MENU
STRUKTURA
KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
al. Jerozolimskie 30
00-024 Warszawa
tel.: (22) 625 04 72
fax: (22) 625 04 77
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Krajowe Związku:
ul. Marszałkowska 84/92 lok.121
00-514 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Klubu Parlamentarnego:
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa
tel.: (22) 694 25 83
fax: (22) 694 26 06
samoobrona@samoobrona.org.pl

Konto bankowe Partii PLN:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
30102010970000770200021709

Konto bankowe Partii USD:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
10201039-160414-270-2161787

IV KONGRES

WYSZUKIWANIE

 Niedziela, 14 Marca 2010

OSTROŻNIE Z UNIĄ EUROPEJSKĄ

Warszawa, 2002

Słyszę, jak premier Miller mówi, że stosunek do wstąpienia Polski do Unii Europejskiej jest miarą patriotyzmu. Należy to rozumieć tak, że patriotą jest ten, kto jest za wstąpieniem. Słyszę, jak prezydent Kwaśniewski cytuje kwestię z...quot;Wesela" o złotym rogu i odnosi ją do Unii. Wrogom Unii - rozumiem -...quot;ostanie się ino sznur"...

Niech nikt nie wątpi i nie próbuje oskarżać Leppera i Samoobrony o to, że są przeciwko Unii Europejskiej. Jestem za wstąpieniem Polski do wszystkich struktur Zjednoczonej Europy. Ale - co podkreślałem wielokrotnie i zdania nie zmienię - popieram takie wejście do Unii Europejskiej, które nie skrzywdzi Polski! Jeśli choć jedna znacząca grupa społeczna ma doznać uszczerbku przez wstąpie nie do Wspólnoty Europejskiej, to stanowczo sprzeciwiam się takie mu wstąpieniu. Uważam, że w ten sam sposób powinien się sprzeciwić każdy polski patriota! A ludzie, którzy rządzą Polską, zwłaszcza Premier Miller i Prezydent Kwaśniewski, mają moralny i polityczny obowiązek wyrażania takiego sprzeciwu. Polska nie ma prawa i nie może wchodzić do Unii na kolanach. Tylko godnie i na takich samych zasadach.

Mimo iż nie ruszyła jeszcze akcja propagandowa zachęcająca obywateli do popierania naszego członkostwa w Unii (choć rząd powołał już głównego propagandystę Sławomira Wiatra, wyposażając go w niezwykle szerokie uprawnienia, a także w wielomilionowy budżet), rząd, i media najwięcej zdążyły powiedzieć o...quot;historycznej konieczności",...quot;historycznej szansie",...quot;obowiązku wobec przyszłych pokoleń" itp. Nie jestem zwolennikiem używania tak wielkich słów. Historia Polski jest nazbyt skomplikowana i bogata w doświadczenia, żeby z góry wyrokować, jaki alians polityczny i gospodarczy wyjdzie nam na zdrowie, a jaki nie. Zbyt wiele entuzjazmu wkładały poprzednie pokolenia Polaków w najrozmaitsze unie i sojusze, a potem gorzko się rozczarowywały, żeby teraz głównym argumentem przemawiającym za Unią Europejską był tylko zapal. W tym wypadku należałoby najpierw pomyśleć. A od myślenia jest mózg, nie emocje.

Wysilając ten mózg, należy stwierdzić, że w dzisiejszym świecie, w którym bez przerwy trwa bezwzględna wojna, a tylko metody walki się zmieniły (nie czołgi, piechota i okopy, lecz banki, maklerzy i giełda) praktycznie żadnego państwa nie stać na realną autonomie i niezależność od innych państw. Nawet bogata Szwajcaria oddaje piędź po piędzi swoją neutralność. A co dopiero Polska - uboższa, zawsze wikłana w gierki wielkich mocarstw... Jeżeli obecnie kształtuje się kilka wielkich międzypaństwowych organizmów gospodarczych (Ameryka Północna, Japonia, Chiny, Rosja, Daleki Wschód, Ameryka Południowa i Europa - żeby wymienić tylko największe), to słaba Polska nie może pozostawać poza tym światowym układem, jeśli chce się nadal rozwijać. Historycznie - w tym miejscu jest to słowo uprawnione - związani jesteśmy z Europą i z Europą powinniśmy wiązać przyszłość. A zatem międzynarodowa wojna ekonomiczna zmusza Polskę, aby opowiedziała się po którejś ze stron, bo sama jest zbyt słaba, żeby sobie pozwolić na samodzielne prowadzenie tej wojny. Nie możemy swych losów związać z Ameryką czy Japonią - z przyczyn najprostszych: geograficznych - zatem musimy szukać sprzymierzeńców w Europie. Z tego punktu widzenia Polsce powinno zależeć na wstąpieniu do Unii Europejskiej, ponieważ kraje europejskie już dawno (i bez naszego udziału) uznały, że najlepszą formą ich organizacji będzie Unia.

