MENU
STRUKTURA
KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
al. Jerozolimskie 30
00-024 Warszawa
tel.: (22) 625 04 72
fax: (22) 625 04 77
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Krajowe Związku:
ul. Marszałkowska 84/92 lok.121
00-514 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
samoobrona@samoobrona.org.pl

Biuro Klubu Parlamentarnego:
ul. Wiejska 4/6/8
00-902 Warszawa
tel.: (22) 694 25 83
fax: (22) 694 26 06
samoobrona@samoobrona.org.pl

Konto bankowe Partii PLN:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
30102010970000770200021709

Konto bankowe Partii USD:
PKO BP S.A. III O/Warszawa
10201039-160414-270-2161787

IV KONGRES

WYSZUKIWANIE

 Czwartek, 11 Marca 2010

BIEDNI, WYKOŃCZENI

Warszawa, 2002

Nawet nie zauważyliśmy, kiedy obrazki ludzi żebrzących na ulicy stały się dla wszystkich czymś zwyczajnym - elementem wpisanym na stałe w polski krajobraz. Nie mówię tu o tych, którzy żerują na ludzkiej wrażliwości. To zupełnie inna sprawa. Myślę o tych, dla których nędza stalą się tak dotkliwa, że przełamała ludzki wstyd, poczucie godności i wiarę, że przecież to niemożliwe, by państwo w centrum Europy pozwalało bezdusznie swoim obywatelom umierać z głodu. A tak jest właśnie w Polsce po 12 latach rozwoju i świetlanych reform. Nie potrafię stopniować swoich uczuć, ale wiem na pewno, że zaciskam pięści w bezsilnym gniewie, widząc starych ludzi w wytartych paletkach, jak wyciągają ręce do przepływającego obok nich tłumu. Zwróćcie kiedyś na nich uwagę - zauważycie, że patrzą się w ziemię, a usta proszące o parę groszy poruszają się bezgłośnie. Oni się wstydzą, że żebrzą, bo doprowadzono do tego, że po wielu latach uczciwej pracy, żeby nie umrzeć z głodu, muszą zdać się na ludzką łaskę. Anonimowy tłum mija ich prawie ich nie zauważając, tylko czasem ktoś wsunie im w dłoń monetę i odchodzi zawstydzony prawie tak samo jak ci starcy. Ale nie dostrzegają ich na pewno ci, którzy dostrzec powinni. Nie widzi Balcerowicz, nie widzą oficjale rządowi, bo za szybko przemykają w swoich luksusowych limuzynach po ulicach, żeby zauważyć do czego doprowadzili społeczeństwo. Ja jestem ze zwykłymi ludźmi niemal codziennie, bo nie ograniczam swoich spotkań jedynie do potrzeb kampanii wyborczej. Obiecałem, że będę w Sejmie, by walczyć o ich interesy, więc słowa dotrzymuję. Widzę, co się dzieje - nie tylko w wielkich miastach, dotykam ludzkiego nieszczęścia także na wsiach i w małych miasteczkach. To, co widzę, przeraża. Polska bieda ma twarz zwykłego człowieka, pragnącego jedynie poczucia bezpieczeństwa dla siebie i swoich bliskich.

Bardzo rzadko polskie ubóstwo wynika z nieszczęśliwego wypadku i rzadko, bardzo rzadko, jest ubóstwem zawinionym przez człowieka. W 80 procentach korzenie nędzy w naszym kraju sięgają bezrobocia, głodowych wynagrodzeń i niespotykanego nigdzie indziej w Europie rozwarstwienia dochodów.

Co gorsza, nie widzę w najbliższej przyszłości szans na zmianę tego stanu rzeczy, jeżeli polska polityka gospodarcza będzie kontynuowana pod dyktando liberalnych ekonomistów.

60 procent polskiego społeczeństwa żyje dzisiaj na poziomie minimum socjalnego, a co dziesiąty Polak znajduje się poniżej minimum biologicznego. Przepraszam, pomyliłem się. Użyłem tu, jak nasi wielcy ekonomiści, naukowego terminu ...quot;minimum socjalne". To nic nie znaczące słowa, które w gruncie rzeczy służyć mają zamazaniu faktycznego stanu rzeczy. Minimum socjalne brzmi tak niewinnie - nie oznacza przecież nic innego, jak tylko taką wysokość dochodów, za którą można przeżyć - z trudem, ale jakoś można. Oświadczam, że to kłamstwo. Minimum socjalne w Polsce to 765 złotych i niech mi nikt nie wmawia, że za to można przeżyć miesiąc na skromnym poziomie. To mniej niż nic. A na czteroosobową (2+2) rodzinę takie, wyliczone przez oderwanych zupełnie od ziemi naukowców, minimum to 1600 złotych. I za tę kwotę ma przeżyć rodzina, a dwoje dzieci ma nie tylko rosnąć i być zdrowe, ale jeszcze oczekuje się, że rodzice wychowają je na uczciwych, zadowolonych zżycia obywateli? Ciekawe, jak to sobie wyobrażają autorzy obliczeń.

