|
PRYWATA CZY PRYWATYZACJA
Warszawa, 2002
Prywatyzacja
- zaklęcie, którym wszyscy, którzy sprawowali władzę po roku 1989,
oszukiwali ludzi. Wszystko, co tylko miało wartość i co wypracowały
przynajmniej trzy pokolenia Polaków, trzeba było rzekomo natychmiast
sprywatyzować, bo dzięki temu wszyscy mieli być bogaci. To od początku
było kłamstwo.
Prywatyzacja
stała się dziś w Polsce synonimem prywaty, a bogacili się tylko ci,
którzy w porę znaleźli się przy żłobie. Grupka cwaniaków i oszustów
zarobiła na prywatyzacji i wyprzedaży majątku narodowego miliony dolarów,
które schowali do własnych kieszeni albo wyeksportowali za granicę.
A społeczeństwo i państwo wpędzili w nędzę. Polacy widzą jasno, kto
ich oszukał, kto ich kosztem zapewnił sobie i swoim rodzinom dostatni
byt. Ludzie nie są głupi i dlatego polskie społeczeństwo coraz bardziej
negatywnie ocenia prywatyzację - bezmyślnie inicjowaną i ślepo kontynuowaną
przez kolejne rządy.
Miało
być pięknie. To, co niegdyś było państwowe, czyli jak mawiano niczyje,
miało przejść w ręce tych, którzy ten majątek wypracowali. Mydlił
oczy Prezydent Wałęsa, obiecując każdemu 100 milionów starych złotych.
Nikt nigdy nie dokonał wyceny polskiego majątku narodowego, nie określił,
co ma być prywatyzowane, co nie, nie stworzył żadnego planu prywatyzacji.
Przez całe lata nikt nie liczył, co zostało sprzedane i za ile. Mam
dwa wyjścia: uznać, że Polską rządziła banda idiotów i nieudaczników,
albo cwanych pozbawionych wszelkich skrupułów złodziei i cwaniaków.
Idiotami nie śmiałbym nazwać panów Balcerowiczów i Bileckich - uznanych
za autorytety przez międzynarodowe instytucje. Czoła chyliłbym przed
sprytem i wyrachowaniem pana Pawlaka i jego kompanii. Dlatego mówię
z całą odpowiedzialnością: nie z głupoty sprzedaliście Polskę panowie,
ale z wyrachowania!
Samoobrona
żąda i żądać będzie rozliczenia wszystkich winnych rozkradania państwa,
zawłaszczenia majątku narodowego i skorumpowania aparatu państwowego
na skalę nie spotykaną do tej pory w historii naszego kraju. Janusz
Lewan-dowski, Emil Wąsacz, Stefan Kawalec, Aldona Kamela-Sowińska,
Andrzej Olechowski, Wiesław Kaczmarek, Anrzej Śmietanko, Mirosław
Pietrewicz - to pierwsze z brzegu nazwiska ludzi, którzy dopuścili
się działań na szkodę państwa albo z tytułu działalności państwowej
uzyskali osobiste korzyści majątkowe. Rzetelna kontrola ich działań
na wysokich stanowiskach państwowych da początek tzw. lustracji gospodarczej,
czyli rozliczeniu tych, którzy w sposób nieuczciwy i kosztem społeczeństwa
wzbogacili się, wykorzystując pozycję, jaką dało im sprawowanie władzy.
Prywatyzacja
doprowadziła do tego, że Polacy są dziś jedynym narodem w Europie
bez własnego przemysłu, systemu bankowego i znacznej części handlu.
Majątek
Polski sprzedano w ciągu ledwie 10 lat za dziesiątą część jego wartości!
70 procent systemu bankowego jest w rękach obcego kapitału, tak jak
90 procent cementowni, 80 procent przemysłu meblarskiego, 80 procent
przemysłu chemii gospodarczej, 70 procent fabryk leków. Mało? Wskutek
bezrozumnej i pośpiesznej prywatyzacji zniszczono całe branże: włókienniczą,
zbrojeniową, stoczniową i hutniczą. Głównie w wyniku chaotycznej i
szkodliwej prywatyzacji na bruku znalazło się 5 milionów Polaków -
mam na myśli oficjalne statystyki plus skalę bezrobocia utajonego.
Te
wszystkie patologie wyprzedaży majątku narodowego, wypracowanego przez
pokolenia, trzeba wreszcie nazwać po imieniu, powiedzieć to głośno
i zdecydowanie im się przeciwstawić. Samoobrona chce to zrobić dla
dobra kraju i zrobi to sama albo współdziałając z innymi siłami politycznymi.
W
latach 1990-1999 sprzedano ponad połowę polskiego przemysłu i polskich
banków. Do kasy państwowej wpłynęło z tych prywatyzacji nie więcej
niż 12 miliardów dolarów, a do końca 2001 roku suma ta sięgnęła poziomu
najwyżej 17 miliardów dolarów. Tyle warte jest jedno duże przedsiębiorstwo
telekomunikacyjne na Zachodzie! I tyle dostała od Zachodu Polska za
wyprzedaż jej życiowych gałęzi przemysłu, otrzymując przy okazji nędzę
i degradację cywilizacyjną większości społeczeństwa.
Co
gorsza, nawet z tych żałosnych 17 miliardów dolarów 2 miliardy przejedzono
lub roztrwoniono, dając zarobić przede wszystkim zagranicznym pośrednikom
oraz firmom doradczym i konsultingowym, wydając kolosalne sumy na
hotele, diety i wysokie apanaże.
Zakładając,
że dochód narodowy Polaków w latach 1990-2001 to około 200 miliardów
dolarów, a roczne oszczędności to około 40 miliardów dolarów - to
sprawdza się teza profesora Poznańskiego, że Polacy sprzedali dwie
trzecie majątku narodowego za 10 procent jego wartości. Lub - jak
kto woli -dostali za swoje dobra mniej, niż wynoszą wszystkie roczne
oszczędności, posądzanych przez pseudopolityków o rozrzutność, obywateli
Polski.
Jednocześnie
elity polityczne robiły wszystko, żeby kryminogenna sytuacja towarzysząca
prywatyzacji trwała jak najdłużej. Dopiero po 2,5 roku od rozpoczęcia
prywatyzacji Ministerstwo Przekształceń Własnościowych utworzyło w
resorcie stanowisko głównego księgowego. Jaka, choćby najmniejsza
firma, mogłaby sobie pozwolić na brak księgowego? Brak księgowego
w państwowej instytucji odpowiadającej za prywatyzację majątku narodowego
oznaczał ni mniej ni więcej, tylko niewiedzę o stanie udziałów i akcji
będących w rękach państwa, niewiedzę o wysokości dywidend dla Skarbu
Państwa. Skandal, który wystawia nas na pośmiewisko! Pytanie tylko,
czy był to zwykły błąd, czy działanie umyślne. Nie wierzę w przypadki
- według mnie to było od początku zaplanowane i realizowane według
starannie przemyślanego planu. Z kryminogennej sytuacji korzystano
bez żenady -- na początku lat 90. Ministerstwo Przekształceń Własnościowych
zawarło wstępną umowę prywatyzacyjną znanej i cenionej krakowskiej
fabryki kosmetyków Miraculum z inwestorem, którym byt człowiek poszukiwany
listem gończym. Urzędnicy nie wiedzieli, czy nagle oślepli na fakt
robienia interesu z kryminalistą? I czy to było całkiem bezinteresowne?
Obywatel Australii - Oates - jeden z nabywców browarów EB - w momencie
podpisywania umowy z MPW był w swoim kraju poszukiwany listem gończym
za sprzeniewierzenie dużych pieniędzy. I ministrowi Januszowi Lewandow-skiemu
nie przeszkadzało, że sprzedaje browar człowiekowi podejrzanemu o
przestępstwa gospodarcze i malwersacje. Mało tego, firma EB dostała
od ministerstwa zwolnienie z podatku na 3 lata (!). Korumpowanie urzędników
państwowych przebiegało jawnie, na oczach wszystkich i z całkowitym
poczuciem bezkarności. Często osoby delegowane z ramienia ministerstwa
do przeprowadzenia prywatyzacji nie miały żadnego merytorycznego przygotowania
i kwalifikacji, by wypełniać powierzone im odpowiedzialne zadania.