Jeśli nie mam wątpliwości co do kierunku szukania przez Polskę sojuszników w światowym konflikcie ekonomicznym, to mam ogromne obiekcje związane z rolą Polski we Wspólnocie Europejskiej.

12 lat, które minęły od wydarzeń politycznych zmieniających oblicze Europy Środkowo-Wschodniej, potęguje moje obiekcje. Co się stało w tym czasie? Po okresie pewnego rodzaju izolacji Polski (i innych krajów tzw. demokracji ludowej) od świata i uzależnienia od Związku Radzieckiego wydawało się, że w naturalny sposób zostaniemy przyjęci do rodziny państw europejskich, co zresztą ta rodzina deklarowała na każdym kroku. Tylko że na deklaracjach się skończyło. Szybko się okazało, że bezbronna wobec wielkich mechanizmów ekonomicznych, Polska stalą się łupem Europy. Ubogim krewnym, którego nie tylko nie wpuszcza się na salony, ale jeszcze okrada z tego, co zdołał ze sobą przynieść do pałacu. Jakkolwiek dziś myślimy o Europie - życzliwie lub nie - to przecież nikt rozsądny nie zaprzeczy, że w pierwszych latach po przełomie roku 1989 Polska była traktowana jak kolonia. Z jednej strony mówiono nam slogany o tym, że oto wkroczyliśmy w wolność, równość i braterstwo, a z drugiej - międzynarodowe instytucje finansowe narzucały nam sposób ekonomicznego korzystania z tej wolności i równości. Nałożono na Polskę ograniczenia, które tej wolności i równości gospodarczej zaprzeczały.

Jeszcze w ubiegłym stuleciu kolonializm polegał na najechaniu na słabsze państwo, narzuceniu swojej władzy i eksploatacji bogactw naturalnych. Dziś taka forma uzależniania państw od państw sprawdza się jeszcze wobec najbiedniejszych krajów Afryki i Azji. W dostatniej, opływającej w surowce naturalne Europie, kolonializm polega obecnie na bezwzględnym zdobywaniu rynków zbytu. Po co eksploatować złoża naturalne, skoro można doprowadzić do tego, że podbite kraje same zrezygnują z rozwoju przemysłu i rolnictwa. Wystarczy tylko zalać je tanimi i tandetnymi towarami oraz utrzymywać taki minimalny poziom gospodarczy, który pozwoli na kupowanie towarów z importu. I nic ponad to.

Polska nie zdołała się uchronić przed takim nowoczesnym neokolonializmem. Agresorów gospodarczych wspierały bowiem wszystkie kolejne rządy - czy to prawicowe, czy lewicowe. Przewodził im - niezależnie od tego, czy był w rządzie, czy w opozycji -Leszek Balcerowicz. W czasie wojny, a była i ciągle jest to wojna, na określenie takich ludzi istnieje tylko jedno słowo: zdrajca polityczny! A kara dla zdrajców też jest tylko jedna. Usunąć na śmietnik historii.

Mając jeden cel - uzależnienie gospodarcze Polski - kolonizatorzy posługują się sprawdzoną metodologią: najpierw przejmują banki, potem niszczą miejscowy przemysł, by na jego miejscu zbudować własny, w którym w charakterze siły roboczej znajdują zatrudnienie miejscowi robotnicy. Ostatnim elementem jest pogrzebanie rolnictwa. I właśnie o tym elemencie musimy mówić w kontekście wstąpienia Polski do Unii Europejskiej.

Przez 12 lat kraje Zachodniej Europy dość już zarobiły na Polsce, żeby teraz łaskawie przyjąć nas do swego grona. Jesteśmy wystarczająco wyeksploatowani, słabi, gotowi upaść bez ich pomocy. Zresztą co to za pomoc? Gdyby Zachód chciał uczciwie zwrócić Polsce to, co na niej zarobił, musiałoby to trwać przynajmniej 100 lat. A przecież wciąż stanowimy jeden z atrakcyjniejszych rynków zbytu, który po wejściu do Unii stanie się jeszcze bardziej atrakcyjny. Do kompletu uzależnienia brakuje tylko zrujnowania rolnictwa. Ale i na to Wspólnota znalazła sposób, uznając, że to, co do końca nie udało się przed akcesją, uda się po akcesji, czyli po roku 2003.

