|
WŁADCY I PODDANI
Warszawa, 2002
Nie waham się oskarżyć polityków, zarówno tych z prawej
jak i lewej strony, o to, że stworzyli system umożliwiający grabienie
Polski w majestacie prawa. Z podziwem patrzyłem, kiedy przy Okrągłym
Stole dokonywała się bezkrwawa polska rewolucja. Dawała nadzieję na
stworzenie demokratycznego państwa, nie tylko wolnej myśli ale przede
wszystkim równych szans. Państwa, w którym nie brakuje nie tylko idei,
ale i chleba. Wkrótce okazało się, że za drzwiami gabinetów nowej,
tym razem podobno demokratycznej, władzy wolnej Polski nastąpił gospodarczy
rozbiór kraju. Niesione na sztandarach Solidarności hasła wolnego
rynku i równych szans panowie Balcerowiczowie, Bieleccy, Lewartdowscy
zamienili w maszynkę do tworzenia uprzywilejowanej kasty kolesiów
z partyjnych i politycznych układów. To właśnie Jan Krzysztof Bielecki
i jego rząd zrezygnowali z przyjętej przy Okrągłym Stole zasady wolności
gospodarczej. Na powrót wprowadzili tak krytykowane przez Solidarność
koncesje. Po co? Bo to doskonały interes. Jednemu można dać, innemu
nie. A ten, kto dostaje możliwość zarabiania, płaci, i to słono. Nie
do państwowej kasy tylko na prywatne i partyjne fundusze. Zasiadający
w rządzie prywatni przedsiębiorcy załatwiali te sprawy ze swoimi kumplami.
Hasło...quot;żyj i pozwól żyć" zaczęło dotyczyć wąskiego kręgu
kolesiów. Pan Glapiński handlował w ten sposób koncesjami na paliwo,
bracia Kaczyńscy i Mieczysław Wachowski - w owym czasie urzędnicy
prezydenccy - dzięki swoim kontaktom załatwiali lukratywne kontrakty
na handel bronią. Ich partie...quot;rosły w silę, choć ludziom żyło
się coraz mniej dostatnio", że dokonam trawestacji starego pezetpeerowskiego
hasła, bo od najgorszych wzorców totalitarnej partii ówcześnie rządzący
niczym, ale to zupełnie niczym, się nie różnili. Żadnych dobrych cech
poprzedniego systemu nie byli uprzejmi przejąć. Co dobre i trudne
w ząbki kłuło, a to, co podłe, popłacało!
Jak grzyby
po deszczu rosły spółki nomenklaturowe - czym innym był taki Telegraf,
czy Fundacja Prasowa Solidarności? Dziwię się tylko, że organa ścigania
kompletnie lekceważą świadków, którzy mówią, jak w owym czasie grabiono
Polskę, na jaką skalę kwitła korupcja. Ślady czysto kryminalnych afer,
takich jak FOZZ czy Art. B, wiodą wprost do panów Kaczyńskich i Bieleckich.
Janusz Cliff Iwanowski-Pineiro zeznał, że przekazywał pieniądze braciom
Kaczyńskim, Adamowi Glapińskiemu, i co? Nic! Prokuratury ten trop
nie interesuje. Podobne zeznania złożył Bogusław Bagsik i również
cisza. Dlaczego? Bo prokuratura w przeciwieństwie do sądów nie jest
niezawisła, tylko hierarchiczna. Na jej czele stoi minister sprawiedliwości,
czyli polityk. A nikomu ani z prawej, ani z lewej strony nie zależało
na tym, by proceder zwalczyć, bo skąd brałyby się fundusze wyborcze
partii. Za co panowie ministrowie budowaliby sobie domy i kupowali
samochody. Gdzie wreszcie znaleźliby pracę, kiedy już ministrami nie
będą. Po to byli kumple, którzy czuli się w obowiązku, by się odwdzięczyć.