Ludzie ci przygotowywali ekspertyzy i wyceny tych przedsiębiorstw,
a po zakończeniu prywatyzacji zasiadali w radach nadzorczych tych
samych firm, tylko że już prywatnych. Tak było w przypadku Telfy S.A.,
gdzie w składzie rady nadzorczej znaleźli się panowie Sawicki, Strzelecki
i Sztuder, taka sama sytuacja była w cementowni Górażdże z panem Stupnickim,
tak samo w Banku Śląskim. Nikt z wielkich polityków nie protestował,
nikomu to nie przeszkadzało, chociaż korupcja, która towarzyszyła
temu procederowi, aż kłuła w oczy.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Następnie
Cementownia Ożarów - i tak było w każdej cementowni. Zaniżona cena
sprzedaży o 14 milionów zł. Ale doradcy wypłacono kwotę 180 tyś. zł
wynagrodzenia. I za udaną transakcję pan M. dostał 2,5 miliona zł
tylko. Ten pan pochodził z Ministerstwa Przekształceń Własnościowych,
urlop miał na ten czas. Tak często robiono.
Sprzedaż
Domów Towarowych Centrum. Wycena, jaka była, mieściła się w przedziale
156-161 milionów zł, chociaż same Domy Centrum na ścianie wschodniej
były warte 194 miliony zł. A więc tu wycenę zrobiono i sprzedano za
1/3 ich wartości -1/3 -oczywiście udowadniając nam, że na tym Polska
zarobiła. Tak, zarobiły na tym na pewno fabryki produkujące odzież,
fabryki produkujące obuwie. Wszystkie zrobiły tak, że w Domach Centrum
prawie niepolskiego dzisiaj nie ma.
Normą
w procesie prywatyzacji stało się, że najpierw umyślnymi działaniami
i błędnymi decyzjami doprowadza się doskonale prosperujące polskie
przedsiębiorstwo na skraj bankructwa, a potem sprzedaje za grosze,
za cenę niższą niż wysokość posiadanych przez nie aktywów bankowych.
Tak stało się w Stoczni Gdańskiej, Novicie, Drumecie, Polkolorze.
Przez karygodne działania polskich urzędników zagraniczni inwestorzy
dostawali praktycznie za darmo znakomicie wyposażone i dobrze prosperujące
zakłady.
Można
by to jeszcze zrozumieć, gdyby zakłady, które oddano w ręce obcego
kapitału, produkowały potem i osiągały zyski, od których podatki trafiałyby
do polskiego budżetu. Tak się jednak w zdecydowanej większości przypadków
nie dzieje. Generowane wysokie zyski są nagminnie wyprowadzane za
granicę. Polska nic z tego nie ma, za to bogacą się firmy we Włoszech,
Francji, USA, Niemczech, bo tam trafiają pieniądze, które na Polakach
zarabiają zagraniczni właściciele. Oblicza się, że wyprowadzone za
granicę zyski, które powinny zostać w kraju, od początku lat 90. każdego
roku osiągały wysokość 2,5 miliarda dolarów. I to tylko pod postacią
cen transferowych. Przez 10 lat daje to 25 miliardów dolarów, czyli
100 miliardów złotych! To więcej niż dziura budżetowa, która dziś
służy jako usprawiedliwienie decyzji rządu o zepchnięciu kolejnych
grup społecznych na dno nędzy, pozbawieniu ich prawa do nauki i do
godziwej starości.
Zagraniczne
wielkie koncerny są mistrzami w sztuce wysysania z Polski pieniędzy.
Traktują nas nie jak pełnoprawnego partnera, ale jak swoją kolonię,
którą można bezkarnie eksploatować. Ministerstwo Finansów godzi się
na proceder transferowania zysków za granicę, czasami wręcz zachęca
do tego zagraniczne firmy. Warto podkreślić, że większość sprywatyzowanych
przez zagraniczny kapitał firm jest zwalniana z podatków na długi
czas, nawet do 10 lat. Gdy próby uzyskania wakacji podatkowych nie
powiodą się, przedsiębiorstwa zagraniczne wykazują minimalny zysk
albo wręcz deficyt. W taki sposób Fiat Auto Poland czy sieć supermarketów
Auchan płaciły polskiemu budżetowi po kilka złotych rocznie należnych
podatków, chociaż w istocie osiągały kolosalne zyski.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r.:
Sprawa
następna to wewnętrzne zadłużenie i jego podniesienie. Dlaczego nie
korzystacie z doświadczeń państw Unii, Stanów Zjednoczonych, Japonii
i innych? Trzymacie się ściśle reguł: nie może być więcej, mamy bardzo
niski wewnętrzny dług. Nie mam zamiaru drukować pieniędzy i rozdawać
ich, ani namawiać do tego. Ale dzisiaj trzeba wykorzystać wszystkie
środki, zahamować upadek przedsiębiorstw, tworzyć nowe miejsca pracy,
a stworzymy je tylko wtedy, kiedy postawimy na budownictwo i rolnictwo.
To są podstawy gospodarki, wtedy rozwija się i przemysł lekki, i ciężki,
mała, średnia przedsiębiorczość, którą tak pochwalacie wszyscy, tak
dużo mówiliście o tym w kampanii i co, teraz zapomnieliście o tym?
Ja o tym nie zapomniałem i nie zapomnę na pewno. Co ze sprawą zwolnienia
z podatków firm zachodnich, z kapitałem zachodnim, dużych sieci sklepów?
Powiecie: nie są zwolnione. Tak, supermarkety za ubiegły rok wykazały
tylko jeden zysk (Makro), dlatego że są zwolnione z podatku, a jeśli
chodzi o resztę, zwolnienia się skończyły i wszystkie mają straty.
Filantropi przyjechali do Polski. Jacy dobrzy, pieniądze dają nam
za darmo, a my jeszcze na nich narzekamy, że nam miejsca pracy niszczą.
Proceder jest prosty, rząd tego nie wie? Panie premierze, czy rząd
tego nie wie? Oni mają kilka spółek w różnych państwach, tu spółka
wnuczka czy prawnuczka. Trzeba niektórych naprawdę edukować od początku,
od podstaw, bo wiemy to wszyscy, ale nie robimy nic. Tu strata, spółka
matka ma wielkie zyski, spółka córka przy okazji wychodzi na zero
i tam się piąci podatek: we Francji, w Niemczech, w Stanach Zjednoczonych.
Czy nie wiecie tego, że to są normalne działania przestępcze? Biorą
towar od naszych przedsiębiorców, płacą za trzy miesiące, dają kwit
i nasz przedsiębiorca do 20. dnia następnego miesiąca musi zapłacić
VAT. Za co? - pyta. Pieniędzy nie dotknął, nie widział ich nawet,
a już płaci skarbowi państwa. Pytam: Gdzie tu są instytucje skarbu
państwa? (Oklaski) Tracimy na zwolnieniu z podatków około 12 miliardów
zł. Policzcie to dobrze. Mogę się mylić. Trochę w tę albo w tę stronę.
Następnie uszczelnienie granic. Czy nowością dla wszystkich może jest
to, że 30 procent alkoholu i papierosów pochodzi z przemytu? Co to
znaczy? Nie można uszczelnić granic? Jest to wielkie nieporozumienie.
Politykę społeczną, powiedziałem, trzeba zmienić po to, aby ludzie
mogli żyć godnie. Gospodarka, dwa główne działy, program rolniczy.
Panie premierze, będziecie mieć pretensje, że chłopi polscy wyjdą
niebawem na drogi. Ale przecież pan tu, stojąc w tym miejscu, gdzie
ja, mówił o tym, że w końcu czas, aby polski rolnik wiedział, co ma
produkować, ile ma produkować, kto od niego kupi, ile zapłaci i kiedy
zapłaci. Przecież to są pańskie słowa. I co? Powie pan: za szybko,
bo to dopiero miesiąc, musimy się przyjrzeć. Nic jednak nie robi się
w tym kierunku. Nic. Muszą być wprowadzone opłacalne ceny na podstawowe
płody rolne i kontraktacja. Inaczej nic się nie zmieni.
