MENU
WIEŚCI Z KRAJU
KONTAKT
Biuro Krajowe Partii:
Al. Jerozolimskie 11/19 lok.14
00-508 Warszawa
tel.: (22) 629 32 90
samoobrona@samoobrona.org.pl

Nr konta: Alior Bank
41249000050000453042918643

LINKI



ŁÓDŹ


O NAS
REDAKCJA
WYSZUKIWANIE

LOGO
  Poniedziałek, 27 Lutego 2017

Walczymy o polską ziemię!

26.01.2013

Od kilku dni światowe media dyskutują nad mapą przygotowaną przez rosyjskich analityków na podstawie materiałów wywiadowczych CIA i GRU oraz opinii Alvina Tofflera, Samuela Huntingtona i Zbigniewa Brzezińskiego. Mapa pokazuje przewidywane zmiany granic w Europie do 2035 roku. Według tej prognozy niektóre państwa się podzielą i powstaną nowe. Podobny proces już przerabialiśmy w początkach lat 90tych. Kilka krajów straci część swoich terytoriów na rzecz sąsiadów, a dwa zwiększą stan posiadania. Beneficjentami mają być Niemcy i Rosja, pozostałe stracą. Polska także.




Nasze najdonośniejsze i zarazem prorządowe środki masowego przekazu zachowują w tej sprawie zgodne milczenie.

Nic dziwnego, po paśmie ubiegłorocznych "sukcesów" rządu Tuska lepiej Polaków nie denerwować. Przewidywane zmiany oznaczają dla Polski utratę ponad połowy terytorium. Do Niemiec wróci Pomorze, Śląski i Prusy Wschodnie a tereny pokrywające się mniej więcej z obecnymi województwami lubelskim i podkarpackim przypadną Ukrainie. Nie tej obecnej, ona tez się podzieli i powstanie nowe państwo, Galicja, ze stolicą we Lwowie i naszymi województwami południowo wschodnimi.

Komentarze europejskich mediów nie lekceważą tych przewidywań, oparte na obserwacjach różnych ruchów separatystycznych i trendów ekonomicznych są tematem dyskusji i licznych publikacji. U nas sprawę podjęły tylko nieliczne fora internetowe mimo licznych przesłanek skłaniających do traktowania owej analizy poważnie. Jedną z nich jest masowy w ostatnich latach wykup ziemi przez cudzoziemców, szczególnie w województwie zachodniopomorskim.

Polska jest tam, gdzie jest polska ziemia. A jej coraz mniej.

Właśnie zawiesili swój protest rolnicy pikietujący przez kilka tygodni Urząd Wojewódzki w Szczecinie i blokujący drogi regionu. Są wśród nich działacze Samoobrony. Rozformowali kolumny ciągników i czekają na decyzje władz. Uważają, że Agencja Nieruchomości Rolnych działa wbrew ich interesom i za szkodą dla gospodarki kraju umożliwiając nabywanie wielkich ilości ziemi klientom zagranicznym. Oni, gospodarujący tu od dziesiątków lat na swoich hektarach nie mogą powiększyć gospodarstw, ponieważ nie są w stanie konkurować z zachodnimi firmami dysponującymi wielkim kapitałem. Przetargi na ziemię prowadzone są w formie wolnej licytacji i to jest ich zdaniem bardzo niewłaściwe. - nasza ziemia przechodzi w ręce tego, kto da za nią więcej - powiedział mediom Wiesław Piątek z zarządu Zachodniopomorskiej Izby Rolniczej. Jego i innych rolników zdaniem zachodnich kontrahentów reprezentują na przetargach podstawione "słupy", osoby, które spełniają wszystkie określone prawem warunki i mogą stanąć do przetargu. Gołym okiem widać, że nie kupują ziemi dla siebie. – Niedorzecznością jest, że do przetargu o ziemie staje właściciel 5 hektarowego gospodarstwa, kupuje 300 hektarów i płaci kilka milionów gotówką. Po paru dniach nabywca ceduje swój zakup na rzecz zagranicznej spółki, której pieniędzmi się posłużył – tak wyjaśnia nieskomplikowany mechanizm.

Tego samego zdania jest Leszek Dobrzyński, poseł PiS – Są poważne podejrzenia, że ziemia trafia w obce ręce. ANR nie robi nic by temu procederowi przeciwdziałać. Od 2016 roku obrót ziemią będzie w Unii całkowicie wolny i do tego czasu jak najwięcej ziemi powinno trafić w ręce polskich rolników, bo to jest w naszym narodowym interesie. Trzeba im to umożliwić, stworzyć preferencje, Nie ma czasu na czekanie