Pomniejsi złodzieje, tacy jak Lewandowski czy Glapiński, lądowali
w prywatnych firmach. Większych, tych co Polskę prowadzili na skraj
bankructwa, żeby oczyścić pole dla ogromnych zachodnich firm, przytulały
instytucje międzynarodowe. Choćby pana Bieleckiego - Bank Światowy.
To, co prawica
zaczęła, lewica wraz z PSL skończyły. Szybko okazało się bowiem, że
system działa i jest korzystny dla tych, co u koryta. Tak zachłannej
i pozbawionej wszelkiej przyzwoitości partii jak PSL ze świecą by
szukać. Inter Armsy, fundusze celowe, rządowe fundacje i konsorcja.
To dopiero była wyżerka dla panów Buchaczy, Podkańskich i Pawlaków.
To oni sprzedawali przedsiębiorstwa poniżej ich wartości. Dlaczego?
Bo jeśli fabryka warta była 100 min, a koleżka płacił 10 i jeszcze
l min pod stołem, było oczywiste, jaka oferta lepsza! Nie dla Polski
bynajmniej! Cwaniacy i kombinatorzy w taki sposób przejęli FSM, tak
doprowadzono do upadku Stoczni Gdańskiej. Prywata i korupcja - taka
była zasada postępowania władzy za Pawlaka, doprowadzona do perfekcji
za Buźka. Państwowe stanowiska stały się nie tylko lukratywnymi synekurami,
ale też wyborczą kiełbasą dla działaczy. Bardziej się przyłożysz,
więcej głosów zyskasz, to damy ci lepszą posadkę - taką, na której
więcej można zarobić na lewo. Przytulimy na stanowisko i...quot;skromna
urzędnicza pensyjka" będzie jedynie mikrym ułamkiem dochodów.
...quot;Pensyjka" kilkakroć wyższa niż to, za co utrzymać się musi
70 procent Polaków. Właśnie po to tworzono fundusze, setki stanowisk
w administracji rządowej, tysiące w lokalnej. Bo głodnych gardeł było
coraz więcej. Ci z wierchuszki to wierzchołek góry lodowej -w terenie
korupcja i kolesiostwo zakwitło na skalę gigantyczną. Zyskami z prywatyzacji
mogli podzielić się nieliczni, ale były jeszcze lukratywne zlecenia
publiczne. W każdym urzędzie, ministerstwie, gminie, powiecie. Na
jednych zarabiało się miliony, na innych tysiące. A za wszystko i
tak płacili podatnicy - czyli my wszyscy.
Ile poszło
bokiem i zasiliło prywatne kieszenie i partyjne konta? To zadanie
dla policji i prokuratury, jeśli funkcjonariusze przestaną trząść
się ze strachu przed kolejnymi partyjnymi decydentami. Bez trudu jednak
można oszacować, ile kosztuje funkcjonowanie systemu pozwalającego
w majestacie prawa okradać Polaków. Patrząc na ostrożne szacunki ekonomistów,
można się przerazić. Oto w prawie 2,5 tysiąca gmin jest blisko 50
tysięcy radnych, plus 2,5 tysiąca wójtów oraz około 12 tysięcy etatowych
członków zarządów (w jednym samorządzie każdego szczebla ustawowo
musi ich być od 3 do 7). W 315 powiatach samych radnych jest ponad
10 tysięcy. Oprócz tego prezydenci, wiceprezydenci i członkowie zarządu.
Idąc wyżej - w 16 województwach jest 16 marszałków, przynajmniej 32
zastępców oraz minimum 48 etatowych członków zarządów. Do tego 850
radnych.
Radnych samorządowych wszystkich szczebli jest zatem blisko 64 tysiące.
Przyjmując, że każdy z nich dostaje tylko 500 zł miesięcznie, można
oszacować roczny koszt utrzymania radnych: grubo ponad 380 milionów
zł! Stosując tę samą metodę, da się wyliczyć koszt utrzymania 10 tysięcy
ludzi pracujących w zarządach gmin - co najmniej 120 milionów złotych
rocznie. Utrzymanie zarządów powiatów kosztuje podatników około 30
milionów zł. Prezydenci, wiceprezydenci i członkowie zarządów miast
to koszt około 35 milionów złotych. Za utrzymanie samorządowców wojewódzkich
budżet państwa musi zapłacić jakieś 8 milionów zł.