Profesor
Poznański szacuje, że rocznie z Polski wylewa się szeroką rzeką 16
miliardów dolarów, które mogłyby i powinny zostać w Polsce. Pomocą
przy wyprowadzaniu tak olbrzymich kwot z Polski służą chętnie zagraniczne
banki, które niemal w całości kontrolują polski sektor bankowy. Dzięki
kredytom zaciąganym w centralach zagranicznych banków firmy rządzące
sprywatyzowanymi polskimi przedsiębiorstwami sztucznie powiększają
koszty, zmniejszając zobowiązania podatkowe wobec budżetu państwa.
Banki zagraniczne dzięki uprzejmości Leszka Balcerowicza i Rady Polityki
Pieniężnej stosują potwornie drogi kredyt oraz dzięki niezwykle dochodowym
papierom skarbowym osiągają w Polsce zyski niespotykane nigdzie indziej.
W ten sposób przechwytują niemal w całości zyski wypracowane przez
polskie przedsiębiorstwa. Oczywiście zysk banków trafia do ich central,
czyli jest wyprowadzany z Polski. Banki działające w Polsce stosują
najwyższe marże odsetkowe w Europie. W Szwajcarii wynoszą one 0,7
procentu, w Anglii 2,5 procent, we Francji 1,09 procentu, a w Polsce
aż 4,4 procent. Oprocentowanie lokaty ROR w banku PKO S.A. wynosi
2 procent, ale kredyt w tym samym banku, dla tego samego klienta,
aż 20 procent. To gorzej niż średniowieczna lichwa.
Suma
bilansowa sektora bankowego na koniec 2001 roku wyniosła około 500
miliardów złotych, a zysk netto 4 miliardy złotych. Pamiętając, że
70 procent banków znajduje się w obcych rękach, pytamy, gdzie trafia
ten zysk? Odpowiedź jest prosta: zasila konta zagranicznych właścicieli
polskich banków. Dla nas - upokorzenia. One nic ich nie kosztują.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Cały
czas nie ma pieniędzy. Myślicie, że tam na Zachodzie to są ludzie,
w Brukseli, którzy nie są do tego, żeby się dogadać z nami? Oni nie
chcą się dogadać? Przecież to jest ich interes, a nie nasz. To oni
rocznie mają zysk w handlu z nami w wysokości około 12 miliardów dolarów.
No i zamknijmy, tak dla przykładu -chociaż nie chcę tego i proszę
tak tego nie odbierać - zamknijmy im granice. 12 miliardów dolarów.
Uduszą się, uduszą się nadwyżką produkcji. Przyjdą oni na kolanach
do nas. Tylko jeszcze trzeba być, panie premierze, Polakiem i zadbać
o sprawy polskie. Wtedy oni przyjdą. Inaczej nie przyjdą do nas.
Sprawa
pieniędzy spekulacyjnych. Kiedy mówię, że jest spekulacja, mówią:
Co on znowu opowiada? A wiceminister tego rządu, pan Sopoćko na zadane
pytanie, czy to znaczy,...quot;że Samoobrona ma rację (...), że z Polski
wywozi się pieniądze w torbach i walizkach, mówi: Nic na to nie poradzę,
liczby mówią same za siebie. W tym półroczu przepływa przez Polskę
1,5 miliarda dolarów, który zarabia na tym na czysto, bez najmniejszego
wysiłku, 400 milionów dolarów. Czy można mieć o to pretensję? Oczywiście,
mówi: nie. Banki są po to, żeby zarabiać. Ale dzięki komu zarobiły
tak łatwo i przyjemnie? Dzięki Radzie Polityki Pieniężnej. Niech mi
ktoś powie, że były inne powody. Jakie powody? Powody, żeby kumple
zarobili pieniądze. 400 milionów dolarów razy 4, to jest około 1,5
miliarda zł. A część tej Izby, większość tej Izby, niestety, z bliską
nam partią chłopską, przegłosowała zabranie ulg dla studentów, inwalidów,
niepełnosprawnych, emerytów, rencistów, zmniejszyła zasiłki macierzyńskie,
wypłaty jednorazowe, skróciła urlopy, rolnikom nie dała 7 groszy do
litra mleka, mówiąc, że zaoszczędzą w ten sposób około 1200 milionów
zł.
Bankowość
- zyskowny sektor gospodarki i najważniejszy dla funkcjonowania systemu
finansowego całego państwa - sprzedano za kilka miliardów. Średnio
za każdy bank dostawaliśmy od 200 milionów do 1,2 miliarda dolarów,
a i to najczęściej na raty. Ludzie odpowiedzialni za skandale podczas
prywatyzacji niektórych banków, ludzie, przeciwko którym toczyły się
dochodzenia prokuratorskie, do dzisiaj pozostają bezkarni, a czasem
nawet pełnią odpowiedzialne funkcje w polskich instytucjach finansowych.
Np. Stefan Kawalec, odpowiedzialny za aferę ze sprzedażą Banku Śląskiego.
NBP pod kierownictwem Balcerowicza prowadzi politykę doprowadzającą
małe polskie banki do upadłości. Stają się one później łatwym łupem
banków zagranicznych. W ostatnim okresie doprowadzono do upadku Wschodni
Bank Cukrownictwa, który ma być przejęty przez PeKaO S.A., w którym
przeważa kapitał włoski.
Poza
tym, że sprzedajemy za śmieszne pieniądze dobrze prosperujące polskie
zakłady, które dawały pracę tysiącom ludzi i utrzymanie ich rodzinom,
nasi ekonomiści, wysługujący się zagranicznemu kapitałowi, nie wspominają
o tym, że wraz ze sprzedażą określonej branży, sprzedajemy także wart
niewyobrażalne pieniądze rynek zbytu. Weźmy na przykład branżę tytoniową.
Zakłady tytoniowe w Polsce sprzedano za około 500 milionów dolarów,
ale tytoniowy rynek zbytu, który oddano prawie za darmo, wart jest
od 1,5 do 2 miliardów dolarów rocznie. Podobnie wygląda sprawa z rynkiem
browarów, sprzedanych na pniu za kilkaset milionów dolarów, przy wartym
kilka miliardów dolarów rynkiem zbytu. Tak samo jest z rynkiem farmaceutycznym.
A to tylko kilka przykładów i szacunkowe, czyli zaniżone wyliczenia.
Pamiętajmy
też o zapewnieniach zwolenników jak najszybszej prywatyzacji, że zagraniczny
kapitał to gwarancja doskonałego zarządzania przez zagranicznych inwestorów.
Jest jednak coraz więcej dowodów na to, że zarządzanie przez cudzoziemskie
firmy wcale nie jest lepsze; wykupionym wielkim firmom, zatrudniającym
wiele tysięcy ludzi, grożą bankructwa, masowa redukcja zatrudnienia
i popadniecie w ogromne długi, których splata gwarantowana jest przez
Skarb Państwa. Wspomnijmy tylko Elektrim (długi wynoszą około 2 miliardy
zł), TP S.A. (zadłużenie 3 miliardy euro), Daewoo Warszawa i Lublin
(2 miliardy dolarów) czy PLL LOT, wplątany w spółkę ze zbankrutowanym
Swissairem. Gwarancje Skarbu Państwa z tytułu zadłużeń zakładów sprzedanych
w ręce obcemu kapitałowi wynoszą w tej chwili około 20 miliardów zł.
Do tego dodajmy jeszcze, że 32 spółki giełdowe są zagrożone bankructwem,
a 10 z nich to absolutni bankruci, choć ten fakt trzymany jest w tajemnicy
przed drobnymi inwestorami. Tak wygląda duma i symbol polskiej gospodarki
rynkowej - polska giełda, oparta na oszustwie i kłamstwie.
Prywatyzacja
lat 90. była dla zagranicznych inwestorów prawdziwą konkwistą. Do
kraju, w którym za marne grosze rządzący sprzedawali wszystko, co
było najwartościowsze, byle tylko móc się prywatnie wzbogacić. Kosztem
współobywateli. Zagraniczni biznesmeni robili tu ze skorumpowanymi
polskimi politykami największe interesy swojego życia.