Senator Jerzy Chróścicki, przewodniczący RI Solidarność uważa, że urzędnicy ANR powinni sprawdzać, co się dzieje z ziemią nabytą na przetargach. Czy naprawdę gospodarują na niej osoby, które ją kupiły. Protestujący przez ponad miesiąc rolnicy mają wielkie pretensje, bo wcześniej uzgodnili już niejasności w obrocie ziemią z byłym ministrem rolnictwa Markiem Sawickim. Ministra już nie ma a rząd uzgodnień nie realizuje. - Minister zapewniał nas, że nie pozwoli na wyprzedaż ziemi tzw. "słupom" - oświadczył mediom Edward Kosmal, przewodniczący Międzyzwiązkowego Komitetu Protestacyjnego Rolników Województwa Zachodniopomorskiego. – Ten protest nie byłby potrzebny gdyby ANR realizowała podstawowy zapis ustawy, że grunty mają być przeznaczane na powiększanie gospodarstw rolnych i tworzenie nowych a nie na handel i sprzedaż obcemu kapitałowi.

Dyrektor szczecińskiego oddziału Agencji Nieruchomości Rolnych Adam Poniewski twierdzi z kolei ze protest jest zupełnie bezzasadny. – w 2012 roku zorganizowaliśmy ponad 600 przetargów, 505 na sprzedaż a blisko 100 na dzierżawę gruntów - mówił dziennikarzom na konferencji prasowej. – Oferta sprzedaży dotyczyła ponad 9 tysięcy hektarów, kupiono 5100. Wydzierżawić można było ponad 2100 ha. Z czego zawarto umów na 1,4 ha. Z zarzutem sprzedaży ziemi cudzoziemcom nie zgadza się. – Przez 20 lat spółki z udziałem kapitału zagranicznego kupiły 22 674 a w ostatnim roku 80 ha. W ostatnim roku nie sprzedaliśmy cudzoziemcom ani hektara, podkreślił. Uważa też, że wobec nabywców stosowane są właściwe preferencje, w prawie połowie transakcji rozłożono należność na raty a 212 rolników skorzystało z prawa pierwokupu ziemi. Zapewnił, że wstrzymał sprzedaż ziemi rolników, którym w najbliższych latach kończą się okresy dzierżawy, że o zbliżającym się terminie wygaśnięcia dzierżawy są oni dodatkowo informowani i że na pewno będą mieli pierwszeństwo przy zakupie. Poinformował, że gdy Agencja ma podstawy podejrzewać uczestnictwo w przetargu "słupa" nabywającego ziemię w celach spekulacyjnych to transakcję unieważnia i było w minionym roku takich przypadków 46. Przyznał jednak, że nie są przez ANR w żaden sposób weryfikowane zaświadczenia wystawiane uczestnikom przetargów przez urzędników gminnych. I tu jest pies pogrzebany.

Wystarczy kupić sobie parę hektarów w jakieś gminie i odpowiednio przekonać urzędnika by wystawił zaświadczenie, że nowy właściciel jest rolnikiem, prowadzi gospodarstwo i uprawia swoją ziemię. Mając to zaświadczenie można stanąć do przetargu i nabyć nawet kilkaset ha.

W myśl stosownych przepisów już w 2016 roku polską ziemię będzie mógł nabyć na własność bez żadnych trudności i korowodów każdy obywatel UE. Życie pokazuje, że kto bardzo chce może ją kupić od lat i kupują. Nasza ziemia jest chroniona bardzo iluzorycznie, bezskuteczność ochrony sprawia wrażenie umyślnie zamierzonej, jeśli przyjrzeć się innym krajom Unii.

Największy areał upraw rolnych ma Francja i tam obrót ziemią jest ściśle reglamentowany. Może ją nabyć tylko prawdziwy rolnik, nie papierowy stworzony zaświadczeniem gminnego urzędnika. Na kupionej ziemi musi gospodarować osobiście 15 lat i nie wolno mu jej przez ten czas oddać w dzierżawę. Gdy już wolno mu sprzedać, prawo pierwokupu mają sąsiedzi. Tak chronią swoją ziemię Francuzi. W Danii też warunki surowe, – kto chce kupić kawałek gruntu, musi najpierw się w tym kraju osiedlić i pozbyć wszelkiej własności ziemskiej posiadanej za granicą. Niemcy i Hiszpanie również chronią swoje ziemie nieporównywalnie troskliwiej od nas. Poza Unią nie wszędzie jest łatwiej. Na Ukrainie jakikolwiek obrót ziemią jest obecnie bezterminowo wstrzymany, do czasu opracowania, uchwalenia i wdrożenia nowych zasad.

Na tym tle Polska, z ziemią stosunkowo niedrogą, konkurencyjną cenowo jest rajem dla spekulantów chcących inwestować w jej zakup. W porównaniu z gruntami rolnymi zachodniej Europy polskie są znacznie lepsze jakościowo gdyż nie stosowano wobec nich tak intensywnego nawożenia środkami chemicznymi preferując użyźnianie naturalne, ekologiczne, pochodzenia organicznego, przede wszystkim zwierzęcego.

