|
MOWA DO OBRAZU, CZYLI DO ELIT
Warszawa, 2002
Drugiego
dnia szóstego posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej IV kadencji, 29 listopada
2001 r., wchodziłem na trybunę sejmową po to, by wreszcie wygarnąć
całą prawdę. Miałem oczywiście na uwadze, że za chwile większość moich
sejmowych kolegów (sic!) odwoła mnie z funkcji wicemarszałka, ale
nie czułem ani żalu, ani nienawiści, ani nawet rozczarowania. Każdy,
kto obserwuje życie polityczne w Polsce, wie, że pozbawienie mnie
wysokiej funkcji parlamentarnej, wynikającej z Konstytucji i zwyczajów
sejmowych, jest zwykłym rewanżem małych ludzi. Strach przede mną,
przed popularnością Samoobrony kazał im posunąć się do aż takiej brudnej
rozgrywki.
Przywitały
mnie śmiechy i inne gesty lekceważenia. Rechotali zwłaszcza reprezentanci
SLD, Platformy Obywatelskiej oraz Prawa i Sprawiedliwości.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r. (zapis wg stenogramu):
Panie
Marszałku! Wysoka Izbo! Myślę, że trochę kultury Wysoka Izba zachowa,
zarówno jedna, jak i druga strona. (Poruszenie na sali)
I
po co ta dyskusja?
Na
szczęście w tym parlamencie są siły narodowe, polskie: Liga Polskich
Rodzin i Samoobrona; na cale szczęście. (Oklaski)
(Głos
z sali: Cha, cha, cha...)
Co
by było, gdyby tych sił nie by to? I co? I dzisiaj wam to przeszkadza,
tak? My wiemy, w czym wam to przeszkadza. Iz tej trybuny padną te
prawdy, na które odpowiecie; odpowiecie, zobaczymy, co zrobicie. A
musicie wiedzieć jedno, że to nie jest straszenie. To wszystko jest
nagrane. I kaseta z waszego zachowania tu...
(Glos
z sali: Nie strasz.)...
w
tej Wysokiej Izbie pójdzie do każdej gminy. Wyborcy zobaczą, jak wy
ich traktujecie. Śmiejecie się z handlowców na bazarach, śmiejecie
się z tego, że mówi się, że ktoś rozkrada Polskę, że ktoś przez 12
lat doprowadził do sytuacji, gdy 3 milionów ludzi są bez pracy? Śmiejcie
się dalej. (Oklaski)
Mówicie
o kulturze politycznej. To przecież większość z was, ugrupowania wasze,
przefarbowani również, w garniturach, w krawatach, pachnący perfumami
takich firm: jak Dior, Chanel, głaskaliście się nawzajem przez 12
lat. I tak się głaskaliście, że dzisiaj jest całkowity krach polskiego
przemysłu: przemysłu ciężkiego, lekkiego, rolnictwa, małej i średniej
przedsiębiorczości, handlu i usług. Z Polski daliście zrobić rynek
zbytu dla nadwyżek produkcyjnych Zachodu. Wy to dokładnie wiecie.
Wam tego nie trzeba mówić. O waszej kulturze i odpowiedzialności za
państwo i społeczeństwo świadczy stan służby zdrowia, nauki, edukacji,
służb mundurowych, wojska i policji, straży granicznej, straży pożarnej
i innych.
Nazajutrz
Gazeta Wyborcza napisała, że kiedy skończyłem 40-minutowe przemówienie,
na sali plenarnej zapanowała kompletna cisza. Nieprawda. Cicho zaczęło
się już robić podczas mojego wystąpienia. Posłowie słuchali tego,
co mówię; zasłuchani byli zwłaszcza ci, którzy nigdy by nie mieli
odwagi tak przemawiać: wprost, celnie, bez owijania w bawełnę.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r.:
Mówicie,
że jestem niekulturalny, używam słów nieparlamentarnych, a ja tylko
powtarzam to, co ludzie mówią, którzy was też m. in. wybrali. Z tej
trybuny przestrzegam was: jeżeli natychmiast nie zmienicie polityki
społeczno-gospodarczej i finansowej państwa, to te kanalie, śmierdzące
kości, rózgi, zjazdy i marsze gwiaździste oraz gnojowica przyjadą
tu, pod parlament upomnieć się o swoje prawa, bo to jest prawo ludzi.
Ludzie nie chcą nic więcej, tylko chcą godnie żyć. Wy mówicie o prawie?
A co to jest? Konstytucja. To po co uchwalaliście ją, po co zapisywaliście
prawo człowieka do sprawiedliwości, do godnego życia, równości wobec
prawa, bezpłatnej nauki, służby zdrowia? Po co to robiliście? Zapomnieliście
zapisać jednego, że to wszystko zagwarantujemy ludziom, kiedy będzie
nas stać. O tym zapomnieliście. Mogliście to zapisać, naród by rozumiał,
że rządu nie stać. Tego zapisu brakuje. Czy się komuś podoba, czy
nie, czy są pieniądze, czy nie ma, ludziom godne życie się należy,
bo ludzie nie chcą nic za darmo, ludzie chcą ciężko, uczciwie, rzetelnie
pracować, ale za tę pracę chcą godnie żyć, i tego im nie zapewniacie.
(...)
Mówi
się w Polsce, że nie ma innej drogi. Panie premierze, dobrze, że pan
marszałek zgodził się, bym mógł zabrać głos, nie będę przedłużał za
bardzo, ale chciałbym powiedzieć: jeżeli nie zrobicie porządku, jeżeli
nie pójdziecie inną, nową drogą, jeżeli nie zmienicie polityki finansowej
państwa, to ja w tej chwili z tej trybuny mówię, że ten Sejm nawet
pół roku nie przetrwa, bo ludzie tego po prostu nie wytrzymają. To
już jest całkowity krach. Codziennie padają przedsiębiorstwa, codziennie
setki łudzi tracą pracę, wyrzuca się ludzi na bruk, nie daje się im
nic w zamian. Planujecie jeszcze mniej pieniędzy na opiekę społeczną,
na zasiłki, bo 20 czy 30 zł miesięcznie to jeszcze za dużo dla rodziny,
chcecie jeszcze mniej dać. Panie premierze, życzyłem panu zawsze i
życzę najlepiej, ale jeżeli pan będzie brnął w tym kierunku, to naprawdę
wspólnego języka nie znajdziemy.
Oczywiście,
największe emocje wzbudził końcowy fragment mojego wystąpienia, w
którym pytałem o korupcję wśród klasy politycznej, wymieniając niektórych
jej członków z imienia i nazwiska. Wiedziałem, co mówię.
