Jak zbudować elektrownię atomową?

Pozornie sprawa nie jest trudna, bowiem istnieją opracowane projekty wypełniające wszelkie normy i odpowiadające pełnemu bezpieczeństwu, ale przykłady awarii elektrowni w Czarnobylu czy też Fukushimie są argumentem dla tych, którzy wolą być systematycznie zatruwani przez odpady będące produktami innych sposobów pozyskiwania energii. Demonizowanie wykorzystywania technologii rozszczepiania pierwiastków nie służy z całą pewnością dbałości o ochronę środowiska i ekologii. Tak zwani „ekolodzy” przypuszczalnie są to osoby działające na rzecz określonych grup interesów, zaś posiadane środki pozwalają im praktycznie zablokować każdą inwestycję, czy inicjatywę gospodarczą.

Przykład pierwszy z brzegu, ot choćby ostatni spór o wyręb Puszczy Białowieskiej. Mam w tej kwestii uczucia ambiwalentne, gdyż wiemy, iż jest to Dziedzictwo Narodowe, które powinniśmy przekazać następnym pokoleniom w stanie jak najmniej zmienionym, ale nie jestem dendrologiem, dlatego właściwą ocenę i metody jak to uczynić zostawiam niezależnym naukowcom a nie podejrzanym grupom wpływów i interesów.

Ku czemu rzecz prowadzę?

Od wielu lat istnieją w Polsce ambitne plany budowy elektrowni atomowej i jak dotychczas, jak widać, kończy się to jedynie na ambitnym chciejstwie, które w ostatecznym efekcie wiedzie do nikąd.  Pominę milczeniem utopione bezpowrotnie pieniądze pochodzące z środków publicznych. Przedsięwzięcie jest skomplikowane i wieloletnie, wymaga wielu starań i odpowiedniej organizacji. Tę granicę niemocy i indolencji potrafił przekroczyć nasz wschodni sąsiad, -Republika Białoruś. Przypomnę, że budowę elektrowni atomowej w Ostrowcu rozpoczęto w 2011 roku. Władze w Mińsku zabezpieczyły sobie na ten cel niezbędne środki i sądzić można, znając ich zdrowe podejście do gospodarki i chęć współpracy z Polską, że ostateczny efekt przyniesie sukces.

Widać więc, iż sprawa nie jest prosta a dodatkowo jakakolwiek zmiana układu politycznego, może całkowicie zmienić losy inwestycji.  Obecne stosunki między władzą i opozycją w Polsce przypominają wojnę plemienną zrodzoną z atawistycznej nienawiści i prowadzoną wbrew logice, ale w sposób bezwzględny i nieliczący się z stratami, wizerunkowymi i gospodarczymi. Nieważna pozycja międzynarodowa, czy wewnętrzna, spokój społeczny, wieloletni rozwój ekonomiczny i istnienie Narodu, (w którego imieniu, podobno, działają), najważniejsze to postawić na swoim. Prowadzi to do całkowitej anarchizacji życia publicznego. Politykę a szczególnie polityków powinno cechować myślenie propaństwowe a nie partyjne, oczywiście z zachowaniem zasad demokracji, bowiem ta ostatnio gdzieś nam ucieka i znika. Społeczeństwo karmione nieustannie toczącą się wojną staje się ogłupiałe.  Podobny mechanizm doskonale opisał George Orwell w swoim genialnym dziele,- „1984”.  To by Polska była krajem zamożnym i demokratycznym chciałby każdy, lecz na to nikt nie ma sposobu by tak się stało a jedną z przyczyn jest chyba dziecięca choroba większości polityków charakteryzująca się nieodpartą ochotą robienia wszystkiego i wszystkim na przekór.

Ale wracam do meritum.

Dołączenie się do inwestycji prowadzonej przez Białoruś gwarantuje osiągnięcie polepszenia polskiego bilansu energetycznego i jedynie to powinno decydować o rozpoczęciu współpracy. Polska musi kierować się własnym interesem a nie fałszywą solidarnością w wyniku której zawsze tracimy, zaś gospodarczo zyskują unijni „partnerzy” przejmujący nasze tradycyjne rynki zbytu. Na początku roku litewski minister spraw zagranicznych Linas Linkevicius przestrzegał Polskę przed kupowaniem energii elektrycznej od Białorusi, ale on pilnuje interesów własnego kraju.

Argumenty przemawiające za wzmocnieniem polskiej gospodarki przez podjęcie współpracy z Republiką Białorusi we wspólnej budowie elektrowni atomowej przedstawiłem w poprzednich artykułach„dotyczących tej tematyki: "Sen o niezależności energetycznej” oraz „Porozumieć się z Białorusią”.

Wszelkie opinie, sugestie i ostrzeżenia naszych „unijnych partnerów” nie powinny mieć wpływu na rzetelny rachunek ekonomiczny.  Przekonaliśmy się dobitnie, ile znaczy unijna solidarność przy okazji budowy "Nord Stream", czy też handlu z Rosją, na którego rynku staliśmy się wielkim nieobecnym. Ten argument, że należy przede wszystkim dbać o własne interesy i własny Naród, głównie przemawia za podjęciem rozmów z Republiką Białorusi w kwestii przyłączenia się do wspólnej inwestycji energetycznej.

Wojciech W. Wojtulewicz