował prezes, zwany przez
rolników może niezbyt elegancko...quot;Rączką" z racji, że nie
miał jednej ręki, odmówił przyjęcia tego oddłużenia i nalegał na likwidację
szklarni. Rozmawiałem z tym człowiekiem i z jego zachowania nietrudno
było się zorientować, że jego działanie jest celowe i zależy mu na
tym, aby owe drogie i atrakcyjne tereny pod Słupskiem dostały się
w czyjeś inne ręce. Czy był to skutek łapówki, nie mam na to dowodów,
ale wiemy niestety, jak dalece system łapówkowy funkcjonuje w Polsce.
W gospodarstwie zjawił się przysłany przez bank zarządca, wyłączono
elektryczność, wodę, a ponieważ był to lipiec, w dodatku upalny, kwiaty
zaczęły padać, wobec czego zrozpaczony właściciel podjął głodówkę
protestacyjną. Zwrócił się też do...quot;Samoobrony" o pomoc,
zadzwonił również do mnie, abym go ratował.
Kiedy
przyjechałem do Kobylnicy wraz z ludźmi z...quot;Samoobrony",
zastałem tam widok przerażający. Kwiaty w szklarniach, w których panowała
temperatura 60 stopni, nie były podlewane, ponieważ zaś rozeszła się
już wieść o głodówce właściciela, była tam pewna liczba ludzi, a także
przedstawiciele mediów, być może zresztą zainteresowanych wiadomością,
że do Kobylnicy przyjedzie Lepper.
Słowem
atmosfera była zapalna, na domiar złego zjawił się tam również jakiś
mężczyzna, który zaczął wykrzykiwać po niemiecku, wyzywając obecnych
od...quot;polskich świń", co oczywiście nie pozostało bez reakcji.
Ludzie zaczęli go popychać, na co on rzucił się do ucieczki, przy
bramie przewrócił się i skaleczył w głowę. Później w sądzie twierdzono,
że został trafiony kamieniem, ja jednak widziałem ten incydent i o
trafieniu kamieniem nie ma mowy. Natomiast zarządca zajętego przez
bank gospodarstwa wszedł do pomieszczeń, ale niemal natychmiast stamtąd
wybiegł i zdejmując spodnie ukazał kamerom telewizyjnym swój tyłek,
zbity rózgami.
Nie
wiem, co tam się działo w środku, nie mogę więc wykluczyć, że rzeczywiście
sprawiono mu chłostę, chociaż wydaje mi się to mało prawdopodobne.
Trwało to zbyt krótko, co ważniejsze zaś podejrzany wydaje mi się
ten natychmiastowy gest obnażenia się przed kamerami, co u mężczyzny
jest raczej rzeczą wstydliwą niż wykonywana z ochotą i na pokaz. Przypuszczam
więc raczej, że była to zaplanowana inscenizacja, mająca pokazać,
jakich to czynów dopuszcza się...quot;Samoobrona". I rzeczywiście
w takim właśnie oświetleniu wydarzenia w Kobylnicy podane zostały
do wiadomości publicznej.
Panuje
pogląd, że po wyborach w 1993 roku, kiedy powstał rząd koalicyjny
SLD i PSL, działalność...quot;Samoobrony" przycichła i odstąpiliśmy
od protestu. Jest to nieprawda. Rząd ten wprawdzie złagodził nieco
politykę Balcerowicza, ale nie potrafił od niej odejść i przyjąć innej
polityki wobec wsi. Rzecz w tym jednak, że uczestniczące w rządzie
PSL znacznie umocniło swoją pozycję w mediach i rozpoczęło po prostu
blokadę wszelkich wiadomości dotyczących...quot;Samoobrony" i
jej działań. Cały czas zależało im na tym, aby udawać, że nie istniejemy
i nie stanowimy na wsi żadnej siły konkurencyjnej wobec PSL. Dlatego
też mało kto wie o naszych protestach z tego okresu ani o tym na przykład,
że w czasie jednego z protestów obleliśmy gnojowicą gabinet Waldemara
Pawlaka, aby mu przypomnieć, jako premierowi, zapach wsi polskiej,
na której za jego rządów wcale nie działo się lepiej.