Czym
innym jak nie interesem życia było kupowanie za...quot;symboliczną
złotówkę" zakładów pozostających często w znakomitej kondycji
ekonomicznej, mających ogromny rynek zbytu i sprawdzone kontakty eksportowe
na całym świecie? Tak sprywatyzowano Ponar-Żywiec (wartość aktywów
w 1991 roku to 494 miliardy starych złotych), Kostrzyńskie Zakłady
Papiernicze S.A. (wartość według bilansu w 1992 roku - 250,2 miliarda
starych złotych), Zakłady Przemysłu Dziewiarskiego Juwernia w Cieszynie
(wartość w 1992 roku - 14,1 miliarda starych złotych).
Z
przemówienia 25 stycznia 2002 r.:
Fabryka
Porcelany Wałbrzych S. A. I znowu ten gagatek Lewandowski! (...) I
co, panie Lewandowski, co pan zrobił? Ja pana oskarżam, że pan naraził
skarb państwa na straty - nie pytam, tylko oskarżam zdecydowanie.
Niech pan ma ludzką twarz i wytłumaczy się z tego, jaki to interes
razem z panem Kaczmarkiem, razem z Kaczmarkiem później zrobiliście
na porcelanie. Ile za to wzięliście? Czy ktoś w waszym imieniu wziął
za to?- powiedzcie. Fabryki nie ma, ludzie zwolnieni, a straty budżetu
państwa bardzo duże. Wynagrodzenie członków rady nadzorczej w 1992
roku wyniosło około 0,5 miliona zł. Mało - ktoś powie, ale to 1992
roku, proszę państwa. I takich przykładów można sypać dużo. Wynagrodzenia
dla rady nadzorczej w 1996 roku wyniosły już prawie milion złotych
-prawie milion złotych. A fabryki, powtarzam, nie ma, szczątki.
Co
ciekawe, prywatyzacji towarzyszył zawsze ogromny pośpiech. Dlaczego?
Zawsze starano się sprywatyzować jak najwięcej przed utratą władzy
przez kolejną ekipę. Może dlatego, żeby ustrzec się zaniechania lub
istotnych zmian w kierunkach prywatyzowania obranego przez aktualnie
rządzącą ekipę, a także dlatego, żeby zgarnąć profity obiecane przez
zagranicznych biznesmenów. Leszek Balcerowicz, Janusz Lewandowski,
Jeffrey Sachs byli zdania, że w miarę postępów prywatyzacji opór społeczeństwa
przed nią będzie rósł i dlatego stosowali wszelkie dostępne metody,
żeby tylko jak najszybciej oddawać jak najwięcej polskich zakładów
w obce ręce. Gospodarka polska i my wszyscy z nią związani płaciliśmy
za to wysoką cenę. Od l sierpnia 1990 do 31 grudnia 2001 roku zlikwidowano
prawie 1600 przedsiębiorstw, z tego około 800 z powodów ekonomicznych.
Liczba zatrudnionych w podmiotach gospodarczych z kapitałem zagranicznym
to 923,5 tysiąca ludzi. W spółkach z udziałem kapitału zagranicznego
zatrudnionych jest zaledwie 89,1 tysięcy osób. Bezrobotnych przybyło
przez ten czas 3 miliony. Tak w praktyce wygląda obietnica tego, że
zagraniczny kapitał da nam nowe miejsca pracy.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Sprawa
prywatyzacji. A tu całe teczki dowodów, dokumentów, faktów, proszę
państwa, wszystko, co tylko można tu powiedzieć. Pierwsza taka bardzo
głośna sprawa to jest zakup sprzętu komputerowego, ze szczególnym
uwzględnieniem utworzenia poczty w administracji rządowej. I co tu
się dzieje? 19 stycznia 1994 roku Rada Ministrów przyjęta uchwałę
nr 3 w sprawie utworzenia systemu poczty w urzędach administracji
rządowej. Koordynację w tym zakresie podjął szef Urzędu Rady Ministrów.
Uchwała miała być zrealizowana w ciągu 40 dni. Podsekretarz stanu
pan Zagajewski i pan Andrzej Florczak podjęli się tego w trybie bardzo
pilnym. Wybrano firmę IBM. Uznano, że jej oferta jest najkorzystniejsza,
natomiast dostawcą była firma InterAms II. Koszt jednostkowy komputera
jednego o symbolu IBM PS/YP 6384 KFO wynosił 82 6403 zł.
25
kwietnia 1994 roku URM, bo wtedy jeszcze mieliśmy Urząd Rady Ministrów,
podpisał umowę z firmą na świadczenia serwisowe. Firma InterAms dostarczyła
te komputery do Ministerstwa Edukacji Narodowej. Wartość tej transakcji
i kontraktu była na kwotę, wtedy, w 1994 r., 30 miliardów zł, Główny
Urząd Ceł -21,3 miliardów zł, żeby zobrazować - to jest 300 i 210
bilionów starych złotych, ZUS - na kwotę 75 miliardów zł w 1993 r.
Potężne kwoty, potężne kwoty, proszę państwa. Łączna transakcja na
kwotę 206,8 miliardów zł. I stało się to, że te komputery nie działały
po pół roku. Taki interes na tym zrobiła Polska.
Prywatyzowali
i prywatyzują ludzie, do których nie można mieć zaufania. Wystarczy
przypomnieć niektórych twórców Kongresu Łiberalno-Demokratycznego,
który później stal się częścią Unii Wolności, partii, którą dowodził
prawie aż do jej druzgocącej porażki w ostatnich wyborach parlamentarnych
Leszek Balcerowicz. Machalski sprzeniewierzyli 700 tysięcy złotych
należących do państwowego Kombinatu Górniczo-Hutniczego Miedzi, Wacław
Niewiarowski, minister w rządzie Hanny Suchockiej, przelał na konto
spółki własnego zięcia 300 tysięcy złotych. Hanna Suchocka, chociaż
prasa szeroko sprawę opisywała, nie zareagowała ani jednym słowem
i nie odwołała go ze stanowiska. Zademonstrowała pełne lekceważenie
prawa i poczucia zwykłej ludzkiej przyzwoitości.
Nierzadkie
były powiązania rodzinne przy procesach prywatyzacyjnych. Ministerstwo
Przekształceń Własnościowych, w którym wysokim urzędnikiem był dyrektor
Thieme, zlecało angielskiej firmie konsultingowej Price Waterhouse
Coopers milionowe kontrakty. Nikt nie reagował na informację, że wspólzarządzającą
w tej firmie jest żona pana Thieme. Rodzina państwa Thieme miała się
dobrze za państwowe pieniądze.
Najbardziej
jaskrawym przykładem patologii, które rządzą polską prywatyzacją,
jest fakt, że polski wymiar sprawiedliwości od 10 lat nie potrafi
uporać się ze sprawą karną wytoczoną przez prokuraturę krakowską obecnemu
posłowi Platformy Obywatelskiej, a wcześniej Unii Wolności, Januszowi
Lewandowskiemu, byłemu ministrowi przekształceń własnościowych. Prokuratura
oskarża go o ewidentne czyny kryminalne, których miał się dopuścić
podczas prywatyzacji dwóch krakowskich przedsiębiorstw: Techmy i Krakchemii.
Lewandowski sprzedał te zakłady dwóm partyjnym kolegom Gocmanowi i
Kuśnierzowi, a straty, jakie poniósł przy tej transakcji Skarb Państwa,
NIK ocenił na co najmniej 2,5 miliona złotych. Wybrano gorszego oferenta,
za prywatyzacje zapłacono z zysku zakładów, Janusz Lewandowski antydatował
umowę, czyli po prostu sfałszował dokumenty. Już teraz wiadomo, dlaczego
Lewandowski tak walczy o stołek w parlamencie. Nie chce odpowiadać
za pospolite przestępstwa kryminalne dokonane w majestacie sprawowanej
funkcji rządowej. I jeszcze starcza mu czelności, by wytoczyć bezprecedensowy
proces sądowy urzędującemu prezesowi NIK, bo poczuł się urażony krytyczną
oceną rewidentów Najwyższej Izby Kontroli.
Z
osiągnięć polskiej prywatyzacji warto jeszcze odnotować...quot;sukces"
ostatniego rządu AWS-UW, który długo przymykał oko na poczynania zabójczego
duetu prywatyzacyjnego: Grzegorza Wieczerzaka i Władysława Jamrożego.