Z
przemówienia w Sejmie 29 listopada 2001 r. (zapis wg stenogramu):
Panie
Pośle Piskorski! Czy prawdą jest, że w hotelu Victoria spotykał się
pan czterokrotnie z niejakim panem S. Było to 7 marca 1998 r. i wtedy
wręczył panu 50 tysięcy dolarów. Po raz drugi 16 lipca 1999 r. wręczy
l panu 120 tysięcy dolarów. Trzeci raz, 23 października -110, czwarty
raz, 17 kwietnia 2000 r. -150....
że
pan Olechowski 17 listopada 2000 r. o godzinie osiemnastej w kawiarni
czy restauracji u Grosslera...
(Głos
z sali: Gesslera.)Gresslera, tak, przepraszam.
(Głosy
z sali: Gesslera.)
Obojętnie
jak; wiemy, o co chodzi.
(Głosy
z sali: Wiadomo, o co chodzi?)
To
wiecie, o co chodzi? A, to dobrze, że wiecie, o co chodzi. (Wesołość
na sali, oklaski) Myślałem, że nie wiecie. Wiecie, o co chodzi.
Niech
odpowie po prostu, bo prokurator spyta o to. Ja zwrócę się do prokuratora,
boja, powtarzam, sędzią nie jestem....
przyjął
kwotę około 2 milionów dolarów na kampanię wyborczą. Warn nie trzeba
pieniędzy na partię.
Wam
na kampanię nie trzeba pieniędzy. No po co wam? Te billboardy to wam
z nieba spadają. Aniołki płacą za to, tak? (Oklaski)
Te
kampanie to też ciekawa sprawa z waszej strony. Po co wam pieniądze?
Wam nic nie trzeba.
A
czy jest prawdą, że również, no, niestety posłowie Sojuszu Lewicy...
Też zapytam prokuratora.
Pan
minister Cimoszewicz w hotelu Victoria 4 marca 2001 r.
Tak,
kiwajcie głowami. Ja wiem, co mówię. Zapuszkujecie mnie. Pchajcie,
znajdziecie dyspozycyjnych sędziów, tylko wysłuchajcie: 120 tysięcy
dolarów.
Następnie
pan minister Szmajdziński....quot;Carringtona" pan zna. 50 tysięcy.
Ja
pytam: Czy tak było? Do sądu, do prokuratury te dokumenty trafią.
Co zrobi prokuratura, zobaczymy.
A
może byście panowie tak pojechali razem: pan Szmajdziński, pan Tusk
i pan Cimoszewicz, na mecz do Wrocławia, Śląsk Wrocław. Pojedźcie
tam na ten mecz. Tam w hotelu Wrocław między godziną dziewiątą a dziewiątą
trzydzieści, 20 kwietnia 2001 r., jeden z was (nie wiecie, który,
to porozmawiajcie ze sobą) podobno, ja nie twierdzę, że tak było,
podobno otrzymał kwotę 350 tysięcy dolarów od niejakiego pana S. Jeszcze
pan Schetyna też widział to.
Panie
Tusk, sprawa spotkania pana z nieżyjącym...quot;Pershin-giem".
Nie wiem, czy miała miejsce; może pan... Zaprzeczycie na pewno temu.
10 lipca 1998 r. podobno pożyczył panu 300 tysięcy zł.
Ja
kończę.
Odpowiecie
na to, że to nieprawda, że to jest niczym, to jest nieprawda, co ten
Lepper opowiada... No pewnie, że tak odpowiecie. Natomiast te dokumenty
na ten temat istnieją i mówię wam, że są zdeponowane w odpowiednich
miejscach. Obojętnie, co by mi się stało (bo pogróżki już były), te
dokumenty ujrzą światło dzienne. Ujrzą światło dzienne i zobaczymy,
co wtedy powiecie.
O
kontach w bankach szwajcarskich nie będę mówił, ale Wysoka Izba wie
dokładnie, że 5 miliardów dolarów jakoś zginęło z Polski. Prasa ogłosiła,
że zostały wywiezione w torbach i walizkach. 5 miliardów dolarów.
Co to jest? Czy ktoś się tym zajął? Czy ktoś odpowiedział napytanie,
czyje to byty pieniądze? A może...quot;Super Express" kłamał?
Może i kłamał. O mnie też kłamią nieraz. Ale tak poważną sprawę należało
wyjaśnić, i to bardzo szybko. Tego nie zrobiono.
Co
do pana Cimoszewicza, który obraził się na mnie, ja swoje wykonałem,
przeprosiłem, powtarzać tego nie będę. Natomiast chciałbym powiedzieć:
Czy zna artykuły z...quot;Naszej Polski" i z...quot;Gazety Polskiej",
która oczywiście dużo bzdur pisze, ale czy w tej sprawie, prestiżowej,
swojego ojca, założył sprawy? Czy założył sprawy? Bo jeżeli nie, to
marny syn, że nie broni ojca przed takimi pomówieniami. Marny syn.
Czy
zna decyzję kierownika Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych
z 7października 1992 r.?
To
by było tyle mojego wykładu. Myślę, że wszystkim się bardzo podobał.
(Oklaski)
A
teraz państwo podejmiecie decyzję, tylko jedną, odwołacie mnie ze
stanowiska wicemarszałka Sejmu. I ja wam za to wszystkim serdecznie
dziękuję. Dziękuję, panie marszałku. (Oklaski)
Panie
Marszałku! Wysoka Izbo! Jako wicemarszałek mam dostęp do wielu dokumentów
i wielu ludzi z dokumentami przychodzi. Tego wcześniej nie było, bo
nie mieli do kogo pójść, bo jak poszli, to dokumenty szły do szuflady.
Teraz ludzie mają odwagę i ja wiem, już teraz wiem, że odcięcie mnie
od dokumentów, od dostępu do nich to jest celem odwołania mnie. Dziękuję
bardzo. (Oklaski)
Gdy
skończyłem, rzeczywiście było cicho jak makiem zasiał. Ale wkrótce
miała się zacząć wrzawa, głównie medialna. Politycy niemal wszystkich
opcji oskarżali mnie o każdy możliwy niecny czyn, jak gdyby chcieli
przekrzyczeć własne sumienia. W atakach wściekłości nie ustawali zwłaszcza
przedstawiciele SŁD i Platformy, poruszeni podanymi przeze mnie informacjami
na temat ich partyjnych towarzyszy. Pani minister Barbara Piwnik -
jak wiadomo - wszczęła przeciwko mnie śledztwo z urzędu, choć jako
wicemarszałek Sejmu, poseł i obywatel miałem prawo oraz obowiązek
powiedzieć to, co powiedziałem. Prasa prześcigała się w dyskredytowaniu
Bogdana Gasińskiego - człowieka, który poinformował mnie o łapówkach
dla trzech polityków Platformy i dwóch polityków (ministrów!) SLD.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2001 r.:
Proszę
państwa, sprawa następna to jest sprawa wiarygodności świadka. Podważa
się wiarygodność świadka - świadek niewiarygodny, świadek taki i taki,
świadka zamyka się. Dlaczego tego świadka wcześniej, kiedy dostarczył
dokumenty do prokuratury w Olsztynie, nawet nie przesłuchano? Może
być niewiarygodny, może być, załóżmy, psychiczny, ale dlaczego tego
świadka nie przesłuchano w ogóle, tylko postępowanie umorzono, a pani
minister odłoży la wszystko ad acta? Co to za sprawa, jakiś tam Gasiński,
po co się tym w ogóle zajmować?