Ale nawet takie głodowe ochłapy to dla wielu nieosiągalne szczyty marzeń. 70 procent polskich rolników nie osiąga minimum socjalnego, 56 procent rencistów i aż połowa czynnych zawodowo i mających zatrudnienie. Ta ostatnia liczba odbiera mowę z wściekłości. Cóż warte są te wszystkie zmiany w Polsce, wyrzeczenia, jeśli ich rezultat jest taki, że ludzie nie mogą wyżyć z pracy własnych rąk? Ach, prawda - przecież każdy może wziąć swój los we własne ręce, każdy może zostać kapitalistą i prowadzić własny interes. I ty możesz zostać Balcerowiczem, chciałoby się rzec. To jedno z haseł wypisanych na sztandarze liberałów, którym powiewali, kiedy rozpoczynali swoje reformy. Jak wszystko, także i to okazało się oszustwem - niemal 40 procent polskich rzemieślników: szewców, ślusarzy, krawców, kupców żyje w ubóstwie, a 5 procent nie osiąga minimum socjalnego. Tyle im przyszło z tego, że wzięli sprawy we własne ręce. Zaduszeni podatkami, zasypywani idiotycznymi papierami z ZUS, formularzami z Izby Skarbowej, wciąż drżący na myśl o kolejnym kretyńskim przepisie uchwalonym przez ministra finansów, nie rozwijają się jak w innych krajach świata. Oni wegetują. Im żaden bank nie da kredytu. A nawet jeśli da, to narzuci takie odsetki, które wykończą nawet najodporniejszych. Wystarczy tylko małe opóźnienie w spłacaniu lichwiarskich odsetek od kredytu, a zaraz pojawiają się pisma, komornik, sąd. Pozbawią człowieka wszystkiego, bo ma trudności w spłacaniu 20-ty-sięcznego kredytu. Banki działają wobec polskich rzemieślników bezwzględnie i skutecznie. Zlicytują do ostatniego grosika. Bankowi urzędnicy są nieugięci, nawet jeśli swoimi decyzjami pozbawiają środków do życia człowieka utrzymującego się z pracy własnych rąk i jego rodzinę. Ale kiedy trzeba ściągać wielomilionowe zaległości z wielkich firm, zalegających ze spłacaniem miliardowych kredytów, wtedy okazują się bardzo łaskawi, prolongują spłatę raty, umarzają część długu. Wielcy dogadają się zawsze. Szary człowiek nie ma żadnych szans. Zlicytowani, doprowadzeni do bankructwa zasilają więc szeregi bezrobotnych. Dołączają do coraz liczniejszej rzeszy polskich nędzarzy.

I tylko dzięki zaiste niepojętej, a tak wielkiej i niezbadanej litości boskiej, ludzie w tym kraju nie na czworakach chodzą, a na dwóch nogach, udając człowieka" (Marszałek Józef Piłsudski).

Najpiękniejszym moim wspomnieniem jest, jak prawie wszystkich Polaków, wspomnienie Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia. Bywało różnie, ale święta zawsze były ciepłe, rodzinne i syte. Teraz tylko 5 milionów Polaków (na 16 milionów pracujących) urządza normalne święta, czyli z suto zastawionym stołem, choinką i prezentami, choćby skromnymi, dla najbliższych. Dla reszty najbardziej polskie ze świąt to kolejna okazja do uświadomienia sobie, jak bardzo upokorzyła ich bieda.

Co piąta polska rodzina nie płaci regularnie czynszu i innych opłat mieszkaniowo-socjalnych, a takich rodzin będzie więcej, bo wydatki na mieszkanie stanowią 25-30 procent całości budżetów domowych i wciąż rosną, o 5-10 procent rocznie. Zastanawiam się, co zrobią rządzący, gdy takich rodzin będzie 70 procent. Co wtedy zrobicie tym ludziom? Wszystkich wyrzucicie na bruk, zabierzecie im dach nad głową? A może będziecie ich trzymać w jakichś specjalnie w tym celu zbudowanych obozach? Tylko skąd wtedy weźmiecie tych bogatych, żeby zamieszkali w opuszczonych mieszkaniach i płacili czynsze? Będziecie importować?