Ten tandem naraził Skarb Państwa na straty w wysokości minimum 10
miliardów dolarów podczas prywatyzacji Totalizatora Sportowego, PZU
S.A. i PZU Życie. Przez te kilka lat Wieczerzak zgromadził bajoński
majątek liczony w setkach tysięcy dolarów, stadniny koni w całej Polsce
i luksusowe mieszkania, których kilka miał też Jamroży. Na ile byli
to ludzie...quot;nie do ruszenia", niech świadczy fakt, że aby
odwołać Władysława Jamrożego z funkcji prezesa zarządu Lotto, musiał
się zebrać rząd Rzeczypospolitej. Do tego doszło, żeby człowieka,
który naraził Skarb Państwa na wielomilionowe starty, nie można było
po prostu wyrzucić z pracy, ale żeby w tym celu musiała zbierać się
cała Rada Ministrów!
Ale
pan Wieczerzak to partyjny kolega Jana Marii Rokity, niestrudzonego
moralizatora sceny politycznej. Jego bezkarność tak naprawdę opierała
się jednak na użyteczności dla partii politycznych. To Wieczerzak
był strategiem zamieniającym państwowe pieniądze na partyjne i prywatne.
Zlecenia z PZU płynęły tak wartkim nurtem do ludzi AWS, że mógł się
czuć kompletnie bezkarnym. Do czasu jednak, bo nawet hochsztapler
ma instynkt samozachowawczy. Jest nim możliwość wyciągania większych
i coraz to większych pieniędzy. Żeby tak się działo muszą być zachowane
przynajmniej pozory normalności. Tą granicą dla Wieczerzaka była prywatyzacji
PZU. Oddanie firmy w obce ręce oznaczało odcięcie od koryta. Bo jaki
właściciel zgodziłby się na lewe transfery milionowych kwot. PZU mogło
być kurą znoszącą złote jajka dla kolejnych politycznych ekip. Ale
panowie Krzaklewscy wyznają zasadę, że po nas choćby i potop.
Cała
polska prywatyzacja upstrzona jest aferami, przekrętami i złodziejstwem
w majestacie prawa. Wyliczę tylko te największe:
1)
Fabryka Samochodów Małolitrażowych w Bielsku-Białej - według raportu
NIK, strata 20 miliardów złotych.
2)
PZU S.A. i PZU Życie - strata 37-40 miliardów złotych.
3)
PeKaO S.A. - strata ok. 10 miliardów złotych.
4)
Telekomunikacja Polska S.A. - strata co najmniej 4-6 miliardów; kupiona
miedzy innymi za kredyt zaciągnięty przez firmę Kulczyk Holding za
granicą, od którego odsetki, czyli zysk, wezmą obce banki.
5)
Stocznia Gdańska - strata 119 milionów złotych. Tę skandaliczna aferę
omówię oddzielnie.
6)
Zakłady Przemysłu Papierniczego w Kwidzynie - Fabrykę wartą 350 milionów
dolarów Janusz Lewandowski sprzedał za120 milionów dolarów, tworząc
jednocześnie monopolistę na polskim rynku; sprawa trafiła do prokuratury
i jak wiele innych została umorzona.
7)
Domy Towarowe Centrum w Warszawie - strata 80 milionów złotych; w
grudniu 2001 roku prokuratura wznowiła śledztwow sprawie tej skandalicznej
prywatyzacji.
8)
Huta Warszawa - warta 500 milionów dolarów sprzedana za żałosne 34
miliony, wraz z mieszkaniami pracownikówi 300 hektarami atrakcyjnych
gruntów; opłatę wniesionow skryptach dłużnych, co jest zabronione
przez prawo; przy tejrabunkowej prywatyzacji Janusza Lewandowskiego
wspierałMaciej Jankowski, przewodniczący regionu Mazowsze NSZZSolidarność;
oto...quot;prawdziwy" związkowiec, który godzi się natakie warunki.
9)
Daewoo FSO - nie tylko tanio sprzedane, ale jeszcze - jużjako przedsiębiorstwo
prywatne - otrzymało ulgi i zwolnienia podatkowe na sumę 500 milionów
złotych. Dziś jest zadłużone naokoło miliard dolarów, a koreańskie
kierownictwo wywiozło za granicę miliony dolarów, choć w Radzie Nadzorczej
zasiadał niczego niby nieświadomy obecny wicepremier Marek Poi.
10)
Thomson Consumer Electronik, czyli Polkolor Piaseczno - zostało kupione
za zaledwie 35 milionów dolarów, czyliza cenę gruntów, na których
stała fabryka; straty około 50 milionów dolarów, ale nie mogło być
inaczej, skoro prywatyzował tenzakład kompletnie na niczym się nie
znający obywatel Szwecji,specjalista od musicali i branży rozrywkowej,
Włodzimierz Kubiak; prywatyzacja ze stratą dla Polski nie przeszkodziła
Lewandowskiemu zgodzić się na wypłacenie wynagrodzenia dla Kubiaka
w wysokości 227 tysięcy dolarów.
11)
Cementownia Nowa Huta - sprywatyzowana na rzecz tureckiego koncernu
Rumeli, zadłużona, została zamknięta, a całazałoga poszła na bruk;
sprawę badała prokuratura i jak zwyklewinnych nie znaleziono; ale
cementownia nie pracuje.
12)
Polfa Poznań - sprzedana angielskiej firmie Glaxo za ledwie 220 milionów
dolarów; jeden z najlepszych i największych napolskim rynku producentów
lekarstw; rynku wartym 2-2,5 miliarda dolarów w skali roku.
13)
Spółka prywatna z udziałem Jana Kulczyka, Polenergia,przejmuje od
państwowych Polskich Sieci Elektroenergetycznych handel energią elektryczną
z Niemcami; w ten sposób państwowa firma została pozbawiona zysków
z bardzo dochodowego handlu; zarobił na tym Kulczyk, biznesmen zaprzyjaźniony
z ministrami Wąsaczem i Steinhoffem.
14)
Toczy się w dalszym ciągu postępowanie prokuratorskie wobec firmy
Nicom Consulting, związane z wyborem doradcy w I i II etapie prywatyzacji
Telekomunikacji Polskiej; mowa o 27 milionach złotych strat jedynie
na etapie prywatyzacji.
15)
Prokuratura w Katowicach prowadzi dochodzenie w sprwie nieprawidłowości
związanych z prywatyzacją fabryki Ryfama S.A. w Rybniku, będącej własnością
syna wiceministra gospodarki - Ryszarda Szlęzaka; efekty jej pracy
do tej pory nie ujrzały światła dziennego.
16)
Najwyższa Izba Kontroli stwierdziła zaniżenie wartości prywatyzowanego
Hortexu o co najmniej 300 milionów złotych; wnioski pokontrolne trafiły
do prokuratury, ta jednak umorzyła postępowanie; prezes Hortexu za
swoją pracę przy takiej prywatyzacji pobierał miesięcznie 60 tysięcy
złotych.
Samoobrona
domaga się stworzenia bilansu prywatyzacji i rozliczenia tych, którzy
działali na szkodę interesów Polski. Tych, którzy przyjmowali łapówki,
przymykali oczy, hojną ręką rozdawali ulgi, postawimy przed sądem.
Strategów, którym zabrakło woli i wyobraźni, by ustalić jasne reguły
prywatyzacji, postawimy przed Trybunałem Stanu. Niezwłocznie powinna
zostać powołana sejmowa komisja, która wyjaśni prywatyzacyjne przekręty.
Od rządu Leszka Millera, a szczególnie od ministra Wiesława Kaczmarka,
oczekuję stworzenia strategii prywatyzacji. Określenia, które strategiczne
sektory gospodarki i przedsiębiorstwa będzie kontrolowało i posiadało
państwo. Żądam lustracji gospodarczej tych, którzy odpowiadali za
decyzje prywatyzacyjne, od ministrów poczynając, na ministerialnych
urzędnikach skończywszy. Mam podstawy, by podejrzewać, że duża część
straconych przez państwo pieniędzy trafiła na ich prywatne konta.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r.:
Przejdźmy
teraz do konkretnych spraw, które Polska musi usłyszeć; zażądamy na
to odpowiedzi. Kto sprzedał FSM Bielsko-Biała? Straty według Najwyższej
Izby Kontroli to 20 326 milionów złotych. Jeden z ojców chrzestnych
Platformy Obywatelskiej. Czy postępowanie się toczy? Olechowski dopuścił
się przestępstwa. Nie, co to za przestępstwo? 20 miliardów zł? To
przecież żadna kwota. Brakuje dwóch, to sięga się do kieszeni wyborców,
ludzi najbiedniejszych. Kto odpowiada za prywatyzację PZU SA i PZU
Życie? Strata: 3740 miliardów zł. Pan Wąsacz. Nie ma go. On już nie
jest od was. On chyba jest z Samoobrony? Kto sprzedał PKO S.A.? 10
miliardów zł straty. TPS S.A. pani Kamela-Sowińska 4 miliardy zł straty.