Tak,
Wysoka Izbo, tak się dzieje u nas w kraju. Sprawy, które przedstawiono,
to jest to oczywiście wszystko kłamstwo. Firma Inter Commerce. Pan
Rudolf Skowroński nie wręczał nikomu łapówek, a w Łodzi dostał areszt
za łapówkę pod budowę Carrefo-ura. Dostał areszt. Powiedziałem z tej
trybuny, że za to pan Piskorski m. in. też prawdopodobnie dostał łapówkę.
To niemożliwe. Prezydent Łodzi to łapówkarz, ale Piskorski to święte
dziecko nowego ustroju, gdzież on może być przestępcą. On przecież
nie może nim być, jemu tak dobrze z oczu patrzy. On taki mity, elegancki
jest. Prezydent? Wiadukty się sypią w stolicy. Nie ma pieniędzy na
nie. On wydal na to, żeby zmienić system biletów autobusowych 150
milionów zł, a zapisał, że na wszystkie wiadukty trzeba 130 milionów
zl. I nie ma, ale system biletowy działa. Działa, dobrze, wzięto się
za to dobrą kasę. Gasiński jest niewiarygodny w tej sprawie. (...)
Wszystko
się podważa. To jest niemożliwe. Ale też główny inspektor ochrony
środowiska przystał pismo w sprawie by dla zakopanego nad jeziorem
Śniardwy i w dwóch innych miejscach, co mamy nagrane na kasetach,
gdzie jeszcze do dzisiaj... Już w tej chwili na pewno nie, ale kiedy
tam była ekipa, to nagrała to, byty tam porozwalane kości na zewnątrz.
Inspektor ochrony środowiska przesyła pismo mówiące, że tak, są doły,
ileś bydła tam jest, ile trzody, nie może nawet stwierdzić, ale nie
może tego odkopać, bo mogłaby wybuchnąć epidemia, zaraza jakaś. Nie,
to już szkoda słów. To już brakuje słów. Jezioro Śniardwy. Tam ludzie
się kąpią. Człowiek zawsze, kąpiąc się, wody troszeczkę połknie. Tam
są cieki wodne i są te doły, jest to tam zakopane. Stwierdzono to.
Ale tego odkopywać nie będą, boby mogła być jakaś zaraza, epidemia.
To ona sama wybuchnie zaraz. Za 10 czy 15 lat powiedzą, że w Klewkach
są wody skażone. Ale o tym, że mówiłem o tym z tej trybuny, to nie.
Napisał on w piśmie, że był tam wąglik, ale nie napisał nawet ile,
tylko dokładnie tak: łat temu był tam wąglik. Ile lat? 3, 30, 300
lat temu? To jest pismo urzędnika państwowego:...quot;lat temu był
tam wąglik". On nie był bojowy, bo jakże ma być bojowy. Bojowy
to powstaje dopiero na pożywce. Ten nie był bojowy. Dobry wąglik,
pogłaskać go tylko.
Proszę
państwa! I teraz. Z tych niby oskarżanych przeze mnie, którym zadałem
pytania, żaden nie obraził się, żaden doniesienia nie złożył do prokuratury.
Tu siedzieli, w lawach sejmowych, w lawach rządowych. Pan premier
Miller wyszedł usprawiedliwiać ich. Pan marszałek zapytał: Czy ktoś
z wnioskodawców chciałby zabrać głos? A wnioskodawcą były te dwie
partie. Żaden nie wyszedł.
Piskorski
zawsze uśmiechnięty, jakiś wtedy był zielony, widziałem tutaj. Inni
jakby ich wbiło w fotele - nie wiedzieli, co mają ze sobą robić. Żaden
nie miał odwagi wstać. Skończyły się obrady i co robi pan Piskorski?
Dziennikarze go pytają, a on odpowiada, żebym nie czytał całości,
mówi m. in., że z tym śmieciem nie będzie się sądził. Czy poda do
sądu? Nie poda do sądu, bo ze śmieciem nie będzie się sądził. On mnie
tak nazwał, stwierdził, że jestem śmieciem. Gdzie jest pani prokurator
Piwnik?
Nie
ma jej. Prokuratura po doniesieniu jednego z naszych wyborców, Samoobrony,
wszczęła procedurę, zawiadomiła go, że jest wszczęta procedura, co
z tego będzie, zobaczymy, czy będziemy głosować nad cofnięciem immunitetu
posła Piskorskiego w tej sprawie, bo w innej będziemy, i to niedługo,
w sprawie kryminalnej Piskorskiego będziemy glosować, chyba że te
macki prowadzą tak wysoko, że nie będziemy. Afera PZU Życie, firma
PressNet to właśnie Piskorski, proszę państwa. Już dziś nie jest tam,
on już dzisiaj nie ma majątku, zbiedniał - napisał...quot;Super Express"
- biedak. Mam dwa pokoje, jako wicemarszałek mieszkam w Sejmie w dwóch
pokojach, nie zabrano mi tego jeszcze. Panie Piskorski, zagrodzimy
jakoś, przyjmę pana, jak pan nie ma gdzie mieszkać. Przyjmę pana jako
katolik, jako chrześcijanin, przyjmę pana, jakoś się prześpimy, na
noc mocno zamkniemy drzwi, jeżeli pan nie ma gdzie mieszkać. Majątek
na Żonę. Ja na żonę majątku nie przepisałem i nie przepiszę, pomimo
straszeń tych panów, że wytoczą mi procesy cywilne, żebym im płacił
odszkodowania. Wytoczcie te procesy, proszę bardzo, ja majątku nie
przepiszę. Zobaczymy, kto wygra. Czas pokaże, kto miał rację.
Teraz,
proszę państwa, na koniec opinie biegłych. Zarzuca się, pani poseł
sprawozdawca też to mówiła, ale jest opinia biegłego: Włodzimierz
Grodzicki. Na podstawie psychologicznej analizy wypowiedzi Gasińskiego
stwierdzam, że świadek ten nie ujawnia skłonności do konfabulacji.
Jego zdolność do spostrzegania, podobnie jak sprawność umysłowa, funkcjonuje
prawidłowo. Później oczywiście są wywody, że może tam być coś innego.
Drugi biegły, pan Cabaj, psychiatra, też stwierdza, że żadnych zmian
nie zauważa: ma zdolność postrzegania i odtwarzania spostrzeżeń prawidłowo.