Z przemówienia
w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Jednostki
samorządowe - też wielka sprawa, oczywiście te wyższego szczebla,
nie wszystkie. Wspomnę tylko o niektórych. W gminach, w starostach,
w sejmikach nie ma na nic pieniędzy. Gminy dają ludziom zasiłki w
kwocie 20, 50, i 150 zł miesięcznie, ale diety są bardzo duże, diety
i wynagrodzenia. Marszałek w Kujawsko-Pomorskiem w 1990 roku zarabiał
14,9 tysiąca zł brutto, w Podkarpackiem - 9,8. Diety urzędników w
urzędach marszałkowskich wynoszą od 7 do 18 tysięcy zł, w powiatowych
- od 900 do 1500. Pensje członków zarządu: największe u pana, którego
dzisiaj nie ma na tej sali, obrażonego, byłego prezydenta Warszawy,
Piskorskiego, w jego gminach. Gmina Warszawa-Ursynów: burmistrz zarabiał
wtedy około 26 tysięcy zł miesięcznie, trzej zastępcy od 22 do 23
tysięcy. Burmistrz gminy Warszawa-Białołęka - 25 tysięcy zł, trzej
zastępcy -po 21. Nagrody, które sobie przyznawali - od 200 zł do 27
tysięcy zł. I znowu w kraju nie ma pieniędzy.
Skromnie
licząc, ze sprawowania władzy samorządowej żyje w Polsce około 180
tysięcy ludzi, którzy stanowią dla budżetu państwa obciążenie w wysokości
prawie 1,8 miliarda zł! Oto realny koszt reformy samorządowej, podobno
jedynej reformy, która się rządowi Buźka udała. Gratulacje!
Główny Urząd Statystyczny obliczył, że jeszcze więcej ludzi pracuje
w administracji państwowej: ponad 300 tysięcy. W tym w administracji
centralnej - 106 tysięcy, w centralach ministerstw i jednostkach służby
zagranicznej - ponad 21 tysięcy, w terenowych organach rządowej administracji
specjalnej - ponad 85 tysięcy, administracji ogólnej - 24 tysiące,
w urzędach wojewódzkich - 10 tysięcy, a w jednostkach pomocniczych
- 14 tysięcy. Utrzymanie ich wszystkich kosztuje przynajmniej 15 miliardów
zł!!! Możliwości oszczędzania są olbrzymie. Wykorzystajmy je.
Ci sami statystycy
oceniają, że spośród prawie 16 milionów pracujących Polaków poniżej
średniej krajowej (niecałe 2 tysiące zł miesięcznie) zarabia 75 procent
z nich, czyli 12 milionów ludzi. Aż 13 procent zatrudnionych - ponad
2 miliony obywateli - zarabia mniej niż połowę średniej krajowej.
Emerytów
i rencistów jest w naszym kraju 9,4 miliona, a średnia emerytura lub
renta wynosi niecałe 900 zł.
Przyjmuje
się, że minimum socjalne dla 4-osobowej rodziny (dwoje rodziców i
dwoje dzieci poniżej 14. roku życia) wynosi 1600 zł netto. Poniżej
tej kwoty zaczyna się niedostatek, w którym żyje w Polsce 56 procent
społeczeństwa. Na wsi poniżej minimum socjalnego egzystuje 67 procent
rodzin, w tym 27 procent żyje poniżej granicy ubóstwa, a 13 procent
- poniżej minimum egzystencji. Oznacza to, że co siódma wiejska rodzina
cierpi głód!