Stocznia Gdańska, panie marszałku Plażyński, pana sprawa. Jak już
powiedziałem, nie potrafiliście uratować kolebki, a chcecie ratować
Polskę.
Cała
prywatyzacja w Polsce wygląda na umyślnie nieprzygotowany proces,
nad którym nikt i nic nie panuje. Nie sformułowano żadnych strategicznych
celów oddania w prywatne, najczęściej niepolskie, ręce polskiego majątku
narodowego, nie ma jednej ogólnie obowiązującej metodologii wyceny
majątku pozostałego po PRL i skutków finansowych jego sprzedaży. Żaden
rząd nie zadał sobie trudu, by sporządzić rzeczową i obiektywną analizę
efektywności finansowej podejmowanych do tej pory prywatyzacji, przy
jednoczesnym niechętnym przyjmowaniu do wiadomości opinii niezależnych
ekspertów. Podobnie, żaden z gabinetów rządowych nie zastanawiał się
nad kosztami ogromnych ulg podatkowych dla zagranicznych inwestorów
i transferowaniem przez nie niebotycznych zysków za granicę. Nie prowadzono
przez dwa lata żadnej ewidencji księgowej operacji finansowych związanych
z prywatyzacją, sprzedażą akcji i udziałów, co umożliwiło niekontrolowany
przepływ pieniędzy do kieszeni prywatnych. Krótka historia prywatyzacji
w Polsce to mnóstwo wadliwych prawnie i nieprecyzyjnych umów prywatyzacyjnych,
których realizowanie pozwalało odnosić zyski prywatnym osobom, przedsiębiorstwom
i koncernom, i przynosiło straty państwu polskiemu. Nagminne było
to, że już po przejęciu przez obcy kapitał polskich zakładów właściciel
sprowadzał części i podzespoły ze swej zagranicznej centrali, co doprowadzało
krajowych kooperantów do bankructwa i likwidacji kolejnych miejsc
pracy. Poza tym prowadziło to do zwiększenia deficytu handlowego Polski
z 10 do 20 miliardów dolarów rocznie.
Z
przemówienia w Sejmie, 29 listopada 2001 r.:
W
tym czasie, kiedy w 1989 r. dług zewnętrzny wynosił ok. 40 miliardów
dolarów... Prof. Belka dzisiaj powiedział, że umorzono nam 50 procent,
to znaczy 20 miliardów dolarów. I wy,oddając władzę nie tak dawno,
zostawiliście 65 miliardów dolarów długu zewnętrznego. I z czego się
cieszycie? Z czego? Gierek zadłużył kraj? Gierek ratował Polskę. Technologie
stare sprowadzał, oczywiście, ale nie zadłużył kraju. Teraz co zbudowaliście?
Ile zbudowaliście mieszkań, ile zbudowaliście dróg, ile fabryk? Wszystko
zniszczyliście. Cieszycie się dzisiaj? Cieszcie się dalej z tego.
Dług wewnętrzny nie istniał przedtem w Polsce, bo przedsiębiorstwa
były państwowe, oczywiście, że dotowane. Na dzisiaj ten dług wewnętrzny
to znowu deficyt w budżecie państwa, a ten dług to około 70 miliardów
zł. Deficyt zostawiliście, prawie 80 miliardów zł. I wy jesteście
zadowoleni, pełni poczucia humoru, nie odpowiadacie. Za co? Wy przecież
nie wiedzieliście nic. To tylko premier jest winny, tylko Buzek winny,
a wy nie, wy jesteście święci.
Nasza
dzisiejsza dramatyczna sytuacja ekonomiczna jest, niezależnie od nieudolności
ostatnich rządów, również rezultatem takiego sposobu wyprzedaży majątku
narodowego. Chwalcy dzisiejszych porządków zawsze mają na podorędziu
argument, że w czasach Gierka Polska była zadłużona. Czyżby? Rzeczywiście,
za rządów Edwarda Gierka Polska była zadłużona na 22 miliardy dolarów.
W roku 1990 dług wzrósł do 48,5 miliarda dolarów, i to mimo redukcji
długu ze strony zagranicznych wierzycieli, a na koniec 2001 roku długi
naszego kraju wynoszą około 70 miliardów dolarów, licząc zadłużenie
zewnętrzne i wewnętrzne razem. Zadłużenie zagraniczne polskich przedsiębiorstw,
szczególnie tych z udziałem kapitału zagranicznego, wynosi około 30
miliardów dolarów. Jasne, że splata długów wraz z odsetkami to świetny
interes dla banków, które tych pożyczek udzieliły Niestety, to nie
są polskie banki.
Spłata
zadłużenia zagranicznego jest oczywiście istotna, ale jeżeli w państwie
budżet ledwo się domyka, to może lepiej spłacać te długi przynajmniej
w terminie, a nic przedterminowo - jak w przypadku 3 miliardów dolarów
długu wobec Brazylii, który spłaciliśmy na 3 lata przed terminem,
a w budżecie na 2002 rok na przedterminową spłatę pożyczek zagranicznych
przewidziano aż 34 miliardy dolarów. I to w sytuacji, kiedy coraz
więcej ludzi w Polsce dosłownie przymiera głodem. Co gorsza, w 2002
roku Polska zadłuży się na kolejne 36 miliardów dolarów.
Długi
mają wszyscy - nie tylko państwo polskie, ale szpitale -około l miliarda
dolarów, koleje państwowe - 8 miliardów, samorządy - 3,5 miliarda
dolarów. Nawet stolica, pod...quot;światłymi" rządami prezydenta
Pawia Piskorskiego, ma prawie miliard dolarów długu. Ma za to bogatego
prezydenta, który opowiada, że do swojego ogromnego majątku doszedł
przez kilka zaledwie lat... grając na giełdzie. Ciekawe, czy Piskorski
liczy na to, że ludzie dadzą wiarę tym skandalicznym, obrażającym
inteligencję odbiorców, wyjaśnieniom?
Bardzo
niebezpieczne jest zadłużenie Zakładu Ubezpieczeń Społecznych, w którego
rękach leży los milionów emerytów. Instytucja ta pod rządami kolejnych
nieudolnych prezesów doprowadzona została do stanu 12-miliardowego
zadłużenia, z czego 4 miliardy złotych winna jest Otwartym Funduszom
Emerytalnym. Oznaczać to może w najbliższych latach brak możliwości
realizowania swojego statutowego obowiązku wypłacania rent i emerytur.
Piąty
co do wielkości rynek w Europie sprzedano za grosze, dając jednocześnie
możliwości nieskrępowanego bogacenia się wybranym. I trzeba powiedzieć,
że skok na kasę udał się polskim elitom politycznym doskonale. Dziś
pławią się w dobrobycie, odwracając z niechęcią oczy, gdy z okien
swoich limuzyn widzą żebrzących ludzi. To nie są widoki dla nich,
bo oni mają z czego żyć: członkowie zarządu BIG Banku Gdańskiego zarabiają
450 tysięcy złotych miesięcznie, 180 razy więcej niż przeciętny Polak
i 370 razy więcej niż pielęgniarka, członek Zarządu Banku Przemyslowo-Handlowego,
tego który nie chce prolongować długu Daewoo, przez co na ulicy może
znaleźć się tysiące ludzi, dostaje 160 tysięcy miesięcznie, w Banku
Zachodnim - 145 tysięcy miesięcznie. W bankrutującym Elektrimie -
142 tysiące, w oddanym Włochom PeKaO S.A. prezesi zarabiają po 125
tysięcy, ale za to zwolnili z banku 2 tysiące Polaków. W Polarze zysk
spadł o 300 procent, ale nie przeszkadzalo to brać członkom zarządu
po 70 tysięcy miesięcznie. Leszek Balcerowicz brał w 2000 i 2001 roku
44 tysiące miesięcznie, a mimo to nie płacił składki ZUS, jeździł
służbowym samochodem, kupował garnitury z funduszu reprezentacyjnego.