Luk nie ma, żebym musiał uzupełniać to w jakiś sposób. A prokurator
stwierdził, że to jest człowiek psychiczny. Dzisiaj u nas prokurator
jest psychiatrą, psychologiem, od razu adwokatem oskarżonych - pięknie.
Doszliśmy do tego, co było w łatach 50. - dajcie człowieka, a paragraf
znajdziemy. Wychodząc z tej sali 29 listopada, poseł Sojuszu Lewicy,
poseł Zemke - TVN 24 na żywo to puszczał... Pan redaktor pyta go:
Co będzie z Lepperem? Immunitet trzeba zabrać. Ale mówi: immunitet
przecież nic nie daje, mandat będzie Lepper miał nadał, to co wam
daje, że będziecie sądzić. Lepper będzie robił reklamę sobie, swojej
partii? Czy można zabrać mandat? A pan poseł miał przy sobie jakąś
książeczkę, nie wiem, chyba regulamin Sejmu, mówi: jakby tak dobrze
w Kodeksie Karnym poszukał, to coś by tam znalazł. Wyszyński Andrzej
przypomina się od razu. Wyszyński Andrzej: enkawudzista, który mówił:
Dajcie człowieka, a paragraf znajdziemy. To samo dzieje się tu.Piskorski.
Z
niczego się nie wycofuję, dowody na to, co mówiłem, przekazałem prokuraturze
i teraz spokojny czekam na wyniki śledztwa. O pośle Piskorskim nie
zmieniłem opinii. Ani o jego gigantycznym majątku, który zgromadził
w kilka lat, rzekomo grając na giełdzie. Chociaż chodzą po Warszawie
ludzie pamiętający dom rodzinny długoletniego prezydenta Warszawy;
nie przelewało się, oj, nie przelewało... Gdyby Piskorski legalnie
zdobył wszystkie te dobra materialne, nie przepisywałby majątku na
żonę.
Słowo
o pośle Szmajdzińskim i jego pożyczce zaciągniętej u anonimowych przyjaciół.
Bądźmy dorośli... Czy poseł Szmajdziński nie jest wystarczająco zamożny,
żeby nie pożyczać? Czy czasem te wszystkie pożyczki i kredyty od nie
wiadomo kogo, które posłowie - ale nie tylko- wymieniają w deklaracjach
majątkowych, nie są zwykłym mydleniem oczu? Czy nie jest to...quot;przykrywka"
- po to żeby ludziom się wydawało, że politycy są tacy biedni, choć
oceniając ich po majątku, tak trudno w to uwierzyć. Były wiceminister
obrony Romuald Szeremietiew pożyczał, były minister transportu Jerzy
Widzyk pożyczał, i to więcej niż był w stanie spłacać z oficjalnych
zarobków.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Tak,
że ja, w pełni świadomy tego co mi grozi, zrobiłem to, co zrobiłem.
Zwracałem się o ochronę dla mnie do ministra tego rządu. Oczywiście
na pismo do dzisiaj odpowiedzi nie otrzymałem. No, trzeba zbadać,
czy coś grozi Lepperowi - oczywiście, po co. Minister Janik, z wielką
troską o moje życie, o zapewnienie bezpieczeństwa mnie, mojej rodzinie,
wiecie, co mi dat? Dyktafon. O, to jest moja ochrona od ministra Janika.
Taką ochronę dostałem. Jeszcze musiałem podpisać, opisać to urządzenie.
A patrzcie, pieniędzy nie mają, tak że nawet ta rzepa nie pasuje,
żeby to przypiąć. Nie można przypiąć tego, za krótka jest, muszę tu
dorobić sobie. Nie mają pieniędzy nawet na to, na dyktafony. Policjant
przyszedł, mówi: ostatni, zabraliśmy jednemu, który byt zagrożony,
żeby panu dać. Taką ochronę otrzymałem. Może teraz, kiedy zaapeluję
tutaj, kiedy na kasetach ludzie zobaczą, może minister się obudzi.
Może w jakimś letargu jest? Nie wiem.
Jako
obywatel Rzeczypospolitej i jako poseł na Jej Sejm oczekuję, że właściwe
organa państwowe wyjaśnią korupcję tak powszechną wśród polityków,
i każdego skorumpowanego szkodnika przykładnie ukarzą. Jeśli tego
nie zrobi państwo, zrobi to lud.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Dlaczego
jestem niewygodny? Dlatego, że wcześniej niż inni Polacy -z pełnym
szacunkiem dla wszystkich -poznałem prawdę. Poznałem mechanizmy, jakimi
kieruje się Międzynarodowy Fundusz Walutowy, Bank Światowy i jeszcze
wtedy EWG. Te mechanizmy poznałem już w latach 80., w okolicznościach,
które, jeżeli będzie trzeba, jestem w stanie przedstawić. Te mechanizmy
miały na celu to samo, czego dokonały w takich krajach, jak: Peru,
Boliwia, Argentyna, Brazylia i wiele, wiele innych na świecie. Te
mechanizmy doprowadzają do tego, że wykreowuje się klasę ludzi bogatych,
nowobogackich. Takich w Polsce jest dzisiaj 1-2 procent w społeczeństwie.
Dodatkowo 20 procent jako tako daje sobie przy nich radę. 80 procent
czy siedemdziesiąt parę procent w konsekwencji tych wszystkich reform,
tych pięknych słów:...quot;restrukturyzacja",...quot;modernizacja"
i wielu innych słów-sloganów, prawie 80 procent, dochodzi do takiego
stanu, jaki obserwujemy dzisiaj w Polsce że ludzie nie mają na leki.
Po
obu przemówieniach wygłoszonych w dwóch ważnych dla mnie chwilach
-- bezprawnego pozbawienia mnie przez Sejm funkcji wicemarszałka oraz
odebrania immunitetu parlamentarzysty - prasa powtarzała za politykami,
że oto nadszedł koniec Leppera i koniec Samoobrony. Na takie proroctwa
odpowiadam zwykle: Niedoczekanie.
O
tym, czy kiedykolwiek nastąpi koniec Leppera-polityka oraz Samoobrony
- ugrupowania politycznego, na pewno nie będą decydować ani politycy,
ani media, tylko wyborcy. Niech oni rozstrzygają. Niech zadecydują
na jesieni, na kogo warto oddać głos.
Czy
to oznacza, że odwołanie mnie z funkcji wicemarszałka Sejmu to nic
wielkiego? Że nic się nie stało? Trzymając się ulubionego przez dziennikarzy
sposobu dzielenia najnowszych dziejów na etapy, twierdzę, że od ostatnich
wyborów parlamentarnych, kiedy to Samoobrona odniosła niewątpliwie
największy sukces w swojej krótkiej historii, trwa zjawisko, które
nazwałbym próbą wykończenia Leppera i Samoobrony. A więc mamy do czynienia
nie z...quot;końcem", lecz z...quot;wykończeniem" trzeba przyznać,
że to zasadnicza różnica.