Bieda odbiera swoim ofiarom godność, poczucie własnej wartości. Gotowi są na wszelkie wyrzeczenia, byle tylko mieć jakikolwiek zarobek. Kasjerki w supermarketach są zatrudniane na 7/8 etatu i nie otrzymują nawet minimalnej płacy -760 złotych. I jakby tego nie było dość, to jeszcze pracują w bydlęcych warunkach, sprowadzone nieledwie do roli tresowanych małp, pilnowane przez wyszkolonych nadzorców. Nie mają prawa do potrzeb fizjologicznych, nie mogą się skarżyć na gorsze samopoczucie w trudne dla kobiet dni, bo jako niezadowolone mogą w każdej chwili zostać wyrzucone na bruk. Obmacywane przez strażników, poniewierane psychicznie przez szefów, godzą się na to, byle tylko przynieść do domu tych parę groszy i móc przygotować swoim dzieciom choć trochę lepszy obiad.

W województwie warmińsko-mazurskim nie jest rzadkością zatrudnianie w zamian za wyżywienie dla pracownika i jego rodziny i za wynagrodzenie miesięczne 200-250 złotych. To oczywiście ewidentne łamanie prawa, ale kto ma się na to skarżyć? Człowiek pracujący za te ochłapy? Lepiej mieć coś niż nic, a za bramą
czeka już cała kolejka chętnych do pracy, nawet za takie grosze. Dla nich płaca minimalna to nieosiągalne szczyty marzeń.

A pamiętać trzeba, że płaca minimalna - 766 złotych to nie jest faktyczny dochód netto. Polscy nędzarze tak naprawdę na rękę dostają 559 złotych po potrącenia podatków, bo im się odejmuje podatki na ten ogromny aparat darmozjadów w ministerstwach, rządowych, prezydenckich pałacach i rezydencjach.,

Nie jestem więc zdziwiony informacjami, że co dziesiąty Polak kupuje przeterminowaną i wycofaną z handlu w supermarketach żywność - nie dlatego przecież, że jest roztargniony i nie spojrzał na datę przydatności do spożycia, tylko dlatego, że jest ona po prostu tańsza, co trzeci człowiek na wsi i w małych miasteczkach kupuje jedzenie na kredyt. Widzieliście te zeszyty w małych wiejskich sklepikach, w których właściciel zapisuje, kto i co wziął na kredyt? Ja widziałem. Tam, na wymiętych kartkach można przeczytać wszystko: łzy i rozpacz, że dzieci pójdą do szkoły znowu głodne, a także bezsilny gniew zdesperowanych ludzi, którzy znaleźli się w upokarzającej dla nich sytuacji. Myślę, że Balcerowicz kiedyś powinien przejrzeć taki zeszyt. Niechby go nawet prze-kartkował, może wtedy zrozumiałby, że nie można mierzyć osiągnięć ekonomicznych suchymi wskaźnikami, za którymi nie dostrzega się prostego człowieka. Ale boję się, że to tylko moje pobożne życzenia. Przecież wiem, że on nigdy nie weźmie do ręki zeszytu, w którym zapisuje się...quot;na krechę". To go nie obchodzi, woli spotykać się z bogatymi ludźmi, dyskutować z biznesmenami z najwyższej półki. Od nich nie usłyszy przynajmniej pytania^...quot;Za co mam nakarmić moje dziecko?". Nikt nie zakłóci mu spokoju. To nieważne, że dochody wzrosły w zaledwie 5-procentowej grupie polskiego społeczeństwa, a spadły 80-procentowej, to nieistotne, że dochody z pracy w rolnictwie przez ostatnie lata spadły o 40 procent - ważne, iż w tym samym czasie dochody kadry menedżerskiej wzrosły o 50-60 procent.