Te jego 44 tysiące to 44 razy więcej niż przeciętna emerytura. Sam
sobie przyznawał premie za pracę na rzecz doprowadzenia Polski do
obecnego stanu.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r.:
Zakłady
w Kwidzynie - pan Lewandowski. I co? Półtora miliarda złotych w tamtych
latach; dzisiaj przez dwa trzeba pomnożyć. Siedzi podparty, spokojny.
A jakże, dobrze się żyje.
Następnie
Gerber Alima, Polkolor. Strata miliard złotych. Pan Lewandowski. Na
szczęście Trybunat Konstytucyjny uchwalił wczoraj, że immunitet nie
będzie chronić przestępców. Szukacie ich w Samoobronie? Znajdziemy
ich! Znajdziemy was! Przypomnicie sobie moje słowa z tej trybuny.
Znajdziemy was! Prokuratorzy wezmą się za was, a pana postępowanie
w Krakowie, panie Lewandowski, powinno być dawno wznowione. Jakąś
wykładnię Trybunal przedstawił dopiero teraz, kiedy Samoobrona jest
w Sejmie. Dlaczego nie zrobił tego wcześniej? Była jasna wykładnia.
Mówiliśmy cały czas, że ona była jasna. Postępowanie musi się toczyć.
Czy kiedykolwiek powiedziałem, że nie chcę być sądzony? Chcę. Pisma
składałem do sądów. Wy jakoś nie składaliście przedtem. Nie wiem,
czego się baliście. Wiadomo jednak: jeśli nie wiemy, o co chodzi,
to wiemy, o co chodzi.
Polska
z jej nierównościami społecznymi jest chorym człowiekiem Europy, bardziej
przypomina jakąś republikę bananową, gdzie grupa kacyków pławi się
w luksusie, a reszta społeczeństwa przymiera głodem. Rozpiętość między
najlepiej i najgorzej zarabiającymi pracownikami wynosi w Polsce 1:1000,
podczas gdy w Szwecji 1:4, w Wielkiej Brytanii 1:7. Przeciętna emerytura
to 690 złotych, najniższe wynagrodzenie - 760 złotych. Bezrobocie
w Polsce, liczone według standardów europejskich, wynosi 20 procent,
ale wraz z tym utajonym, głównie na wsi - aż 40 procent. 2 miliony
bezrobotnych pozbawione są prawa do zasiłku. 70 procent polskich rodzin
osiąga obecnie dochody poniżej 500 złotych na osobę miesięcznie, co
stanowi granicę ubóstwa, 20 procent nie osiąga nawet 200 złotych na
osobę miesięcznie. Co Polacy muszą zrobić, żeby rządzący ich dostrzegli?!
Wyjść umierać na ulice? 8 milionów Polaków żyje w skrajnej nędzy.
Wystarczyłoby, żeby ich dochody miesięcznie wzrosły o 120 złotych
i mogliby wydobyć się z upokarzającej biedy.
Liberalni
eksperci występujący w telewizji uważają, że za dużo Polacy wydają,
za dużo konsumują i w ogóle żyją ponad stan. Wystarczy tylko trochę
zabrać im praw pracowniczych, pozbawić praw socjalnych i już będzie
lepiej. Może bogaci będą jeszcze bogatsi, ale biednym nie poprawi
się ani na jotę. Godzina pracy Polaka kosztuje 6 razy mniej niż Niemca
i Duńczyka i 1,5 - 3 razy mniej niż najbiedniejszych w Europie Greków.
Na wsiach 70 procent rodzin żyje poniżej minimum socjalnego, 20 procent
- poniżej minimum egzystencji, a blisko 40 procent nie wykupuje przepisanych
im lekarstw. 45 procent nie stać na zjedzenie ryby lub mięsa co drugi
dzień, 72 procent nie może nawet pozwolić sobie na tygodniowy wypoczynek
raz w roku.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
NFI,
największa afera, największe oszustwo w dziejach Polski. Kto to wymyślił?
Kto za tym stoi? Ano pan Lewandowski, ten, któremu immunitet Wysoka
Izba uchyla już 8 lat, jeśli się nie mylę. Czterech ministrów wystąpiło
o to, aby uchylić mu immunitet. Nie, po co, to nasz człowiek. Czy
to lewa strona, czy to środek -bo nie chcę obrażać prawej strony -jest
to samo: to jest nasz, oddany. Razem z Kaczmarkiem obydwaj doprowadzili
do tego. NFI dzisiaj przynoszą same straty. Mówiłem wtedy, że te świadectwa
będą niczym. Mogę to mówić, dlatego że ja nie dąłem się oszukać. Ja
tego świadectwa nie kupiłem. Na dzień dobry kazali jeszcze za wstęp
zapłacić. Będziecie mieć duże pieniądze, ale za wstęp do tego biznesu,
który przyniesie takie zyski, musicie zapłacić po 20 zł. Powiedziałem:
Nie, ja tego nie kupię i nie kupiłem. Można to sprawdzić. Kupiła żona,
pytała, czy może kupić. Tak, ale dlaczego? Mówię: kup, tylko dlatego,
żebyśmy dzieciom pokazali kiedyś, jaki biznes zrobiono na Polakach,
jaki to Zachód zrobił biznes na Polakach. Chodziło o to, żebyśmy później
je mieli i mogli dzieciom pokazać. 20 zł. Praca naszych dziadków,
naszych ojców, nasza praca. Wyceniono ją na 20 zł. Ale obiecali, mówili,
ile to będzie pieniędzy. Ludzie, nie pomieścicie ich nie tylko w kieszeniach,
ale w torbach, z walizkami będziecie do banków przychodzić, takie
były głosy. Balcerowicz podreptał do okienka pierwszy. Kupuję świadectwo
- mówi - kupuję świadectwo. I kupił, kupił. Prawie 28 milionów ludzi
oszukał. Rodacy! Zastanówcie się, na kogo my głosujemy, kogo wybieracie?
Opamiętajcie się! Przecież to jest jedno wielkie oszustwo, jedno wielkie
złodziejstwo. Funduszami tymi zarządza Zachód, firmy zachodnie, których
zarządy wypłacają sobie rocznie nieduże kwoty, tylko niektóre przytoczę:
l 600 000 euro rocznie. Mała kwota, to jest około 5 milionów zł, 50
miliardów starych złotych. Co to jest, jeśli prezesi banków biorą
po 9 miliardów starych złotych miesięcznie. To nie jest dużo. Bogaty
kraj, świadectwa rosną w siłę. Ludzie żyją dostatnio, coraz lepiej
im się żyje, tak, że mogą tam brać.
Żaden
z funduszy nie ma zysku. Coś tam o jednym przebąkuje się teraz, że
podobno jakiś zysk wykazał. Aleja tego jeszcze nie widziałem, dlatego
operuję tymi danymi, które mam. Pierwszy NFI- strata 5 milionów, prawie
6 milionów zł. Drugi NFI - 5 milionów. NFI Jupiter - prawie 20 milionów
zł straty, NFI IV Progress -prawie 9 milionów strat. NFI V Victoria
- 4 miliony strat. NFI VII -4,5 milionów strat. NFI IX imienia wielkiego
człowieka, Eugeniusza Kwiatkowskiego. Patrzcie, jaka perfidia, jakie
to sprytne, Kwiatkowski, twórca Polski w latach 20., 30., człowiek
zasłużony dla kraju, i teraz nazywa się jego imieniem, szubrawcy nazwali,
ten fundusz, żeby oszukać ludzi, bo jak już imienia Kwiatkowskiego,
to na pewno jest dobrze. Strata tego funduszu na dzisiaj - tylko 13
milionów zł, bardzo mała. NFI Foksal - 6,5 milionów zł. NFI XIII Fortuna
- 6,5 milionów zł. NFI XIV Zachodni -7,5 milionów zł. I tak co roku,
same straty, a pieniądze idą na Zachód. Żeby było śmieszniej, fundusze
NFI na dzień 30 czerwca 2000 roku... Strata wszystkich funduszy wyniosła
ok. 333 miliony zł. To jest 70 procent kapitału zapasowego. Jest ona
111 razy większa od kapitału akcyjnego. To są interesy. Za to nikt
w Polsce nie odpowiada, nikomu nic nie grozi, wszyscy mają się bardzo
dobrze.