Tak,
jak pamiętam każdą sekundę przebiegu debaty nad pozbawieniem mnie
najpierw stanowiska, a potem immunitetu, tak pamiętam każdą chwilę
składającą się na wydarzenie sprzed ponad 10 lat. W uproszczonej nomenklaturze
historyczno-dziennikarskiej nastąpiło wtedy coś, co zdecydowało o
mojej przyszłości działacza chłopskiego i polityka. Tak narodził się
Lepper.
Jesień
1991 roku. Blokady dróg zmierzają do finału pod Sejmem, gdzie urządziliśmy
największą w dziejach III Rzeczpospolitej demonstrację. Udało się
zgromadzić w Warszawie przedstawicieli rolników z całej Polski. Do
protestu odnoszą się reprezentanci wszystkich większych chłopskich
partii i ruchów politycznych. Dziś ich reakcje - błysk karierowiczostwa
w oku Gabriela Janowskiego (wkrótce miał zostać ministrem rolnictwa),
tradycyjne niezdecydowanie Waldemara Pawlaka, tchórzowska ostrożność
Józefa Ślisza - oceniłbym jako kunktatorskie i konformistyczne, ale
wówczas wydawało mi się, że poruszyłem ich sumienia i wyobraźnie.
Oto, po raz pierwszy od początku buntu rolniczego, nie okazali się
obojętni! Dla mnie, prawie nieznanego rolnika z Pomorza, mającego
za sobą ledwie kilkuset oddanych ludzi i parę tysięcy wspierających
zwolenników, którzy nie widzieli mnie na oczy, było to osiągnięcie,
o jakim niejeden doświadczony chłopski działacz mógł tylko pomarzyć.
Gdy
doszło do tego, że jako wysunięty przez protestujących miałem wziąć
udział w rozmowie z Leszkiem Balcerowiczem, na ówczas wicepremierem,
ministrem finansów i autorem tragicznego dla Polski planu gospodarczego,
nabrałem obaw, które częściowo tylko potrafiłem pokryć bezczelnością
i pewnością siebie. Tego że chłopi mają rację - byłem pewien. Ale
co innego wykrzykiwać argumenty na ulicy, a co innego wysuwać je w
dyskusji z człowiekiem, którego wielu uważało za ekonomicznego geniusza
godnego Nagrody Nobla.
Do
mrocznego gabinetu Balcerowicza wprowadził mnie jeden z jego licznych
asystentów. Przedstawiłem się, podałem rękę, usiadłem i zacząłem mówić
to, co zaplanowałem. O zapaści produkcji rolniczej, braku gwarancji
państwa, pułapce kredytowej, tanim imporcie, nierównomiernym rozkładaniu
ciężaru zmian gospodarczych w mieście i na wsi. Balcerowicz słuchał,
od czasu do czasu wtrącając jakąś uwagę, zwykle był to szczegół, potwierdzający
zresztą logikę mojego wywodu. Wreszcie przyszła kolej na powiedzenie
tego, co wtedy sądziłem -i sądzę do dziś - o gospodarce liberalnej.
Wspomniałem o teorii Adama Smitha, proroka współczesnego liberalizmu:
to, że w czasach, w których żył, czyli dwa stulecia temu, była to
teoria mogąca posunąć świat do przodu, nie oznacza, że przystaje ona
do współczesnych realiów. Dziś wiele się zmieniło, nie tylko w poziomie
życia większej części ludności świata nastąpił niesłychany rozwój
naukowo-techniczny i wzrost świadomości społecznej, ale ludzkość przeszła
przez doświadczenia wielu nurtów ekonomicznych i społecznych. Rewolucja
przemysłowa, marksizm, totalitaryzm w wydaniu faszystowskim i komunistycznym.
A ze zjawisk mniej kontrowersyjnych, ale kto wie, czy nie bardziej
znaczących: państwo opiekuńcze, interwencjonizm państwowy, demonopolizacja,
dekartelizacja itp. Słowem, w ostatniej dekadzie XX wieku jesteśmy
zbyt bogaci w doświadczenia, aby to, co głosił Smith, przyjmować bezkrytycznie
i na...quot;niewidzialnej ręce rynku" opierać całą wiarę w sukces.
Nie
sądzę, abym mówił coś, czego ówczesny wicepremier nie wiedział, ale
muszę przyznać, że nie spuszczał ze mnie wzroku, często zachęcając
do mówienia. Swoim asystentom, którzy coraz częściej zaglądali do
gabinetu, kazał iść do diabła i odwołać wcześniej zaplanowane zajęcia.
W jego oczach zauważyłem błysk... Może nie szaleństwa, ale pewnego
rozedrgania psychicznego. Wzrok człowieka zdeterminowanego: zaciśnięte
usta, nerwowe ruchy rąk. Wiele lat później dowiedziałem się, że Balcerowicz
cierpi na zachwiania równowagi emocjonalnej, co często wymaga interwencji
lekarza.
Tymczasem
opowiadałem o destrukcyjnej roli międzynarodowych instytucji finansowych,
które, na przykład w wielu krajach Ameryki Południowej, narobiły więcej
szkód, niż przyniosły pożytków. Napomknąłem o tym, że przecież czołowi
polscy ekonomiści pobierali nauki w zachodnich ośrodkach naukowych,
w dużej mierze subsydiowanych przez te instytucje oraz związane z
nimi prywatne fundacje, fundusze i instytuty. Jeżeli ktoś komuś pomaga,
na przykład w zdobywaniu wiedzy i budowaniu pozycji naukowej - dowodziłem
- to potem przychodzi czas na odwdzięczenie się. Może to się odbywać
świadomie -jak w biznesie. Coś za coś. Pieniądze na stypendia za określone
decyzje gospodarcze. Może też działać mechanizm podświadomości - były
doktorant intuicyjnie podejmuje decyzje korzystne dla dawnego sponsora.
Minister
finansów nie odzywał się. Wbijał we mnie wzrok, zapadał w rodzaj krótkotrwałego
letargu, po czym wychodził z odrętwienia, wracał do świadomości, próbował
słuchać, ale zaraz jakieś słowo go irytowało, więc znów popadał w
rodzaj psychicznej zaciętości.
Spojrzałem
na zegarek: z półgodzinnego spotkania zrobiło się ponad dwugodzinne.
Gdy już powiedziałem wszystko co zaplanowałem, a nawet trochę więcej
wyraźnie wyczerpany psychicznie Balcerowicz powiedział cicho:
-
Proszę pana, żeby nie jeździł pan po Polsce i nie opowiadał ludziom
tych bzdur.