W Gazecie Wyborczej ukazał się niedawno artykuł pt....quot;Jak Jan Kalinowski zarobi na Unii...". To dopiero manipulacja! Popierając -jakżeby inaczej! - akces Polski do Unii Europejskiej, autorzy uznają 25-procentowe tzw. dopłaty bezpośrednie (do produkcji rolnej) za wystarczające. Ze skrupulatnością księgowego obliczają, że umowny właściciel 8-hektarowego gospodarstwa w ciągu pierwszego roku po wstąpieniu Polski do Wspólnoty zarobi o 6 tysięcy zł więcej niż obecnie. Nieźle brzmi, prawda? Każdy polski rolnik wolałby mieć 6 tysięcy, niż ich nie mieć.

Obrzydliwa manipulacja Gazety polega na tym, że wzięto pod uwagę dopłaty (zresztą z tych 6 tysięcy zł dopłaty bezpośrednie to zaledwie 1230 zł rocznie), a nie wzięto cen produktów rolnych. A właśnie w cenach tkwi sedno.

Jeżeli wstąpimy do Unii, to ceny naszych produktów rolnych wzrosną średnio o około 10%, a ceny środków do produkcji rolnej wzrosną o około 40%. Tego nikt nie mówi, a to oznacza, że po wstąpieniu do Unii dochody polskich rolników spadną w stosunku do obecnego i tak niskiego poziomu.

Trzeba ludziom uczciwie powiedzieć, że w Unii ceny produktów rolnych są zaniżone w stosunku do kosztów produkcji, a wynikające stąd różnice dochodów władze wyrównują rolnikom poprzez dopłaty bezpośrednie. Jeżeli porównamy dochody gospodarstwa rodzinnego w Polsce i w UE w przeliczeniu na l ha bez dotacji, to są one podobne i w Polsce wynoszą około 285 euro a w UE - około 281 euro (wg poziomu cen i dochodów z lat 1995-1996). Natomiast jeśli uwzględnimy dotacje, to w Polsce dochody na l ha wzrosną do około 288 ruro, a w UE - 542 euro. To właśnie o tę różnicę pomiędzy 281 euro a 542 euro, wynoszącą w przeliczeniu na l ha około 261 euro dopłat bezpośrednich, toczą się negocjacje i trwa burza.

Podpowiadacze z Gazety Wyborczej dokładnie wiedzą, że jak np. Jan Kalinowski czy Jan Kowalski wstąpiłby do Unii, to jego dochody spadną z 288 euro do 119 euro na l ha i dopiero dotacje wyrównawcze w wysokości 169 euro na l ha, a więc co najmniej 65,5% tego, co otrzymują rolnicy unijni, wyrównałoby dochody Jana Kalinowskiego sprzed integracji.

Dlatego mądry Jan Kowalski słusznie nie wierzy euroentuzjastom Gazety Wyborczej, Sławomirowi Wiatrowi i Jarosławowi Kalinowskiemu, po prostu na dotychczasowych warunkach nie chce do Unii.

A kiedy Jan Kowalski mógłby chcieć do Unii? Wówczas jeżeli dopłaty wyrównawcze wyniosą w dniu integracji 100%.

Chcę podkreślić, że pełne dopłaty w dniu integracji nie oznaczają takich samych warunków dla polskich i unijnych rolników. Nawet jeżeli polscy rolnicy dostaliby 100% dopłat w dniu integracji, to ich dochody w przeliczeniu na l ha wyniosą około 377 euro i tak będą o około 30% niższe niż ich kolegów w Unii Europejskiej, ale to jest już skutek innej struktury produkcji i innej struktury kosztów.

Przedstawione wyjaśnienia opisują sam mechanizm działania dotacji wyrównawczych, ale jeszcze nie odzwierciedlają praktyki. Najlepiej można to wyjaśnić na przykładzie pary butów, które wytwarza szewc w Warszawie i Brukseli. Załóżmy, że obaj szyją dobre buty, o podobnym fasonie, a ich koszty na jedną parę wynoszą np. 100 euro, z tym, że unijny szewc dostaje dotację wyrównawczą w wysokości 50 euro do jednej pary butów. No, to który szewc sprzeda swoje buty, jeżeli będzie jeden kupujący? Oczywiście ten, który może obniżyć cenę o równowartości dotacji. A co może zrobić polski szewc? Wrócić do domu i dać dzieciom na obiad nie sprzedane buty. Ten praktyczny aspekt nierównej konkurencji, wynikający z różnicy w dopłatach wyrównawczych, jest najgroźniejszy, ponieważ działa powoli, ale bezwzględnie na korzyść Zachodu.

Tak jest obecnie w handlu Polski z UE. Niby mamy partnerskie umowy handlowe, niby mamy przywileje wynikające z Umowy Stowarzyszeniowej, a z roku na rok narasta deficyt w handlu z UE.