NFI
dostały jeszcze środki pomocowe. Tak. Im trzeba było jeszcze pomóc,
żeby te 20 zł kiedyś przerodziło się w 20 milionów nowych złotych.
Środki pomocowe z budżetu państwa, z budżetu, z budżetu, w którym
nie ma na służbę zdrowia, nie ma na szkolnictwo, nie ma na wojsko,
na policję. Dostały w 2000 roku z budżetu tylko 59 milionów zł, z
budżetu państwa. Nie słyszałem w Sejmie, żeby ktoś z tej trybuny alarmował,
krzyczał. Ba, bierzemy kredyty z Banku Światowego i dofinansowujemy
fundusze NFI. Z Banku Światowego jest to kwota, pożyczka przyznana
dnia 10 lipca 1991 roku, wykorzystana później, w wysokości 155 milionów
dolarów i drugie 260 milionów dolarów. Nie ma w Polsce pieniędzy;
biedny kraj. Udowadniam w ten sposób, że NFI nic nie znaczą dzisiaj,
ale panowie prezesi, zarządy i kapitał zachodni mają się dobrze. NFI
również udzielał poręczeń. Największe straty w latach 1995-2000 wykazał
NFI Foksal, tam strata wyniosła, szanowni państwo, 345 milionów zł.
A najmniejsza strata w NFI im. Kwiatkowskiego; w porównaniu z tamtą,
345 milionów zł, tutaj 333 miliony zł-w ciągu 5 lat. O czym to świadczy?
A państwo włożyło w NFI kwotę 252 milionów zł w latach 1995-2000.
Skąd te pieniądze się brały? Na nic, przypominamy sobie, pieniędzy
w kraju nie było. Mówiono ciągle, że nie ma pieniędzy. Dla zarządów
na pensje pieniądze z budżetu państwa nawet się znalazły.
Może
ktoś powiedzieć, że przecież i tak jest lepiej niż za komuny. Nieprawda.
Nasi liberałowie krzyczeli, że jesteśmy tygrysem Europy Wschodniej,
bo przyrost naszego produktu krajowego brutto wynosił po 6 i więcej
procent rocznie. A to nie było nic innego jak tylko zwykła manipulacja
liczbami. Bo jeżeli PKB przyjąć jako 100 procent w 1989 roku, to okaże
się, że w 1998 roku nasz PKB wynosił 115 procent, czyli rocznie wskaźnik
ten wrósł o 1,7 procentu. Symboliczny przyrost, tym bardziej że w
takim samym okresie PKB Chin wzrósł o 143 procent, Indii 64 procent,
Litwy o 69 procent, a przeciętna dla świata wynosiła 29 procent. Gdzie
wiec są te osiągnięcia naszych cudotwórców gospodarczych? Gdyby Polska
była takim rajem, jak wmawia nam Balcerowicz i spółka, to nikt by
nie ucieka! z Polski. A w latach 1991-1995 wyemigrowało z kraju ponad
100 tysięcy ludzi, od 1995 roku 25 tysięcy rocznie opuszcza Polskę.
To ludzie wykształceni, prężni i dynamiczni, których siły i umiejętności
tak bardzo są tutaj potrzebne. Ale oni najwidoczniej nie widzą dla
siebie perspektyw. I trudno się im dziwić. Za przeciętne miesięczne
dochody ludzie mogli kupić w 1988 roku 1154 bochenki chleba, w 1999
- już tylko 672, wołowiny bez kości w roku 1988 - 95 kg, 11 lat później
- 62,7 kilograma, mleka 2794 litry w 1988 roku, a po 11 latach liberalnej
gospodarki - zaledwie 390 litrów. Spadek dochodów realnych ciągu pierwszych
trzech lat nowej, jakoby sprawiedliwszej, Polski, dla rolników wyniósł
59 procent.
Jakie
jeszcze dane mam przytoczyć, żeby udowodnić, że przez ostatnie 12
lat doprowadzono Polaków na dno upokorzenia, że cierpią nędzę, że
wszystkie te okrągłe frazesy, którymi karmili nas kolejni politycy,
to było kłamstwo? Wiem, że cokolwiek bym powiedział, to i tak nie
wzrusza to polskich polityków liberalnych. Oto, co w wywiadzie dla
Gazety Wyborczej powiedział wspominany tu kilkanaście razy były minister
i obecny poseł Platformy Obywatelskiej - Janusz Lewandowski:
Dziennikarz
Wyborczej: -...quot;To znaczy, że ludzie z pegeerów muszą wymrzeć?"
Lewandowski:
-...quot;Tacy, jakimi są, nie mają szans na sukces. Socjalizm okaleczył
ich, wyuczył bezradności".
Oto
byty członek rządu RP, poseł, publicznie oświadcza, że jeżeli ktoś
nie przystosuje się do reguł, jakie wymyślił chce wprowadzić w Polsce
Lewandowski i jego koledzy, to niech zdycha. Jego to nic nie obchodzi.
To rzadki przykład cynizmu i pogardy dla społeczeństwa.
Dorzućmy
jeszcze jednego intelektualistę - profesora Marcina Króla, historyka
idei, jak go przedstawiają czasopisma, byłego naczelnego miesięcznika
Res Publica, czytanego swego czasu nade wszystko przez polskich intelektualistów.
Profesor Król zawsze mówił pięknie o demokracji, umiłowaniu wolności,
równości i braterstwie. Do czasu, gdy biedni ludzie upomnieli się
w demokratycznych wyborach o swoje prawa, kiedy w sile nagle urosła
Samoobrona. Nie dlatego, że Lepper nagle się wszystkim spodobał, ale
dlatego że w Polsce ludzie nie mogą normalnie żyć i pracować. I co
wtedy mówi intelektualista Król?...quot;(...) Trzeba pokazać społeczne
oblicze Samoobrony - to że reprezentuje warstwę dawniej określaną
mianem drobnomieszczańskiej, a nie ludzi usuniętych poza nawias, biednych,
bezrobotnych i wykluczonych. Trzeba (...) podzielić od wewnątrz, co
na pewno jest możliwe. Jednych można kupić, innych postraszyć, trzecich
zamknąć/' Ile w tym jaśniepańskiej pogardy dla zwykłych ludzi, odmawiania
im praw do walki o godność. Jedyne, co potrafi człowiek z naukowymi
tytułami, to lżyć i sugerować, że należy wsadzać nas do więzień, przekupić
albo zastraszyć. A poza tym pan Król jest demokrata pełną gębą. Pod
warunkiem, że demokracja oznacza, iż niezadowoleni będą siedzieć cicho,
a także cicho i spokojnie zdychać z głodu, nie zakłócając przy tym
spokojnego snu Marcina Króla.
Katolicki
dziennikarz Maciej Łętowski tak ocenia wyborców Samoobrony:...quot;Dla
wiejskiej i małomiasteczkowej tłuszczy Lcp-per już zawsze będzie...quot;marszałkiem"
bez względu na to, jaki fotel zajmuje na Wiejskiej. Im bardziej zostanie
upokorzony w stolicy, tym bardziej będzie kochany przez tych, którzy
na bazarach handlują rosyjskimi perfumami i białoruskim szampanem."
Łętowski znajduje jedno określenie na tych, których bieda i brak pracy
zmusił do powiedzenia...quot;dość" dotychczasowym elitom, l to
...quot;dość" wzbudziło strach takich ludzi jak Łętowski i Król.
Mówią więc publicznie: tłuszcza, chamy, posadzić. Bo nie im nie mają
innego do zaproponowania.
Panie
Premierze Miller, Samoobrona żąda raportu o prywatyzacji i jej efektach.
Rząd musi odpowiedzieć na zarzuty rozkradania majątku narodowego oraz
korupcji i łapówkarstwa. Żądamy pociągnięcia za nadużycia do odpowiedzialności
karnej, cywilno-prawnej i politycznej osób, niezależnie od pełnionej
funkcji i opcji politycznej. Polski nie stać na tolerowanie nieudaczników
i złodziei.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|