Mówi
się dzisiaj, gdy jestem już wicemarszałkiem Sejmu, że za Lepperem
ciągną się niezliczone procesy, w których oskarżany jest on o łamanie
prawa. Niektórzy podnosili nawet głosy, że taki człowiek nie może
być wicemarszałkiem, a więc także stróżem prawa i działaczem państwowym.
Dlatego muszę
tu przedstawić mój pogląd na tę kwestię. Po pierwsze więc na całym
cywilizowanym świecie istnieje takie pojęcie, jak...quot;nieposłuszeństwo
obywatelskie". Uważa się, że obywatele, gdy mają do tego podstawy,
mają prawo wykazać nieposłuszeństwo wobec państwa i jego rozporządzeń,
a nawet, że takie nieposłuszeństwo jest obowiązkiem obywateli, gdy
widzą, że państwo błądzi, idzie złą drogą lub działa na szkodę swoich
obywateli. Nam takich podstaw nie brakowało i nadal nie brakuje. Oczywiście
każdy kolejny akt tego nieposłuszeństwa obywatelskiego jest rozliczany
przez sądy i ja niejednokrotnie stawałem przed sądem, a nawet byłem
aresztowany, o czym dość powszechnie wiadomo. Jak powiedziałem jednak
wcześniej, podstawą wszystkich naszych działań protestacyjnych była
zasada, żeby nie czynić niezawinionej krzywdy ludziom, i złamania
tej zasady nikt nigdy mi nie udowodnił.
Można jednak na
to łamanie prawa spojrzeć także z szerszej perspektywy.
Trzeba więc zacząć
od tego, że prawo, które działa przeciw ludziom, nie jest prawem.
Nieposłuszeństwo pojawia się wtedy, kiedy przede wszystkim władza
nie przestrzega prawa. Każda władza, nie tylko w Polsce, żeruje na
tym, że ludzie nie znają prawa, nie znają przede wszystkim najwyższego
aktu prawnego, czyli Konstytucji. U nas każdy obywatel dostał tekst
Konstytucji, nasz prezydent Aleksander Kwaśniewski wysłał każdemu
obywatelowi tekst Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej. Otóż gdyby
ludzie naprawdę przeczytali ten tekst, zaopatrzony również w jasną
interpretację, co jest obowiązkiem, a co prawem, co trzeba robić,
a co się należy, to -jak myślę -już dawno w Polsce wybuchłby bunt
społeczny. Ludzie także na własnej skórze odczuwają, że coś jest nie
tak z prawem polskim. Bo jeśli po dwunastu latach pozostaje we wsi
jeden rolnik, a było ich trzydziestu, jeśli spośród małych zakładów
rzemieślniczych, których było pięćdziesiąt, pozostaje cztery, jeśli
z dziesięciu sklepów nie pozostaje ani jeden, ponieważ powstał supermarket,
to zaczynają się zastanawiać, jak właściwie działa prawo polskie.
Dotyczy to nie tylko klasy średniej, ale także robotników. Wielu z
nich przypomina sobie, że owszem, byłem...quot;robolem", ale jeśli
nie hulałem, to mogłem za swoją pensję przeżyć od pierwszego do pierwszego,
a także wysłać dzieci na wakacje, pojechać na urlop i coś tam sobie
nawet odłożyć na mieszkanie czy samochód. Jeśli więc dzisiaj to wszystko
staje się niemożliwe, to znaczy, że prawo funkcjonuje wadliwie i jest
złym prawem. Prawo, które działa jedynie w interesie mniejszości społeczeństwa,
nie jest prawem. Prawo ma służyć tym wszystkim, którzy wywiązują się
ze swoich obowiązków wobec prawa. I w momencie kiedy ludzie widzą,
że prawo nie działa w ten sposób, mają oni wręcz obowiązek, choćby
wobec swoich dzieci, zbuntować się przeciwko takiemu prawu.
Uważam, że jeśli
nie dokonamy szybkich i radykalnych zmian, ten moment w Polsce nastąpi.
Chciałbym pomóc władzy i rządowi, aby ten moment nieposłuszeństwa
i wyjścia ludzi na ulice nie nastąpił. Ale jeżeli rząd będzie ślepo
zapatrzony w Zachód, w Unię Europejską, która ma przecież na względzie
przede wszystkim swoje własne interesy, to ja tu nic nie pomogę. I
będę musiał stanąć na czele nieposłuszeństwa obywatelskiego.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|