Odpowiedziałem,
że dziwię się, iż on słuchał tych...quot;bzdur" przez dwie i pół
godziny, podczas gdy ja jego bzdur nie mogłem słuchać dłużej niż pół
godziny.
Wychodząc
z gabinetu, w którym zdążyło się pojawić kilka promieni słonecznych,
głośno i wyraźnie postanowiłem, że właśnie będę jeździł po kraju i
mówił ludziom to, co na Balcerowiczu zrobiło wrażenie. Obiecałem sobie
jeszcze jedno: że muszę doczekać czasów, w których będę mógł Balcerowicza
postawić pod sądem i słuchać, jak tłumaczy się ze swoich niegodziwości
wobec Polski.
Wszystko,
co się działo potem - ze mną i Samoobroną - w jakiejś mierze zawdzięczam
zatem tej rozmowie sprzed 10 lat. Kto wie, jak by się potoczyły moje
losy, gdyby wówczas wicepremier wyrzucił mnie z gabinetu albo po tej
rozmowie rozwiązałby problemy rolników po ich myśli.
Ale
najważniejszą sprawą, która miała i ma największy wpływ na wszystkie
moje działania społeczne i polityczne, jest polska bieda. Widzę ją
każdego dnia, czytam o niej, słyszę, czuję. Tym się różnię od polityków,
którzy wprost z Lancii wchodzą do sali Sejmu albo gabinetu rządowego,
do zacisza pokoju hotelowego albo do swojego klimatyzowanego domu,
że dużo czasu spędzam wśród zwykłych ludzi. Zwykłych, czyli biednych.
Takich, którzy ledwie wiążą koniec z końcem, i takich, którzy już
nie wiążą. Wśród ludzi, którym ostatnie lata, przemijające pod hasłem
zmian społecznych, nic nie dały, a wiele odebrały. Nie chodzi nawet
o wartości materialne... Chodzi o nadzieję.
Chociaż
wielu, którzy rządzili Polską przez ostatnie 13 lat, stanie kiedyś
przed prokuratorem i będzie odpowiadać za przestępstwa, to nikt ich
nigdy nie oskarży o odebranie nadziei.
Pamiętacie,
jak podniósł się krzyk, gdy w toku ostatniej parlamentarnej kampanii
wyborczej lider SLD Leszek Mil-ler wspomniał o ludziach, którzy grzebią
w śmietnikach w poszukiwaniu odpadków nadających się do zjedzenia
i ubrania?! Nieprawda! - krzyczano. Tani populizm! Chwyt poniżej pasa!
Wyborcza retoryka! Byłem jednym z nielicznych, którzy wtedy nie zaprzeczali
i dziś nie zaprzeczają. Jak bowiem mógłbym zaprzeczać, skoro podczas
moich podróży po Polsce ciągle natykam się na takich, którzy przeszukują
śmietniki. Kiedyś podszedłem do jednej kobiety, wcale nie staruszki,
która upychała w torbie to, co wyjęła z osiedlowego śmietnika. Chciałem
porozmawiać - przecież nie po to, by pozyskać sym-patyczkę Samoobrony,
czyli jeszcze jeden głos w wyborach, ale by posłuchać jednej ludzkiej
historii, która czasem więcej mówi o kraju niż wiele książek, artykułów
czy audycji w telewizji.
Kobieta
spuściła głowę, oblała się rumieńcem. Zacząłem ją pocieszać.
-
Myśli pan, że za siebie się wstydzę? - zapytała, strząsając moją rękę
z ramienia. - Ja nic złego nie robię i nigdy nie zrobiłam. Pracowałam,
wychowywałam dzieci, po śmierci męża samotnie. Gdy najstarszy syn
dorósł i zapytał, gdzie ma pójść do pracy, jeśli w mieście panuje
30-procentowe bezrobocie i nikt go nie chce, rozłożyłam tylko ręce.
Bo nie miałam oszczędności, żeby mu je dać i zachęcić do otwarcia
jakiegoś prywatnego interesu. Nie miałam nawet na łapówkę dla kierownika
w zakładach ciepłowniczych, który dał do zrozumienia, że za 10 tysięcy
załatwi dla syna pracę za tysiąc dwieście brutto miesięcznie. A potem
syn poszedł do więzienia, bo z kolegą okradł kiosk. Złapali go na
jednej kradzieży, przypisali wszystkie inne w okolicy. Nie, nie pochwalam
tego, co zrobił, nie tłumaczę go, przeciwnie, oskarżam surowiej niż
sąd. Oskarżam też siebie, że nie umiałam tak go wychować, żeby nie
sięgał po cudze nawet wtedy, gdy nie ma co jeść. Aż wreszcie zwolniono
mnie z pracy, bo przecież matka kryminalisty nie powinna sprzątać
w szkole. Jaki to przykład dla młodzieży? Dlatego dziś muszę chodzić
po śmietnikach, bo jeszcze dwoje na wychowaniu zostało. I nie wstydzę
się za siebie...
Łzawa
historyjka, pomyślicie? Nie do końca prawdziwa, bo przecież nigdy
nie ma tak, że ktoś niewinny idzie do wiezienia, a kogoś innego wyrzuca
się z pracy. Tak? To popatrzcie wokół siebie. Ile takich historii
znacie? Ile z ich wydarzyło się w bliższej i dalszej rodzinie, przyjaciołom,
znajomym? O ilu czytaliście w gazetach?
Ja
takich historii znam tysiące. Opowiedzianych, opisanych w listach.
Takich historii jest w Polsce 3 miliony - tyle, ilu jest bezrobotnych.
Kobieta
z Elbląga, z którą rozmawiałem nieopodal śmietnika osiedlowego, powiedziała
mi, że nie zamierza głosować ani na Samoobronę, ani na żadną inną
siłę polityczną. Ani bowiem lewica, ani prawica nie odda jej tego,
co straciła. Nikt nie odda wolności jej synowi, nikt nie odda jej
pracy, a nade wszystko nikt nie spowoduje, żeby w jej domu znów zagościła
nadzieja. Wobec takich spraw można pozostawać obojętnie cynicznym
(z wypowiedzi liberałów można sądzić, że biedni są tylko ci, którym
nie chce się pracować - ostatnio Janusz Lewandowski błysnął taką...quot;prawdą"
w wywiadzie dla Gazety Wyborczej), wykorzystywać je w kampaniach wyborczych
(SLD najwięcej mówi o biedzie i bezrobociu zawsze przed wyborami,
nigdy nie po nich) lub bezradnie rozkładać ręce (odnoszę wrażenie,
że mistrzami świata w rozkładaniu rąk są działacze PSL). Można też
bez przerwy o tym mówić, wpływać na sumienia polityków i mediów, można
układać plany wyjścia z błędnego koła dobrze scharakteryzowanego przez
stare przysłowie w nowym brzmieniu:...quot;Dlaczegoś biedny? Boś bezrobotny.