Od 2000 roku co trzecia osoba z powodu braku pieniędzy nie wykupuje leków, rezygnuje z wizyt u dentysty, nie używa żadnych kosmetyków poza najtańszym mydłem. Co piąty Polak rezygnuje z leczenia szpitalnego, podobno bezpłatnego. Kiedy zacznie się to odbijać na zdrowiu całego społeczeństwa i następnych pokoleń? Będziemy społeczeństwem chorym i rachitycznym. I tępym - 70 procent Polaków oszczędza na kulturze. Tyle samo ogranicza wydatki na żywność, 40 procent jest zadłużone u rodziny i przyjaciół, co drugi rodak nie jeździ na wakacje. Co trzecia para małżeńska rozpoczyna wspólne życie kątem u rodziny, bez szans na własne mieszkanie - często już na zasiłku dla bezrobotnych. Liberalna polityka i jej piewcy, z Balcerowiczem na czele, spowodowali, że Polaków rodzi się coraz mniej. Jeszcze w 1990 roku na 1000 osób w Polsce przypadało 140 urodzeń, dzisiaj ten wskaźnik spadł do zaledwie 9. Nawet nie można powiedzieć, że lepiej kraść, bo więziennictwo też jest w zapaści, jego długi wynoszą 50 milionów zł.

Polacy coraz częściej wybierają więc emigrację na stałe albo tylko do pracy - na czarno oczywiście, bo Unia ma swoich bezrobotnych. Poziom emigracji zarobkowej jest obecnie taki sam jak w łatach 70., tylko, że w latach 70. pieniądze przywiezione z Zachodu wystarczały na samochód albo mieszkanie. Dziś wystarczają zaledwie na przeżycie kilku miesięcy na lepszym poziomie, niż oferuje to wysokość polskich zasiłków dla bezrobotnych.

Bieda idzie przez nasz kraj szeroką ławą, zagarniając pod siebie coraz to nowe zastępy ludzi. W rytm jej pochodu pracodawcy krzyczą głośno, że trzeba koniecznie zmienić zapisy kodeksu pracy, a wtedy bezrobocie spadnie, jak ręką odjął. Wtedy już całkiem bezkarnie będą mogli traktować ludzi jak mierzwę. Jak ktoś chce, niech wierzy, że wielki finansista będzie dbał o prawa zatrudnionych u niego ludzi kosztem swojego zysku. Ja w takie mrzonki nie wierzę. Można byłoby choć częściowo rozwiązać problem bezrobocia, dając ludziom możliwość ujęcia inicjatywy w swoje ręce, ale nie, coraz częściej zamyka się targowiska i bazary. Robią to urzędnicy miejscy w towarzystwie policji i antyterrorystów. Na własny naród wysyłają siły zbrojne, żeby pozbawić go warsztatu pracy i zabrać możliwość utrzymania.

Bieda zatacza coraz szersze kręgi, społeczeństwo się dzieli. Nie tylko z powodu różnicy zarobków zaczyna być ono po- dzielone nienawiścią. Rozpiętość między najwyższym a najniższym uposażeniem jest jak l do 1000 i jest najwyższa w Europie. W Niemczech wynagrodzenie prezydenta jest 5 razy wyższe niż wynagrodzenie nauczyciela, kanclerza tylko 3,5 razy wyższe, w Polsce prezydent zarabia 15 razy więcej niż nauczyciel, premier -12 razy. Nie wspominam już o zarobkach członków rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa. To musi budzić emocje. I budzi.

Pytam - kiedy to wszystko dostrzeże Balcerowicz i jego koledzy, członkowie Rady Polityki Pieniężnej, kolejni ministrowie finansów, ślepo realizujący liberalną politykę w Polsce? Czego im jeszcze trzeba, żeby zrozumieli, że brną w ślepy zaułek? Czy naprawdę trzeba niekontrolowanego wybuchu społecznego niezadowolenia i gniewu, żeby do nich dotarło, że postawiono ich u władzy po to, by ludziom służyć, a nie ich okradać?

Polsce potrzebny jest raport o stanie i rozmiarach polskiej biedy. Polsce potrzebny jest program szybkiego wychodzenia z ubóstwa. Komu i czemu służą polskie rezerwy dolarowe? Jest ich dużo. A sytuacja nadzwyczajna, potrzebne są zatem nadzwyczajne działania.

strona tytułowa następna strona

Newsletter

Podaj email jeśli jesteś zainteresowany otrzymywaniem informacji z serwisu www.samoobrona.org.pl
dodaj usuń
Akceptuję Regulamin

PROGRAM

GŁOS SAMOOBRONY


KONSTYTUCJA

STATYSTYKA
519.733 - ostatni rok
MAPA

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM | MAPA SERWISU | DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008