Ziemia rolnicza staje się w Europie towarem cennym. FAO, Światowa Organizacja Wyżywienia i Rolnictwa przewiduje, że za 30 - 40 lat liczba ludności świata wzrośnie do 9 miliardów a zapotrzebowanie na żywność wzrośnie aż o 70 procent, bo warunki życia polepszają się wszystkim.

Tymczasem globalna powierzchnia użytków rolnych ulega zmniejszeniu wskutek rozbudowy miast, przeznaczania terenów uprawnych na cele przemysłowe i rekreacyjne a także pod inwestycje komunikacyjne. Stąd coraz większe zainteresowanie ludzi biznesu produkcją żywności, a w związku z tym ziemią uprawną. Polska ziemia uprawna to jeszcze olbrzymi majątek. Według protestujących rolników z zachodniopomorskiego na przetargach ANR "słupy" windowały cenę nawet do 70 tysięcy zł za hektar, absolutnie dla nich niedostępną. Nawet gdyby liczyć tylko po 25 tysięcy to 14 milionów ha polskiej ziemi uprawnej ma wartość, co najmniej 350 miliardów złotych. Tego wysprzedający kraj za bezcen rząd PO nie mógł dotychczas zmarnować i oddać obcym. Od 2016 roku cudzoziemcy nie będą już potrzebowali słupów do kupowania naszej ziemi.

W województwie zachodniopomorskim rolnicy zawiesili na razie protest, trochę z powodu dokuczliwych mrozów, czekają na reakcję władz w Warszawie. Może warto przypomnieć, że tamte ziemie zdobyli dla swej ojczyzny żołnierze w polskich mundurach i tysiące zapłaciło za nią życiem. Zwycięskie mocarstwa potwierdziły polskość tych ziem po wieczne czasy a tu raptem po 71 latach stanie się ona mocno niepewna i problematyczna.

Z tych wszystkich powodów "Samoobrona" uważa, że rząd polski powinien natychmiast zablokować cudzoziemcom możliwość wykupu polskiej ziemi poprzez stworzenie rygorystycznych zasad sprzedaży pól uprawnych, łąk i lasów tak, aby mógł je nabywać tylko polski rolnik.

Sformułowanie kilku przepisów w ten sposób by przy zachowaniu teoretycznego równego dostępu do ziemi mógł ją kupić wyłącznie autentyczny użytkownik na stałe z Polską związany, który tę ziemię będzie uprawiał i dbał o nią żywiąc tym samym siebie i innych nie jest przecież zadaniem trudnym, wymagającym czasu i czasochłonnym. Można skorzystać z gotowych wzorów, choćby i z francuskiego. Można odpowiednio przyspieszyć proces legislacyjny. Obrona naszej ziemi nie jest mniej ważna od walki z dopalaczami albo automatami do gier.

"Samoobrona" apeluje do władz o wyrażenie wreszcie woli obrony polskiej ziemi tak, by pozostała w rękach Polaków.

Zdajemy sobie sprawę, że przyszłość naszego rolnictwa w ogóle nie interesuje ludzi aktualnie rządzących krajem. Zgoda na dyskryminację polskich rolników przez Unię Europejską, uległość w narzucaniu im upraw GMO, zamiar wprowadzenia niebawem podatku dochodowego a więc i aparatu skarbowego do gospodarstw chłopskich wyraźnie tego dowodzą. Mimo to jeszcze raz apelujemy.

Jeśli w wyszukiwarkę internetową Google wpisać hasło "rosyjska mapa europy 2035" pojawi się lista zaledwie kilka linków prowadzących do mniej znanych portali dyskusyjnych i politycznych. Widać, że w Polsce mało kogo interesują kwestie naszej przyszłości a widok konturów okrojonej ojczyzny, mniejszej nawet niż Księstwo Warszawskie, namiastka państwa polskiego w okresie wojen napoleońskich, nie budzi żadnych refleksji. Jeśli wpisać to samo w języku angielskim pojawi się takich linków kilkaset. Podobnie w języku niemieckim i francuskim. Nawet "guglując" po serbsku albo czesku otrzymujemy o wiele więcej wyników, w tym linki prowadzące na strony najpoważniejszych tytułów prasowych i programów telewizyjnych.

Polacy śpią, Obawiam się, że po raz kolejny obudzimy się, gdy będzie już za późno na cokolwiek. Wtedy, gdy nawet odsunięcie od władzy ludzi, którzy w nosie mają polską ziemię i najważniejsze polskie sprawy nic już nie będzie mogło zmienić

Wiesław Bendkowski

PROGRAM

POLECAMY


KONSTYTUCJA

SAMOOBRONA | POLEĆ NAS ZNAJOMYM |DODAJ DO ULUBIONYCH | KONTAKT | ENGLISH
ostatnia aktualizacja: 9.07.2008