Z przemówienia
w Sejmie 29 listopada 2001 r.:
Kiedy mówiłem
o bezrobociu, które oficjalnie osiągnęło 3 milionów, a drugie tyle
nieoficjalne, kiedy mówiłem, że 80 procent tych ludzi nie ma prawa
do zasiłku i nie ma środków do życia, oczywiście też nie słuchaliście.
Opieka społeczna, może tego nie wiecie, to w końcu sobie zakodujcie
w podświadomości, daje ludziom po 20, 30, 50 zł miesięcznie na 2,
3, 4 osoby w rodzinie. I co, tego też nie wiecie, tak? Tego też nie
słuchaliście, bo po co. I wy, SLD i PSL, też, oczywiście, w lipcu
1994 r. przyjęliście antyludzką ustawę o eksmisji ludzi na bruk. Wstydziliście
się za to, chcieliście ją zmienić; zbyt długo to trwało. Nie myśleliście
o tym, że ludzie są biedni w Polsce? Patrzyliście tylko poprzez pryzmat
tej sali, gdzie żyje się nieźle? Trzeba spojrzeć tam, na dół. Tam
są ludzie, tam są wyborcy, którzy nas tu wprowadzili; jesteśmy tu
dzięki nim. Ja tych ludzi tylko broniłem, dlatego że wy sami, przyznając
się, iż uchwaliliście ustawę antyludzką, później ja zmieniliście.
Ale ile szykan padło pod moim adresem, że broniłem przed eksmisja,
że goniłem komornika, do więzienia zamykaliście. Dziękuję wam za to.
Broniłem i będę bronił ludzi. Doprowadziliście kraj do ruiny, a naród
do nędzy, kulturalnie, bez inwektyw, a teraz o wersalu marzycie? Na
tej sali już go nie będzie, bo kraj tonie, bo ludzie na chleb nie
mają i teraz wersalu chcecie?
Teraz proszę
porównać tę nędzę z przepychem władzy. Rząd Leszka Millera jest dopiero
pierwszym gabinetem III Rzeczpospolitej, który zmniejszył liczebność
administracji rządowej i zamroził pensje jej pracowników. Wcześniej
liczba ludzi żyjących z władzy (nie mylić dla władzy) rosła w postępie
niemal geometrycznym; największe zasługi dla mnożenia biurokracji
miał rząd Jerzego Buźka. Za jego rządów nastąpiła słynna reforma samorządowa,
która spowodowała, że w administracji lokalnej i centralnej wszystkich
szczebli było zatrudnionych ponad 480 tysięcy ludzi, 5 razy więcej
niż w roku 1988 - ostatnim roku PRL, i 15 razy więcej niż w Polsce
przedwojennej.
Jeszcze większa
dysproporcja występuje po stronie wydatków na władze.
Kancelaria
premiera i gabinety jego ministrów w e/asach Buźka stały się prawdziwymi
księstwami z własną ukłują. zapleczem gospodarczym, gastronomicznym,
własnym parkiem maszynowym. w prywatnych instytutach i ośrodkach naukowych.
W administracji rządowej (wraz z urzędami wojewódzkimi) jeździ ponad
2 tysiące samochodów służbowych, w tym zaledwie polowa ma więcej niż
4 lata. W zdecydowanej większości są to auta wysokiej klasy. W taki
to sposób ignoranci i pyskacze z AWS dbali o brakujące środki dla
ludzi biednych.
Jeszcze dostatniej
żyje się na - trudno znaleźć bardziej odpowiednie określenie - dworze
Prezydenta RP. Przez 6 lat prezydentury Aleksandra Kwaśniewskiego
budżet jego kancelarii wzrósł realnie o 200 procent. U Prezydenta
pracuje ponad 500 osób i jeździ blisko 100 służbowych samochodów.
Dla porównania - w kancelarii prezydenta Mościekiego pracowały 34
osoby, a samochodów było 5.
Oto
przepaść cywilizacyjna między tymi, co rządzą, a tymi, co są rządzeni.
Jak wobec tego władcy Polski mają czelność wypowiadać się w imieniu
i podobno w interesie narodu?
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|