A dlaczegoś bezrobotny? Boś biedny". Samoobrona ma takie plany
ratunkowe i chce je urzeczywistniać na każdym szczeblu władzy.
Z
przemówienia w Sejmie 25 stycznia 2002 r.:
Hitler,
aby zająć te ziemie, potrzebował czołgów, armat, samolotów i karabinów.
Kohl zaczai, Schroeder to kontynuuje, potrzebna im jest marka, dzisiaj
zastąpiły ją euro i dolar, i w ten sposób przyjdą. Niech młode pokolenie
nie wierzy tym obłudnikom, którzy mówią, że to nam nie grozi. Co z
tego, że Niemiec kupi ziemię w Polsce? Nic się nie stanie, ta ziemia
leży ugorem. Oczywiście, że leży ugorem, bo takie stworzyliście warunki
polskim rolnikom, byłym pracownikom pegeerów, którzy nie mają dziś
na chleb. Pokazujecie filmy o nich -...quot;Arizona". Co ci ludzie
mają robić? Nie róbcie sobie kpin z narodu. To jest w prostej linii
przejęcie naszych ziem przez kapitał niemiecki. Oni to przejmą. Drodzy
państwo, my się naprawdę bardzo głęboko zastanówmy.
Janusz
Lewandowski w Życiu:...quot;Andrzej Lepper to nie jest tylko skandalista
a la Żyrynowski. To człowiek, który chce wykorzystać reguły demokracji,
aby być polskim Łu-kaszenką i tłumić wolności, uzyskane po 1989 roku".
Jan
Nowak-Jeziorański w Gazecie Wyborczej:...quot;Lepper porównywany jest
do Łukaszenki. Jeśli zdobędzie władzę, sprowadzi Polskę do poziomu
Białorusi. Można się obawiać czegoś znacznie gorszego. Bezrobocie
i głęboki kryzys gospodarczy Niemiec weimarskich otworzyły Hitlerowi
drogę do władzy. Jego panowanie skończyło się po 12 latach upadkiem
Rzeszy. Lepper jako przykład stratega propagandy stawia Goebbelsa.
Optymiści wierzą, że można przywódcę Samoobrony oswoić i ułagodzić.
Ludzie zmieniają się przecież, gdy poczują na sobie ciężar odpowiedzialności
za losy państwa. Niestety to zbyt optymistyczne, by mogło okazać się
prawdziwe (...) Obłaskawianie Leppera niezwykle przypominało politykę
obłaskawiania Hitlera. (...) Hitlerowi drogę do władzy utorował kryzys
gospodarczy i bezrobocie. Wszystko wskazuje na to, że światowa koniunktura
gospodarcza jeszcze się pogorszy, a wówczas pogłębi się kryzys w Polsce
i wzrośnie bezrobocie. Na tej fali rosnącego niezadowolenia i frustracji
Lepper może wypłynąć. Będzie podburzał do strajków i niepokoi społecznych,
a jednocześnie zwiększał szansę uzyskania przez swoje ugrupowanie
większości w najbliższych wyborach parlamentarnych. A to byłaby katastrofa
(...) Nie można wy kluczyć możliwości, że Lepper zdobędzie władzę
tak jak kiedyś Hitler.
Grzegorz
Schetyna w Gazecie Wrocławskiej:...quot;[Lepper] potwierdził to, uniemożliwiając
eksmisję targowiska w Włocławku, czy swoim ostatnim występem w Sejmie.
Tak naprawdę przypomina się sytuacja z końca lat 20. i początku 30.
XX wieku w Republice Weimarskiej. Wtedy też, jeden niegroźny facet,
Hitler, organizował demonstracje, oskarżał, spotykał się z prezydentem
Niemiec, Hindenburgiem. I wszyscy uważali, że jest niegroźny".
Tadeusz
Syryjczyk w Gazecie Wyborczej:...quot;Daleki jestem od snucia analogii
z historią załamań demokracji i narodzinami totalitaryzmów. Nie chce
przyrównywać Pana Marszałka Leppera do różnych niesławnych postaci
historycznych, choć czasem sam się o to prosił. Inny kraj, inne czasy,
inne napięcia społeczne. Ale mimo wszystko cywilizatorom doradzałbym
lekturę historii Niemiec z lat 30., z naciskiem na rozmaite manewry
taktyczne cywilizowanych partii, które próbowały wykorzystać radykałów
i awanturników do realizacji swoich celów, za to nie były zdolne do
współpracy dla zachowania demokratycznego porządku, co - jak się rychło
okazało - było warunkiem koniecznym ich bytu. Kresem owej taktyki
było nieodwracalne oddanie władzy nazistom - siłami wewnętrznymi -
i to pomimo że gdy Adolf Hitler zostawał kanclerzem po raz pierwszy,
jego partia była w mniejszości, a jego gwiazda popularności zaczynała
gasnąć".
Marek
Beylin w Gazecie Wyborczej:...quot;... demokracjom grozi kryzys legitymizacji.
To stara prawda potwierdzona już w historii przez karierę Mussoliniego
i Hitlera. Ale dziś też trzeba ją przypominać. Gdy załamuje się koniunktura
gospodarcza, przychodzi czas na Leppera. Zauważmy, on nic nie obiecuje.
Przeciwnie, swoim sympatykom odbiera resztki nadziei, potwierdzając
to, co im kołacze się w głowach - że rządzą złodzieje i kanalie. Lepper
odnosi sukces, bo swą agresją i sprawną inscenizacją tworzy pozór
szczerości i autentycznego dialogu z ludźmi".
Paweł
Fąfara w Życiu:...quot;W zachodniej prasie przed kilkoma laty była
publikowana przewrotna reklama. Na kolejnych stronach pojawiały się
ogromne hasła, wskazujące na jakąś wyjątkową postać:...quot;To on zlikwidował
bezrobocie",...quot;To on odbudował przemysł",...quot;To on
nakręcił wzrost gospodarczy". Na ostatniej stronie hasło brzmiało:
...quot;To on - Adolf Hitler. Reklama ta pokazała, że nawet największe
brednie można przedstawiać w pozornie logiczny sposób. Takiej retoryki
i takiej metody używa dziś Andrzej Lepper.
Piotr
Kudzia w tygodniku Wprost:...quot;"Nikt was nie słucha, nie chce
wiedzieć, jakie macie problemy, dlaczego tylu ludzi jest bez pracy,
dlaczego powodzi się tylko cwaniakom i złodziejom. Dość tolerowania
zadowolonych elit zamkniętych w gabinetach. Jeśli nie chcą słyszeć
waszego głosu, zmuście ich do tego. Zorganizujmy się w polityczną
siłę i pójdźmy po władzę. Wygramy, bo macie rację" - to nie są
słowa Andrzeja Leppera skierowane do tysiąca drobnych kupców we Włocławku,
choć są prawie identyczne z wypowiedziami lidera Samoobrony. To zdania
Benito Mussoliniego, które wygłosił w 1919 r. podczas przemówienia
do kombatantów, bezrobotnych, bankrutujących kupców i rzemieślników.