Mędrcy z Gazety Wyborczej nie wyjaśniają też polskim rolnikom i szerzej polskiemu społeczeństwu, że trwa ostra walka na światowym rynku rolnym, głównie pomiędzy UE a USA i innymi krajami obu Ameryk.

Kolejna runda Światowej Organizacji Handlu prawdopodobnie zmusi UE do stopniowego odchodzenia od wysokich dotacji do rolnictwa. Jeżeli w 2004 roku zapadną decyzje o stopniowym zmniejszeniu dotacji do rolnictwa począwszy od 2006 roku, to taki kalendarz pasuje jak ulał do propozycji UE, aby dopłaty bezpośrednie dla Polski wprowadzać stopniowo przez 10 lat. Unijni i Polscy negocjatorzy dobrze wiedzą o tych planach i zdają sobie sprawę, że w wariancie stopniowego wprowadzania opłat, polscy rolnicy nigdy ich w dotychczasowej wysokości i na dotychczasowych zasadach nie otrzymają.

Jak wspomniałem na początku, skoro już mamy wchodzić do Wspólnoty Europejskiej, to przynajmniej kraczmy jak tamtejsze wrony. W Unii panuje system dopłat - dobrze, przyjmujemy, ale na takich samych prawach. Miejmy równy punkt startu! Nie po to bynajmniej, żeby nasi rolnicy doznali gwałtownej poprawy standardu życia - jak sugerują niektórzy polscy publicyści entuzjastycznie nastawieni do Unii, ale mający kłopoty z rachunkami. Polskie rolnictwo potrzebuje równego traktowania po to, żeby przetrwać! Nierówność w dopłatach spowoduje - nie waham się użyć tego słowa - eksterminacje polskiego rolnictwa.

A gdy tak się stanie, to kolonialna Unia Europejska zatrze tylko ręce, bo niszcząc nasze rolnictwo, urzeczywistni ostatni element swego planu. Owszem, przyzna dodatkowe środki na pomoc społeczną, na walkę z głodem, na zwalczanie bezdomności. Unia da jałmużnę, bo przecież nie może być tak, że we Wspólnocie istnieje kraj Trzeciego Świata. Unia nas nakarmi, może nawet ubierze, ale wcześniej uczyni nas żebrakami.

Samoobrona nie tylko się na to nie godzi, ale wręcz będzie robić wszystko, posłuży się każdą metodą, żeby do tego nie dopuścić. Obiecuję to wam, przyrzekam, przysięgam na wszystko, co najcenniejsze. Dopóki Samoobrona będzie miała jakikolwiek wpływ na decyzję o wstępowaniu Polski do Unii, na określenie warunków tego wstępowania, nie pozwoli ani jednego chłopa uczynić żebrakiem. A nawet jeśli Samoobrona utraci taki wpływ, to znajdzie sposób, żeby wyrwać polskich rolników - całą Polskę - z jarzma nowoczesnego kolonializmu.

Na dotychczasowe propozycje Unii Europejskiej nie można patrzeć przez pryzmat tego, ile chcą nam dopłacać, lecz tego, ile chcą nam zabrać. Jest źle, a będzie gorzej niż źle. Będzie katastrofa. Taka jest prawda o dotychczasowych propozycjach Unii.

Panie Prezydencie Kwaśniewski, ten zloty róg, który polski rolnik ma dostać od Wspólnoty Europejskiej jest zwyczajną zardzewiałą trąbą. Ktoś chce nas w tę trąbę zrobić! Brońmy się!

Lepper i Samoobrona zostali zrodzeni z pokładów polskiego piekła: biedy, bezrobocia i niesprawiedliwości społecznej. Z protestu przeciwko rozkradaniu Polski.

Drogi Czytelniku!

- Samoobrona powstała, gdy w Polsce zaczęło się rodzić zjawisko bezrobocia.

- Samoobrona od początku transformacji przestrzegała konsekwentnie przed skutkami liberalnej polityki gospodarczej.

- Samoobrona broniła i będzie bronić interesów najbiedniejszych, spychanych poza margines godnego życia.

- Samoobrona chce bronić również tych, którzy mogą niebawem poszerzyć ten margines.

Przyłączają się do naszej walki setki tysięcy ludzi. W naszym kraju musi rządzić lud i przedstawiciele jego większości. W tym kraju musi być szansa dostatniego życia. Przepędzimy z elit władzy oszustów i graczy politycznych.

Balcerowicz musi odejść!!!

strona tytułowa następna strona

Newsletter

Podaj email jeśli jesteś zainteresowany otrzymywaniem informacji z serwisu www.samoobrona.org.pl
dodaj usuń
Akceptuję Regulamin

PROGRAM

GŁOS SAMOOBRONY


KONSTYTUCJA

STATYSTYKA
519.733 - ostatni rok
MAPA

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM | MAPA SERWISU | DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008