Trzy lata później Mussolini był premierem Włoch. Po następnych dwóch
latach zdelegalizował opozycję. W 1925 r. przekształcił Włochy w totalitarną
dyktaturę".
Ewa
Milewicz w Gazecie Wyborczej:...quot;Andrzej Lepper stosuje metodę
podobną do terrorystów: wykorzystuje wolność, którą gwarantuje demokracja,
przeciw tej demokracji. I liczy, że zetrze w pył parlamentarnych polityków
i zostanie w przyszłym Sejmie (a chce przyśpieszenia wyborów) marszałkiem,
premierem, prezydentem. Dyktatorem".
Ernest
Skalski w Gazecie Wyborczej:...quot;Hitler też wykorzystał demokrację.
Jego NSDAP startowała w wyborach, frakcje w Reichstagu i w jak najbardziej
formalny sposób sformowała rząd z Hitlerem jako kanclerzem.Anarchię
narodowi socjaliści stosowali jeszcze jako opozycja pozaparlamentarna
- monachijski pucz w 1923 r. - i będąc już w parlamencie. (...) Jeśli
przykład z Hitlerem jest zbyt drastyczny, to mamy świeższe: Fujimori
w Peru, Miloszewić w Jugosławii również dochodzili do władzy drogą
wyborów. Andrzej Lepper też nie wydaje się być politykiem przesadnie
przywiązanym do demokracji, a już na pewno nie jest fanatykiem praworządności".
Piotr
Wierzbicki w Gazecie Wyborczej:...quot;Istota najbardziej groźnej demagogii
nie leży w tym, że ktoś plecie same androny. Najbardziej groźna demagogia
karmi się nonsensem przyprawionym umiejętnie okruchami ewidentnej
prawdy. Hitler, mówiąc, że Niemców upokorzono w traktacie wersalskim,
i że w Niemczech szaleje bezrobocie, nie kłamał. (...) Po wysłuchaniu
sejmowej mowy Leppera niektórzy, i to poważni politycy, pragnąc zaznaczyć,
iż rozumieją do pewnego stopnia gniew Samoobrony, zauważyli, i to
bardzo słusznie, że on wziął się z poczucia krzywdy".
Fujimori,
Miloszević, Łukaszenka, Mussolini, Goebbels i Hitler - takie wzorce
historyczne przypisali mi politycy i publicyści po tym, jak obliczono,
że w ostatnich wyborach do parlamentu Samoobrona dostała ponad 10-procentowe
poparcie społeczne. się chcę indywidualnie polemizować ze staruszkiem
z Warszawy, a kurierem z Waszyngtonu - o jego przeszłości można by
powiedzieć aż za nadto, i to niekoniecznie na chwalebną nutę. Gardzę
ludźmi, których rozczarowanie doprowadziło do takiej zapiekl ości,
że przeciwnika politycznego przyrównują do Hitlera. W Polsce jest
to oszczerstwo, za które można oberwać po pysku. Hitler nie jest znany
z tego, że w demokratyczny sposób zdobył władzę, tylko z tego, że
budował obozy koncentracyjne i krematoria, że masowo mordował całe
narody. Przypisywanie mi jednego, w domyśle prowadzi do drugiego.
Brzydzę się takimi metodami; brzydzą mnie również ludzie posługujący
się nimi.
Z
drugiej strony dostrzegam panikę w tonie tych publikacji i wypowiedzi.
Panikę, która mi pochlebia. Zaiste, jak mali stali się reprezentanci
środowisk związanych z Unią Wolności i Gazetą Wyborczą, że musieli
przypuścić na mnie aż tak obrzydliwy atak. Tadeusz Syryjczyk, którego
wyborcy wykluczyli z parlamentu, jest zbyt rozgoryczony, żeby używać
racjonalnych argumentów; stać go tylko na inwektywy i porównania mnie
z Hitlerem, a Samoobrony z NSDAP.
Lewandowski
i Schetyna z Platformy Obywatelskiej też liczyli na silne pozycje
w największym ugrupowaniu opozycyjnym, tymczasem - również za sprawą
Samoobrony - stali się drugorzędnymi parlamentarzystami, do tego leniwymi,
także umysłowo. Dziwicie im się, że sięgają do oszczerstw, a nie do
cywilizowanych metod dyskusji, które podobno znają i potrafią się
nimi posługiwać?
Szukanie
analogii między mną a Hitlerem to zwykle draństwo, nie o moim poziomie
świadczące, lecz o poziomie tych, którzy takich podobieństw szukają.
Spróbujmy
jednak na chwilę pójść tropem tych skandalicznych porównań. Ich zwolennicy
piszą, że Hitler nie doszedłby do władzy, gdyby nie bezrobocie i kryzys
gospodarczy w Niemczech. No, to nic prostszego, jak metodą zmniejszania
bezrobocia i powodowania wzrostu ekonomicznego nie dopuścić do władzy
Samoobrony w Polsce. Tak czy nie? Leppera by nie było, gdyby ludzie
pokroju Lewandowskiego, Syryjczyka czy, pożal się Boże, Nowaka-Jeziorańskiego
tak rządzili Polską, żeby wyborcy głosowali wyłącznie na Unię Wolności,
liberałów i miłośników kwiatków. Myślicie, że pchałbym się wówczas
do Sejmu? Gdyby Polska była coraz silniejsza, zasobniejsza, a ludzie
zamożniejsi, czy brałbym się za coś tak niewdzięcznego, pracochłonnego
i uciążliwego jak polityka? Siedziałbym sobie na swoim kawałku ziemi
i patrzył, jak rośnie dobrobyt mój i sąsiadów.
Niech
więc ci, co tak bezceremonialnie i po chamsku sięgają do obraźliwych
porównań, najpierw pomyślą, uderzą się w piersi, a potem dopiero mówią
i piszą. Chyba że to za dużo - wymagać od nich myślenia...
Na
Leppera można wrzeszczeć, obrzucać go błotem i obelgami. Lepper jest
chamem i można przypisywać mu cechy wszystkich zwyrodnialców tego
świata. Hitlera, Mussoli-niego, Goebbelsa, Miloszeyicia. Na Leppera
rzuciły się elity polityczne i ich media - jak sfora wściekłych psów.
Elity nienawidzą racji prostego człowieka, jego godności, pogardzają
jego życiem bez nadziei.
Ale
Lepper nie jest sam. Takich Lepperów są dzisiaj już setki tysięcy,
miliony.
strona tytułowa                                         
następna strona
 drukuj
|